video-jav.net

Kostaryka. Największa rewelacja poprzedniego Mundialu

Ciekawie byłoby znowu zobaczyć outsidera spuszczającego łomot faworytom turnieju

Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Reprezentacja Kostaryki to największa rewelacja mistrzostw w Brazylii. Skazywana na pożarcie w grupie śmierci z Anglią, Włochami i Urugwajem, ostatecznie zajęła w niej pierwsze miejsce. Dzięki zwycięstwu z Grekami w rzutach karnych Kostarykanie znaleźli się w najlepszej ósemce turnieju, co udało się wszystkim drużynom z Ameryki Północnej łącznie 6 razy w 88-letniej historii mundialu.

 

Kilku skorzystało

Kostarykanie jednak mimo rozgrywania turnieju życia musieli wrócić do domu. Ten turniej pozwolił kilku wyróżniającym się zawodnikom wybić się do lepszych klubów. Do Europy po mistrzostwach przyjechali choćby Yeltsin Tejeda, czy Cristian Gamboa, obu zobaczymy również w Rosji. Największy awans sportowy zaliczył jednak bramkarz Keylor Navas, którego kupił sam Real Madryt. Dla zawodnika, którego jeszcze 3 lata wcześniej odrzuciła Wisła Kraków była to wielka sprawa. Navasa nie zjadła jednak presja i po roku wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie wielkiego Realu. W Brazylii był solidnym punktem reprezentacji, dzisiaj jest jej niekwestionowaną gwiazdą.

 

Czy spuszczą “łomot” faworytom?

Na mistrzostwach w Rosji drużynie Kostaryki ciężko będzie powtórzyć sukces z 2014 roku. Najważniejsi zawodnicy z pola to dalej Joel Campbell i Bryan Ruiz, jednak do mistrzostw w Rosji przyjadą w zupełnie innych momentach kariery niż do Brazylii. Wtedy Campbell przyjeżdżał po udanym wypożyczeniu do Olympiakosu, liczył że dzięki dobrym występom dostanie wreszcie szansę w Arsenalu. Dzisiaj wiemy już, że tej szansy nie wykorzystał i dalej tuła się na wypożyczeniach. Ruiz w Brazylii był w najlepszym dla piłkarza wieku, do Rosji jedzie jako 32-latek niepotrafiący wywalczyć sobie miejsca w pierwszym składzie Sportingu Lizbona.

W ostatnim sparingu z Anglią Kostarykanie wyglądali bardzo słabo, porażka 2:0 to najniższy wymiar kary od Anglików, którzy całą drugą połowę de facto klepali piłkę między sobą. Bukmacherzy nie dają tej drużynie większych szans w Rosji, za złotówkę postawioną na awans Kostaryki z grupy płacą aż 5 zł. Ciekawie byłoby znowu zobaczyć outsidera spuszczającego łomot faworytom turnieju, jednak wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie to bardzo trudne.

Jacek Liberacki

Jacek Liberacki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Peru. Kraj Machu Picchu i św. Róży z Limy

Choć na terenach dzisiejszego Peru jeszcze 500 lat temu kwitła cywilizacja Inków z jej wielobóstwem, dziś Peru chce postrzegać swoją tożsamość tylko w wierze katolickiej, wpisanej jako dominująca do konstytucji

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Peru jest dziś niemal tak samo katolickie jak Polska. 81 proc. obywateli deklaruje się jako wierzący w Boga katolicy. Konstytucja tego kraju wymienia Kościół katolicki jako „ważny element w historycznym, kulturalnym i moralnym kształtowaniu Peru”. Co ciekawe jednak, więcej katolików mieszka tu w miastach, a nie na wsi.

 

Peru – Kościół w liczbach

Według danych z 2007 r. jako katolicy deklarowało się tu blisko 17 mln ludzi czyli dokładnie 81,3 proc. wszystkich obywateli. Resztę stanowią inni chrześcijanie, zwłaszcza ewangelicy (12,5 proc. obywateli), wyznawcy poza luterańskich religii  chrześcijańskich (3,3 proc.) tacy jak Świadkowie Jehowy, Mormoni, Adwentyści Dnia Siódmego. Ateizm deklaruje zaledwie 2,9 proc. ludzi czyli ok. 609 tys. mieszkańców.

 

Inkowie

Peru, w którym pierwsze cywilizacje powstały jeszcze 12 tys. lat przed Chrystusem, zostało schrystianizowane dopiero na początku XVI. przez hiszpańskich konkwistadorów z Francisco Pizarro na czele. Bardzo szybko utworzono tu największe i najbogatsze wicekrólestwo Hiszpanii, a imperium Inków musiało się poddać razem ze swym politeizmem. Liczne tradycje wywodzące się z ich rdzennej kultury przetrwały jednak do dziś. Katolicyzm w Peru jest obecnie nasycony wizerunkami i elementami rytualnymi sprzed czasów podbicia przez Hiszpanów. Wszystko to można zobaczyć na wielu festiwalach religijnych odbywających się w całym Peru przez cały rok. Elementy lokalnego folkloru wplatają się w kalendarz świąt chrześcijańskich. Można je też było oglądać w czasie wizyty apostolskiej papieża Franciszka do tego kraju w styczniu br.

To z przedstawicielami lokalnych kultu papież spotkał się w Puerto Maldonado zaraz na początku swojej pielgrzymki. Były pokazy tańców i pieśni tubylczych, ale były i żale: na działalność wielkich spółek użytkujących ich bogactwa naturalne, na poczucie zagrożenia utratą ich zwyczajów, języka i kultury. W odpowiedzi usłyszeli od Franciszka nie tylko imienne powitanie dla każdej z grup etnicznych, ale też zapewnienie o wsparciu ich dążeń do szanowania naturalnych bogactw tej ziemi.

Nie pozostał w tym gołosłowny, bowiem do konieczności zaprzestania rabunkowej eksploatacji tych ziem nawiązywał również po powrocie z Peru, m.in. spotykając się w czerwcu z przedstawicielami największych światowych koncernów energetycznych. Inne problemy będą pewnie poruszone w nadchodzącym synodzie dla Amazonii.

 

Święci z Peru

Pisząc o Kościele w Peru nie sposób pominąć świętych, którzy stąd się wywodzili lub w tym kraju oddali świadectwo wiary. Zwłaszcza, że obecna tożsamość Peruwiańczyków została głęboko ukształtowana właśnie przez życie miejscowych świętych. Dwoje z nich łączą ten kraj z Polską. Najbardziej znani święci Peruwiańczycy to oczywiście św. Róża z Limy oraz św. Marcin de Porres. Tu także błogosławionymi męczennikami zostali dwaj franciszkanie z Polski, wspominani niedawno w liturgii ojcowie Michał Tomaszek i Zbigniew Strzałkowski.

Znana na całym świecie św. Róża z Limy (1586-1617) wcześnie ślubowała dozgonną czystość. Od dziecka inspirowała się przykładem św. Katarzyny ze Sieny, dlatego – mimo sprzeciwu rodziców – tak jak ona została tercjarką dominikańską. W domu rodzinnym założyła przytułek dla potrzebujących, w którym osobiście zajmowała się opuszczonymi dziećmi i starcami, zwłaszcza pochodzenia indiańskiego.

Z kolei św. Marcin de Porres (1569-1639) jako Mulat i dziecko nieślubne był w swojej epoce podwójnie napiętnowany. Mając 15 lat wstąpił do zakonu dominikańskiego i całe życie spędził w klasztorze w Limie, pełniąc obowiązki furtiana. Bez wytchnienia pielęgnował chorych, rannych, nędzarzy, bezdomnych – nieraz wbrew nakazom przeora przyjmował ich w klasztorze, udostępniając nawet własne łóżko. Zganiony kiedyś przez współbrata za to, że położył w swoim łóżku jakiegoś żebraka w odrażającym stanie, odpowiedział: „Współczucie jest ważniejsze niż czystość.”.

Natomiast święci męczennicy z Polski to świadectwo wojny domowej, jaka toczyła się w Peru od lat 80., gdy ugrupowania komunistyczne walczyły zbrojnie z rządem o władzę nad krajem. Postrach siał zwłaszcza „Świetlisty Szlak”, komunistyczna partyzantka, słynąca z porwań kobiet i dzieci oraz atakująca również misjonarzy. Właśnie z jej ręki w sierpniu 1991 r. w Pariacoto śmierć ponieśli dwaj franciszkanie z Polski Michał Tomaszek i Zbigniew Strzałkowski. Ich dopiero trzecie wspomnienie liturgiczne obchodziliśmy w Kościele 7 czerwca.

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >