Tysiące kościołów i klasztorów niszczeje w Turcji. Zamieniają się w sklepy, magazyny

5 tysięcy kościołów i 650 chrześcijańskich klasztorów w Turcji wymaga pilnego ratunku. Wiele z nich jest świadectwem głoszenia Ewangelii jeszcze w czasach misji św. Pawła. Tymczasem budynki znajdują się w ruinie lub są zamienianie w sklepy, magazyny, stajnie.

Polub nas na Facebooku!

Naukowcy ze stambulskiego Centrum Badań nad Anatolią alarmują, że wielu obiektom grozi bezpowrotne zatracenie. Apelują o wzmożenie międzynarodowych wysiłków na rzecz ratowania dziedzictwa w regionie, gdzie po raz pierwszy uczniów Jezusa nazwano chrześcijanami. Badacze wskazują, że ratowanie chrześcijańskiego dziedzictwa Turcji jest czymś więcej niż działaniami stricte religijnymi. Chodzi przede wszystkim o zachowanie tożsamości tych terenów i ich kultury, dlatego tureckie władze są wzywane do wsparcia tych działań.

O niszczeniu chrześcijańskich zabytków zrobiło się ostatnio głośno, gdy w sieci opublikowano nagranie, na którym muzułmanie urządzają grilla na ruinach ormiańskiej świątyni Maryi Panny w miasteczku Germuş koło Urfy na południowym wschodzie Turcji.

Zaczęły się również pojawiać informacje o innych chrześcijańskich kościołach i klasztorach, które uległy ruinie i zaczęły znikać z krajobrazu Turcji. Materiał z wielu z nich został wykorzystany przez mieszkańców do wznoszenia domów, a nawet lokalnych meczetów. Wiele obiektów stało się magazynami, stajniami, sklepami czy składami tytoniu.

Po zagładzie katolickich Ormian w 1905 roku ziemie te wyludniły się z chrześcijan, a świątynie przejęli muzułmanie.  Ojciec Claudio Monge, dyrektor Dominikańskiego Centrum Dialogu Międzyreligijnego w Stambule wyznaje, że podjęto prace, które mają na celu sporządzenie rejestru niszczejącego dziedzictwa chrześcijańskiego.

Współczesnych wspólnot – jak podkreśla – nie stać na rewitalizację budynków, zwłaszcza, że liczba chrześcijan w Turcji cały czas spada, mimo napływu uchodźców z Iraku. Dominikanin wskazuje, że jednym ze sposobów na ratowanie dziedzictwa mogłaby być turystyka, ale w Turcji musiałyby zaistnieć odpowiednie warunki polityczne. Tymczasem ostatnie lata to wzrost nacjonalistycznego populizmu i traktowanie mniejszości niemuzułmańskich jako współpracowników obcych sił, których celem jest osłabienie tureckiej tożsamości.

O trudnej sytuacji miejsc chrześcijańskich w Turcji przypomniała też historia zabytkowego kościoła ormiańskokatolickiego św. Grzegorza Oświeciciela, który od wielu lat był w rękach prywatnych i właśnie został wystawiony na sprzedaż na rynku nieruchomości.

Ormiański Patriarchat Konstantynopola zwraca uwagę, że w przeszłości miejsca kultu chrześcijańskiego były wznoszone lub odnawiane dzięki „dekretom sułtańskim”. Przypomina zarazem, że ochrona budynków kościelnych, które przyczyniły się do bogactwa kulturalnego Turcji, a z których nie korzystają już dane wspólnoty, jest powszechnym obowiązkiem odpowiednich instytucji państwa, czego w Turcji niestety nie widać.

ZOBACZ TEŻ: Libańskie szpitale bez łóżek dla osób z COVID-19. Media: włoski scenariusz

 

kh/KAI/Stacja7

 

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Libańskie szpitale bez łóżek dla osób z COVID-19. Media: włoski scenariusz

Gwałtowny wzrost zakażeń Covid-19 sprawił, że w libańskich szpitalach zabrakło wolnych łóżek. Władze apelują do prywatnych placówek o przyjmowanie pacjentów z koronawirusem.

Polub nas na Facebooku!

Libańskie media zaczynają już mówić o „włoskim scenariuszu”. Kiedy wiosną ubiegłego roku w Italii wybuchła pandemia, szpitale szybko zostały przepełnione liczbą chorych. Ciągły wzrost zachorowań i zgonów na Covid-19 w Libanie powoduje, że kraj ten może znaleźć się w podobnej sytuacji. Aktualnie w pięciomilionowym państwie codziennie umiera 15 osób i zgłaszanych jest 5 tys. nowych przypadków zachorowań.

Lekarze uważają, że liczba zgonów wzrośnie, ponieważ coraz więcej osób umiera w domach z powodu braku miejsc w szpitalach. Obłożenie wynosiło 80 proc. dwa miesiące temu, dzisiaj wskaźnik ten przekroczył 100 proc. Pacjenci potrzebujący hospitalizacji są albo przerzucani ze szpitala do szpitala, albo stłoczeni oczekują w innych salach na wolne łóżko – powiedział Sleiman Haroun, prezes prywatnego związku właścicieli szpitali. Mimo zgonów miejsc wciąż brakuje ponieważ Covid wymaga długiej hospitalizacji. Pacjenci pozostają w placówce od tygodnia do miesiąca – dodał.

Ze 120 prywatnych szpitali, jakie są w Libanie, odpowiednie wyposażenie posiada tylko połowa z nich. Przygotowanie jednego łóżka na intensywnej terapii kosztuje od 35 do 50 tys. dolarów. Nie wszystkie placówki stać na te wydatki, nie mówiąc już o inwestycjach w budynki i personel. Przewodniczący związku lekarzy dr Sharaf Abousharaf zwraca uwagę na rażące marnotrawstwo w ministerstwie finansów, które pozostawiło rząd bez pieniędzy.

Władze domagają się pomocy od prywatnych szpitali, podczas gdy niektóre obiekty rządowe, takie jak ten w Zahlé w środkowym Libanie, w którym dostępnych jest 120 łóżek, są obłożone tylko w 10 proc. Gdzie podziały się te miliardy dolarów pomocy? – pyta przewodniczący.

ZOBACZ TEŻ: Dramatyczny apel brazylijskiego biskupa: Przyślijcie nam tlen!

 

kh/vaticannews/Stacja7

 

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Copy link
Powered by Social Snap