video-jav.net
MUNDIAL

Chorwacja. Jak scenariusz filmowy

Przygoda Chorwatów wygląda jak scenariusz na jeden z tych przejmujących filmów, w którym sportowiec/drużyna pomimo przeciwności losu i krytyce odnosi sukces i pokazuje wszystkim jak bardzo się mylili

Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

To najwyższy czas dla drugiego złotego pokolenia chorwackiej piłki. To pierwsze, to dream-team, który w 1998 zajął 3 miejsce na mundialu we Francji, pechowo przegrywając półfinał z gospodarzami. Królem strzelców tych mistrzostw został Davor Suker, obecny prezes krajowego związku piłki nożnej. Kariera bardzo podobna do tej Zbigniewa Bońka. 10 lat później bałkańska reprezentacja także zachwyciła wszystkich swoją postawą na mistrzostwach Europy, ale w ćwierćfinale z Turcją zabrakło szczęścia. Mimo pięknej gry, Chorwaci odpadli.

 

Nowe gwiazdy zaświeciły

Euro jednak, dało szansę wielu młodym piłkarzom na wybicie się do mocnych klubów, wśród nich największą karierę zrobił Luka Modrić. Minęła kolejna dekada, Modrić stał się najlepszym rozgrywającym na świecie i czterokrotnym triumfatorem Ligi Mistrzów. Pojawiły się nowe gwiazdy, jak Ivan Rakitic, który Champions League wygrał z Barceloną, strzelił nawet gola w finale. Mario Mandzukic wygrał te rozgrywki z Bayernem Monachium strzelając pierwszego gola “polskiej” Borussi Dortmund, z kolei rok temu jego bramka z finału w barwach Juventusu została ogłoszona golem rozgrywek. Mimo wielkich starań Super Mario wtedy i tak wygrał Real “Lukity”, jak mówi się czasem o Modriciu. Bramkarz Danijel Subasic 2 lata temu razem z Kylianem Mbappe i Kamilem Glikiem w AS Monaco doszedł do półfinału tych rozgrywek. W historii wszystkich słowiańskich reprezentacji żadna nie miała nigdy tylu wielkich piłkarzy w tym samym momencie.

 

Od Euro minęła jednak kolejna dekada, a status kadry w żadnym stopniu nie uległ zmianie. Młodzi chłopcy z pamiętnego turnieju we Francji i Szwajcarii są już doświadczonymi zawodnikami po trzydziestce, a Chorwacja przed każdym turniejem zawsze uznawana jest za potencjalnego czarnego konia, gra jak z nut i nagle w kluczowym momencie brakuje najważniejszego składnika sukcesu – farta.

 

Do 120 minuty meczu z Kasperem Schmeichelem i całą resztą w 1/8 finału wszystko szło zgodnie ze starym schematem. Była wspaniała gra – trzy pewne grupowe zwycięstwa, w tym to najbardziej spektakularne z Argentyną, które na nowo spowodowało włączenie Chorwacji w grono faworytów do tytułu. Także i teraz zabrakło szczęścia, kiedy było najbardziej potrzebne. W 115 minucie dogrywki Luka Modrić nie strzelił karnego i przypomniał wszystkim, czemu tacy bezbłędni podawacze, pracujący najwięcej na boisku nigdy nie są brani pod uwagę w wyścigu o Złotą Piłkę. By uznano Cię za najlepszego na świecie, musisz sam poprowadzić drużynę do sukcesu, jak Cristiano Ronaldo 2 lata temu.

 

Wyjątkowy mundial

Ale wtedy nadeszły rzuty karne. Drugie z trzech w Rosji, jak się okazało każda z trzech serii udowodniła, że tegoroczny Mundial jest wyjątkowy. Najpierw Rosjanie nie grając w piłkę przez cały mecz pokonali najlepszych w tym aspekcie Hiszpanów. W ostatnim meczu 1/8 finału Anglicy udowodnili całemu światu, ale przede wszystkim sobie, że potrafią wygrać serię jedenastek. Kolumbia to pierwsza drużyna, która poległa z Anglią w karnych od 28 lat. Ale chyba najwięcej do udowodnienia mieli Chorwaci i jeden Duńczyk. Kasper Schmeichel mimo porażki udowodnił, że nie jest gorszym bramkarzem od ojca. Luka Modrić drugi raz podszedł do karnego w serii jedenastek i pokazał, że on też potrafi wziąć drużynę na bary i donieść pierwszą do mety. Jego drużynie tym razem nie zabrakło uśmiechu losu, trzy rzuty obronił Subasic i po pewnym strzale Rakiticia Chorwacja zameldowała się w ćwierćfinale.

 

Karne to nie jest loteria

I to nie tak, że ten uśmiech losu dotyczy tylko zwycięstwa w karnych, które wbrew pozorom nie są loterią, o czym mówił trener Anglików Gareth Southgate. Turniej ułożył się dla Chorwatów na tyle korzystnie, że po lewej stronie drabinki wzajemnie wybijają się najlepsi, jak Brazylia, Francja, Belgia, Urugwaj i Portugalia, a po prawej, w której znajduje się drużyna Zlatko Dalicia, praktycznie nie ma ani jednego przedmundialowego pewniaka do półfinału. Jeśli Chorwacja wygra z Rosją, zagra o finał z Anglią lub Szwecją. Nie można odmówić tym drużynom oczywistych atutów, ale stwierdzenie, że w pojedynku z Urugwajem, czy nawet Portugalią o zwycięstwo byłoby im ciężko nie byłoby bardzo szokujące. Dla Modricia i spółki ten uśmiech losu jest naprawdę szeroki – wbrew wszystkim przewidywaniom na drodze do finału nie staną im Hiszpanie, czy Niemcy.

 

Jak scenariusz filmowy

W ogóle cała ta przygoda Chorwatów wygląda jak scenariusz na jeden z tych przejmujących filmów, w którym sportowiec/drużyna pomimo przeciwności losu i krytykom spina się w sobie i odnosi sukces, pokazuje wszystkim jak bardzo się mylili. Praca Zlatko Dalicia od początku nie należała do najprostszych, przeciwnie. Już na starcie była szalenie wymagająca. Objął drużynę w kryzysowym momencie, przed ostatnim spotkaniem zawalonych kwalifikacji do mundialu. Wygrał ten ostatni mecz, dzięki temu udało się dostać do baraży i pokonać w nich Grecję. Na tym kłopoty się nie kończą. Przed mundialem rozgorzała afera z udziałem piłkarza, po którym chyba nikt by się afery nie spodziewał, mowa o Modriciu. Kapitan drużyny narodowej został oskarżony o oszustwa finansowe na korzyść Zdravko Mamicia, najbardziej kontrowersyjnej postaci chorwackiego sportu. Modric miał uczestniczyć w szwindlu polegającym na przekazaniu połowy pieniędzy wydanych na niego przez Tottenham do kieszeni Mamicia. W kulminacyjnym momencie przygotowań najważniejszy zawodnik jego drużyny był zmuszony do gry w piłkę, mając z tyłu głowy nienawiść rozwścieczonych chorwackich pasjonatów i możliwy wyrok sądowy. Później, już na samym mundialu rezerwowy napastnik Nikola Kalinić otwarcie zakwestionował jego autorytet, odmawiając wejścia na boisko w meczu z Nigerią, symulując przy tym kontuzję. Zostaje odesłany do domu, Chorwaci mają w Rosji o jednego piłkarza mniej.

 

O klasie Dalicia świadczy jednak to, że z każdego z tych problemów wyszedł obronną ręką. O ile jego autorytet wśród podopiecznych próbował podkopać Kalinić, o tyle bezwzględne wyrzucenie z drużyny czołowego napastnika ligi włoskiej chyba umocniło go jeszcze bardziej. Modrić gra, jakby był w najprzyjemniejszym okresie życia, a Chorwaci chyba całą aferę zapomnieli mu po golu przeciwko Argentynie. Podczas karnych z Danią kamery parę razy wyłowiły  Dalicia, nie wyglądał on na tych obrazkach na wybitnie zrelaksowanego gościa. Koniec końców, wyszło jednak na to samo. Po paru minutach cieszył się ze swoimi płaczącymi ze szczęścia piłkarzami, unosząc ręce w górę w geście triumfu. Przed Chorwacją najważniejsza faza turnieju, a wydaje się, że to jedno z łatwiejszych zadań trenera podczas ledwie półrocznej przygody z drużyną narodową. W porównaniu do tego, co było wcześniej, jakim problemem jest wygranie z Rosją?

 

Słowianie po przejściach

Rozegrane zostały ledwie dwa ćwierćfinały, a wśród pozostałych w grze drużyn nie ma już żadnej spoza Europy. Mecz Rosji i Chorwacji to rywalizacja dwóch słowiańskich reprezentacji po przejściach. Nie można odbierać szans Rosjanom, ale ciężko wyobrazić sobie, by ich antyfutbol znalazł miejsce wśród czterech najlepszych drużyn globu. Jeżeli drużyna z Bałkanów przejdzie kolejną próbę ognia, nic nie stoi na przeszkodzie by sukces sprzed 20 lat zniknął w cieniu wyczynu z 2018 roku. Przed Modriciem szansa na dokonanie czegoś wielkiego, na doprowadzenie swojego kraju do pierwszego mistrzostwa świata w historii. Jeśli to się mu uda, prawdopodobnie będzie faworytem w wyścigu o Złotą Piłkę.

 

Jacek Liberacki

Jacek Liberacki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >
MUNDIAL

Brazylia. Ziemia Miłosierdzia

Brazylia została odkryta w 1500 roku i nazwana Ziemią Prawdziwego Krzyża. Dzisiaj jest ziemią, w której symbolu krzyża nie można oficjalnie używać. Ale Brazylijczycy za sprawą polskich księży stają się gorliwymi czcicielami Jezusa Miłosiernego i św. Faustyny

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Brazylia jest krajem o największej liczbie katolików na świecie. Obecnie ponad 120 mln osób zadeklarowało przynależność do Kościoła katolickiego (dla porównania w Polsce jest ok. 32 mln katolików). Ale mimo to w ostatnich latach Brazylia staje się krajem coraz bardziej zsekularyzowanym. Zmiany statystyk następują w tempie przerażającym, bo jeszcze niespełna trzydzieści lat temu katolicy stanowili tu 98 proc. ludności. Obecnie 56 proc. Część osób odchodzących od wyznania katolickiego jako powód podaje związanie się z odłamami kościołów protestanckich, które proponują bardziej nowoczesną, bardziej opartą na emocjach formę nabożeństw.

Za mało księży, za dużo zabobonów

Wiele słyszy się też zarzutów w stosunku do katolickich księży, że są za mało aktywni, że nie wychodzą na obrzeża miast, by ewangelizować, szczególnie tam, gdzie jest największe ubóstwo. Zarzuty te nie są jednak zgodne z rzeczywistością. Liczba kapłanów jest zbyt mała w stosunku do liczby wiernych. Misjonarze docierają do dzielnic, które żyją na skraju ubóstwa, budowane są parafie w fawelach, czyli dzielnicach nędzy. Wykonują tam nie tylko pracę duszpasterską, ale także wychowawczą. Jednakże rąk do pracy wciąż jest za mało. Nieduża jest liczba powołań wśród samych Brazylijczyków. Brakuje miejscowych księży, którzy mogliby wspierać pracę misjonarzy.

Poza problemem małej liczby księży w stosunku do liczby wiernych, od kilku lat narasta także powrót do tak zwanych korzeni pogańskich. Jak opisuje jeden z misjonarzy, wypowiadający się dla radia watykańskiego, ks. Zdzisław Malczewski, chrystusowiec, w 2017 roku tysiące mieszkańców Rio de Janeiro wyszło na plażę, by tam brać udział w zabobonnych rytuałach “gwarantujących” bogactwo i szczęście. I nie jest to traktowane jako zabawa, ale Brazylijczycy bardzo rygorystycznie wypełniają wszystkie pogańskie czynności.

O niebezpieczeństwach w brazylijskim Kościele mówi też kard. Odilo Scherer – arcybiskup Sao Paulo, który w jednym z artykułów wypomina miejscowym katolikom, że żyją tak, jakby przyjęty chrzest nic nie zmienił w ich życiu. W Brazylii wielu jest takich, którzy praktykują religię w formie zewnętrznej, ale – jak pisze kard. Scherer – “ich życie, postępowanie nie mają żadnego związku z Chrystusem i Jego Ewangelią”.

Światło Bożego Miłosierdzia

W natłoku tych problemów i spadającej liczby katolików w Brazylii, konsekwentnie od lat 80-tych XX wieku polscy księża pallotyni promują kult Miłosierdzia Bożego. Zaczynali od budowy kościoła parafialnego pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego w Rio de Janeiro. Kierował tym ks. Tadeusz Korbecki, który do Brazylii przybył w 1973 roku. Na fundamencie parafialnego kościoła stworzył sanktuarium. Jego zasługi są ogromne. Angażował się nie tylko jako opiekun duchowy tego miejsca, ale po modlitwie szedł na budowę i razem z miejscowymi wykonywał pracę fizyczną. Zorganizował również Święto Bożego Miłosierdzia na miejscowym stadionie.

Kult Jezusa Miłosiernego promują także polscy księża marianie, którzy w 2002 roku wybudowali pierwsze sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Brazylii, w Kurytybie.

Akcenty polskie są mocno obecne w Brazylii od stuleci. Polscy księża pracują najczęściej wśród tych najbiedniejszych. Prowadzą chóry, grupy katechetyczne, szkoły, ale przede wszystkim próbują  porwać brazylijskie serca modlitwą. Być może Iskra Miłosierdzia, którą tam zanieśli, rozpali prawdziwą wiarę i odnowi chrześcijaństwo w tej części Ameryki łacińskiej.

Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >