Z KRAJU

„Nasza obojętność rodzi najwięcej ofiar”. Obchody 76. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau

Los dzieci w obozie był przewodnim tematem obchodów 76. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz – Birkenau, obchodzonej również jako Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Tegoroczne obchody z uwagi na pandemię, wyjątkowo nie odbywały się na terenie Miejsca Pamięci, lecz w Internecie.

Polub nas na Facebooku!

Uczestnicy wirtualnego spotkania zwracali uwagę na wciąż aktualny problem obojętności. Przekonywali, że to ona rodzi najwięcej ofiar, a najbardziej bezbronnymi wśród nich są – również dziś – właśnie dzieci. W obozie Auschwitz – Birkenau zginęło ponad 200 tys. dzieci. Oswobodzono – nieco ponad 700.

Wirtualne spotkanie rozpoczęło się od świadectw Ocalałych. Wspomnieniami podzieliła się Zdzisława Włodarczyk, która jako dziewczynka, wraz z bratem, doczekała wyzwolenia obozu.

Z apelem o zachowanie pamięci o prawdzie tamtych dni i nie zniekształcanie jej przez naukowców, którym przyświecają ksenofobia i antysemityzm zwróciła się Anita Lasker-Wallfisch, która trafiła do obozu jako 18-latka i przeżyła dzięki umiejętności gry na wiolonczeli.

O obowiązku zachowania pamięci o Holokauście mówił prezydent RP Andrzej Duda. W swoim wystąpieniu zwrócił uwagę na specyfikę tegorocznych obchodów i fakt, że zawsze, bez względu na okoliczności, musimy zachować pamięć o Zagładzie. Mówił również o znaczeniu materialnych znaków i świadectw tej tragicznej przeszłości oraz o obowiązku ich zachowania dla przyszłych pokoleń.

 

„Nie wszyscy byli obojętni”

Wiceambasador Izraela, Charge d’affaires Tal Ben-Ari Yaalon podzieliła się doświadczeniem własnej rodziny, której część również zginęła z Auschwitz. Nawiązała też do ubiegłorocznych obchodów i przemówienia jednego z Ocalałych, Mariana Turskiego, który ostrzegał przed niebezpieczeństwem obojętności. Zwróciła uwagę na dramat nie tylko związany z aktywnym uczestnictwem w mordowaniu dzieci ale również z bierną, bezrefleksyjną akceptacją tego faktu. Podkreśliła, że całe szczęście nie wszyscy byli obojętni i upamiętniając ofiary Holokaustu należy też pamiętać o Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Na obowiązek pamięci zwrócił również uwagę Ambasador Federacji rosyjskiej w Polsce, Siergiej Andriejew. Podkreslił też wkład ZSRR w pokonanie hitlerowskich Niemiec. Z obrażaniem pamięci naszych przodków, którzy zmiażdżyli faszyzm, nigdy się nie pogodzimy – powiedział.

To nasza obojętność rodzi najwięcej ofiar a wśród nich najsłabsze i najbardziej niewinne są zawsze dzieci – powiedział Dyrektor Muzeum Auschwitz- Birkenau, dr Piotr M. A. Cywiński. Przypomniał, że do obozu trafiały różne dzieci – żydowskie, romskie, dzieci Zamojszczyzny, dzieci białoruskie spod Grodna, dzieci z powstańczej Warszawy. Dzieci się też w obozie rodziły. Zamiast przychodzić na świat z własnym życiem się tutaj rozmijały. Tak jak ofiarom nie przywróci się życia, tak nic nie przywróci ocalałemu dziecku jego utraconego dzieciństwa – powiedział.

Patrząc w oczy najmłodszym ofiarom Auschwitz nie można nie zapytać o nas samych, powojennych. Bo dzieci i dziś są mordowane, sprzedawane, wykorzystywane niewolniczo, głodne i głodzone, porzucane i osamotnione – podkreślił, zwracając uwagę, że spowodowane jest to przede wszystkim naszą obojętnością i egoizmem.

 

Modlitwa za zamordowanych

Za pomordowanych w Auschwitz modlili się kolejno rabin Michael Schudrich, biskup rzymskokatolicki Roman Pindel, biskup prawosławny Atanazy oraz biskup ewangelicko-augsburski Adrian Korczago.

W dniu rocznicy wieniec pod Ścianą Śmierci w Auschwitz I oraz znicz przy pomniku w Birkenau – jako symbol pamięci i solidarności z Ofiarami – złożył dyrektor Piotr M. A Cywiński.

Tegoroczne obchody zakończyła dyskusja online pt. ”Wpływ wojny i Holokaustu na kształtowanie się tożsamości dziecka”. W spotkaniu moderowanym przez dr. Cywińskiego wzięły udział Janina Rekłajtis – Ocalała z Auschwitz, Lea Balint – Ocalała z Holokaustu oraz Melissa Hacker – Prezes Kindertransport Association.

Uczestniczki dyskusji podzieliły się na początku swoimi wspomnieniami. Janina Rekłajtis opowiadała o życiu w okupowanej Warszawie, o przerwanej nauce, chorobie matki i nieustannym lęku. Mówiła o tym, jak po wybuchu Powstania Warszawskiego trafiła do Auschwitz i jak została rozdzielona z matką. Wspominała również tragiczne doświadczenia życia na bloku dziecięcym, niemożność opanowania płaczu i historie dzieci, które umierały z tęsknoty.

Lea Balint jako małe dziecko po likwidacji ostrowieckiego getta w 1942 r. trafiła do klasztoru sióstr franciszkanek w Brwinowie. „To był raj w piekle” – powiedziała. Dzieliła się wspomnieniami matki, która ją czasem odwiedzała. Mówiła też o tym, co charakteryzowało „wojenne dzieci” – o samodzielności, zdyscyplinowaniu , posłuszeństwie i chęci podobania się dorosłym.

Melissa Hacker, której matka uciekła z Wiednia w Kindertransporcie w 1939 r. opowiadała o jej lęku i o tym, że jako dziecko uczyła się nie zadawać pytań.

Uczestniczki spotkania mówiły też o urwanej tożsamości, o tematach tabu i o milczeniu, które wobec braku jakiegokolwiek wsparcia psychologicznego, pomagało żyć i wypierać doświadczenie traumy.

 

„Urwane tożsamości”

Lea Balint mówiła o swoim doświadczeniu ciągu urwanych tożsamości. Pochodząc z domu religijnych Żydów, jako kilkulatka była katoliczką, ukrywając się u sióstr w klasztorze. Po wojnie trafiła do żydowskiego domu dziecka, w którym z czasem, już jako nastolatka stała się gorliwą komunistką. Po wyjeździe do Izraela porzuciła komunizm na rzecz syjonizmu a z czasem powróciła do religii.

Nawiązując do doświadczeń innych Ocalałych mówiła o trudnościach związanych z brakiem przeszłości, „byciem jak biblijny Adam”, oraz w konsekwencji – wymyślaniem tej przeszłości.

Wiele dzieci z Kindertransportów zostało całkowicie oddzielonych od swojej żydowskiej tożsamości a jednak odnalazło ją w jakiś sposób później – mówiła Melissa Hacker.

Panelistki zwróciły też uwagę na konieczność edukacji, przekazywania młodzieży prawdy o historii i uczulaniu jej na krzywdy, jakie niesie wojna. Ubolewały, że tak niewiele nauczyliśmy się z tych trudnych doświadczeń. Janina Rekłjtis, nawiązując do wojen, które toczą się obecnie i sytuacji dzieci, które są ich ofiarami, podkreśliła, że obrazy, które widzi czasem w telewizji bardzo przypominają jej własne dzieciństwo.

 

Obóz powstał w 1940 roku

Niemiecki nazistowski obóz zagłady wyzwolili żołnierze 100. Lwowskiej Dywizji Piechoty 60. Armii I Frontu Ukraińskiego, dowodzonej przez gen. mjr. Fiedora Michajłowicza Krasawina.

Ze względu na znaczenie miejsca i wagę symbolu, jakim dla całego świata jest były obóz Auschwitz-Birkenau, Zgromadzenie Ogólne ONZ w listopadzie 2005 r. ustanowiło dzień 27 stycznia – rocznicę wyzwolenia obozu – Międzynarodowym Dniem Pamięci o Holokauście.

Obóz Auschwitz powstał w 1940 r. Kompleks obozowy składał się z trzech części. W 1940 roku powstał obóz Auschwitz I (tzw. Stammlager – obóz macierzysty). Pierwszy transport więźniów dotarł do Auschwitz 14 czerwca 1940 r. Składał się z 728 mężczyzn z więzienia w Tarnowie. Dwa lata później pierwszy transport więźniów przybył do Auschwitz II, czyli do Birkenau. Masowe uśmiercanie Żydów rozpoczęto tu już w pierwszych miesiącach 1942 r. Auschwitz III stanowiło ok. 40 podobozów (Aussenlager), spośród których największy znajdował się w Monowicach (Monowitz).

W obozie Auschwitz-Birkenau w latach 1940-1945 hitlerowcy zgładzili co najmniej 1,1 mln osób, głównie Żydów, ale także ok. 75 tys. Polaków oraz tysiące Romów, jeńców sowieckich i przedstawicieli innych narodów.

Wśród więźniów Auschwitz przeważali wyznawcy judaizmu, z których większość – ok. 900 tys. – została zgładzona tuż po przywiezieniu. Wśród pozostałych wyznań najwięcej było katolików. Byli tu także chrześcijanie innych wyznań, ale też Świadkowie Jehowy, muzułmanie oraz buddyści.

Szacuje się, że do Auschwitz deportowanych zostało co najmniej 232 tys. dzieci, z których ok. 216 tys. stanowili Żydzi, 11 tys. Romowie, ok. 3 tys. Polacy, ponad 1 tys. Białorusini oraz kilkuset Rosjan, Ukraińców i innych. Ogółem w obozie zarejestrowano ok. 23 tys. dzieci i młodocianych, z których w styczniu 1945 r. na terenie Auschwitz oswobodzono nieco ponad 700.

SPRAWDŹ: “Mistrz”. Film o pięściarzu z Auschwitz, który walczył i dawał nadzieję

 

ag/KAI/Stacj7

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Prof. Maksymowicz o śmierci Polaka w Plymouth: To oczywista eutanazja

„To oczywista eutanazja i to wyjątkowo bestialska” – ocenił prof. Wojciech Maksymowicz. Były wiceminister nauki, neurochirurg, dyrektor Kliniki Budzik odniósł się do sporu dotyczącego Polaka, odłączonego od aparatury podtrzymującej życie. Mężczyzna zmarł wczoraj w szpitalu w południowo-zachodniej Anglii.

Polub nas na Facebooku!

Część bliskich pana Sławomira oraz polskie władze do końca walczyli, by mężczyzna mógł być leczony w Polsce. Według szpitala w Plymouth, gdzie przebywał, doszło u niego “do poważnego i trwałego uszkodzenia mózgu”. Pomoc mężczyźnie zaoferowali polscy lekarze z kliniki “Budzik”, jednak Sąd Opiekuńczy orzekł, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie jest w jego najlepszym interesie.

„Morderstwo prawne” – tak decyzję o odłączeniu od aparatury podtrzymującej życie nazwał prof. Maksymowicz. Były wiceminister nauki podkreśli, że jest to skandaliczne i bulwersujące. Doprowadzano do śmierci, nie dając szansy pacjentowi na podjęcie próby terapii, pomimo niezaprzeczalnego komunikatu o istnieniu szansy na odratowanie – podkreślił.

 

„Każdy przypadek jest inny”

Profesor zaznaczył, że w klinice „Budzik” przebywa wielu pacjentów w podobnym stanie, niektórzy z nich się wybudzili. Uszkodzenia powstałe z niedokrwienia mózgu są faktycznie najtrudniejsze, każdy przypadek jest jednak inny. W tym przypadku syn pacjenta szybko zareagował, właściwie wdrażając działania reanimacyjne i za chwile przyjechał ambulans podejmując działania fachowe. Nie można mówić, że niedokrwienie trwało bardzo długo – wyjaśnił.

Dodał, że oczywiście każdego pacjenta należy monitorować osobiście, wykonać badania, które w tym przypadku nie zostały wykonane. Profesor podkreślił, że dr Jacek Szczygielski, który również współpracuje z Fundacją Ewy Błaszczak, uczestniczył w wideokonferencji, podczas której lekarze przekazali mu dokumentację, pozwalającą na określenie stanu zdrowia pacjenta.

Po czym wiemy, że stan pacjenta wyraźnie się poprawiał. Z nakazu sądu doszło jednak do odłączenia aparatury podtrzymującej życie, w postaci głównie respiratora i okazało się, że to nie powoduje śmierci. Przeciwnie, była to sposobność by zobaczyć, że ten chory sam oddycha. I umarł właściwie sam oddychając – powiedział neurochirurg.

Prof. Maksymowicz podkreśli, że działanie brytyjskich lekarzy to „metoda barbarzyńska”. To eutanazja, nie sposób tego inaczej nazwać. Jestem starym lekarzem, który zawsze pracował z chorymi z ciężkimi uszkodzeniami mózgu ale takiego podejścia, które narzucił wyrok sądu nie jestem w stanie zaakceptować – zaznaczył.

Neurolog nadmienił, że nie jest prawdą to, że u pacjenta pracował tylko pień mózgu, pracowała również część kory mózgowej, zatem istniała również szansa na powrót kontaktu z chorym.

Nie ma tu w ogóle mowy o podejmowaniu uporczywej terapii. To oczywista eutanazja. I to wyjątkowo bestialska. Pacjentowi po prostu przestano podawać pożywienie. Wielu chorych, chociażby na covid, przebywających pod respiratorem, również nie może jeść samodzielnie, a przecież żyją. Czy w takim razie mamy powiedzieć, że nie będziemy ich utrzymywać przy życiu, zwłaszcza, że szanse mają takie, że jeden na pięciu przeżyje? Czy mamy zakładać, że w takim razie to się nie opłaca? Co prawda tu szansa była mniejsza, ale jednak była. W „Budziku” zawsze trzymamy się tej szansy i staramy się ją wykorzystać – podsumował profesor.

SPRAWDŹ: Biskupi odnieśli się do śmierci Polaka w Plymouth. “Mamy nadzieję, że nie powtórzy się to w przyszłości”

 

ag/KAI/Stacja7

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Copy link
Powered by Social Snap