ZE ŚWIATA

Watykański raport ws. McCarricka – podsumowanie analiz i komentarzy

Theodore McCarrick okłamał i cynicznie oszukał papieża Jana Pawła II – wynika to z watykańskiego raportu na temat byłego kardynała, którego w 2019 r. papież Franciszek przeniósł do stanu świeckiego. Komentatorzy wskazują też na jednoznaczną winę trzech z czterech biskupów z amerykańskiego stanu New Jersey, którzy nie przekazali Stolicy Apostolskiej prawdy o McCarricku, choć byli o to proszeni przed jego nominacją na arcybiskupa Waszyngtonu.

Polub nas na Facebooku!

Patologiczna osobowość

Hiszpańskie media wskazują, że amerykański hierarcha dzięki swoim kłamstwom i kontaktom oszukał trzech papieży: Jana Pawła II, Benedykta XVI oraz Franciszka. Wskazują, że były arcybiskup Waszyngtonu „kłamał patologiczne”, dzięki czemu mógł piąć się po szczeblach hierarchii Kościoła katolickiego, dochodząc do kręgu osób wpływowych w Watykanie.

McCarrick okłamał i oszukał znaczną część amerykańskiego episkopatu, okłamywał i oszukiwał wielu świeckich katolików, w tym tych, którzy finansowali jego działalność oraz wielu z katolickiej lewicy, dla których był bohaterem – powiedział agencji CNA jeden z czołowych intelektualistów katolickich i biograf św. Jana Pawła II, George Weigel. Podkreślił, że McCarrick był „osobowością patologiczną” i że jego zdolność do okłamywania i oszukiwania ludzi wokół niego była „znakiem rozpoznawczym” jego kariery w Kościele. Wyjaśnił, że „osobowości patologiczne kłamią i zwodzą ludzi – nawet inteligentnych i świętych – i to właśnie potrafił czynić McCarrick”.

Był niezwykle utalentowany w oszukiwaniu, manipulowaniu. Był czarujący, kłamał i to działało. Działało na wielu ludzi. Kiedy teraz patrzę wstecz, muszę powiedzieć: na mnie też to działało. Nigdy nie miałem żadnych dowodów na jego nadużycia seksualne, ale muszę przyznać, że go podziwiałem. Myślałem, że jest dobrym przykładem wielkiej energii i miłości do Kościoła. Muszę przyznać, że jego czar też mnie uwiódł – przyznał kard. Timothy Dolan z Nowego Jorku.

O. Maciej Zięba, prezes Instytutu Tertio Millennio w Krakowie, zwrócił uwagę na wątek przemilczany przez media. – To fakt, że McCarrick od 1996 do 2014 r. współpracował z Departamentem Stanu i Radą Bezpieczeństwa Narodowego USA oraz z prezydentami Billem Clintonem, Georgem Bushem i Barackiem Obamą. Uczestniczył w różnych działaniach dyplomatycznych. Posyłamy był z misjami m.in. do Chin, na tereny byłej Jugosławii, Bliskiego Wschodu, na Kubę. Bill Clinton w 2000 r. wręczył mu Nagrodę Praw Człowieka. Bush z kolei w 2004 r. publicznie mówił, że „jest dumny, że może nazywać go swoim przyjacielem”. Dowodzi to smutnego faktu, że również służby amerykańskie, które są znane ze swej skuteczności oraz zdolności prześwietlania osób współpracujących z administracją USA, także niczego niepokojącego nie wykryły. Nic nie wykryły także amerykańskie media, które wówczas zajmowały się aferami pedofilskimi jako jednym z głównych tematów. Stało się tak, pomimo że niektóre z nich dostały materiały obciążające McCarrika. Najważniejsze z nich, jak „New York Times” czy „Washington Post”, uznały jednak, że są to niewiarygodne plotki, w związku z czym zawiesiły swoje śledztwa. Co więcej, McCarrick występuje w nich jako ten, który walczy z pedofilią. W takie bowiem piórka stroił się w czasie, gdy wybuchały głośne afery na tle pedofilskim w Kościele w USA. Mamy więc z jego strony prawdziwy festiwal hipokryzji, który zwiódł zarówno administrację watykańską, jak i administrację Stanów Zjednoczonych i tamtejsze media. Świadczy to wyłącznie o tym, jak był to skuteczny, błyskotliwy i utalentowany, a zarazem totalnie zakłamany człowiek – wyjaśnił dominikanin.

 

ZOBACZ TEŻ: Watykan opublikował raport w sprawie kard. McCarricka. Znamy szczegóły

 

Rola Jana Pawła II

Raport nt. McCarricka nie pokazuje jakiegokolwiek „tuszowania” czy „zamiatania pod dywan” przestępstw seksualnych ze strony Jana Pawła II. A jeśli ktoś stawia takie zarzuty, to znaczy, że albo nie czytał raportu, albo po prostu kłamie – zdecydowanie stwierdził o. Zięba w wywiadzie dla KAI.

Ks. Andrzej Dobrzyński z Ośrodka Dokumentacji i Studium Pontyfikatu Jana Pawła II w Rzymie zwrócił uwagę, że wątpliwości co do kandydatury McCarricka na arcybiskupstwo w Waszyngtonie były oparte na pogłoskach i zarzutach; nie było wtedy dowodów niemoralnych czynów hierarchy. – Sprawa była dogłębnie studiowana, jak ujawnia raport, i wielu hierarchów watykańskich było w tę nominację włączonych. Faktycznie przełomowe znaczenie miał list McCarricka do bp. [Stanisława] Dziwisza z początku sierpnia 2000 r., który został przekazany Ojcu Świętemu, a także do Kongregacji ds. Biskupów i do nuncjatury w Waszyngtonie. Stał się dokumentem w sprawie tej nominacji. Po lekturze tego listu papież uwierzył w zapewnienia McCarricka o jego niewinności i polecił, by włączyć jego osobę do przygotowanej terny [tradycyjnej listy trzech nazwisk kandydatów – KAI]. Liczyła ona wtedy czterech kandydatów, a nie jak zwykle trzech. Dla gremium, które decydowało [czyli Kongregacji ds. Biskupów – KAI], kandydatura McCarricka wydawała się najlepsza i została przedstawiona Ojcu Świętemu. Raport ukazuje zatem, że nominacja ta nie było zwykłym „widzi mi się” papieża, lecz procesem wyboru z jego ostateczną aprobatą – wskazał ks. Dobrzyński.

Dlatego „fakt tej nominacji, która okazała się promocją niegodnej osoby na ważne stanowisko, nie powinien wpływać na sposób postrzegania św. Jana Pawła II, na jego świadectwo wiary i umiłowania Chrystusa i ludzi. Biskup Rzymu jest następcą Piotra, a nie doskonałym zarządcą wielkiej korporacji”. W sprawowaniu tego urzędu „może dochodzić do pomyłek w kwestiach ludzkich, zwłaszcza, gdy zostało się okłamanym”. – Oczywiście, z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że brakło czujności w tamtej chwili. Być może zbytnio chciano zachować wolność Kościoła w wyborze kandydata. Choć w tym przypadku, niestety, plotki okazały się być gorzką i smutną prawdą – podkreślił ks. Dobrzyński.

Jednak według o. Zięby „zasadniczym powodem błędnej decyzji – oprócz listu samego McCarricka – jest fakt, że ci czterej [trzej – KAI] biskupi amerykańscy z Newark i okolicznych diecezji, do których pisał nuncjusz, naginają prawdę, broniąc wewnątrzkościelnej mentalności korporacyjnej. Chcą wybronić swojego współbrata. Takie właśnie, mocne oskarżenie należy im postawić, zresztą nie tylko im. Raport dowodzi dobitnie, że praca wszystkich urzędów Stolicy Apostolskiej, które w to były zaangażowane, włącznie z nuncjaturą w USA, okazała się mało skuteczna. Bowiem wszystkie te sita przepuściły kandydaturę człowieka, który był przestępcą i zdrajcą powołania. Raport jest więc przede wszystkim dowodem na instytucjonalną niewydolność kościelnych struktur, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Rzymie” – stwierdził dominikanin.

Raport w sprawie kariery byłego kardynała McCarricka pokazuje naocznie, jak bardzo posługa papieska w ogóle – nie tylko Jana Pawła II – była i jest narażona na manipulacje ze strony ludzi nieuczciwych, w tym także ze strony współpracowników odpowiedzialnych np. za przeprowadzanie procedur wyłaniania i powoływania osób na wysokie stanowiska w Kościołach lokalnych i w Watykanie – powiedział KAI ks. Adam Żak SI, delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży.

Prawnik, ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier, podkreślił na łamach „Teologii Politycznej”, że „Jan Paweł II wychodzi w raporcie na roztropnego, starannego i odpowiedzialnego przełożonego, który zarządza dodatkowe dochodzenie, ale ma też zaufanie do całej instytucji, którą kieruje”. Jeszcze w lipcu w 2000 r. podzielał opinię swoich współpracowników, by „nie powierzać McCarrickowi stolicy kardynalskiej z pragmatycznych względów: po to, aby nie stworzyć okazji do podniesienia starych oskarżeń. Nie posłuży to ani Kościołowi, ani kandydatowi”. – W ten sposób Jan Paweł II blokuje kandydaturę, której kongregacja ma nie brać pod uwagę przy badaniu, kto mógłby zostać arcybiskupem Waszyngtonu – zaznaczył profesor.

 

PRZECZYTAJ: O. Maciej Zięba o raporcie nt. McCarricka: Jan Paweł II niczego nie tuszował

 

Rola papieskiego sekretarza

Wszystko zmienił list z 6 sierpnia 2000 r., w którym McCarrick zapewnił bp. Dziwisza: „Wasza Ekscelencjo, jestem pewien, że popełniłem błędy i może czasami brakowało mi roztropności, ale w ciągu siedemdziesięciu lat mojego życia nigdy nie miałem stosunków seksualnych z żadną osobą, mężczyzną czy kobietą, młodą czy starą, duchowną czy świecką, nigdy też nie wykorzystywałem innej osoby ani nie traktowałem jej bez szacunku”.

Rola sekretarza osobistego św. Jana Pawła II, bp. Stanisława Dziwisza w nominacji Theodore’a McCarricka na arcybiskupa Waszyngtonu sprowadzała się jedynie do przekazania Ojcu Świętemu listu, w którym zapewniał on o swojej niewinności – podkreślił polski dominikanin o. Stanisław Tasiemski.

O. Zięba przypuszcza, że McCarrick nie wysłał listu do watykańskiej dykasterii, „bo obawiał się, że jego list tam ugrzęźnie, a nie śmiał pisać do samego Jana Pawła II, więc pisze do bp. Dziwisza”. – Robi to dlatego, gdyż wie, że jako sekretarz ważne listy przekazuje on papieżowi. Zresztą początkowo moje listy w taki sam sposób trafiały do papieża. Ze strony Dziwisza nie widać tu żadnej innej roli poza przekazaniem listu, który uznał za ważny. Na podstawie raportu nie da się mu zarzucić jakiegokolwiek tuszowania tej sprawy – wskazuje dominikanin.

George Weigel zwraca uwagę, że list McCarricka „jest kłamstwem od początku do końca”, a to, że Jan Paweł II i bp Dziwisz tego nie dostrzegli „było z pewnością bardzo dużym błędem”. Ale jeśli spojrzeć na doświadczenia, które mieli oni „w Polsce w latach 50., 60. i 70., kiedy nadużycia seksualne były standardową taktyką komunistyczną w próbach pokonania Kościoła, można przynajmniej zrozumieć, dlaczego ich początkowa odpowiedź na nieudokumentowane zarzuty była sceptyczna” – wskazuje biograf Jana Pawła II, dodając, że „wobec zarzutów papież poprosił o dalsze śledztwo”, które jednak nie zostało przeprowadzone tak dokładne, jak powinno. – Pamiętajmy jednak, że nikt jeszcze wtedy nie przedstawił osobistego zeznania: „McCarrick mnie wykorzystał”. Nikt się nie zgłosił. I nikt nie wystąpił z takim świadectwem, dopóki nie umarł Jan Paweł II – tłumaczy Weigel.

Z kolei o. Żak podkreśla fakt, że „list McCarricka skierowany do papieskiego sekretarza w odpowiednim momencie procesu decyzyjnego o obsadzeniu stolicy arcybiskupiej w Waszyngtonie był możliwy tylko dlatego, że ktoś biorący udział w tym procesie, czy to w Rzymie, czy w USA, np. w nuncjaturze, zdradził sekret papieski”, którym objęte są procedury nominacji biskupich.

 

SPRAWDŹ: Watykański raport okiem prawnika. Ks. Longchamps de Berier o McCarricku

 

4. Klerykalizm i homoseksualizm

Prawdziwy łotr tutaj jest tylko jeden. Jest nim Ted McCarrick – podkreślił kard. Timothy Dolan po przeczytaniu raportu. Ale „drugim złoczyńcą” jest „klimat, który stawia kapłanów ponad prawem, uprzywilejowując ich do robienia rzeczy bez ponoszenia odpowiedzialności – to, co nazywamy klerykalizmem”.

Zgadza się z tym kard. Sean O’Malley z Bostonu, który uważa, że to klerykalizm umożliwił byłemu kardynałowi kontynuowanie kariery pomimo wcześniejszych doniesień na temat jego postępowania. Przewodniczący Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich nazwał raport „bolesnym zapisem hańby, tego, jak ktoś o pozycji McCarricka awansował na biskupa i kardynała oraz przysporzył tylu cierpień tak wielu ludziom”. Przypomniał zarazem, że to papież Franciszek zlecił wykonanie raportu. Jego zdaniem w ten sposób zwierzchnik Kościoła zgodnie ze swoim zamiarem „słowem i czynem” zrobił wszystko, by zbadać sprawę „wyczerpująco, przejrzyście i dokładnie”.

Amerykańscy komentatorzy są zdania, że watykański raport pomniejsza przewinienia byłego arcybiskupa Waszyngtonu mające charakter homoseksualny, jak również wpływ księżowskiego „lobby gejowskiego” na krycie jego przestępstw. Edward Pentin z „National Catholic Register” podkreśla, że pomimo rozpowszechnionej wiedzy o zachowaniach McCarricka wobec kleryków, które normalnie uważane są za nieakceptowalne, nie podjęto żadnych działań dyscyplinujących. Dopiero po tym, jak McCarrick przeszedł na emeryturę, Benedykt XVI zalecił mu, by nie pojawiał się publicznie i nie podróżował, jednak nie były to formalne sankcje. Nadeszły one już za pontyfikatu Franciszka, gdy w 2017 r. pojawiły się wiarygodne oskarżenia o wykorzystywanie przez McCarricka osoby małoletniej.

Emerytowany prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej kard. Raymond Burke powiedział „National Catholic Register”, że przewidziane prawem kanonicznym działania wobec McCarricka powinny były zostać podjęte dawno temu, ze względu na powagę kierowanych pod jego adresem oskarżeń. Benedykt XVI poprosił McCarricka, „żeby się zdyscyplinował”, ale jeśli papież „miał wystarczająco uzasadnione informacje, powinien odbyć się proces kanoniczny”, wskazał hierarcha.

Z kolei Riccardo Cascioli, kierujący włoskim dziennikiem „La Nuova Bussola Quotidiana”, podkreśla, że raport udowadnia, iż „niemoralne zachowania wobec dorosłych” ostatecznie były tolerowane w przypadku McCarricka. Prawdziwy alarm, po którym nastąpiły sankcje, wywołało dopiero wykorzystanie małoletniego. Oznacza to, że „dziesiątki przyszłych kapłanów, którzy dzielili łoże z McCarrickiem i którzy później z tego powodu byli w większości skazani na niezrównoważone życie kapłańskie, tak naprawdę się nie liczą”. – Tak jakby moralne spustoszenie i zniszczenie wiary spowodowane przez biskupa-bestię – utrata powołania, księża, który sami zaczęli powtarzać wykorzystywanie, nominacje biskupie wypaczone patologicznymi więziami – były tylko mało znaczącym problemem – ubolewa Cascioli. Według niego świadomie zignorowano w sprawie McCarricka to, że jego kariera była możliwa za sprawą „systemu władzy, znanego jako gejowskie lobby, które sprzyja nominacjom i karierom biskupów o pewnych cechach charakterystycznych”.

 

PISALIŚMY: Raport ws. McCarricka. Zeznania świadków, fakty, dokumenty

 

Wnioski na przyszłość

Raport w sprawie McCarricka „jest dobrym przykładem, jak należy rozpatrywać wszystkie kwestie dotyczące tuszowania, zaprzeczeń i sprzeczności oraz hipokryzji”, stwierdził o. Hans Zollner, dyrektor Centrum Ochrony Małoletnich przy Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Niemiecki jezuita zauważył, że w ślad za tym powinny pójść inne raporty badające procedury kościelne, „na przykład w odniesieniu do procesu mianowania biskupów”.

Z kolei amerykański tygodnik „National Catholic Reporter” sugeruje, że po publikacji raportu były nuncjusz apostolski w Waszyngtonie abp Carlo Maria Viganò, który zarzucał papieżowi Franciszkowi, że wiedział o przeszłości McCarricka i nic nie zrobił w tej sprawie, sam teraz może mieć kłopoty i ponieść konsekwencje za zignorowanie polecenia Watykanu każącego zbadać mu tę sprawę. W 2012 r. arcybiskup zignorował wniosek prefekta Kongregacji ds. Biskupów kard. Marca Ouelleta, zalecającego dalsze zbadanie zarzutów przeciwko McCarrickowi.

John Carr, który był przez 25 lat czołowym doradcą politycznym biskupów USA, wyraził nadzieję, że raport McCarricka w końcu unieważni resztki wiarygodności, jaką Viganò wciąż cieszy się wśród około 20 członków episkopatu USA. Jego zdaniem, wypowiedzi tego duchownego z ostatnich dwóch lat, mające dowieść istnienia „paralelnego ośrodka władzy” zarówno w USA, jak i w Kościele katolickim, dla pewnych hierarchów były ważniejsze niż nauczanie Franciszka. Obecny raport sprawi, zdaniem Carra, że biskupi ci będą musieli przyznać się do swego błędu i zdystansują się wobec swego niedawnego autorytetu.

O. Hans Zollner zauważa, że raport wzywa do większej przejrzystości i odpowiedzialności w watykańskiej metodzie wyboru członków hierarchii, jednak nie można zapominać, że „kluczowym punktem tego całego sprawozdania” są ofiary. – Mówimy o McCarricku, mówimy o procedurach kościelnych, ale niestety mamy tendencję do zapominania cierpienia ofiar i mamy tendencję do zapominania, że bez odwagi i determinacji ofiar, aby stanąć na wysokości zadania i mówić o nadużyciach, jakich doznały, nie mielibyśmy raportu – tłumaczy jezuita. Ma on „nadzieję, że wraz z tymi wszystkimi ranami, które ponownie otworzyła lektura tego raportu, pojawia się jakaś pociecha, mały znak nadziei, że Kościół chce pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy są w to zaangażowani – dodaje członek Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich.

 

ZOBACZ TEŻ: Biskupi USA: przepraszamy ofiary McCarricka

 

ah, KAI/Stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Kościół w Nigerii buduje schronienia dla uchodźców z Kamerunu

Coraz większa liczba uchodźców z Kamerunu szuka pomocy w sąsiedniej Nigerii. Są wyczerpani i głodni, niektórzy potrzebują pomocy medycznej z powodu ran postrzałowych. Wielu z nich ma za sobą kilkanaście dni morderczego marszu przez busz. Położona przy granicy archidiecezja Calabar, gdzie przybyszów jest najwięcej, buduje dla nich prowizoryczne schronienia.

Polub nas na Facebooku!

Przez ostatnie jedenaście lat Kamerun borykał się z dwoma konfliktami zbrojnymi. W 2010 r. na północy kraju rozpoczęło się powstanie dżihadystów z Boko Haram, a na północnym i południowym zachodzie trwały walki pomiędzy armią kameruńską, a anglojęzycznymi separatystami, które trzy lata temu przerodziły się w wojnę na pełną skalę.

W związku z konfliktami sytuacja humanitarna w tych regionach ciągle się pogarsza. Ginie wiele niewinnych osób, dzieci nie chodzą do szkół, a rodziny zmuszone są do ucieczki i pozostawienia swoich domów. Jeden z uchodźców opowiadał, że atak na jego wioskę obudził go w środku nocy. W samej bieliźnie, tak jak spał, przez wiele dni przedzierał się przez busz razem ze swoimi sąsiadami. Niektórzy nie przetrwali tego marszu. Nie mieli ze sobą nic do jedzenia, nic nie chroniło ich przed moskitami – powiedział ks. Emmanuel Bekomson z archidiecezji Calabar. Kapłan zauważył, że z powodu napływu uchodźców miejscowe władze nie radzą sobie z ich przyjmowaniem.

Rejestracja uchodźców może trochę potrwać, może nawet upłynąć kilka dni, zanim nowi przybysze z Kamerunu zostaną przyjęci przez władze i agencje ONZ. Zanim to nastąpi uchodźcy potrzebują dachu nad głową, wody i jedzenia. Mamy tutaj kryzys i nie zanosi się na szybkie jego rozwiązanie – powiedział ks. Emmanuel Bekomson. – Dlatego nasza archidiecezja buduje dla nich specjalne schronienie, w którym zaczekają na zakończenie procedur. Kolejnym krokiem będzie pomoc w poszukiwaniu pracy i zakładaniu niewielkich działalności gospodarczych, aby uchodźcy mogli stać się niezależni i samodzielni. Nasi biskupi są w ciągłym kontakcie z biskupami w Kamerunie. Oprócz pomocy humanitarnej, oferujemy uchodźcom także wsparcie duchowe, zwłaszcza tym, którzy są katolikami.

 

ZOBACZ TEŻ: Włoski biskup zrezygnował z kierowania diecezją. Zamieszka w afrykańskim klasztorze

 

ah, KAI/Stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap