video-jav.net

Islandia. Wojownicy z wysp

Kraj, którego populacja nie wynosi nawet pół miliona, przeżywa złoty okres w sportach drużynowych

Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Reprezentacja Islandii to absolutny fenomen obecnych mistrzostw. Już sam awans powinien być odbierany jako niespodzianka porównywalna do tej, jaką byłoby wbiegnięcie wilka i zająca na murawę w tym samym czasie, najlepiej jeszcze z syberyjskim niedźwiedziem.

 

Złoty okres dla sportów drużynowych

Kraj, którego populacja nie wynosi nawet pół miliona, przeżywa złoty okres w sportach drużynowych. 10 lat temu reprezentacja piłki ręcznej zdobyła srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich. Teraz furorę robią piłkarze. 2 lata temu w swoim debiucie na Euro doszli do ćwierćfinału, eliminując wcześniej wymienianych w gronie faworytów do wygrania całego turnieju Anglików. Później udało im się uzyskać promocję na mistrzostwa w Rosji. Wojownicy z Islandii nie zamierzają na 3 meczach poprzestać. W meczu otwarcia swojej grupy sensacyjnie zremisowali z całkowicie zepsutą przez trenera Sampaoliego Argentyną, która przecież 4 lata temu zaszła aż do finału. Argentyńczycy nie byli w stanie przebić się przez islandzkie zasieki, nawet rzut karny podyktowany przez polskiego arbitra Szymona Marciniaka okazał się zbyt trudnym zadaniem dla Leo Messiego. Ostatecznie zakończyło się wynikiem 1:1 i podziałem punktów.

 

Jak to jest w grupie?

Znakiem firmowym Islandczyków są gole zdobywane po dośrodkowaniach z rzutów z autu, a la Marek Sokołowski z Podbeskidzia. To, w czym są najlepsi, wyszło im bokiem w meczu z sprinterami z Nigerii. Dwie kontry, jedna po nieudanym aucie, dwie wykorzystane przez filigranowego Ahmeda Musę, który w walce fizycznej nie miał z wikingami z Islandii żadnych szans, więc postawił na szybkość. Zakończyło się porażką 2:0 i dubletem Ahmeda Musy na drugim kolejnym mundialu. W efekcie sytuacja w grupie przed ostatnią kolejką zapowiada wielkie emocje. Pomimo katastrofalnej gry i upokorzenia w meczu z Chorwatami, Argentyńczycy pokonując Nigerię w ostatnim meczu nadal mają szansę na wyjście z grupy. Z pewnością nie życzy im tego Chorwacja, bo to zawsze jedna wielka drużyna mniej jako potencjalny rywal w fazie play-off. Niewykluczone więc, że Chorwaci w ostatnim meczu wystawią rezerwy, by oddając zwycięstwo Islandii wyrzucić Argentynę z turnieju. Cały plan może im jednak pokrzyżować Nigeria, która przy zwycięstwie z Argentyną i porażce Chorwacji ma szansę wskoczyć na pierwsze miejsce w grupie, co pozwala na rozstawienie w ⅛ finału. Los Islandii w dużej mierze zależy więc od trenera Chorwatów Zlatko Dalicia, bo trudno wyobrazić sobie, że najlepiej grająca drużyna podczas finałów w starciu z dzielnymi, ale posiadającymi gorszych piłkarzy wyspiarzami nie zdobyła nawet punktu. Jeżeli w podstawowym składzie zabraknie Modricia, Mandzukicia i spółki, to Islandczycy mogą odetchnąć z ulgą.

Warto obserwować islandzkich piłkarzy na mundialu, bo niewykluczone, że to pierwszy i ostatni ich występ na tak wielkiej imprezie. Obecne pokolenie piłkarzy tworzy bez wątpienia najlepszą islandzką reprezentację w historii. Wcześniej można było ich postrzegać jako nieprzyjemnego rywala w eliminacjach, ale bez większych szans na sukces, pokroju Armenii czy Kazachstanu. Dzisiaj nie ma już w drużynie Eijdura Gudhjonsena, legendy islandzkiej piłki, przez parę lat zawodnika Chelsea i samej Barcelony. Jest za to Gylfi Sigurdsson, od paru lat jedna z jaśniejszych postaci całej ligi angielskiej, jest Alfred Finnbogason, który swego czasu zdobył 29 bramek w barwach Heerenveen i został królem strzelców ligi holenderskiej, jest Birkir Bjarnason z Aston Villi. Są to piłkarze bardzo dobrzy, jednak bez wątpienia nie na tyle, by samemu pociągnąć drużynę do zwycięstw.

Poza dużą liczbą utalentowaych piłkarzy, ważną rolę w budowaniu siły reprezentacji odegrał szwedzki trener Lars Lagerback, który prowadził Islandię aż  5 lat, do samego Euro 2016 i zbudował z islandzkich piłkarzy drużynę. Od paru lat ta ekipa praktycznie się nie zmienia i widać, że łączy ich coś więcej niż tylko gra w piłkę. Obok reprezentantów najsilniejszych lig w Europie wybiega Birkir Saevarsson, po treningach dorabiający w fabryce soli. Rewelacją meczu z Argentyną został okrzyknięty golkiper Hannes Haldorsson, który w pełni profesjonalnym zawodnikiem został kilka lat temu. Wcześniej bliżej bycia jego autorytetem było bardziej Francisowi Fordowi Coppoli niż Ikerowi Casillasowi. Haldorsson do teraz pomaga jednej z wytwórni filmowych w reżyserii reklam, czy zwiastunów filmowych. Cała drużyna po udanym meczu świętuje podczas wspólnego grilla, który w Islandii, tak jak i u nas, jest sportem letnim każdego obywatela.

Jacek Liberacki

Jacek Liberacki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Islandia. “Trudno spotkać starych ludzi”

Niska średnia wieku katolików mieszkających w Islandii to wynik napływu migrantów, w tym rodzin katolickich np. z Polski

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Skoro Islandia liczy około 350 tysięcy mieszkańców, tyle co dziewiąte co do wielkości miasto w Polsce, Lublin, i zaledwie 4% stanowią katolicy – mówimy o bardzo małej wspólnocie Kościoła katolickiego wielkości większej parafii.

Gdy niedawno biskupi z krajów skandynawskich składali w Watykanie wizytę “Ad Limina”, jedyny biskup pracujący w Islandii, Słowak, kapucyn o. David Bartimej Tencer mówił w Radiu Watykańskim o niecodziennych problemach, z jakimi spotyka się na co dzień: “W naszych kościołach bardzo trudno jest spotkać starych ludzi. Można ich zobaczyć niemal wyłącznie w katedrze w Reykjavíku na niedzielnej sumie. Zdecydowana większość wiernych to ludzie w wieku od 20 do 50 lat”.

Taki przekrój wspólnoty katolickiej to w głównej mierze napływ migrantów, a wśród nich katolickich rodzin, na przykład z Polski. Dlatego duszpasterze szacują, że choć według danych oficjalnych w Islandii jest ok. 12 000 katolików, w rzeczywistości jest ich około 20.000.

Na wyspie jest 6 parafii oraz 17 kościołów i kaplic. Pracuje tam 16 kapłanów i 31 sióstr zakonnych.

A przecież chrześcijaństwo na tej wyspie jest od IX wieku i przyczyniło się do włączenia tego miejsca na peryferiach Europy do wspólnego organizmu. Benedyktyni i augustianie tworzyli tam klasztory i ośrodki duszpasterskie, z drugiej strony mieszkańcy wyspy mimo trudności komunikacyjnych nie byli odcięci od nurtów i tendencji, którymi żyła Europa. Patron Islandii, św. Torlak, pochodził z islandzkiej rodziny, ale długie lata formacji i edukacji spędził na stałym lądzie. Wrócił na rodzimą wyspę, gdzie podjął dalej ewangelizację, został wkrótce biskupem.

Tak jak w wielu innych krajach Europy Zachodniej, za dzisiejszą strukturę religijną odpowiada reformacja. Islandia była wówczas częścią królestwa Danii, gdzie protestantyzm stał się religią panującą. Kościół katolicki odrodził się dopiero w XIX wieku. Ta historia najkrócej tłumaczy, że wśród 340 tysięcy mieszkańców Wyspy Lodu i Ognia niemal wszyscy są protestantami skupionymi w różnych wspólnotach (największa z nich to Kościół Ewangelicko-Luterański), a katolicy to zaledwie ułamek.

ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >