video-jav.net

Jest taki dzień. Kiedy nikt nie może być sam

W kolędach kryje się wszystko: Bóg, człowiek, wiara, kultura – mówi biskup Rafał Markowski

Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O istocie Bożego Narodzenia, śpiewaniu kolęd i wigilijnych spotkaniach z biskupem Rafałem Markowskim rozmawia Patrycja Michońska-Dynek.

fot. S. Dynek

Biskup Rafał Markowski

Które święta są dla księdza biskupa ważniejsze – Boże Narodzenie czy Wielkanoc?

To nie jest sprawa hierarchii – jedne i drugie mają swoją głęboką wymowę. Jesteśmy tuż przed Bożym Narodzeniem – tutaj dokonało się coś absolutnie wyjątkowego. Bóg wkracza w historię tego świata, staje się człowiekiem, bierze na siebie wszystkie ograniczenia natury ludzkiej, oprócz grzechu. I daje nam niezwykłe poczucie bliskości.

Parę dni temu miałem przedświąteczne spotkanie z bezdomnymi. Kiedy patrzyłem na tę gromadę ludzi, a przede wszystkim, kiedy widziałem, z jaką ochotą przyszli, miałem poczucie, że doświadczają oni w swoim życiu czegoś bardzo trudnego – samotności.  Jednego z najtrudniejszych doświadczeń. Myślę, że z tą samotnością każdy z nas musi walczyć.

Każdy z nas ma momenty, kiedy coś się nie udaje, nieporozumienia z najbliższymi. Jestem sam. Nikt o mnie nie myśli. Nikt mnie nie kocha. – tego rodzaju myśli przychodzą do każdego z nas. Ale Boże Narodzenie daje przede wszystkim to, że nie musimy i nie możemy czuć się samotni. To jest dla mnie jeden z najgłębszych wymiarów Bożego Narodzenia. Nawet jeśli człowiek, w którym pulsuje wiara, idzie pod prąd w życiu i wielokrotnie doświadcza samotności – ostatecznie dzięki Bożemu Narodzeniu ma poczucie, że nie jest sam, bo Chrystus daje poczucie bycia razem. To Wcielenie Syna Bożego jest dla mnie czymś niezwykle ważnym z punktu widzenia czysto ludzkiego. Bóg przychodzi po to, byśmy nigdy nie czuli się samotni. Jest Chrystus, są Jego sakramenty, jest Jego Słowo.

Zazwyczaj jednak w czasie świąt Bożego Narodzenia zamiast teologicznej warstwy najczęściej widzimy tę rodzinną – przebywania z bliskimi.

To jest urok świąt. Wiemy, że w wigilijny wieczór nikt nie powinien być sam: po to spotykają się rodziny, po to zostawia się wolne miejsce przy stole – dla kogoś, kto pojawi się niespodziewanie albo nie będzie miał do kogo pójść. Boże Narodzenie oprócz wymiaru teologicznego, ma swój wymiar czysto ludzki, co sprawia, że te święta są takie… „kochane”… Wszyscy na nie czekają, wszyscy je przeżywają. Nikt nie może być sam. To jest bardzo ważne dla naszej psychiki, która w ten sposób podbudowana, pozwala z większym optymizmem iść w życie, do pracy, do codziennych obowiązków.

Jest taki dzień. Kiedy nikt nie może być sam

Czy święta Bożego Narodzenia księdza Rafała (jeszcze sprzed święceń biskupich rok temu) i biskupa Rafała bardzo się różnią?

Przede wszystkim tym, że ksiądz Rafał w czasie świąt doświadczał wspólnoty z rodziną. Mimo wielu obowiązków – prowadzenia radia czy pracy na uczelni, dysponowałem możliwościami wyjazdu do domu zarówno na Wigilię, jak i pierwszy dzień świąt. To było dla mnie zawsze ważne – szykowałem i pakowałem prezenty, zbierała się rodzina. Z punktu widzenia czysto ludzkiego były to dla mnie bardzo wspólnotowe dni. Życie biskupie sprawia, że muszę się przestawić przede wszystkim na towarzystwo Pana Jezusa. Nie będzie mi brakowało spotkań wigilijnych – na chwilę zajrzę do domu, będziemy mieli Wigilię w Domu Arcybiskupów Warszawskich z kardynałem Kazimierzem Nyczem i wszystkimi mieszkańcami. A po wieczerzy wrócę do siebie i będę czekał na Pasterkę, którą odprawiam w jednym z warszawskich kościołów. I przez  ten czas będę sam. To będzie dla mnie nowe doświadczenie – w wieczór wigilijny będę w szczególny sposób przeżywał obecność i towarzystwo Pana Jezusa. Naturalnie On towarzyszył mi zawsze, ale to będzie wyjątkowe doświadczenie.

Porozmawiajmy jeszcze o tradycji, bez której nie wyobrażamy sobie tego wyjątkowego czasu… Ksiądz biskup śpiewa kolędy?

Naturalnie, że śpiewam! Nawet nie wypada inaczej…  (śmiech) W domu rodzinnym było zawsze łatwiej, bo korzystałem i korzystam z obecności zawodowych muzyków – mój brat Grzegorz gra na gitarze, a bratanica – Patrycja – śpiewa. Na wszelki wypadek mamy śpiewnik, żebyśmy po drugiej albo trzeciej zwrotce się nie pogubili. Natomiast tu, w Domu Arcybiskupów śpiewa się kolędy podczas wieczerzy wigilijnej. Ważne, żebyśmy byli wszyscy razem  i żeby siostry, które przygotowują wieczerzę nie utknęły w kuchni… (śmiech). Organizacyjnie wygląda to tak, że serwujemy pierwsze danie, po którym śpiewamy wspólnie kolędy. Później wynosimy naczynia, wnosimy następne danie. I znów śpiewamy. Chodzi o to, żeby był czas na wspólne kolędowanie.

Jest taki dzień. Kiedy nikt nie może być sam

Dlaczego to jest tak istotne?

W znacznej mierze to jest polska specyfika. Umiłowanie kolęd wynika nie tylko z atmosfery świąt Bożego Narodzenia. Same teksty kolędowe – naprawdę ważne i przejmujące – wpisują się w dorobek polskiej kultury. Teksty i muzyka pięknie się uzupełniają i są prawdziwą ucztą duchową. W kolędach kryje się wszystko – Bóg, człowiek, wiara, kultura, dziedzictwo kulturowe – wszystko, co jest nam tak bardzo bliskie. Dlatego tak chętnie je śpiewamy. Dla dzieci są pewnym elementem składającym się na atmosferę wieczerzy wigilijnej. Natomiast potem – im bardziej doroślejemy i bardziej zyskujemy świadomość tego, co przeżywamy, inaczej słuchamy tych tekstów, które zawierają głębię religijną.

Na koniec muszę zapytać o ulubioną kolędę…

To chyba będzie zaskoczenie… Nie umniejszając jakiejkolwiek pięknej polskiej kolędy czy pastorałki… niezwykle wzruszająca jest dla mnie piosenka Czerwonych Gitar – „Jest taki dzień”…

Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Cicha noc. Tylko jak ją wyciszyć?

Pracuję nad tym, by nie przyspieszać, bo świat już wystarczająco przyspiesza… Praktykuję „zwalnianie”.

Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O świętach, byciu razem i śpiewaniu kolęd z Antoniną Krzysztoń wokalistką, poetką i kompozytorką – rozmawia Patrycja Michońska-Dynek.

Wszystko wokół straszliwie pędzi. Udaje Ci się wyhamować przed Świętami? Udaje Ci się odnaleźć świąteczny nastrój?

Staram się. Od kilku lat chodzę na roraty i to pomaga mi w przygotowaniu do Bożego Narodzenia,  a także w przyhamowaniu. Coraz bardziej zdaję sobie sprawę, jak ten czas oczekiwania jest ważny. Jak tęsknota jest ważna. Szczególnie w naszych czasach, gdzie komórki, maile czy skype prawie całkowicie wyparły oczekiwanie i tęsknotę. Znamy oczekiwanie na narodzenie się naszego dziecka  czy wnuka, a tu – czekamy na przyjście na świat naszego Boga, Stwórcy, Zbawiciela! To niepojęte! Znam to przedświąteczne zabieganie, są chwile, że i ja temu ulegam, ale w pewnym momencie życia człowiek sam z siebie przyhamowuje. To jest łaska wieku i bardzo sobie to cenię.

Antonina Krzysztoń – Nie w pałacu (Kolęda z płyty “Kolęda Domowa …A Nad Śnieg Wybieleję”)

Patrzysz na to wszystko z dystansem?

Trochę tak. Ale na pewno nie z obojętnością. Pracuję nad tym, by nie przyspieszać, bo świat już wystarczająco przyspiesza… Praktykuję „zwalnianie”. W moim zawodzie to jest na pewno prostsze, bo mam swój sposób działania, ale gdybym pracowała na etacie – byłoby to o wiele trudniejsze.

Prawda jest taka, że to wyhamowanie można poćwiczyć także na Twoich koncertach. Szczególnie kolędowych. Jak na płycie „Kolęda domowa… a nad śnieg wybieleję” – nie ma hałasu instrumentów, nie ma dzwoneczków. Jest za to cisza…

Tę ciszę dopełniają Marcin Majerczyk na gitarze i Mikołaj Wielecki na instrumentach perkusyjnych. To było moje wielkie marzenie. Zresztą przez cały czas tworzę kolędy – co roku staram się napisać jedną albo dwie. Dla mnie to ma być po prostu jasny przekaz o przyjściu Pana Jezusa.

Moje kolędy dotykają bardzo różnych sfer. Tę płytę nagrywaliśmy ponad dziesięć lat temu, w listopadzie, w kaplicy braci dolorystów. Miałam wielkie marzenie, żeby towarzyszyła nam figurka Pana Jezusa wykonana przez Małe Siostry. Widziałam ją kiedyś w kaplicy Wspólnoty Betlejem, pomagającej ludziom bezdomnym. Poprosiłam więc ojca Mirka Toszę ze Wspólnoty, żeby pomógł mi zdobyć taką figurkę. Trudno było na szybko coś zorganizować, dlatego Wspólnota podarowała mi swoją na czas nagrania. Ojciec Mirek powiedział mi to przez telefon, a kiedy odłożyłam słuchawkę, od razu napisałam tekst piosenki „Jak to dobrze”:

Jak to dobrze, żeś do szopy

Marię posłał, Synku Boży,

Mój maluśki jasny Panie

Jest tu miejsce nawet dla mnie.

Potem są kolejne zwrotki.

Twoje kolędy pomagają się wyciszyć…

Chciałabym, żeby skupiały uwagę. Ale nie nazwałabym ich moimi kolędami. One są nasze… I mam wielkie marzenie, żeby choć jedna była powszechnie śpiewana. Ale jak ma być, tak będzie…

Mam także nadzieję, że można się przy nich pomodlić. Często na koncertach śpiewamy je razem z publicznością.

Piszę o różnych aspektach związanych ze Świętą Rodziną – mam kolędę poświęconą świętemu Józefowi, są też takie o Matce Bożej. Jest kolęda poświęcona Dzieciątku. I Trzem Królom –  ludziom, którzy stykają się z Bóstwem. Śpiewam również o tym, czego potrzebujemy, co otrzymujemy, za czym tęsknimy, co się wydarzyło kiedyś, co się dzieje dzisiaj. A jak mam jakieś wątpliwości co do warstwy teologicznej – konsultuję się z ojcem Jackiem Salijem.

Antonina Krzysztoń – Panna Czysta

A tradycyjne kolędy?

Oczywiście także je śpiewam! Są przepiękne. Warto śpiewać je wspólnie w rodzinie. Według mnie wszystko, co robimy wspólnie ma wartość najwyższej próby. Chodzi nie tylko o nastrój, o radość. Podczas śpiewania kolęd nasze serca zaczynają topnieć… jak śnieg czy lód, kiedy robi cię cieplej. Czasem w rodzinach, z niektórymi osobami trudno się spotkać przy wigilijnym stole, a wspólny śpiew kolęd pomaga nawiązać choćby cień kontaktu i daje nadzieję, że może kiedyś będzie lepiej. Wspólnota rodzi się w bardzo naturalny i delikatny sposób. To jedna, bardzo wartościowa strona kolędowania, a poza tym ludzie, którzy są nieco starsi – 30 PLUS…  (śmiech) pamiętają, jak kiedyś śpiewało się w rodzinach. Wracają nasze wspomnienia, obrazy z dzieciństwa, nasi dziadkowie. Warto o nich sobie przypomnieć, opowiedzieć jakieś historie z nimi związane. Bo czasami nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele im zawdzięczamy.

I jak to było w Twoim dzieciństwie?

Wspominam wigilie u moich dziadków na Śląsku. Dzisiaj z perspektywy lat widzę, jak dużo mi dali w dziedzinie ducha. Wszyscy śpiewaliśmy kolędy i to w dodatku na trzy, cztery głosy. Wszystko z pamięci – tak się wtedy śpiewało.

My dzisiaj też kochamy te święta. Moja rodzina bardzo cieszy się na Boże Narodzenie. Mamy oczywiście swoje zwyczaje: mimo, że nie wszyscy są wierzący, to Wigilię zaczynamy od odczytania fragmentu Pisma Świętego, potem łamiemy się opłatkiem, jemy wieczerzę, śpiewamy kolędy, oglądamy prezenty i na końcu … mamy występy (na ogół niezwiązane z Bożym Narodzeniem) – każdy musi coś przygotować niezależnie od wieku. To są nasze wspólnie niespodzianki!

Mamy jeszcze coś – i tutaj także bardzo ważnym elementem jest kolęda. To ŻYWY OBRAZ.

Przed występami robimy wolne miejsce i coś w rodzaju małej scenografii. Przygaszamy światło. Siedzimy cichutko. Nagle słyszymy, że ktoś krzyczy: „Nie ma miejsca!” i słyszymy trzaśnięcie drzwi. To powtarza się trzy razy. Aż wreszcie ktoś puka do nas. Ja  – z latarenką w dłoni, przebrana za staruszkę – otwieram. Wchodzą Maryja z Józefem. Stają w miejscu, gdzie rozłożyliśmy siano i patrzą na nas. My zaczynamy śpiewać werset kolędy, na przykład „Bóg się rodzi, moc truchleje”. Wielokrotnie go powtarzamy. Maryja i Józef nic nie mówią. Maryja wyjmuje z szat ukryte Dzieciątko. Na koniec każdy losuje przygotowane przeze mnie cytaty z Pisma Świętego.

Dzisiaj też śpiewacie kolędy na głosy?

Czasami. Kiedyś  – myślę tu o mamie i ciociach – było łatwiej, bo dużo się śpiewało. Jak moje dzieci były małe, też śpiewaliśmy na głosy, ale potem życie szybko poleciało. Dzisiaj czasem podczas śpiewu dochodzi drugi głos, ale niestety tylko tyle. Ale nie zmienia się na szczęście to, że lubimy śpiewać. I śpiewamy!

Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >