Co to jest encyklika?

Encyklika papieża Franciszka „Laudato si’”, która zostanie ogłoszona 18 czerwca, będzie 298 tego typu dokumentem w historii Kościoła katolickiego.

Słowo „encyklika”, pochodzące z greki, oznacza „list okólny”, który papież – jako odpowiedzialny za cały Kościół powszechny – wysyła do Kościołów pozostających w komunii z biskupem Rzymu – przypomina portugalska agencja Ecclesia.

Najwięcej encyklik ogłosił papież Leon XIII (1878-1903) – aż 86 w ciągu 25 lat swego pontyfikatu. Dla porównania św. Jan Paweł II (1978-2005) w ciągu ponad 26 lat wydał ich 14. Jednak wiele encyklik Leona XIII było tekstami krótkimi i dziś nazwano by je raczej listami apostolskimi lub orędziami.

Tytuł encykliki pochodzi od pierwszych słów jej oficjalnej, łacińskiej wersji. Encykliki adresowane są do wiernych Kościoła katolickiego, a ich treść dotyczy zwykle spraw doktrynalnych lub moralnych i ma na celu wzbudzenie pobożności. Gdy zaś poruszają kwestie społeczne, adresowane są nie tylko do katolików, ale także do wszystkich ludzi dobrej woli – praktykę tę zapoczątkował w 1963 r. encykliką „Pacem in terris” św. Jan XXIII.

Encykliki wywodzą się ze starożytnej praktyki wysyłania listów przez jednych biskupów do drugich, by zapewnić jedność doktryny i życia Kościoła. Praktykę tę wznowił papież Benedykt XIV (1740-1758) wysyłając „listy okólne” do biskupów na tematy doktrynalne, moralne lub dyscyplinarne, dotyczące całego Kościoła. Jednak sam termin „encyklika” wszedł do powszechnego użytku dopiero za pontyfikatu Grzegorza XVI (1831-1846).


pb (KAI/www.agencia.ecclesia.pt) / Watykan


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Chrzest heretyka dla katolika

Czy Katolicy są jak poganie? Czy nasz chrzest jest nieważny?

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

W połowie maja jezuicka Akademia Ignatianum zorganizowała bardzo ciekawą międzynarodową konferencję o relacjach Wschodu i Zachodu na przestrzeni wieków – „Ex oriente lux”. Wśród prelegentów wysłuchać można było biskupów, wybitnych przedstawicieli świata nauki, polityki i sztuki. Szkoda, że nie postarano się o szerszą promocję wydarzenia i żal byłoby, gdyby szybko stłumiły się echa naprawdę ciekawych dyskusji. Pozostało chyba tylko czekać na publikację wystąpień.

Najbardziej zaciekawił mnie wykład dr. Pawła Wróblewskiego, reprezentującego prawosławie. W swoim wystąpieniu wykazywał on wprost, iż katolicki chrzest jest nieważny. Zaniepokoiło mnie trochę, że tak kontrowersyjne tezy nie spotkały się z poważniejszą próbą polemiki ze strony chociażby zasiadającego na audytorium duchowieństwa (w tym abpa Cyrila Vasila SJ, sekretarza Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich, rektora Papieskiego Instytutu Wschodniego i konsulatora Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan). Zapewne ze względu na dziwnie rozumianą „ekumeniczną grzeczność”.

Dlaczego chrzest katolików jest nieważny?

Przyjrzyjmy się tezom prelegenta oraz zastanówmy, jakie konsekwencje z nich wynikają.

Odwołując się do nauczania św. Pawła o jedności chrztu i wiary (Ef 4, 5) dr Wróblewski twierdzi, że skoro katolicy razem z papieżem od wiary się oderwali, popadając w herezję i schizmę, ich sakramenty są nieważne. W Credo wyznajemy jeden chrzest w jednym Chrystusowym Kościele – jeśli jakaś wspólnota od Kościoła się odłączyła, jej sakramenty są nieważne. A dla prelegenta Kościół Chrystusowy stanowi oczywiście prawosławie, szczególnie to greckie.

Chrzest heretyka dla katolika

Oprócz schizmy i herezji, za nieważnością chrztu (u rzymskich katolików) świadczy zły rytuał. Prawdziwy chrzest, jak nazwa (βάπτισμα) i wczesnochrześcijańska praktyka wskazuje, powinien odbywać się wyłącznie przez trzykrotne całkowite zanurzenie w wodzie. W literaturze wczesnochrześcijańskiej na określenie chrztu użyte jest synonimicznie czasem pojęcie κατάδυσης – zanurzenie, nurkowanie. Z trzykrotnym zanurzeniem związana jest głęboka biblijna symbolika. Za racją tego stanowiska przemawiają pisma wschodnich i zachodnich Ojców Kościoła oraz soborowe kanony. Tak więc chrzest przez polanie wodą jest nieważny.

Szukając analogii mogącej pomóc katolikom zrozumieć to stanowisko można powiedzieć, że trzykrotne zanurzenie w wodzie stanowi tu właściwą materię chrztu, podobnie jak odpowiedni chleb i wino stanowią materię Eucharystii. Konsekracja placka ryżowego i soku z jabłek będzie siłą rzeczy nieważna, podobnie jak chrzest nie spełniający wspomnianego wymogu.

Czy skoro niektóre Kościoły prawosławne chrzest katolików uważają za nieważny, stanowimy dla nich partnera w dialogu ekumenicznym, a może już międzyreligijnym? Jakie są podstawy i perspektywy tego dialogu?

Chrzest heretyka dla katolika

W Kościele katolickim uznającym prymat biskupa Rzymu, od słynnego sporu papieża Stefana z Cyprianem, chrzest udzielony we wspólnotach heretyckich, o ile zachowana jest stosowna forma i materia (nomenklatura późniejsza) a udzielony jest z intencją czynienia tego, co Kościół przez chrzest rozumie, traktowany jest jako ważny. Potwierdził to sobór Trydencki. Powszechną praktyką przy konwersji ze wspólnot powstałych wokół heretyckich ruchów XVI wieku czy nawet wobec osób nawracających się z prawosławia, był chrzest sub conditione. Takiej formy chrztu, a nie chrztu powtórnego (jak twierdził dr Paweł Wróblewski), doświadczył np. 9 X 1845 r. Jan Henryk Newman i jego nawróceni na katolicyzm towarzysze. Możliwe jednak, że zdarzały się przypadki ponownego chrztu – dużo zależało tu po prostu od poglądów i wiedzy proboszczów.

Chrzest heretyka dla katolika

Heretycy bez łaski

Delikatną kwestią jest sprawa łaski związanej z chrztem – klasycznie za św. Augustynem naucza się, iż chrzest ma moc odpuszczenia grzechów dopiero, gdy odłączeni wrócą do wiary Kościoła. Zwraca na to uwagę to papież Urban II: „Wyznajemy, iż Sakramenta schizmatyków i heretyków według tradycji świętych Ojców: Pelagiusza, Grzegorza, Cypriana, Augustyna, Hieronima mają wprawdzie formę Sakramentów (są ważne), ale ponieważ są poza Kościołem, nie mają skutku (nie udzielają łaski) chyba, żeby schizmatycy i heretycy lub ci, którzy od nich przyjęli Sakramenta wrócili, przez włożenie rąk, do jedności katolickiej” (ep. 273).

 

Odkurzyć apologetykę!

Na opisany na początku poważny zarzut nieważności katolickiego chrztu nie potrafiłoby odpowiedzieć wielu magistrów teologii. Z patrologii może niektórzy kojarzyliby kwestię sporu ze św. Cyprianem, ale na argumenty odpowiedzieć byłoby ciężko (co sprawdziłem, dyskutując ze znajomymi księżmi i świeckimi teologami). To ewidentnie pokazuje, że zamiana klasycznej apologetyki na teologię fundamentalną, oprócz ciekawych akcentów w teologicznym postrzeganiu rzeczywistości, przyniosła również szkody w formacji.

Rzetelna odpowiedź na referat dr Wróblewskiego musi poczekać na publikację materiałów pokonferencyjnych, póki co jednak zobaczmy, że chociażby kwestia zanurzenia nie jest oczywista.

Argument z etymologii słowa „βάπτισμα” jest ciekawy, jednak w Biblii nie oznacza ono wyłącznie zanurzenia. Słowniki podają różne znaczenia, oraz odsyłają do stosownych fragmentów w Piśmie (obmycie: Mk 7,4; Łk 1,38). Możliwe również, że i niektóre chrzty opisane w Biblii dokonały się przez polanie, w każdym razie chrzest przez zanurzenie wydaje się nierealny, np. dokonany w więzieniu (Dz 16, 33) lub na tłumie nawróconych (Dz 2, 41; 4, 4; 5, 14). Ciężko wreszcie było odmówić chrztu chorym i umierającym, a ich stan nie zawsze przecież pozwala na pełne zanurzenie w wodzie… Skoro tu polanie może stanowić ważną materię, nielogiczne (poza względami mistagogicznymi, duszpasterskimi) wydawałoby się późniejsze ewentualne (po wyzdrowieniu czy opuszczeniu więzienia) uzupełnianie rytu o zanurzenie.

Praktyka chrztu przez polanie potwierdzona jest w pismach autorów wczesnochrześcijańskich i Ojców Kościoła (np. Didache, Tertulian, Cyprian, Augustyn).

Chrzest heretyka dla katolika

Ekumeniczne perspektywy

Prawosławne Kościoły zaangażowane w ekumenizm, mimo wspomnianych wyżej racji i ciągłej wschodniej tradycji, uznają katolicki chrzest oraz podpisały ze Stolicą Apostolską stosowne deklaracje (np. dość kontrowersyjne porozumienie z Balamand). Cieszyć jednak powinna ekumeniczna uczciwość tych wschodnich wspólnot, które otwarcie mówią np. o nieważności z ich punktu widzenia zniesienia przez Atenagorasa I z Kościoła katolickiego ekskomuniki, czy właśnie o nieważności katolickiego chrztu. Co prawda nie dyskutuje się zbyt miło z chrześcijanami mającymi nas za równych poganom, ale właśnie taka uczciwość może mobilizować do rzetelnego i merytorycznego dialogu teologicznego, którego zapał, jak się zdaje, po okresie krótkiej intensywności mocno wygasł.

Spojrzenie na siebie oczami prawosławnych pozwala też na ciekawą ocenę posoborowych radykalnych zmian w Kościele katolickim, szczególnie w liturgii. Okazuje się, że „ekumeniczność”, mająca być intencją, często była tylko deklarowana lub wynikała z ignorancji.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >