Posted by & filed under .

Znajoma nauczycielka prowadząca zajęcia w socjoterapeutycznej szkole na początku roku otrzymała skonfliktowaną klasę. Wzajemna niechęć, wrogość, jawnie wyrażana agresja – z taką atmosferą spotkała się już na pierwszych zajęciach. Mimo pokusy dezercji, modliła się za swoich uczniów, jednocześnie starając się ich uczyć elementarnych zasad szacunku do siebie nawzajem. Wspólne zadania, prace w grupach. był opór, ale nie zniechęcała się. “Nie musicie się lubić, macie ze sobą współpracować” wielokrotnie mówiła. Po kilku miesiącach okazało się, że owej niechęci niewiele pozostało, a wynikała ona po prostu z braku zrozumienia i z lęku przed sobą na wzajem. “Teraz się pięknie różnimy” stwierdził jeden z maturzystów. Nikt nie jest samowystarczalny. Każdy z nas jest „dziełem” innych. Głupotą jest więc mówić, że wszystko zawdzięczam sobie i nie potrzebuję innych ludzi. Na wychowanie w szkole ma wpływ klasa i jeden nauczyciel, który w czymś zaimponuje. Później jest podobnie. Pomocą są nie tylko ludzie mądrzy, których stawia nam Bóg, ale także ci „trudni”, gdyż dzięki nim uczymy się przekraczać własny egoizm.