video-jav.net

Jak SB Prymasa Tysiąclecia aresztowało

Był późny, piątkowy wieczór 25 września 1953 r. gdy do bramy Domu Arcybiskupów Warszawskich przy ul. Miodowej zapukali smutni "panowie w ceratach". Dziś mija 65 lat od dnia uwięzienia kard. Stefana Wyszyńskiego przez władze komunistyczne.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Decyzja o uwięzieniu Prymasa Polski zapadła dzień wcześniej na posiedzeniu PRL-owskiego rządu. Prezydium rządu wydało uchwałę “O środkach zapobiegających dalszemu nadużywaniu funkcji pełnionych przez ks. arcybiskupa Stefana Wyszyńskiego”. Zawierała ona decyzję, że Prymas ma opuścić Warszawę i zamieszkać w wyznaczonym klasztorze bez prawa jego opuszczania aż do nowego zarządzenia władz.

Akcją aresztowania Prymasa kierował płk Karol Więckowski, dyrektor Departamentu XI Ministerstwa Bezpieczeństwa Narodowego, wzięło w niej udział 50 funkcjonariuszy SB. Wbrew planom, akcja rozpoczęła się po godzinie 21.45, gdyż dopiero wówczas kard. Wyszyński wyszedł z kościoła akademickiego św. Anny i dotarł na ul. Miodową około godziny 22.

Prymas szczegółowo ją zrelacjonował w swoich osobistych notatkach opublikowanych potem jako “Zapiski więzienne”. 

“Ci panowie chcieli strzelać”

“Usłyszałem kroki skierowane do mego mieszkania. Przyszedł ksiądz Goździewicz. Melduje, że jacyś panowie przyszli z listem od ministra Bidy do biskupa Baraniaka i proszą o otwarcie bramy. Wyraziłem zdziwienie: „O tej porze? Tknięty przeczuciem, wstałem i ubrałem się. Istotnie, w bramie stało kilka osób i mocno szturmowało klamkę.” – notował kard. Wyszyński.

Zszedł na dół, gdzie już funkcjonariusze prowadzili biskupa Baraniaka. Kazał otworzyć im bramę domu. 

– Ci panowie chcieli strzelać – mówi biskup Baraniak.

– Szkoda. Wiedzielibyśmy, że to napad, a tak to nie wiemy, co sądzić o tym nocnym najściu – mówi Prymas.

W pewnym momencie pies Baca, zamieszkujący w Domu Arcybiskupów, rzuca się na jednego z funkcjonariuszy i rani go w nogę. – Jest zdrowy! – zapewnia rannego Prymas i jednocześnie prosi posługującą siostrę o jodynę do opatrzenia rany. 

Czytałem, ale nie przyjmuję do wiadomości

Wszyscy przechodzą do Sali Papieży. “Jeden z przybyłych wystąpił oficjalnie z wymówką, że Władzy państwowej nie otwiera się drzwi. Wyjaśniłem – pisze prymas – że dotąd jeszcze nie wiem, czy mam przed sobą przedstawicieli władzy, czy napad. Żyjemy tu na pustkowiu, wśród ruin i gruzów, i dlatego w nocy nikogo nie wpuszczamy. Tym bardziej, że ci panowie „w bramie” zaczęli od kłamstwa. Wreszcie wszystko się wyjaśniło. Jeden z panów zdjął palto, wyjął z teki list i otworzywszy – podał papier, zawierający decyzję Rządu z dnia wczorajszego. Mocą tej decyzji mam natychmiast być usunięty z miasta. (…) Prosił, bym to przyjął do wiadomości i podpisał. Oświadczyłem, że do wiadomości tego przyjąć nie mogę, gdyż w decyzji nie widzę podstaw prawnych”. Prymas jednak zgadza się napisać na dokumencie, że go czytał, ale zaznacza, że domu dobrowolnie nie opuści. 

Funkcjonariusze wydają polecenie, aby spakował osobiste rzeczy. Kardynał odmawia. Funkcjonariusze zaczynają się denerwować. Namawiają posługującą tu siostrę, by ona przekonała Prymasa do spakowania. Ten jej odpowiada: Siostro, nic nie zabieram. Ubogi przyszedłem do tego domu i ubogi stąd wyjdę. Siostra składała ślub ubóstwa i wie, co on znaczy.

Ostatnie spojrzenie na Matkę

Zamiast się pakować Prymas idzie do pracowni, gdzie porządkuje książki. Wreszcie jeden z panów proponuje, by przeszli do gabinetu przyjęć. Przechodzą na drugą stronę domu. Tam kardynał porządkuje dokumenty, podpisuje nowe, które mu wcześniej zostawiono. Po skończeniu pracy bierze różaniec i brewiarz i – meldując to pilnującym go osobnikom – przechodzi do kaplicy, by “spojrzeć na tabernakulum i moją Matkę Bożą w witrażu”.

Podają mu kapelusz i płaszcz. Ponownie protestując przeciwko uprowadzeniu go – kardynał schodzi z funkcjonariuszami do samochodu. 

Pomimo późnej pory Prymas dokładnie śledzi trasę przejazdu samochodów wiozących go w nieznanym kierunku. Zwraca uwagę, jakim mostem przejeżdżają przez Wisłę, jakie po wyjeździe z Warszawy mijają miejscowości. Czuwa. 

“Widniało, gdy zatrzymaliśmy się na północnym przedmieściu Grudziądza – notuje Prymas. Po krótkim postoju zawróciliśmy w kierunku Jabłonowa. Ludzie dążyli do pracy. Przyjechaliśmy z powrotem do Rywałdu. Było to miejsce mojego przeznaczenia. Wjechaliśmy w puste podwórze gospodarcze klasztoru Ojców Kapucynów. Dość długo czekałem w wozie, zanim „pan w ceracie” zaprosił mnie do wnętrza brzydkiego budynku. Wprowadzono mnie do pokoju na pierwszym piętrze. Oświadczono mi, że to jest miejsce mego pobytu, że nie należy wyglądać oknem. 

Właśnie wtedy, na ręce rozmawiającego z nim funkcjonariusza, kard. Wyszyński, składa ostatni tego dnia protest.

Protestuję!

“Protestuję – mówi funkcjonariuszowi kardynał – przeciwko gwałtowi, przeciwko sposobom postępowania z obywatelem, którego państwo mogło dosięgnąć w inny sposób, zgodny z Konstytucją. Protestuję przeciwko uniemożliwieniu mi sprawowania rządów nad diecezjami gnieźnieńską i warszawską. Protestuję przeciwko pogwałceniu jurysdykcji Stolicy świętej, którą wykonywałem na mocy uprawnień specjalnych. Oświadczam, że czyn dokonany przez Rząd jest bardzo szkodliwy dla Rządu, gdyż spowoduje ataki radia i prasy zagranicznej. Protestuję przeciwko zakazowi spoglądania przez okno.”

Gdy trafia do wyznaczonej mu celi spostrzega “pierwszy przyjazny głos” – obrazek z Matką Bożą i napisem “Matko Boża Rywałdzka, pociesz strapionych”. 

Dzieje się coś właściwego

W tym momencie w swoich notatkach kardynał przestaje relacjonować bieżące zdarzenia, wymiany zdań, atmosferę. Zanurza się w duchowej refleksji nad swoją sytuacją. Notuje:

“Przecież stało się to, czym tyle razy mi grożono: cierpieć zniewagę dla Imienia Jezusa. Lękałem się, że już nie będę miał udziału w tym zaszczycie, którego doznali wszyscy moi koledzy z ławy seminaryjnej. Wszyscy oni przeszli przez obozy koncentracyjne i więzienia. Większość z nich oddała tam swe życie; kilku wróciło w stanie inwalidztwa, jeden umarł po odbyciu więzienia polskiego. Byłoby coś niedojrzałego w tym, gdybym ja nie zaznał więzienia. Dzieje się więc coś bardzo właściwego; nie mogę mieć żalu do nikogo. Chrystus nazwał Judasza „przyjacielem”. Nie mogę mieć żalu do tych panów, którzy mnie otaczają i byli dla mnie dość grzeczni. Oni mi przecież pomagają do dzieła, którego nieuchronność od dawna była oczywista dla wszystkich. Muszę doceniać to, co mnie od tych ludzi spotyka” – tymi słowami Prymas kończy swoje notatki z dnia uwięzienia. 

Nie wyrzekłbym się tych lat

W internowaniu spędził 3 lata pomiędzy 25 września 1953 – 28 października 1956, najpierw przebywając 2 tygodnie w Rywałdzie, potem rok w Stoczku Klasztornym, rok w Prudniku i rok w Komańczy. W tym czasie przygotował Jasnogórskie Śluby Narodu oraz dziewięcioletni program Wielkiej Nowenny przed obchodami Milenium Chrztu Polski.

Na miesiąc przed uwolnieniem, gdy wiedział już że jego uwolnienie jest już tylko kwestią czasu, Prymas zanotował w swoim dzienniku „Pro memoria”: „Nigdy nie wyrzekłbym się tych trzech lat i takich trzech lat z curiculum mego życia. Jednak lepiej, że upłynęły one w więzieniu, niżby miały upłynąć na Miodowej. Lepiej dla chwały Bożej, dla pozycji Kościoła Powszechnego w świecie – jako stróża prawdy i wolności sumień; lepiej dla Kościoła w Polsce i lepiej dla pozycji mojego Narodu; lepiej dla moich diecezji i dla wzmocnienia postawy duchowieństwa. A już na pewno lepiej dla dobra mej duszy. Ten wniosek zamykam dziś, w godzinie mego aresztowania, swoim Te Deum i Magnificat”.

***

Korzystałam z materiałów prasowych Archidiecezji Warszawskiej oraz “Zapisków Więziennych”, wyd. Apostolicum 1995. 

 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Bł. Herman – święty na wózku inwalidzkim

Urodził się sparaliżowany, gdy podrósł - z trudem się w ogóle poruszał, co w XI w. skazywało człowieka na całkowitą izolację. Zasłynął jednak z wielkiej pobożności, wiedzy i talentu muzycznego. 24 września Kościół wspomina w liturgii bł. Hermana Kalekę.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z pewnością ułatwieniem w jego od początku naznaczonym cierpieniem życiu był fakt, że urodził się w bogatej rodzinie niemieckiego hrabiego Wolfrada II z Altshausen. Był rok 1013. Herman urodził się sparaliżowany, nie wiemy jednak dokładnie, na jaką chorobę cierpiał. Wiemy, że nawet gdy stał się chłopcem z trudem mógł się w ogóle poruszać. Gdy miał 7 lat rodzice oddali go pod opiekę benedyktynom w Reichenau, którzy zajęli się kaleką wyłącznie z powodu zasług jego ojca dla opactwa. 

Bardzo szybko okazało się jednak, że Herman jest upośledzony wyłącznie fizycznie, intelekt zaś jego rekompensuje braki ciała. Unieruchomiony zupełnie chłopiec natychmiast oddał się nauce, całymi dniami czytając wszystko co znalazł w bibliotece zakonnej. To zaś sprawiło, że bardzo szybko wyprzedził wiedzą – zwłaszcza historyczną – innych mnichów. Zasłynął jako autor dzieł historycznych, zwłaszcza “Chronicon” – dokładnej kroniki zdarzeń od narodzin Jezusa  do współczesnych Hermanowi lat. Dzieło Hermana kontynuował jego uczeń, Bertold z Reichenau. 

Kaleki mnich oprócz historii świata i Kościoła zajmował się również innymi naukami: matematyką, geometrią, astronomią oraz teorią muzyki. Zdradzał talent muzyczny i komponował hymny kościelne, antyfony, sekwencje. Do dziś śpiewane jest w Kościele jego “Salve Regina”, Alma Redemptoris czy Veni Sancte Spiritus. Sam tworzył instrumenty muzyczne. Wszystko to w ciągu dość krótkiego, bo liczącego 41 lat, życia.

Zmarł 24 września 1054 r. w opinii świętości. Jego kult jako świętego rozwinął się niemal od razu, ale został zatwierdzony oficjalnie dopiero 8 wieków później, przez papieża Piusa IX w 1863 r. 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >