Nasze projekty
Roman Zając

Hebrajski romans

Znalezienie odpowiedniej żony, która będzie nie tylko towarzyszką na resztę życia, ale również matką dla dzieci, jest sprawą tak wielkiej wagi, że angażuje się w to sam Bóg. Czytając niektóre teksty biblijne możemy odnieść wrażenie, że mamy do czynienia wręcz z biblijnymi romansami. Ba! Pieśń nad Pieśniami to nawet poetycki erotyk, którego wspólną lekturę zalecają narzeczonym prowadzący niektórych kursów przedmałżeńskich.

Reklama

Ojcowie Kościoła widzieli w Pieśni nad Pieśniami symboliczną opowieść o miłości Boga do swego Ludu, co nie zmienia faktu, że właśnie wzajemna fascynacja zakochanych znajduje się u podstaw tego symbolu. Ja jednak chciałbym poświęcić uwagę Księdze Tobiasza, którą protestanci uważają niesłusznie za apokryf, a która dostarcza nam ciekawych rozważań nad naturą małżeństwa i narzeczeństwa.

 

Ta Księga jest dydaktycznym opowiadaniem, które możemy nazwać hebrajskim romansem z wątkami sensacyjnymi lub barwną powieścią przygodową. Krótko mówiąc, jest to fikcja literacka, ale dla nas nie ma to w gruncie rzeczy żadnego znaczenia, bo istotne jest nie to, czy opisane wydarzenia miały miejsce, ale to, jaki jest sens danej opowieści, która nie bez powodu przecież stała się częścią Biblii.

Reklama
Reklama

 

Hebrajski romans

Poznajemy zatem historię rodziny Tobiasza, Żyda z diaspory mieszkającego na wygnaniu w Niniwie. Był to człowiek dobry i szlachetny. Dawał jałmużnę potrzebującym, pamiętał o sierotach, grzebał potajemnie zabitych rodaków, narażając się na karę ze strony króla Sennacheryba. Słowem, wiódł życie pobożnego i godnego szacunku Żyda. Życie jednak bywa okrutne. Przelatujący ptak narobił na oczy starego Tobiasza, skutkiem czego został on dotknięty ślepotą. Prawdopodobnie ptak był na coś chory i jego odchody przeniosły chorobę na człowieka.

Reklama
Reklama

 

Tobiaszowi i jego rodzinie było ciężko. Po kilku latach cierpień i znoszenia drwin („Taki byłeś sprawiedliwy i co ci z tego przyszło?”) mężczyzna popadł w depresję i modlił się do Boga, aby skrócił jego cierpienia. W tym samym czasie lecz w zupełnie innym i odległym miejscu, dokładnie o to samo prosiła Boga młoda dziewczyna Sara, córka Raguela, który był dalekim krewnym Tobiasza. Miała już siedmiu mężów, ale w noc poślubną wszyscy zanim zdążyli skonsumować małżeństwo, zostali zabici przez demona Asmodeusza. Ten demon to zapożyczony z Persji Aeszma Deva, który w zoroastrainizmie był uważany za wodza wszystkich dewów (demonów), podlegającego jedynie Angra Mainju, czyli zasadzie zła. W  folklorze hebrajskim jego imię wywodzono od czasownika szamad – szkodzić. W sumie nie wiadomo, dlaczego przyczepił się akurat do Sary. Dziewczyna uchodziła za przeklętą. Była obwiniana z powodu kolejnych zgonów swoich mężów. Nic też dziwnego, że trudno było znaleźć jej kolejnego kandydata na męża. Sara myślała nawet o samobójstwie, opamiętała się jednak ostatniej chwili i w modlitwie poprosiła Boga, aby to on odebrał jej życie. Bóg, słysząc modlitwę starego Tobiasza i Sary, wysłał osobiście anioła z misją, aby z tych dwóch nieszczęść wyprowadził dobro.

 

Reklama

Hebrajski romans

O podobnych historyjkach opowiada serial „Dotyk anioła”, ale tu Bóg zastosował środki szczególne. Warto zauważyć, że anioł Rafał (Rafa-El – Uzdrawia Bóg), któremu powierzono zadanie uratowania Tobiasza i Sary, to nie byle kto wśród aniołów, ale jeden ze znaczniejszych archaniołów, jeden z siedmiu, którzy mieli możliwość wstępowania przed Tron Boga (por. Tb 12, 15). To tak, jakby Królowa Brytyjska osobiście wysłała samego Jamesa Bonda, czyli jednego z najlepszych agentów, aby rozwiązał osobiste problemy dwójki jej poddanych.

 

Prawdopodobnie potrzebny był też ktoś, kto ma „licencję na zabijanie”, bo chodziło o rozprawę z wyjątkowo złośliwym i potężnym demonem. W przeciwieństwie jednak do Agenta 007, który wszystkim chętnie od razu ujawniał swą tożsamość („My name is Bond, James Bond!”), anioł Rafał postanowił początkowo działać in cognito.

 

Kiedy pozbawiony środków do życia Tobiasz wysłał swojego syna Tobiasza Juniora po pieniądze zdeponowane w Medii, potrzebny był dla młodego chłopaka bardziej doświadczony towarzysz w długiej i niebezpiecznej podróży. Został nim właśnie Rafał, który przybrał postać ich krewnego Azariasza. We dwóch przeżyli różne przygody. Na przykład, dzięki wsparciu anioła, Tobiasz pokonał wielką rybę, odzyskał pieniądze, doprowadził do przepędzenia dręczącego Sarę demona (skutkiem czego pojął ją za żonę), a dzięki żółci pozyskanej z ryby uzdrowił ślepego ojca. Potem żyli długo i szczęśliwie, jak to w bajkach bywa.

 

Hebrajski romans

Można by historię Tobiasza i Sary odbierać wyłącznie przez pryzmat przygód i cudownych wydarzeń, ale warto zwrócić uwagę na to, że ta Księga jest właściwie poradnikiem uczciwego życia, wzbogaconym o sensacyjną i wciągającą historię. Księga Tobiasza, jak żadna inna, podejmuje temat narzeczeństwa i podaje receptę na udane życie małżeńskie.

 

Kiedy Tobiasz zwierza się swojemu towarzyszowi z lęku przed śmiercią, Rafał mówi mu: nie martw się o tego demona, ale bierz [ją za żonę]. Jestem przekonany, że tej nocy ją otrzymasz jako żonę (…). A gdy już będziesz miał z nią się złączyć, powstańcie najpierw oboje i módlcie się, i proście Pana nieba, aby okazał wam miłosierdzie i ocalił was. Nie bój się, ponieważ od wieków jest ona przeznaczona dla ciebie. W ten sposób ją ocalisz i ona pójdzie z tobą. Sądzę też, że urodzi ci dzieci i będą dla ciebie jak bracia. Nie martw się! (Tb 6, 16-18).

 

W małżeństwie Tobiasza i Sary ich noc poślubna poprzedzona została więc wspólną modlitwą, aby jako małżonkowie żyli w przyjaźni, aby byli dla siebie partnerami i razem dożyli starości. „A teraz nie dla rozpusty biorę tę siostrę moją za żonę, ale dla związku prawego. Okaż mnie i jej miłosierdzie i pozwól razem dożyć starości!” (Tb 8,7).

Hebrajski romans
Tobiasz i Sara

Co możemy wywnioskować z lektury Księgi Tobiasza?

 

Otóż wynika z niej, że Bóg stworzył człowieka z powołaniem do małżeństwa, które jest jedną z najważniejszych i najbardziej fundamentalnych spraw w ludzkim życiu. W chrześcijaństwie zostanie ono wyniesione do rangi sakramentu, a więc stanie się zamierzonym przez Boga środowiskiem, w którym mamy zmierzać do zbawienia. Małżeństwo jest przymierzem zawartym przed Bogiem, nie dla zaspokojenia egoistycznych potrzeb, ale z miłości do współmałżonka i dla jego dobra.

 

Ta miłość uzdalnia do wyrzekania się samego siebie, a nawet oddania życia dla ratowania kochanej osoby. Złe moce (w tym wypadku ich przedstawiciel Asmodeusz) próbują wkraczać w życie małżeńskie, degradować je i niszczyć. Małżeństwo i rodzina są bowiem solą w oku sił zła. Małżonkowie mogą jednak z pomocą Boga pokonać knowania Złego. Jak? No właśnie powinni się wspólnie modlić i wiedzieć, że fakt, iż są razem, nie jest tylko ich osobistą sprawą, ale również pragnieniem samego Boga, który od wieków przeznaczył ich sobie. Domyślam się, że teraz niejedna osoba ma kpiący uśmieszek, bo pachnie to jakąś tanią egzaltacją z romansów.

Historia dwóch połówek pomarańczy (czasem – jabłek) pochodzi ze starej wschodniej opowieści. W baśni tej dusza ludzka była jednością – tak jak jednością jest jabłko czy pomarańcza. Pewnego dnia bogini przełamała tę pomarańczę na pół i rozrzuciła jej części w dwie różne strony świata. Od tego momentu kobieta i mężczyzna próbują się wzajemnie znaleźć – swoją brakującą połówkę. Jeśli ta trudna sztuka się uda, wtedy jednoczą się i rodzi się miłość.

 

Kiedy przeanalizujemy to w kategoriach statystycznych, to nasze wysiłki znalezienia tego jedynego lub tej jedynej mogą wydawać się bezsensowne. Na świecie żyje blisko siedem miliardów ludzi. A zatem, czy w ogóle można mówić, że ktoś jest komuś przeznaczony? Może to naiwne… ale słowa Rafała są jednoznaczne: „Nie bój się, ponieważ od wieków jest ona przeznaczona dla ciebie!”.

 

Pochodzę z okolic Płocka. Moja Żona z Sandomierza. Spotkaliśmy się w Lublinie. Czy mogliśmy się nie spotkać? Tak na zdrowy rozum – mogliśmy… Życie składa się przecież z tylu przypadków i zbiegów okoliczności. Dlaczego więc się spotkaliśmy, skoro mogliśmy się nie spotkać? Owocem naszego spotkania są wspaniałe dzieci. Czy to wszystko może być tylko kwestią przypadku? Czasami mam wrażenie, że MUSIELIŚMY się spotkać, i że to Bóg przeznaczył nas dla siebie. Oczywiście nie ma tu żadnego determinizmu.

Bóg ma wobec każdego z nas jakieś plany i wierzę, że każdemu z nas Bóg daje szansę realizacji tych planów, tylko my nie zawsze tę szansę zauważamy, a nawet jeśli ją zauważymy, możemy i tak wszystko zepsuć. Przez głupotę, egoizm, nieumiejętność słuchania, brak wybaczenia, gniew, wygodnictwo, lenistwo…

 

Człowiek jest istotą wolną i nie zawsze wybiera to, co jest dla niego dobre. Być może nawet rzadko tak czyni i częściej myli się w swoich wyborach. Powodów zmarnowania życia, bądź małżeństwa, może być bardzo wiele. Nie wystarczy, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Powinniśmy jeszcze dokładać starań, aby to co między nami jest, nigdy nie umarło… I znów rodzi się pytanie, czy o własnych siłach możemy temu sprostać?… Dlatego tak ważne jest, abyśmy prosili Boga o pomoc. Wierzę, że On naprawdę posyła swoich aniołów, aby nam pomagali. Ale musimy tego chcieć…

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite