Nasze projekty
Jacek Liberacki

Chorwacja. Jak scenariusz filmowy

Przygoda Chorwatów wygląda jak scenariusz na jeden z tych przejmujących filmów, w którym sportowiec/drużyna pomimo przeciwności losu i krytyce odnosi sukces i pokazuje wszystkim jak bardzo się mylili

Reklama

To najwyższy czas dla drugiego złotego pokolenia chorwackiej piłki. To pierwsze, to dream-team, który w 1998 zajął 3 miejsce na mundialu we Francji, pechowo przegrywając półfinał z gospodarzami. Królem strzelców tych mistrzostw został Davor Suker, obecny prezes krajowego związku piłki nożnej. Kariera bardzo podobna do tej Zbigniewa Bońka. 10 lat później bałkańska reprezentacja także zachwyciła wszystkich swoją postawą na mistrzostwach Europy, ale w ćwierćfinale z Turcją zabrakło szczęścia. Mimo pięknej gry, Chorwaci odpadli.

 

Nowe gwiazdy zaświeciły

Reklama
Reklama

Euro jednak, dało szansę wielu młodym piłkarzom na wybicie się do mocnych klubów, wśród nich największą karierę zrobił Luka Modrić. Minęła kolejna dekada, Modrić stał się najlepszym rozgrywającym na świecie i czterokrotnym triumfatorem Ligi Mistrzów. Pojawiły się nowe gwiazdy, jak Ivan Rakitic, który Champions League wygrał z Barceloną, strzelił nawet gola w finale. Mario Mandzukic wygrał te rozgrywki z Bayernem Monachium strzelając pierwszego gola „polskiej” Borussi Dortmund, z kolei rok temu jego bramka z finału w barwach Juventusu została ogłoszona golem rozgrywek. Mimo wielkich starań Super Mario wtedy i tak wygrał Real „Lukity”, jak mówi się czasem o Modriciu. Bramkarz Danijel Subasic 2 lata temu razem z Kylianem Mbappe i Kamilem Glikiem w AS Monaco doszedł do półfinału tych rozgrywek. W historii wszystkich słowiańskich reprezentacji żadna nie miała nigdy tylu wielkich piłkarzy w tym samym momencie.

 

Od Euro minęła jednak kolejna dekada, a status kadry w żadnym stopniu nie uległ zmianie. Młodzi chłopcy z pamiętnego turnieju we Francji i Szwajcarii są już doświadczonymi zawodnikami po trzydziestce, a Chorwacja przed każdym turniejem zawsze uznawana jest za potencjalnego czarnego konia, gra jak z nut i nagle w kluczowym momencie brakuje najważniejszego składnika sukcesu – farta.

Reklama
Reklama

 

Do 120 minuty meczu z Kasperem Schmeichelem i całą resztą w 1/8 finału wszystko szło zgodnie ze starym schematem. Była wspaniała gra – trzy pewne grupowe zwycięstwa, w tym to najbardziej spektakularne z Argentyną, które na nowo spowodowało włączenie Chorwacji w grono faworytów do tytułu. Także i teraz zabrakło szczęścia, kiedy było najbardziej potrzebne. W 115 minucie dogrywki Luka Modrić nie strzelił karnego i przypomniał wszystkim, czemu tacy bezbłędni podawacze, pracujący najwięcej na boisku nigdy nie są brani pod uwagę w wyścigu o Złotą Piłkę. By uznano Cię za najlepszego na świecie, musisz sam poprowadzić drużynę do sukcesu, jak Cristiano Ronaldo 2 lata temu.

 

Reklama

Wyjątkowy mundial

Ale wtedy nadeszły rzuty karne. Drugie z trzech w Rosji, jak się okazało każda z trzech serii udowodniła, że tegoroczny Mundial jest wyjątkowy. Najpierw Rosjanie nie grając w piłkę przez cały mecz pokonali najlepszych w tym aspekcie Hiszpanów. W ostatnim meczu 1/8 finału Anglicy udowodnili całemu światu, ale przede wszystkim sobie, że potrafią wygrać serię jedenastek. Kolumbia to pierwsza drużyna, która poległa z Anglią w karnych od 28 lat. Ale chyba najwięcej do udowodnienia mieli Chorwaci i jeden Duńczyk. Kasper Schmeichel mimo porażki udowodnił, że nie jest gorszym bramkarzem od ojca. Luka Modrić drugi raz podszedł do karnego w serii jedenastek i pokazał, że on też potrafi wziąć drużynę na bary i donieść pierwszą do mety. Jego drużynie tym razem nie zabrakło uśmiechu losu, trzy rzuty obronił Subasic i po pewnym strzale Rakiticia Chorwacja zameldowała się w ćwierćfinale.

 

Karne to nie jest loteria

I to nie tak, że ten uśmiech losu dotyczy tylko zwycięstwa w karnych, które wbrew pozorom nie są loterią, o czym mówił trener Anglików Gareth Southgate. Turniej ułożył się dla Chorwatów na tyle korzystnie, że po lewej stronie drabinki wzajemnie wybijają się najlepsi, jak Brazylia, Francja, Belgia, Urugwaj i Portugalia, a po prawej, w której znajduje się drużyna Zlatko Dalicia, praktycznie nie ma ani jednego przedmundialowego pewniaka do półfinału. Jeśli Chorwacja wygra z Rosją, zagra o finał z Anglią lub Szwecją. Nie można odmówić tym drużynom oczywistych atutów, ale stwierdzenie, że w pojedynku z Urugwajem, czy nawet Portugalią o zwycięstwo byłoby im ciężko nie byłoby bardzo szokujące. Dla Modricia i spółki ten uśmiech losu jest naprawdę szeroki – wbrew wszystkim przewidywaniom na drodze do finału nie staną im Hiszpanie, czy Niemcy.

 

Jak scenariusz filmowy

W ogóle cała ta przygoda Chorwatów wygląda jak scenariusz na jeden z tych przejmujących filmów, w którym sportowiec/drużyna pomimo przeciwności losu i krytykom spina się w sobie i odnosi sukces, pokazuje wszystkim jak bardzo się mylili. Praca Zlatko Dalicia od początku nie należała do najprostszych, przeciwnie. Już na starcie była szalenie wymagająca. Objął drużynę w kryzysowym momencie, przed ostatnim spotkaniem zawalonych kwalifikacji do mundialu. Wygrał ten ostatni mecz, dzięki temu udało się dostać do baraży i pokonać w nich Grecję. Na tym kłopoty się nie kończą. Przed mundialem rozgorzała afera z udziałem piłkarza, po którym chyba nikt by się afery nie spodziewał, mowa o Modriciu. Kapitan drużyny narodowej został oskarżony o oszustwa finansowe na korzyść Zdravko Mamicia, najbardziej kontrowersyjnej postaci chorwackiego sportu. Modric miał uczestniczyć w szwindlu polegającym na przekazaniu połowy pieniędzy wydanych na niego przez Tottenham do kieszeni Mamicia. W kulminacyjnym momencie przygotowań najważniejszy zawodnik jego drużyny był zmuszony do gry w piłkę, mając z tyłu głowy nienawiść rozwścieczonych chorwackich pasjonatów i możliwy wyrok sądowy. Później, już na samym mundialu rezerwowy napastnik Nikola Kalinić otwarcie zakwestionował jego autorytet, odmawiając wejścia na boisko w meczu z Nigerią, symulując przy tym kontuzję. Zostaje odesłany do domu, Chorwaci mają w Rosji o jednego piłkarza mniej.

 

O klasie Dalicia świadczy jednak to, że z każdego z tych problemów wyszedł obronną ręką. O ile jego autorytet wśród podopiecznych próbował podkopać Kalinić, o tyle bezwzględne wyrzucenie z drużyny czołowego napastnika ligi włoskiej chyba umocniło go jeszcze bardziej. Modrić gra, jakby był w najprzyjemniejszym okresie życia, a Chorwaci chyba całą aferę zapomnieli mu po golu przeciwko Argentynie. Podczas karnych z Danią kamery parę razy wyłowiły  Dalicia, nie wyglądał on na tych obrazkach na wybitnie zrelaksowanego gościa. Koniec końców, wyszło jednak na to samo. Po paru minutach cieszył się ze swoimi płaczącymi ze szczęścia piłkarzami, unosząc ręce w górę w geście triumfu. Przed Chorwacją najważniejsza faza turnieju, a wydaje się, że to jedno z łatwiejszych zadań trenera podczas ledwie półrocznej przygody z drużyną narodową. W porównaniu do tego, co było wcześniej, jakim problemem jest wygranie z Rosją?

 

Słowianie po przejściach

Rozegrane zostały ledwie dwa ćwierćfinały, a wśród pozostałych w grze drużyn nie ma już żadnej spoza Europy. Mecz Rosji i Chorwacji to rywalizacja dwóch słowiańskich reprezentacji po przejściach. Nie można odbierać szans Rosjanom, ale ciężko wyobrazić sobie, by ich antyfutbol znalazł miejsce wśród czterech najlepszych drużyn globu. Jeżeli drużyna z Bałkanów przejdzie kolejną próbę ognia, nic nie stoi na przeszkodzie by sukces sprzed 20 lat zniknął w cieniu wyczynu z 2018 roku. Przed Modriciem szansa na dokonanie czegoś wielkiego, na doprowadzenie swojego kraju do pierwszego mistrzostwa świata w historii. Jeśli to się mu uda, prawdopodobnie będzie faworytem w wyścigu o Złotą Piłkę.

 

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite