video-jav.net

7 odsłon o Bożym Miłosierdziu

W potocznym rozumieniu miłosierdzie to dobroć, serdeczność, współczucie okazywane komuś czynnie, życzliwość dla kogoś słabego, potrzebującego pomocy, niezdolnego, aby samemu znaleźć wyjście z trudnej sytuacji

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Polskie słowo miłosierdzie ma bardzo ciekawą etymologię. Pierwszy człon miło ma związek z miłością, zdolnością do zmiłowania się. Drugi człon to osierdzie. Jak można wyczytać z medycznych ksiąg: osierdzie zapewnia sercu ochronę w razie urazu, łączy mostek i przeponę za pomocą włóknistych połączeń, poprzez połączenia ze ścianami tętnic, pozwala zakotwiczyć serce w otaczających tkankach, nie dopuszcza do rozszerzenia serca ponad bezpieczne dla niego granice pod wpływem napływającej krwi. Dalibóg nie znam się na medycynie, ale rozumiem, że osierdzie to – w pewnym uproszczeniu – po prostu serce. Ten związek z sercem jest też w łacińskim słowie „misericordia”. Święty Augustyn pisał iż: „… miłosierdzie (misericordia) od tego wywodzi swą nazwę, że czyni smutnym serce (miserum cor) tego, który współczuje nieszczęściu drugiego” (Św. Augustyn, De moribus Ecclesiae Catholicae, lib. I, 53, PL 32, 1333).

 

Co o miłosierdziu mówi Biblia?

 

boss-fight-free-stock-images-photography-photos-high-resolution-heart-cloud-sky

 

Miłosierdzie Boga czyli Jego wnętrzności

 

Hebrajskie słowo, które tłumaczymy jako miłosierdzie (rachamim), ma swój źródłosłów w czasownikowym rdzeniu racham, oznaczającym w pierwszym rzędzie poruszenie spowodowane miłością. Od czasownika racham pochodzi rzeczownik rechem, oznaczający łono matki. Z tego powodu również racham zaczęto wiązać z macierzyństwem. Od słowa rechem wywodzi się zaś rzeczownik rachamim, który w Starym Testamencie występował tylko w liczbie mnogiej, wyrażając dosłownie… wnętrzności. Chodziło o obrazowe pokazanie, że pewne uczucia wywołują niejako poruszenie w człowieku całego jego wnętrza.

Czasem mówi się, że kiedy ktoś się zakocha, to czuje motyle w brzuchu. W tym wypadku chodziłoby o coś znacznie zwielokrotnionego, podniesionego do n-tej potęgi.

 

Nam może wydawać się dziwne, że słowo, które tłumaczymy w przekładach jako miłosierdzie po hebrajsku ma tak naturalistyczne znaczenie, ale w językach semickich bardzo często pojęcia abstrakcyjne wyrażane są rzeczownikami odnoszącymi się do konkretnego przedmiotu lub części ciała. Na przykład słowo jad oznacza rękę, ale też opiekę, pośrednictwo lub kierownictwo (Wj 2,19; 35,29; 38,21; Rdz 42,37); Słowo af odnosi się zarówno do nozdrzy, jak i do gniewu (Rdz 24,47; 27,45). Gniew Boga to dosłownie nos Boga. Jaki tu można widzieć związek, czyli co ma piernik do wiatraka? Wytłumaczenie jest bardzo proste – kiedy ktoś się gniewa, to jego nozdrza się rozszerzają. Centralnym rysem miłosierdzia Boga jest natomiast fakt, iż wypływa ono z Jego wnętrzności. Pierwszym elementem miłosierdzia jest głębokie współczucie płynące z ludzkiego lub Bożego wnętrza, jako reakcja na ludzką nędzę, nieszczęście. Podobne zjawisko obserwujemy w języku greckim, w którym czasownik splanchnidzesthai oznacza wzruszyć się, zlitować się, a rzeczownik splanchna (dosłownie wnętrzności), występujący niekiedy z dopełniaczem eleous lub oiktirmón; oznacza wnętrzności miłosierdzia, czyli serdeczną litość, serdeczne miłosierdzie.

 

Matczyna troska miłosiernego Boga

 

Jak już wiemy hebrajskie słowo rachamim jest blisko spokrewnione ze słowem oznaczającym matczyne łono, a więc zawiera odniesienie do miejsca, które powinno być najbezpieczniejsze na świecie; miejsca, gdzie jest zapewniona najlepsza opieka i najgłębsza ludzką miłość. Niektórzy określają łono matki nawet jako tabernakulum życia. Słowo rachamim wskazuje więc właściwie, że miłosierdzie można opisać poprzez analogię z miłością matczyną. Miłosierdzie ma w sobie coś z delikatności i głębi miłości matki.

 

Miłość Boga Ojca do człowieka ma cechy zarówno miłości ojcowskiej, czyli wymagającej, zapewniającej wszystkim warunki do życia i bezpieczeństwo, jak też miłości matczynej, czułej, troskliwej, gotowej do przebaczenia. Dlatego właśnie niektóre teksty biblijne ukazują miłość Boga w sposób typowy dla matki: Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie (Iz 49,15); Jak kogoś pociesza własna matka, tak Ja was pocieszę (Iz 66,13).

 

Bóg pochyla się nad narodem – jak rodzice nad niemowlęciem, by zobaczyć, czy mu czegoś potrzeba

Pewne cechy matki (jak czułość, uczuciowość, macierzyńskie oddanie) po prostu lepiej ukazują ogrom Bożej miłości. Natchnione teksty Starego Testamentu porównują opiekę Bożą nad Izraelem do troski rodziców o małe dziecko: Pan Bóg uczy chodzić Izraela (Oz 11,3); Bóg uczy chodzić naród jak rodzice przygotowują do życia swoje dziecko, przekazując mu najpotrzebniejsze umiejętności. W Księdze Powtórzonego Prawa Bóg porównany jest do orła uczącego latać swoje pisklęta, w razie potrzeby biorącego je na własne skrzydła (Pwt 32,11). Dalej prorok przekazuje słowa Boga: Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go (Oz 11, 4). Bóg pochyla się nad narodem – jak rodzice nad niemowlęciem, by zobaczyć, czy mu czegoś potrzeba i zaspokoić jego głód. Często się mówi o sercu matki albo ojca, które rozumie najlepiej potrzeby swego dziecka. W przytoczonym tekście sam Bóg ukazuje swoją miłość, posługując się obrazami rodzicielskiej opieki nad ukochanym dzieckiem. Bóg postępuje wobec Izraela i każdego człowieka jak pełen miłości ojciec lub matka, wychowawca i zarazem lekarz. W 11 rozdziale Księgi Liczb Mojżesz w imieniu Boga nosi naród na swym łonie jak piastunka, aby go zanieść do ziemi, którą Bóg obiecał dać ich przodkom. W Księdze Powtórzonego Prawa sam Bóg niósł cię (narodzie), jak niesie ojciec swego syna. Do Izraela i wszystkich, którzy starają się być Mu wierni wśród przeciwności, Bóg mówi, jak do dziecka, używając pieszczotliwych, zdrobniałych określeń: Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam – wyrocznia Pana – odkupicielem twoim – Święty Izraela (Iz 41,13n).

 

69efbf06a47fe8cc566801730c27d661

 

Bóg miłosierny czyli łaskawy i wierny

 

Doświadczenie miłosierdzia Bożego w Biblii jest ściśle złączone z historią narodu wybranego i zakorzenione w jego przymierzu z Panem. Dla Izraelity zatem miłosierdzie znajduje się tam, gdzie łączą się ze sobą współczucie i wierność. Oprócz słowa rachamim w Biblii znajdziemy też inne pojęcia, takie jak chanan czy chesed, które mają bardzo ścisły związek z miłosierdziem. Czasownik chanan wyraża ideę ukierunkowania ku drugiej osobie, jak gdyby stałe usposobienie, odznaczające się wielkodusznością, życzliwością i łaskawością. Tłumaczy się go najczęściej przez takie zwroty, jak: pochylić się nad kimś (czymś), być życzliwym dla kogoś, okazać dobroć, ulitować się nad kimś, wyświadczyć komuś łaskę, śpieszyć z natychmiastową pomocą. Niektórzy tłumaczą go zaś jako „okazać miłosierdzie”. Tak więc zasadniczą cechą miłosierdzia Bożego, wyrażonego przez chanan jest dobrowolna, bezinteresowna przychylność Boga, innymi słowy Jego łaska i jej przejaw, jakim jest miłosierdzie, dobro dla tego, co słabe, obciążone winą, potrzebuje przebaczenia i pomocy, litość, przychylność, współczucie, zmiłowanie. Łaska to niezasłużona życzliwość albo bezinteresowna pomoc. Czasem może się kojarzyć z pewną pogardą dla tego, komu się ja okazuje łaskę. Mówimy na przykład Bez łaski. Bóg, kiedy okazuje łaskę, pochyla się nad całym stworzeniem i nigdy nie okazuje mu pogardy, bo w Jego działaniu jest autentyczna miłość.

 

Z kolei rzeczownik – chesed ma związek z wiernością, lojalnością, oddaniem osób względem siebie, wynikającym z obopólnych zobowiązań. Miłosierdzie, wyrażone przez chesed, nabiera wydźwięku stałości, lojalności i oddania Boga człowiekowi, mimo jego niewierności czy też ze względu na nią. Dzięki temu Izrael, który nie mógł już liczyć na chesed niejako ze sprawiedliwości, mógł w dalszym ciągu ufać Bogu przymierza, który po grzechach narodu wybranego nie odwoływał swej miłości, ale wyrażał ją inaczej, głębiej – przez przebaczenie i przywrócenie do łaski. Warto też wspomnieć, że tłumacze Biblii Greckiej przekładali chesed jako éleos. A to słowo z kolei jest pojęciem opisującym Osobę i dzieło zbawcze Jezusa Chrystusa.

 

Bóg – bardziej miłosierny czy sprawiedliwy?

 

Sprawiedliwość w ludzkim wymiarze może być bezduszna i oparta tylko na literze prawa. Sprawiedliwość Boga jest inna

Wiemy z katechizmu, że: Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze, a z drugiej strony: Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność. Więc oczywiście rodzi się pytanie, czy Bóg jest bardziej miłosierny czy też bardziej sprawiedliwy? Te dwie pozornie wykluczające się przymioty Boga są w Biblii przedstawiane jako równorzędne. Na przykład w Psalmie 116 czytamy: Pan jest łaskawy i sprawiedliwy i Bóg nasz jest miłosierny. Prorocy piszą zarówno o dziełach Bożego miłosierdzia, jak też o sytuacjach, kiedy Bóg surowo karze grzechy ludzi i narodów. A jednak Mojżesz po buncie Izraelitów na pustyni prosił: Odpuść więc winy tego ludu według wielkości Twego miłosierdzia (Lb 14,19). Miłosierdzie człowieka – nad jego bliźnim A miłosierdzie Pana – nad całą ludzkością (Syr 18,13). Dawid, wybierając karę za przeprowadzenie spisu ludności, powiedział: Wpadnijmy raczej w ręce Pana, bo wielkie jest Jego miłosierdzie (2 Sm 24,14; por. 1 Krn 21,13). Bardzo interesujący fragment o konflikcie między sprawiedliwością Boga a Jego miłosierdziem znajduje się w Księdze Zachariasza.

 

Prorok w niej opisał między innymi wizję niebiańskiej rozprawy, na której Szatan nie chce pozwolić, aby Izrael (symbolizowany przez arcykapłana Jozuego) uzyskał przebaczenie za grzechy, i domaga się kontynuowania kary dla narodu wybranego. W osobie arcykapłana sądzony jest cały naród żydowski. Jozue reprezentuje Izraelitów ze wszystkimi ich wadami, niedociągnięciami i grzechami. Oskarżenia Szatana są słuszne, na co wskazuje werset 3: A Jozue, stojący przed aniołem, miał szaty brudne. Fakt, iż najwyższy kapłan Jozue został przedstawiony jako stojący przed Panem w brudnych łachmanach, podkreśla ogrom grzechu narodu wybranego. Od najwcześniejszych dni przymierza między Bogiem a Izraelitami, Lewici i kapłani jako całość, a arcykapłan w szczególności, stanowili szczególną grupę w narodzie wybranym, powołaną przez Jahwe do odgrywania wyjątkowej i świętej roli w Izraelu. Z całego Izraela to właśnie oni mieli nosić symboliczne najczystsze szaty. Nie ma zatem wątpliwości, że naród żydowski jest obarczony winą i grzechem. Zburzenie Jerozolimy razem ze świątynią i deportacja elity narodu do Babilonii były właśnie karą za odstępstwo od Przymierza. Kiedy zmieniła się sytuacja polityczna i upadło imperium babilońskie perski władca Cyrus wydał dekret zezwalający żydowskim zesłańcom na powrót do ojczyzny. Wizja Zachariasza dotyczy niezwykle istotnej kwestii, czy naród wybrany faktycznie zasługuje na przebaczenie i łaskę.

 

Szatan uważa, że nie! I ma, jak już wspomniałem, rację. W tym teksie Szatan pełni jeszcze funkcje takiego niebiańskiego prokuratora, który ma obowiązek pociągać winnych przed trybunał niebieski. Zostaje jednak surowo upomniany przez Anioła Jahwe, który w wizji Zachariasza występuje w roli publicznego obrońcy, a jedynym powodem oddalenia oskarżeń Szatana jest odwołanie się przez anioła do miłosierdzia Boga (por. Za 3, 1-3): Anioł Pański tak przemówił do Szatana: Pan zakazuje ci tego, Szatanie, zakazuje ci tego Pan, który wybrał Jeruzalem. Czyż nie jest on niby głownia wyciągnięta z pożogi? (Za 3,2). Anioł zmusza Szatana do milczenia, ale nie powołuje się bynajmniej na niewinność oskarżonego. Anioł staje w obronie kapłana i oddala oskarżenie nie dlatego, że Szatan nie ma racji w swych oskarżeniach, ale dlatego, że Bóg postanowił okazać miłosierdzie. Jahwe wybrał Jeruzalem, a lud który ocalał z niewoli babilońskiej jest jak kawałek drewna, który ocalał z pożaru. Można więc powiedzieć, że Szatan staje się tu mimowolnie przeciwnikiem planów, jakie Bóg ma względem Izraela, a jego zło polega na niezrozumieniu intencji Jahwe, jaką jest właśnie miłosierdzie. Rzecznik kary, przypominający Bogu winy Izraela, zostaje zganiony, gdyż stoi na drodze Bożej łaski.

 

Oczywiście powinniśmy to właściwie rozumieć. Nie chodzi o to, że Bóg rezygnuje ze sprawiedliwości na rzecz miłosierdzia, ale o to, że Jego sprawiedliwość jest przeniknięta przez miłość, bo sam Bóg jest miłością. Sprawiedliwość w ludzkim wymiarze może być bezduszna i oparta tylko na literze prawa. Sprawiedliwość Boga jest inna.

 

hammer-802298_1920

 

Bóg – „miłośnik życia”, który pragnie nas ocalić

 

Księga Mądrości mówi o pełnej miłości trosce Bożej Opatrzności o całe stworzenie i o gotowości przebaczenia grzechów słabym ludziom.

„Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? 

Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia!” (Mdr 11,22-26).

 

Bóg troszczy się nawet o to, co najbardziej znikome, szybko przemija (por. np. Mt 6,26.28; 10,29nn; 12,11n). Kto uważnie obserwuje to, co dzieje się wokół niego, widzi życzliwość Boga Stwórcy do całego stworzenia (por. Ps 33,5; 119,64). Jezus przypomina, że Bóg troszczy się o środki do życia dla ptaków, piękny wygląd kwiatów, a także wskazuje na troskę właścicieli o zwierzęta, by pokazać, że człowiek ma znacznie większą wartość i Bóg chce zaspokoić jego potrzeby.

 

Jak mówi ludowe przysłowie Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy. Przejawem miłosierdzia jest właśnie to, że daje szansę na to, aby winni uniknęli samozagłady. Temu właśnie służą liczne wezwania do nawrócenia, zwlekanie z Dniem Sądu, a nawet zsyłane kary, mające skłonić do przemiany życia i ocalenia.

 

Warto przypomnieć humorystyczną opowieść o Jonaszu, który był nacjonalistą, ksenofobem i nie lubił Niniwitów, a Bóg właśnie do nich go posłał, aby wzywał ich do nawrócenia. Prorokowi niezbyt się to podobało. Uciekł, nie chcąc podjąć się powierzonej mu misji, ale po tym, jak został połknięty przez wielką rybę, zmienił zdanie (Bóg ma dużą siłę przekonywania). Poszedł więc w końcu do tych Niniwitów i wzywał ich do nawrócenia. A ci grzesznicy i bałwochwalcy, jakby na złość prorokowi… nawrócili się. Jonasz odniósł spektakularny sukces. Wszyscy – zarówno prości ludzie, dostojnicy, jak i sam król – uwierzyli w Boga Izraela i rozpoczęli post (por. Jon 3,5). W konsekwencji Bóg okazał im łaskę i nie zesłał na nich kary, a przecież Jonasz skrycie tak bardzo pragnął ich zagłady. Nie podobało się to Jonaszowi i oburzył się. Modlił się przeto do Pana i mówił: Proszę, Panie, czy nie to właśnie miałem na myśli, będąc jeszcze w moim kraju? Dlatego postanowiłem uciec do Tarszisz, bo wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny, cierpliwy i pełen łaskawości, litujący się nad niedolą (Jon 4, 1-2). Krótko mówiąc, stało się to, czego Jonasz się obawiał – Bóg okazał miłosierdzie! Potem księga opisuje proroka biadolącego i lamentującego po utracie krzewu rycynusowego, w którego cieniu użalał się nad sobą. A utracił jego przyjemny cień za sprawą robaczka zesłanego przez Boga, który to robaczek uszkodził krzew, tak iż ten całkiem usechł (Jon 4,7). Po tym traumatycznym przeżyciu Jonasz popadł w tak silną depresję, że życzył dla siebie śmierci i dopiero Bóg musiał mu wygarnąć, że żałuje jakiegoś krzaczka, a nie jest mu żal mieszkańców Niniwy: Na to rzekł Bóg do Jonasza: Czy słusznie się oburzasz z powodu tego krzewu? Odpowiedział: Słusznie, gniewam się śmiertelnie. Rzekł Pan: Tobie żal krzewu, którego nie uprawiałeś i nie wyhodowałeś, który w nocy wyrósł i w nocy zginął. A czyż Ja nie powinienem mieć litości nad Niniwą, wielkim miastem, gdzie znajduje się więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie odróżniają swej prawej ręki od lewej, a nadto mnóstwo zwierząt? (Jon 4, 9-11).

 

Miłosierny Bóg objawiony w Jezusie

 

Pisałem wcześniej o swoistym napięciu między Bożą sprawiedliwością i Bożym miłosierdziem. Niektórzy są skłonni uważać, że w Starym Testamencie u Boga dominowała sprawiedliwość, legalizm, surowość i dopiero w Nowym Testamencie Jezus objawił nam Boga jako miłosiernego Ojca. Stary Testament często kojarzy się z Bożą surowością, przeciwstawianą nieskończonej miłości ukazanej w Nowym Testamencie przez posłannictwo Syna. Trudno się zgodzić z takim podziałem, wiedząc w jaki sposób ukazuje Boga wiele tekstów Starego Testamentu. Natomiast niewątpliwie ten rys miłosierdzia Bożego, obecny bardzo często także w Starym Testamencie, w nauczaniu Jezusa został szczególnie mocno zaakcentowany. Wszyscy kojarzymy przypowieść o marnotrawnym synu. Takim tytułem zazwyczaj ten fragment był kiedyś wyodrębniany w przekładach Pisma Świętego. Obecnie najczęściej mówi się, że jest to przypowieść o miłosiernym ojcu, bo Jezus chciał przecież za jej pośrednictwem przekazać nam prawdę o Bogu, który kocha bezwarunkowo swoje dzieci i czeka na powrót tych, którzy Go opuścili. W nowszych przekładach i wydaniach Pisma Świętego prawdopodobnie znajdziemy właśnie taki tytuł tej przypowieści.

 

Powinniśmy jednak mieć także świadomość, że sam Jezus jest tego Bożego miłosierdzia kwintesencją. Miłosierdzie Boga w Nowym Testamencie urzeczywistnia się bowiem najpełniej w osobie i działaniu Jezusa Chrystusa. Nie bez powodu papież Franciszek w bulli, ogłaszającej Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia Misericordiae Vultus, zaprasza nas do kontemplowania w Chrystusie pełni objawienia Miłosiernego Ojca. Jak wiadomo Jezus powiedział Filipowi: Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca! (J 14,9). Jego imię Jeszua wyraża właśnie Miłosierne oblicze Ojca – Boga, który zbawia.

 

Kiedy Jezus został poproszony w synagodze o odczytanie fragmentu Pisma, zgromadzeni usłyszeli słowa, które de facto były wyjaśnieniem Jego misji: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana (Łk 4, 18-19). Jest znamienne, że czytając ten fragment z 61 rozdziału Księgi Izajasza, Jezus urwał go w pół zdania, pomijając dalsze słowa, które brzmią: i dzień pomsty dla naszego Boga. Ten rok łaski od Pana trwa przez cały czas. Izajasz zapowiadał nadejście Mesjasza, który będzie pełen wyrozumiałości dla słabości człowieka. Nie będzie potępiał, ale wytrwale i z łagodnością będzie prowadził ludzi do życia zgodnego z pragnieniem Boga. Mesjasza, który nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku (Iz 42, 1). Nikt jednak nie przypuszczał, że będzie nim sam Bóg, który wszedł między lud ukochany, dzieląc z nim trudy i znoje, a następnie umarł na krzyżu za nasze grzechy. Na Golgocie objawiła się cała pełnia Bożego miłosierdzia. Szczytowym wyrazem nowotestamentalnej refleksji nad ogromem tego Bożego miłosierdzia jest tekst z Listu do Efezjan, którego pierwsze słowa stały się tytułem encykliki Jana Pawła II Dives in misericordia: A Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia (Ef 2,4-5). Św. Paweł widzi szczyt okazanej nam dobroci Boga w fakcie naszego zespolenia z Chrystusem. Bóg bogaty w miłosierdzie przywrócił bowiem umarłą ludzkość do życia razem z Chrystusem.

 

QKUTKCTFS3

 

Być miłosiernym tak, jak On

 

Miłosierdzie nie oznacza tylko dobroczynności lub dawania jałmużny, choć ich też nie wyklucza. Miłosierdzie to postawa naśladująca postępowanie Boga z grzesznikiem, to duch przebaczenia

W Biblii pojawia się często wezwanie, abyśmy byli tacy jak Bóg: Bądźcie świętymi, ponieważ Ja jestem święty (Kpł 11, 44), Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5, 48), Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny (Łk 6, 36). Skoro zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, może te wezwania naprawdę są możliwe do realizacji? Między innymi jesteśmy bardziej podobni do Boga, kiedy nasze czyny inspirowane są miłosierdziem. Bóg chce, abyśmy okazywali miłosierdzie naszym bliźnim. Jest to nawet ważniejsze od kultu religijnego! Sam Bóg powiedział przecież, że bardziej pragnie miłosierdzia niż ofiary (Mt 9, 13; Mt 12, 7; por. Oz 6, 6; Mi 6, 6n). Piąte błogosławieństwo z Kazania na Górze brzmi: Błogosławieni, miłosierni albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5,7).

 

Czasami nasze potoczne rozumienie miłosierdzia prowadzi do utożsamiania go z rozdawaniem jałmużny, wspieraniem ubogich, bezrobotnych i nieszczęśliwych, czyli krotko mówiąc – z filantropią, będącą działalnością charytatywną wobec innych ludzi, motywowana szlachetnością naturalną i poczuciem wspólnego człowieczeństwa. W makaryzmie Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią, chodzi jednak o coś więcej. Miłosierdzie nie oznacza tu tylko dobroczynności lub dawania jałmużny, choć ich też nie wyklucza. Miłosierdzie jako przedmiot błogosławieństwa to postawa naśladująca postępowanie Boga z grzesznikiem, to duch przebaczenia. Jan Paweł II napisał, że: właściwym i pełnym znaczeniem miłosierdzia nie jest samo choćby najbardziej przenikliwe i najbardziej współczujące spojrzenie na zło moralne, fizyczne i materialne. W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku (DM 6).

 

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Tajemnica wizji św. Faustyny

Siostra Faustyna i Karol Wojtyła za życia nigdy się nie spotkali. A jednak… się widzieli

Ewa K. Czaczkowska
Ewa K.
Czaczkowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Widziałam rękę, która wykańczała tę świątynię”

Gdy 18 maja 1920 roku w podkrakowskich Wadowicach urodził się Karol Wojtyła, Helena Kowalska, późniejsza święta Faustyna, miała piętnaście lat. Mieszkała z rodzicami w Głogowcu niedaleko Łodzi, pomagała w niewielkim gospodarstwie i opiece nad kilkorgiem młodszego rodzeństwa. Kiedy 22 lutego 1931 roku Siostrze Faustynie, od sześciu lat zakonnicy Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, podczas pobytu w Płocku ukazał się Jezus, rozpoczynając przekaz orędzia o Bożym Miłosierdziu, Karol Wojtyła był uczniem pierwszej klasy Gimnazjum imienia Marcina Wadowity w Wadowicach.

 

Kiedy trzy lata później przez pół roku, od stycznia do czerwca 1934, Siostra Faustyna w Wilnie doglądała malowania przez Eugeniusza Kazimirowskiego obrazu Jezusa Miłosiernego z podpisem „Jezu, ufam Tobie”, Karol Wojtyła chodził do czwartej klasy gimnazjum. Bardzo dobre oceny na świadectwie ze wszystkich przedmiotów (przy ocenie z religii z dopiskiem: „ze szczególnym zamiłowaniem”) potwierdzały jego wybitne uzdolnienia. Był ministrantem, codziennie służył do mszy świętej, nosił szkaplerz Maryi. Doświadczony przez los – w wieku dziewięciu lat stracił matkę Emilię, a dwunastu brata Edmunda – był dojrzalszy od rówieśników. Pisał wiersze, pięknie recytował, niebawem zaczął grać w szkolnym kole teatralnym.

 

Latem 1938 roku – dokładna data nie jest znana – wraz z ojcem Karolem Wojtyłą seniorem przeprowadził się z Wadowic do Krakowa, na Dębniki. Zamieszkał przy ulicy Tynieckiej 10, w suterenie kamienicy, która należała do Kaczorowskich, rodziny Karola ze strony matki. W tym czasie Siostra Faustyna złożona śmiertelną chorobą leżała w szpitalu w podkrakowskim Prądniku Białym. Dziś Prądnik Biały jest dzielnicą Krakowa, a szpital, zwany przed drugą wojną światową Miejskimi Zakładami Sanitarnymi, nosi imię Jana Pawła II. Siostra Faustyna zmarła w klasztorze w Łagiewnikach 5 października 1938 roku o godzinie 22.45. Dwa dni później, 7 października, we wspomnienie Matki Bożej Różańcowej, została pochowana na małym przyklasztornym cmentarzu. W życiu osiemnastoletniego Karola Wojtyły rozpoczynał się wówczas nowy, ważny okres. W niedzielę 4 października w kościele Świętej Anny uczestniczył we mszy świętej inaugurującej nowy rok akademicki. Karol rozpoczynał studia polonistyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, które rok później przerwał wybuch wojny.

 

EN_00906711_9640Wojtyła i Faustyna – dwie postaci, dzięki którym prawda o Bożym Miłosierdziu dotarła do setek milionów ludzi na świecie – za życia się nie spotkali. A jednak Siostra Faustyna w 1937 roku widziała papieża Wojtyłę. Ujrzała go w jednej z wizji, którą opisała w Dzienniczku. Otóż 23 marca 1937 roku, a był to Wielki Wtorek, w klasztorze w Krakowie zobaczyła swoją kanonizację: „Nagle zalała mnie obecność Boża i ujrzałam się naraz w Rzymie w kaplicy Ojca Świętego, i równocześnie byłam w kaplicy naszej, a uroczystość Ojca Świętego i całego Kościoła była ściśle złączona z naszą kaplicą i w szczególny sposób z naszym Zgromadzeniem; i równocześnie wzięłam udział w uroczystości w Rzymie i u nas. Ponieważ uroczystość ta była tak ściśle złączona z Rzymem, że chociaż piszę, nie mogę rozróżnić, ale tak jak jest, czyli jak widziałam. Widziałam w kaplicy naszej Pana Jezusa wystawionego w monstrancji na wielkim ołtarzu. Kaplica była uroczyście ubrana, a w dniu tym wolno było wejść do niej wszystkim ludziom, ktokolwiek chciał. Tłumy były tak wielkie, że ani okiem przejrzeć nie mogłam. Wszyscy z wielką radością brali udział w tej uroczystości, a wielu z nich otrzymało to, co pragnęło. Ta sama uroczystość była w Rzymie w pięknej świątyni i Ojciec Święty z całym duchowieństwem obchodził tę uroczystość; i nagle ujrzałam św. Piotra, który stanął pomiędzy ołtarzem i Ojcem Świętym. Co mówił św. Piotr – nie mogłam słyszeć, lecz poznałam, że Ojciec Święty rozumiał mowę jego…” (Dzienniczek, 1044)2 .

 

Faustyna zobaczyła to, co miało się wydarzyć sześćdziesiąt trzy lata później. Nie wiedziała, jak to się stanie, że kanonizacja będzie odbywać się jednocześnie i w Watykanie, i w Łagiewnikach, a co – jak dzisiaj wiemy – było możliwe za sprawą łączy satelitarnych i przekazywania obrazów między Łagiewnikami a placem Świętego Piotra. Faustyna widziała Ojca Świętego, który „rozumiał mowę” świętego Piotra. Świętość Siostry Faustyny ogłosił 30 kwietnia 2000 roku Jan Paweł II. Faustyna musiała zatem ujrzeć jego postać, jego twarz. W marcu 1937 roku widziała papieża Karola Wojtyłę… On, w 1937 roku siedemnastolatek, nie myślał nawet o kapłaństwie. Rozmiłowany w literaturze, szczególnie w dramacie, i teatrze, grał na deskach amatorskich scen w Wadowicach, współreżyserował pierwsze sztuki, dyskutował o znaczeniu i potędze słowa z Mieczysławem Kotlarczykiem, późniejszym twórcą Teatru Rapsodycznego. Swoją przyszłość wiązał z teatrem, z czasem wchodząc coraz bardziej w „misterium słowa” i przybliżając się do tajemnicy Słowa – Słowa Wcielonego3. Jednak Siostra Faustyna, która osiągnęła najwyższe dostępne dla człowieka szczyty zjednoczenia duszy z Bogiem, obdarzona licznymi charyzmatami, w tym widzeniem wydarzeń z przyszłości, wiedziała, że się nie myli. Zanim w 1933 roku poznała w Wilnie księdza Michała Sopoćkę, swego kierownika duchowego i pomocnika w szerzeniu orędzia o Bożym Miłosierdziu, wcześniej dwukrotnie w wizjach ujrzała jego twarz.

 

W Dzienniczku Siostry Faustyny jest jeszcze jeden opis widzenia, który – jak możemy się domyślać – dotyczy Jana Pawła II. 8 maja 1938 roku, a zatem pięć miesięcy przed śmiercią, Siostra Faustyna miała wizję związaną z rozwojem kultu Bożego Miłosierdzia: „Dziś widziałam zatknięte w ziemi dwa słupy, bardzo wielkie, jeden zatknęłam ja, a drugi pewna osoba, S.M., z niepojętym wysiłkiem, zmęczeniem i usiłowaniem; a gdy postawiłam ów słup, dziwiłam się sama sobie, skąd miałam tyle siły. I poznałam, że nie własną siłą dokonałam tego, ale mocą z wysoka. Te dwa słupy były blisko siebie na przestrzeni tego obrazu i ujrzałam ten obraz zawieszony na tych dwóch słupach, bardzo wysoko. W jednej chwili na tych dwóch słupach stanęła wielka świątynia, i wewnątrz, i na zewnątrz. Widziałam rękę, która wykańczała tę świątynię, ale osoby nie widziałam. Wielkie mnóstwo ludzi było na zewnątrz i w świątyni, a strumienie wychodzące z najlitościwszego Serca Jezusa spływały na wszystkich”.


Czaczkowska_Papiez-ktory-uwierzylPolecamy książkę Ewy K. Czaczkowskiej, pt. “Papież, który uwierzył. Jak Karol Wojtyła przekonał Kościół do kultu Bożego Miłosierdzia”

Kto wie, jak potoczyłyby się losy orędzia o Bożym Miłosierdziu przekazanego przez Siostrę Faustynę, gdyby nie Jan Paweł II.

Autorka odsłania watykańskie kulisy, przedstawiając nieznane fakty dotyczące zaangażowania Wojtyły na rzecz kultu Bożego Miłosierdzia. Dociera do jego korespondencji z Watykanem z czasów, gdy był krakowskim metropolitą. Przybliża znaczenie pojęcia miłosierdzia w papieskim nauczaniu. Przedstawia opowieść o niezwykłym duchowym porozumieniu dwojga polskich świętych – mistyczki i papieża – połączonych wiarą w Boże Miłosierdzie.

 

Ewa K. Czaczkowska

Ewa K. Czaczkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ewa K. Czaczkowska
Ewa K.
Czaczkowska
zobacz artykuly tego autora >