“Jesteśmy jak bezdomni pomagający bezdomnym”

Nie mają swojego miejsca, ale chcą pomagać tam, gdzie są potrzebujący. Dwa razy w tygodniu z torbą pełną bandaży i kompresów wyruszają na Planty, by opatrywać bezdomnych. - Wiemy, że jeśli my im tej pomocy nie damy, nigdzie indziej jej nie dostaną - mówi Mateusz Gajda, jeden z pomysłodawców założenia Fundacji Przystań Medyczna.

Otylia Brendel
Otylia
Brendel
zobacz artykuly tego autora >
Mateusz Gajda
Mateusz
Gajda
zobacz artykuly tego autora >

Czym zajmuje się Fundacja Przystań Medyczna?

Fundacja działa dopiero od kilku miesięcy. Na co dzień zajmujemy się pomocą osobom ubogim i bezdomnym na terenie Krakowa, szczególnie osobom, które są nieubezpieczone i z tego względu nie mogą korzystać z różnych świadczeń medycznych. W naszej grupie docelowej są też osoby ubezpieczone, ale których nie stać np. na wykupienie leków czy systematyczne wizyty u specjalistów – a w wielu przypadkach takie długie leczenie jest konieczne. Głównie zajmujemy się opatrywaniem ran, ale pomagamy też przy zwykłych infekcjach – bezdomni tak samo jak my są narażeni na wirusy i przeziębienie.

 

Jesteście w stanie pomóc takiej osobie przez kupno leków?

Niestety nie, system prawny w Polsce nie pozwala nam na to, nie można rozdawać leków za darmo, nie mówiąc już o wtórnym obrocie leków. Na tyle, na ile możemy, staramy się pomagać. Czasem potrzebny jest antybiotyk i zdajemy sobie sprawę, że jeśli my danej osobie go nie wykupimy, to ona sama tego nie zrobi ze względu na brak własnych środków.

 

 

Dlaczego zdecydowaliście się pomóc akurat bezdomnym?

W szpitalach takie osoby są niechciane. Nie ma wielu miejsc, gdzie tacy ludzie, mogą uzyskać pomoc. Jeśli już trafią na SOR, to przez swoją sytuację bezdomności, nie mają szansy leczyć się skutecznie i po jakimś czasie wracają do szpitala, przez co obciążają też w jakiś sposób system zdrowotny. Mamy więc, nieskromnie mówiąc, nadzieję, że dzięki naszej działalności trochę wychodzimy tej sytuacji naprzeciw. Ministerstwo oszacowało, że w Małopolsce jest około 2000 bezdomnych, ale my wiemy, że tych osób jest o wiele, wiele więcej – nie da się ich tak dokładnie policzyć.

 

A jak wielu osobom udaje się Wam pomóc?

Wychodzimy na Planty w środy i niedziele. W niedzielę mamy okazję pomóc większej grupie, która przychodzi systematycznie na “Zupę na Plantach”. Współpracujemy także ze wspólnotą Sant’Egidio, która troszczy się o jedzenie dla bezdomnych głównie w środy. Wykorzystujemy ten czas kiedy zbierają się w większe grupy, tak abyśmy mogli pomóc jak największej liczbie potrzebujących. Każdorazowo udzielamy pomocy około 20 osobom. W skali miesiąca robi się z tego duża grupa, ale nie jest to liczba zamknięta, bo osób bezdomnych jest bardzo dużo – pomogliśmy już około 1700 osobom, a ja przechodząc Plantami w dalszym ciągu spotykam nowe twarze. Informacje o takiej bezpłatnej pomocy szybko się też rozchodzą, był nawet przypadek, że pewien bezdomny przyjechał do nas z Katowic, gdy dowiedział się o możliwości konsultacji z lekarzami.

 

Skala potrzeb wydaje się ogromna. Ile osób angażuje się w prace Fundacji?

Ta liczba stale rośnie. Póki co mamy 40 wolontariuszy zaangażowanych na stałe plus jeszcze około 30 okazjonalnie. Są to studenci medycyny i lekarze różnych specjalizacji – chirurdzy, ortopedzi, jest z nami też chirurg naczyniowy, nieoceniony jeśli chodzi o opatrywanie ran. Wszyscy przychodzą tutaj po swoich godzinach pracy i – trzeba to powiedzieć – jak do drugiej pracy, bo tak staramy się to traktować.

 

 

Jak bezdomni reagują na Waszą pomoc?

Są ogromnie wdzięczni. Przychodzą nierzadko ze łzami w oczach, przestraszeni, ale wzruszeni, że ktoś zechciał poświęcić im uwagę. Współpraca z nimi jest bardzo różna – nie zawsze zastosują się do naszych zaleceń odnośnie leczenia, wielu z nich nie pojawia się ponownie, byśmy mogli kontrolować proces leczenia, a niektórzy ze względu na problem z alkoholem nie dają rady być trzeźwi na czas brania leków. Zdecydowana większość jest wdzięczna, że poświęcamy im swój czas i uwagę, widzą, że nam zależy, że traktujemy ich poważnie. Wiele osób nas już zna z imienia, z nazwiska, cieszą się na nasz widok. Ale trzeba powiedzieć, że to wymagało czasu, zbudowania zaufania. Jest to bardzo potrzebne, szczególnie jeśli jest konieczność zastosowania się do jakichś zaleceń lekarskich.

Bezdomni tworzą w pewien sposób takie mikrospołeczeństwo – są tam osoby, które zastraszają i osoby, które stają w obronie słabszych, są osoby atakujące, ale i wspierające. Relacje między nimi są nierzadko bardzo silne, dzięki temu przekazują sobie też informacje o możliwości pomocy, ale i budują między sobą zaufanie do nas, mając dobre doświadczenia ze spotkania z nami.

 

Taka bezinteresowna pomoc bez stawiania wymagań nie jest często spotykana. Choćby w niektórych noclegowniach nie przyjmuje się osób nietrzeźwych, a Wy pomagacie wszystkim bezwarunkowo.

Nie do końca bezwarunkowo, bo bezdomni zdają sobie sprawę, że bez ich zaangażowania nie damy rady im pomóc. Najczęściej w tej kwestii chodzi o postawienie ultimatum w związku z alkoholem, ale z drugiej strony są osoby, które cierpią już na padaczkę poalkoholową. Przydałaby się dodatkowa organizacja, która by przeprowadziła takie osoby przez odwyk – dziś wszystkie miejsca na terapiach odwykowych są zajęte.

 

 

Wspomniałeś, że wykorzystujecie w jakiś sposób akcję “Zupa na Plantach”, która gromadzi bezdomnych w niedzielę oraz środowe spotkania wspólnoty Sant’Egidio. Z jakimi organizacjami jeszcze współpracujecie? Udaje Wam się udzielić pomocy innej niż medyczna?

Z naszej strony jeśli potrzebują odzieży, śpiworów – staramy się to zapewnić. Jesteśmy jednak otwarci na współpracę z każdą organizacją pomocową, tym bardziej że nie ma jakiegoś wspólnego systemu pomocy osobom bezdomnym. Nie mamy np. możliwości skierowania na nocleg kogoś z zapaleniem płuc, kto musi leżeć, by wyzdrowieć, bo do tego potrzebny jest np. pracownik socjalny, który musi ocenić, czy i w jakim zakresie dana osoba potrzebuje pomocy oraz gdzie ją uzyska, a to bardzo długa procedura.  Mamy taki pomysł, by w przyszłości stworzyć coś w rodzaju platformy, dzięki której będzie wiadomo, gdzie można wysłać kogoś na nocleg, na posiłek, na leczenie szpitalne. Przydałaby się lepsza współpraca na tym polu.

 

Bierzecie teraz udział w krakowskich obchodach Światowego Dnia Ubogich. Co tu robicie?

Prowadzimy punkt medyczny, mówiąc najprościej. Punkt znajduje się w Arcybractwie Miłosierdzia, współpracujemy tu z siostrami albertynkami. Można u nas zrobić podstawowe badania – zmierzyć ciśnienie, cukier, ale też oczywiście opatrujemy. Mamy pełen zestaw sterylnych narzędzi, ale w ogóle miejsce, które tu mamy (punkt medyczny znajduje się w Arcybractwie Miłosierdzia na ul. Siennej – przyp. red.) pozwala nam dokładniej zbadać pacjentów, osłuchać, skierować do szpitala jeśli byłoby to konieczne.

 

 

Spotkania z bezdomnymi są na pewno niezapomniane. Jaka historia Tobie zapadła w pamięć?

Przede wszystkim te spotkania nauczyły mnie nie wrzucania wszystkich bezdomnych do jednego worka. Ich historie są naprawdę przeróżne, to są ludzie w różnym wieku i różnych zawodów – są wśród nich nawet lekarze. Jest wiele przyczyn, które spowodowały, że dziś ci ludzie są na ulicy – od uzależnień po różne historie rodzinne. Jedna z najmocniejszych, z którą się spotkałem, to historia mężczyzny, któremu włamano się do mieszkania i zgwałcono jego żonę. Po tym wydarzeniu nie mógł się pozbierać, na sali sądowej pobił oskarżonego tak, że trafił do więzienia. Dziś mieszka na ulicy, nie jest w stanie wrócić do domu, z trudnością przyjmuje pomoc, którą mu się oferuje – mówię tu również o pomocy od rodziny – bo ma takie przekonanie, że nie chce nikomu robić problemu.

Większość bezdomnych ma takie poczucie i często widać to w naszych spotkaniach z nimi, że nie pchają się po pomoc, bo wiedzą, że może będzie ktoś bardziej potrzebujący. W tym całym przykrym zjawisku to jest chyba najpiękniejsze – że oni nie mając nic, potrafią jeszcze komuś ustąpić i pomóc, jak tylko mogą.

 

Może kiedyś i oni będą w stanie pomagać tak, jak Wy.

Już mamy takie przypadki Są bezdomni, którzy przynoszą nam opatrunki, choć jeszcze jakiś czas temu sami ich potrzebowali.

 

 

 

W jaki sposób można Wam pomóc?

Naszą największą trudnością jest to, że nie mamy “swojego miejsca” – można powiedzieć, że jesteśmy trochę jak bezdomni pomagający bezdomnym. Naszym stałym miejscem pracy są po prostu Planty. Może uda nam się zdobyć ambulans dzięki FundacjiNEUCA dla zdrowia”. Może uda się znaleźć jakiś lokal. Jest to problem tym pilniejszy, że zbliża się zima i jakkolwiek latem nie ma problemu, by pomóc komuś na powietrzu, tak na mrozie, czy na śniegu jest to bardzo trudne. Poza tym osoby bezdomne ubierają się na chłodne dni bardzo ciepło i opatrzenie ich jest wtedy ogromnym wyzwaniem. Żadne rany nie będą się też dobrze goić jeśli nie zostaną opatrzone w przyzwoitych warunkach.

Na pewno nie jest nam bardzo potrzebny rozgłos, nie robimy tego na pokaz. Raczej interesuje nas bardziej porządne zrobienie opatrunków, a trzeba powiedzieć wprost, że nie oszczędzamy na tym, staramy się o artykuły naprawdę dobre, a idą za tym duże koszta. Oczywiście mamy świadomość, że jak każdej młodej organizacji przyda nam się reklama, ale tylko dlatego, żeby właśnie – znaleźć jakieś stałe miejsce do udzielania pomocy, czy móc kupić opatrunki. Jeśli ktoś chciałby nas wspomóc finansowo – będziemy wdzięczni. To mogą być naprawdę niewielkie kwoty – każde 10 zł to już jeden opatrunek.

Przyda nam się też pomoc w wyjściu do ubogich – i wcale nie mówię tu o osobach związanych jakkolwiek z medycyną. Bezdomni w wielu przypadkach cierpią nie tylko biedę, ale również samotność. Każde spotkanie z nami to dla nich okazja do rozmowy, ale czasami bywa to bardzo absorbujące, co nie pozwala na pomoc większej liczbie osób. Zapraszamy więc wszystkich, którzy po prostu chcą poświęcić trochę swojego czasu na towarzyszenie nam na Plantach i rozmowy z potrzebującymi – jestem pewny, że w wielu przypadkach to właśnie obecność, rozmowa, zainteresowanie są tym, czego najbardziej im brakuje.

 

Zapraszamy na stronę Fundacji Przystań Medyczna

 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Otylia Brendel

Otylia Brendel

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i "Przyjaciół" oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz Gajda

Mateusz Gajda

Inicjator i założyciel Fundacji Przystań Medyczna, student medycyny.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Otylia Brendel
Otylia
Brendel
zobacz artykuly tego autora >
Mateusz Gajda
Mateusz
Gajda
zobacz artykuly tego autora >
ŚWIATOWY DZIEŃ UBOGICH

Pomóc to znaczy spotkać się

Jak skutecznie pomagać? Jak mądrze pomagać? Czy powinniśmy dać pijanemu symboliczną złotówkę, kiedy nas o to prosi? I czy ubogim wystarczy tylko pomoc finansowa? Na te pytania odpowiedzi udzielił nam br Albert, który pracuje z bezdomnymi i maluje ich portrety

Brat Albert
Koczaj
zobacz artykuly tego autora >

Jesteśmy ludźmi i każdy z nas coś myśli i coś czuje, również wtedy, kiedy spotykamy się z ludzką biedą. I tak:

Rozum napotykając nieodzowne trudności na drodze pomocy drugiemu człowiekowi skłonny jest do tworzenia swoistej „matematyki pomagania”. Na przykład, na problem, niezbyt sympatycznego potrzebującego, na dodatek pijanego człowieka, który prosi nas o pomoc, rozum odpowiada schematycznymi myślami: pomagam, ale nie na ulicy, pomagam trzeźwym, z pewnością to alkoholik i przepije moją jałmużnę. Jest to bardzo słuszne… tylko, że po drodze zginął gdzieś cel naszego działania czyli człowiek wraz ze swoim bogactwem. Trudno dostrzec prawdziwego człowieka, kiedy prym wiedzie gonitwa naszych myśli.

 

Emocje z kolei często pchają nas na mielizny małoduszności, nie pozwalając wypłynąć na głęboką wodę. Przykładem mogłaby być „pomoc biedaczkom”, którym, jak sądzimy, uchylamy nieba, dając, bez jakichkolwiek wymagań, kilka groszy, pozostając w wygodnej ślepocie na dalszy ich los. Szybki strumień naszego emocjonalnego rozrzewnienia przysłania prawdę o potrzebującym, sprowadzając go do jego biedy.

 

Obrazy tworzone przez autora artykułu, br. Alberta Koczaja. Przedstawiają osoby bezdomne, obecnych i dawnych mieszkańców Przytuliska prowadzonego przez Zgromadzenie Albertynów

 

Dlatego nie wystarczy zobaczyć, trzeba się spotkać

Często spotykamy się z wytartym sloganem: „Brat Albert zobaczył Chrystusa w drugim człowieku”. Ilekroć te słowa poruszają wyłącznie nasze emocje, pozostają sentencją zaspokajającą sentymentalne potrzeby. Jednak refleksyjne pochylenie się nad tą formułą, może przyczynić się do duchowego wzrostu. Na jakim poziomie mogę zobaczyć w bezdomnym człowieku Chrystusa? Tym poziomem może być spotkanie się z nim, z dystansem do swoich rozumowych schematów czy emocjonalnych karykatur. Fundamentem takiego spotkania może być wspólna wszystkim godność dzieci Bożych, ubogacona śmiercią Chrystusa za każdego człowieka.

Bezinteresowność z pewnością nas przerasta, jest jednak możliwa, gdy uświadomimy sobie swoją bezradność i z tą świadomością spojrzymy na swoje myślenie i czucie. Dar Boga z siebie i możliwość naszego w nim udziału jest jedyną drogą do zaistnienia bezinteresownej pomocy drugiemu. Udział w miłości Boga, który kocha wszystkich, wyznacza rzetelną autorefleksję.

 

Obrazy tworzone przez autora artykułu, br. Alberta Koczaja. Przedstawiają osoby bezdomne, obecnych i dawnych mieszkańców Przytuliska prowadzonego przez Zgromadzenie Albertynów

 

Popatrz na Maryję

W walce o skuteczne pomaganie drugiemu, pomocą jest również zapatrzenie się w Maryję, dla której Bóg – Człowiek był drogą przeżywania wiary. Ludzki sposób obcowania z Bogiem to najskuteczniejszy sposób by „nauczyć się” dobrego przeżywania swoich relacji, w tym tych relacji, w których niesiemy innym pomoc.

Jeżeli świadomość bezradności i obdarowania będzie korzeniem, utkwionym w glebie spotkania z drugą osobą, a szlachetna motywacja pomagania pełnić będzie rolę pnia, z pewnością przycinanie gałązek rozumu, woli i uczuć da pełną harmonię i prawdziwe piękno.

Otwarcie się na spotkanie, ze świadomością Bożej obecności uzupełniającej nasze braki, pozwala spojrzeć przede wszystkim na drugiego człowieka, a nie na jego zachowanie czy trudną sytuację. Taka postawa ułatwi stawianie rozsądnych wymagań bez popadania w schematyzm czy emocjonalną małoduszność.

Otwarcie się na misterium naszego człowieczeństwa, zapewnia czujność wobec przejawów egoizmu, konieczną w dorastaniu do złożenia z siebie bezinteresownego daru dla drugiego, który jest skuteczną pomocą.

 


Zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej i wsparcia Przytuliska dla bezdomnych prowadzonego przez Zgromadzenie Albertynów



Zbiór obrazów autorstwa brata Alberta Koczaja


 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Brat Albert Koczaj

albertyn jest uczniem Franciszka Szczerbińskiego u którego przez pięć lat uczył się rysunku. Miał zostać malarzem, po maturze wstąpił do Zgromadzenia Braci Albertynów. Dzisiaj tworzy portrety bezdomnych. Polecamy jego galerię i zachęcamy do wsparcia Przytuliska dla Bezdomnych

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Brat Albert
Koczaj
zobacz artykuly tego autora >