video-jav.net

Święty Walenty. Biskup zakochanych

Święto zakochanych obchodzone 14 lutego, niesłusznie bywa stawiane w jednym rzędzie z Halloween, jako kolejny eksportowany produkt kultury anglosaskiej. Poznajcie historię św. Walentego i Walentynek

Polub nas na Facebooku!

Pogańskie prapoczątki

Początków dzisiejszych walentynek szukać trzeba nie w chrześcijaństwie, lecz w pogańskim Rzymie. O ich dacie zadecydowała sama przyroda. W połowie lutego bowiem ptaki gnieżdżące się w Wiecznym Mieście zaczynały miłosne zaloty i łączyły się w pary. Uważano to za symboliczne przebudzenie się natury, zwiastujące rychłe nadejście wiosny. Z tej racji Rzymianie na 15 lutego wyznaczyli datę świętowania luperkaliów – festynu ku czci boga płodności Faunusa Lupercusa. W przeddzień obchodów odbywała się miłosna loteria: imiona dziewcząt zapisywano na skrawkach papieru, po czym losowali je chłopcy. W ten sposób dziewczyny stawały się ich partnerkami podczas luperkaliów. Bywało, że odtąd chodzili ze sobą przez cały rok, a nawet zostawali parą na całe życie…

Gdy w IV w. chrześcijaństwo stało się religią panującą w cesarstwie rzymskim, pogańskie obchody stopniowo zastępowano przez święta chrześcijańskie. Luperkalia były na tyle popularne, że utrzymały się aż do końca V w. Zniósł je dopiero w 496 r. papież Gelazy I, zastępując je najbliższym w kalendarzu liturgicznym świętem męczennika Walentego. Okazuje się jednak, że miał on wiele wspólnego z zakochanymi.

Jeden czy dwóch Walentych?

Za panowania cesarza Klaudiusza Gockiego Rzym był uwikłany w krwawe i niepopularne wojny do tego stopnia, że mężczyźni nie chcieli wstępować do wojska. Cesarz uznał, że powodem takiego postępowania była ich niechęć do opuszczania swoich narzeczonych i żon. Dlatego odwołał wszystkie planowane zaręczyny i śluby. Kapłan Walenty pomagał parom, które pobierały się potajemnie. Został jednak przyłapany i skazany na śmierć. Bito go, aż skonał, po czym odcięto mu głowę. Było to 14 lutego 269 lub 270 r. – w dniu, w którym urządzano miłosne loterie.

Zanim to nastąpiło, w więzieniu Walenty zaprzyjaźnił się z córką strażnika, która go odwiedzała i podnosiła na duchu. Aby się odwdzięczyć, zostawił jej na pożegnanie liść w formie serca, na którym napisał: “Od twojego Walentego”. Nad grobem męczennika przy Via Flaminia zbudowano bazylikę, jednak papież Paschalis I (817-24) przeniósł szczątki męczennika do kościoła św. Praksedy. Z czasem postać kapłana Walentego zmieszała się z innym świętym męczennikiem noszącym to samo imię. Niektórzy badacze twierdzą nawet, że tak naprawdę chodzi o tę samą osobę. W 197 r. został on biskupem miasta Terni w Umbrii. Znany był z tego, że jako pierwszy pobłogosławił związek małżeński między poganinem i chrześcijanką. Wysyłał też do swych wiernych listy o miłości do Chrystusa. Zginął w Rzymie w 273 r., gdyż nie chciał zaprzestać nawracania pogan. Dziś to właśnie on jest bardziej znany i to do jego grobu w katedrze w Terni ściągają pielgrzymi. Na srebrnym relikwiarzu kryjącym jego szczątki znajduje się napis: “Święty Walenty, patron miłości”.

Nieraz też mówi się o św. Walentym jako patronie epileptyków. Faktycznie jednak chodzi tu o trzeciego świętego noszącego to imię. Żył on w V w. w Recji (na dzisiejszym pograniczu niemiecko-austriacko-szwajcarskim) i przypisywano mu moc uzdrawiania z tej choroby.

Będziesz moją walentynką…

Dzień św. Walentego stał się prawdziwym świętem zakochanych dopiero w średniowieczu, kiedy to pasjonowano się żywotami świętych i tłumnie pielgrzymowano do ich grobów, aby uczcić ich relikwie. Przypomniano więc sobie także dzieje św. Walentego. Święto najbardziej rozpowszechniło się w Anglii i Francji. Nadal, jak w antycznym Rzymie, losowano imiona, choć teraz także dziewczęta wyciągały imiona chłopców. Młodzież nosiła potem przez tydzień wylosowane kartki przypięte do rękawa.

Dziewczęta 14 lutego starały się odgadnąć, za kogo wyjdą za mąż. Aby się tego dowiedzieć, wypatrywały ptaków. Jeśli dziewczyna jako pierwszego zobaczyła rudzika, oznaczało to, że wyjdzie za marynarza; jeśli wróbla – za ubogiego, lecz mogła być pewna, że jej małżeństwo będzie szczęśliwe; jeśli łuszczaka – że poprosi ją o rękę człowiek bogaty. W Walii tego dnia ofiarowywano sobie drewniane łyżki z wyrzeźbionymi na nich sercami, kluczami i dziurkami od klucza. Podarunek zastępował wyrażoną słowami prośbę: “Otwórz moje serce”.

Od XVI w. w dniu św. Walentego ofiarowywano kobietom kwiaty. Wszystko zaczęło się od święta zorganizowanego przez jedną z córek króla Francji Henryka IV. Każda z obecnych dziewczyn otrzymała wówczas bukiet kwiatów od swego kawalera. Przede wszystkim jednak narzeczony był obowiązany 14 lutego wysłać swej ukochanej czuły liścik, nazwany walentynką. Zwyczaj ten zadomowił się nawet na dworze królewskim w Paryżu. Walentynki dekorowano sercami i kupidonami, wypisywano na nich wiersze. W XIX w. uważano je za najbardziej romantyczny sposób wyznania miłości. Treścią listów nieraz były słowa: “Będziesz moją walentynką”. W Stanach Zjednoczonych walentynkowe listy były anonimowe, dlatego kończyły się pytaniem: “Zgadnij, kto?”. W Europie anonimowy nadawca podpisywał się po prostu: “Twój walentyn”.

W 1800 r. Amerykanka Esther Howland zapoczątkowała tradycję wysyłania gotowych kart walentynkowych. Dziś są one wymieniane na całym świecie nie tylko przez zakochanych, ale także przez dzieci w szkołach. Najbardziej znanym ich twórcą był francuski rysownik Raymond Peynet. Zaczął je publikować w 1965 r., gdy 14 lutego został oficjalnie ogłoszony we Francji Świętem Zakochanych.

Święto Zaręczyn

W Austrii w dniu Sankt Valentin odbywają się uliczne pochody, w Anglii zakochani ofiarują sobie kartonowe serca ozdobione postaciami Romea i Julii, a w dzisiejszej Ameryce – po prostu wysyłają e-maile. Jednak najbardziej uroczyście obchodzi się ten dzień w ojczyźnie św. Walentego. Co roku w niedzielę najbliższą 14 lutego w katedrze w Terni odbywa się Święto Zaręczyn. Zgromadzone przy grobie św. Walentego setki par narzeczeńskich, przybyłych nieraz z różnych stron świata, przyrzekają sobie miłość i wierność na czas do dnia ślubu. W 1997 r. krótki list do zgromadzonych w Terni narzeczonych napisał papież Jan Paweł II. Jego treść została wyryta na płycie wmurowanej w pobliżu grobu św. Walentego.

Świętu towarzyszą koncerty, spektakle, projekcje filmów, konferencje, wystawy i imprezy sportowe, które trwają niemal przez cały luty. w tym roku ogłoszono także konkurs na najlepszy SMS o tematyce miłosnej. 14 lutego w Terni jest wręczana nagroda “Rok miłości”. Są tam też organizowane walentynki dla wdów i wdowców oraz ludzi starszych i chorych.

Polskie miasto zakochanych

Wiele miast w Europie przyznaje się do posiadania relikwii św. Walentego, w tym Lublin, Kraków i Chełmno. Wszędzie tam 14 lutego organizowane są obchody ku czci patrona zakochanych. W bazylice św. Floriana w Krakowie gościem wieczoru, na który zaproszeni są nie tylko zakochani, ale także wszyscy szukający prawdziwej miłości, jest sam św. Walenty, jako że jego relikwie znajdują się w świątyni. W Chełmnie, obok modlitw przy relikwiach świętego ma miejsce barwny przemarsz ulicami miasta z orkiestrą dętą i ułożenie walentynkowego serca ze świec na rynku. Czy uda się uczynić z Chełmna miasto zakochanych, na wzór Terni – czas pokaże…

Modlitwa do św. Walentego

Święty Walenty, opiekunie tych, którzy się kochają, Ty, który z narażeniem życia urzeczywistniłeś i głosiłeś ewangeliczne przesłanie pokoju, Ty, który – dzięki męczeństwu przyjętemu z miłości -zwyciężyłeś wszystkie siły obojętności, nienawiści i śmierci, wysłuchaj naszą modlitwę: W obliczu rozdarć i podziałów w świecie daj nam zawsze kochać miłością pozbawioną egoizmu, abyśmy byli pośród ludzi wiernymi świadkami miłości Boga. Niech ożywiają nas miłość i zaufanie, które pozwolą nam przezwyciężać życiowe przeszkody. Prosimy Cię, wstawiaj się za nami do Boga, który jest źródłem wszelkiej miłości i wszelkiego piękna, i który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

(modlitwa pochodzi ze strony internetowej francuskiej miejscowości Saint-Valentin).


Paweł Bieliński / Terni / KAI / pb / Warszawa

“Boży samuraj” Ukon Takayama powrócił do ojczyzny

Błogosławiony Ukon Takayama pojawia się w momencie, gdy Kosciół w Japonii jest dotknięty kryzysem, atakowany, jak na całym świecie, przez globalną cywilizację relatywizmu moralnego i wieloznaczności ról i postaw (...) Banita wraca do kraju, w którym liczba chrześcijan jest znikoma - pisze dla KAI o. Zygmunt Kwiatkowski, jezuita

Polub nas na Facebooku!

Chrześcijaństwo w Japonii pełne jest paradoksów. Św. Franciszek Ksawery, apostoł Azji i pierwszy, który rozpoczął ewangelizację Japonii w XVI w. twierdził, że jest to kraj, z którym wiąże największe nadzieje związane z rozwojem Kościoła w tamtej części świata. Zwracał uwagę na niespotykaną nigdzie indziej powagę w traktowaniu problemu wiary i głębokie jej wiązanie z rodzimą kulturą. Nadzieje te zostały brutalnie zniszczone przez okrutne prześladowania, które spadły na młody Kościół japoński. Prześladowania, które trwały prawie trzy wieki.

 

Chrześcijanie przetrwali ten czas, pozbawieni jakiejkolwiek więzi instytucjonalnej z Kościołem powszechnym, pozbawieni życia sakramentalnego, miejsc modlitwy, symboli religijnych i możliwości swobodnego przekazywania wiary, nawet w wymiarze prywatnym. Przetrwali, zdziesiątkowani przez tortury i spacyfikowani przez terror policyjny. Przetrwały małe ogniska wiary, które nic o sobie wzajemnie nie wiedziały, ani nie współdziałały.

 

Justo Ukon Takayama wpisuje się w paradoksalną historię japońskiego chrześcijaństwa. Syn zdecydowanego przeciwnika nowej wiary przybyłej z Europy, który nawrócił się na chrześcijaństwo w momencie, gdy organizował przeciwko niemu spisek, mający na celu ośmieszenie Ewangelii i doprowadzenie do zakazu jej głoszenia. Sam Ukon Takayama, który był wzorem etyki samurajskiej, dzielnym wojownikiem i dał się poznać jako zdolny dowódca wojskowy, musiał wyrzec się kariery wojskowej i znaczenia politycznego, gdy władca wydał dekret o całkowitym zlikwidowaniu chrześcijaństwa w jego kraju. Ryzykował własną głową decyzję pozostania przy Chrystusie. Utracił majątek i został zmuszony rozpocząć wraz z rodziną tułaczkę, najpierw szukając schronienia u swoich możnych przyjaciół, potem zaś udając się jako wygnaniec na Filipiny, gdzie po kilku miesiącach zmarł jako banita.

 

Kościół katolicki uznał go oficjalnie błogosławionym dn. 7 lutego br., w Osace, w regionie, z którego wywodził się jego ród. O uznanie to zabiegali bardzo energicznie biskupi Japonii i Filipin, widząc w nim postać opatrznościową dla Kościoła. Jest on pierwszym indywidualnie beatyfikowanym Japończykiem. Uznany został za męczennika, co jest niezwykle, bo nie zginął przecież gwałtownie pozbawiony życia. Jego męczeńska droga miała inny kształt i jego tortury miały inną formę. Ceną jego trwania przy Chrystusie było nieustanne ryzykowanie własnego życia, a także życia swojej rodziny i tych, którzy mu towarzyszyli. Wszystko, by skończyć śmiercią wygnańca w obcym kraju.

 

“Boży samuraj” nie tylko wytrwał przy Chrystusie, ale też nigdy nie odpowiedział wrogością przeciwko swojej ojczyźnie. Odrzucił propozycje planowania jakiegokolwiek akcji odwetowej przeciwko Japonii, dając w ten sposób wyraz, ze zrozumiał krzyż Chrystusa, jak rzadko kto, jak najwięksi święci. Zrozumiał, że wewnętrzną treścią krzyża jest przebaczenie i pojednanie.

 

Ukon Takayama przedstawiany jest najczęściej jako samuraj i jako symbol chrześcijańskiej świętości i szlachetnych cnot rycerskich. Jego najpopularniejszy wizerunek, przedstawia go w pozycji stojącej, wyprostowanego, w tradycyjnym stroju samurajów japońskich, z kosmykiem włosów związanym w węzeł z tyłu głowy. W ręku trzyma miecz, którym nie wymachuje w batalistycznym geście, ale który trzyma ostrzem zwróconym ku ziemi i opierając się na nim oburącz. Ten miecz ma już inną funkcję do spełnienia i inne znaczenie: jest to krzyż Chrystusa. Ukon Takayama dał dowód tego, ze zasłużył na ten „miecz”, bo umiał się nim po mistrzowsku posługiwać.

 

Kościołowi przybywa nowy błogosławiony. Banita wraca do kraju, w którym liczba chrześcijan jest znikoma: zaledwie pół miliona osób na 127 mln mieszkańców. Kościół ten jednak nie jest “artykułem z importu” z obcych kulturowo stron. Ten Kościół jest wrośnięty w japońską kulturę głoszeniem Ewangelii i świadectwem męczeńskiej wierności wiary.

 

Błogosławiony Ukon Takayama pojawia się w momencie, gdy Kościół w Japonii jest dotknięty kryzysem, atakowany, jak na całym świecie, przez globalną cywilizację relatywizmu moralnego i wieloznaczności ról i postaw. Przez cywilizację małodusznej poprawności politycznej i braku szerokich perspektyw życiowych, szerszych od doraźnego zaspakajania potrzeb materialnych i uczuciowych.


o. Zygmunt Kwiatkowski SJ / Osaka

Katolicka Agencja Informacyjna