Igrzyska vs. ramadan

Wśród muzułmańskich działaczy sportowych zapanowało duże wzburzenie, kiedy okazało się, że Igrzyska Olimpijskie w Londynie odbędą się w trakcie ramadanu – dziewiątego, świętego miesiąca kalendarza muzułmańskiego.

Jakub Kuza
Jakub
Kuza
zobacz artykuly tego autora >

Kalendarz ten oparty jest na roku księżycowym, krótszym o kilkanaście dni od naszego – słonecznego, co powoduje przesuwanie się muzułmańskich miesięcy kalendarzowych w stosunku do pór roku i naszych miesięcy z kalendarza gregoriańskiego. Akurat  w 2012 roku  Ramadan wypadał na przełomie lipca i sierpnia, dokładnie w trakcie trwania  Letnich Igrzysk Olimpijskich w Londynie.

Podczas ramadanu od świtu do zmierzchu obowiązuje ścisły post – wiernym nie wolno spożywać żadnych pokarmów, ani pić żadnych napojów – uważano, że bardzo ograniczy to szanse na sukces kilku tysięcy sportowców z krajów islamskich.  Dodatkowo długie letnie dni w Wielkiej Brytanii powodowały, że ścisły post miał obowiązywać przez kilkanaście godzin na dobę.

Szybko pojawiły się jednak rozwiązania pozwalające zainteresowanym obejść wymagania surowej reguły.

Igrzyska vs. ramadan

Imamowie z kilku krajów arabskich wydali fatwy pozwalające sportowcom na brak postu podczas igrzysk olimpijskich.  Inni duchowni zgodzili się, aby kandydaci do zdobycia medali „odpokutowali”  później, przesuwając im czas postu na okres po igrzyskach. 

Niektórzy z uczestników zdecydowali się na nie przestrzeganie ramadanu, ale tylko w dniach startowych.

Najoryginalniejszy sposób radzenia sobie z ramadanem zaprezentował żeglarz Ahmed Habash, który postanowił… nie przestawiać zegarka z czasu egipskiego na brytyjski, co pozwoliło mu skrócić dobowy czas trwania ramadanu o kilka godzin.

Jeszcze inni, jak kajakarz Mustafa Saied postanowili sami zrezygnować z postu: Jestem profesjonalnym sportowcem, a mój organizm potrzebuje białek, węglowodanów i składników mineralnych. Allah to zaakceptuje, bo wie, że dla mnie i narodu występ na igrzyskach olimpijskich to ważna sprawa.

Jordański maratończyk Methkal Abu Drais dopiero na miejscu, w Londynie, uświadomił sobie, że bez normalnego odżywiania się, nie ma szans na dobry występ. Zmienił więc pierwotne postanowienie i zaczął się normalnie odżywiać.

Igrzyska vs. ramadan

Nie wszyscy imamowie okazali się jednak wystarczająco elastyczni. Stanowczo zaprotestował na przykład wielki Mufti Dubaju: Uprawianie sportu nie jest wymogiem islamu. To był wybór zawodników, a to nie jest powód, by łamać post. W pierwszej kolejności sportowcy powinni być ambasadorami swojej wiary, a islam powinien być obecny w ich aktywności.

Najbardziej konserwatywni z zawodników przestrzegali więc ściśle reguł, spożywając posiłki i nawadniając organizm tylko nocą. Zachęcał ich do tego gorąco biegacz z Tanzanii Suleiman Nyambui, która przestrzegając surowych zasad ramadanu podczas Igrzysk w Moskwie w 1980 roku (wówczas również ramadan zbiegł się w czasie z olimpiadą) zdobył srebrny medal na dystansie 5000 metrów – Allah widzi poświęcenie i jest na bieżni razem ze sportowcami.

Czy przestrzeganie ścisłego postu ma realny wpływ na osiągane rezultaty? W przypadku dyscyplin wymagających gigantycznego wysiłku, jak biegi długodystansowe pewnie tak. Ale już na przykład z badań nad algierskimi piłkarzami wynika, że średnio podczas meczu w trakcie ramadanu przebiegają oni tylko o kilka procent krótszy dystans niż podczas zawodów rozgrywanych w innych miesiącach.

Profesor Ron Maughan, specjalista z dziedziny żywienia sportowców, twierdzi wręcz, że w niektórych dyscyplinach post może nawet pomagać:

Wielu sportowców może podczas postu osiągać lepsze rezultaty, są po prostu bardziej skupieni, bardziej świadomi swojego ciała.

Czy koincydencja igrzysk olimpijskich i muzułmańskiego Ramadanu miała więc jakikolwiek wpływ na formę muzułmańskich sportowców? Zawodnicy z trzech najbardziej utytułowanych sportowo krajów islamskich – Iranu, Azerbejdżanu i Turcji zdobyli w Londynie w sumie 27 medali, za to cztery lata wcześniej w Pekinie zaledwie 17.

Może więc post ścisły zrobiłby dobrze także naszym olimpijczykom, którzy z każdej kolejnej olimpiady wracają z coraz bardziej mizernym dorobkiem?  Warto spróbować, niewiele mamy do stracenia. Pytanie tylko czy katolicy potrafią jeszcze traktować czas pokuty równie poważnie jak wyznawcy innych religii?


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Jakub Kuza

Jakub Kuza

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jakub Kuza
Jakub
Kuza
zobacz artykuly tego autora >

Święto Głupców

Jeżeli ktoś myśli, że karnawał w Rio jest kontrowersyjnym i najbardziej szalonym świętem w historii wszech czasów, to jest w błędzie!

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

W średniowieczu – tak, w tym mrocznym średniowieczu – mniej więcej od Bożego Narodzenia, aż do Środy Popielcowej prości ludzie, żacy, mieszczanie, a nawet przedstawiciele duchowieństwa uczestniczyli w świętach, przy których dzisiejsze zabawy karnawałowe wyglądają jak niewinna herbatka u cioci. Określa się mianem święta głupców. Co podczas nich robiono, a raczej czego się dopuszczano?

 

Przykładowo w Święto Młodzianków, które obchodzono 28 grudnia, jeden ze studentów wybrany przez innych uczniów na Biskupa Młodzianków wkraczał do katedry w przebraniu biskupa, odprawiał prześmiewczą liturgię i wygłaszał parodię kazania. Po tym nabożeństwie żacy wyruszali na miasto, by hucznie bawić się i ucztować.

 

W Krakowie w 1230 r. uczniowie szkoły katedralnej tak się do tej zabawy przyłożyli, że opat tyniecki, przerażony występkami młodzieży, napisał w tej sprawie do papieża Grzegorza IX. Jego relację znamy z listu Ojca Świętego, który został skierowany do przeora dominikanów i opata norbertanów w Krakowie.

Święto Głupców

W korespondencji czytamy: „(…) uczniowie mieszkający w Krakowie, naśladując niecny i odrażający zwyczaj, który zakorzenił się w tych stronach w tym klasztorze (…), oddając się pijaństwu, hulankom, śpiewaniu nieprzystojnych pieśni i widowiskom oraz innym obrzydliwościom, kłócili się między sobą aż do przelania krwi, niszczyli klasztorne dobra, a także dopuszczali się innych okropnych bezecnych wybryków. W ten sposób wyrządzali klasztorowi ogromne szkody, burząc spokój braci i gorsząc serca licznych spośród nich”.

 

Święta głupców szczególnie popularne były we Francji. Podczas nich biegano w kościołach, tańczono przed ołtarzem, palono „kadzidła” ze starych butów.

 

Uczestnicy robili głupie miny i wykrzykiwali niezrozumiałe słowa lub udawali odgłosy zwierząt. Księża wygłaszali kazania w wymyślonych przez siebie językach. Zakładano ubrania na lewą stronę lub szaty dostojników kościelnych, mężczyźni przywdziewali też kobiece suknie. W czasie zabaw nie brakowało oczywiście alkoholu, który rozluźniał obyczaje.

Święto Głupców

Jan Gerson, rektor Uniwersytetu Paryskiego, pisał w 1400 r., że podczas Święta Głupców „dochodzi do rzeczy, które powinny zdarzać się tylko w tawernach i burdelach”.

Kościół oficjalnie potępiał oczywiście te praktyki, kary jednak nie skutkowały, skoro brali w nich udział także duchowni.

 

Święta te wpisywały się w okres karnawału – przed nadejściem Wielkiego Postu na kilka dni zapominano o wszelkich zakazach. Bogaci bawili się z pospólstwem, duchowni z grzesznikami, a uczeni z prostakami, zgodnie z zasadą, że karnawału się nie ogląda, karnawał się przeżywa.

 

Jak pisał rosyjski badacz literatury i kultury ludowej, Michaił Bachtin, karnawał to czas nowych relacji między ludźmi, przeciwstawiający się hierarchicznym stosunkom poza tym czasem.

Miastem rządził wówczas oficjalnie „król karnawału”, koronowany publicznie, a zostawał nim (sic!) często jakiś skazaniec, a więc ktoś, kto w normalnym czasie był wyłączony ze społeczności.

Święto Głupców

Prawdziwym władcą tego czasu był jednak śmiech, który pozwalał choć na krótko przezwyciężyć wszechobecny strach przed władcą, przed Bogiem, przed karą. Śmiano się ze wszystkich, bez wyjątku, i ze wszystkiego. Śmiech oczyszczał, wyzwalał, dodawał odwagi. Śmiechem obnażano hipokryzję i nadużycia, których na co dzień doświadczano.

Kiedy karnawał się kończył, nadchodziły znów dni strachu, poniżenia i trudnej egzystencji.

 

Święta Głupców, mimo oburzenia, jakie wywoływało, było jednak tolerowane. Choć Kościół, próbował potępiać te praktyki, to kary jednak nie skutkowały, a w szaleństwach tych brali udział także duchowni.

 

Święta Głupców stawały się wentylem bezpieczeństwa, rozładowywały społeczne napięcie, sprawiały, że na krótki czas życie stawało się zupełnie inne.

Święto Głupców

Wszystko było dozwolone, nie obowiązywały zasady, zniesiono wszelkie granice. To był czas prawdziwej radości i swobody. Aby ten stan podkreślić, gdzieniegdzie w kulminacyjnym punkcie karnawału palono specjalną drewnianą budowlę zwaną „piekłem”. Potem wszystko – jak gdyby nic – wracało do normy. Chłopi do pracy w gospodarstwie, rzemieślnicy do warsztatów, a duchowni do swoich oficjów. Po tych szaleństwach Ci sami ludzie zaczynali Wielki Post – czas refleksji, ascezy, pokuty. Tu też intensywność praktyk była o wiele mocniejsza niż nasza.

 

W XVII w. Świąt Głupców zakazano, a tych, którzy próbowali je wskrzesić, osadzano w więzieniach albo zakładach dla obłąkanych. Dziś pewnie zrobilibyśmy tak samo…

Nasze karnawały i święta nie są tak huczne, podobnie jak posty nie są tak gorliwe. Śmiem twierdzić, że szkoda.

 

Nawet Biblia, ustami mądrego Koheleta, mówi: Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest czas rodzenia i czas umierania, (…) czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich (Koh 3, 1-5).

Święto Głupców

Korzystałem m.in. z:

Anna Zajchowska, Czy w średniowieczu wagarowano?, LIST 9/12, Kraków 2012, s. 35-37

Jacek Sieradzan, Szaleństwo w religiach świata, Inter esse, Kraków 2007 r.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać "po ludzku". Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >