video-jav.net

Niemcy. Klątwa zwycięzców

Wyglądało to tak, jakby Niemcy myśleli, że mecz wygra się sam

Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

24 czerwca 2010. Na stadionie w Johannesburgu broniący tytułu Włosi sensacyjnie przegrywają ze Słowacją i zajmują ostatnie miejsce w grupie, dając się wyprzedzić nawet Nowej Zelandii. Kilka tygodni później po Puchar Świata sięga Hiszpania. 18 czerwca 2014 ta sama Hiszpania w fatalnym stylu zostaje pokonana na słynnej Maracanie w Rio de Janeiro przez rewelacyjne Chile. Tym samym już po drugim meczu zostaje pozbawiona szans na wyjście z grupy. Skąd my to znamy. Mundial w Brazylii w fenomenalnym stylu wygrywają Niemcy. Jest 27 czerwca 2018 r. Mija 8 lat i 3 dni od porażki Włochów, która rozpoczyna fatalną serię mistrzów świata. Niemcy wbrew jakiejkolwiek logice przegrywają z Koreą Południową 2:0. Zajmują ostatnie miejsce w kiepsko obsadzonej grupie i wracają do domu.

Jeśli po kimś można było się spodziewać, że przerwą fatalną passę, to chyba tylko po Niemcach. Po porażce z Meksykiem wszyscy byli zszokowani, ale każdy i tak wiedział, że to Niemcy, że i tak wyjdą z grupy, pewnie jeszcze z pierwszego miejsca. Mecz numer dwa te przewidywania potwierdzał. W fatalnym stylu, w ostatniej minucie, ale “urwali” te 3 punkty i przed nimi już tylko spacerek z Koreańczykami.

 

Zgubił ich brak pokory?

“Zylion” do zera i dawajcie Szwajcarów. Chyba mniej więcej w tym miejscu został popełniony błąd. To my, kibice, jesteśmy od myślenia, że nieważne jak, jakoś ten mecz wygrają. A piłkarze muszą wyjść na boisko i wybiegać, wywalczyć zwycięstwo, niezależnie od tego z kim grają. To nie tak, że ta wielka drużyna, Die Maanschaft, niespodziewanie zaczęła grać piach od meczu z Meksykiem. W sparingach wymęczyła zwycięstwo z wyśmiewanymi przez wszystkich reprezentantami Arabii Saudyjskiej. Przegrała z Austrią, którą Niemcy chcieliby chyba przecież pokonać bez względu na to, czy to sparing czy finał mistrzostw świata.

 

Mecz sam się nie wygra

Wszystko wskazuje na to, że trener Loew nagle zamienił się głowami z Franciszkiem Smudą. Dziwi jakikolwiek brak zmian wewnątrz drużyny. Nie chodzi tu tylko o zmiany personalne. Mowa przede wszystkim o zmianach tempa w rozgrywaniu akcji, zmianach w głowach zawodników, żeby wreszcie wzięli się do roboty, zmianach podczas meczu, które nie następowały. To, że Mesut Ozil grał do ostatniego gwizdka jest skandalem. W każdym z trzech meczów w Rosji Niemcy wyglądali tak, jakby mimo upływających minut i niekorzystnego wyniku myśleli, zupełnie jak fani, że mecz sam się wygra.

Uwierzyli być może w żartobliwe przecież, słynne hasło Gary’ego Linekera – notabene według kalendarza gregoriańskiego młodszego od Diego Maradony o miesiąc, a według kalendarza biologicznego o sto lat – powiedzenie, że na końcu i tak wygrywają Niemcy.

 

Postrach każdej reprezentacji

No to spójrzmy na tą przerażającą drużynę, postrach każdej reprezentacji. Zabójczo skuteczny lis pola karnego, Thomas Muller, który miał więcej celnych wymachów rękami niż zagrań. Błyskotliwy Mesut Ozil, który kiedy nie grał na stojąco i do najbliższego i podejmował ryzyko, to jego zagrania były tak przewidywalne, że nawet Andrzej Strejlau zdążyłby zbiec ze stanowiska komentatorskiego na murawę i przeciąć zagranie gwiazdy Arsenalu. Galaktyczny Toni Kroos, człowiek, który nigdy się nie myli, no może poza drugim już meczem, w którym zalicza asystę drugiego stopnia, tyle tylko że do swojej bramki. Dzisiaj nawet poniosła go kreatywność i włożył Koreańczykowi do pustej zagrywając między nogami swojego obrońcy, Niklasa Sule. To w końcu sam Manuel Neuer, najlepiej grający nogami bramkarz na świecie, który stwierdził, że jest tak dobry, że to on zrobi wszystko za cały Maanschaft i przedrybluje wszystkich Koreańczyków na ich własnej połowie. Tak się akurat zdarzyło, że zatrzymał się na pierwszym i to przez niego Niemcy przegrali nie 1, a 2 do 0.

 

Blamaż na całej linii…

O taki blamaż można by było posądzić Brazylijczyków, spodziewać się go po Argentyńczykach, ale Niemcy? Podczas wszystkich swoich występów na mundialach, których było 19, ani razu nie zakończyli turnieju tak wcześnie. Sytuacja jest tam tak zła, że można znaleźć parę podobieństw do reprezentacji Polski. Bramkarz niewiele grający w poprzedzającym turniej sezonie, doniesienia o fermencie w szatni, wypalony trener. Można nawet powiedzieć, że ich sytuacja jest gorsza. Jeśli nasi reprezentanci nie umieją wyjaśnić, co tak naprawdę się stało, to co ma powiedzieć najlepsza reprezentacja na świecie? Poza tym, my do klęsk naszych jesteśmy przyzwyczajeni, nasi zachodni sąsiedzi potykają się, a właściwie spektakularnie wywracają się na beton z drugiego piętra pierwszy raz na mundialu.

Dziwi to tym bardziej, że to mundial pragmatyczny jak żaden inny. Są bohaterskie pożegnania z turniejem, jak Iran czy Korea, ale koniec końców żadnych niespodzianek nie było. Faworyci wygrywali grupy, ich główni rywale zajmowali drugie miejsce. I nagle jak grom z jasnego nieba, Kim na jeden, Son na dwa, Niemcy out.

Jest takie przekonanie, że lepiej nie wygrywać poprzedzającego o rok mundial Pucharu Konfederacji, bo wtedy nie da się zostać mistrzem świata. Przyda się jednak aktualizacja tego przesądu, bo brak zwycięstwa w Pucharze Konfederacji nie wystarczy. Jeśli chce się wygrać mistrzostwo świata, nie można wygrać mistrzostw świata 4 lata wcześniej. Auf Wiedersehen Niemcy, nie będziemy za wami tęsknić.

Jacek Liberacki

Jacek Liberacki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Szwecja. Religia panująca: ateizm

Kraj, gdzie niewiara w Boga nie dość że zdobyła największą popularność społeczną na świecie to jeszcze jasno pokazuje tego konsekwencje

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Statystyki dotyczące struktury wyznaniowej w Szwecji nie pokazują dokładnie skali zjawiska ateizmu. Według nich, co trzeci Szwed jest ateistą. Prowadzone na przestrzeni ostatnich lat badania jednoznacznie potwierdzają zgoła odmienną rzeczywistość: co trzeci Szwed NIE JEST ateistą. To kraj, gdzie niewiara w Boga nie dość że zdobyła największą popularność społeczną na świecie (83 proc. uważa , że religia nie odgrywa w ich życiu żadnego znaczenia), to jeszcze jasno pokazuje tego konsekwencje.

Niektórzy mówią o fundamentalizmie ateistycznym. Bronią tej nazwy, pokazując prawne absurdy, które mają coraz mniej wspólnego z wolnością, jaką cieszyć się powinien człowiek. Na przykład fakt, że nie obowiązuje tam klauzula sumienia. Co oznacza na przykład, że lekarz-katolik nie może odmówić wykonania aborcji, mimo że uznaje to za zabójstwo. Charlotta Smeds w komentarzu dla Radia Watykańskiego podała inne przykłady: spośród kandydatów na stanowisko rektora uniwersytetu zostanie skreślony ten, kto przyzna się do wiary w Boga. W pełni akceptowalne jest prawo do aborcji z jakichkolwiek powodów. Prawo do posiadania dziecka jest prawem człowieka. Jeśli więc dziecko ma jakikolwiek “defekt”, można ciążę usunąć.

Wszystko dlatego, że w centrum stoi koncepcja praw człowieka. Praw rozumianych inaczej, gdzie człowiek stoi w centrum, tam, gdzie powinien stać Bóg – pisze Smeds. To oznacza wykluczenie spoza praw człowieka tych, którzy “człowiekiem” być nie muszą, na przykład nienarodzonych.

Pojęcie życia rodzinnego jest inne niż w krajach takich jak Polska. Większość dzieci rodzi się poza małżeństwem, wielu rodzinom co rok odbiera się dzieci ze względu na przykład na brak odpowiednich warunków. Z problemem śmierci też nie trzeba się konfrontować. Chory: dziadek, babcia – po prostu znika, wszystkim zajmie się zakład pogrzebowy, nie musisz nawet być na pogrzebie.

Zgoda – to symptomy występujące w wielu krajach, hasła postulowane nawet w Polsce, które tam w Szwecji ziściły się w realnym modelu społecznym. Ale faktem jest, że nagromadzone w jednym tylko kraju budzą niepokój i kontrowersje. Komentatorzy konserwatywni, chrześcijańscy, mówią: pustki nie będzie. Ktoś musi być w centrum. Albo Bóg, albo człowiek w miejsce Boga. Fundamentalizm laicki jest nie mniej groźny niż fundamentalizm religijny.

A jednak. Kilka lat temu media informowały o tzw. Mszach dla ateistów. Wspólnoty protestanckie organizują takie “msze”, we wnętrzach pięknych świątyń, z dostojną organową muzyką i homilią – słowem pokrzepienia i wzmocnienia duchowego, bez mówienia o Bogu i bez liturgii. Zainteresowanie podobno jest ogromne. “Dziedziniec pogan” – inicjatywa Benedykta XVI dialogu wierzących z niewierzącymi – w tym zateizowanym społeczeństwie cieszy się o wiele większą popularnością, niż np. W Polsce. Ludzie po prostu chcą słuchać o Bogu. Chcą rozmawiać z ludźmi, którzy mówią o sobie “wierzę w Boga”, obok pytań których nie da się przejść obojętnie. Ostatnia edycja “Dziedzińca pogan”, który poruszał tematy uznawane za niepoprawne politycznie, była dwukrotnie transmitowana przez telewizję publiczną, ciesząc się dużą oglądalnością.

Wróćmy do struktury religijnej. Według niej, największą grupę wśród wierzących stanowią luteranie, 6,3 miliona (formalnie) w 10 milionowym społeczeństwie. Wynika to z faktu, że od 1530 roku Luterański Kościół SZwecji był Kościołem państwowym, aż do 2000 roku. Jeszcze 50 lat temu do Kościoła luterańskiego swą przynależność określało 95% Szwedów.

Katolików jest zaledwie sto parę tysięcy, cztery razy mniej niż np. muzułmanów. Podobnie jak w Islandii, są to w ogromnej większości przybysze z takich krajów, jak Polska. W sumie, katolicy w Szwecji reprezentują 80 narodowości. Z powodu tak małej ilości wiernych, w Szwecji istnieje tylko jedna diecezja, obejmują cały kraj. Pracuje tam 176 księży na terenie 45 parafii. Podobnie jak w Islandii i innych krajach skandynawskich, to młody Kościół. Nie widzi się starszych ludzi w ławkach.

Dwa lata temu wizytę w Szwecji złożył papież Franciszek. Choć główną okazją było spotkanie ekumeniczne z racji 500-lecia reformacji, Franciszek spotkał się też w Malmo z wielonarodową wspólnotą katolików i odprawił dla nich Mszę św. Po niej, podczas modlitwy na Anioł Pański powiedział; “Proszę was, abyście byli solą i światłem w tych okolicznościach, w jakich się znajdujecie i poprzez wasz sposób bycia i działania życia zgodnie ze stylem Jezusa, a także z wielkim szacunkiem i solidarnością wobec braci i sióstr z innych Kościołów i wspólnot chrześcijańskich oraz wszystkich ludzi dobrej woli”

ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >