Nieporadnik małżeński

Żeby przetrwać w małżeństwie, przeżyć, nie zwariować, żeby cię piekło nie pochłonęło, potrzeba jednego: ciągłego wysiłku

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Jeżeli piekło to inni, to jak może się udać ten projekt, no jak? Jedno piekło to i tak już nadto, a gdy zbiorą się dwa? Tego nie da się zrealizować, bo dwa piekła to murowana katastrofa. Taki jest klimat ogólny wokół małżeństwa, więc jeśli już ktoś zdecydował się na to kontrkulturowe przedsięwzięcie, musi zaopatrzyć się w poradniki, taki wynalazek dzisiejszy. „Jak żyć w małżeństwie i nie zwariować?”, „Małżeński survival”, „Skazani na siebie” i wiele, wiele innych. A tam znajdzie mnóstwo wypróbowanych recept doświadczonych przez życie autorów. Romantyczna kolacja przy aromatyzowanych świecach, wyprawa – niespodzianka w Bieszczady (albo na Kretę), zaskoczenie i recycling. Nigdy nie przydeptuj kapci, nie siedź godzinami z piwem przed telewizorem, zrób się na bóstwo, nie próbuj nim/nią zawładnąć, daj pożyć, niech idzie na ryby z kumplami, niech spotyka się regularnie z kumami na ploteczkach, rozmawiaj, pamiętaj o ważnych datach – imieninach i urodzinach, rocznicy ślubu, uczcij je choćby zabawnym drobiazgiem, a w ogóle to kwiaty przynoś czasem ot tak, bez konkretnych okazji. Nie pozwól panoszyć się mamusi, nie podejmuj sam ważnych decyzji, pamiętaj, że ogromny procent kłótni to z powodu pieniędzy – braku, nadmiaru, głupiego wydawania, szastania. No i żeby seks był fascynujący.

I gdy przeczytamy już te wszystkie porady, do których nie sposób się zastosować, bo życie jest na to za krótkie, lepiej odłożyć poradniki. Gdyż mienią się tysiącem rad i z całą pewnością jest tego za dużo. A skoro tak, warto się przyjrzeć i odkryć, że mają wspólny mianownik: żeby przetrwać w małżeństwie, przeżyć, nie zwariować, żeby cię piekło nie pochłonęło, potrzeba jednego: ciągłego wysiłku. I to jest jedyna i ogólna rada dla stróży płomienia miłości – konieczny jest wysiłek wychodzenia ze skorupy własnego egoizmu, udawania się ku innemu, ciągłego wracania do chwil, które są darem nieziemskim, gdy dwa światy się spotkały i stają się jednym – potocznie nazywanego zakochaniem. Nie, nie chodzi tu o nieustającą euforię, zresztą na haju nie sposób długo funkcjonować, chodzi o to, żeby wydostać się z piekła, czyli stale przywracać wspomnienia ogrodu, w którym człowiek nie czuł się samotny. Dążenie do jedności to dążenie do powrotu, jej brak – to jest prawdziwe piekło.

Nieporadnik małżeński

I chyba o to chodzi. Konieczny jest do spełnienia jeden warunek, bo wielu pyta, po co to w ogóle jest? W jakim celu? Jakie są zyski z takiej inwestycji i kiedy odbiorę procenty? Łatwiej przecież nawet nie czytając choćby jeden poradnik wziąć swoje zabawki i udać się w dalszą drogę i jak to mówią socjologowie, stać się poligamistą, w kilku monogamicznych odsłonach. Jeżeli jednak ktoś chce inaczej i chce żeby się udało, bo wzrusza go „pierwszy siwy włos na twojej skroni”, dwoje staruszków, trzymających się za ręce w parku, tak jak w czasach licealnych, albo mąż i żona, którzy zmarli tego samego dnia po wspólnie przeżytych siedemdziesięciu latach, to musi podjąć wysiłek. Codzienny, polegający na wyjściu ze skorupy. A jak to będzie wyglądać konkretnie – czy romantyczna kolacja przy świecach, czy zgoda na samotny wieczór, bo poszedł na mecz z kumplami, czy czytanie z twarzy i głosu, że coś się stało – to już są szczegóły, konkret, który realizuje się wedle własnej intuicji.

W tym roku będzie podobnie. Kwiaty, lampka wina, telefony od dzieci. Po raz trzydziesty dziewiąty. Ale mimo tak długiego „stażu” nie nadaję się do porad. Nie zwracam uwagi na chwilę ciszy, gdy mówię młodym dziewczynom, ile to już lat, czy gdy koleżanka, która mieszkała długo (może za długo?) we Francji pyta, czy to aby nie kazirodztwo. Żadnych rad, poza ogólną zasadą i jedno doświadczenie. Ale tak naprawdę te wszystkie rady to jak rady kosmetyczki, inne piętro – taki życiowy lajcik, optymistyczny. Jest perspektywa nieba, ale już o piekle nie ma mowy. A ono rzeczywiście jest, w każdym człowieku, mężu i żonie też, więc to pierwsze zdanie. I są i takie chwile, gdy piekło tężeje, chce pochłonąć, gdy wydaje się, że śmierć się zbliża, a jeśli nie śmierć, to na pewno rozwód.

I wtedy przychodzi On, bo jest Zbawiciel – i wszystko się zmienia, następuje tysięczne zmartwychwstanie małżeńskie. Tylko tyle mogę powiedzieć – to dzięki Niemu zrobiło się już tyle lat. Nie sposób to udowodnić, musi wystarczyć zapewnienie. On przychodzi na pewno. Wraz z powiewem ogrodu, pokonuje piekło, jedno i drugie. I po raz tysięczny przywraca jedność. I jeśli patrzymy na małżeństwo do grobowej deski jako na długoterminową inwestycję, to to są te procenty do odebrania na końcu drogi.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

“Bóg stoi daleko od takiego serca”

Stracili Egipt i nie zyskali ziemi obiecanej. Znajomy zakonnik zapraszał na rekolekcje. Nikt nie przyjął zaproszenia. Wszyscy mieli dobrobyt, nikt tego nie potrzebował, każdy miał swój Egipt w domu. "Poczekaj - przyjdą plagi, sami przyjdą"

Augustyn Pelanowski OSPPE
Augustyn
Pelanowski OSPPE
zobacz artykuly tego autora >

Albo my eliminujemy grzech albo on nas


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Augustyn Pelanowski OSPPE

Augustyn Pelanowski OSPPE

Zobacz inne artykuły tego autora >
Augustyn Pelanowski OSPPE
Augustyn
Pelanowski OSPPE
zobacz artykuly tego autora >