video-jav.net

W obronie stada. Nawrócenie w jedną noc

Historia Donalda Callowaya to gotowy scenariusz na film. Jak doszło do tego, że pracownik japońskiej Yakuzy został księdzem?

Polub nas na Facebooku!

Zaczęło się sielankowo. Trzeci partner jego mamy, żołnierz, zabrał ich ze wschodniego wybrzeża USA do Południowej Kalifornii. Było to jak sen na jawie. Chcąc podtrzymać ten stan 10-letni Donald Calloway wybrał życiową drogę, która pchała go w otchłań hedonizmu

Jego trzyletnia beztroska została przerwana, gdy ojczym oznajmił, że wyprowadzają się do Japonii. Sama myśl o porzuceniu Południowej Kalifornii rozwścieczała go do granic możliwości, ponieważ tu miał wszystko, czego potrzebowała dziecięca wrażliwość – poczucie stabilności i bezpieczeństwa, znajomych i zupełną swobodę.

Po przybyciu do Japonii zaczął rozglądać się za towarzystwem, które mogłoby zapełnić lukę po dopiero co utraconych kolegach. Znalazł grupę rówieśników, którzy zapewnili mu to, czego szukał. Zyskał ich aprobatę, stał się jednym z nich. To doprowadziło go do kontaktów z mafią zwaną Yakuzą.

Jako młody chłopak o zachodnim wyglądzie nie wzbudzał podejrzeń, kiedy szmuglował pieniądze i narkotyki między kasynami. Poważne problemy zaczęły się jakiś czas później, gdy uzależnionego już od narkotyków Donalda zaczęły poszukiwać rządy Japonii i Stanów Zjednoczonych oraz wojsko amerykańskie stacjonujące na Honsiu – największej japońskiej wyspie. Przez pewien czas udało mu się unikać sprawiedliwości jednak pewnego dnia wpadł. Został osądzony i deportowany do USA kajdankach na rękach i nogach, w asyście dwóch żandarmów.

 

Deadhead

 

Po powrocie do ojczyzny ojciec wysłał go na odwyk. Spędził tam trzy intensywne miesiące. Nic się jednak nie zmieniło, sam ten czas określa jako ogromną porażkę. Wrócił do narkotyków już tego samego dnia, w którym opuścił ośrodek. Rzucił się w wir hedonizmu: czas zapełniał sobie narkotykami i towarzystwem dziewczyn – doznawanie przyjemności było jego głównym celem, przed osiągnięciem którego nie miał żadnych zahamowań. Nie miał żadnych obowiązków. Pogrążał się jedynie w psychicznym, duchowym i fizycznym marazmie. Żadne używki i towarzystwo nie potrafiło go zaspokoić chociaż ćpał coraz więcej i więcej… Przez kilka lat był nieustannie naćpany.

Pewnego razu przesadził z narkotykami. Obudził się przywiązany do szpitalnego łóżka otoczony lekarzami i pielęgniarkami, którzy robili wszystko, by nie stracił przytomności, bo to oznaczałoby jego definitywny koniec. Tym razem się udało.

Jego życie zaczęło się zmieniać. Rozpoczął poszukiwanie sensu życia, odpowiedzi na pytanie “po co to wszystko?” miejsca, stanu, w którym mógłby wiecznie być szczęśliwy. To nie były poszukiwania z gruntu religijne – po prostu chciał odnaleźć przestrzeń, w której nie musiałby gonić szczęścia, bo szczęście samo by go znalazło.

 

Fr_Calloway

 

Kiedy miał 21 lat zupełnie stracił poczucie sensu i celu. Nie chciał dłużej żyć i planował samobójstwo. Bez hałasu muzyki i imprez czuł się zagubiony i spanikowany. Będąc w domu swoich rodziców wybiegł z pokoju i odruchowo chwycił książkę. Jej lektura całkowicie go pochłonęła mimo, iż początkowo nawet nie wiedział o czym ona jest. Okazało się, że opisuje ona objawienia Maryi – Matki Jezusa, pięknej kobiety. Według książki jej piękno było tak ogromne, że małe dzieci upadały przed nią na twarze. To zafascynowało Donalda, który poczuł, że Bóg użył piękna Maryi, aby go zdobyć. To zadziałało – przeczytał całą książkę w jedną noc. Tak zaczęła się jego miłość do Jezusa Chrystusa.

Znalazł katolickiego księdza, który po prostu zaprosił go na Mszę Świętą. Po Mszy wręczył mu popularny obraz “Jezu, Ufam Tobie!”. Donald zabrał go do domu i uklęknął przed nim nie spuszczając go z oczu. Zdumiało go, że Jezus nie spogląda na niego z wizerunku z pretensjami i wyrzutami, tylko z miłością i błogosławieństwem. Calloway zatonął we własnych łzach. Po raz pierwszy od dawna poczuł, że jest kochany i chciany. Oddał więc Jezusowi swoje życie.

Kilka lat później został księdzem. Swoją posługą przypomina ludziom, że dla każdego jest wyjście; że Boże Miłosierdzie obejmuje każdego, kto z pokorą o nie prosi; że Jezus Chrystus przebacza wszystkie grzechy, leczy wszystkie zranienia i porażki. Nieważne w jak wielkim bagnie utknąłeś, jak bardzo Twoje życie wydaje się bezsensowne i beznadziejne – czeka na Ciebie nieskończenie wielki ocean Bożego Miłosierdzia. Bóg jest w Tobie zakochany.


Panie Jezu Chryste, Ty mówiłeś, że ktokolwiek szuka Ciebie z całego serca – odnajdzie Cię. Spraw, prosimy, abyśmy umieli znaleźć miejsce w Twoich ramionach, zawsze otwartych na zagubionych grzeszników.


calloway

Z KRAJU

Rusza Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom

Zapaleniem wigilijnej świecy Caritas abp Wojciech Polak zainaugurował 28 listopada tegoroczną edycję Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom w archidiecezji gnieźnieńskiej. W tym roku część zebranych środków przeznaczona zostanie na pomoc dzieciom uchodźców z Bliskiego Wschodu.

Polub nas na Facebooku!

„To znak naszej solidarności, ale ufam, że także potrzeba naszego serca, by tych ludzi nie zostawić samych. Widzimy przecież, co dzieje się w Syrii. Obrazy z ostatnich dni są przerażające. Oby ten nasz gest przyniósł im choć trochę ulgi” – powiedział Prymas Polski.

Zachęcał też, by uważniejszymi i miłosiernymi oczyma spojrzeć na tych, którzy żyją obok nas. Wołanie o pomoc jest bowiem często bezgłośne, ukryte pod wieloma maskami zasłaniającymi wstyd, bezsilność, a czasem i rozpacz.

„Może trzeba nam w tegorocznym Adwencie jeszcze raz przemyśleć puste miejsce przy wigilijnym stole, aby z symbolicznego stało się rzeczywistym. Może trzeba wyjść, poszukać, wyciągnąć rękę. Często ten ktoś mieszka tuż obok, w tym samym domu, na tej samej ulicy. Może trzeba zacząć od uśmiechu, rozmowy. Tyle przecież razy słyszeliśmy w Roku Miłosierdzia, że miłosierdzie ma oczy, aby widzieć, uszy, aby słyszeć, ręce, aby pomagać. Zróbmy z nich użytek” – prosił abp Wojciech Polak.

Inauguracja Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom odbyła się w gnieźnieńskim Domu Matki i Dziecka, gdzie Caritas prowadzi również Przedszkole „Orzełki”. Maluchy zaśpiewały piosenkę, a później obiecały Prymasowi Polski, że odmawiając pacierz będą pamiętać o dzieciach w Syrii.

Wigilijne świece Caritas już trafiły do parafii archidiecezji gnieźnieńskiej lub niebawem do nich trafią. W tym roku organizacja zamierza rozprowadzić łącznie 57 tys. sztuk. Dochód jak zawsze przeznaczony zostanie na pomoc najmłodszym w prowadzonych przez Caritas placówkach.

„Dzięki zebranym środkom możemy każdego dnia pomagać podopiecznym naszych świetlic środowiskowych, domów dziecka, naszej ochronce, jadłodajni i Domu dla Samotnych Matek” – przyznał dyrektor Caritas Archidiecezji Gnieźnieńskiej ks. prałat Krzysztof Stawski.

Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom organizowane jest po raz dwudziesty trzeci. Oprócz tego przedsięwzięcia gnieźnieńska Caritas przeprowadzi także zbiórkę żywności dla potrzebujących oraz tradycyjnie zaprosi osoby bezdomne na wieczerzę wigilijną 24 grudnia.


bgk / Gniezno