video-jav.net

Belgia. Lśniąca, luksusowa maszyna

Zwycięzca dzisiejszego meczu w finale na pewno wystąpi jako faworyt. Jeśli uda się to Belgom, będzie to największy sukces w historii tego kraju. Teoretycznie wszystko w ich rękach, a jeśli ktoś tu ma się obawiać przeciwnika, to właśnie Francuzi

Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Przedmundialowe oczekiwania wobec wszystkich drużyn z najlepszej czwórki właściwie wyglądały podobnie. Obecność tylu klasowych zawodników w każdej z nich powoduje, że co wielki turniej mówi się o nich w kategoriach potencjalnych czarnych koni. Zazwyczaj taka gadanina, spuentowana wyświechtanym “mogą zaskoczyć” kończy się rozczarowaniem, ostatnie zwycięstwo którejkolwiek na Mundialu miało miejsce 20 lat temu. W tym roku, już przed rozpoczęciem pierwszego półfinału pomiędzy Belgią, a Francją w Sankt Petersburgu, wiadomo, że nie wygra żaden z przedmundialowych faworytów, że ktoś w końcu faktycznie “zaskoczy”.

Półfinałowe pary ostatniego mundialu w Brazylii: Brazylia – Niemcy, Argentyna – Holandia. Łącznie 11 triumfów w mistrzostwach świata, 23 występy w finałach. Półfinałowe pary mundialu w Rosji: Francja – Belgia, Chorwacja – Anglia. Łącznie 2 puchary świata, 3 występy w finałach. Chorwacja i Belgia mają wspólnie mniej medali mistrzostw niż sama tylko Polska. Ta ostatnia statystyka z jednej strony pokazuje, jak gigantycznym sukcesem jest dla każdej z drużyn sam półfinał, z drugiej nawiązuje do wspaniałych kiedyś sukcesów drużyny z białym orłem na piersi, do których nie potrafią nawiązać obecni reprezentanci.

 

Niech nie zwodzi nas ranking FIFA

Podczas dzisiejszego meczu warto przyjrzeć się Belgii. Tej samej Belgii, której 32 lata temu Zbigniew Boniek załadował hat-tricka i wykopał z hiszpańskiego mundialu na etapie ćwierćfinału. Porównywanie obu drużyn współcześnie nie miałoby żadnego sensu. Belgowie, mimo dużo mniejszej liczby ludności, odjechali nam na tysiąc kilometrów. I niech nie zwodzi nikogo zakłamujący rzeczywistość ranking FIFA. Mniej więcej wtedy, kiedy Boniek strzelał na 3:0, wśród  belgijskich działaczy rodziła się myśl stworzenia nowej generacji super piłkarzy, na wzór Holandii z czasów Cruyffa. Zbudowano setki boisk, przeprowadzono szkolenia dla trenerów, zainwestowano w klubowe akademie. Gdy pod koniec 2007 roku Ebi Smolarek wbijał drugiego gola “Czerwonym Diabłom”, to nasi wciąż byli lepsi. Jan Vertonghen przy pierwszej bramce Smolarka popełnił fatalny błąd, de facto podając mu piłkę na sytuację sam na sam. Minęło 11 lat. Ebi już dawno zakończył karierę, zaliczając u jej schyłku jeszcze parę sezonów w polskiej Ekstraklasie. Polska zakwalifikowała się dzięki temu meczowi na Euro 2008, ale na samym turnieju nie wygrała ani jednego meczu, a Ebi zawodził. Z kolei Vertonghen jest pewniakiem do  gry w półfinale mistrzostw świata i kapitanem londyńskiego Tottenhamu.

Jan Vertonghen to tylko jeden z przykładów. Wszyscy zawodnicy rozwijają się w Belgii według określonego planu. W samej kadrze można dostrzec zawodników na różnych etapach belgijskiej myśli szkoleniowej. Do wejścia z ławki w każdym meczu mundialu przygotowywany jest Youri Tielemans, dwudziestoletni rozgrywający, który już przed osiągnięciem pełnoletności stał się gwiazdą Anderlechtu Bruksela i całej ligi belgijskiej. Teraz jest podstawowym zawodnikiem AS Monaco, z którym zagra w Lidze Mistrzów. Są piłkarze u szczytu swoich możliwości jak Eden Hazard, prawdopodobny następca samego Cristiano Ronaldo w Realu Madryt. Jest też starszy Vincent Kompany, któremu przepowiadano bycie najlepszym stoperem na świecie i którym faktycznie bywał, gdy akurat nie leczył jednej z kilkudziesięciu kontuzji.

Tą wprowadzoną kilkadziesiąt lat temu reformę widać, gdy patrzy się na dyspozycję Belgów w każdym meczu. Tak duża liczba znakomitych zawodników w jednej drużynie z niewielkiego państwa nie jest dziełem przypadku, mimo multikulturowości, zresztą wspólna cecha rywali dzisiejszego półfinału. Na ławce hiszpański selekcjoner i francuski trener napastników, na boisku piłkarze pochodzenia kongijskiego, marokańskiego, albańskiego, nawet wśród Belgów z krwi i kości istnieje podział na Flamandów i Walonów. Wszyscy wychowani jednak w belgijskich akademiach i na belgijskich boiskach.

 

Cała gromada klasowych piłkarzy

Cztery lata temu, gdy nazbierała się już całkiem spora gromada klasowych piłkarzy w porządnych klubach i udało się uzyskać kwalifikację na mundial, pojawiły się oczekiwania i pompowanie słynnego balonika. Odpadnięcie dopiero w ćwierćfinale mundialu z późniejszym finalistą Argentyną odbierano jako całkiem niezły wynik, ale jak na jakość tych piłkarzy to wciąż było za mało. Wszystko miało idealnie się dotrzeć na rozgrywane 2 lata później Euro we Francji. Tam Belgowie przechodzili każdego rywala jak burza, 4:0 w 1/8 finału z Węgrami to był pokaz umiejętności każdego zawodnika, odpalił nawet grający wtedy w kratkę Eden Hazard. I wtedy pojawił się mecz z Walią, przeżycie pokoleniowe tej drużyny. Zaczęło się planowo, od pięknego gola Nainggolana na 1:0. Nie wiadomo jednak, jak i kiedy zrobiło się 3:1 dla Walii. Najlepszym zawodnikom Premier League strzelali kolejno stoper, bezrobotny napastnik i drwal z Burnley, Sam Vokes. Wtedy w Belgii powiedziano: dość tego. Wyleciał trener Marc Wilmots, a Belgia przed kolejnym turnieju była już na musiku, o kolejnym odpadnięciu w ćwierćfinale nie było mowy.

 

Najlepszy wynik od 1966

I trzeba przyznać, że ta lśniąca, luksusowa belgijska maszyna wreszcie wskoczyła na najwyższe obroty. 0 kalkulacji w fazie grupowej. Po dwóch gładkich zwycięstwach z Panamą i Tunezją rezerwowi pokonali Anglię i wpakowali swoją reprezentację do trudniejszej części drabinki. W meczu 1/8 finału z Japonią Belgia udowodniła, że ma charakter, odrabiając dwa gole straty. Potem znów nikt nie mierzył sił na zamiary. Zamiast czekać na dogrywkę, w ostatniej akcji meczu drużyna Roberto Martineza wyprowadziła zabójczą kontrę i wcisnęła trzeciego gola, eliminując finezyjnych Japończyków. Na zmianę wyniku z 0:2 na 3:2 stać tylko drużyny wielkie, mogące pokonać samych Canarinhos. To był najlepszy mecz i najlepszy występ indywidualny zawodnika na tym mundialu. Faworyzowani Brazylijczycy przeżyli ten sam koszmar, co 4 lata temu. Znowu były wielkie oczekiwania i pewność, że w końcu znowu Brazylia będzie najlepsza. Znowu szybkie gongi w pierwszej połowie. Znowu zawalił Fernandinho. Neymar, Coutinho i cała reszta rzucili wszystkie siły na Belgię w drugiej połowie, ale tego dnia Courtois wyłapałby nawet strzał z oddalonej o 10 metrów rakiety. Eden Hazard wyglądał jak Diego Maradona w 1986 roku, kiedy mijał wszystkich rywali jak tyczki i sam wygrał Argentynie mistrzostwo świata. Hazard z Brazylią był prawdziwym liderem, mimo że nie zdobył gola ani nie zaliczył asysty. Miał spory udział przy obu bramkach, a w drugiej połowie w pojedynkę wyprowadzał ataki Belgów, dając kolegom z obrony chwilę wytchnienia i zabierając czas Brazylijczykom. Na 10 prób dryblingu wszystkie mu się udały, to najlepszy wynik na mundialu od 1966 roku.  Awans do półfinału oznacza dla Belgów jeszcze dwa mecze w Rosji. Mecz o 3 miejsce lub, milej widziany, finał. Bardzo możliwe, że w którymś z tych meczów znowu zagrają z Anglią i byłby to pojedynek wyjątkowy.

 

Angielska jak sama Anglia

A to dlatego, że Belgia to drużyna równie angielska co sama Anglia. Przydomek “Czerwone Diabły” dzieli przecież z Manchesterem United. Aż 9 z 11 podstawowych zawodników na mecz z Brazylią występuje w Premier League. To przecież tylko o dwóch mniej niż u Anglików. Trenerem jest Roberto Martinez, który przed Belgią przez całą karierę trenerską związany był z angielskimi drużynami. Francuz Thierry Henry, od którego uczy się pozycji napastnika Romelu Lukaku jest legendą Arsenalu Londyn. Adnan Januzaj, który w meczu fazy grupowej między obiema ekipami strzelił jedyną bramkę wychował się w szkółce “Czerwonych Diabłów” z Manchesteru.

Takich smaczków można by znaleźć jeszcze z dwadzieścia, ale na razie najważniejszy pozostaje mecz z Francją. Zwycięzca tego meczu w finale na pewno wystąpi jako faworyt. Jeśli uda się to Belgom, to będzie największy sukces w historii tego kraju. Teoretycznie wszystko w ich rękach, a jeśli ktoś tu ma się obawiać przeciwnika, to właśnie Francuzi. Belgia jako jedyna wygrała jak dotąd wszystkie mecze na turnieju, nie pozwalając nawet na utratę sił w choćby jednej dogrywce.

Jacek Liberacki

Jacek Liberacki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >
MUNDIAL

Chorwacja. Jak scenariusz filmowy

Przygoda Chorwatów wygląda jak scenariusz na jeden z tych przejmujących filmów, w którym sportowiec/drużyna pomimo przeciwności losu i krytyce odnosi sukces i pokazuje wszystkim jak bardzo się mylili

Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

To najwyższy czas dla drugiego złotego pokolenia chorwackiej piłki. To pierwsze, to dream-team, który w 1998 zajął 3 miejsce na mundialu we Francji, pechowo przegrywając półfinał z gospodarzami. Królem strzelców tych mistrzostw został Davor Suker, obecny prezes krajowego związku piłki nożnej. Kariera bardzo podobna do tej Zbigniewa Bońka. 10 lat później bałkańska reprezentacja także zachwyciła wszystkich swoją postawą na mistrzostwach Europy, ale w ćwierćfinale z Turcją zabrakło szczęścia. Mimo pięknej gry, Chorwaci odpadli.

 

Nowe gwiazdy zaświeciły

Euro jednak, dało szansę wielu młodym piłkarzom na wybicie się do mocnych klubów, wśród nich największą karierę zrobił Luka Modrić. Minęła kolejna dekada, Modrić stał się najlepszym rozgrywającym na świecie i czterokrotnym triumfatorem Ligi Mistrzów. Pojawiły się nowe gwiazdy, jak Ivan Rakitic, który Champions League wygrał z Barceloną, strzelił nawet gola w finale. Mario Mandzukic wygrał te rozgrywki z Bayernem Monachium strzelając pierwszego gola “polskiej” Borussi Dortmund, z kolei rok temu jego bramka z finału w barwach Juventusu została ogłoszona golem rozgrywek. Mimo wielkich starań Super Mario wtedy i tak wygrał Real “Lukity”, jak mówi się czasem o Modriciu. Bramkarz Danijel Subasic 2 lata temu razem z Kylianem Mbappe i Kamilem Glikiem w AS Monaco doszedł do półfinału tych rozgrywek. W historii wszystkich słowiańskich reprezentacji żadna nie miała nigdy tylu wielkich piłkarzy w tym samym momencie.

 

Od Euro minęła jednak kolejna dekada, a status kadry w żadnym stopniu nie uległ zmianie. Młodzi chłopcy z pamiętnego turnieju we Francji i Szwajcarii są już doświadczonymi zawodnikami po trzydziestce, a Chorwacja przed każdym turniejem zawsze uznawana jest za potencjalnego czarnego konia, gra jak z nut i nagle w kluczowym momencie brakuje najważniejszego składnika sukcesu – farta.

 

Do 120 minuty meczu z Kasperem Schmeichelem i całą resztą w 1/8 finału wszystko szło zgodnie ze starym schematem. Była wspaniała gra – trzy pewne grupowe zwycięstwa, w tym to najbardziej spektakularne z Argentyną, które na nowo spowodowało włączenie Chorwacji w grono faworytów do tytułu. Także i teraz zabrakło szczęścia, kiedy było najbardziej potrzebne. W 115 minucie dogrywki Luka Modrić nie strzelił karnego i przypomniał wszystkim, czemu tacy bezbłędni podawacze, pracujący najwięcej na boisku nigdy nie są brani pod uwagę w wyścigu o Złotą Piłkę. By uznano Cię za najlepszego na świecie, musisz sam poprowadzić drużynę do sukcesu, jak Cristiano Ronaldo 2 lata temu.

 

Wyjątkowy mundial

Ale wtedy nadeszły rzuty karne. Drugie z trzech w Rosji, jak się okazało każda z trzech serii udowodniła, że tegoroczny Mundial jest wyjątkowy. Najpierw Rosjanie nie grając w piłkę przez cały mecz pokonali najlepszych w tym aspekcie Hiszpanów. W ostatnim meczu 1/8 finału Anglicy udowodnili całemu światu, ale przede wszystkim sobie, że potrafią wygrać serię jedenastek. Kolumbia to pierwsza drużyna, która poległa z Anglią w karnych od 28 lat. Ale chyba najwięcej do udowodnienia mieli Chorwaci i jeden Duńczyk. Kasper Schmeichel mimo porażki udowodnił, że nie jest gorszym bramkarzem od ojca. Luka Modrić drugi raz podszedł do karnego w serii jedenastek i pokazał, że on też potrafi wziąć drużynę na bary i donieść pierwszą do mety. Jego drużynie tym razem nie zabrakło uśmiechu losu, trzy rzuty obronił Subasic i po pewnym strzale Rakiticia Chorwacja zameldowała się w ćwierćfinale.

 

Karne to nie jest loteria

I to nie tak, że ten uśmiech losu dotyczy tylko zwycięstwa w karnych, które wbrew pozorom nie są loterią, o czym mówił trener Anglików Gareth Southgate. Turniej ułożył się dla Chorwatów na tyle korzystnie, że po lewej stronie drabinki wzajemnie wybijają się najlepsi, jak Brazylia, Francja, Belgia, Urugwaj i Portugalia, a po prawej, w której znajduje się drużyna Zlatko Dalicia, praktycznie nie ma ani jednego przedmundialowego pewniaka do półfinału. Jeśli Chorwacja wygra z Rosją, zagra o finał z Anglią lub Szwecją. Nie można odmówić tym drużynom oczywistych atutów, ale stwierdzenie, że w pojedynku z Urugwajem, czy nawet Portugalią o zwycięstwo byłoby im ciężko nie byłoby bardzo szokujące. Dla Modricia i spółki ten uśmiech losu jest naprawdę szeroki – wbrew wszystkim przewidywaniom na drodze do finału nie staną im Hiszpanie, czy Niemcy.

 

Jak scenariusz filmowy

W ogóle cała ta przygoda Chorwatów wygląda jak scenariusz na jeden z tych przejmujących filmów, w którym sportowiec/drużyna pomimo przeciwności losu i krytykom spina się w sobie i odnosi sukces, pokazuje wszystkim jak bardzo się mylili. Praca Zlatko Dalicia od początku nie należała do najprostszych, przeciwnie. Już na starcie była szalenie wymagająca. Objął drużynę w kryzysowym momencie, przed ostatnim spotkaniem zawalonych kwalifikacji do mundialu. Wygrał ten ostatni mecz, dzięki temu udało się dostać do baraży i pokonać w nich Grecję. Na tym kłopoty się nie kończą. Przed mundialem rozgorzała afera z udziałem piłkarza, po którym chyba nikt by się afery nie spodziewał, mowa o Modriciu. Kapitan drużyny narodowej został oskarżony o oszustwa finansowe na korzyść Zdravko Mamicia, najbardziej kontrowersyjnej postaci chorwackiego sportu. Modric miał uczestniczyć w szwindlu polegającym na przekazaniu połowy pieniędzy wydanych na niego przez Tottenham do kieszeni Mamicia. W kulminacyjnym momencie przygotowań najważniejszy zawodnik jego drużyny był zmuszony do gry w piłkę, mając z tyłu głowy nienawiść rozwścieczonych chorwackich pasjonatów i możliwy wyrok sądowy. Później, już na samym mundialu rezerwowy napastnik Nikola Kalinić otwarcie zakwestionował jego autorytet, odmawiając wejścia na boisko w meczu z Nigerią, symulując przy tym kontuzję. Zostaje odesłany do domu, Chorwaci mają w Rosji o jednego piłkarza mniej.

 

O klasie Dalicia świadczy jednak to, że z każdego z tych problemów wyszedł obronną ręką. O ile jego autorytet wśród podopiecznych próbował podkopać Kalinić, o tyle bezwzględne wyrzucenie z drużyny czołowego napastnika ligi włoskiej chyba umocniło go jeszcze bardziej. Modrić gra, jakby był w najprzyjemniejszym okresie życia, a Chorwaci chyba całą aferę zapomnieli mu po golu przeciwko Argentynie. Podczas karnych z Danią kamery parę razy wyłowiły  Dalicia, nie wyglądał on na tych obrazkach na wybitnie zrelaksowanego gościa. Koniec końców, wyszło jednak na to samo. Po paru minutach cieszył się ze swoimi płaczącymi ze szczęścia piłkarzami, unosząc ręce w górę w geście triumfu. Przed Chorwacją najważniejsza faza turnieju, a wydaje się, że to jedno z łatwiejszych zadań trenera podczas ledwie półrocznej przygody z drużyną narodową. W porównaniu do tego, co było wcześniej, jakim problemem jest wygranie z Rosją?

 

Słowianie po przejściach

Rozegrane zostały ledwie dwa ćwierćfinały, a wśród pozostałych w grze drużyn nie ma już żadnej spoza Europy. Mecz Rosji i Chorwacji to rywalizacja dwóch słowiańskich reprezentacji po przejściach. Nie można odbierać szans Rosjanom, ale ciężko wyobrazić sobie, by ich antyfutbol znalazł miejsce wśród czterech najlepszych drużyn globu. Jeżeli drużyna z Bałkanów przejdzie kolejną próbę ognia, nic nie stoi na przeszkodzie by sukces sprzed 20 lat zniknął w cieniu wyczynu z 2018 roku. Przed Modriciem szansa na dokonanie czegoś wielkiego, na doprowadzenie swojego kraju do pierwszego mistrzostwa świata w historii. Jeśli to się mu uda, prawdopodobnie będzie faworytem w wyścigu o Złotą Piłkę.

 

Jacek Liberacki

Jacek Liberacki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >