Bezdomni – zranione oblicze miasta w epidemii

Inaczej patrzymy w tych dniach na nasze miasto, odkrywamy jego zranione oblicze. Mam w pamięci zdesperowane spojrzenia osób, które prosiły nas o chleb, a my już nic nie mieliśmy. Potrzeby ubogich i bezdomnych są dziś większe niż nasze możliwości. O sytuacji bezdomnych w Warszawie w czasie epidemii mówi Magdalena Wolnik ze wspólnoty Sant' Egidio.

Karolina
Kędzia
zobacz artykuly tego autora >
Magdalena
Wolnik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Bezdomni - zranione oblicze miasta w epidemii
Inaczej patrzymy w tych dniach na nasze miasto, odkrywamy jego zranione oblicze. Mam w pamięci zdesperowane spojrzenia osób, które prosiły nas o chleb, a my już nic nie mieliśmy. Potrzeby ubogich i bezdomnych są dziś większe niż nasze możliwości. O sytuacji bezdomnych w Warszawie w czasie epidemii mówi Magdalena Wolnik ze wspólnoty Sant' Egidio.

Karolina Kędzia, Stacja7: Jak epidemia wpłynęła na sytuację bezdomnych?

Magdalena Wolnik, Sant’ Egidio: Bardzo mocno. Przede wszystkim z mapy miasta tymczasowo zniknęły niektóre punkty, w których zwykle można było prosić o pomoc. Problemem stają się więc podstawowe potrzeby, na przykład zdobycie jedzenia, ale także mniejszy dostęp do publicznych toalet i wody, brak dorywczej pracy czy możliwości naładowania telefonu, np. w galeriach handlowych. Coraz mniej jest też ludzi na ulicach, coraz mniej zatem osób, które można poprosić o wsparcie.

 

W liście dołączonym do mejla od Pani czytam, że w tych dniach bezdomnym doskwierają ubóstwo, samotność i strach – jeszcze mocniej niż normalnie. Jak więc pomagacie w ich przezwyciężaniu? Czy w ogóle da się to zwyciężyć, przy ograniczonych możliwościach?

W tych dniach jeszcze bardziej niż zwykle staramy się docierać do jeszcze większej liczby osób bezdomnych i ubogich, wychodzimy częściej na ulice, przygotowujemy obfitsze paczki, bo potrzeby są większe. Nasi bezdomni przyjaciele wiedzą, że mogą na nas liczyć.

 

 

Czego nie można robić obecnie dla osób bezdomnych, a można było wcześniej?

Jest wiele takich spraw. Od tak prozaicznych jak brak możliwości rozdawania ciepłej zupy czy gorących napojów. Dystrybucja ich wymaga bowiem zgromadzenia większej liczby osób w jednym miejscu. Poza tym musieliśmy też zrezygnować z innych większych spotkań, np. ze wspólnej liturgii Niedzieli Palmowej, którą co roku celebrowaliśmy razem z naszymi ubogimi przyjaciółmi czy dystrybucji świątecznych palemek w domach opieki i szpitalach.

 

Czy osoby bezdomne mają w ogóle możliwość zachowania odosobnienia nie narażając się na zarażenie?

Przebywanie w przestrzeni publicznej rzeczywiście wiąże się z wielkim ryzykiem a dodatkowo brakuje miejsc w schroniskach i noclegowniach, brakuje miejsc kwarantanny dla tych osób. Dlatego wraz z jedzeniem staramy się rozdawać płyn do dezynfekcji rąk. Do tego problemem może być na pewno trudniejszy dostęp do toalet i wody. Współpracujemy także z innymi organizacjami pozarządowymi zajmującymi się osobami w kryzysie bezdomności oraz z urzędem miasta, aby wspólnie wypracować rozwiązania na czas pandemii.

 

Czego aktualnie im najbardziej potrzeba?

Z naszej perspektywy najpilniejszą potrzebą jest dostarczenie wystarczającej ilości paczek z prowiantem (chleb, konserwy mięsne i rybne, nabiał, słoiki z gotowymi daniami, ryż, makaron, napoje oraz owoce i słodycze). Każdy może także osobiście zaangażować się w wolontariat i pomóc nam w przygotowaniu i rozwożeniu paczek.

 

 

Co my – zwykli ludzie pozostający w domach w tych dniach możemy teraz dla nich zrobić? Czy tylko przelewy dla organizacji pomocowych czy coś jeszcze?

Organizacje pomocowe bardzo potrzebują wsparcia w tych wyjątkowych okolicznościach. Przede wszystkim pamiętajmy w modlitwie o tych, którzy nie mogą zostać w domu, bo niestety go nie mają. Wspólnota Sant’Egidio w Warszawie w tej chwili tygodniowo przekazuje potrzebującym ponad 500 paczek z żywnością, ale liczba ta rośnie z tygodnia na tydzień. Można nam pomóc np. robiąc zakupy i dostarczając je do siedziby Wspólnoty. W wybranych stołecznych sklepach znajdą się także plakaty, zachęcające do solidarnych zakupów. Na ten cel prowadzimy też zbiórkę pieniędzy pod linkiem: https://pomagam.pl/koronawirus-se/. Bardzo potrzebujemy wsparcia, gdyż potrzeby są większe, niż nasze możliwości finansowe.

Można nam pomóc dołączając do zbiórki na stronie https://pomagam.pl/koronawirus-se/.

 

Czy będzie świąteczny obiad dla nich jak co roku? Czy jest coś zaplanowane? Może coś innego? Powiedzcie o akcjach, które aktualnie teraz prowadzicie.

Jeśli chodzi o Wielkanoc, przygotowujemy świąteczne paczki dla osób bezdomnych oraz ubogich. Świąteczny obiad przygotowujemy co roku na Boże Narodzenie. Wierzymy, że do tego czasu wszystko wróci do normy i znów będziemy mogli wspólnie świętować. Chcemy, aby w tych dniach w paczkach nie zabrakło tradycyjnych wielkanocnych produktów, takich jak gotowane jaja, kiełbasy i ciasta. Jeśli ktoś chciałby się z osobami uboższymi podzielić smakołykami ze swojego świątecznego stołu, może to zrobić za naszym pośrednictwem.

 

W tych dniach raczej zaleca się dystans… jak budować bliskość pomimo niego? Jak nie stracić wrażliwości na drugiego człowieka, również gdy minie epidemia?

Epidemia oddala nas od siebie, ale tylko fizycznie. Wspólnota żyje jednym duchem solidarności z ubogimi. To, że zostajemy zamknięci w naszych domach, nie może powodować, że zamknięte będą nasze serca. Pamięć, modlitwa, rozmowa telefoniczna czy za pomocą komunikatorów internetowych, a nawet staroświeckie pisanie listów, no i oczywiście solidarność z potrzebującymi – to są metody budowania bliskości na ten czas. Myślę, że doświadczenie braku i tęsknoty do bliskich nam osób, jakie każdy z nas przeżywa w związku z pandemią, jest dobrą szkołą wrażliwości na potrzeby drugiego człowieka, zwłaszcza tego, który na co dzień zmaga się z ubóstwem i samotnością.

 

Do kogo piszecie listy jako wspólnota?

Członkowie Wspólnoty Sant’Egidio regularnie odwiedzają mieszkańców jednego z warszawskich Domów Pomocy Społecznej. Wielu z tych, którzy tam przebywają ze względu na stan zdrowia bardzo rzadko opuszcza mury DPS-u. Niestety epidemia koronawirusa spowodowała, że musieliśmy wstrzymać nasze odwiedziny ze względu na bezpieczeństwo mieszkańców, często starszych i schorowanych. Nie znaczy to jednak, że o nich nie pamiętamy. Stąd pomysł wysyłania listów z wyrazami naszej bliskości i pamięci. W akcję zaangażowane są też dzieci członków Wspólnoty, które przygotowują rysunki i laurki. Właśnie szykujemy kartki z życzeniami na Święta oraz drobne upominki.

 

Potrzeba odwagi, by robić to co robicie. Jak sami radzicie sobie z lękiem przed zarażeniem?

Zawsze mamy w pamięci słowa Jezusa: “Co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. Sił dodaje nam modlitwa, czytanie Ewangelii. Każdego wieczoru wspólnie uczestniczymy online w modlitwie i liturgiach Wielkiego Tygodnia transmitowanych z kościoła Sant’Egidio w Rzymie i tłumaczonych przez nas na język polski, które można śledzić na Faceboku, YouTubie i naszej stronie internetowej. To daje nam siłę i pomaga nie przeklinać tego czasu, lecz starać się go pokochać i wyjść z niego lepszym.

 

Może pamięta Pani jakąś szczególną sytuację, która Panią ujęła, zaskoczyła albo była trudna w tych dniach i warto o niej wspomnieć?

Długo pozostaną mi w pamięci zdesperowane głosy i spojrzenia osób, które prosiły nas o chleb, a my nie mogliśmy im pomóc, bo nie mieliśmy już niczego. Uderza także pustka i cisza miasta, zwłaszcza nocą. Jednymi z nielicznych osób, które można wtedy spotkać na ulicach Warszawy, są właśnie osoby w kryzysie bezdomności. Inaczej patrzymy w tych dniach na nasze miasto, odkrywamy jego zranione oblicze, docierając do kolejnych miejsc, w których ludzie żyją w skrajnym ubóstwie. Wierzymy, że to wszystko co robimy pomoże nam zbudować powoli lepszą przyszłość dla nas wszystkich, wrażliwszą na potrzeby najsłabszych.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Karolina Kędzia

Zobacz inne artykuły tego autora >

Magdalena Wolnik

Zobacz inne artykuły tego autora >
Karolina
Kędzia
zobacz artykuly tego autora >
Magdalena
Wolnik
zobacz artykuly tego autora >
ROZMOWY

Czas chleba

"Każdy pochylając głowę, odbierając chleb, mówił dziękuję – to brzmi inaczej niż do tej pory. W ludziach jest lęk. Z taką pokorą i z taką wdzięcznością – prostą, zwykłą – mam rzadko do czynienia. To trudne i piękne doświadczenie." – mówi Emilia Wesołowską, prezes Fundacji Ambulans z Serca, pracownik socjalny Schroniska Caritas dla osób bezdomnych przy ulicy Żytniej w Warszawie.

Paweł
Kęska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Czas chleba
"Każdy pochylając głowę, odbierając chleb, mówił dziękuję – to brzmi inaczej niż do tej pory. W ludziach jest lęk. Z taką pokorą i z taką wdzięcznością – prostą, zwykłą – mam rzadko do czynienia. To trudne i piękne doświadczenie." – mówi Emilia Wesołowską, prezes Fundacji Ambulans z Serca, pracownik socjalny Schroniska Caritas dla osób bezdomnych przy ulicy Żytniej w Warszawie.

Schronisko Caritas dla osób bezdomnych przy ulicy Żytniej w środku Warszawy, w środku Polski. Widać stąd kondycję ludzką wyraźniej niż z wielu innych miejsc – bo to bezbłędny radar społeczny. Kilka chwil temu zakończyło się codzienne rozdawanie posiłków dla ubogich. Wokół dziedzińca stała kilkuset osobowa milcząca kolejka ludzi zachowujących przepisową odległość. Wstrząsające było nie tylko to, że odbierali jedynie po pół chleba, ale też to, że wśród nich byli zwykli, niewyróżniający się niczym ludzie. Radar wskazuje, że zaczyna się czas chleba.

Z Emilią Wesołowską, prezesem fundacji Ambulans z Serca, pracownikiem socjalnym Ośrodka, rozmawia Paweł Kęska.

 

Paweł Kęska: Od dawna rozdajecie pomoc żywnościową, co się zmieniło w ciągu ostatniego miesiąca?

Emilia Wesołowska: W ostatnich dwóch tygodniach pojawiają się osoby, które do tej pory pracowały, mają mieszkanie, ale straciły dochód umożliwiający zakup żywności. Przychodzą też zapytać o mleko, makaron, cukier. Nie mamy tych produktów, a potrzeby wzrastają. To co mnie wewnętrznie coraz bardziej uderza to to, że częścią historii koronawirusa zaczyna być opowieść o ludziach głodu. O ludziach, którzy będą głodować. Rozmawiając między organizacjami o prognozach i obawach, temat głodu pojawia się coraz częściej. Chodzi i o ludzi niezaradnych, ale i o tych, którzy żyli utrzymując się z umów-zlecenie, którzy nie mają rodzin albo nie mogą ich utrzymać. Którzy nie odłożyli środków na przetrwanie takich momentów w życiu. Zastanawiamy się jak ten problem rozwiązać. Musimy się zmagać z dwoma problemami – z problemem wirusa i z problemem głodu wśród osób, które potraciły pracę.

 

Mówiliśmy o ludziach, którzy przychodzą po pomoc z miasta. A jak się zmieniło życie tego miejsca w ciągu czterech tygodni, odkąd rozpoczęła się kwarantanna?

Tu mieszka sto pięćdziesiąt osób doświadczających bezdomności. Pamiętam sytuację po około dwóch tygodniach, kiedy przychodnie zaczęły inaczej funkcjonować. Mieszkańcy mówili, że od tygodnia nie biorą leków i nie wiedzą co zrobić, bo nie mają recept. Przychodnie są często w innych częściach miasta, a oni nie mogą jeździć komunikacją publiczną, szczególnie ci starsi i schorowani.

Drugi trudny moment był wtedy, kiedy dostaliśmy informację, że będziemy pracowali w schronisku w zmniejszonym składzie bo część osób przechodzi na pracę w domu. Na 150 osób jest nas teraz tylko czwórka, zdumiewa mnie, że tak w ogóle się da… Czasem się zastanawiam, czy ich nie narażam, ale jeśli byliśmy z nimi kiedy nie było epidemii, to tym bardziej powinniśmy być z nimi teraz. Sytuacja na świecie jest bardzo trudna, ale to ci ludzie są w najtrudniejszych sytuacjach.

Jeszcze trudniejszy moment był wtedy, kiedy ograniczono działalność jadłodajni, łaźni, magazynu odzieżowego. Ludzie potracili w jednym momencie cenne wsparcie. Codziennie 250 osób przychodziło do nas na gorący posiłek, na zupę. Dziś ci ludzie dostają suchy prowiant, czasem już tylko chleb. Świadomość, że to wszystko tak wygląda i przez miesiące nie będzie wyglądało tak jak kiedyś, zostawia w moim sercu i w duszy głęboki ślad…

 

Ludzkie serca mają dziś szansę zbudować coś wspaniałego jeśli tylko będziemy otwarci na to, żeby się dzielić, ale musimy przyjąć to, co przychodzi do nas z pokorą. To co nas spotyka to czas niesamowitej nauki. Nauki o pokorze, o cierpliwości, o miłosierdziu.

Słowo “Żytnia” kojarzy mi się z chlebem żytnim. W Ewangelii jest napisane o uczniach z Emaus, że poznali Jezusa po łamaniu chleba. To jest czas trudu, ale może to być też czas miłosierdzia, czas chleba…

Kiedy system upada, to upada na barki ludzi, na relacje międzyludzkie. Teraz jest czas ludzi i czas relacji. Pomimo tak trudnej sytuacji przychodzą momenty radosne. Kilka dni temu przyjechał pan Marcin Roch, właściciel restauracji “Bazarek Rocha”. Sytuacja jego firmy jest poważnie zagrożona. Prawdopodobnie będzie musiał ją zamknąć. Przywiózł nam produkty, które miał. 200 jajek, mleko, kilkadziesiąt litrów oleju, mnóstwo serów, mięsa. Ludzkie serca mają dziś szansę zbudować coś wspaniałego jeśli tylko będziemy otwarci na to, żeby się dzielić, ale musimy przyjąć to, co przychodzi do nas z pokorą. To co nas spotyka to czas niesamowitej nauki. Nauki o pokorze, o cierpliwości, o miłosierdziu.

 

Kryzysy zawsze powodowały, że to co sztuczne, drugorzędne traciło wartość, a wzmacniało się to, co naprawdę istotne – czyli relacje międzyludzkie, solidarność, miłosierdzie. Co zrobić, żeby wziąć udział w przemianie świata na lepsze?

Najważniejsza w tej chwili jest uważność i otwartość. Nie bądźmy obojętni. Rozglądajmy się wokół siebie. Niekoniecznie musimy wspierać organizacje. Wystarczy rozejrzeć się czy sąsiad w bloku nie potrzebuje naszej pomocy. Może to jest właśnie ktoś, kto stracił pracę i jest zupełnie zagubiony. Proste rzeczy, proste odruchy serca będą miały dziś największe znaczenie. Chodzi nie tylko o żywność i o pomoc w różnych czynnościach – chodzi o siłę i o nadzieję. Większość naszych mieszkańców to osoby starsze, chore na choroby przewlekłe, w tym choroby płuc. Jeśli wirus przyjdzie na Żytnią i zaatakuje pierwszą osobę, to sytuacja będzie niezmiernie trudna. Mimo to ludzie potrafią cieszyć się słońcem, wiosną, teraz przygotowują święta, robią ozdoby świąteczne, malują jajka, tworzą.

 

Z czym Ci się kojarzy słowo chleb?

Kojarzy mi się z rodziną, z bliskością, z tym, że ważny jest drugi człowiek. Dzielenie chleba to jest coś tak ważnego, coś tak podstawowego, coś z czym nie powinniśmy dyskutować. To mnie dziś najbardziej boli, że ci ludzie nie mają chleba. Że to, co zawsze było w nadmiarze i każdy, kto przyszedł na Żytnią jeszcze niedawno, obojętne o której godzinie to zasada była jedna – chleb jeśli chcesz – zawsze dostaniesz. A dziś. Te kilkaset osób, które dziś widzieliśmy… Przysłuchiwałam się stojąc przy koszu. Każdy pochylając głowę, odbierając chleb, mówił dziękuję – to brzmi inaczej niż do tej pory. W ludziach jest lęk. Z taką pokorą i z taką wdzięcznością – prostą, zwykłą – mam rzadko do czynienia. To trudne i piękne doświadczenie.

 


Wywiad ukazał się na antenie Radia Warszawa

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Paweł Kęska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł
Kęska
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap