video-jav.net

Brońmy niedzieli! Niech żyje niedziela!

Filmowy felieton Zofii Wituckiej

Polub nas na Facebooku!

Zofia Pinchinat-Witucka, Prezes Fundacji Polska-Haiti, mama trójki dzieci, honorowy konsul Haiti w Polsce:

Niedzielę świętuje się od zamierzchłych czasów ludzkości. Myślę, że trzeba jej bronić!

Pamiętam niedziele spędzane w domu mojego dziadka na Haiti, który był tak naprawdę domem dla szeroko pojętej rodziny. Wszystkie ciotki, wujowie, kuzyni schodzili się na obiady, w czasie których prowadziliśmy pewnego rodzaju debaty. Dzięki nim nauczyłam się rozmawiać.

Babcia robiła zawsze rosół z kluskami domowej roboty, a na drugie danie sztukę mięsa z borówkami z lasu…. Dzisiaj moje menu już się zmieniło. W naszym domu centralnym momentem dnia stały się śniadania i przygotowuje je mąż… Tradycją się stało, że tata Maciej robi serek ze szczypiorkiem i jajecznicę z cebulą. Dzieci są bardzo do tego przywiązane.

Z trudem, ale udaje nam się póki co chronić niedzielę, jako czas spotkania rodzinnego. Dlatego staram się zbierać różne książki kucharskie i ubogacać nasze debaty wokół stołu, jakimś ciekawym menu.

Niedziela naprawdę jest innym dniem tygodnia. Ona jest po prostu wyjęta z tygodnia. Można powiedzieć jest chwilą zatrzymania.

Dla mnie teraz, ważnym momentem w niedzielę jest msza święta i właściwie to odróżnia ją od pozostałych dni. Dość starannie wybieramy to miejsce, do którego pójdziemy się modlić i na ogół napawa nas to jakimś optymizmem, poczuciem jedności, tego że jest nas więcej, że  tyle osób wyznaje podobne wartości. I zawsze to przesłanie pokoju, jedności bardzo akcentuje ten dzień.

Niedziela jest też chyba wyjątkowa ze względu na spotkanie najbliższej rodziny, ale też bardzo często przeznaczamy niedzielę na spotkania z szeroko pojętą rodziną oraz przyjaciółmi, którzy siłą rzeczy są jej częścią. Z wieloma z nich jesteśmy związani tak, jak z naszymi braćmi i siostrami… Także, niech żyje niedziela!

Stworzeni do odpoczywania

z ojcem Tomaszem Nowakiem, kaznodzieją, o tym, że warto wyluzować jeden dzień w tygodniu, rozmawia Judyta Syrek

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dlaczego Pan Bóg chce, żeby człowiek odpoczywał?

Bo Pan Bóg stworzył człowieka do odpoczynku.

A nie stworzył nas raczej do działania?

Stworzył nas do jednego i drugiego. Czas pracy i czas odpoczynku został pragmatycznie przez Boga przemyślany. Nie mamy przerwy co trzy dni, co dziesięć, czy piętnaście, ale co sześć. Siódmy, zgodnie z tym, co napisane jest w Księdze Rodzaju, to dzień odpoczynku.

Dlaczego właśnie siódmy?

Wiemy, że to jest liczba doskonała. Siódmy dzień jest jednocześnie symboliczny i pragmatyczny.

Zatem co takiego jest w ludzkiej naturze, że nie do końca chcemy odpocząć?

Z jednej strony w naszej naturze tkwi jakiś pęd, a z drugiej niewiara w swoje siły, w siły Pana Boga i w to, że potrzebujemy odpoczynku. Pogubiliśmy się w podejściu świętowania. Często nie rozumiemy, że to co robimy, ma określony cel i sens. Nie działamy przecież dla samego działania, ale po to, byśmy mogli ucieszyć się naszymi osiągnięciami. Warto za to co nam się udało, podziękować Bogu w bardziej uroczysty sposób. Jeśli tracimy taką potrzebę, sami stajemy się bogami i wtedy też sami musimy na wszystko zapracować. A to sprawia, że poddajemy się tkwiącemu w nas pędowi. Obserwuję dosyć powszechne, nazwałbym to, niskie poczucie wartości wobec Boga i człowieka – nie cenię Boga, nie cenię siebie, nie cenię drugiego człowieka, więc muszę to czymś zrekompensować i angażuję się w pracę – tak bardzo, że zjadam w końcu własny ogon.

Może za dużo myślimy o tym co powinniśmy, a za mało o tym do czego mamy prawo?

Myślę, że tak. Często osobiście łapię się na tym, że planuję sobie pracę, a nie planuję odpoczynku. Myśląc że jest tyle do zrobienia, mam poczucie, że muszę ciągle pracować. Stąd, by wszystko zoptymalizować nie planuję przerwy, tak jakbym nie zdawał sobie sprawy, że jestem ograniczony.

Rodzina, macierz, grunt, opoka

Czyli to co Ojciec mówił wcześniej, chcemy stać się bogami…

Chyba nie przyjmujemy tej mądrości, która płynie zarówno od Boga, jak i od starszych – naszych przodków czy poprzedników. Wydaje nam się, że jesteśmy mądrzejsi. Dopiero, w chwili, kiedy rzeczywiście zderzmy się ze ścianą, czy zaryjemy nosem o ziemię, mądrzejemy.

Ale dopóki tak się nie dzieje – bo jesteśmy młodzi i mamy dużo siły – to się tym nie przejmujemy. Po czasie żałujemy, że zmarnowaliśmy czas na coś, co owszem dawało profity, ale nie było najważniejsze w życiu. A pewne rzeczy nie wracają i pozostaje frustracja.

Jeżeli dużo pracuję, to właśnie po to, żeby czegoś nie zmarnować i rozwijać się.

Oczywiście, teraz to tak możesz tłumaczyć. Ale dopiero z czasem zaczyna się widzieć, ile się zgromadziło rzeczy, które w ogóle nie są potrzebne. Dopiero z czasem człowiek widzi, że nie ma tego, co naprawdę jest ważne, bo nie zorientował się wcześniej, nie wierzył tym, którzy go poprzedzali. Często jest tak choćby z posiadaniem rodziny, czy dzieci, choć słowo posiadanie nie jest tu najlepsze. Tak bardzo się zapracowałem, tak optymalizowałem, że nie miałem czasu na założenie rodziny, na znalezienie odpowiedniej osoby, którą będę kochał i która mnie będzie kochała.

Świętowanie niedzieli pozwoli mi to sobie uzmysłowić?

Świętowanie niedzieli to jest pewnego rodzaju zatrzymanie, zrobienie przestrzeni dla Boga, dla drugiego człowieka, który jest inny niż ja. Jeżeli biorę pod uwagę życie innej osoby, zatrzymuję się i jestem w stanie zdystansować się do swoich spraw.

Spotyka ojciec w konfesjonale ludzi przemęczonych pracą?

Permanentnie. Kiedy pytam ich o jaki dar chcieliby prosić Pana Boga, to dziewięćdziesiąt procent odpowiada: o spokój, zatrzymanie w pędzie. To jest zatrważające. Widzę, mimo iż żyję w zakonie, można powiedzieć w trochę innym świecie, że ja i moi bracia też jesteśmy dotknięci tą samą gorączką, by coraz więcej robić. A to nie jest mądre.

Dlaczego?

Sparafrazuję słowa św. Tomasza z Akwinu: jeśli ktoś planuje tylko pracę, a nie planuje odpoczynku jest głupcem, bo nie widzi człowieka w całości, nie bierze pod uwagę wszystkich ludzkich potrzeb, a tylko jego część i z niej próbuje zrobić całość, pomijając przez to coś istotnego. To nie może się udać, bo w naturze człowieka jest praca i odpoczynek. Przyznam, że słyszałem te słowa już wcześniej, ale jakoś im nie uwierzyłem. Zrozumiałem je dopiero później, kiedy sam się wypaliłem. Przez pięć lat po święceniach kapłańskich żyłem na maksymalnych obrotach. Mogę teraz stwierdzić z całym przekonaniem, że było to głupie i przez to stałem się paralitykiem. Po tych pięciu latach, nie mogłem niczego twórczo robić, bo się totalnie wypaliłem. Potrzebowałem dwóch lat, żeby się zregenerować i zmądrzeć.

Jakich rad udziela ojciec tym ludziom, którzy pragną się zatrzymać i odnaleźć pokój?

Najpierw pytam ich, w jaki sposób chcą osiągnąć pokój. Większość z nich nie wie i jest bezradna.  Bardzo często tłumaczą swój pęd tym, że to inni stawiają wobec nich wysokie wymagania, a oni muszą ich zadowolić. Ale kiedy spojrzy się głębiej, to wymagania innych, chociaż realne, są tylko małą częścią naszego zabiegania. Tak naprawdę to sami od siebie wymagamy za dużo. To nasz własny fatalny perfekcjonizm jest głównym problemem! Mamy poczucie, że gdybyśmy nie robili wszystkiego najlepiej, to byśmy samych siebie zawiedli – i tego boimy się najbardziej. Jeżeli nie optymalizujemy swojej pracy, czujemy się gorsi albo nie wartościowi, i często właśnie to nie pozwala nam na odpoczynek.

Jakich rad udzielam? Żeby znaleźć pokój trzeba pokochać siebie, czyli zrozumieć kim jestem i jakie mam potrzeby. Z religijnego punktu widzenia oznacza to przyjęcie siebie takim, jakim stworzył mnie Pan Bóg i zawierzenie Jemu swojego życia. Uznanie tego, że wpisana jest we mnie potrzeba odpoczynku i świętowania. Że to jest dla mnie dobre i chroni pełnię życia we mnie. Tak naprawdę tutaj rozgrywa się dramat: nie wiem kim jest Bóg, nie wiem kim jestem ja. A nie wiedząc tego, robię z Niego albo z samego siebie tyrana i tyranizuję otoczenie.

Trzy zwroty, które odmienią twoje małżeństwo i rodzinę

Jak ojciec zalecałby spędzać ludziom niedzielę, poza tym że blisko Pana Boga i na mszy świętej?

Rzeczywiście Eucharystia jest szczytem świętowania niedzieli, ponieważ jest to dzień Zmartwychwstania Chrystusa i Zesłania Ducha Świętego. Ale to jest też czas na świętowanie w gronie rodzinnym, na uroczysty obiad, wspólny odpoczynek czy zabawy. Każda rodzina ma swoje tradycje, niektórzy czytają Biblię, spędzają czas na modlitwie, odwiedzają znajomych, żeby podkreślić ten moment świętowania. Zdaję sobie jednak sprawę, że istnieje ogromna różnorodność i nie można zalecać wszystkim tego samego, bo jedni żyją w rodzinach, inni nie, a rodziny też są bardzo różnorodne. Uważam, że każda rodzina powinna wypracować swój sposób świętowania, swój rytuał.

A ojciec jak świętuje niedzielę?

Przez to, że jestem kapłanem, to jest dla mnie dość pracowity dzień, ale staramy się z braćmi świętować. Wstaję, modlę się, czytam, idę na wspólne modlitwy, jem śniadanie, a potem na odświętną kawę – zawsze znajdzie się do niej coś słodkiego. Potem odprawiam uroczystą Eucharystię. Dla mnie świętowaniem jest także patrzenie na te ogromne tłumy, które przychodzą do naszego kościoła w Warszawie na Służewie. Widzę, jak po mszy świętej ludzie zostają jeszcze w kawiarence, siedzą pod parasolami, rozmawiają z przyjaciółmi, a rodzice spacerują z dziećmi po terenie klasztornym. Jakoś im się nie chce stąd odchodzić, jakby potrzebowali, by jeszcze wybrzmiało w nich to, czego doświadczyli podczas Eucharystii.

Zwykle w niedzielę mamy w klasztorze bardziej uroczysty obiad, smaczniejszy, a na uroczystej wspólnotowej rekreacji, deser, czyli małe „co nieco”. Staramy się, by niedziela różniła się od dnia powszedniego. Wspólnie przeżywamy także przygotowywanie niedzielnych kazań. Pytamy siebie nawzajem co Pan Bóg dał nam na dzisiejszy dzień. A po ostatniej mszy świętej, którą mamy o 20.15, najwytrwalsi spędzają jeszcze razem wieczór.

Słuchając ojca myślę sobie, że niedziela jest po to, żeby ludzie nie siedzieli sami, tylko żeby wychodzili do siebie.

To jest chyba naturalne, nie tylko u zakonników. Kiedy coś świętujemy, to ludzi ciągnie do siebie, chcą ze sobą przebywać. To jest naturalny odruch, nikt nie chce być sam.

Czy jakieś formy zewnętrzne, typu odświętne ubranie, też są ważne?

Oczywiście. Potrzebujemy uzewnętrznić to, co przeżywamy w naszym wnętrzu. Jesteśmy jednocześnie istotami zewnętrznymi i wewnętrznymi. Potrzebujemy okazywania miłości, szacunku i wyrazów świętowania również. Odświętnie się ubieramy, nakrywamy stół obrusem, przynosimy świeże kwiaty i w ten sposób podkreślamy, że dzieje się coś szczególnego. Większe święta akcentujemy bardziej, te cotygodniowe trochę mniej, ale zawsze potrzebujemy zaznaczyć tę różnicę. Oczywiście możemy się także zmęczyć świętowaniem, ale chyba częściej doświadczamy niedosytu. Kiedy wszystkie dni wyglądają tak samo, gubimy się i tracimy coś istotnego. Każdy jednak sam musi znaleźć w swoim życiu przestrzeń na świętowanie i z najbliższymi wypracować wspólne rytuały. Praca nie jest bogiem.

Tomasz Nowak, dominikanin, mieszka w dominikańskim klasztorze na Służewie w Warszawie, pasjonuje się kaznodziejstwem, formuje dominikańskich nowicjuszy i kocha jazz.


Rubin_LepiejGretchen Rubin – „Lepiej. 21 strategii, by osiągnąć szczęście”

Chcesz spotykać bliskich, ale nie tylko na Facebooku? Chcesz regularnie biegać, ale niekoniecznie z domu do pracy? Chcesz się zdrowo odżywiać, ale to czekolada daje Ci szczęście?

Zastanawiasz się, czemu nie możesz znaleźć czasu, by robić to, co kochasz?Autorka bestsellerowego Projektu szczęście daje odpowiedź: z powodu nawyków. To przyzwyczajeniom zawdzięczamy zdrowie, szczęście i spełnienie, lub przeciwnie – stres i frustrację. Rubin w żywy i dowcipny sposób pokazuje, jak naprawić swoje życie bez konieczności podejmowania trudnych decyzji i robienia czegokolwiek wbrew sobie. Ponieważ każdy z nas jest inny, proponuje 21 strategii. Poznaj je i wybierz własną drogę do szczęścia.

>>> Kup teraz <<<

Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >