Franciszek Salezy: światowiec pośród świętych

Miał przed sobą karierę prawniczą i ślub z bogatą dziedziczką Franciszką Suchet de Mirabel. Wybrał kapłaństwo, by umacniać w wierze katolików i odzyskać dla Chrystusa tych, którzy przeszli na kalwiznizm.

Polub nas na Facebooku!

Codzienność z Panem Bogiem

Św. Franciszek Salezy przyszedł na świat 21 sierpnia 1567 roku w Alpach Wysokich pod Thorenes, jako najstarsze z 13 dzieci Franciszka di Boisy, kasztelana w Nouvelles oraz Franciszki z rodu Sionnaz. W domu otrzymał głębokie katolickie wychowanie, a największy wpływ na jego życie wywarła matka – uspobienie spokoju, łagodności i pracowitości. To ją – w swoim przyszłym nauczaniu – będzie stawiał za wzór zjednoczenia człowieka z Bogiem wśród licznych zajęć dnia codziennego.

 

Los czy wybór

Już jako piętnastoletni młodzieniec rozpoczął studia na uniwersytecie w Paryżu. Najpierw studiował teologię i zagadnienia biblijne, a także uczył się języków: hebrajskiego i greckiego. Później, za namową ojca przeniósł się do Padwy i rozpoczął studia prawnicze, które miały mu otworzyć drogę do kariery urzędniczej. W czasie studiów owładnęły nim wątpliwości czy się zbawi, czy nie jest przeznaczony na potępienie. Miało to zapewne związek z wystąpieniem we Francji Kalwina ze swoją nauką o przeznaczeniu. Odzyskał spokój dopiero wówczas, gdy oddał się w niepodzielną opiekę Matki Bożej w kościele św. Stefana des Gres.

 

Wbrew woli ojca

Po ukończeniu studiów Franciszek udał się do Loreto, gdzie w 1591 roku złożył śluby czystości, a następnie udał się do Rzymu. Gdy wrócił do domu ojciec miał już dla niego gotowy plan na przyszłość. Zamierzał wprowadzić go jako adwokata i prawnika do senatu w Chambery. Czynił także starania, by ożenic swojego syna z bogatą dziedziczką, Franciszką Suchet de Mirabel. Franciszek jednak ku wielkiemu niezadowoleniu ojca obie propozycje stanowczo odrzucił i w 1593 roku przyjął święcenia kapłańskie.

 

Franciszek Salezy: światowiec pośród świętych

Święty Franciszek Salezy

Misjonarz z dobrym humorem

Został mianowany prepozytem kolegiaty św. Piotra, co uczyniło go drugą osobą po miejscowym biskupie. Za zgodą hierarchy Franciszek udał się jako misjonarz do okręgu Chablais, by umocnić w wierze katolików i odzyskać dla Chrystusa tych, którzy przeszli na kalwinizm. Niestrudzenie przemierzał wysokie Alpy, chodził od wioski do wioski odwiedzając zagrody wieśniaków. Na murach i parkanach rozlepiał ulotki – zwięzłe wyjaśnienia prawd wiary. Być może dlatego właśnie Kościół ogłosił św. Franciszka Salezego patronem katolickich dziennikarzy. Miał dar nawiązywania kontaktu z ludźmi prostymi, umiał przekonać ich do swoich racji, a każde spotkanie z drugim człowiekiem okraszał humorem. Był z natury popędliwy i skory do wybuchów. Jednakże długoletnią pracą nad sobą potrafił zdobyć się na tyle słodyczy i dobroci, że przyrównywano go do samego Chrystusa. W końcu zaczęto nazwać go “światowcem pośród świętych”. W kontaktach między ludźmi wyznawał zasadę: “Więcej much się złapie na kroplę miodu aniżeli na całą beczkę octu”.

 

Drogowskaz dla żyjących w świecie

Franciszek stworzył nowy ideał pobożności – wydobył z ukrycia życie duchowe, wewnętrzne, praktykowane w klasztorach, aby “wskazywało drogę tym, którzy żyją w świecie”. We współpracy z św. Joanną Franciszką de Chantal założył nową rodzinę zakonną sióstr Nawiedzenia NMP (wizytek). Zmarł nagle w Lyonie, wracając ze spotkania z królem Francji 28 grudnia 1622 roku. Jego ciało przeniesiono do Annecy, gdzie spoczęło w kościele macierzystym Sióstr Nawiedzenia, serce zaś zatrzymały wizytki w Lyonie. Beatyfikacja odbyła się w roku 1661, a kanonizacja już w roku 1665. Papież Pius IX św. Franciszka Salezego ogłosił doktorem Kościoła w 1877 r., a Pius XI patronem dziennikarzy i katolickiej prasy (1923). Jest czczony również jako patron wizytek, salezjanów i salezjanek – Towarzystwa św. Franciszka Salezego, założonego przez św. Jana Bosko.

Franciszek pozostawił po sobie liczne pisma i około 1000 listów, które wyróżniają się pięknym językiem i stylem. Do dnia dzisiejszego zalicza się je do klasyki literatury francuskiej. Najbardziej znane z nich to: Kontrowersje, Filotea, czyli wprowadzenie do życia pobożnego (1608) i Teotym, czyli traktat o miłości Bożej (1616).

 

Magdalena Wyżga, KAI/ab/Warszawa

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Programistka, fotograf, reformatorka. (Nie)zwykłe siostry zakonne

Innowatorka w dziedzinie informatyki, fotograf za klauzurą, reformatorka zakonu. Siostry zakonne zapisały się w historii podejmując się czasem niecodziennych czy wręcz rewolucyjnych zadań.

Renata
Czerwińska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Czyż  wszyscy nie boimy się w jakiś sposób, że jeśli pozwolimy całkowicie Chrystusowi wejść do naszego wnętrza, jeśli całkowicie otworzymy się na Niego, to może On nam zabrać coś z naszego życia?” – pytał papież Benedykt XVI i zapewniał: – „Kto wpuszcza Chrystusa, nie traci nic, absolutnie nic z tego, co czyni życie wolnym, pięknym i wielkim. (…) On niczego nie zabiera, a daje wszystko. Kto oddaje się Jemu, otrzymuje stokroć więcej”. Co otrzymały kobiety, które poszły za Nim? Poznajmy historie kilku sióstr zakonnych.

 

Zdjęcie wykonane przez s. Genowefę od Najświętszego Oblicza

 

Fotograf za klauzurą

Wyobraźnia Celiny nie znała granic. Mawiała, że Chrystus jest jej rycerzem, który stoczył dla niej zwycięski bój ze śmiercią. Kiedy zdecydowała się wstąpić do karmelu w Lisieux, niektóre siostry kręciły nosem: „Po co w zakonie artystka, i to w dodatku fotograf?”. Teraz wiele sióstr karmelitanek zajmuje się ikonopisaniem, ale w XIX w. rzeczywiście takie talenty mogły uchodzić za fanaberie. Siostra Małej Tereski posłusznie zostawiła sztalugi, ale postanowiła nie rozstawać się z aparatem. I tak oto dzięki Celinie Martin – s. Genowefie od Najświętszego Oblicza – mamy zdjęcia przedstawiające życie karmelu w Lisieux, a przede wszystkim jej siostry – św. Teresy od Dzieciątka Jezus.

 

 

Siostra programistka

Mary Kenneth Keller rozpoczęła edukację akademicką dopiero po wstąpieniu do Sióstr Miłosierdzia Najświętszej Maryi Panny w Dubuque w stanie Iowa, ale za to ruszyła jak burza. Już w 1953 roku uzyskała dyplom z matematyki i z fizyki, a w 1965 r. jako pierwsza kobieta w Stanach Zjednoczonych otrzymała doktorat, w dodatku z informatyki. Pracując w centrum informatycznym w Dartmouth w placówce, która przyjmowała wyłącznie mężczyzn, wraz z Johnem G. Kemenym i Thomasem E. Kurtzem opracowała język programowania BASIC. Załozyła potem wydział informatyczny i sama nim kierowała, zachęcając szczególnie kobiety do pracy z komputerami. Uważała, że informatyka będzie miała wielką przyszłość w edukacji, a każda mama powinna sama umieć programować.

 

 

Od początku

Doprowadziła do skandalu na całą Hiszpanię – a wszystko przez to, że postanowiła żyć według pierwotnych reguł założycieli własnego zakonu. Mowa o św. Teresie z Avila, mistyczce i reformatorce zakonu karmelitańskiego. Rzeczywiście, życie zakonne w XVI w. dopiero wychodziło z poważnego kryzysu, więc klasztor, w którym mieszkałoby zaledwie kilkanaście sióstr (a nie 190), zachowujących posty, modlitwy, kryjących się za klauzurą (zamiast nieustannie przyjmować gości), a w dodatku żyjących z Opatrzności Bożej, wyglądał co najmniej podejrzanie. Jednak mimo poważnych przeszkód za pomysłem Teresy poszło wiele odważnych kobiet, a ich prześladowcy musieli ustąpić. Matce Karmelu zawdzięczamy zaś nie tylko niezwykłe dzieła poezji mistycznej, traktaty duchowe czy wartko napisane „Księgę życia” i „Księgę fundacji”, ale przede wszystkim zachętę do podjęcia osobistej relacji z Bogiem. „Na różne więc sposoby Boski Król nasz ofiaruje duszom pokój i swoją przyjaźń, jak o tym na każdy dzień przekonać się możemy, (…) najniższy, jakiego by wam użyczył, stopień Jego przyjaźni, nad wszelki wyraz bogatymi was czyni, jeśli jeno z waszej strony nie zbywa na należnym współdziałaniu”.

 

 

Tańcząca z garnkami

O życiu karmelitanki, św. Marii od Jezusa Ukrzyżowanego – Małej Arabki – można opowiadać długie historie. Towarzyszyło mu wiele niezwykłych znaków, jednak Miriam – nieodrodna córka duchowa św. Teresy z Avila i św. Jana od Krzyża – nie ufała nadzwyczajnościom. Ekstazy, które często jej się zdarzały, nazywała snem, a stygmaty oznakami trądu. Choć zakochana w Bogu do szaleństwa, stąpała także po ziemi. Kiedy wraz z innymi karmelitankami płynęła do Indii, aby założyć nową fundację, byłą jedyną osobą na statku, która potrafiła okiełznać dwóch nieznośnych synków pasażerów. Choć, jak wspomniał jeden z podróżnych, nikt nigdy tyle od nich nie wymagał, okazało się, że chłopcy pokochali siostry i kiedy miały wysiadać, uderzyli w płacz. Co więcej, wystraszyła kiedyś złodziei, udając rozmowę między dwiema Arabkami. Aby nie wpadać w lewitacje, s. Maria poprosiła przełożoną, aby mogła pracować w klasztornej kuchni. Liczyła po cichu, że ciężkie garnki utrzymają ją przy ziemi – nic z tego! Współsiostry widziały, jak rozpalona miłością Bożą przygrywała na garnkach, patelniach, wpadła w ekstazę przy praniu, a pewnego razu wylądowała nawet na czubku drzewa.

 

 

Milion dolarów to za mało

Wszystko zaczęło się w pociągu. Jadąca w stronę Darjeeling loretanka usłyszała wyraźne wołanie: „Chodź, chodź, zabierz Mnie do mrocznych dziur, w których mieszkają ubodzy. Chodź, bądź Moim światłem”. Choć przez bez mała 50 lat odczuwała wewnętrzne ciemności, przynosiła światło Chrystusa najuboższym z ubogich. Niestraszne jej były slumsy, brud, błoto, dotykanie ran czy owrzodzeń. Mowa oczywiście o Matce Teresie z Kalkuty. Jej radykalne działania były różnie przyjmowane. „Żyłem jak zwierzę, a teraz umieram otoczony troską i miłością jak anioł” – mówili ubodzy. Jeden z nich umierał z uśmiechem na twarzy, ponieważ siostry kalkutki na jego prośbę znalały… cukierek. Z kolei pewien dziennikarz, widząc, jak Matka pielęgnuje trędowatego, skomentował: „Nie zrobiłbym tego nawet za milion dolarów”. „Ja też nie zrobiłabym tego za milion dolarów” – odparła. – „Ale dla Chrystusa…”

Matka Teresa doskonale zdawała sobie sprawę, że istnieją różne rodzaje ubóstwa. Trudno jest funkcjonować, kiedy doskwiera ubóstwo materialne, kiedy przez wiele dni nie wzięło się pożywienia do ust. Jednakże w krajach bogatych wiele osób cierpi na inną biedę: głód samotności.

 

 

Nic niemożliwego

„Czego siostra potrzebuje?” „Grabie by mi się przydały… i szpadel… i jeszcze parę rzeczy… Ale nie mam pieniędzy!”. „To nie problem, ja to wszystko siostrze dam!” – tak oto Boża Opatrzność zatroszczyła się o dom w Saluzzo we Włoszech, pierwszą siedzibę wspólnoty Cenacolo, założoną przez s. Elwirę Petrozzi. S. Elwira ze zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Joanny Antidy Thouret, podobnie jak Matka Teresa, czuła w sercu wezwanie do nowego zadania. Czy jednak siostra, która skończyła zaledwie trzy klasy podstawówki, poradzi sobie z narkomanami, uzależnionymi, młodymi o zwichrowanej psychice? Rozeznawanie trwało 10 długich lat, jednak z perspektywy  widać, że Bóg się nie mylił. „Powołanie, które pochodzi od Boga, pozwala ci wierzyć i czynić rzeczy, których ty sama nigdy nie potrafiłabyś sobie wyobrazić” – mówi s. Elwira. Dziś Wspólnota Cenacolo jest miejscem, w którym poprzez pracę i modlitwę odzyskują zdrowie nie tylko narkomani, ale i ci, w których rodzinach, choć bogatych materialnie, zabrakło zwykłego czasu dla siebie nawzajem. Ucząc się na nowo budowania relacji, młodzi odkrywają swoje powołanie – czy to do życia rodzinnego, czy konsekrowanego, czy też do kapłaństwa. A zaufanie w działanie Bożej Opatrzności pozostaje im na długie lata.

 

Renata Czerwińska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Renata
Czerwińska
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap