ZE ŚWIATA

“Moją siłą jest Jezus”. Wyjątkowa koszulka piłkarza Bayernu

Gwiazdor futbolu David Alaba świętował zwycięstwo Bayernu Monachium w tegorocznej Lidze Mistrzów w koszulce z napisem "Moją siłą jest Jezus". Tym gestem piłkarz występujący na pozycji obrońcy w niemieckim klubie po raz kolejny podkreślił wielkie znaczenie wiary w swoim życiu.

Polub nas na Facebooku!

Po niedzielnym zwycięstwie w Lidze Mistrzów Alaba – w przeciwieństwie do kolegów z drużyny z koszulkami – „Champions of Europe 2020″” – włożył koszulkę z hasłem: „Moją siłą jest Jezus”. Piłkarz pozował w niej fotoreporterom, klęcząc obok najważniejszego pucharu piłkarskiego w Europie.

 

 

Urodzony w 1992 roku w Wiedniu David Alaba jest członkiem Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Ma opinię człowieka głęboko wierzącego i często przyznaje się publicznie do swojej wiary chrześcijańskiej. “Najważniejszą w moim życiu jest wiara w Boga i Jego bezgraniczną miłość, w to, że Bóg jest zawsze przy mnie, że daje mi siłę i intuicję” – stwierdził obrońca Bayernu Monachium na łamach wydanej przed kilku laty książki „Biblia futbolu” Davida Kadela.

 

KAI/kh

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

“Miejsca święte są opustoszałe”. Ziemia Święta w czasie pandemii koronawirusa

W Ziemi Świętej przez pandemię koronawirusa praktycznie zaniknął ruch pielgrzymkowy. Jest to przyczyną poważnego kryzysu, ponieważ właśnie pątnicy i turyści stanowią dla wielu jedyne źródło dochodu - hotele, sprzedaż dewocjonaliów, pamiątki, przewodnicy. O tamtejszej sytuacji opowiada KAI s. Szczepana Hrehorowicz, elżbietanka prowadząca w Betlejem sierociniec Dom Pokoju. Pomoc niesiona przez Dom Pokoju teraz skierowana jest również nie tylko na dzieci, ale wszystkich, którzy są w potrzebie przez skutki pandemii.

Polub nas na Facebooku!

– Miejsca święte są opustoszałe. Odwiedziłam Grotę Narodzenia Pana Jezusa… weszłam do Pustego Grobu… Nikt nie czeka. Nikt się nie przepycha… Gdzie się podziały tysiące pielgrzymów? Cieszyć się, że mogę swobodnie nawiedzić miejsca związane z historią naszego zbawienia? Raczej nie… Szczerze? Wolę te długie kolejki, nawet przepychanki, ale mając świadomość, iż wyznawcy Jezusa chcą dotknąć tych najświętszych dla nas chrześcijan miejsc – mówi w rozmowie z KAI s. Szczepana Hrehorowicz, elżbietanka prowadząca sierociniec Dom Pokoju w Betlejem.

Wciąż nie wiadomo, kiedy znów pątnicy z całego świata będą mogli bez przeszkód i obaw pielgrzymować do Ziemi Świętej. Aktualna sytuacja stanowi ogromny kryzys dla wielu lokalnych drobnych przedsiębiorców, utrzymujących się tylko z ruchu pielgrzymkowego i turystycznego.

– Zarówno w Jerozolimie jak i Betlejem ludzie z utęsknieniem oczekują na pielgrzymów, którzy dla tak wielu są jedynym źródłem utrzymania… Hotele, sklepy z dewocjonaliami i wiele innych miejsc są zamknięte. Tyle było planów… a pozostała tylko nadzieja. Kiedy ona się spełni? – zastanawia się s. Szczepana.

Dom Pokoju w Betlejem to nie tylko sierociniec i placówka wspierająca potrzebujące dzieci z okolicy. Tam misję pomocy najmniejszym próbuje się realizować całościowo, odpowiadając również na potrzeby ich rodziców, całych rodzin.

– Dom Pokoju w Betlejem to miejsce, gdzie staramy się ciągle uświadamiać, że po długim oczekiwaniu nastąpi czas, który będzie wypełnieniem pragnień i nadziei wielu ludzi. Staramy się wspierać zdesperowanych chrześcijan, którzy zainwestowali w miejsca dla pielgrzymów, będących ich jedynym źródłem utrzymania. Wielu z nich przychodzi się wyżalić, część przynosi nam dewocjonalia czy inne pamiątki, by je przesłać do parafii, w ten sposób wspomagających ich rodziny, którym często brak tego, co najbardziej potrzebne do normalnego funkcjonowania. Wielu po prostu prosi o kawałek chleba. Dzięki Bożej Opatrzności i wielu dobroczyńcom możemy się dzielić tym, co mamy. Dzieciaki, którymi się opiekujemy, mają tego świadomość i chętnie włączają się w akcje pomocy tym, którzy są bardziej potrzebujący – opowiada zakonnica.

Okoliczności związane z pandemią mocno wpłynęły również na życie dzieci z Dzieci z Domu Pokoju, chociażby na ich edukację. „Maturzyści już na początku sierpnia rozpoczęli rok szkolny: Natalie w Terra Sancta High School – (franciszkanie) i Francis w szkole salezjańskiej. Dzieci uczęszczające do szkół publicznych już do nas wracają, gdyż rozpoczynają 24 sierpnia. Pozostałe szkoły katolickie, do których uczęszcza większość naszych wychowanków, jeszcze nie podjęły konkretnej decyzji. Postanowiliśmy uczyć je w domu” – dodaje s. Szczepana.

Dom Pokoju powstał przede wszystkim z myślą o dzieciach arabskich, ale obecnie mieszkają tam także dzieci z Etiopii, Erytrei i byłych krajów ZSRR. Korzystają z opieki z powodu różnych problemów rodzinnych, takich jak porzucenie, bieda, brak możliwości wychowania i wykształcenia dzieci, narkomania, prostytucja czy rozstanie rodziców.

– Nasze dzieci, tak jak wszystkie dzieci świata, pragną po prostu być szczęśliwe, pragną kochać i być kochane. Niestety, żyją w świecie pełnym przemocy i nienawiści. I mimo swojego młodego wieku, mają już często za sobą wiele trudnych doświadczeń. Życie naszych dzieci nie jest łatwe: Są Palestyńczykami, żyjącymi w Izraelu, który jest w nieustannym konflikcie z Palestyną. Są uchodźcami żyjącymi w obcym państwie. Są chrześcijanami w kraju, gdzie absolutną większość stanowią Żydzi i muzułmanie – tak siostry opisują trudne położenie swoich podopiecznych.

– Choć dzieci różnią się pochodzeniem, narodowością, językiem kulturą czy religią w naszym Domu uczą się, że możemy żyć razem, w zgodzie, niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy różni. Pragniemy wychowywać je w duchu miłości do Boga i drugiego człowieka. Pragniemy pokazać im inny świat, świat bez przemocy i nienawiści, świat pełen miłości, dobra, pokoju i nadziei na lepszą przyszłość – opowiadają o swojej misji elżbietanki.

 

KAI

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap