video-jav.net
ŚWIATOWY DZIEŃ UBOGICH

7 powodów ubóstwa

Ogłoszony przez papieża Franciszka „Dzień Ubogich”, jest chyba bardziej potrzebny nam, niż potrzebującym. Dla nich to ujmująco smutna codzienność, dla nas - szansa na to byśmy zobaczyli twarze ubóstwa, a nie tylko socjologiczno - ekonomiczne zjawisko

Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Od ponad 25 lat gdańska Kuchnia św. Mikołaja, działająca przy dominikańskim duszpasterstwie akademickim „Górka”, przygotowuje co tydzień gorącą zupę dla bezdomnych i najuboższych. To nie tylko charytatywny gest najedzonych wobec głodnych lecz niezwykła wymiana – rozmowa z ubogimi, to spotkanie z konkretną historią, z życiem które się bardzo pogmatwało, z bezradnością, wobec której i my rozkładamy ręce.

Chcąc pomóc, musimy zidentyfikować przyczyny, które doprowadziły ich do tego miejsca. Obok wskaźników ekonomicznych, analiz rynku pracy i demografii, chcę poniżej pokazać kilka przyczyn ubóstwa – tego materialnego i duchowego. Chcę poszukać przyczyn, by móc lepiej reagować na skutki. Nie wyczerpują one wszystkich źródeł ubóstwa, są jednak zwróceniem naszej uwagi na te, o których być może, nigdy byśmy nie wspominali.

 

1. Nieczułość

Leży po naszej stronie, nie ubogich. Jest naszą winą – zamknęliśmy oczy na problemy innych, poklepywaliśmy ich beztrosko po plecach mówiąc: spokojnie, jakoś dasz radę… zobaczysz, wszystko się ułoży. Nieprawda. Zostawiliśmy ich samych sobie, dlatego ich ubóstwo jest naszym wyrzutem sumienia i naszą największą biedą. Potrzebujemy takich Dni Ubogich – by otworzyć oczy nie tyle na biednych, ile na tych braci i siostry, którzy są obok nas.

 

2. Brak miłości

Niewątpliwie tym, czego każdy człowiek szuka i czego najgłębiej potrzebuje, jest miłość. Chcę być kochany, bez względu na jakość swojego życia. Na początku wielu historii o ubóstwie jest miłość, która została zniszczona. Zabrakło wokół nich ludzi, którzy by kochali bez względu na bezrobocie, nałogi, eksmisję. Ludzi ubogich odrzuciła kultura przydatności, mówiąca: jesteś tym, co robisz; nie udało ci się – przegrywasz. Tak więc nasze ubóstwo w kochaniu, doprowadza ich do biedy. Ten „powód” to często nasze zaniedbanie, a ubodzy wokół nas są tylko jego ofiarami.

 

fot. Monica Kelly / flickr.com / CC BY-SA 2.0

 

3. Niedowartościowanie

Najsmutniejsza dla mnie jest świadomość, iż nie wierzą oni, że cokolwiek w ich życiu się zmieni. Ubóstwo rok po roku staje się ich tożsamością. Gdy sięgamy głębiej w ich życie, okazuje się, że pierwszym było ubóstwo własnej wartości. Weszli w życie nie wierząc w siebie – w swoją godność, zdolności, umiejętności; słyszeli tylko: jesteś nikim, nic z ciebie nie będzie, jesteś skończony. Zanim zabrano im dom, rodzinę czy pracę, odebrano wiarę w to, kim naprawdę są. Bez niej są jak sparaliżowani, nie wierzą, że mają jeszcze wpływ na zmianę, już na zawsze zostanie tak, jak jest – mówią. Ten brak wartości rodzi bezradność. Ci bardziej zaradni wyciągną do innych na ulicy ręce, jednak odrzucą propozycję drobnej pracy lub kursów zawodowych. Na nic już nie liczą.

 

4. Ubóstwo relacji

Nie znający swojej wartości nie tworzą więzi z ludźmi. Są też zranieni odrzuceniem, odseparowani trwaniem w nałogu. Gdy dotyka ich materialna bieda, nie potrafią prosić o pomoc, o solidarność – ta w pierwszym momencie, kojarzy im się z upokorzeniem – bo wyciągnąć rękę do innych, to przyznać się do porażki. Dlatego tak ważne jest tworzenie z tymi ludźmi więzi, a nie tylko doraźne zaspokajanie ich braków. Pawłowe wezwanie „Jeden drugiego brzemiona noście” jest przypomnieniem, iż  nikt z nas nie powinien być zostawiony samemu sobie.

 

5. Smutek

Bieda naszego ducha – identyfikujemy go częściej jako skutek ubóstwa, niż jego przyczynę. Paradoks polega na tym, że widzimy więcej szczerej radości w tych, którzy ustawiają się w kolejce po naszą zupę, niż w tych, których mijamy na ulicy biegnących z lub do dobrze płatnej pracy. Najgłębszym ubóstwem naszej epoki jest nieumiejętność doznawania radości – to niezwykła diagnoza jaką postawił nam w 2000 roku kard. Ratzinger. Ten smutek to znużenie życiem postrzeganym jako bezsensowne i wewnętrznie sprzeczne. To źródło ubóstwa występuje zarówno w społeczeństwach materialnie zamożnych, jak i w krajach ubogich. Nieumiejętność doznawania radości jest skutkiem i zarazem źródłem nieumiejętności kochania –  pisał Ratzinger – rodzi też zawiść, chciwość i wszelkie wady, które sieją zniszczenie w życiu jednostek i w świecie.

 

fot. tripleigrek / flickr.com / CC BY-SA 2.0

 

6. Ślepe zaufanie w system

Gdy brak relacji, zwracamy się w stronę systemu i instytucji, bezgranicznie wierząc, że rozwiązanie problemów leży w ustawodawstwie, czy projektach socjalnych. Zaufanie w instytucje, to także myśl, że pieniądze, jadłodajnie, noclegownie rozwiążą wszystko. Jasne – złagodzą skutki – nie sięgną jednak do źródeł. Odpowiedzialność za naszych braci i siostry, przerzucamy na urzędników, fundacje czy biura charytatywne przy naszych parafiach. Ci ludzie, robią wiele wspaniałych, istotnych rzeczy, są ważni i konieczni. Jednak ubóstwo jest wyzwaniem dla nas wszystkich. Doprawdy ubogie jest społeczeństwo, które swoją troskę i wrażliwość wobec ubogich, odda w ręce urzędników i „profesjonalistów” od pomocy.

 

7. Mit samowystarczalności

Jest on odpowiedzialny za nasze ubóstwo duchowe i materialne. Mit, że muszę wszystko w życiu osiągnąć sam. Że ten drugi jest moją konkurencją, rywalem, a wszyscy wokół i ja sam, mamy wobec siebie niebotyczne oczekiwania. Dopada nas on także w życiu duchowym; nie tyle potrzebujemy w Bogu Zbawiciela, lecz witaminy – tego, który nie pokona swoją mocą grzechu lecz doda mi sił, bym zrobił to ja sam. Wpycha mnie to coraz silniej w egocentryzm, rodząc egoizm i samotność. Zabiera zdrowe relacje z ludźmi, wpycha w nałogi. Od tego już tylko krok, by stracić rodzinę, dom, trafić na ulicę i ustawić się w kolejce po darmową zupę.

 

A jednak „Błogosławieni ubodzy duchu” – mówi Jezus do tłumów na Górze Błogosławieństw.  A więc szczęśliwi – którzy odkryli, że tu na ziemi nie posiądą pełni życia. Szczęśliwi – wiedzący, że zawsze w tym życiu towarzyszyć nam będzie jakiś brak, którego bez bliskości z Jezusem, nie będą w stanie uzupełnić. To właśnie do nich należeć będzie pełnia Królestwa Bożego. Ubodzy w Duchu, to także ci, którzy stają na modlitwie z pustymi rękami – wiedząc, że mogą więcej od Boga otrzymać, niż mu dać. Takie ubóstwo nie upokarza, nie oddziela od innych, ale daje prawdziwą wolność, bo przecież wszystko jest darem, łaską Boga.

 

Będziesz szczęśliwy żyjąc tym błogosławieństwem – bo widząc swoje prawdziwe ubóstwo, spojrzysz zupełnie inaczej na ubóstwo innych.

 

Jacek Szymczak OP

Jacek Szymczak OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >

Niewidoczni. Ubodzy w Warszawie

Szybki krok, pośpiech, klaksony samochodów - warszawska ulica codziennie rano biegnie, by zapracować na swoje szczęście. Nie wszyscy nadążają. Niektórzy próbują pomóc sobie alkoholem, inni wypadają z gry

Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wśród miliona siedmiuset mieszkańców Warszawy są i ci, którym się nie spieszy. Bo nie mają już dokąd ani do kogo. Ubodzy. Na pierwszy rzut oka niewidoczni. Ale w Warszawie tuż obok obojętności typowej dla wielkich aglomeracji, obecna jest też wrażliwość na los tych, co są w potrzebie. Caritas, parafie, zakony i zwykli mieszkańcy starają się mieć otwarte oczy.

 

Na mapie miasta

“Bieda w Warszawie schowała się za szklanymi biurowcami” – twierdzi ks. Zbigniew Zembrzuski, dyrektor warszawskiej Caritas. Wielkie kontrasty widoczne są praktycznie w każdej z dzielnic. Śródmieście, Mokotów, Wola, Ursynów i Ochota dynamicznie się rozwijają. Powstają nowe biurowce i osiedla a tuż obok – w Warszawie – żyją ludzie, którzy nie mają dostępu do pełnej elektryczności czy odpowiednich warunków sanitarnych. Niektórzy tak bardzo wstydzą się swojej sytuacji, że z pomocy Kościoła korzystają w sąsiedniej parafii – tak, by nikt o tym nie wiedział.

Kim są ubodzy? Definicje bywają różne. Najważniejsze, by ich zauważyć. To może być dziecko, człowiek w pełni sił albo osoba starsza. “Ubogim jest człowiek, który bez pomocy drugiej osoby nie poradzi sobie, jego codzienna egzystencja jest poważnie zagrożona” – mówi szef warszawskiej Caritas.

Stosunkowo najłatwiej w przestrzeni miejskiej dostrzec bezdomnych. Przebywają na dworcach, w tramwajach, supermarketach. W pobliżu Starówki ustawiają się w kolejce po posiłek do jadłodajni kapucynów albo sióstr kalkutanek na Bródnie.

Według miejskich statystyk z ubiegłego roku w Warszawie żyje ok 2 tys. 700 osób bezdomnych. Organizacje pozarządowe, które im pomagają szacują, że jest ich znacznie więcej. Przynajmniej 5 tysięcy. Ich “domem” są nieogrzewane altanki na działkach, blaszane garaże, czasem namioty lub szałasy w zalesionych częściach miasta. Doraźnie korzystają z noclegowni i schronisk.

“Trudno jest ich policzyć, trudno też wyznaczyć granice ubóstwa podobnie jak też granice samej bezdomności” – zauważa Magda Wolnik z warszawskiej Wspólnoty Sant’Egidio. Młodzi z tej wspólnoty regularnie, kilka razy w tygodniu, w różnych punktach miasta spotykają się z bezdomnymi. Samej tylko Caritas udaje się w ciągu roku wyprowadzić z bezdomności 30 osób

 

fot. Arcadius / flickr.com / CC BY 2.0

 

Pod dachem

Ubogimi w Warszawie bywają także ci, którzy mają dach nad głową. Starsi mieszkańcy stolicy nierzadko borykają się z problemami jak związać koniec z końcem. Skromne renty czy emerytury nie wystarczają im na opłaty za mieszkanie czy pokrycie kosztów jedzenia i leków. Oni również są ubodzy. A to, że mieszkają w Warszawie, gdzie według GUS przeciętne wynagrodzenie brutto wynosi ponad 5,5 tys. złotych niewiele zmienia ich sytuację. Pomiędzy tymi, którzy mają znacznie więcej, a tymi, którzy nie mają nic lub mają niewiele istnieje przepaść.

Na szczęście, na przestrzeni ostatnich lat – jak zauważa dyrektor warszawskiej Caritas – coraz więcej jest organizacji i środowisk, które są gotowe pomagać i faktycznie pomagają potrzebującym. Ludzie chcą się dzielić z innymi i pomagać. 1,5 tys. wolontariuszy angażuje się w 115 parafialnych zespołach Caritas. Ks. Zembrzuski nie ma sygnałów, żeby ludzie skarżyli się, że “nie ma się do kogo zwrócić po pomoc”.

Kłopot w tym, że wiele osób ubogich, które mieszkają we własnych domach czy mieszkaniach nie ujawnia się. Pozostają niewidoczni, gdyż sami starają się zaradzić swojej biedzie i codziennym potrzebom. Czasem można ich spotkać na bazarku, gdy sprzedają pietruszkę lub polne kwiaty, by podratować swój budżet.

“Warto być uważnym na ludzi, którzy może żyją gdzieś obok nas , w tym samym bloku, klatce schodowej – zwraca uwagę szefowa Sant’Egidio w Warszawie. Może nie mają śmiałości, by poprosić o pomoc, choć tej pomocy bardzo potrzebują”.

 

Tacy sami

Samotność bywa istotnym wyznacznikiem ubóstwa. Dotyka nie tylko bezdomnych i starszych, którzy nie mają rodzin lub ich więzi rodzinne poluźniły się. W opowieściach o ich życiu często powtarza się schemat: nie potrafili poradzić sobie z dramatycznymi, nie zawsze zawinionymi, wydarzeniami w życiu a w otoczeniu nie było wystarczająco dużo osób, które byłyby dla nich wsparciem. Nie poradzili sobie, zostali sami, niektórzy trafili na ulicę.

Z doświadczeń Wspólnoty Sant’Egidio wynika, że ważną grupą osób ubogich w Warszawie są też pensjonariusze domów opieki społecznej: starsi i chorzy. “Oni nawet często mają rodziny, żyjące kilka ulic dalej, ale niektórzy odkąd trafili do DPS, nie widzieli już więcej swoich krewnych. Są ubodzy, samotni i cierpią często nie mniej niż ci, którzy żyją na ulicy – zauważa Magda Wolnik. “Odwiedzamy ich, bo wierzymy, że bezinteresowne relacje i przyjaźń mogą dać siłę, chęć do życia i nadzieję “. Młodzi z kolei wiele uczą się od starszych. Szybko zaczyna mylić się kto komu pomaga.

 

fot. Roger Marks / flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0

 

Od czego zacząć?

Niektórzy ubodzy sami inicjują na ulicy spotkania. Pytają: “czy ma pan/pani papierosa”? Gdzie jest przystanek lub jakaś ulica? Czy mogę poszukać puszek? A gdy obie strony przełamią lęk – czasem w oczekiwaniu na tramwaj toczą się przystankowe rozmowy o tym, jak radzić sobie z agresją lub co zrobić, gdy ktoś bliski nie chce rozmawiać jak równy z równym.

By zauważyć tych, którzy wydają się być w Warszawie niewidzialni wystarczy zatrzymać się w biegu. “Wystarczy czasem komuś spojrzeć w oczy, podać rękę, zapytać o imię, o to, czego potrzebuje, żeby przełamały się lody, które są przede wszystkim w nas – twierdzi odpowiedzialna warszawskiej Wspólnoty Sant’Egidio. Drobne gesty życzliwości i zainteresowania pozwalają znaleźć drogę do spotkania z drugim człowiekiem, by razem szukać rozwiązania problemu czy konkretnej pomocy. Nie chodzi tylko o doraźny gest dobrej woli ale spotkanie , które zmienia powoli zarówno nas, jak i te osoby”.

Młodzi ludzie, którzy wychodzą na ulice Warszawy spotykać się z bezdomnymi, podkreślają, że te relacje stają się dla nich niezwykle ważne. Pozwalają przełamywać stereotypy, lęk przed drugim człowiekiem czy braniem na siebie czyichś trudności. “Dźwigamy je jako wspólnota odpowiadając wspólnie za przyjaźń z człowiekiem, którego poznaliśmy. To daje nam siłę do pokonywania trudności. Uczymy się, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, ale też, że trzeba z Nim współpracować i Mu zaufać” – mówi Magda Wolnik.

 

Ubogi i Bóg

Spotkania z ubogimi uczą młodych warszawiaków nie tylko przełamywania kręgu własnej samotności, ubóstwa duchowego czy ubóstwa relacji. Bardzo wielu z nich spotkania z ubogimi doprowadzają do spotkania z Bogiem. Szefowa Sant’Egidio opowiada, iż “część młodych ludzi przychodzi do ubogich, bo sami mieli szansę spotkać się w swoim życiu z Bożym miłosierdziem. Ale przychodzi też wielu takich, którzy mówią: nie mam nic wspólnego z Kościołem i nie chcę mieć, ale po jakimś czasie dzięki ubogim przełamują tę barierę. Przez spotkanie z nimi faktycznie zaczynamy przeczuwać kim jest Bóg, czym jest Jego miłosierdzie w życiu tych osób i w naszym życiu. Może dlatego ulica i spotkania z ubogim tak bardzo wciągają, bo dają wiele radości i mają w sobie smak spotkania z Bogiem”.

 

Anna Wojtas

Anna Wojtas

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >