Nasze projekty
Tomasz Adamski

Labor macht Frei

To znany w świecie chrześcijańskim schemat: pogańskie miejsce, data zostają odarte z pierwotnego pustego kultu i zaadaptowane przez wiarę i kulturę katolicką. Chrystianizacja zawsze obalała fałszywych bogów razem z przedmiotami ich adoracji, często – dla wygody i łatwiejszej adaptacji – wypełniając powstałą pustkę chrześcijańskim sacrum.

Reklama

 

W Polsce bardzo żywym tego przykładem jest klasztor ustanowiony na Łysej Górze. Ale historia tego miejsca jest dużo ciekawsza niż można by przypuszczać.

 

Reklama
Reklama

Jeszcze nim ustanowiono tu klasztor, w którym benedyktyni mogliby realizować swoje Ora et labora – co miało miejsce wg różnych źródeł w XI lub XII w. – prasłowiańskie ludy uczyniły tę górę miejscem kultu dla trzech mitycznych bóstw. Jedno z nich z całą pewnością patronowało tutejszym kowalom i hutnikom, co prowadzi nas do kolejnej tajemnicy tego wzgórza. Już około II wieku powstał tu największy (oczywiście poza Rzymskim Imperium) ośrodek wyrobu żelaza! Podejrzewa się, że pogański kult już wtedy zaczął nabierać mocy. Kto wie? Być może nim został wyrugowany z tego miejsca rozwijał się całe tysiąclecie?

 

Co ciekawe pogańska adoracja trzech bogów została w tym miejscu zastąpiona kultem Trójcy Przenajświętszej, bowiem takie było wezwanie pierwszej chrześcijańskiej świątyni zbudowanej w tym miejscu przez polskiego króla.

Reklama
Reklama

 

Najstarsze polskie Sanktuarium jest jednak wyjątkowe z innego powodu. Jest to bowiem Sanktuarium Relikwii Świętego Krzyża. Dość karkołomnym zadaniem jest znalezienie odpowiedzi na pytanie: skąd w posiadaniu miejscowych tak wyjątkowy skarb? Jak zawsze w takich przypadkach z pomocą przychodzą nam legendy.

 

Reklama

Labor macht Frei

Wg najpopularniejszej z nich węgierski książę Emeryk (późniejszy święty), który przyjechał do Polski, aby doglądać państwowych interesów z miejscowym królem otrzymał od swojego ojca błogosławieństwo i relikwie na drogę, aby strzegły go od niebezpieczeństw. Złoty relikwiarz noszony na szyi (tzw. enkolpion) zawierał fragmenty krzyża z Golgoty, w których posiadanie królewski ród mógł wejść dzięki wychowawcy księcia, Gellertowi – weneckiemu opatowi. Podczas polowania na Łyścu Węgier popędził za jeleniem w środek lasu i gdy miał oddać strzał z łuku, został oślepiony przez blask bijący od krzyża, jaki pojawił się między rogami zwierzęcia. Emeryk po powrocie z polowania oddał relikwie polskiemu królowi i poprosił, aby we wskazanym przez niego miejscu postawiono świątynię. Ten właśnie podarunek można dziś adorować w Kaplicy Relikwii Drzewa Krzyża Świętego.

 

 

Należy oczywiście wziąć poprawkę, że legendy rządzą się swoimi prawami i – dla przykładu – wielu kronikarzy przyjmujących powyższą wersję historii jednocześnie datuje to wydarzenie na kilka lat przed… narodzinami Emeryka. Jednak dostarczenie relikwii do Polski przez węgierskiego dostojnika wydaje się jak najbardziej prawdopodobne. Od czasu ich wprowadzenia na Łysą Górę miejsce to stało się sławne na całą Polskę i Europę.

 

Jednak moneta, którą odwrócono wprowadzeniem chrześcijaństwa i wzrostem adoracji krzyża została ponownie przekręcona na pogańską stronę. Po wojnach napoleońskich i stworzeniu Kongresowego Królestwa nastąpiła kasata zakonu. Po całej Polsce rozprzedano wszystko, co przez kilka ostatnich wieków udało się benedyktynom zgromadzić. Spieniężono nawet najtańsze i najmniejsze przedmioty. Relikwie udało się jednak przenieść do Nowej Słupii.

 

Miejsce podupadało. Stało się nawet państwowym więzieniem dla osadzonych duchownych. Gorzka ironia osiągnęła szczyt, gdy sto lat później nad wejściem na dawny teren klasztorny umieszczono napis Arbeit macht Frei. Siedziba benedyktynów stała się obozem zagłady, w którym masowo uśmiercano wrogów III Rzeszy. A gdy niemieccy żołnierze wraz z jeńcami uciekli, wkroczyli radzieccy, którzy nie znalazłszy innych rozrywek bezcześcili groby i na przykład zmumifikowane ciało księcia Jeremiego Wiśniowieckiego pozbawili głowy, przyprawiając mu inną, pochodzącą z grobu anonimowego zakonnika.

 

Na szczęście dziś klasztorem opiekuje się zakon Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, dzięki czemu niewiele jest tu przykrych pamiątek po najczarniejszych kartach historii tego miejsca. Relikwie Świętego Krzyża wystawione są na wieczystą adorację w przezroczystym tabernakulum, dzięki czemu Sanktuarium promienieje sacrum, a nie tylko wielowątkową, nie zawsze słoneczną opowieścią, której nie można zmieścić w żadnej książce. Warto tego doświadczyć.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite