video-jav.net

Młody i mądry

Czy mądrość zawsze musi być przypisywana tylko ludziom starszym? Czy młody człowiek nie może być obdarowany powerem Ducha Świętego? Jasne, że może. Kościół pokazuje wielu takich świętych

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pierwszym z nich jest św. Szczepan. Biografię o nim trudno byłoby napisać, bo historycy po dziś dzień nie znają szczegółów z jego życia. Wiadomo, że był Żydem greckiego pochodzenia. W Dziejach Apostolskich jest wymieniany jako pierwszy spośród siedmiu współpracowników uczniów Jezusa – „mąż pełen wiary i Ducha Świętego”. Zajmował się działalnością charytatywną, rozdawał chleb ubogim w Jerozolimie. Został wyświęcony przez Apostołów na diakona razem z sześcioma innymi mężczyznami (Filipem, Prochorem, Nikanorem, Tymonem, Parmenasem i Mikołajem z Antiochii). Wszyscy działali dynamicznie i odważnie. Obserwujący ich działalność  Żydzi – również kapłani – zaczęli przyjmować chrześcijaństwo. Szczepana, jak podaje Pismo święte, wyróżniały z tej siódemki: mądrość i dar czynienia cudów. Wygłaszał mowy, którym nikt nie umiał sprostać. Można powiedzieć nawet, że robił to z ogromnym tupetem, bo gdy został oskarżony o bluźnierstwo przeciwko Mojżeszowi i Bogu, zaczął przed Sanhedrynem (najwyższą instytucją religijną Judei) opowiadać historię proroków od początku. Przedstawił im w skrócie dzieje Mojżesza, opowiedział o krzaku gorejącym, cytował święte księgi i zadawał pytania. A zakończył swoje wystąpienie zarzutem: „Twardego karku i opornych serc i uszu! Wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu” (Dz Ap 7, 51). Po tych słowach został wyprowadzony przez lud i natychmiast skazany na śmierć przez kamienowanie. Zanim wykonano wyrok, zdjęto z niego szaty i położono u stóp innego młodzieńca, który nazywał się Szaweł. Tu mógłby zacząć się intrygujący wątek biografii, ale łączenie faktów bez historycznej wiedzy, mogłoby zostać uznane za szaleństwo. Wiadomo, że Szaweł jeszcze przez kilka lat prześladował i mordował chrześcijan, zaś jego nawrócenie dokonało się po upadku z konia, wtedy usłyszał właśnie pytanie samego Jezusa: „Szawle, Szawle, dlaczego mnie prześladujesz?”. Kiedy Szczepan był kamienowany, nie zareagował żalem, ani współczuciem. Nawet modlitwa skazańca, w której prosił swego Boga o przebaczenie dla tych, którzy go kamieniują, nie wzruszyły Szawła. 

Młody i mądry

Czego może nas dzisiaj uczyć ta krótka historia? Czego może uczyć  nas św. Szczepan? Czytając jego mowę w Dziejach Apostolskich językiem współczesnym można powiedzieć, że asertywności, konsekwencji i odwagi. Wierzył mocno w Chrystusa, znał historię Izraela i święte księgi. Kiedy usłyszał zarzuty przeciw sobie nie poddał się emocjom, tylko zaczął mówić co myśli, co widzi. Opowiedział jakie wyciągnął wnioski z historii proroków. Młodość ducha, odwaga i mądrość. To chyba trzy cechy, które można mu przypisać. I tego można się uczyć.

Ale wgłębiając się jeszcze bardziej w tę postać, można się też uczyć, czym jest świadomość wiary i co to znaczy wierzyć do końca. Szczepan miał pewność, że chrześcijaństwo jest tą drogą, na którą czekali ludzie tyle tysięcy lat. Stał przed przed tymi, którzy go osądzali z głową uniesioną ku niebu, i jak podaje Pismo święte: „ujrzał chwałę Bożą i Jezusa (…). I rzekł: „Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga. A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamieniowali…”. (Dz Ap 7, 55-57)

W historii świętego Szczepana jest chyba jeszcze jedna nauka: każda śmierć, nawet ta, której po ludzku nie możemy zrozumieć i przyjąć, ma swój głębszy sens. Po śmierci św. Szczepana prześladowani chrześcijanie z niesamowitą siłą zaczęli głosić Ewangelię poza murami Jerozolimy. Jego postawa dodała im odwagi. Jego świadectwo i duchowy power były impulsem dla innych. To wtedy właśnie chrześcijanie wyszli na cały świat, bo śmierć jednego uczciwego człowieka, jest w stanie poruszyć tłumy.

Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Wychował Jezusa

Gotowość na zmianę, determinacja, wierność i zaufanie. Oto kilka cech, za które podziwiam św. Józefa i których mu zazdroszczę.

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wychował Jezusa

Zapewne każdy słyszał kiedyś, że św. Józef powinien być wzorem dla mężczyzn, a Maryja dla kobiet. Wezwanie to, to przecież evergreen wszelkich rekolekcji stanowych. Nieraz więc – posłuszny przedstawicielowi Kościoła nauczającego – zastanawiałem się jak to jest z tym Józefem w moim życiu i czego mogę się od niego nauczyć. I przez lata nic z tego nie wychodziło, może poza pobożnymi deklaracjami.

Trudno zrozumieć św. Józefa. Może dlatego, że wiemy o nim naprawdę niewiele. W Biblii nie wypowiada ani jednego słowa, nic, cisza. Widzimy go zaledwie w kilku scenach. Tradycja mówi, że wykonywał zawód cieśli. Wiemy, że przygotowywał się do ślubu z Maryją. Zapewne doszedł do porozumienia z ojcem Maryi, Joachimem, jaki posag wniesie Maryja i jakie on, Józef wniesie zabezpieczenie dla młodej żony. Wszystko zostało ustalone. Małżeństwo na starożytnym Bliskim Wschodzie przypominało kontrakt, więc pewnie i tu było podobnie. Nie zamieszkali jednak razem, bo być może jedna ze stron, lub obie czekały, aż uda się zebrać wszystkie potrzebne środki, aby dopełnić umowy, a może po prostu mieszkanie młodych nie było jeszcze gotowe… Czy tych oboje łączyła romantyczna miłość, jaka dziś prowadzi narzeczonych do ołtarza? Być może. Chociaż… Czy gdyby tak było, Józef nie zareagowałby większym wybuchem emocji na wieść, że Maryja jest w ciąży? Byłby wściekły, czułby się potwornie zraniony, zrozpaczony. Nic takiego jednak nie zaszło. Był zagubiony, zaczął się zastanawiać, co zrobić, żeby jego wybranka, mimo wszystko, zachowała dobre imię. Był w nim wtedy smutek, ale i spokój. Ale w Ewangelii jest coś jeszcze…

Wychował Jezusa

Od pewnego czasu podziwiam św. Józefa i zazdroszczę mu (a więc czasem proszę, aby mi tego użyczył) trzech rzeczy: otwartości na głos Boży, zaufania Bogu w sytuacji niemal beznadziejnej i życiowej konsekwencji.

Józef po prostu robi to, co do niego należy. Nazwano go sprawiedliwym, a to znaczy, że w życiu dokładnie przestrzegał 613 przykazań żydowskich. Był skromnym, bogobojnym facetem, w którym tkwiła wielka determinacja, by żyć tak, a nie inaczej. Ale była w nim jednocześnie gotowość na zmianę. Zrozumiałem to, kiedy sam stałem się ojcem. Kiedy w życiu pojawiają się dzieci, każda życiowa trudność jeszcze bardziej staje się trudna. Zmiana pracy, miejsca zamieszkania, decyzja o wzięciu kredytu, bądź nie – to wszystko dodatkowo obciążone jest tym słodkim brzemieniem. Przecież nie odpowiadam już tylko za siebie. Kiedy sam chorujesz, jest OK, ale kiedy zaczyna chorować dziecko – OK już nie jest, przeżywasz to o wiele bardziej niż swoje dolegliwości. I w tym wszystkim widzę Józefa. Czytamy o nim zaledwie kilka zdań, ale każde z nich nosi w sobie dramatyzm, którym możnaby obdarować kilka osób. A on w tym wszystkim idzie jakąś dziwną drogą zaufania: wierzy, że wszystko ma sens, mimo, że pewnie rozumowo trudno mu było go uchwycić: przyjmuje do siebie ciężarną narzeczoną, która twierdzi, że to Bóg jest Ojcem Dziecka, wyrusza w podróż tuż przed rozwiązaniem, nie mając pojęcia, gdzie przyjdzie im rodzić, ucieka z Dzieciątkiem i Jego Matką przed zabójcami do Egiptu, wraca, wychowuje nie swoje Dziecko, które na mu dodatek ucieka. Chciałbym ufać jak Józef, chciałbym mieć w sobie taką determinację, determinację do zwyczajnego życia w zaufaniu Bogu, bez kombinowania, bez wymyślania „lepszych” niż te dane od Boga życiowych rozwiązań.

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6112,Badz-uzdrowiony-moca-Jezusa?utm_source=stacja7&utm_medium=Wklejka&utm_campaign=Bądź uzdrowiony mocą Jezusa

Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać "po ludzku". Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >