Rok papieża Franciszka

Trwający już rok pontyfikat Franciszka potwierdza fenomen tego papieża. Potrafi on ukazać przesłanie Ewangelii w sposób nowy i frapujący, odpowiadając na duchowy głód świata - niosąc mu nadzieję i sens. Ojciec Święty podkreśla, że Kościół - by sprostać temu zadaniu - winien przejść wewnętrzną metamorfozę. Dlatego wspólnotę wiernych i jej pasterzy wzywa do "duszpasterskiego i misyjnego nawrócenia".

Pontyfikat papieża Franciszka – rozpoczęty w Roku Wiary ogłoszonym przez Benedykta XVI – jest pontyfikatem głęboko duszpasterskim. O ile jego Poprzednik główny akcent wiązał z głoszeniem Prawdy wobec otaczającego nas relatywizmu, Franciszek mówi o potrzebie "otwarcia szeroko drzwi Kościoła". Dużą wagę przywiązuje do właściwego stylu głoszenia Ewangelii, tak by dotrzeć także do wątpiących i poszukujących.

Radość wiary

Franciszek jest przekonany – i sam daje temu świadectwo – że przekaz wiary nie będzie skuteczny, o ile nie jest przepełniony radością i nadzieją. "Odzyskajmy i pogłębmy zapał, słodką i pełną pociechy radość ewangelizowania, nawet wtedy, kiedy trzeba zasiewać płacząc" – pisze w adhortacji „Evangelii gaudium” i zaznacza że "głoszenie Chrystusa oznacza ukazywanie, że wierzyć w Niego i iść za Nim jest nie tylko rzeczą prawdziwą i sprawiedliwą, ale także piękną, zdolną napełnić życie nowym blaskiem i głęboką radością, nawet pośród trudnych doświadczeń”. (EG 167)

Duszpasterskie nawrócenie

Papież Franciszek – jako doświadczony duszpasterz i jezuita znający świat – doskonale zdaje sobie sprawę z potężnego walca sekularyzacji, jaki przetacza się przez współczesny glob, powodując odpływ ludzi z Kościoła. Odpowiedzią na to ze strony kościelnych środowisk modernistycznych jest postulat "liberalizacji" nauczania, szczególnie w sferze moralnej. Chodzi o to, by stało się ono bliższe paradygmatowi dzisiejszej kultury masowej, absolutyzującej wolność i samorealizację bez skrępowania normami moralnymi.

Tymczasem Franciszek nie zamierza "modernizować" Kościoła drogą zmiany nauczania. Jest natomiast głęboko przekonany, że poważnej reformy wymaga sposób głoszenia Ewangelii dzisiejszemu człowiekowi. Podejmuje więc hasło nowej ewangelizacji – wysuwanej przez wszystkich jego poprzedników poczynając od Pawła VI – podkreślając zarazem, że w pierwszym rzędzie Kościół trzeba uczynić bardziej misyjnym, czyli skuteczniej wychodzącym ku światu i wszystkim jego biedom.

Papież zwraca uwagę, że żyjemy dziś "nie tyle w epoce zmian, ile znajdujemy się w sytuacji zmiany epoki". Do tej zmiany musi się odnieść i Kościół – poprzez reformę struktur i sposobu swego działania. Odnowa – wedle Franciszka – jest niezbędnym elementem życia Kościoła w każdej epoce, a zmusza do tego wierność Ewangelii. Wyjaśnia, że Ewangelia winna być przekazywana jako "odwieczna nowość", bo sam Chrystus "jest zawsze młody i jest zawsze źródłem nowości". Dlatego Kościół winien dążyć do odnowy, m. in. poprzez rozbijanie schematów, w które łatwo obrasta. "Jezus Chrystus – pisze w swej adhortacji – może rozbić uciążliwe schematy, w których zamierzamy Go umieścić i zaskakuje nas swą nieustanną boską kreatywnością. Za każdym razem, gdy staramy się powrócić do źródeł i odzyskać pierwotną świeżość Ewangelii, pojawiają się nowe drogi, twórcze metody, inne formy wyrazu, bardziej wymowne znaki, słowa zawierające nowy sens dla dzisiejszego świata. W rzeczywistości każda autentyczna działalność ewangelizacyjna jest zawsze ". (EG 11)

W swym przemówieniu do biskupów brazylijskich z 27 lipca ub. r., nawiązując do słynnego dokumentu z Aparecidy z 2007 r. użył sformułowania o "potrzebie nawrócenia duszpasterskiego". Przestrzegł przed lansowaniem duszpasterstwa „odległego”, pozbawionego bliskości, czułości, bez serdeczności. W ocenie Ojca Świętego „od tego typu duszpasterstwa można oczekiwać najwyżej jakiegoś wymiaru prozelityzmu, ale nigdy nie prowadzi ono do włączenia w Kościół. Bliskość natomiast tworzy komunię i przynależność, umożliwia spotkanie. Bliskość nabiera formy dialogu i tworzy kulturę spotkania. Probierzem bliskości jest zdolność danego duszpasterstwa do spotkania".

Permanentny stan misji

Z posynodalnej adhortacji "Evangelii gaudium" możemy odczytać szeroki i śmiały duszpasterski program Franciszka. "Mam nadzieję – stwierdza – że wszystkie wspólnoty znajdą sposób na podjęcie odpowiednich kroków, by podążać drogą duszpasterskiego i misyjnego nawrócenia, które nie może pozostawić rzeczy w takim stanie w jakim są". Dodaje, że "obecnie nie potrzeba nam zwyczajnego administrowania, natomiast bądźmy we wszystkich regionach ziemi w permanentnym stanie misji". (EG 25)

Należy więc sprawić by kościelne struktury "stały się bardziej misyjne, by duszpasterstwo zwyczajne we wszystkich swych formach było bardziej ekspansywne i otwarte, by doprowadziło pracujących w duszpasterstwie do nieustannego przyjmowania postawy ". W ślad za Soborem Watykańskim II Franciszek przypomina, że "nawrócenie Kościoła polega na nieustannej reformie samego siebie ze względu na wierność Jezusowi Chrystusowi".

Konstatuje, że "nawrócenie misyjne" winno objąć każdy Kościół partykularny czyli wszystkie diecezje świata, schodząc do każdej parafii i ruchu religijnego. A to wymaga przeprowadzenia powszechnego procesu: "rozeznania, oczyszczenia i reformy".

Kościół – Lud Boży

Spośród wielu definicji Kościoła, papież Franciszek najbardziej uwypukla pojmowanie go jako „ludu zmierzającego ku Bogu” (EG. 110). Podkreśla, że Lud Boży, jakim jest Kościół, nieustannie kierowany jest przez Ducha Świętego, który w nim jest obecny. Stąd też Lud Boży jest święty, a namaszczenie Duchem Świętym czyni go nieomylnym „in credendo”. „Oznacza to – dodaje – że kiedy wierzy, nie błądzi, nawet jeśli nie znajduje słów do wyrażenia swojej wiary”. (EG 119) Stąd Franciszek wyprowadza wniosek, że „Bóg obdarza ogół wiernych zmysłem wiary – sensus fidei – który pomaga im w rozeznawaniu tego, co rzeczywiście pochodzi od Boga”.

Dlatego tak uważnie papież Franciszek stara się wsłuchiwać w głos nie tylko hierarchów, ale i ogółu chrześcijan. W tym należy upatrywać genezy m.in. ankiety na temat rodziny, w której mógł się wypowiedzieć każdy wierny, a która stanowi jeden z instrumentów przygotowujących Synod Biskupów o rodzinie.

Rola świeckich

Papież przypomina, że wszyscy członkowie Ludu Bożego, a więc także ludzie świeccy powołani są do ewangelizacji, że każdy z nas – na mocy chrztu – jest wezwany do bycia uczniem -misjonarzem. A czymś niestosownym – zdaniem papieża – byłoby „myślenie o schemacie ewangelizacji prowadzonej przez wykwalifikowanych pracowników, podczas gdy reszta wiernego ludu byłaby tylko odbiorcą ich działań”. (EG 120) Nikt więc spośród ochrzczonych nie może wyrzec się swego udziału w ewangelizacji.

Właściwe rozłożenie akcentów

Franciszek dużo mówi o potrzebie przemyślenia priorytetów współczesnego duszpasterstwa. Powołuje się na św. Tomasza z Akwinu, który nauczał, że w przesłaniu moralnym Kościoła istnieje „hierarchia w cnotach i czynach". A to co się liczy – jak podkreślał św. Tomasz – to wiara, która działa przez miłość, a miłosierdzie należy traktować jako największą z cnót. Błąd w sferze duszpasterskiej – zdaniem Ojca Świętego – następuje gdy „bardziej się mówi o prawie niż o łasce, bardziej o Kościele niż o Jezusie Chrystusie, bardziej o papieżu niż o słowie Bożym”. Dodaje, że „kiedy przepowiadanie jest wierne Ewangelii, wyraźnie widać centralny charakter niektórych prawd i staje się jasne, że chrześcijańskie przepowiadanie moralne nie jest stoicką etyką; jest czymś więcej niż jakąś ascezą, nie jest zwykłą filozofią praktyczną ani katalogiem grzechów i błędów”. (EG 39)

A mówiąc o homiliach, zwraca uwagę, że „przepowiadanie czysto moralizujące lub indoktrynujące, również i to, które przemienia się w lekcje egzegezy, pomniejsza tę komunikację miedzy sercami jaka ma miejsce w homilii i która winna mieć charakter niemal sakramentalny”. (EG 142)

„Ewangelia zaprasza przede wszystkim – stwierdza – byśmy odpowiedzieli Bogu, który nas kocha i nas zbawia, rozpoznając Go w innych i wychodząc, poza samych siebie, by szukać dobra wszystkich. (…) Jeśli to zaproszenie nie jaśnieje mocno i pociągająco, moralnej budowli Kościoła grozi, że stanie się zamkiem z papieru, a to jest najgorszym niebezpieczeństwem. Wówczas nie będzie głoszona Ewangelia, lecz niektóre akcenty doktrynalne lub moralne wywodzące się z określonych opcji ideologicznych. Orędziu będzie grozić utrata jego świeżości i nie będzie już miała ”. (EG 39)

Dlatego przypomina, że w przepowiadaniu kościelnym szczególną rolę odgrywa „kerygma”. Nieustannie winno rozbrzmiewać pierwsze orędzie: „Jezus Chrystus Cię kocha, dał swoje życie, aby cię zbawić, a teraz jest żywy u twojego boku codziennie, aby cię oświecić, umocnić i wyzwolić”. (EG 164)

Kościół Miłosierdzia

Franciszek przypomina, że „zbawienie ofiarowane nam przez Boga jest dziełem Jego miłosierdzia”. Zatem jedynie łaska Boża decyduje o naszym zbawieniu, a nie takie czy inne uczynki człowieka. A Kościół, który jest niejako sakramentem zbawienia: „poprzez swoją działalność ewangelizacyjną współpracuje jako narzędzie Bożej łaski, działającej nieustannie, poza wszelką możliwą kontrolą".

Kościół winien być zatem niejako ikoną Bożego miłosierdzia: „miejscem bezinteresownego miłosierdzia, w którym wszyscy mogą się czuć przyjęci, kochani, w którym mogą doświadczyć przebaczenia i być zachęceni do życia zgodnego z Ewangelią” (EG 114).

Kościół ubogi i dla ubogich

Już w jednym z pierwszych swoich wystąpień, Franciszek powiedział: "pragnę Kościoła ubogiego i dla ubogich". Kościół ubogi to znaczy Kościół posługujący się ubogimi środkami, a po drugie otwarty na ludzi ubogich oraz dostrzegający ich szczególną wartość. Kościół ubogi wyrzeka się też nieuzasadnionych związków z władzą, które mogłyby mu zagwarantować przywileje.

Franciszkowi chodzi więc o Kościół, który istotne miejsce rezerwuje dla ludzi ubogich, cierpiących, odrzuconych i prześladowanych – zgodnie z tezą św. Pawła, że „szczególną czcią otaczane winny być te członki ciała, które uważamy za najsłabsze”. Podkreśla, że ci właśnie „ubodzy”, mają szczególną misję w uzdrowieniu społeczeństwa. Dostrzega, że w pełnym podziałów i nastawionym na skuteczność świecie, ubodzy mają do spełnienia ważną misję oraz mogą nas wiele nauczyć. "Trzeba więc, abyśmy wszyscy pozwolili się przez nich ewangelizować" – konstatuje.

"Jesteśmy wezwani – wyjaśnia – do odkrycia w nich Chrystusa, do użyczenia im naszego głosu w ich sprawach, ale także do bycia ich przyjaciółmi, słuchania, zrozumienia i przyjęcia tajemniczej mądrości, która Bóg chce nam przekazać przez nich". W orędziu na XXIX Światowy Dzień Młodzieży 2014 r. przypomina postać św. Benedykta Józefa Labre, który spał w Rzymie na ulicy i żył z ofiar ludzi, stał się doradcą duchowym wielu osób, w tym szlachty i hierarchów.

Kościół ubogi – zdaniem papieża – jest także Kościołem głęboko zaangażowanym po stronie ludzi ubogich, cierpiących niesprawiedliwość i prześladowania. Wobec tego "każdy chrześcijanin i każda wspólnota są wezwani, by być narzędziami Boga na rzecz wyzwolenia i promocji ubogich, tak aby mogli oni w pełni włączyć się w społeczeństwo" (EG 187). Podkreśla, że wezwanie do wspólnoty i solidarności z ubogimi, nie może dotyczyć tylko tych spośród chrześcijan, którzy tak odczytają swoje powołanie, ale każdego, nasz wszystkich.

Kościół otwarty

Stałym i wielokrotnie powtarzanym przesłaniem papieskim jest apel o Kościół otwarty, dynamiczny, wychodzący ku ludziom zagubionym i potrzebującym. Franciszek twierdzi, że nie można czekać, aż ludzie przyjdą, trzeba ich aktywnie poszukiwać, wychodzić na „egzystencjalne peryferie” dzisiejszego świata.

Słynna jest jego metafora o „drzwiach otwartych” i „drzwiach zamkniętych” Kościoła, jaką wygłosił podczas jednej z kongregacji kardynalskich poprzedzających konklawe, na którym został wybrany. „Jeśli Kościół nie wyjdzie sam z siebie, aby głosić światu Ewangelię, wtedy obraca się wokół siebie, wtedy będzie chory” – mówił. Kreślił obraz Jezusa zamkniętego w Kościele, który może usilnie pukać do drzwi od środka, aby pozwolono mu wyjść na zewnątrz. Ostrzegał przed „egocentrycznym Kościołem, który rości sobie prawo do zatrzymania Jezusa dla siebie i nie dopuszcza do tego, aby wyszedł On do innych”.

Ważnym elementem misji Kościoła dla Franciszka jest wnikanie w „tajemnicę ludzi opuszczających Kościół”. Apeluje, by Kościół „potrafił włączyć się w ich rozmowę”. Nawiązując do obrazu uczniów z Emaus, tłumaczył biskupom brazylijskim latem ub. r., że „potrzebujemy Kościoła, który potrafi prowadzić dialog z tymi uczniami, którzy uciekają z Jerozolimy, włóczą się bez celu, sami, ze swoim zawodem, rozczarowaniem chrześcijaństwem uważanym już za ziemię jałową, bezowocną, niezdolnym do generowania sensu”.

Rodzina

Jednym z wielkich tematów pontyfikatu Franciszka – aczkolwiek jeszcze nie wyczerpanym – będzie z pewnością rodzina. Celem przemyślenia całokształtu duszpasterstwa Kościoła wobec rodziny, papież zwołał na październik tego roku III Nadzwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów. Jego temat brzmi: „Wyzwania duszpasterskie związane z rodziną w kontekście ewangelizacji”.

Otwierając 20 lutego br. konsystorz kardynałów, mówił o rodzinie jako o najbardziej podstawowej komórce ludzkiego społeczeństwa, która winna być otaczana szczególna troską ze strony Kościoła. Podkreślił, że rodzina stanowi w świecie "jakby odbicie Trójjedynego Boga". Analogicznie jak jego poprzednicy z niepokojem przyznawał, że "rodzina jest dziś lekceważona, jest krzywdzona”, gdy tymczasem „jest ona niezbędna dla życia świata, dla przyszłości ludzkości".

Z kolei w przesłaniu do polskich biskupów przybyłych do Rzymu z wizytą "ad limina" Papież mówił o rodzinie jako o jednym z głównych priorytetów duszpasterstwa Kościoła. Wskazał, że rodzina jest miejscem, "gdzie człowiek uczy się współżycia w różnorodności i przynależności do innych oraz gdzie rodzice przekazują dzieciom wiarę”. Ze smutkiem mówił o narastającym kryzysie rodziny we współczesnych świecie. Szukając przyczyn podkreślił, że "dziś małżeństwo często jest uważane za jakąś formę uczuciowej gratyfikacji, którą można ustanowić w jakikolwiek sposób oraz zmienić zależnie od wrażliwości każdego". Przyznał, że "niestety wizja ta ma również wpływ na mentalność chrześcijan, powodując łatwość uciekania się do rozwodu lub faktycznej separacji".

Zachęcił przy tym polskich duszpasterzy do postawienia sobie pytania, w jaki sposób pomóc tym, którzy żyją w tej sytuacji (rozwodu lub separacji), aby nie czuli się wykluczeni "z Bożego miłosierdzia, z braterskiej miłości innych chrześcijan i z troski Kościoła o ich zbawienie".

Ten wątek nieustannie powraca w refleksji Franciszka i nie daje mu spokoju. Boleje on nad tym, że dramat rozpadu małżeństwa – owocujący często powstaniem nowego związku – radykalnie zmienia sytuację tych ludzi we wspólnocie Kościoła. Taka para – trwając w grzechu ciężkim – ma zamknięte drzwi Eucharystii. A skoro w wielu parafiach jest to znacząca część wiernych, stwarza to poważny problem duszpasterski. Ludzie ci czują się wykluczeni, a tego ze wszelkich sił papież chce uniknąć. I ta kwestia – wśród wielu innych – będzie jednym z tematów przygotowywanego Synodu Biskupów.

Kultura spotkania

Zdaniem Franciszka, jednym z charakterystycznych rysów współczesnej cywilizacji jest „kultura wykluczenia”. Opisuje ją w następujących słowach: "Nie ma w niej miejsca ani dla starca, ani dla niechcianego dziecka. Nie ma czasu, aby zatrzymać się z ubogim na skraju drogi". Apeluje więc, by mieć odwagę i iść pod prąd, by "czynić naszą cywilizację prawdziwie ludzką". Kulturze wykluczenia przeciwstawia „kulturę spotkania” i wzywa do jej budowania. Zaznacza, że „dzisiaj albo postawimy na kulturę spotkania, albo wszyscy przegrają”.

Czym jest owa „kultura spotkania”? „To nie kultura egoizmu, indywidualizmu, która często panuje w naszym społeczeństwie, ale kultura solidarności i spotkania – wyjaśniał odwiedzając 25 lipca ub. r. fawelę Varginha w Rio de Janeiro. Mówił, że dopiero wtedy, gdy jesteśmy zdolni do dzielenia się z innymi, wzbogacamy się naprawdę, zaś miara wielkości społeczeństwa zależy od sposobu, w jaki traktuje ono najbardziej potrzebujących.

Wiara w Chrystusa – podkreśla wielokrotnie – nie może ograniczyć się do wymiaru wertykalnego, lecz sprawdzianem jej autentyczności jest zaangażowanie w dzieło czynienia świata bardziej ludzkim. Krytycznie ocenia tych chrześcijan, którzy wykazują obojętność. „My chrześcijanie – pisał – przekształciliśmy cnoty teologiczne w pretekst, by móc się wygodnie zainstalować w biednej karykaturze transcendencji, zapominając o ciężkiej pracy, jaką jest budowa świata w którym żyjemy, a w którym rozstrzyga się nasze zbawienie".

Różnorodność kulturowa

Kościół – zdaniem papieża – winna cechować otwartość na różnorodne kultury, a nie próba trwania przy jednym, określonym wzorcu kulturowym. Franciszek w ślad za Janem Pawłem II stwierdza, że „poprzez inkulturację Kościół wprowadza narody wraz z ich kulturami do swej własnej wspólnoty, ponieważ każda kultura proponuje wartości i pozytywne formy, które mogą ubogacić sposób głoszenia, pojmowania i przeżywania Ewangelii”. Wyjaśnia dalej, że różnorodność kulturowa, jeśli jest dobrze pojmowana, nie zagraża jedności Kościoła, lecz w cenny sposób go wzbogaca, a „myślenie o chrześcijaństwie monokulturowym i jednakowo brzmiącym byłoby sprzeczne z logiką Wcielenia”. (EG 117)

Radykalne oczyszczenie z pedofilii

Franciszek kontynuuje ostry kurs oczyszczenia szeregów Kościoła z przypadków pedofilii, zainicjowany przez Jana Pawła II i Benedykta XVI. We wrześniu ub. r. do watykańskiego kodeksu papież Franciszek wprowadził nowe kategorie przestępstw, między innymi wobec osób niepełnoletnich. Od tej pory w Watykanie karane są: prostytucja, werbowanie i przemoc seksualna wobec nich, pornografia dziecięca i posiadanie tego typu materiałów oraz akty seksualne z udziałem małoletnich.

"Przypadki nadużyć są przerażające, gdyż zadają bardzo głębokie rany" – mówił na temat pedofilii 4 marca w wywiadzie dla Corriere della Sera. Wyjaśnił przy tym, że choć "statystyki na temat zjawiska przemocy wobec dzieci są wstrząsające, ale pokazują również wyraźnie, że do ogromnej większości tych nadużyć dochodzi w środowisku rodzinnym i osób bliskich". Podkreślił też, że "Kościół katolicki jest bodaj jedyną instytucją publiczną, która działała tutaj przejrzyście i odpowiedzialnie. Żadna inna nie zrobiła tak wiele. A jednak Kościół jako jedyny jest atakowany".

Duszpasterskie patologie

Papież Franciszek olbrzymie znaczenie przywiązuje do odnowy stylu posługi kapłańskiej we współczesnym świecie. Dlatego często, nieraz z mocnych słowach mówi o licznych patologiach, w jakie mogą popaść dziś duszpasterze i to pomimo ich najlepszych chęci. W szczególności ostrzega przed pesymizmem, spowodowanym duchowym stanem współczesnego świata. "Jedną z najpoważniejszych pokus – stwierdza Franciszek – tłumiących zapał i odwagę jest poczucie przegranej, przemieniające nas w niezadowolonych i rozczarowanych pesymistów o posępnej twarzy". Ewangelizatorzy tacy "nie są zdolni widzieć nic innego, jak tylko ruiny i kłopoty".

Inną patologią – zdaniem Papieża – jest ucieczka przed zaangażowaniem, którą określa jako "egoistyczna acedię". Charakteryzuje się ona obsesyjną obawą przed nowymi zadaniami apostolskimi, które pochłoną nas na tyle, że nie będziemy mieć już czasu dla siebie. "Często związane jest to z faktem – wyjaśnia – że osoby te odczuwają stanowczą potrzebę zachowania swojej przestrzeni autonomii, tak jakby zadanie ewangelizacji było niebezpieczna trucizną, a nie radosną odpowiedzią na miłość Boga".

Kolejnym niebezpieczeństwem jest tzw. "światowość duchowa". Jest źródłem – jak wyjaśnia – jest "kryjące się pod pozorami religijności, a nawet miłości Kościoła, szukanie chwały ludzkiej i osobistych korzyści zamiast chwały Pana". Postawa ta nacechowana jest hipokryzją, a przejawia się w różnorodnych fałszywych nurtach duchowości. Jako przykład podaje fascynację gnostycyzmem czy wiarę zamkniętą w subiektywizmie "gdzie podmiot zostaje w ostateczności zamknięty w immanencji swojego własnego rozumu lub swoich uczuć".

Inną pułapką jest swego rodzaju noeopelagianizm praktykowany przez ludzi, "którzy liczą tylko na własne siły i stawiają siebie wyżej od innych, ponieważ zachowują określone normy, albo są niewzruszenie wierni katolickiemu stylowi czasów minionych".

Kiedy indziej – zauważa Papież – hipokryzja ta przejawia się w "ostentacyjnej trosce o liturgię, o doktrynę i o prestiż Kościoła", ale z pominięciem troski o "rzeczywiste wprowadzenie Ewangelii w życie Ludu Bożego i w konkretne potrzeby dziejowe". (EG 95) Krytykowana przez Papieża "światowa duchowość" wśród duchowieństwa może też przybrać formę "menedżerskiego funkcjonalizmu, pełnego statystyk, planowania i podsumowań, gdzie głównym beneficjentem jest Kościół jako organizacja".

"Niech Bóg nas wybawi od tego Kościoła światowego, udrapowanego duchowością i przykrywkami duszpasterskimi!" – konstatuje Franciszek. I dlatego wzywa całą wspólnotę Kościoła do duszpasterskiego i misyjnego nawrócenia.


Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Papież Franciszek o problemach Kościoła i świata

Problemy Kościoła i świata współczesnego poruszył papież Franciszek w wywiadzie udzielonym z okazji zbliżającej się pierwszej rocznicy swego wyboru na Stolicę Piotrową dyrektorowi największego włoskiego dziennika, Corriere della Sera, Ferruccio De Bortoli.

Corierre: Ojcze Święty, dzwonisz do wielu osób, które proszą cię o pomoc. Czy zdarzało się, że nie wierzą, iż to Ty?

– Tak, zdarzyło się. Gdy ktoś dzwoni, to dlatego, że chce porozmawiać, zapytać, co ma zrobić, prosi o radę. Gdy byłem księdzem w Buenos Aires, było to prostsze. I dla mnie pozostało to już zwyczajem. Służbą. Tak to w sobie odczuwam. Ale oczywiście, teraz nie łatwo to robić to ze względu na wielką liczbę ludzi, którzy do mnie piszą.

A czy jest taki kontakt spośród tego, co było, które Wasza Świątobliwość wspomina ze szczególną sympatią?

– Pewna pani, wdowa 80-letnia, która straciła syna, napisała do mnie. I teraz co miesiąc dzwonię do niej i krótko rozmawiamy. Ona jest szczęśliwa, a ja pozostaję kapłanem i to lubię.

A stosunki z Twoim poprzednikiem? Czy prosiłeś kiedyś o jakieś rady Benedykta XVI?

– Tak. Papież-senior nie jest posągiem muzealnym. Jest to instytucja, do której nie byliśmy przyzwyczajeni. 60 czy 70 lat temu nie było biskupów emerytowanych. Nastąpiło to dopiero po Soborze. Dziś jest to instytucja. To samo można odnieść do papieża emerytowanego. Benedykt jest pierwszy i być może po nim będą inni, tego nie wiemy. Jest on dyskretny, pokorny, nie chce przeszkadzać. Rozmawialiśmy o tym i wspólnie postanowiliśmy, że byłoby lepiej, gdyby widział ludzi, wyszedł i uczestniczył w życiu Kościoła. Raz już tu przyszedł z okazji poświęcenia statui św. Michała Archanioła, następnie na obiad do Domu św. Marty a po Bożym Narodzeniu zaprosiłem go do udziału w konsystorzu, a on to zaakceptował. Jego mądrość jest darem Bożym. Niektórzy chcieliby może, aby się wycofał do jakiegoś opactwa benedyktyńskiego daleko od Watykanu. A ja pomyślałem o dziadkach, którzy swą mądrością i radami nadają rodzinie moc i nie zasługują na to, aby skończyć w domu starców.

Sposób zarządzania Kościołem przez Waszą Świątobliwość wydał nam się taki oto: papież słucha wszystkich i decyduje sam. Trochę, jak generał jezuitów. Czy papież jest człowiekiem samotnym?

– I tak, i nie, ale rozumiem, co chce mi pan powiedzieć. Papież nie jest sam w swej pracy, gdyż towarzyszą mu i doradzają liczne osoby. A byłby człowiekiem osamotnionym, gdyby podejmował decyzje nie słuchając nikogo lub udając, że słucha. Jest jednak taka chwila, gdy trzeba coś rozstrzygnąć czy podpisać, gdy jest on sam ze swym poczuciem odpowiedzialności.

Ojciec Święty skrytykował niektóre postawy duchowieństwa, zrewolucjonizował Kurię, nie bez oporu i pewnych sprzeciwów. Czy Kościół zmienił się już tak, jak Ojciec Święty Franciszek chciał tego przed rokiem?

– W marcu ub.r. nie miałem żadnych planów zmieniania Kościoła. W żadnym wypadku nie spodziewałem się, ujmijmy to tak, przeniesienia ze swej diecezji. Zacząłem rządzić, próbując wcielić w praktykę to wszystko, co pojawiło się w dyskusjach wśród kardynałów podczas różnych kongregacji [zgromadzeń przed konklawe – KAI]. I w swych działaniach liczę na natchnienie od Pana. Dam przykład. Rozmawiano o sytuacji duchowej osób pracujących w Kurii i wówczas zaczęto odprawiać rekolekcje. Należało zwrócić większą uwagę na doroczne rekolekcje: wszyscy mają prawo spędzić pięć dni w ciszy i rozważaniach, podczas gdy wcześniej w Kurii słuchano trzech nauk dziennie a potem nadal pracowano.

Czy czułość i miłosierdzie stanowią istotę Twego przesłania duszpasterskiego?

– I Ewangelii. Są one sercem Ewangelii. W przeciwnym wypadku nie rozumie się Jezusa Chrystusa ani czułości Ojca, który Go wysłał, aby nas słuchał, uzdrawiał i zbawiał.

Czy jednak przesłanie to jest zrozumiałe? Wasza Świątobliwość powiedział, że „franciszkomania” nie potrwa długo. Czy jest coś z Twego wizerunku publicznego, co Ci się nie podoba?

– Lubię być między ludźmi, razem z cierpiącymi i chodzić do parafii. Nie podobają mi się interpretacje ideologiczne, pewne mitologizowanie papieża Franciszka. Gdy mówi się na przykład, że wychodzę w nocy z Watykanu, aby nakarmić żebraków na Via Ottaviano… Nigdy nie przyszło mi to do głowy. Jeśli się nie mylę, to Sigmund Freud powiedział, że w każdej idealizacji tkwi jakaś agresja. Malować papieża, jakby był jakimś Supermanem, rodzajem gwiazdy, wydaje mi się zniewagą. Papież jest człowiekiem, który się śmieje, płacze, śpi spokojnie i ma przyjaciół jak wszyscy. Jest normalną osobą.

Czy tęsknisz, Ojcze Święty, za swoją Argentyną?

– Jest prawdą, że nie noszę w sobie nostalgii. Chciałbym pojechać, aby spotkać się ze swoją siostrą, która jest chora, ostatnią z naszej piątki. Chciałbym ją zobaczyć, ale nie uzasadnia to podróży do Argentyny: dzwonię do niej i to wystarcza. Nie sądzę, aby pojechał tam przed rokiem 2016, gdyż w Ameryce Łacińskiej byłem już w Rio. Teraz mam udać się do Ziemi Świętej, do Azji, później do Afryki.

Dopiero co Wasza Świątobliwość odnowił swój paszport argentyński, ale jest przecież zawsze głową państwa.

– Odnowiłem go, bo mi się skończył.

Czy męczą Ojca Świętego oskarżenia, że jest marksistą, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, po ogłoszeniu „Evangelii gaudium”?

– Ani trochę. Nigdy nie podzielałem ideologii marksistowskiej, ponieważ jest fałszywa, poznałem jednak wielu dobrych ludzi, którzy głosili marksizm.

Skandale, które wstrząsnęły życiem Kościoła, są już szczęśliwie za nami. W delikatnej sprawie nadużyć wobec nieletnich niektórzy filozofowie, jak Besançon i Scruton, poprosili Waszą Świątobliwość o wypowiedź przeciw fanatyzmowi i złej woli zeświecczonego świata, który w niewielkim stopniu szanuje dzieciństwo.

– Chcę powiedzieć o dwóch sprawach. Przypadki nadużyć są przerażające, gdyż zadają bardzo głębokie rany. Benedykt XVI był bardzo mężny i otworzył drogę. I idąc tą drogą Kościół zaszedł daleko. Być może dalej niż ktokolwiek inny. Statystyki na temat zjawiska przemocy wobec dzieci są wstrząsające, ale pokazują również wyraźnie, że do ogromnej większości tych nadużyć dochodzi w środowisku rodzinnym i osób bliskich. Kościół katolicki jest bodaj jedyną instytucją publiczną, która działała tutaj przejrzyście i odpowiedzialnie. Żadna inna nie zrobiła tak wiele. A jednak Kościół jako jedyny jest atakowany.

Ojcze Święty, mówisz, że „ubodzy nas ewangelizują”. Wrażliwość na biedę – a jest ona najsilniejszym znamieniem Twego orędzia duszpasterskiego – niektórzy obserwatorzy odbierają jako głoszenie pauperyzmu. Ewangelia nie potępia dobrobytu. A Zacheusz był bogaty i miłosierny.

– Ewangelia potępia kult dobrobytu. Pauperyzm jest jedną z interpretacji krytycznych. W średniowieczu było wiele nurtów pauperystycznych. Święty Franciszek miał genialne poczucie umieszczania tematu ubóstwa na drodze ewangelicznej. Jezus mówi, że nie można służyć dwóch panom: Bogu i mamonie. I gdy będziemy sądzeni na końcu czasów (Mt 25), zapytają nas o naszą solidarność z ubóstwem. Bieda oddala nas od bałwochwalstwa i otwiera bramę na Opatrzność. Zacheusz przekazuje połowę swych bogactw biednym. A tym, którzy mają swe spichrze zapełnione swym własnym egoizmem, Pan na końcu wystawi rachunek. Sądzę, że dobrze wyraziłem tę swoją myśl na temat ubóstwa w „Evangelii gaudium”.

Wasza Świątobliwość wskazał w globalizacji, zwłaszcza finansowej jedno z nieszczęść znieważających ludzkość. Globalizacja wyrwała jednak z nędzy miliony osób, dała nadzieję, a jest to uczucie rzadkie, którego nie należy mylić z optymizmem.

– To prawda, że globalizacja uratowała od nędzy wiele osób, ale skazała na nią wiele innych, na śmierć głodową, gdyż w tym systemie gospodarczym staje się wybiórcza. Globalizacja, o jakiej myśli Kościół, nie przypomina kręgu, na którym każdy punkt jest jednakowo oddalony od środka i w którym tym samym gubi się specyfikę narodów, ale jest jakimś wielościanem o różnych obliczach, w którym każdy naród zachowuje swoją własną kulturę, język, religię czy tożsamość. Obecna „sferyczna” globalizacja gospodarcza, a nade wszystko finansowa, wytwarza myśl ujednoliconą i słabą. W jej centrum nie ma w niej już osoby ludzkiej, ale jedynie pieniądz.

Kwestia rodziny zajmuje centralne miejsce w działalności Rady ośmiu kardynałów. Od czasów adhortacji Familiaris consortio Jana Pawła II zmieniło się wiele rzeczy. Planowane są dwa synody. Oczekiwane są wielkie nowości. Wasza Świątobliwość powiedział o rozwiedzionych: niech nie będą potępiani, trzeba im pomagać.

– Jest to długa droga, jaką Kościół musi przebyć, proces jakiego pragnie Pan. Trzy miesiące po moim wyborze przedstawiono mi tematy na synod, zaproponowano, aby dyskutować nad tym, co wnosi Jezus w życie współczesnego człowieka. Ale w końcu stopniowo – co jest dla mnie znakiem woli Bożej – postanowiono dyskutować o rodzinie przechodzącej bardzo poważny kryzys. Trudno ją utworzyć, ludzie młodzi rzadko się pobierają. Istnieje wiele rodzin rozbitych, w których nie powiódł się plan życia wspólnego. Dzieci bardzo cierpią. Musimy dać odpowiedź. Ale dla tego potrzebna jest bardzo głęboka refleksja. To właśnie czynią konsystorz i synod. Trzeba unikać pozostawania na poziomie powierzchowności. Pokusa rozwiązywania każdego problemu za pomocą kazuistyki jest błędem, jest uproszczeniem spraw głębokich, tak jak czynili to faryzeusze, teologia bardzo powierzchowna. Poważne podejście do poszczególnych sytuacji, także problemów osób rozwiedzionych wymaga światła głębokiej refleksji, głębi duszpasterskiej.

Dlaczego relacja kardynała Waltera Kaspera na ostatnim konsystorzu (ogromne kwestie od nauki Kościoła o małżeństwie i rodzinie a realne życie wielu chrześcijan) tak bardzo podzieliła kardynałów? Jak zdaniem Waszej Świątobliwości Kościół może przebyć te dwa lata żmudnej drogi, aby osiągnąć szeroką i pogodną zgodę? Jeśli doktryna jest solidna, to dlaczego konieczna jest debata?

– Kardynał Kasper dokonał głębokiej i pięknej prezentacji, która niebawem zostanie opublikowana po niemiecku, podejmując pięć punktów. Piąty dotyczył osób żyjących w drugim związku. Niepokoiłbym się, gdyby podczas konsystorza nie było intensywnej dyskusji, niczemu wtedy by on nie służył. Kardynałowie wiedzieli, że mogą powiedzieć to, co chcą i przedstawili wiele różnych ubogacających punktów widzenia. Braterskie i otwarte konfrontacje rozwijają myśl teologiczną i pastoralną. Tego się nie boję, a wręcz szukam.

W niedawnej przeszłości zazwyczaj odwoływano się do tak zwanych "wartości nienegocjowalnych" zwłaszcza w bioetyce i moralności seksualnej. Wasza Świątobliwość nie podjął tej formuły. Zasady doktrynalne i moralne się nie zmieniły. Czy ta decyzja pragnie wskazać być może styl mniej nakazowy a bardziej szanujący osobiste sumienie?

– Nigdy nie rozumiałem wyrażenia "wartości nienegocjowalne". Wartości są wartościami i tyle. Nie mogę powiedzieć, że wśród palców jednej ręki, jest któryś mniej potrzebny od innych. Dlatego nie rozumiem w jakim sensie mogłyby być wartości, co do których można by dyskutować. To co powinienem powiedzieć na temat życia, napisałem w adhortacji "Evangelii gaudium".

Wiele krajów legalizuje związki cywilne osób tej samej płci. Czy jest to droga, którą Kościół może zrozumieć? Do jakiego stopnia?

– Małżeństwo jest zawierane między kobietą i mężczyzną. Państwa laickie chcą zalegalizować innego rodzaju związki, aby uregulować różne sytuacje pożycia, kierując się potrzebą uregulowania aspektów ekonomicznych w relacjach między osobami, takie jak zapewnienie opieki zdrowotnej. Chodzi o umowy o pożyciu różnej natury, których rozmaitych form nie jestem w stanie wymienić. Trzeba spojrzeć na poszczególne przypadki i ocenić je w ich różnorodności.

Jak będzie promowana w Kościele rola kobiet?

– Także i w tym wypadku kazuistyka nie pomaga. To prawda, że kobieta może i powinna być bardziej obecna w miejscach decyzyjnych Kościoła. Ale nazwałbym to promocją typu funkcjonalnego. Tylko w ten sposób nie pokonuje się wielkiej drogi. Trzeba raczej pomyśleć, że Kościół jest [po włosku, oraz wielu innych językach – KAI] rodzaju żeńskiego, od samego początku jest kobiecy. Wielki teolog Hans Urs von Balthasar poświęcił tej kwestii wiele pracy: zasada Maryjna, obok Piotrowej prowadzi Kościół. Panna Maryja jest ważniejsza od jakiegokolwiek biskupa czy też apostoła. Przygotowywane jest pogłębienie teologiczne. Kardynał Ryłko wraz z Radą ds. Świeckich pracuje w tym kierunku wraz z wieloma kobietami, które są ekspertami w różnych dziedzinach.

Czy pół wieku od "Humanae vitae" Pawła VI Kościół może podjąć temat kontroli urodzin? Kardynał Martini, współbrat Waszej Świątobliwości uważał, że nadeszła już chwila.

– Wszystko zależy od tego, jak będzie interpretowana encyklika "Humanae vitae". Sam Paweł VI zalecał zresztą spowiednikom wiele miłosierdzia, wrażliwości na konkretne sytuacje. Ale jego geniusz był proroczy, miał odwagę przeciwstawić się większości, bronić dyscypliny moralnej, pociągnąć za hamulec kulturowy, przeciwstawić się neomaltuzjanizmowi dzisiejszemu i przyszłemu. Problemem nie jest zmiana doktryny, ale jej zgłębienie i sprawienie, aby duszpasterstwo brało pod uwagę sytuacje, i to co ludzie mogą czynić. Również o tym będzie mowa w całym procesie synodu.

Nauka się zmienia i kreśli na nowo granice życia. Czy ma sens sztuczne przedłużanie życia w stanie wegetatywnym? Czy rozwiązaniem może być testament biologiczny?

– Nie jestem specjalistą w kwestiach bioetycznych i obawiam się, że każde moje zdanie może być interpretowane dwuznacznie. Tradycyjna nauka Kościoła mówi, że nikt nie jest zobowiązany do stosowania środków nadzwyczajnych, gdy wiadomo, że jest to stan terminalny. W mojej pracy duszpasterskiej zawsze w takich przypadkach zalecałem opiekę paliatywną. W bardziej szczególnych przypadkach, jeśli jest to konieczne, warto się odwołać do rady specjalistów.

Czy podczas najbliższej podróży do Ziemi Świętej, dojdzie do uzgodnienie interkomunii z prawosławnymi, którą Paweł VI przed pięćdziesięciu laty był niemal gotów podpisać z Atenagorasem?

– Wszyscy niecierpliwie chcemy osiągnąć określone rezultaty. Ale droga jedności z prawosławnymi oznacza przede wszystkim wspólne podążanie i wspólną pracę. W Buenos Aires na kursy katechezy przychodzili różni prawosławni. Boże Narodzenie i 6 stycznia spędzałem wraz z ich biskupami, którzy niekiedy prosili także o radę w naszych urzędach diecezjalnych. Nie wiem, czy prawdziwa jest historia opowiadana o Atenagorasie, który miał zaproponować Pawłowi VI, aby podążali razem, a wszystkich teologów wysłali na jakąś wyspę, żeby dyskutowali między sobą. To żart, ale ważne, abyśmy szli razem. Teologia prawosławna jest bardzo bogata. Sądzę, że mają dziś oni wielkich teologów. Wspaniała jest ich wizja Kościoła i synodalności.

W ciągu kilku lat największą potęgą w świecie będą Chiny, z którymi Watykan nie utrzymuje relacji. Matteo Ricci był jezuitą, podobnie jak Wasza Świątobliwość.

– Chiny są nam bliskie. Wysłałem list do prezydenta Xi Jinpinga, kiedy został wybrany trzy dni po mnie. A on mi odpowiedział. Relacje istnieją. Jest to wielki naród, któremu dobrze życzę.

Dlaczego Ojciec Święty nigdy nie mówi o Europie? Co Waszą Świątobliwość nie przekonuje w projekcie europejskim?

– Czy pamięta pan dzień, kiedy mówiłem o Azji? Co powiedziałem? (tutaj prowadzący wywiad próbował coś wyjaśniać, przypominając różne rzeczy, aby w końcu zdać sobie sprawę, że wpadł w sympatyczną pułapkę). Nie mówiłem ani o Azji, Afryce czy też Europie. Tylko o Ameryce Łacińskiej, kiedy byłem w Brazylii i kiedy spotkałem się z Latynoamerykańską Radą Biskupią CELAM. Nie było dotąd okazji, by a mówić o Europie, ale nadejdzie.

Jakie książki czyta obecnie Wasza Świątobliwość?

– Pietro e Maddalena, Damiano Marzotto o kobiecym wymiarze Kościoła. Jest to piękna

książka.

A czy udaje się Waszej Świątobliwości zobaczyć jakiś piękny film – inną z Twoich wielkich pasji? "Wielkie Piękno" zdobył Oskara za najlepszy film nieanglojęzyczny. Czy zobaczysz go?

– Nie wiem. Ostatni film, który widziałem, to "Życie jest piękne" Benigniego. A wcześniej widziałem La Stradę Felliniego. Arcydzieło. Podobał mi się również Wajda …

Św. Franciszek miał beztroską młodość. Chciałbym zapytać, czy kiedykolwiek Wasza Świątobliwość był zakochany?

– W książce "Jezuita" opowiadam, jak w wieku 17 lat miałem dziewczynę. Wspominam o tym również w napisanej wraz z rabinem Abrahamem Skórką "W niebie i na ziemi". Gdy byłem w seminarium przez tydzień straciłem głowę dla pewnej dziewczyny.

Nie chcę być niedyskretny, ale jak to się skończyło?

– To były młodzieńcze historie. Rozmawiałem o nich z moim spowiednikiem (wielki uśmiech).

Dziękuję Ojcze Święty.

– Dziękuję panu.


Tłumaczyli: Krzysztof Gołębiowski i o. Stanisław Tasiemski OP

kg, st (KAI) / Watykan


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas