video-jav.net
WIARA

Każdy jest powołany

Podczas prymicji dokonuje się przemienienie neoprezbitera w kapłana. Można pokusić się o porównanie do przemienienia Jezusa na Górze Tabor

Magdalena
Witek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Słowo “prymicja” pochodzi z języka łacińskiego i oznacza “prima missa”, czyli dosłownie: pierwsza msza.

Jest to najważniejsza Msza święta dla każdego neoprezbitera (czyli kapłana tuż po przyjęciu święceń kapłańskich, ale przed odprawieniem samodzielnej Mszy), ponieważ rozpoczyna ona okres właściwego kapłaństwa. To wyjątkowe wydarzenie również dla rodzimej wspólnoty neoprezbitera. Kościół wypełniony jest członkami rodziny, najbliższymi kapłana oraz wiernymi, którzy pragną wziąć udział w ofierze składanej przez wyświęconego księdza, który należał wcześniej do ich parafii jako świecka osoba. Jest to więc szczególna uroczystość: wyświęcony ksiądz odprawia mszę dla wiernych, wśród których przebywał i dorastał.

Warto zwrócić uwagę na wiele cech wspólnych prymicji z sakramentem małżeństwa. Tam kobieta poślubia mężczyznę, w efekcie czego staje się on jej mężem. Tutaj, w sakramencie kapłaństwa, dochodzi do zaślubin kapłana z Kościołem, Chrystusem. Odtąd staje się on Jego sługą i głosicielem Ewangelii.

 

Uroczystości prymicyjne mają swój początek w domu rodzinnym księdza. To właśnie tam błogosławią go rodzice. W ten sposób zawierzają oni swoje dziecko Panu Bogu i ufają w urzeczywistnienie się Jego woli. Tutaj również możemy zaobserwować podobieństwo do sakramentu małżeństwa.

Jak nakazuje zwyczaj, po błogosławieństwie rodziców neoprezbiter ubrany w białą szatę wyrusza z procesją w stronę kościoła, który biciem dzwonów zapowiada nadejście przybyłych. Nowo-wyświęcony otoczony jest wieńcem z liści, który niesiony jest przez kobiety lub dzieci ubrane w białe suknie. Wszechobecna biel ma symbolizować tutaj niewinność, czystość oraz całkowitą gotowość oddania się Panu Bogu przez prymicjanta.

 

prymicje1

fot. Marcin Brzózka

 

Przybyli goście wchodzą do wnętrza kościoła, ale otoczony wieńcem neoprezbiter pozostaje na zewnątrz świątyni. Przed rozpoczęciem Mszy świętej, proboszcz parafii wychodzi po niego do drzwi kościoła (dokładnie tak, jak wychodzi po narzeczonych przed ślubem). Kiedy procesja dotrze do ołtarza, młody kapłan opuszcza niesiony wokół niego wieniec. Proboszcz wita neoprezbitera, a w kazaniu często wspomina jego życie i ukazuje jego drogę dojścia do kapłaństwa.

 

Wielu neoprezbiterów przyznaje, że najbardziej wyjątkowy jest moment przeistoczenia. Coś, co zawsze słyszeli z oddali, bo z ławek kościoła, teraz za sprawą działania Ducha Świętego wychodzi z ich ust. Te słowa to: “To jest Ciało Moje, to jest Krew moja”. W tym zapewnieniu Chrystusa zawiera się początek i koniec wszechrzeczy.

 

Pod koniec Mszy ministranci, służba liturgiczna, rodzina i grupy religijne dziękują wyświęconemu księdzu, a potem przychodzi czas na podziękowania z drugiej strony. Ten moment z kolei księża określają jako najbardziej wzruszający. Prymicjant w szczególności składa podziękowania Bogu, swojej rodzinie oraz bliskim, którzy przyczynili się do jego wzrastania w wierze.

Na zakończenie uroczystości, prymicjant błogosławi zebranych przez nałożenie rąk na ich głowy, a ci całują jego dłonie, ukazując w ten sposób szacunek do Eucharystii, którą ksiądz trzymał w nich wcześniej.

 

Po uroczystej Mszy świętej ksiądz wraz z zaproszonymi gośćmi, rodziną i przyjaciółmi udaje się na przyjęcie, które na wzór wesela jest okazaniem radości z faktu zaślubin księdza z Kościołem. Przyjęcie to rozpoczynają życzenia składane prymicjantowi, odbywa się uroczysty obiad, a po nim orkiestra zaprasza przybyłych gości do wspólnej zabawy.

 

prymicje3

Fot. Marcin Brzózka

 

Do opowiedzenia o powołaniu oraz o wspomnieniach związanych z tą niezwykłą uroczystością udało mi się zachęcić księdza Marka Kalisza, który swoje prymicje przeżył w parafii na ulicy Wieczystej w Krakowie.

 

MW: Co oznacza dla księdza powołanie?

MK: Powołanie człowieka bardzo ściśle wiąże się z formą posłannictwa, którą daje nam Bóg. Każdy z nas otrzymuje swoje osobiste powołanie i misję. Powołanie do bycia mamą, dobrą żoną, wiernym mężem i tatą, ale także lekarzem, informatykiem, prawnikiem, radosnym księdzem czy miłą panią z kiosku. Do tego również trzeba mieć powołanie. I to jak wielkie!

Każde powołanie jest piękne! A twoje powołanie należy tylko do Ciebie. Każdy z nas ma swoją misję do spełnienia tu na ziemi. Nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że jesteśmy nikomu niepotrzebni, chorzy i zmęczeni życiem. Nieważne czym się zajmujesz i gdzie pracujesz. Jeśli jest to twoje powołanie i przez swą pracę czynisz dobro, jest to piękne!

 

Czym były dla księdza święcenia kapłańskie i czym jest kapłaństwo teraz?

Sam moment Święceń Kapłańskich był dla mnie wielkim przeżyciem. Choć nie jest to tak, że powie się jeden raz znamienne “TAK” na pytanie biskupa “czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodem Ducha Świętego?” i koniec…  Na powołanie odpowiada się codziennością. Codziennie wstając rano i patrząc w lustro musze sobie to uświadamiać! Bywa różnie… Czasem myślę: “Marek nie wygłupiaj się, przecież jesteś księdzem”, a innym razem “Boże dziękuje Ci za moje powołanie i za wszystko co robisz”. Kapłaństwo to nie tylko wzruszające chwile, dzieci w strojach krakowskich wręczające kwiaty, Msza Prymicyjna, uroczyste przyjęcie, choć oczywiście warto się tymi chwilami cieszyć. Prymicje to przecież święto całej parafii, a powołanie to dar Boga, ale też owoc pracy duszpasterskiej, świętości życia innych kapłanów, milionów godzin modlitw pobożnych i czcigodnych parafianek.

 

Jaka jest pierwsza odpowiedź, która przychodzi Księdzu do głowy, na pytanie: czym tak właściwie są prymicje?

Wydaje mi się, że święcenia i prymicje są naturalną kolejnością odpowiedzi na powołanie (w tym wypadku do kapłaństwa), które daje nam Bóg.

 

A jakie wspomnienie staje księdzu przed oczyma na myśl o swoich prymicjach?

Przed oczami mam moją ukochaną parafię na Wieczystej w Krakowie, rodzinę, znajomych, dzieci niosące wieniec, księży i drogich parafian.

 

Czy przed święceniami miał ksiądz potrzebę wyrwania się z codzienności, by zebrać myśli i wyciszyć się przed tym, jak sądzę, najważniejszym wydarzeniem w życiu?

Święcenia kapłańskie poprzedzają rekolekcje. Ja swoje spędziłem w Krzeszowicach. Jest to chwila duchowego oddechu, wyciszenia przed tym ważnym momentem, tydzień “bez komórki” i nowinek tego świata. Wszystkie formalności odnośnie gości, uroczystego obiadu i inne ustalenia z rodziną załatwiłem wcześniej i praktycznie do samych święceń pozostawałem sam – to znaczy nie sam, ale z Panem Bogiem. Bardzo mi to pomogło i bardzo dziękuje moim bliskim, że o wszystko zadbali. Czasem nawet jeden dzień małej izolacji od świata może zdziałać cuda. W Zgromadzeniu Księży Misjonarzy, do którego należę, jest zwyczaj, że dzień przed święceniami w seminaryjnej kaplicy w obecności całej wspólnoty kandydaci do święceń prezbiteratu i diakonatu publicznie wyznają Wiarę i chęć przyjęcia święceń”.

 

Miał ksiądz wątpliwości czy ta droga jest właściwa, czy to faktycznie jest powołanie, któremu ksiądz powinien się oddać?

Nie było jakichś fajerwerków – myśli “żeby uciec”, że to już “koniec”. Wydaje mi się że każdy musi w życiu podejmować ważne decyzje. Jeśli przez 6 lat nie uciekłem z Seminarium, czemu miałbym to robić dzień przed święceniami? Ufność… ufność w Boży plan i w to, że może Ktoś wie lepiej niż ja ratowała mi życie już kilka razy. Nigdy nie ma stuprocentowej pewności, że dobrze wybraliśmy, jednak ważnym jest, by nie upierać się tylko na swoich planach. Bóg ma wobec nas konkretne zamiary i jeśli tego nie uwzględnimy, to możemy przez całe życie czuć się troszkę rozczarowani, rozdarci…czasem raniąc innych i siebie.

 

Magdalena Witek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Magdalena
Witek
zobacz artykuly tego autora >

Bóg codziennie daje znaki

Bóg daje nam takie znaki, które mają nas przenosić do wieczności, ale nie znaczy to, że mamy tylko myśleć o końcu świata. Nasze czuwanie ma mieć wartość. Noe czuwał budując Arkę, a nie czekając na potop

Bp Grzegorz Ryś
Bp Grzegorz
Ryś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Artykuł powstał w oparciu o kazanie wygłoszone przez biskupa Grzegorza Rysia


Wielu z nas uważa, że Adwent to taki czas, w którym Kościół mówi “uważajcie, bo zaraz przyjdzie Pan Jezus”. Nieraz nam się wydaje, że ten straszny Adwent zapowiada jakiś straszny dzień, który na nas spadnie znienacka jak jakiś potrzask i nas załatwi na cacy. I że to będzie koniec świata.

Pan Jezus mówi w ewangelii, że Adwent można porównać z dniami Noego. Czy potop przyszedł nagle? Czy zaskoczył ludzi? Nie. Arkę budowano 120 lat. 120 lat gość na kawałku suchego lądu budował okręt. Nikomu nie przyszło do głowy, żeby podejść i zapytać – po co Ci to? Na co ten statek?

 

120 lat. Co ciekawe Księga Rodzaju mówi, że w tym czasie Pan Bóg zadekretował długość życia ludzi właśnie na 120 lat. To znaczy, że ludzie mieli przez całe swoje życie postawiony przed oczami znak. Znak, który aż prosił się o pytanie, o refleksję. Znak, który miał ich wytrącić z przywiązania do tego, co jest tu i teraz, z życia o którym Pan Jezus mówi “jedli, pili, za mąż wychodzili”.

 

To był znak, który pokazywał, że być może istnieje inna rzeczywistość. Znak zaskakujący, wybijający z tego, było normalne, naturalne, oczywiste. Ci ludzie przez 120 lat przyglądali się człowiekowi, który się szykował na coś zupełnie innego. I nigdy nie przyszło im do głowy, żeby zapytać o co chodzi.

Nam też Pan Bóg nieustannie pokazuje znaki, które mają nas wybijać z tego, czym żyjemy na co dzień, z modelu życia “budzę się – wstaję – idę spać”. Znaki, które zdradzają nam istnienie jakiejś innej rzeczywistości. I to są znaki, które dostajemy całe życie.

Ludzie, którzy widzieli budującego arkę Noego, byli tak zanurzeni w tym, co mieli na co dzień, że nawet tak mocny znak nie skłonił ich do refleksji.

 

Adwent pokazuje nam, że czas się zmienia, że jesteśmy wszyscy w drodze do nowego nieba i nowej ziemi. Ale Adwent mówi też “czuwajcie przy tym, co teraz macie, aby to pozwoliło Wam w pewnym momencie przenieść się do innej rzeczywistości, tak jak Arka przeniosła Noego w inną rzeczywistość”.

Bóg daje nam takie znaki, które mają nas przenosić do wieczności. Mimo tego, że wszystko się zmienia, jest już jakiś znak w wieczności. Czuwanie ma mieć jakąś wartość. Noe czuwał budując Arkę, a nie czekając na potop.

My też mamy się skupić na tym, co Bóg nam daje w chwili obecnej jako znak wieczności. Takim znakiem jest Słowo. Bardzo mi się podoba hebrajskie słowo opisujące arkę – “tebach”. “Tebach” oznacza również “słowo”. Tamci ludzie dostali znak okrętu, a my dostajemy znak słowa. I to Słowo przenosi nas do wieczności i jest doświadczeniem wieczności, danym nam tu i teraz.

 

abba362d74f7b23f166248730aa1f2ef

fot. Robert de Bock / tookapic.com

 

Kiedy Chrystus zapowiada swoje powtórne przyjście – widzimy to w ewangelii św. Łukasza – mówi, że wszystko się zmieni. Wszystko. Jedyne co się nie zmieni to Jego słowo. “Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowo nie przeminie”.

Możemy w życiu doświadczać zmienności niemal na każdym obszarze. Może nam się rozsypać nawet to, co dla nas najbardziej ważne, np. relacje rodzinne. Jezus mówi o tym – rodzice, bracia, siostry, krewni, nasze dzieci – oni wszyscy mogą nas wydać na śmierć.

 

Jezus mówi też, że zostanie zburzona świątynia. Nasze formy religijności mogą upaść. Jedyne, co pozostaje niezmienne to Słowo. Zobaczcie, jaka to jest niezwykła obietnica! Możemy mieć wrażenie, że tracimy grunt pod stopami a mimo to zawsze jest coś, na czym możemy się mocno oprzeć. To jest Słowo. Słowo jest wieczne.

Słowo jest wieczne dlatego, że Bóg przez nie wchodzi z nami w dialog i nigdy nie żałuje, że to słowo wypowiedział. Bóg jest niezmienny w stosunku do nas. Słowo jest naszym najmocniejszym oparciem.

 

Dzisiaj – mówi o tym bp Dajczak – człowiek dostaje w ciągu jednego dnia tyle informacji ile w XIX wieku w ciągu całego życia. Żyjemy w świecie, gdzie cały czas produkuje się informacje. Macie czas to czytać? A zapamiętać? Albo jakos zintegrować?

Na szczęście jest Słowo, na którym mogę stanąć. To nie jest tylko informacja. To jest formacja – słowo, które jest mocne, które mnie stwarza, które mnie kształtuje również w relacji z Bogiem i czyni że mnie partnera w tym dialogu. To jest niesamowite i piękne. To jest coś, co może mnie kiedyś przynieść w wieczność.

 

Czuwaj przy tym słowie. Nie myśl o tym, kiedy będzie ta paruzja. Czuwaj przy słowie. To słowo Cię może zmieniać.

 

Bp Grzegorz Ryś

Bp Grzegorz Ryś

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bp Grzegorz Ryś
Bp Grzegorz
Ryś
zobacz artykuly tego autora >