video-jav.net

Viva la France. Trzeba docenić zwycięzców

Choć niełatwo to przyznać, ponieważ to Chorwacja zyskała najwięcej w oczach całego piłkarskiego świata, niemniej “Les Bleus” zasłużyli na to zwycięstwo

Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

12 lipca 1998 r. na stadionie w podparyskim Saint-Denis Zinedine Zidane dwukrotnie strzelił gola brazylijskiemu bramkarzowi Claudio Taffarelowi. Nie były to gole, które zdolny był strzelić tylko “Zizou”, jak ten z finału Ligi Mistrzów przeciwko Bayerowi Leverkusen kilka lat później, gole wymagające wielkich umiejętności. Dwa szybkie ciosy po wrzutkach z rzutu rożnego już w pierwszej połowie zapewniły spokój tamtejszej ekipie. Ostatecznie Francja zdobyła wtedy mistrzostwo świata, pierwsze w historii.

Wydawać by się mogło, że w gablotce takiej reprezentacji, która przed każdą imprezą wespół z Brazylią, Niemcami, czy Argentyną wymieniana jest w gronie faworytów powinno być więcej trofeów. Tymczasem tamten puchar to było drugie duże osiągnięcie “Les Bleus”, obok mistrzostwa Europy jeszcze z ery Michela Platiniego, turnieju również rozgrywanego we Francji.

Geniusz Zidana i Deschampsa
Na tamten finał przeciwko Brazylii jako zawodnicy wybiegli współcześnie dwaj wspaniali trenerzy. Jeden z nich to wspomniany Zidane, geniusz nie tylko na boisku, ale i na ławce trenerskiej, dzięki któremu Real Madryt stał się drużyną nie do pokonania w Lidze Mistrzów. Tym drugim jest kompletnie inny od niego jako zawodnik Didier Deschamps, który gwiazdą nigdy nie był, a Eric Cantona, kiedyś snajper Manchesteru United, nazwał go podawaczem wody.

Dzisiaj taki Cantona czasem tylko pojawia się w telewizji i mówi coś kontrowersyjnego, żeby było o nim głośno, ale do swojego podawacza wody nie ma prawa się porównywać. Zresztą nawet jako zawodnik Cantona nie zdobył ani mistrzostwa świata, ani Europy. Didier Deschamps pracuje z kadrą od 6 lat, przez ten czas zdobył wicemistrzostwo Europy 2 lata temu, a wczoraj jako trzeci w historii, o czym wielokrotnie wspomniał Dariusz Szpakowski, zdobył mistrzostwo świata zarówno w karierze trenerskiej, jak i zawodniczej. Poza nim są jeszcze Mario Zagallo, legenda brazylijskiego futbolu i Franz Beckenbauer. Towarzystwo, co by nie mówić, doborowe. Rola Deschampsa w obu tych sukcesach wydaje się być podobna. Deschamps podczas mistrzostw w 1998 był defensywnym pomocnikiem, kimś pokroju N’Golo Kante w obecnej drużynie i światła reflektorów nigdy nie były nim zainteresowane.

Przed wczorajszym finałem, nawet pomimo doprowadzenia drużyny narodowej do drugiego finału wielkiego turnieju w ciągu 2 lat, zarzucało mu się kunktatorski styl, postronni widzowie kibicowali Chorwatom. Trener “Mistrzowie”, bo tak dosłownie tłumaczy się nazwisko Deschamps dobrze jednak wiedział, jaka jest recepta na sukces. Od złotego medalu “Les Bleus” minęło 20 lat, a klucz do zdobycia mistrzostwa świata nadal pozostaje taki sam.

Architekci sukcesu
Pewne trendy w futbolu się zmieniają, coraz bardziej liczy się szybkość i siła, ale mecze na tak wysokim, reprezentacyjnym poziomie zawsze będzie się wygrywać szczęściem i stałymi fragmentami gry. Tak było 20 lat temu, kiedy Zidane pokonywał Taffarela i tak było wczoraj, kiedy pomimo oddania jednego celnego strzału w pierwszej połowie Subasic 2 razy wyciągał piłkę z siatki. Duża w tym rola Antoine’a Griezmanna, który wyłączając zagrania ze stojącej piłki był jednym z najsłabszych ogniw zwycięskiej drużyny. Ustępował pod każdym względem Kylianowi Mbappe, tak naprawdę jedynemu działającemu trybikowi Francuzów w ataku, bo ciężko o pomoc posądzać niestrzelającego napastnika Oliviera Giroud i lewego skrzydłowego Matuidiego, który tak naprawdę był drugim lewym obrońcą, wspierającym Lucasa Hernandeza.

Wśród architektów sukcesu drużyny znad Sekwany, oczywiście poza trenerem Deschampsem, to właśnie Mbappe należy wymienić w pierwszej kolejności, może wspólnie z generałem Varanem i niemożliwym do przejścia środkiem Pogba-Kante. Nie sposób wyobrazić sobie sukcesu “Les Bleus” bez tych zawodników. Chorwacja Chorwacją, bo mimo porażki drużyna Dalicia i tak zyskała najwięcej w oczach całego piłkarskiego świata, a kandydatura Luki Modricia do Złotej Piłki nadal nie jest zagrożona.

Trzeba jednak docenić zwycięzców. Pierwsze miejsce w grupie, wygranie trudniejszej połówki drabinki, 12 strzelonych bramek i 4 czyste konta to dorobek godny pogratulowania i godny mistrzów świata. Dwa lata temu cała droga Francuzów do finału Euro wyglądała zresztą bardzo podobnie, ale nie poszedł im mecz z Portugalią i triumfował Cristiano Ronaldo. Trener wyciągnął z tamtejszej porażki lekcję, dokonał paru zmian w składzie i opłaciło się. W Rosji wygrała drużyna obiektywnie najlepsza, najbardziej konsekwentna i z najmądrzejszym trenerem. Dla Francuzów może to być dopiero początek, takim jakim był triumf sprzed 20 lat. Tamta drużyna siłą rozpędu zdobyła mistrzostwo Europy na koniec XX wieku. Na ten moment nic nie wskazuje na to, by tej samej Francji nie wskazywać w gronie faworytów do mistrzostwa Europy za 2 lata, bo podstawowa jedenastka Deschampsa była jedną z najmłodszych na całym mundialu. Nie oznacza to jednak, że niedoświadczonych, najlepszym przykładem jest Raphael Varane, który w wieku 25 lat jest najlepszym obrońcą na świecie, mistrzem świata i czterokrotnym zdobywcą Ligi Mistrzów. Parę, którą stworzył z Samuelem Umtitim z Barcelony już teraz porównuje się do Sergio Ramosa i Gerarda Pique, postaci fundamentalnych dla niedawnych sukcesów Hiszpanii.

Nowe gwiazdy
Poza Luką Modriciem i Mbappe, to właśnie Raphael Varane wymieniany jest w gronie faworytów do złamania 10-letniej hegemonii duetu Ronaldo-Messi w plebiscycie o Złotą Piłkę, przynajmniej oceniając szansę bezpośrednio po zakończeniu tych niezapomnianych, wspaniałych mistrzostw świata w Rosji. Pełnych niespodzianek, ale zakończonych zwycięstwem drużyny, która najbardziej na to zasłużyła.

Jacek Liberacki

Jacek Liberacki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Francja mistrzem świata w piłkę nożną

Reprezentacja Francji zdobyła puchar Mistrzostw Świata w piłkę nożną pokonując w finałowym meczu Chorwację 4:2. Według pomysłu podparyskiego księdza w wielu kościołach mają bić dzwony.

Polub nas na Facebooku!

Pomimo bohaterskiej walki i zdecydowanej przewagi na boisku drużyna Chorwacji przegrała finałowy mecz 2:4. Najpierw pogrążyła ich samobójcza bramka Mario Mandzukica, potem zagranie ręką i rzut karny, wreszcie kolejne dwa gole z akcji przeciwników. Nie pomógł fakt, że to Chorwaci oddali dwukrotnie więcej strzałów na bramkę niż Francuzi (14:7), częściej byli przy piłce (83 proc.) i mieli aż trzykrotnie więcej rzutów rożnych niż przeciwnicy. 

Bój o puchar mistrzostw świata oglądali na stadionie w Moskwie prezydenci obu krajów. 

ad/Stacja7