Abp Hoser: Rodzina to szczepionka ochronna (wywiad)

Małżeństwo otwarte na płodność - tylko dzięki takim rodzinom skończy się kryzys wartości, sensu życia, wyobcowania - mówi w wywiadzie dla KAI abp Henryk Hoser. Członek delegacji KEP na Synod podsumowuje jego obrady i stwierdza, że kluczem wyjścia z kryzysu cywilizacji jest mocna rodzina, dlatego praca z nią ma być bezdyskusyjnym priorytetem Kościoła. Zaś duszpasterze powinni skupić się na towarzyszeniu młodym małżeństwom, które są "środkiem", o którym często zapominają.

KAI: Podsumowując Synod o Rodzinie, ks. Arcybiskup mówi, że jest ona wszędzie w kryzysie, co pokazały wypowiedzi ojców synodalnych. Osłabione są więzi rodzinne, jej prestiż spadł, nie wspierają jej, tak jak kiedyś liczni krewni i grupy sąsiedzkie – brakuje jej stabilizatorów.

Abp Henryk Hoser: Takim stabilizatorem w obecnej sytuacji musi być Kościół. I ta praca, obecność, towarzyszenie, muszą być wielostronne. Kościół powinien powtarzać sformułowanie przez Jana Pawła II – że dzieci są największym darem małżeństwa, ale także, na co są wrażliwi ludzie współcześni – że dają szczęście, że ludzie, którzy wybierają takie życie, są szczęśliwi. Szczególnym i niewerbalnym świadectwem w czasie obrad było małżeństwo z Neokatechumenatu, które przychodziło na sesje z dziesiątym dzieckiem w wózku.

Takie rodziny potrzebują jednak wsparcia nie tylko ze strony Kościoła, gdyż z każdym dzieckiem zwiększa się ich bieda, więc konieczna jest długofalowa, życzliwa strategia państwa. Leży to w jego interesie, bo rodzice to najwięksi dobroczyńcy narodu, gdyż kapitał ludzki decyduje o wszystkim – o rozwoju gospodarczym, technologicznym, kulturowym. Państwo i społeczeństwo nie chcą tego dostrzec, a musimy się zmierzyć z negatywnym dziedzictwem – przez pół wieku rodziny wielodzietne były wykpiwane i utożsamiane z marginesem społecznym. Dopiero teraz ten trend się odwraca, rządzący zaczynają rozumieć, że muszą prowadzić politykę prorodzinną, a nie tylko proprodukcyjną. Człowiek był postrzegany jako homo faber, od tego zależała i wciąż zależy jego wartość – od jego bezpośredniej przydatności w produkcji.

 

fasmily9823yhh

 

KAI: Na Synodzie mówiono wiele o kontekście kulturowym, w jakim funkcjonuje rodzina – jednostka nie wie, kim jest, zagubiła poczucie tożsamości, tonie w mnóstwie zjawisk schizoidalnych.

I tylko rodzina jest zdolna do przywrócenia człowiekowi poczucia celu istnienia, ładu i tożsamości. Przywraca mu relacje z innymi osobami, poczucie więzi, gdyż to więzi czynią człowieka szczęśliwym. Sam Bóg powiedział, że niedobrze jest być człowiekowi samemu, pozbawionemu więzi. I te więzi wewnątrz grupy rodzinnej i ze światem zewnętrznym są niesłychanie ważne dla każdego człowieka. W pracy z rodzinami musimy opierać się na antropologii integralnej – by wykorzystać określenie Jana Pawła II – nie tylko w kategorii podstawowych, gdyż obok potrzeb elementarnych o jakości życia świadczą zdolności tworzenia wspólnoty, komunii między osobami. I w tym rola Kościoła jest nie do zastąpienia.

Trzeba także dobrze zrozumieć i wyjaśniać na czym polega otwarcie małżeństwa na płodność. Niedobrze się stało, że encyklika Pawła VI “Humanea vitae” została zignorowana w większości krajów, w Polsce częściowo też. Krok po kroku zdefiniowane jest w niej na czym polega odpowiedzialne rodzicielstwo. W praktyce sprowadza się ono do dwóch założeń: po pierwsze do faktu, że się jest gotowym do rodzenia dzieci i że rodzice są przekonani, że dziecko nie jest “wytworem” naszego ciała i ducha, ale że jest Bożym stworzeniem, że daje nam je Bóg, że różni się od ojca i matki, ma swoja autonomię, także wewnętrzne życie duchowe. Małżonkowie otrzymują to dziecko w darze, jest ono wcieleniem ich małżeńskiej miłości. Nie fotografią, a żywym pomnikiem ich miłości.

Kolejna rzecz otwarcia na życie to akceptacja, a nie niszczenie potencjalnej płodności – kobiecej czy męskiej, np. poprzez sterylizację. To bardzo ważny składnik świadomości ludzkiej – że się jest płodnym. To świadomość płodności kształtuje osobowość kobiet i mężczyzn. Kobieta, która żyje rytmem swojej płodności, żyje i reaguje zupełnie inaczej – akceptuje siebie i innych, rozumie, co się z nią dzieje. Z kolei mężczyzna, który umie uszanować jej płodność, daje dowód najwyższej miłości. Pozbawienie się płodności bywa dramatyczne w skutkach, bardzo często po sterylizacji małżeństwo się rozpada. W Kanadzie w latach 80. 40 proc. kanadyjskich małżeństw było wysterylizowanych.

 

rodzinowe

 

KAI: W jakim stopniu na Synodzie obecne było dotychczasowe nauczanie papieży?

Synod był manifestacją ciągłości nauczania Kościoła, potwierdzeniem dorobku Pawła VI, Jana Pawła II, Benedykta XVI i papieża Franciszka.

 

KAI: Z drugiej strony można się zastanawiać, czy gdyby owo nauczanie było przeniesione na poziom duszpasterski i pracę z rodzinami, nie doszłoby do prób wypełnienia tej luki na własną rękę, jak dzieje się w Niemczech, skąd przyszły postulaty Komunii św. dla rozwiedzionych?

Niepójście za głosem Kościoła zawsze stwarza niepożądane sytuacje. Jednak trudno przekonać część biskupów, gdyż są tak zdeterminowani we wprowadzeniu pewnych przewartościowań, że nie przyjmują nawet oficjalnego nauczania Kościoła. Są bardzo podatni na wszelkie ideologie, to chyba efekt filozofii idealistycznej.

 

KAI: Czy biskupi z bogatych krajów nie próbowali narzucić swoje tematy reszcie świata? O wiele więcej rodzin cierpi z powodu biedy czy wojen, tymczasem Komunia św. dla rozwiedzionych była stale poruszanym tematem, przynajmniej w mediach, na dalszy plan schodziły o wiele bardziej bolesne problemy.

Obserwujemy dziś rozszerzania się na cały świat dekadenckiej kultury Zachodu, również życia małżeńskiego i rodzinnego, to jeden z efektów globalizacji. I ta dekadencja zagraża pozostałym kontynentom, gdzie także działa się o wiele bardziej brutalnie. Mówili o tym uczestnicy Synodu z krajów afrykańskich – po narzucaniu siłą antykoncepcji i aborcji według Protokołu z Maputo i uzależnienia pomocy ekonomicznej od realizacji żądań organizacji międzynarodowych, mamy kolejne żądania i projekty. Aby je zrealizować trzeba zmarginalizować rolę starszego pokolenia, gdyż rodzice są największymi “hamulcowymi” w realizacji tych projektów kulturowych. W obradach rzymskich wzięła udział Teresa Nyirabukeye z Rwandy, która dwadzieścia lat była moją asystentką. Opowiada, że powstają specjalne kluby, w których dzieci uczy się, jak mają przeciwstawić się rodzicom.

Rzecz jasna, powstają liczne inicjatywy, bazujące na fundamencie chrześcijańskiej wizji człowieka, Papieski Instytut Studiów nad Małżeństwem i Rodziną im. Jana Pawła II przy Katolickim Uniwersytecie Ameryki w Waszyngtonie, podobna placówka istnieje w Beninie, a także powstaje w Kenii, konkretnie w Nairobi. Wiele inicjatyw podejmują Francuzi, jest mocna podstawa teologiczna, do której można się odwołać.

Ale najtrudniejsze i wbrew duchowi świata jest przypomnienie, tego, o czym się nie mówi, bo jest bardzo trudne do przyjęcia dla ludzi współczesnych – że życie jest niesieniem krzyża.

 

old-450742_1280333

 

KAI: Wystarczy otworzyć jakąkolwiek stronę internetową z dyskusją o Kościele, gdzie spotykamy się ze stereotypem: katolicy to masochiści.

Nie masochiści, a realiści. Katolicy, dzięki łasce, potrafią nieuchronne cierpienie “zagospodarować”, przyjmują je i pozwalają, by je przemieniło. Nie ma życia bez cierpienia, jest ono nieuniknione. Ktoś, kto nie potrafi sobie z cierpieniem poradzić, popełnia samobójstwo, ale nie jest to droga, którą wskazuje Kościół.

 

KAI: W Polsce jest bardzo wiele inicjatyw na rzecz rodziny oraz rodzin, które angażują są w życie Kościoła i na rzecz innych rodzin. Co jest najważniejsze w świetle obrad Synodu?

Trzeba wzmocnić i rozwijać to, co jest – sieć poradni rodzinnych, ruchów i stowarzyszeń. Na Synodzie wiele było wypowiedzi o tym, że preferencyjnie zajmują się lub włączają rodziny przede wszystkim wspólnoty i nowe ruchy świeckich.
Ale w praktyce duszpasterskiej w parafiach rodzina nie jest w centrum, bo tam raczej indywidualnie kształtuje się dusze wiernych. Polskie duszpasterstwo jest w gruncie rzeczy pietystyczne, ludzi wychowuje się przede wszystkim do praktyk religijnych i pobożnościowych. Do takiego funkcjonowania i nastawienia duszpasterskiego nie trzeba namawiać żadnego księdza, bo polski duchowny ma to we krwi.

 

KAI: Jakiego rodzaju “świeżej krwi” potrzebuje więc nasze duszpasterstwo?

Zachowując dotychczasowy priorytet należy stale mieć w pamięci także i to, że człowiek jest stworzony do relacji, że ze swej natury nie jest samotnikiem. Boża miłość jest relacyjna, dlatego trzeba na to zwracać uwagę i tę miłość naśladować.
I warto sobie przypomnieć przy tym postulat z “Familiaris consortio” o znaczeniu duszpasterstwa postmatrymonialnego. Ten temat stale przewijał się na Synodzie i należy go wziąć sobie do serca tu, w Polsce. Skupiamy się na przygotowaniu do małżeństwa, kursach dla narzeczonych albo zastanawiamy się, jak pomagać osobom, żyjących w związkach niesakramentalnych. Tymczasem umyka nam cały “środek” – ludzie, którzy przyjęli sakrament i którym trzeba towarzyszyć i pomagać w chwilach kryzysu. Gdyby było więcej takiej pracy i obecności, grupa niesakramentalnych byłaby zapewne mniejsza.

Niesłychanie pilne jest zajęcie się młodymi małżeństwami, gdyż jest wielu niedojrzałych osób i gdy skończy się okres zakochania i zachwytu, zaczyna się odkrywać wady, spotykają trudności i wówczas pomoc w przechodzeniu ciemnych dolin byłaby bezcenna.

 

couple-768593_1920

 

KAI: Czy diecezje nie powinny organizować synodów na temat rodzin żeby zastanowić się, jak najlepiej służyć dziś rodzinie?

Jeżeli ktoś uzna za właściwe, jak najbardziej. Jednak Synod nie jest cudownym rozwiązaniem, ważna jest praca organiczna. Wspólny wysiłek księży i świeckich, który powinien odwrócić niekorzystne tendencje – rozpadanie się małżeństw, kryzys demograficzny, a także cywilizacyjny, który skazuje człowieka na całkowitą samotność. Proszę zwrócić uwagę, że swoje kazanie inauguracyjne przed rozpoczęciem Synodu Ojciec Święty zaczął od komentarza o samotności.

Rodzina rozwiąże niemal wszystkie nasze problemy. I przezwycięży atmosferę wrogą rodzinie, klimatu kulturowego, który ją zwalcza i wobec którego trzeba się uodpornić. Jeśli jest choroba zakaźna, trzeba wytworzyć szczepienia ochronne i taką szczepionką jest rodzina.


Rozmawiała Alina Petrowa-Wasilewicz / Warszawa


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments

“Dokument końcowy synodu może budzić konflikty”

Szkoda, że dokument końcowy Synodu o rodzinie został zredagowany w niejasny sposób i może być różnie interpretowany - mówi KAI ks. prof. Piotr Mazurkiewicz, ekspert Papieskiej Rady ds. Rodziny. Wyjaśnia, że taka sytuacja rodzić będzie w Kościele niepotrzebne konflikty

Z ks. prof. Piotrem Mazurkiewiczem rozmawia Marcin Przeciszewski (KAI)

 

Marcin Przeciszewski (KAI): Jak Ksiądz ocenia wynik Synodu zawarty w jego relacji finalnej?

Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz: – Tekst końcowy jest niewątpliwie lepiej opracowany niż “Relatio” z poprzedniego synodu czy “instrumentum laboris”, stanowiące punkt wyjścia obrad. Dokument z poprzedniego synodu był głównie opisem socjologicznym. Brakowało w nim głębokiego spojrzenia na problemy rodziny z punktu widzenia wiary i nauczania Kościoła. W obecnym “Relatio finale” przeważa myślenie teologiczne, odwołujące się do Biblii oraz Magisterium. Warto podkreślić, że relacja finalna została w całości zatwierdzona przez ojców synodalnych większością 2/3 głosów, co nie miało miejsca podczas poprzedniego zgromadzenia.

Synodowi towarzyszyła narracja medialna, w której największym zainteresowaniem cieszyły się dwa tematy: komunia św. dla osób rozwiedzionych i żyjących w ponownych związkach oraz sytuacja osób o skłonnościach homoseksualnych.

 

Właśnie, duży sukces synodu wyraża się w tym, że trzy najbardziej kontrowersyjne punkty “Relatio” (84, 85, 86) – a dotyczące komunii św. dla rozwiedzionych pozostających w nowych związkach – wydają się potwierdzać dotychczasową naukę Kościoła?

Faktycznie, w Relacji Końcowej synodu nie ma mowy o możliwości dopuszczenia osób w takiej sytuacji do komunii św. Tego typu postulaty zostały odrzucone. Jednak tekst nie jest pozbawiony wad.

Faktycznie, w Relacji Końcowej synodu nie ma mowy o możliwości dopuszczenia osób w takiej sytuacji do komunii św. Tego typu postulaty zostały odrzucone. Jednak tekst nie jest pozbawiony wad. Od ojców synodalnych oczekiwałbym zdolności powiedzenia w jasnych i krótkich słowach tego, czego Kościół naucza. Chciałbym mieć tekst napisany tak, że nawet „prostaczkowie” go zrozumieją. Być może jest to wynik przyjętego sposobu procedowania. Prace synodalne trwały dwa lata, a ostateczną redakcję tekstu rozpoczęto dwa dni przed zakończeniem synodu.

Wspomniane przez pana punkty relacji synodalnej zostały zredagowane w taki sposób, że domagają się interpretacji. Widoczne jest, że toczyła się debata między różnymi stanowiskami. Skrajne – domagające się, pod określonymi warunkami, dopuszczenia do komunii osób rozwiedzionych a żyjących w nowych związkach – zostało odrzucone, ale to, które zostało przyjęte, mogłoby być wyartykułowane w sposób bardziej jednoznaczny. Brakuje tam tak podstawowych terminów jak np. “grzech”. Jeśli w kontekście współżycia poza małżeństwem nie wspomina się o grzechu, wszystko zaczyna być niejasne.

 

W tekście mówi się o potrzebie rozeznania, mamy także odwołanie do sumienia. Nie każdy z czytelników natychmiast zauważa, że chodzi o rozeznanie „zgodnie z nauczaniem Kościoła i wytycznymi biskupa” oraz o „prawidłowo uformowane sumienie”.

W tekście mówi się o potrzebie rozeznania, mamy także odwołanie do sumienia. Nie każdy z czytelników natychmiast zauważa, że chodzi o rozeznanie „zgodnie z nauczaniem Kościoła i wytycznymi biskupa” oraz o „prawidłowo uformowane sumienie”. Myślę, że dla wiernych może nie być oczywiste dlaczego w tekście przywołano kategorię „poczytalności subiektywnej”. Wydaje się, że fragment ten staje się klarowny, gdy zajrzymy do obydwu przywołanych w nim tekstów i odczytamy przytoczone cytaty w całości. Pierwszym jest 84 numer “Familiaris consortio”, gdzie – po cytowanym ustępie – czytamy: „Kościół jednak na nowo potwierdza swoją praktykę, opartą na Piśmie Świętym, niedopuszczania do komunii eucharystycznej rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński. Nie mogą być dopuszczeni do komunii świętej od chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia. Jest poza tym inny szczególny motyw duszpasterski: dopuszczenie ich do Eucharystii wprowadzałoby wiernych w błąd lub powodowałoby zamęt co do nauki Kościoła o nierozerwalności małżeństwa”.

Odmowa komunii św. jest jednak czymś innym niż kara ekskomuniki. Synod podkreśla, że “risposati” nie powinni się czuć ekskomunikowanymi i powinni być „bardziej włączani we wspólnoty chrześcijańskie na różne sposoby, unikając wszelkich okazji do zgorszenia” (84).

 

Drugim tekstem jest Deklaracja Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych z 24 czerwca 2000 r. , ust. 2a, odnosząca się do kwestii rozwiedzionych, którzy zawarli nowe związki. Tekst jednoznacznie mówi, że wierni ci są w stanie grzechu ciężkiego w sensie obiektywnym. Inna interpretacja byłaby – jak wyjaśnia deklaracja – „niewłaściwym stosowaniem tychże słów w celu relatywizacji nakazów prawa lub próbą ogołocenia ich z istotnej treści”.

Nie jest to jednak jedyny punkt “Relatio” sformułowany nie wystarczająco jednoznacznie. W numerze 58, na przykład, przypomina się, że rodzice są pierwszymi wychowawcami, ale w tekście dodano, że w dziedzinie seksualnej nie mogą pozostać jedynymi wychowawcami, co może budzić (niesłuszne) wrażenie, że Synod – wbrew dotychczasowej tradycji, w której akcentowano prawa rodziców w tej dziedzinie – chce te prawa ograniczyć.

 

Podsumowując powiem, że jeśli lekturze “Relatio” towarzyszyć będzie dobra wola, to odczytane zostanie ono w zgodzie z nauczaniem Kościoła. Jeśli jednak komuś zabrakłoby dobrej woli, to mogą pojawić się różne, polemiczne interpretacje.

Podsumowując powiem, że jeśli lekturze “Relatio” towarzyszyć będzie dobra wola, to odczytane zostanie ono w zgodzie z nauczaniem Kościoła. Jeśli jednak komuś zabrakłoby dobrej woli, to mogą pojawić się różne, polemiczne interpretacje.

 

Przypuszczam, że w kręgu niemieckojęzycznym tak to będzie interpretowane….

Medialne doniesienia z Niemiec potwierdzają tę obawę.

 

Biskupi wybiorą przewodniczącego KEP

 

Przejdźmy na płaszczyznę duszpasterską. Konieczne jest by znaleźć właściwy język, trafiający do ludzi pogubionych, tak by im wyjaśnić sens odmowy komunii św. dla rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach. Jak to zrobić?

Ulegamy dziś pokusie socjologizacji, to znaczy poszukiwania zbawienia na poziomie horyzontalnym, w wymiarach jedynie tego świata. Tymczasem chrześcijaństwo ma prowadzić ludzi do “innego świata”. Podstawowe pytanie jakie stoi przed tymi, którzy żyją w związku niesakramentalnym brzmi: jak mamy dojść do świętości?, a nie: jak załatwić sprawy z Kościołem? Dążenie do świętości związane jest z gotowością nawrócenia. A jest to możliwe, gdy człowiek uznaje swój grzech i postanawia poprawę. Kościół przynosi każdemu człowiekowi nadzieję: niezależnie od tego, jak toczyło się do tej pory twoje życie, możesz zostać świętym. W “Relatio” mamy piękne zdanie o sile rodziny, którą jest jej zdolność do miłowania i do uczenia miłości. „Jakkolwiek zraniona byłaby rodzina, zawsze może wzrastać dzięki sile miłości” (10).

 

Jeśli więc chodzi o rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach, to pytanie, jakie powinni sobie postawić brzmi: jakie kroki winniśmy podjąć, aby podążać drogą nawrócenia?

 

Odpowiedź Kościoła wyraził Jan Paweł II w adhortacji “Familiaris consortio”. Wyjaśnia, że w pewnych sytuacjach – np. gdy są już dzieci, które przyszły na świat w nowym związku, a nie ma możliwości powrotu do małżeństwa sakramentalnego – takim minimum jest uznanie, że nowy związek nie jest małżeństwem, a zatem nie podejmuje się w nim pożycia jak mąż i żona. Bywają też sytuacje, w których bezwzględnie trzeba się rozstać.

Wszyscy jesteśmy zobowiązani do życia w czystości, chociaż czystość ta inaczej jest przeżywana w różnych kontekstach życiowych: gdy jest się narzeczonym, małżonkiem, gdy jest się małżonkiem porzuconym, wdowcem czy celibatariuszem.

Wszyscy jesteśmy zobowiązani do życia w czystości, chociaż czystość ta inaczej jest przeżywana w różnych kontekstach życiowych: gdy jest się narzeczonym, małżonkiem, gdy jest się małżonkiem porzuconym, wdowcem czy celibatariuszem. Jeśli powstaje wrażenie, że Kościół domaga się życia w czystości wyłącznie od osób żyjących w ponownych związkach, osoby te czują się potraktowane niesprawiedliwie i pytają: dlaczego tylko od nas się tego wymaga?

 

Tymczasem nauczanie Kościoła w zakresie ludzkiej miłości i seksualności jest nauczaniem integralnym. Tłumaczy ono czym jest miłość i jak się przejawia w różnych kontekstach życia. Wyjaśnia dlaczego czystość, która poza małżeństwem wymaga bezwzględnej wstrzemięźliwości seksualnej, jest niezbędnym warunkiem miłości. Mam wrażenie, że ludzie są w stanie to zrozumieć, gdy zejdziemy głębiej i ukażemy im sens takiej postawy. A chodzi tu nie o wydumane przez Kościół zasady moralne, lecz o nauczanie Jezusa i o zrozumienie, że służą one budowaniu miłości, bez której człowiek nie potrafi żyć.

Problem polega na tym, że szukając miłości popełniamy błędy. Dlatego Kościół stara się przyjść nam z pomocą – w odnalezieniu najwłaściwszego sposobu przeżywania miłości. Jako ludzie, sami nie potrafimy we właściwy sposób kochać, potrzebna jest nam Boża pomoc. Wówczas zaczynamy dostrzegać sens tego, co głosi i czego wymaga Kościół. W tym momencie możemy rozpocząć rozmowę o tym, dlaczego małżeństwo jest sakramentem.

 

Wiele mówimy o kryzysie instytucji małżeństwa i rodziny. Bardzo ważne jest jednak ukazywanie piękna małżeństwa i rodziny, jako drogi, która prowadzi do głębokiego doświadczenia miłości. A jest to droga, która wcale nie musi być łatwa.

Wiele mówimy o kryzysie instytucji małżeństwa i rodziny. Bardzo ważne jest jednak ukazywanie piękna małżeństwa i rodziny, jako drogi, która prowadzi do głębokiego doświadczenia miłości. A jest to droga, która wcale nie musi być łatwa. Jest o tym mowa w przysiędze małżeńskiej, kiedy narzeczeni przysięgają wierność na dobre i na złe, we wszystkich trudnych sytuacjach, także w sytuacji porzucenia.

 

A jak Ksiądz odbiera stanowisko synodu wobec osób homoseksualnych?

Jeśli chodzi o osoby o skłonnościach homoseksualnych temat został na synodzie jednoznacznie rozstrzygnięty – w oparciu o dokument Kongregacji Nauki Wiary z 2003 r., poświęcony temu zagadnieniu. W Relacji Końcowej zostało powtórzone klasyczne rozróżnienie pomiędzy “grzechem a grzesznikiem” oraz pomiędzy “skłonnościami a aktami” seksualnymi. Podkreślono też, że każdy człowiek, niezależnie od skłonności, zasługuje na szacunek jako osoba ludzka. Natomiast gdy chodzi o akty homoseksualne, przypomniano, że są one zawsze grzeszne i nie ma dla nich moralnego usprawiedliwienia. A próba przeprowadzenia jakiejkolwiek analogii pomiędzy związkiem małżeńskim a związkiem osób jednej płci jest z natury chybiona. “Relatio” wspomina także o presji wywieranej na Kościoły lokalne przez organizacje międzynarodowe, które w zamian za dostęp do pomocy finansowej domagają się prawnego uznania związków osób jednej płci za małżeństwo (76).

Do tego zagadnienia odnosi się pośrednio również punkt 58, w którym znajdujemy stwierdzenie, że zgodnie z antropologią chrześcijańską, możliwe jest rozróżnienie w człowieku duszy i ciała, także w znaczeniu płci biologicznej (sex) i roli społeczno-kulturowej (gender); rozróżnienie, ale nie rozdzielenie.

 

Niektórzy z ojców synodalnych mówili o „pierwiastkach dobra” jakie znajdują się w związkach homoseksualistów….

– Nie ma na ten temat ani słowa w dokumencie końcowym. Zło absolutne nie istnieje i nie istnieją czyny absolutnie złe. Ludzkie czyny mogą być obiektywnie złe i grzeszne. Absolutne zło – gdyby istniało – chyba także nie byłoby dla człowieka kuszące. Jeśli zło pociąga człowieka, to za sprawą jego podobieństwa do dobra. Nawet seryjny morderca poszukuje czegoś, co w jego chorej psychice przypomina dobro. Ów nieusuwalny z każdego ludzkiego czynu „pierwiastek dobra” nie zmienia jego kwalifikacji moralnej. Trzeba ostrożności, by nie ulec w tym punkcie manipulacji. Prostytucja np. nie jest innym sposobem troski o to, by życie w mieście było wygodne i przyjemne.

Nieusuwalny z każdego ludzkiego czynu „pierwiastek dobra” nie zmienia jego kwalifikacji moralnej. Trzeba ostrożności, by nie ulec w tym punkcie manipulacji.

 

peter-179391_1920

 

Jakie inne wartościowe elementy w synodalnym dokumencie Ksiądz zauważa?

– Synod podkreśla, że jedną z podstawowych spraw jest uświadomienie młodym czym w istocie jest sakrament małżeństwa. Przyznam się, że rozmawiając z narzeczonymi prawie nigdy nie spotkałem się z sytuacją, by już wcześniej wiedzieli dlaczego małżeństwo jest sakramentem. Chcą zawrzeć ślub kościelny w formie sakramentalnej, ale kojarzy im się to najczęściej jedynie z religijnym charakterem przysięgi i nierozerwalnością związku. Nie rozumiejąc sakramentalności małżeństwa trudniej jest właściwie przeżywać nie tylko szczęśliwe, ale i trudne chwile w małżeństwie. Kościół mówi, że trudności i cierpienia są integralną częścią ludzkiego życia. Rzadko małżonkowie zdają sobie sprawę, że sakrament ten włącza ich w mękę Pana Jezusa, mękę jako znak miłości, aż do oddania życia; a to otwiera zupełnie nowy wymiar miłości.

 

Synod odbył się pod tytułem: “Misja rodziny w Kościele i świecie”. Na ile temat ten został wyczerpany?

Dokument końcowy synodu mówi o rodzinie jako Kościele domowym. Ukazuje, że ewangelizacyjna misja rodziny realizuje się w dwóch wymiarach: “ad intra i ad extra”. Misja “ad intra” oznacza wzajemną pomoc małżonków na drodze do świętości oraz przekazywanie wiary dzieciom przez ich rodziców i prowadzenie ich do nieba. Jeśli rodzice pragną udanego życia dla swoich dzieci, to nie wystarczy zapewnić im studiów z perspektywą dobrze płatnej pracy, ale trzeba próbować odpowiadać na pytanie o dobro dzieci w perspektywie życia wiecznego. Dobre wychowanie człowieka w tym znaczeniu jest sztuką większą niż udane wyrzeźbienie jego podobieństwa w marmurze. Rodzicielstwo jest przecież – co podkreślał Jan Paweł II – współdziałaniem małżonków z Bogiem w akcie stwórczym. Jest to z najwspanialszych duchowych przeżyć, jakich doświadczyć mogą małżonkowie.

 

Drugim elementem tej misji jest misja wobec świata zewnętrznego. Chodzi o to, aby jedne małżeństwa mogły dzielić się z innymi tym, jak przeżywają piękno i radość małżeństwa, a także tym jak pokonują kryzysy, które są przecież nieuchronne. Małżonkowie z pewnym stażem mogą odegrać olbrzymią rolę także w duszpasterstwie młodzieży. Pokazywać, że powołaniem człowieka jest małżeństwo i że nie trzeba się go bać.

Rodziny mogą współorganizować rekolekcje małżeńskie. To właśnie im może zostać powierzone głoszenie konferencji, podczas gdy rolą księdza pozostanie sprawowanie sakramentów i towarzyszenie duchowe.

 

Innym wyzwaniem jest poradnictwo rodzinne. Dotąd skupialiśmy się na poradnictwie związanym z naturalnym cyklem płodności. Być może było to wystarczające w czasie, gdy społeczeństwo w naturalny sposób wspierało rodzinę. Fakt, że współczesna kultura generalnie nie sprzyja normalnemu życiu rodzinnemu, powoduje, że rodziny coraz częściej potrzebują pomocy. Poradnictwo rodzinne winno uwzględniać więc towarzyszenie jednym rodzinom przez inne rodziny, zwłaszcza w pierwszych latach po ślubie. W “Pastores dabo vobis” (adhortacji Jana Pawła II nt. formacji kapłańskiej) jest zachęta, by kapłanów na początku ich drogi kapłańskiej otoczyć pomocą. I tak samo – podkreśla Synod – powinno być w przypadku rodzin (58).

 

Kiedy możemy spodziewać się posynodalnej adhortacji? Są głosy, że jej w ogóle nie będzie.

Dobrze byłoby gdyby Papież zajął rozstrzygające stanowisko w tych sprawach, które niedostatecznie jasno zostały wyrażone w dokumencie końcowym.

Papież Franciszek postępuje nie zawsze tak, jak zawsze się postępowało. W związku z tym pojawiły się niepokoje czy będzie adhortacja. Dobrze byłoby gdyby Papież zajął rozstrzygające stanowisko w tych sprawach, które niedostatecznie jasno zostały wyrażone w dokumencie końcowym. Może to zrobić w formie adhortacji lub w innej formie, np. wydając bullę, która doprecyzuje pewne normy prawne. Zatem z nadzieją czekamy!

 

Dziękuję za rozmowę.


Marcin Przeciszewski / Warszawa


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments