Dieta “cud”, czyli uzdrawiająca moc dziękczynienia

Przepis łatwy do zastosowania. Przyrządzoną według niego potrawę wystarczy spożywać przez minimum dwa-trzy tygodnie. Efekty mogą przerosnąć najśmielsze oczekiwania.

Co należy zrobić?

"Usunąć z szafki z produktami słowo "proszę". Zawsze gdy masz ochotę go użyć w relacjach z ludźmi czy Bogiem, sięgaj po słowo "dziękuję". Nawet jeśli nie ma specjalnej okazji, pilnuj, by używać go co najmniej raz na godzinę, światło, które w nim jest, musi stale działać na egzystencjalne złogi."

Dieta

Hołownia zapewnia, że taki nawyk wchodzi w krew już po trzech-pięciu dniach.  Mniej więcej po takim czasie widać także pierwsze pozytywne efekty diety – poprawę nastroju, wewnętrzny pokój i optymizm. Zwłaszcza, jeśli dziękowanie połączymy z codziennym czytaniem na głos słów Psalmu 139, 1-18.

Wypróbuj, jak wielkie zmiany taka dieta wprowadzi w Twoim życiu!

Więcej przepisów na zdrowie duchowe znajdziesz w książce "Holyfood, czyli 10 przepisów na smaczne i zdrowe życie duchowe".

Wpisz kod rabatowy Holyfood30%


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Krew zwierząt

Zwierzęta stworzono do jedzenia czy do kochania?

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Przypominamy fragment książki Szymona Hołowni "Tabletki z krzyżykiem".

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,446,Tabletki-z-krzyzykiem

Ta skomplikowana sprawa doczekała się już setek (zbyt) łatwych odpowiedzi. W księgarniach niemieckich, szwedzkich czy angielskich bez problemu można na przykład zaopatrzyć się w Ewangelię Świętych Dwunastu, napisaną podobno przez świętego Jana, a następnie ukrytą w tybetańskim klasztorze. Niewielka książeczka wyjaśnia, iż Jezus na pustkowiu nie rozmnażał żadnych ryb, tylko pięć melonów. Podczas Paschy ze swoimi uczniami nie jadł zaś baranka, a owoce i zioła. Jezus przyszedł na świat nie po to, by go zbawić, lecz by głosić wyższość diety owocowo-warzywnej. Ewangelia… błyskawicznie stała się lekturą obowiązkową ruchów ekologicznych i wegetariańskich, które rozkwitają na całym świecie jako pokłosie newage’owej rewolucji z końca lat sześćdziesiątych. Duża część tych ruchów przy okazji walki o wyzwolenie zwierząt bierze sobie na celownik również Kościół, argumentując, że to właśnie przez chrześcijan psy, koty i świnie są dręczone, zabijane i cierpią.

To wierutna bzdura. Zwierzęta cierpią nie tyle przez chrześcijan (czy muzułmanów lub prawosławnych), ile przez ograniczonych ludzi, których nie brakuje w żadnej istniejącej grupie wyznaniowej. Bojownicy o prawa zwierząt, jak choćby ultraradykalny i głoszący nieludzko straszliwe brednie Peter Singer, zwolennik tezy, że zwierzętom należałoby przyznać prawa podobne do tych, jakie mają ludzie, podnoszą larum, że mnóstwo pogardliwych zdań dotyczących zwierząt znaleźć można w pismach świętego Augustyna czy świętego Tomasza. Pewnie tak, ale – po pierwsze – Singer popełnia grzech bezczelności, nie pokazując innych ważnych chrześcijańskich przykładów – ot, choćby Ojców Pustyni, którzy żywili się wyłącznie sałatą, co nierzadko nastręczało ich fanom pewnych kłopotów.

Krew zwierząt

To po pierwsze. Po drugie – należy pamiętać, że w średniowieczu w bardzo mądre teologiczne teksty wplatano czasem przeróżne nie najmądrzejsze rzeczy, wynikające nie tyle ze złej woli, ile z braku wiedzy o świecie. Nikt, nawet największy pisarz czy teolog, nie może się czasem oprzeć pokusie wypowiedzenia się na tematy o których nie ma bladego pojęcia. Święty Bonawentura, mnich i celibatariusz, pisał na przykład o kobietach, że są jak „róże cuchnące, kosy szatańskie i zawstydzenie rodzaju ludzkiego”. Nikt przytomny nie twierdzi jednak, że akurat tego typu idiotyczne dygresje stały się fundamentem współczesnego myślenia.

W odniesieniu do zwierząt stało się nim bowiem co innego. A mianowicie oświeceniowe poglądy Kartezjusza, który pierwszy głośno powiedział, że zwierzęta to nie istoty, a rzeczy. Laboratoria, gdzie morduje się przy użyciu gazów bojowych psy rasy beagle – cenione przez naukę ze względu na wrażliwą skórę – a świnie i szczury rozrywa się żywcem w komorach dekompresyjnych, zawdzięczamy przecież nie Chrystusowi – On na temat zwierząt się nie wypowiadał, a jednak Singer wyrzuca Mu, że doprowadził do śmierci dwóch tysięcy świń, które po wpędzeniu w nie złego ducha rzuciły się do morza – ale właśnie ludziom oświecenia, którzy od prymitywizmu przyrody uciekali w objęcia nauki i techniki. W średniowieczu zdarzało się, że paw prowadził liturgiczne procesje, a wilka można było ogłosić honorowym obywatelem Gubbio. To w epoce postoświeceniowej wymyślono farmy do przemysłowego tuczu drobiu, gdzie kurczętom przycina się dzioby i łamie skrzydła oraz miele je żywcem na paszę dla innych kur, cielęta trzyma się przez całe życie w kompletnej ciemności, a koniom łamie nogi, by łatwiej było je dowieźć do rzeźni. Żaden chrześcijanin, żaden człowiek, który ma sumienie, nie może mieć na ten temat innego zdania, to wszystko grzechy ciężkie przeciw Stwórcy świata.

Krew zwierząt

Gdy prasa pokazuje zdjęcia rzeźników wrzucających świnie żywcem do wrzątku, mieszczuchów zakopujących żywcem szczenięta, warto zadać sobie pytanie: gdzie są ich duszpasterze? Że wierni podniosą larum, zaczną krzyczeć, iż najpierw trzeba jednak troszczyć się o ludzi, a później o zwierzęta? Ciekawe, że zwykle najgłośniej krzyczą tak ci, którzy nie myślą ani o zwierzętach, ani o swych bliźnich. W Internecie można obejrzeć tysiące zdjęć zwierząt, którym nasi bracia w wierze ucięli łapy, wybili oczy, dusili, głodzili, wrzucali do studni. Czy to nie świetna okazja, by na tych przykładach wytłumaczyć, że Bóg, formułując nakaz „czyńcie sobie ziemię poddaną”, nie miał na myśli eksterminacji?

Paul Johnson w jednym ze swoich esejów przekonuje, że to dobrze, iż Kościół nie wypowiada się w sprawie praw zwierząt, gdyż jego zdaniem prawa na tym świecie należą się jedynie Panu Bogu – choć dodaje, że to, iż zwierzęta nie mają praw, nie znaczy wcale, że ludzie nie mają wobec nich obowiązków. Następnie wyżywa się ile wlezie na organizacjach typu Greenpeace, zarzucając im, że stanowią rdzeń „nowego pogaństwa”, próbują przyrodą zastąpić Boga, który tę przyrodę stworzył. Ale nagle w całej tej powodzi argumentów robi szybki zwrot. Zaczyna z przekonaniem wieszczyć wielką zmianę, której ulega stosunek ludzi do fauny.

A zmienia się on przede wszystkim dlatego, że z dnia na dzień wiemy coraz więcej o świecie, który nas otacza. Odkąd „się starzeję, (…) na każde wzbudzone przez Boga życie, jakkolwiek kruche czy prymitywne, nie potrafi ę już patrzeć inaczej niż jak na cud. Zwykła mucha (…) jest majstersztykiem inwencji. (…) rozpłaszczyć taką muchę łapką – poza sytuacjami wyraźnej konieczności – jest występkiem przeciw naturze. (…) A myśl o zabijaniu dla rozrywki budzi we mnie wstręt” – dodaje pisarz, spowiadając się z tego, że pół wieku temu zastrzelił w Skandynawii niedźwiedzia oraz dwie czaple pustoszące hodowlę łososi, z której żyła cała okolica. „Kiedy jednak pochyliłem się nad tymi przed momentem jeszcze wspaniałymi, majestatycznymi ptakami, zaniemówiłem z wrażenia. Z pełnych gracji i godności arystokratów przestworzy zmieniły się w jednej chwili w martwe, żałosne kupki piór. Gołym okiem było widać, że popełniono przestępstwo” – stwierdza Johnson.

Bóg dał ludziom świat, a z nim rośliny i zwierzęta, w leasing, z którego zostaną rozliczeni. Bóg nie chce nie tylko śmierci człowieka, ale również kota, psa i chomika. Przekazana przez proroka Izajasza wizja raju wzruszy wszystkich wegetarian – lew je tu słomę, a wilk bawi się z owieczką.

To człowiek sprowadził na świat śmierć, ale nie stracił przecież nigdy wolnej woli. Peter Singer w Wyzwoleniu zwierząt przekonuje, że na ziemi jest dość roślin, żeby wyżywić nas wszystkich. Kibicuje mu (sensacja!) cytowany już Paul Johnson, wyjaśniając, że „Bóg dozwolił nam kiedyś żywić się zwierzętami pól i lasów, ponieważ w tym czasie ludzkość nie mogła w inny sposób utrzymać się przy życiu ani rozwijać. (…) Myślę, że stopniowo zaczniemy postrzegać jedzenie mięsa jako coś na kształt kanibalizmu – i ani odrobinę bardziej od kanibalizmu koniecznego”. No właśnie. Dziś, w dobie Internetu i restauracji wegetariańskich, nic nie stoi na przeszkodzie, by każdy, kto chce – w tym katolik – wegetarianinem został. Kościół nie wkracza tam, gdzie wystarczy czyjś zdrowy rozsądek.

Jeden z największych myślicieli i pisarzy chrześcijańskich Gilbert Keith Chesterton w eseju Indyk na święta pisze, jak sam z owego zdrowego rozsądku korzysta: „Sądzę, że nie jest ani ludzkie, ani humanitarne, jeśli widząc głodną ubogą kobietę pochłaniającą wzrokiem wędzoną makrelę, myślimy nie o uczuciach kobiety, lecz o bliżej nieznanych uczuciach tragicznie zmarłej makreli. Podobnie nie jest ludzkie ani humanitarne, jeśli patrząc na psa, myślimy o bliżej nieznanych odkryciach, jakich moglibyśmy dokonać, gdybyśmy wywiercili mu dziurę w głowie”. Zdaniem Chestertona, badacze maltretujący żywe zwierzęta w poszukiwaniu wiedzy, która „może kiedyś przyda się i pozwoli wyleczyć czyjąś żonę”, przypominają nauczycieli, którzy trenują dzieci do mówienia kłamstw, bo „a nuż kiedyś im się to przyda”.

Puenta? Zwierząt nie wolno traktować jak przedmioty, ale nie wolno ich też ubóstwiać. Przedstawiciele obu tendencji grzeszą zaś zwykłą pychą, bo próbują wypowiadać kategoryczne sądy na temat świata, o którym na dobrą sprawę nic nie wiemy. Chesterton przypomina: „Indyk jest przecież bardziej sekretny niż wszyscy aniołowie i archaniołowie. Bóg powiedział nam, co znaczy anioł, ale nigdy nie powiedział nam, co znaczy indyk. A jeśli będziecie obserwować żywego indyka przez godzinę lub dwie, odkryjecie, że tajemnica raczej pogłębiła się, niż się zmniejszyła”.

To właśnie ze względu na tę Bożą tajemnicę, jaką nosi w sobie milczący świat zwierząt, powinniśmy traktować go z atencją. Rację ma katechizm, stwierdzając, że możemy kochać zwierzęta, ale „nie należy kierować do nich uczuć należnych jedynie osobom”. Ewangeliczne teksty, mówiąc wyraźnie o „całym stworzeniu”, które czeka na zmartwychwstanie, nie pozostawiają chyba wątpliwości, że ze zwierzętami spotkamy się w niebie. Bo jeśli na tamtym świecie jest sprawiedliwość, to ktoś będzie ją musiał oddać nie tylko bezrobotnym, głodnym i chorym, ale również milionom istot, które płacą gardłem za to, byśmy mieli co jeść i co na siebie włożyć, oraz tym, które nasi bracia i siostry odesłali okaleczone do schronisk.

W egipskiej Księdze Umarłych możemy znaleźć nagrobny zapis pośmiertnego sądu toczonego nad jednym z faraonów. „Nie ma żadnej skargi ze strony osoby żyjącej przeciw niemu. Nie ma żadnej skargi ze strony zmarłego przeciw niemu. Nie ma żadnej skargi ze strony gęsi przeciw niemu. Nie ma żadnej skargi ze strony wołu przeciw niemu”.

Kto będzie w stanie powiedzieć o sobie to samo?


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >