video-jav.net

Księża, faryzeusze, rabini

Czytając Nowy Testament, widzimy świat religii żydowskiej, który nie zawsze dla wszystkich jest zrozumiały. Jezus wspominał o faryzeuszach i saduceuszach, zdarzało się, że z nimi polemizował. Kim jednak oni właściwie byli? I czym różni się katolicki ksiądz od żydowskiego kapłana czy rabina?

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kapłani z dziada pradziada

W Kościele katolickim mówimy o powołaniu kapłańskim, które może narodzić się w sercu każdego członka Ludu Bożego, niezależnie od jego pochodzenia społecznego, statusu materialnego, czy też koligacji rodzinnych. W starożytnym Izraelu wyglądało to nieco inaczej. Co prawda według Księgi Wyjścia (19,6) cały naród wybrany pełnił funkcje kapłańskie, czyli oddawał Bogu cześć w imieniu ludzkości, ale urzędowym kapłanem w obrębie narodu żydowskiego mógł zostać tylko człowiek, który pochodził z pokolenia Lewiego. Kapłan składał ofiary i sprawował kult. Wielu Lewitów pełniło także dodatkowe funkcje służebne w Świątyni. A Świątynia mogła być tylko jedna – w Jerozolimie.

Za czasów Chrystusa warstwa ludzi zamożnych, którzy zajmowali wpływowe stanowiska kapłańskie, stanowiąc także większość w Sanhedrynie (religijnej radzie żydowskiej), była nazywana saduceuszami (nazwa ta pochodzi od imienia Sadoka – arcykapłana z czasów króla Salomona).

Można ich określić jako arystokratyczną elitę skupioną wokół Świątyni i rekrutującą się z kapłanów świątynnych.

Księża, faryzeusze, rabini

Faryzeusze i faryzeizm

Faryzeuszami nazywano natomiast tych pobożnych i gorliwych Żydów, którzy starali się skrupulatnie przestrzegać Prawo Mojżeszowe i przywiązywali wielką wagę do ustnej tradycji, która  interpretowała to Prawo w najrozmaitszych kazuistycznych przepisach. Wierzyli oni, że Bóg, dając Mojżeszowi Torę, dał mu również ustną tradycję interpretacji przepisów Tory i sposobów wprowadzania ich w życie. Uważali, że w Torze Pisanej zawarte zostały główne zasady i pryncypia etyczne, które dopiero Tora Ustna dostosowuje do konkretnych, drobiazgowych sytuacji życiowych.

Faryzeusze czuli się odpowiedzialni za religijne życie narodu i faktycznie cieszyli się ogromnym autorytetem religijnym wśród ludu, jako eksperci od interpretacji Pisma, choć zasadniczo byli stronnictwem ludzi świeckich, pozostających w swoistej opozycji wobec kapłańskiej arystokracji.

Wzajemnie nazywali siebie „towarzyszami” (chawerim)  i odcinali się od wszystkich, których uznawali za nieczystych, a ponieważ przeciętni ludzie (tak zwani am-haarec) nie byli w stanie skrupulatnie wypełniać wszystkich przepisów, praktycznie nieczystymi w oczach faryzeuszów byli wszyscy poza ich gronem. Dlatego z czasem stali się dość hermetycznym środowiskiem, można rzec, takim kółkiem wzajemnej adoracji. Stąd zresztą wzięła się grecka nazwa pharisaios, która pochodzi od hebrajskiego peruszim, co znaczy tyle, co odróżniający się, odosobniony, separatysta.

Księża, faryzeusze, rabini

W opozycji do saduceuszów, faryzeusze wierzyli w zmartwychwstanie, nadejście Mesjasza, który zaprowadzi powszechny pokój, a także w istnienie aniołów. Warto zauważyć, że jeśli chodzi o poglądy religijne Jezus był najbliższy właśnie faryzeuszom, a zarazem najbardziej piętnował pewną postawę charakterystyczną dla tego ugrupowania religijnego, nazwaną później faryzeizmem. Chodziło o wywyższanie się i przesadny rytualizm, o to, że w kazuistycznych przepisach ginął czasem człowiek.

Oczywiście pogląd, że faryzeusze byli obłudnikami, udającym pobożność, jest wielce krzywdzący. Wielu z nich spotykało się z Jezusem, zapraszało Go do siebie na ucztę, a nawet sprzyjało Mu i pokładało nadzieję w Jego nauce. To właśnie niektórzy faryzeusze ostrzegli Jezusa przed knowaniami Heroda (por. Łk 13, 31).

Część z nich przyjęła wiarę w Chrystusa (por. Dz 15, 5). Faryzeuszem był św. Paweł, co niejednokrotnie z dumą podkreślał (por. Flp 3,5).

Rabini czyli teologowie

Wśród faryzeuszów największym szacunkiem cieszyli się rabini, czyli uczeni w Piśmie – nauczyciele Tory. Rabini zazwyczaj przewodzili w lokalnych społecznościach i gminach religijnych, przewodnicząc także w liturgii synagogalnej. Oczywiście synagogi nie były uważane za świątynie, bo Świątynia była tylko jedna – w Jerozolimie. Należy je uznać raczej za domy wspólnej modlitwy, miejsca czytania i rozważania Pisma Świętego. Nie sprawowano tam natomiast żadnego kultu świątynnego i nie składano ofiar. Najbardziej wnikliwi interpretatorzy Tory uznawani byli za wiodące autorytety prawa żydowskiego i stawali się liderami tego ruchu. Rabini ci mieli własnych uczniów.

W I wieku n. e. istniały dwie opozycyjne szkoły interpretacji Tory – szkoła Hillela (uchodząca za liberalną) i szkoła Szammaja (uważana za rygorystyczną i surową).

W czasach Jezusa Sanhedryn składał się zarówno z saduceuszów jak i z faryzeuszów.

Księża, faryzeusze, rabini

Po zburzeniu przez Rzymian Świątyni Jerozolimskiej w 70 roku n.e. życie religijne Żydów uległo całkowitej przemianie. To właśnie faryzeusze i rabini zaczęli nadawać mu ton, bo konkurencja w postaci saduceuszów praktycznie przestała istnieć, skoro nie było już Świątyni. W konsekwencji  faryzeusze zapoczątkowali etyczno-intelektualny ruch wewnątrz judaizmu, który w decydujący sposób przesądził o jego dalszej historii i współczesnym kształcie. Religijna filozofia i praktyka faryzeuszów stała się podstawą judaizmu rabinicznego, jaki znamy do dziś. W wyraźnej opozycji do chrześcijaństwa rabini odrzucili  między innymi Septuagintę, czyli grecki przekład Starego Testamentu dokonany przez Żydów z Aleksandrii, bo stał się on Biblią używaną przez chrześcijan. Podjęto także wiele decyzji, które szczegółowo organizowały życie społeczno-religijne Żydów i których celem było przetrwanie religii żydowskiej bez Świątyni. Odtąd w centrum znalazła się Tora i jej wykładnia. Wypowiedzi i interpretacje rabinów zebrano w Misznie, a potem w Talmudzie, który stał się obok Tory obowiązującą wykładnią zasad judaizmu.

Obecnie judaizm jest religią bez kapłanów. Istnieją oczywiście także dziś Żydzi, którzy wywodzą się z rodów kapłańskich, czego ślad pozostał choćby w ich nazwiskach (przykładem może być kanadyjski piosenkarz Leonard Cohen). Ponieważ jednak nie istnieje Świątynia (tylko fragment jej ściany), istnienie Żydów z rodów kapłańskich nie ma jakiegoś większego znaczenia dla życia religijnego wyznawców judaizmu.

Judaizm jest nadal kształtowany przede wszystkim przez rabinów, a rabin nie jest żydowskim kapłanem. W pewnym sensie to ktoś taki jak pastor protestancki, który (w przeciwieństwie do księdza katolickiego) także nie jest uważany za kapłana, choć przewodniczy nabożeństwom i pełni funkcje pasterza.

Ksiądz też kapłan

W Liście do Hebrajczyków czytamy, że w Starym Przymierzu „wielu było kapłanami, gdyż śmierć nie zezwalała im trwać przy życiu”, natomiast Jezus Chrystus „ponieważ trwa na wieki, ma kapłaństwo nieprzemijające. Przeto i zbawiać na wieki może całkowicie tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi” (Hbr 7,23–25). Następnie autor wyjaśnia, że Chrystus swoją Ofiarę złożył jeden jedyny raz, i to z samego siebie (w. 27).

A zatem w Nowym Przymierzu jedynym Kapłanem jest Chrystus. Ale kapłanami nazywa się również wszystkich wierzących w Chrystusa.

W 1 Liście Piotra czytamy: „niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa” (1 P 2,5). W Apokalipsie zaś trzykrotnie znajdziemy zapewnienie, że Chrystus „uczynił nas królestwem – kapłanami dla Boga i Ojca swojego” (Ap 1,6; por. 5,10; 20,6).

Ponieważ istnieje tylko jeden Kapłan, Jezus Chrystus, nasze kapłaństwo jest możliwe tylko i wyłącznie jako udział w tym jedynym kapłaństwie Jezusa Chrystusa. Przez sakrament chrztu wszyscy jesteśmy powołani do kapłaństwa królewskiego, o którym wspomina Apokalipsa i Apostoł Piotr. Natomiast ci, którzy przez sakrament święceń zostali pasterzami i nauczycielami w Kościele, wypełniają kapłaństwo służebne.

Księża, faryzeusze, rabini

Zarówno jedno jak i drugie jest jednak uczestnictwem w jedynym kapłaństwie Chrystusa. Gdy Jezus skierował do swoich uczniów słowa: „To czyńcie na moją pamiątkę!” (Łk 22,19; 1 Kor 11,24), nakazał im, aby dokonywali oni uroczystego uobecnienia tej jedynej Ofiary, którą On sam złożył na krzyżu. Przywilej ten apostołowie przekazali swoim następcom i pomocnikom, poprzez sakramentalny obrzęd włożenia rąk, czyli święcenia kapłańskie (por. 2 Tm 1,6; por. 1 Tm 4,14; 1 Tm 5,22; Tt 1,5). Dlatego księży, którzy przewodniczą Kościołowi zebranemu na Eucharystii, nazywamy kapłanami w tym szczególnym sensie, że uważamy ich za „szafarzy tajemnic Bożych” (1 Kor 4,1), którzy występują w imieniu Chrystusa (mówi się nawet, że ksiądz w trakcie sprawowania Eucharystii to alter Christus). Dlatego też każdy kościół jest dla nas prawdziwą świątynią, a nie tylko domem modlitwy. Jak widać kapłaństwo służebne w kościele katolickim stało się czymś jakościowo zupełnie innym niż kapłaństwo starotestamentalne, które było tylko cieniem i zapowiedzią prawdziwego kapłaństwa, mającego swe  źródło w Chrystusie, tak jak starotestamentalne ofiary były zaledwie cieniem Ofiary najdoskonalszej złożonej na krzyżu.

Wyjaśnienie:

Tora – w sensie ścisłym jest to żydowski termin odnoszący się do Pięcioksięgu (Pięciu Pierwszych Ksiąg ST).  Całość świętych ksiąg Żydzi określają słowem Tanach – co jest skrótem pierwszych liter nazw trzech części Biblii hebrajskiej: Tora (Pięcioksiąg), Newiim (Prorocy) i Ketuwim (Pisma).

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Jej troska

Ona uwielbia nie tylko przydrożne kapliczki, ale kobiety zbierające się pod nimi w maju, by odśpiewać Litanię Loretańską. Bo uważa, że są w swej wierze autentyczne, naturalne, a śpiew i modlitwa jest dla nich jak oddychanie.

Piotr Legutko
Piotr
Legutko
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Lubię z Danutą Skórą rozmawiać o Kościele. Znamy się ponad 20 lat i jak sięgam pamięcią toczymy tę rozmowę cały czas. Czy to w którejś z licznych redakcji (gdzie ona pracowała, albo ja), czy w szkole sióstr Augustianek, do której chodziły nasze dzieci, czy w pociągu do Warszawy. To może dziwne, ale raczej nie przypominam sobie rozmów o polityce, czy losach wspólnych znajomych. Pewnie takie były (któż nie rozmawia o znajomych, zwłaszcza w pociągu do Warszawy), ale ich treść gdzieś uleciała. Na pewno sporo przegadaliśmy o mediach, ale i tu, jakby te ścieżki nie były poplątane, w końcu i tak wszystkie prowadziły do Kościoła.

Jej troska

„Matka nasza”, tak o nim mawia, zawsze z autentyczną troską, która słabo zorientowanych w temacie może lekko dziwić. No bo przecież Danuta to „Znak”, a „Znak” to Kościół otwarty. I to na tyle, by zrobił się solidny przeciąg i wywiał wszystko, co pachnie kruchtą, Wyszyńskim i przydrożnymi kapliczkami. A ona uwielbia nie tylko przydrożne kapliczki, ale kobiety zbierające się pod nimi w maju, by odśpiewać Litanię Loretańską. Bo uważa, że są w swej wierze autentyczne, naturalne, a śpiew i modlitwa jest dla nich jak oddychanie.

Ta fascynacja tradycją nie zmienia faktu, że Kościół w myśleniu Danuty Skóry jest cały czas zwrócony w przyszłość i jak najbardziej otwarty. Tyle, że ona nie ma zamiaru z niego wychodzić, natomiast chętnie by tu przyciągnęła jak najwięcej ludzi, zwłaszcza pięknych i młodych. Stąd jej troska.

Jej troska

Na przykład o dobre media kościelne, czyli budowane nie w opozycji do „Matki naszej”, ale w poczuciu odpowiedzialności za nią. Takie, co przyciągają, a nie odstraszają, albo straszą. To nie jest częsta postawa w czasach pedagogiki wstydu za Kościół lub zamykania go w oblężonej twierdzy.

Ciekawa jest ta nasza rozmowa, choć dość jednostronna, bo zazwyczaj Danuta zadaje trudne pytania, a ja robię uniki. Zresztą oboje nie znamy na większość tych pytań odpowiedzi. Dobrych odpowiedzi. Ale może to nas właśnie łączy. I różni od wielu „znawców od nawozów i od świata” (jak śpiewał Jacek Kleyff), a przede wszystkim od Kościoła, których jakoś ostatnio mamy prawdziwy wysyp.

Piotr Legutko

Piotr Legutko

Zobacz inne artykuły tego autora >
Piotr Legutko
Piotr
Legutko
zobacz artykuly tego autora >