video-jav.net

Św. Grzegorz III: papież niespokojnych czasów

Choć papieżem został wybrany przez aklamację mieszkańców Rzymu, przyszło mu prowadzić Kościół w niespokojnych czasach nieustannych napadów na Wieczne Miasto. 10 grudnia wspominamy w liturgii św. Grzegorza III.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z pochodzenia był Syryjczykiem. Przyszedł na świat w 590 r. czyli 100 lat po tym, jak św. Grzegorz Wielki zasiadł na stolicy Piotrowej. We wczesnej młodości wstąpił do zakonu benedyktynów i do Rzymu przybył jako zakonnik. Wziął udział w pogrzebie papieża Grzegorza II i, zupełnie niespodziewanie, został wybrany przez lud rzymski na jego następcę. Na konsekrację musiał czekać aż do marca 731 r. ponieważ były to czasy, w których papieży musieli zatwierdzać władcy Bizancjum, rezydujący wówczas w Rawennie.
Grzegorz III kontynuował działalność swego poprzednika, polegającą na walce z herezją ikonoklazmu. Nie dopuszczał do niszczenia obrazów w Italii. Na synodzie rzymskim w 731 r., po nieudanych próbach pojednania z cesarzem Leonem III Izauryjskim, ekskomunikował popieranych przez niego obrazoburców.

Imponował wszystkim umiejętnością wymowy i biegłą znajomością greki, łaciny i syryjskiego. 

Trwały najazdy Longobardów na Italię. Był to lud skandynawski, najeżdżający Europę i szerzący spustoszenie. Nazwę wywodził od długich bród, które nosili wojownicy (łac. longa barba = długa broda). W 733 r. zajęli siedzibę bizantyjskiego władcy, Rawennę. Wtedy to papież Grzegorz III pomógł ją odbić egzarsze Eutychiuszowi. Zdał sobie jednak sprawę, że skoro Longobardowie zagrozili Rawennie, to wkrótce staną się też zagrożeniem dla Rzymu. Nakazał więc wzmocnić mury oraz twierdzę w Civitavecchia

W 733 r. Longobardowie dotarli do Rzymu w 739 r. Grzegorz III wraz z senatem mianował wówczas konsulem Rzymu Karola Młota (władcę państwa Franków) i wezwał go do obrony przed Longobardami. Dzięki temu otrzymał pomoc dyplomatyczną, a król Longobardów, Luitprand, odstąpił od Rzymu. Historycy wysoko oceniają ten zwrot papiestwa w stronę Franków, ponieważ dzięki tej decyzji papieża znacznie wzmocnił się prestiż i wpływy Rzymu.

Oprócz decyzji związania się z Frankami, podejmował inne kroki polityczne, mające na celu wsparcie ewangelizacji Europy północnej. Wręczył paliusz i nominację na papieskiego wikariusza w całej Anglii Tatwinowi z Canterbury w czasie jego pobytu w Rzymie. Popierał działalność misyjną Bonifacego-Winfrida w Germanii, nadając mu paliusz i tytuł arcybiskupa oraz legata Stolicy Apostolskiej do zorganizowania Kościoła w Bawarii, Aleksandrii, Hesji i Turyngii. Osobiście zwrócił się do św. Willibalda z Eichstätt o towarzyszenie św. Bonifacemu w misji na ziemiach niemieckich.
Wspierał także swoim urzędem powstawanie nowych klasztorów i błogosławił kolejnym mnichom. Przyczynił się do reorganizacji nabożeństw. Zlecił budowę kilka nowych kościołów w Rzymie, a wiele z nich odnowił. Umocnił mury i obwarowania Wiecznego Miasta, by je zabezpieczyć przed najazdami Saracenów, Bizantyńczyków i Longobardów.
Zmarł w Rzymie w jedenastym roku pontyfikatu – 27 lub 28 listopada 741 r. Jego ciało złożono w bazylice św. Piotra w wybudowanej przez niego kaplicy Zbawiciela i Najświętszej Maryi Panny.

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Męczennik do terrorysty. Przejmujący testament o. de Chergé

Nazywał się Christian de Chergé i był francuskim trapistą, mieszkającym w Algierii, który w 1996 r. zginął z rąk islamskich terrorystów. Kilka tygodni przed porwaniem zdążył napisać i przekazać rodzinie swój duchowy testament.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O. Christian wraz ze swoimi współbraćmi z klasztoru w Tibhirine w Algierii padł ofiarą islamskich terrorystów, mordujących w latach 90. XX w. chrześcijan francuskiego pochodzenia mieszkających w tym kraju. Trwała wojna domowa. Zarówno o. Christian jak i jego bracia wiedzieli, że mogą zginąć z rąk islamskich bojówek, jednak mimo nalegań władz nie zgodzili się na ucieczkę i opuszczenie klasztoru. Porwano ich nocą z 26 na 27 marca i uprowadzono w nieznanym kierunku. W maju odnaleziono ich ciała z obciętymi głowami. 

Niedługo przed porwaniem o. Christian zdążył napisać i przekazać swojej rodzinie zapieczętowany list z napisem “Na wypadek A-Dieu”, który mieli otworzyć po jego śmierci. Gdy został znaleziony martwy, a rodzina zapoznała się z treścią niezwykłego testamentu, upubliczniła ją. W liście widać bowiem nie tylko głębię duchowości zakonnika, ale również miłość jaką z góry darzył swoich nieprzyjaciół. Wyznaje w nim też miłość do Algierii oraz do muzułmanów, których “wkrótce zobaczy takimi, jakimi widzi ich Bóg”. 

8 grudnia 2018 r. o. Christian będzie wspólnie z 18 towarzyszami wyniesiony na ołtarze.

Tak brzmiał jego testament:

Na wypadek A-Dieu

Gdyby pewnego dnia zdarzyło się – a mogłoby to być już dzisiaj – że padnę ofiarą terroryzmu, który zdaje się obecnie zagrażać wszystkim cudzoziemcom zamieszkującym w Algierii, pragnąłbym, aby moja wspólnota, mój Kościół, moja rodzina pamiętali, że moje życie było oddane Bogu i temu krajowi. By zdali sobie sprawę, że Jedynemu Władcy wszelkiego życia to moje nagłe odejście nie było obojętne. By modlili się za mnie; bo jakże mogłem zostać uznany za godnego złożenia takiej ofiary? By potrafili związać moją śmierć z tylu innymi, które są równie okrutne, lecz pozostają ledwie zauważone i bezimienne.

Moje życie nie jest więcej warte niż jakiekolwiek inne. Ale też nie jest warte mniej. W każdym razie nie ma w nim niewinności dzieciństwa. Żyję już na tyle długo, że świadom jestem własnego udziału w złu, które niestety zdaje się przeważać na tym świecie, nawet tego, które może we mnie uderzyć. Chciałbym, gdy ten moment nadejdzie, mieć umysł na tyle jasny, bym mógł prosić o przebaczenie Boga i wszystkich moich bliźnich i równocześnie przebaczyć z całego serca temu, który ugodzi we mnie.

Nie życzę sobie takiej śmierci. Myślę, że muszę to jasno powiedzieć. Bo nie wyobrażam sobie, jak mógłbym się cieszyć z tego, że ten naród, który kocham, miałby być w czambuł oskarżony o zamordowanie mnie. To zbyt wysoka cena, za coś co prawdopodobnie zostanie określone jako „łaska męczeństwa”, by płacił ją Algierczyk, ktokolwiek nim będzie, nawet jeśli powie on sobie, że czyni to w imię po swojemu rozumianego islamu. Wiem, jaką pogardą świat darzy Algierczyków, wszystkich bez różnicy. I znana mi jest karykatura islamu, forsowana przez typ ludzi dobrze myślących. Ci ludzie zbyt łatwo uspokajają własne sumienie, stawiając znak równania między religią i ideologią skrajnych fundamentalistów. Dla mnie Algieria i islam to dwie różne rzeczy, to ciało i dusza.

Stwierdzałem to już wielokrotnie, w pełni świadom tego, co im zawdzięczam, tak często odnajdując w nich prostą nić przewodnią Ewangelii, tak jak nauczyła mnie jej moja matka, mój pierwszy Kościół –odnajdując ją właśnie tu, w Algierii, w postawie szacunku wierzących muzułmanów. Moja śmierć zapewne okaże się argumentem na rzecz tych, którzy szybko zdefiniowali mnie jako naiwnego idealistę. „Niechby nam powiedział teraz, co o tym myśli”. Ale niech ci ludzie wiedzą, że wtedy moja najbardziej dociekliwa ciekawość będzie już zaspokojona. Bo wtedy, jeśli Bóg zechce, będę mógł zobaczyć Jego dzieci islamskie, tak jak On je widzi, ludzi ogarniętych światłością chwały Chrystusa, owocu Jego Męki, obdarzonych Darem Ducha, którego tajemną radością będzie zawsze tworzenie wspólnoty, ukazywanie podobieństw i radowanie się różnicami.

Za życie utracone, całkowicie moje i całkowicie ich, dziękuję Bogu, który jak gdyby tylko dla tej Radości je stworzył, radości ze wszystkiego i mimo wszystko. Do tego „dziękuję” za całe moje życie wraz z tym, co jeszcze może się w nim zdarzyć, włączam Was wszystkich, przyjaciół dawnych i dzisiejszych, i Was przyjaciół tu na miejscu, a także moją matkę i ojca, siostry i braci, i ich rodziny – moje stokrotnie przyrzeczone dzięki! A także ciebie, przyjacielu mojej ostatniej minuty, który nie będziesz wiedział, co czynisz. Tak, ciebie też do mojego „dziękuję” włączam i do mojego „A Dieu – Z Bogiem”, którego widzę także w twojej twarzy. By dane nam było się spotkać, jak dobrym łotrom, w raju: bo tak spodobało się Bogu, który jest Ojcem nas obu. Amen. Inch’Allah.

 

Życie i śmierć o. Christiana oraz jego towarzyszy zainspirowały twórców filmu “Ludzie Boga”, który opowiada ostatnie tygodnie ich życia. 

ad/Stacja7

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >