Po co żyjesz? (Ofiarowanie Jezusa w świątyni)

Po co żyjesz? Co przekonuje cię do porannego wstania z łóżka? To, że musisz wstać do pracy i znowu zarabiać pieniądze, które wydasz na jedzenie, opłacenie mieszkania, zakupienie najpotrzebniejszych rzeczy? I tak dzień po dniu… Nic się nie zmieni, póki w twoim życiu nie pojawi się konkretny cel.

dk. Piotr Sliżewski
Piotr
Śliżewski
zobacz artykuly tego autora >

Do kościoła także można chodzić z przyzwyczajenia. Trochę się poklęczy, potem postoi. Trzeba tylko czasami uważać, by w odpowiednim momencie powiedzieć: „Amen”. Wszystko może być rutyną i przyzwyczajeniem. Dlatego warto „wyrwać swoje życie z macek szarości i powtarzalności”. Gdy nie mamy do tego sił, to musimy się o to modlić. Bóg czyni przecież cuda…

 

 

Zrobił tak w życiu Maryi i św. Józefa. Oni przynieśli Jezusa do Jerozolimy, ponieważ było to zgodne z „religijnym schematem tamtych czasów”. Bóg wykorzystał jednak swoich ludzi do tego, by z tej „zwyczajowej procedury”, powstał ważny moment dla Świętej Rodziny. W końcu nie każda matka słyszała od Symeona, że „[…] Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu[…]” (Łk 2,34-35).

 

 

To wydarzenie pokazuje nam coś niesłychanie istotnego. Nie można powiedzieć, że każda Msza święta jest taka sama. Pomimo tego, oprócz Liturgii Słowa, nie różni się ona niczym od poprzednich i następnych, podczas Niej przychodzi Bóg. On działa poprzez te „formuły” i codzienność, by przebić się do naszego serca. Pozwolisz mu na to?


ok(1)

Chcesz mieć rożważania z cyklu “Różaniec nieodklepany. Modlitwa doświadczonych życiem” zawsze przy sobie?

 

Pobierz bezpłatnego ebooka w dostępnego w formatach EPUBMOBI. Rozważania autorstwa dk. Piotra Śliżewskiego będą dostępne także w aplikacji mobilnej Stacji7.

 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
dk. Piotr Sliżewski

Piotr Śliżewski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
dk. Piotr Sliżewski
Piotr
Śliżewski
zobacz artykuly tego autora >

Ukraina: ingres najmłodszego ordynariusza na świecie

„Nasza obecność na Bukowinie to obecność braci” – powiedział 18 listopada w Czerniowcach arcybiskup większy Światosław Szewczuk, zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (UKGK) podczas wprowadzenia tam do katedry greckokatolickiej biskupa Jozafata Moszczycza, pierwszego ordynariusza eparchii (diecezji) czerniowieckiej. 41-letni hierarcha jest obecnie najmłodszym biskupem katolickim na świecie, któremu powierzono kierowanie diecezją.

W odczytanych dekretach zwierzchnika UKGK przypomniano, że grekokatolicy przybyli na te tereny w XVIII w., gdy Bukowina znalazła się pod zaborem austriackim. Od samego początku parafie greckokatolickie znajdowały się pod jurysdykcją biskupów we Lwowie i Stanisławowie.

 

Abp Szewczuk w homilii podziękował starszemu pokoleniu bukowińskich grekokatolików, którzy po likwidacji struktur Kościoła greckokatolickiego za czasów reżimu komunistycznego w swoich rodzinach zachowały wiarę i przekazały ją młodszym pokoleniom.

 

Również obecni na uroczystości starsi bukowińscy grekokatolicy powiedzieli KAI, że za czasów sowieckich chodzili na nabożeństwa do zawsze czynnego w Czerniowcach kościoła Podwyższenia Krzyża Świętego, gdzie modlili się razem z rzymskimi katolikami. „Tam nas spowiadał i udzielał nam Komunii św. ks. Franciszek Krajewski” – wspomnieli z wdzięcznością.

 

„Zaistnienie eparchii greckokatolickiej na Bukowinie i mianowanie tam biskupa UKGK Jozafata Moszczycza jest wydarzeniem historycznym dla naszego wielonarodowego i wielowyznaniowego obwodu” – podkreślił, składając życzenia, przewodniczący czerniowieckiej państwowej administracji obwodowej (wojewoda) Aleksander Fyszczuk.

 

Podczas uroczystości abp Szewczuk ogłosił, że została zmieniona nazwa eparchii kołomyjsko-czerniowieckiej na kołomyjską.

 

Przed rozpoczęciem liturgii życzenia bp. Moszczyczowi złożył abp Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski obrządku łacińskiego, a jego 39-letni biskup pomocniczy Edward Kawa (najmłodszy biskup katolicki na świecie) wraz z kilkoma księżmi rzymskokatolickimi uczestniczył w uroczystości pod przewodnictwem zwierzchnika UKGK. Z sąsiedniej Rumunii przybył bp Petru Gherghel, ordynariusz diecezji Jassy, jak również księża greckokatoliccy z Bukowiny Południowej. W ingresie bp. Moszczycza wziął udział także abp Claudio Gugerotti, nuncjusz apostolski na Ukrainie. Zaproszono też prawosławnych.

 

Podczas konferencji prasowej przede ingresem bp Moszczycz powiedział, że przeważającą większość mieszkańców obwodu czerniowieckiego stanowią prawosławni patriarchatów moskiewskiego i kijowskiego, a w 18 parafiach greckokatolickich służy zaledwie 13 księży.

 

Eparchia czerniowiecka powstała decyzją Synodu Biskupów Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego z terytorium odłączonego od eparchii kołomyjsko-czerniowieckiej. Weszła w skład metropolii iwanofrankowskiej. Zgodę na to wyraził papież Franciszek. Pierwszym ordynariuszem eparchii czerniowieckiej został wybrany przez Synod dotychczasowy biskup pomocniczy w Iwano-Frankowsku Jozafat Moszczycz, który pochodzi spod Lwowa. Święcenia kapłańskie przyjął w 1999 r. Trzy lata później złożył śluby wieczyste w Zgromadzeniu Misyjnym św. Andrzeja Apostoła. Na Akademii Alfonsjańskiej w Rzymie uzyskał licencjat kanoniczny z teologii moralnej. Był m.in. przełożonym generalnym swego zgromadzenia, a także odpowiadał za działalność ewangelizacyjną, duszpasterstwo migrantów i stowarzyszenia wiernych świeckich w archieparchii iwanofrankowskiej. Od 2014 r. był biskupem pomocniczym tej archieparchii.


kcz (KAI Lwów) / Czerniowce

Show comments

Br. Alois: spotkania młodzieży pomagają przeciwdziałać podziałom

Osobiste spotkania pomiędzy młodymi z różnych krajów są niezbędne, jeśli chcemy uniknąć rosnących podziałów w Europie - uważa przeor ekumenicznej wspólnoty braci z Taizé, br. Alois. W rozmowie z francuskim portalem katolickim “La Vie”, duchowny zachęca by do społecznych i kulturowych przemian w Europie podchodzić z intencją pojednania i duchowego zrozumienia.

Jak mówi w rozmowie z portalem “La Vie” br. Alois, przeor ekumenicznej wspólnoty w Taizé, zanużenie w Ewangelii oraz pragnienie pojednania i spotkania się z drugim człowiekiem, pomimo dzielących różnic – to lekarstwo na rosnące podziały wewnątrz Europy. Protagonistami pozytywnych zmian są według niego ludzie młodzi.

 

– Obserwuję dwa sprzeczne ruchy. Z pewnością istnieje strach, z którym wiąże się szukanie zabezpieczeń, samoobrony, zamknięcia na innych. Ale z drugiej strony widzę wielką otwartość wśród młodych, którzy nie tylko oczekują [wspólnego] budowania Europy, ale konkretnie się w nie angażują. Przekraczają granice, niekiedy wybierają życie na obczyźnie, a nie u siebie, uczą się innych języków – mówi duchowny. Odwołując się do doświadczeń spotkań w Taizé, zachęca, by myśląc wyzwaniach współczesnych Europejczyków, patrzeć szerzej, niż tylko na mieszkańców Unii Europejskiej.

 

“Do Taizé bardzo licznie przyjeżdżają np. Ukraińcy: ci młodzi chcą być częścią wspólnoty europejskiej, nawiązując do słów papieża. Dla nas Europa nie kończy się na granicy Unii Europejskiej” – przekonuje.

 

Br. Alois podkreśla też, że stawienie czoła współczesnym wyzwaniom Starego Kontynentu nie jest możliwe bez troski o duchowy wymiar wspólnoty europejskiej, a także bez otwarcia się narodów na siebie nawzajem.

 

“Aby dać nowy powiew Europie, zmagającej się z licznymi problemami ekonomicznymi i politycznymi, musi zapłonąć iskra entuzjazmu. Ta iskra rodzi się z poczucia, że potrzebujemy siebie nawzajem, przy uwzględnieniu naszych różnic. Nie możemy stawić czoła problemom i wyzwaniom, jeśli będziemy się ograniczać jedynie do własnych narodów” – ocenia.

 

Pytany o to, co może współcześnie zjednoczyć kraje europejskie, francuski duchowny wskazuje na pojednanie, jako ponadczasową wartość, która pomogła w budowaniu powojennej wspólnoty europejskiej i także dziś może prowadzić do umacniania więzi ponad podziałami. Jako przykład budowania takich więzi podaje spotkania młodych, odbywające się m.in. w Taizé.

 

“Osobiste spotkania pomiędzy młodymi z różnych krajów są niezbędne, jeśli chcemy uniknąć rosnących podziałów w Europie. Próbujemy wnieść w nie swój wkład poprzez spotkania w Taizé i spotkania europejskie, które każdego roku organizujemy w dużym mieście takim, jak Ryga w 2016 r. czy najbliższe w Bazylei. Tam ok. 15-20 tys. młodych spotka się i odkryje, że Bazylea, to nie tylko szwajcarskie miasto, ale też centrum regionu obejmującego trzy kraje: Szwajcarię, Francję i Niemcy” – zapowiada br. Alois.

 

Jak podkreśla, oprócz otwartości wobec młodych i stworzenia im przestrzeni dialogu i spotkania, ważne jest też wsparcie ich w odnajdywaniu perspektyw na przyszłość tam, skąd pochodzą.

 

“W ubiegłym roku zorganizowaliśmy w Beninie spotkanie z udziałem 8 tys. młodych z różnych rejonów Afryki. Jednym z przedmiotów refleksji była wówczas przedsiębiorczość. Zauważyliśmy u tych młodych Afrykańczyków niebywały potencjał ludzki, intelektualny i wielką kreatywność, potencjał, który jak dotąd nie miał zbyt wielu okazji by zostać zaprezentowany. Właśnie w taki sposób możemy pomóc tym młodym: nie poprzez postawę paternalistyczną, ale partnerstwo” – wskazuje br. Alois.

 

W odpowiedzi na pytanie o obawy Europejczyków przed utratą własnych kultur, przeor ekumenicznej wspólnoty przypomina, że kultura jako taka podlega ciągłej ewolucji, a kultury naznaczone wiarą chrześcijańską nie mogą się właściwie rozwijać, jeśli “Ewangelia nie będzie właściwie przeżywana”.

 

“Wśród pierwszych chrześcijan, niektórzy mieli pokusę, by pozostać wewnątrz judaizmu, a następnie otworzyli się na świat grecki. Być może dziś chrześcijaństwo stoi wobec podobnego wyzwania. Odważne podjęcie go będzie ubogaceniem, nie tylko wśród narodów europejskich, ale też dzięki wkładowi migrantów, skądinąd licznych w naszych krajach. Tak wiele parafii i wspólnot chrześcijańskich odnajduje nowy zapał, przyjmując ich” – mówi.

 

Także w kontekście kontaktów międzyreligijnych, przełożony wspólnoty z Taizé odwołuje się do inspirującego przykładu młodzieży, która odwiedza francuską wioskę, dzieląc się swoim doświadczeniem budowania więzi międzyreligijnych z rówieśnikami, m.in. w Libanie.


abd (KAI) / La Vie / Taizé

Show comments

„Ubodzy są braćmi, których dał nam Bóg”

"Ubodzy są naszymi braćmi, których Bóg nam dał!" – przypomniał dziś kard. Kazimierz Nycz podczas Mszy św. sprawowanej z okazji obchodzonego po raz pierwszy Światowego Dnia Ubogich. Liturgię sprawowano w kościele kapucynów w Warszawie. Od 30 lat przy tutejszym klasztorze działa jadłodajnia, w której codziennie posiłek otrzymuje około 300 ubogich i bezdomnych.

Kard. Nycz apelował w homilii, by “wiązać wiarę z życiem” tak, żeby pobożność szła w parze z konkretnymi czynami miłości bliźniego, wyrażającymi się dobroczynnością. “W taki dzień jaki dzisiejszy, trzeba w sobie jeszcze bardziej ożywić związek wiary i życia, żeby on był udziałem wszystkich, udziałem całego Kościoła” – podkreślił kard. Nycz.

 

Arcybiskup Warszawy wskazywał, że prawdziwym wyznaniem wiary jest pełnienie czynów miłości, zwłaszcza wobec tych, którzy jej najbardziej potrzebują.

 

Kard. Nycz nawiązał do spotkania modlitewnego w którym kilka dni temu uczestniczył w rzymskiej Bazylice Najświętszej Maryi Panny na Zatybrzu. Przy tej świątyni swoją siedzibę ma wspólnota Sant’Egidio, zaangażowana w pomoc ubogim, bezdomnym i uchodźcom. Kardynał przypomniał, że w rzymskim domu wspólnoty przebywa też kilkudziesięciu uchodźców z Afryki, a tylko niektórzy z nich to chrześcijanie.

 

“Patrzymy nieraz na nich z perspektywy rysowanej często w mediach narracji, iż to są wrogowie, ludzie niebezpieczni. To są biedni ludzie, młodzi, uczą się, chcą się jakaś urządzić a niektórzy po zakończeniu wojny pragną wrócić” – mówił kard. Nycz. Podkreślił, że ludzie ci doznają ze strony Włochów i tamtejszego kościoła niezwykłej pomocy. “Także tych ludzi ma na myśli papież Franciszek i o nich nam przypomina ustanawiając Światowy Dzień Ubogich” – zaznaczył metropolita warszawski.

 

Arcybiskup Warszawy zachęcił do pomnażania przez całe życie talentu dobroczynności przez konkretną, uczynną miłość wobec ludzi potrzebujących, których spotykamy w rodzinie, pracy, na ulicach naszych miast. “To są nasi bracia, których Bóg nam dał! I nie próbujmy tworzyć żadnych konstrukcji, szukając winy, dlaczego jest taki lub inny – mówił kard. Nycz. – Naszym wezwaniem, powołaniem, zadaniem jest nie pozostawić nikogo potrzebującego bez pomocy. To są nasi bracia! Światowy Dzień Ubogich jest wielkim wezwaniem do tego byśmy czynili dla nich jeszcze więcej” – zachęcał hierarcha.

 

Kard. Nycz podziękował ojcom kapucynom za czynione przy ich klasztorze od wielu lat dzieło pomocy najuboższym. Zachęcił wszystkich do wspierania tej pracy ofiarą i modlitwą, wspominając, że przy klasztorze buduje się nowe pomieszczenie, które będzie służyło ubogim.

 

Przy stołecznym klasztorze ojców kapucynów działa powołana przez nich Fundacja Kapucyńska im. bł. Aniceta Koplińskiego. W latach międzywojennych o. Anicet wspierał ubogich i bezdomnych, organizując dla nich żywność i ubrania. Dzięki inicjatywie kapucynów, w tym o. Aniceta, powstała na Annopolu kuchnia dla najuboższych Warszawiaków, wydająca 8 tys. posiłków dziennie.

 

Obecnie przy klasztorze na ul. Miodowej w Warszawie zakonnicy prowadzą działającą od 30 lat jadłodajnię, z której korzysta codziennie 300 osób. Posiłki przygotowują wolontariusze. Fundacja wspiera też bezdomnych pomocą psychologiczną i duchową oraz organizuje warsztaty socjoterapeutyczne.

 

Obchodzony dziś po raz pierwszy Światowy Dzień Ubogich ustanowiony został przez Franciszka na zakończenie Jubileuszowego Roku Miłosierdzia. Papież postanowił, że dzień ten będzie obchodzony w każdą XXXIII Niedzielę Zwykłą – tydzień przed uroczystością Chrystusa Króla. Swoje orędzie na I Światowy Dzień Ubogich ojciec święty opatrzył hasłem „Nie miłujmy słowem, ale czynem”, zaczerpniętym z 1 Listu św. Jana.


(KAI) tk / Warszawa

Show comments

„W ubogich objawia się obecność Jezusa”

W ubogich objawia się obecność Jezusa - mówił papież Franciszek w homilii wygłoszonej podczas Mszy św., którą odprawił w bazylice św. Piotra w I Światowym Dniu Ubogich. Jednocześnie zauważył, że „nikt nie może uważać siebie za bezużytecznego, nikt nie może uznać siebie za tak ubogiego, aby nie mógł dać czegoś innym”.

Ojciec Święty wskazał, że „wszyscy jesteśmy żebrakami tego, co istotne – miłości Boga, która daje nam sens życia i życie bez końca”. Wyciągamy do Niego rękę, aby otrzymać Jego dary. Ewangeliczna przypowieść o talentach przekonuje, że jesteśmy „utalentowani” w oczach Boga. – Dlatego nikt nie może uważać siebie za bezużytecznego, nikt nie może uznać siebie za tak ubogiego, aby nie mógł dać czegoś innym. Jesteśmy wybrani i pobłogosławieni przez Boga, który pragnie napełnić nas swoimi darami, znacznie bardziej niż ojciec i matka pragną obdarować swoje dzieci – tłumaczył Franciszek.

 

A jednocześnie Bóg uczy nas odpowiedzialności, każąc pomnożyć otrzymane talenty. Niepomnażanie ich jest bowiem zaniechanie, które oznacza nieczynienie dobra. – Również my często uważamy, że nie uczyniliśmy nic złego i tym się zadowalamy, przyjmując, że jesteśmy dobrzy i sprawiedliwi – zauważył papież. Ale „nieczynienie niczego złego nie wystarcza. Ponieważ Bóg nie jest kontrolerem szukającym ludzi jeżdżących na gapę, ale Ojcem poszukującym dzieci, któremu trzeba powierzyć swoje dobra i swoje plany. I smutno, kiedy miłujący Ojciec nie otrzymuje wielkodusznej odpowiedzi miłości od dzieci, które ograniczają się do przestrzegania reguł, aby wypełniać przykazania, jak najemnicy w domu Ojca”.

 

Franciszek wskazał, że „nie jest wierny Bogu ten, kto troszczy się jedynie o zachowanie, o utrzymanie skarbów przeszłości”. Naprawdę wierny jest ten, kto dodaje nowe talenty, „ponieważ ma taką samą mentalność jak Bóg i nie stoi biernie: podejmuje ryzyko ze względu na miłość, naraża swe życie dla innych, nie godzi się, by zostawić wszystko takim, jakim jest. Pomija tylko jedną rzecz: własną korzyść. To jest jedyne słuszne zaniechanie”.

 

– Zaniechanie to także wielki grzech wobec ubogich. Tutaj przyjmuje wyraźną nazwę: obojętność. To powiedzenie: „To mnie nie obchodzi, to nie moja sprawa, to wina społeczeństwa”. To odwrócenie się w inną stronę, kiedy brat jest w potrzebie, to zmienianie kanału, kiedy jakaś poważna sprawa nas irytuje, a także oburzanie się na zło, nic nie czyniąc. Jednakże Bóg nie zapyta nas, czy mieliśmy słuszne oburzenie, ale czy uczyniliśmy dobro – podkreślił Ojciec Święty.

 

Odpowiadając na pytanie, w jaki sposób możemy konkretnie podobać się Bogu, zaznaczył, że „gdy chcemy zadowolić kogoś nam drogiego, na przykład dając mu prezent, trzeba najpierw poznać jego gusty, aby uniknąć takiej sytuacji, gdy prezent bardziej podoba się temu, kto go daje niż temu, kto go otrzymuje”. – Kiedy chcemy ofiarować coś Panu, to Jego upodobania odnajdujemy w Ewangelii – stwierdził papież i zacytował słowa Jezusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

 

– Tymi braćmi najmniejszymi, przez Niego umiłowanymi są głodny i chory, obcy i więzień, ubogi i opuszczony, cierpiący pozbawiony pomocy i odrzucony potrzebujący. Możemy sobie wyobrazić odciśnięte na ich twarzach Jego oblicze; na ich ustach, mimo że zamkniętych z bólu, Jego słowa: „To jest Ciało moje”. W ubogim Jezus puka do naszego serca i spragniony prosi nas o miłość. Kiedy pokonujemy obojętność i w imieniu Jezusa poświęcamy się Jego braciom najmniejszym, to jesteśmy Jego przyjaciółmi dobrymi i wiernymi, z którymi lubi On przebywać. Bóg to bardzo docenia – zapewnił Franciszek, odwołując się do pierwszego czytania mszalnego „dzielnej niewieście”, która „otwiera dłoń ubogiemu, do nędzarza wyciąga swe ręce”. – To jest prawdziwe męstwo: nie zaciśnięte pięści i założone ramiona, ale ręce pracowite i wyciągnięte ku ubogim, ku zranionemu ciału Pana – powiedział Ojciec Święty.

 

Dodał, że „w ubogich objawia się obecność Jezusa, który będąc bogatym, stał się ubogim”. – Z tego powodu, w nich, w ich słabości jest „zbawcza moc”. A jeśli w oczach świata mają małą wartość, to oni otwierają nam drogę do nieba, są naszym „paszportem do raju”. Dla nas troska o nich, będących naszym bogactwem, to ewangeliczny obowiązek i mamy to czynić nie tylko dając chleb, ale również dzieląc z nimi chleb Słowa, którego są oni naturalnymi adresatami. Kochać ubogiego to walczyć z wszelkim ubóstwem, duchowym i materialnym – zachęcał Franciszek.

 

Jego zdaniem „przydałoby się nam wszystkim zbliżenie do uboższych od nas”, gdyż poruszy to nas i „przypomni nam, co liczy się naprawdę: kochać Boga i bliźniego”. – Tylko to trwa wiecznie, wszystko inne przemija. Zatem to, co inwestujemy w miłość – pozostaje, reszta zanika – mówił papież.

 

Swą homilię zakończył słowami: „Niech Pan, który współczuje naszemu ubóstwu i obdarza nas swoimi talentami, daje nam mądrość, byśmy szukali tego, co się liczy i odwagę, aby kochać, nie słowami, lecz czynem”.


st, pb (KAI) / Watykan

Show comments

Ballady i romanse [#30] Podróż poślubna

To już ostatni odcinek trzeciego sezonu 'Ballad i romansów". Po ślubie i weselu pora wyjechać w podróż poślubną. Koniecznie! Nie ważne dokąd, ważne byście byli tylko we dwoje. Zobacz film.

Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >
Marcin Jończyk
Marcin
Jończyk
zobacz artykuly tego autora >

Adam Szustak OP

Adam Szustak OP

Dominikanin, wędrowny kaznodzieja, były duszpasterz krakowskiej "Beczki". Jest autorem kilkunastu książek i audiobooków o tematyce religijnej, a także rekolekcji internetowych (Wilki Dwa, Plaster miodu, Jeszcze 5 Minutek). Prowadzi blog i kanał Langusta na Palmie, na którym można znaleźć wszystkie nagrania jego homilii i konferencji.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin Jończyk

Marcin Jończyk

Ekspert od form multimedialnych, operator i montażysta, zawsze ma ręce pełne roboty. Samouk, któremu umiejętności zazdroszczą zawodowcy z wieloletnim stażem.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >
Marcin Jończyk
Marcin
Jończyk
zobacz artykuly tego autora >

“Jesteśmy jak bezdomni pomagający bezdomnym”

Nie mają swojego miejsca, ale chcą pomagać tam, gdzie są potrzebujący. Dwa razy w tygodniu z torbą pełną bandaży i kompresów wyruszają na Planty, by opatrywać bezdomnych. - Wiemy, że jeśli my im tej pomocy nie damy, nigdzie indziej jej nie dostaną - mówi Mateusz Gajda, jeden z pomysłodawców założenia Fundacji Przystań Medyczna.

Otylia Brendel
Otylia
Brendel
zobacz artykuly tego autora >
Mateusz Gajda
Mateusz
Gajda
zobacz artykuly tego autora >

Czym zajmuje się Fundacja Przystań Medyczna?

Fundacja działa dopiero od kilku miesięcy. Na co dzień zajmujemy się pomocą osobom ubogim i bezdomnym na terenie Krakowa, szczególnie osobom, które są nieubezpieczone i z tego względu nie mogą korzystać z różnych świadczeń medycznych. W naszej grupie docelowej są też osoby ubezpieczone, ale których nie stać np. na wykupienie leków czy systematyczne wizyty u specjalistów – a w wielu przypadkach takie długie leczenie jest konieczne. Głównie zajmujemy się opatrywaniem ran, ale pomagamy też przy zwykłych infekcjach – bezdomni tak samo jak my są narażeni na wirusy i przeziębienie.

 

Jesteście w stanie pomóc takiej osobie przez kupno leków?

Niestety nie, system prawny w Polsce nie pozwala nam na to, nie można rozdawać leków za darmo, nie mówiąc już o wtórnym obrocie leków. Na tyle, na ile możemy, staramy się pomagać. Czasem potrzebny jest antybiotyk i zdajemy sobie sprawę, że jeśli my danej osobie go nie wykupimy, to ona sama tego nie zrobi ze względu na brak własnych środków.

 

 

Dlaczego zdecydowaliście się pomóc akurat bezdomnym?

W szpitalach takie osoby są niechciane. Nie ma wielu miejsc, gdzie tacy ludzie, mogą uzyskać pomoc. Jeśli już trafią na SOR, to przez swoją sytuację bezdomności, nie mają szansy leczyć się skutecznie i po jakimś czasie wracają do szpitala, przez co obciążają też w jakiś sposób system zdrowotny. Mamy więc, nieskromnie mówiąc, nadzieję, że dzięki naszej działalności trochę wychodzimy tej sytuacji naprzeciw. Ministerstwo oszacowało, że w Małopolsce jest około 2000 bezdomnych, ale my wiemy, że tych osób jest o wiele, wiele więcej – nie da się ich tak dokładnie policzyć.

 

A jak wielu osobom udaje się Wam pomóc?

Wychodzimy na Planty w środy i niedziele. W niedzielę mamy okazję pomóc większej grupie, która przychodzi systematycznie na “Zupę na Plantach”. Współpracujemy także ze wspólnotą Sant’Egidio, która troszczy się o jedzenie dla bezdomnych głównie w środy. Wykorzystujemy ten czas kiedy zbierają się w większe grupy, tak abyśmy mogli pomóc jak największej liczbie potrzebujących. Każdorazowo udzielamy pomocy około 20 osobom. W skali miesiąca robi się z tego duża grupa, ale nie jest to liczba zamknięta, bo osób bezdomnych jest bardzo dużo – pomogliśmy już około 1700 osobom, a ja przechodząc Plantami w dalszym ciągu spotykam nowe twarze. Informacje o takiej bezpłatnej pomocy szybko się też rozchodzą, był nawet przypadek, że pewien bezdomny przyjechał do nas z Katowic, gdy dowiedział się o możliwości konsultacji z lekarzami.

 

Skala potrzeb wydaje się ogromna. Ile osób angażuje się w prace Fundacji?

Ta liczba stale rośnie. Póki co mamy 40 wolontariuszy zaangażowanych na stałe plus jeszcze około 30 okazjonalnie. Są to studenci medycyny i lekarze różnych specjalizacji – chirurdzy, ortopedzi, jest z nami też chirurg naczyniowy, nieoceniony jeśli chodzi o opatrywanie ran. Wszyscy przychodzą tutaj po swoich godzinach pracy i – trzeba to powiedzieć – jak do drugiej pracy, bo tak staramy się to traktować.

 

 

Jak bezdomni reagują na Waszą pomoc?

Są ogromnie wdzięczni. Przychodzą nierzadko ze łzami w oczach, przestraszeni, ale wzruszeni, że ktoś zechciał poświęcić im uwagę. Współpraca z nimi jest bardzo różna – nie zawsze zastosują się do naszych zaleceń odnośnie leczenia, wielu z nich nie pojawia się ponownie, byśmy mogli kontrolować proces leczenia, a niektórzy ze względu na problem z alkoholem nie dają rady być trzeźwi na czas brania leków. Zdecydowana większość jest wdzięczna, że poświęcamy im swój czas i uwagę, widzą, że nam zależy, że traktujemy ich poważnie. Wiele osób nas już zna z imienia, z nazwiska, cieszą się na nasz widok. Ale trzeba powiedzieć, że to wymagało czasu, zbudowania zaufania. Jest to bardzo potrzebne, szczególnie jeśli jest konieczność zastosowania się do jakichś zaleceń lekarskich.

Bezdomni tworzą w pewien sposób takie mikrospołeczeństwo – są tam osoby, które zastraszają i osoby, które stają w obronie słabszych, są osoby atakujące, ale i wspierające. Relacje między nimi są nierzadko bardzo silne, dzięki temu przekazują sobie też informacje o możliwości pomocy, ale i budują między sobą zaufanie do nas, mając dobre doświadczenia ze spotkania z nami.

 

Taka bezinteresowna pomoc bez stawiania wymagań nie jest często spotykana. Choćby w niektórych noclegowniach nie przyjmuje się osób nietrzeźwych, a Wy pomagacie wszystkim bezwarunkowo.

Nie do końca bezwarunkowo, bo bezdomni zdają sobie sprawę, że bez ich zaangażowania nie damy rady im pomóc. Najczęściej w tej kwestii chodzi o postawienie ultimatum w związku z alkoholem, ale z drugiej strony są osoby, które cierpią już na padaczkę poalkoholową. Przydałaby się dodatkowa organizacja, która by przeprowadziła takie osoby przez odwyk – dziś wszystkie miejsca na terapiach odwykowych są zajęte.

 

 

Wspomniałeś, że wykorzystujecie w jakiś sposób akcję “Zupa na Plantach”, która gromadzi bezdomnych w niedzielę oraz środowe spotkania wspólnoty Sant’Egidio. Z jakimi organizacjami jeszcze współpracujecie? Udaje Wam się udzielić pomocy innej niż medyczna?

Z naszej strony jeśli potrzebują odzieży, śpiworów – staramy się to zapewnić. Jesteśmy jednak otwarci na współpracę z każdą organizacją pomocową, tym bardziej że nie ma jakiegoś wspólnego systemu pomocy osobom bezdomnym. Nie mamy np. możliwości skierowania na nocleg kogoś z zapaleniem płuc, kto musi leżeć, by wyzdrowieć, bo do tego potrzebny jest np. pracownik socjalny, który musi ocenić, czy i w jakim zakresie dana osoba potrzebuje pomocy oraz gdzie ją uzyska, a to bardzo długa procedura.  Mamy taki pomysł, by w przyszłości stworzyć coś w rodzaju platformy, dzięki której będzie wiadomo, gdzie można wysłać kogoś na nocleg, na posiłek, na leczenie szpitalne. Przydałaby się lepsza współpraca na tym polu.

 

Bierzecie teraz udział w krakowskich obchodach Światowego Dnia Ubogich. Co tu robicie?

Prowadzimy punkt medyczny, mówiąc najprościej. Punkt znajduje się w Arcybractwie Miłosierdzia, współpracujemy tu z siostrami albertynkami. Można u nas zrobić podstawowe badania – zmierzyć ciśnienie, cukier, ale też oczywiście opatrujemy. Mamy pełen zestaw sterylnych narzędzi, ale w ogóle miejsce, które tu mamy (punkt medyczny znajduje się w Arcybractwie Miłosierdzia na ul. Siennej – przyp. red.) pozwala nam dokładniej zbadać pacjentów, osłuchać, skierować do szpitala jeśli byłoby to konieczne.

 

 

Spotkania z bezdomnymi są na pewno niezapomniane. Jaka historia Tobie zapadła w pamięć?

Przede wszystkim te spotkania nauczyły mnie nie wrzucania wszystkich bezdomnych do jednego worka. Ich historie są naprawdę przeróżne, to są ludzie w różnym wieku i różnych zawodów – są wśród nich nawet lekarze. Jest wiele przyczyn, które spowodowały, że dziś ci ludzie są na ulicy – od uzależnień po różne historie rodzinne. Jedna z najmocniejszych, z którą się spotkałem, to historia mężczyzny, któremu włamano się do mieszkania i zgwałcono jego żonę. Po tym wydarzeniu nie mógł się pozbierać, na sali sądowej pobił oskarżonego tak, że trafił do więzienia. Dziś mieszka na ulicy, nie jest w stanie wrócić do domu, z trudnością przyjmuje pomoc, którą mu się oferuje – mówię tu również o pomocy od rodziny – bo ma takie przekonanie, że nie chce nikomu robić problemu.

Większość bezdomnych ma takie poczucie i często widać to w naszych spotkaniach z nimi, że nie pchają się po pomoc, bo wiedzą, że może będzie ktoś bardziej potrzebujący. W tym całym przykrym zjawisku to jest chyba najpiękniejsze – że oni nie mając nic, potrafią jeszcze komuś ustąpić i pomóc, jak tylko mogą.

 

Może kiedyś i oni będą w stanie pomagać tak, jak Wy.

Już mamy takie przypadki Są bezdomni, którzy przynoszą nam opatrunki, choć jeszcze jakiś czas temu sami ich potrzebowali.

 

 

 

W jaki sposób można Wam pomóc?

Naszą największą trudnością jest to, że nie mamy “swojego miejsca” – można powiedzieć, że jesteśmy trochę jak bezdomni pomagający bezdomnym. Naszym stałym miejscem pracy są po prostu Planty. Może uda nam się zdobyć ambulans dzięki FundacjiNEUCA dla zdrowia”. Może uda się znaleźć jakiś lokal. Jest to problem tym pilniejszy, że zbliża się zima i jakkolwiek latem nie ma problemu, by pomóc komuś na powietrzu, tak na mrozie, czy na śniegu jest to bardzo trudne. Poza tym osoby bezdomne ubierają się na chłodne dni bardzo ciepło i opatrzenie ich jest wtedy ogromnym wyzwaniem. Żadne rany nie będą się też dobrze goić jeśli nie zostaną opatrzone w przyzwoitych warunkach.

Na pewno nie jest nam bardzo potrzebny rozgłos, nie robimy tego na pokaz. Raczej interesuje nas bardziej porządne zrobienie opatrunków, a trzeba powiedzieć wprost, że nie oszczędzamy na tym, staramy się o artykuły naprawdę dobre, a idą za tym duże koszta. Oczywiście mamy świadomość, że jak każdej młodej organizacji przyda nam się reklama, ale tylko dlatego, żeby właśnie – znaleźć jakieś stałe miejsce do udzielania pomocy, czy móc kupić opatrunki. Jeśli ktoś chciałby nas wspomóc finansowo – będziemy wdzięczni. To mogą być naprawdę niewielkie kwoty – każde 10 zł to już jeden opatrunek.

Przyda nam się też pomoc w wyjściu do ubogich – i wcale nie mówię tu o osobach związanych jakkolwiek z medycyną. Bezdomni w wielu przypadkach cierpią nie tylko biedę, ale również samotność. Każde spotkanie z nami to dla nich okazja do rozmowy, ale czasami bywa to bardzo absorbujące, co nie pozwala na pomoc większej liczbie osób. Zapraszamy więc wszystkich, którzy po prostu chcą poświęcić trochę swojego czasu na towarzyszenie nam na Plantach i rozmowy z potrzebującymi – jestem pewny, że w wielu przypadkach to właśnie obecność, rozmowa, zainteresowanie są tym, czego najbardziej im brakuje.

 

Zapraszamy na stronę Fundacji Przystań Medyczna

 

Otylia Brendel

Otylia Brendel

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i "Przyjaciół" oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz Gajda

Mateusz Gajda

Inicjator i założyciel Fundacji Przystań Medyczna, student medycyny.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Otylia Brendel
Otylia
Brendel
zobacz artykuly tego autora >
Mateusz Gajda
Mateusz
Gajda
zobacz artykuly tego autora >

Uchodźca, imigrant, człowiek, pomoc

Człowiek w obliczu wojny, jak wygląda, jak się zachowuje, czego potrzebuje?

Małgorzata Steckiewicz
Małgorzata
Steckiewicz
zobacz artykuly tego autora >

Pokolenie naszych rodziców, być może dziadków wie, jak odpowiedzieć na te pytania. Kto spośród nas nie był na wschodzie Ukrainy, w Syrii, wcześniej Iraku i Afganistanie, nie wie z czym się mierzy. Szkiełka i oka czy serca potrzebujemy, żeby otworzyć się na potrzebujących?

Zrozumienie tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie wymaga widzenia więcej, w szeroko pojętej polityce, geopolitykę w to włączając, finansach, zasobach naturalnych, religii i historii. Rozwiązanie konfliktu w regionie zasługuje na pokojowego nobla. Ale nagroda za takie wyróżnienie to mniejsze pieniądze niż te, które można zarobić na wojnie. Komu się ona opłaca? Arabii Saudyjskiej, Katarowi, Rosji, Stanom Zjednoczonym, Turcji, a może Izraelowi? To na terenie tego ostatniego kraju dwa miesiące temu, we wrześniu, zostały przeprowadzone największe wojskowe manewry od 20 lat. Armia ćwiczyła prawdopodobne starcie z Hezbollahem, od walk przygranicznych po pełnowymiarową wojnę. W czwartek, 16 listopada, zakończyły się –  największe jak dotąd w Izraelu – manewry lotnicze „Niebieska flaga”. W tych ćwiczeniach siły połączyły Niemcy, Grecja, Indie, Włochy, Polska, Stany Zjednoczone i Francja.

“Państwo musi mieć zdolność do tworzenia koalicji, chcemy uczyć się od innych sił powietrznych, wzmacniać nasze zdolności do odstraszania” – mówił pułkownik Itamar, dowódca bazy sił powietrznych w Ovda.

Polityka odstraszania” tak dobrze znana z konferencji przywódców NATO używana w kontekście walki z Rosją. Czy podział, jaki stworzyła walka z samozwańczym Państwem Islamskim, na terrorystów i resztę cywilizowanego świata, to tak naprawdę stary, dobrze nam znany konflikt Stany Zjednoczone – Rosja? Pierwszy zwiastun tego, z czym teraz się mierzymy mieliśmy, kiedy Związek Radziecki chciał przypieczętować swoje wpływy w Afganistanie. To wtedy Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Arabia Saudyjska zaczęły finansować ruch oporu. Jak daleko od tego momentu do tego, w którym wszyscy usłyszeliśmy o Al Kaidzie?

 

 

Nawet na dobre nie zaczęłam się zagłębiać w konflikt, a już jego obraz zaczyna się zaciemniać. Czy Izrael prze do wojny? Na terenie mniejszego Libanu czy rozległej Syrii? A co z Kurdami i zaangażowaną w ten spór Turcją? Co z Arabią Saudyjską, Katarem, na których ciążą wzajemne, ale i świata oskarżenia o finansowanie terroryzmu? Co z ropą i jej przesyłem?

Długo można tak jeszcze drążyć, ale najważniejsze, żeby w tym oceanie wzajemnych oskarżeń i podejrzliwości nie zgubić kropli, jaką jest człowiek.

Człowiek, który pokazuje szkołę przekształconą w miejsce tortur i pozuje do zdjęć na tle zakrwawionych ścian.

Kobieta, która pochowała męża i syna, a swoje ostatnie żyjące dziecko ze łzami w oczach pożegnała, kiedy szło na front i nie ma o nim wieści od lat.

Dziecko, które marzy o tym, że wróci do szkoły.

Matka, która z głodu nie ma czym karmić swojego noworodka.

Kiedy pada pytanie, dlaczego nie sprowadzamy uchodźców do Polski, przychodzą mi do głowy słowa biskupa z Tartus w Syrii:

“Trzeba zrozumieć, że przybyszom z Bliskiego Wschodu trudno jest zaadaptować się do życia w zachodnim społeczeństwie. Dlaczego wyrywać ludzi z ich ziemi, kiedy można pomóc im odbudować ich kraj?  To znacznie lepsze pomagać im na miejscu, także lepsze z punktu widzenia rachunku ekonomicznego, ponieważ za taką samą sumę pieniędzy można pomóc dziesięć razy większej liczbie osób na miejscu, niż sprowadzając ich do Europy. Nie można też zapomnieć o groźbie terroryzmu, która wiąże się z niekontrolowanym napływem ludzi niewiadomego pochodzenia. Uważam, że Europa jest naiwna przyjmując uchodźców bez kontroli, nie znając ich intencji, kultury i przekonań.” 

Dlatego, pomagajmy! Tak, jak sami byśmy chcieli być wspomożeni. Słowem. Modlitwą. Pieniędzmi. Miliony są potrzebne na odbudowę szkół, szpitali, domów. Każdy milion zaczyna się od grosza. Dlatego każdy datek, nawet najmniejszy jest potrzebny. Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, Caritas Polska, Polska Misja medyczna czy papieskie stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie – za ich pośrednictwem można się włączyć w akcję Rodzina Rodzinie, Polska dla świata i wiele, wiele innych. 

Kiedy w Marszu Niepodległości szły tysiące świętujących ludzi, z tłumu co jakiś czas wyrywały się pojedyncze głosy, które nie nadają się do przytoczenia w  miejscu publicznym. Parafrazując, nieliczni, ale głośni obwieszczali światu co trzeba zrobić z uchodźcami. Ludźmi, którzy cierpią przez wojnę. Którzy próbują odbudować swoje życie. Podnieść je z gruzów, jak nasi rodacy podnosili kiedyś zbombardowaną Warszawę. Patriotyzmu nie należy mylić z szowinizmem, a pomocy ze zmienianiem komuś życia na siłę.

Uchodźca, imigrant, człowiek, pomoc, wojna – wykreśl słowo, które w tej grupie znalazło się przypadkiem. Które? To wcale nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Tak jak cały konflikt i kryzys migracyjny, tak i to zdanie wymaga chwili, w której rzeczy małe przestają być znaczące, a do głosu dochodzą i szkiełko, i serce.

 

P.S. Dziękuję ks. Marcinowi Schmidtowi, dr Magdalenie El Ghamari, dr. Wojciechowi Szewko, ks. Pawłowi Kaczmarczykowi za rozmowę i przemyślenia.

 

Małgorzata Steckiewicz

Małgorzata Steckiewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Małgorzata Steckiewicz
Małgorzata
Steckiewicz
zobacz artykuly tego autora >

Jutro Niedziela – XXXIII zwykła A

Życie jest jak inwestycje giełdowe. Bóg obdziela talentami, człowiek ma je pomnażać

ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >
ks. Piotr Rymuza
ks. Piotr
Rymuza
zobacz artykuly tego autora >

Pod koniec roku liturgicznego Kościół proponuje czytania mówiące o naszym przyszłym losie. Nie straszy nas potępieniem, ale zachęca do zachowania czujności w codziennym postępowaniu.

Każdy będzie musiał zdać rachunek ze swego życia, niezależnie od tego, w jakim momencie zastanie go przychodzący Bóg. Nie muszą się Go obawiać ci, którzy żyli w bojaźni Pańskiej, czyli kroczyli Bożą drogą i realizowali Jego wolę w codzienności.

Bóg obdarował wszystkich darami, które mają nam w tym pomóc. Od naszej decyzji zależy, czy ów skarb będziemy w sobie rozwijać, czy sparaliżowani strachem zakopiemy go w swych lękach.

Bóg jest nie tylko sprawiedliwym Sędzią, ale i miłosiernym Ojcem.

 

PUNKT WYJŚCIA


• TRZYDZIESTA TRZECIA NIEDZIELA ZWYKŁA • Rok A • KOLEKTA: Będziemy prosili Boga, o odnalezienie radości w pełnieniu służby wobec Niego CZYTANIA: Księga Przysłów 31,10-13.19-20.30-31 • Psalm 128, 1-2.3.4-5 • Pierwszy List do Tesaloniczan 5,1-6 • Ewangelia wg św. Mateusza 25,14-30

 

• CHMURA SŁÓW • W dzisiejszych czytaniach aż 15 razy pada słowo PAN, który obdziela nas TALENTAMI (12). Ewangelia opisuje SŁUGI (6), czyli różnych ludzi, którzy po OTRZYMANIU (6) swojego talentu, dobrze lub źle go ulokowali. Pan mówi nam dziś wyraźnie, że każdemu kto ma BĘDZIE (5) dodane

Jutro Niedziela - XXXIII zwykła A

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst I czytania

Czytanie z Księgi Przysłów

(Prz 31,10-13.19-20.30-31)

Niewiastę dzielną kto znajdzie? Jej wartość przewyższa perły. Serce małżonka jej ufa, na zyskach mu nie zbywa; nie czyni mu źle, ale dobrze przez wszystkie dni jego życia. O wełnę i len się stara, pracuje starannie rękami. Swe ręce wyciąga po kądziel, jej palce chwytają wrzeciono. Otwiera dłoń ubogiemu, do nędzarza wyciąga swe ręce. Kłamliwy wdzięk i marne jest piękno: chwalić należy niewiastę, co boi się Pana. Uznajcie owoce jej rąk, niech w bramie sławią jej czyny.

Oto Słowo Boże

[01][02]

PIERWSZE CZYTANIE

Towarzyszka życia • Prz 31,10-13.19-20.30-31

KSIĘGA: Przysłów • AUTOR: Salomon i inni anonimowi mędrcy • CZAS POWSTANIA:  X-VI w. przed Chr. MIEJSCE: Starożytny Izrael  • KATEGORIA: przysłowia


O KSIĘDZE • Księga Przysłów należy do korpusu ksiąg madrościowych Starego Testamentu. Zarówno jej tytuł hebrajski, jak i grecki – Miszle Szelomoh, Paroimiai Salomontos, co znaczy Przysłowia Salomona – wiążą dzieło z postacią wielkiego izraelskiego króla, a jednocześnie zdradzają najczęściej stosowany w księdze gatunek literacki. Z pewnością księga nie pochodzi w całości od Salomona. Jest raczej próbą podsumowania ówczesnego stanu myśli. Sugerowane autorstwo miało zapewne na celu nadanie księdze powagi mocą królewskiego autorytetu. W księdze można wyróżnić kilka części: przysłowia przypisywane Salomonowi (Prz 1-22,16) Słowa Mędrców (Prz 22,17-24,34) przysłowia przypisywane Salomonowi, a zebrane przez dwór Ezechiasza, króla judzkiego (Prz 25-29)Słowa Agura (Prz 30)Słowa Lemuela (Prz 31).

KONTEKST • Ostatni rozdział Księgi Przysłów składa się z dwóch części. Pierwsza zawiera mowę królowej do syna Lemuela – władcy arabskiego (Prz 31,1-9). Bardzo rzadko zdarza się w Starym Testamencie, by to kobieta pouczała mężczyznę. Matka przestrzega w tym tekście syna przed kobietami i alkoholem, które mogą utrudniać mu rządy. Druga część to Poemat o mądrości (Prz 31,10-31) zapisany w formie akrostychu – następujące w nim wersety rozpoczynają się od kolejnych liter alfabetu hebrajskiego. Stanowi pochwałę kobiety sprawiedliwej, współczującej ubogim, roztropnej i bojącej się Pana. Ową kobietą jest mądrość, która została przedstawiona jako przewyższająca wszelkie dobra ziemskie (Prz 31,10b).

ZANIM USŁYSZYSZ • Słowa pierwszego czytania są pochwałą kobiety, która charakteryzuje się odwagą (w. 10) oddaniem (w. 12) pracowitością (w. 13) miłosierdziem względem ubogich (w. 20) bojaźnią wobec Pana (w. 30). Taka żona jest radością męża. Niewiasta symbolizuje mądrość, która jest źródłem szczęścia każdego, kto wiąże z nią swe życie. Mądrość ta objawia się tym, że najwyższej wartości nie szuka w ulotnych dobrach ziemskich, lecz w pełnej bojaźni relacji do Boga, która może zaważyć na przyszłych losach człowieka.

 

TRANSLATOR


W dzielnej kobiecie z Księgi Przysłów widać model żony i matki, widać także ucieleśnioną Bożą Mądrość. Te dwa obrazy nakładają się na siebie:

Niewiastę dzielną któż znajdzie? Dzielna niewiasta (hebr. eszet hail) to dosłownie kobieta pełna mocy, silna. Hail w ST oznacza bogactwo i zdolności, siłę, odwagę, a nawet potężną armię. Dzielna kobieta/Mądrość Boża jest jak najcenniejszy skarb, jej życiowa odwaga i skuteczność przypominają odwagę żołnierzy na polu bitwy.

 Serce małżonka jej ufa, na zyskach mu nie zbywa  Zysk (hebr. salal) to dosłownie łup (1 Sm 30,20). Fragment Jr 21,9 mówi o życiu jako łupie, który mają ocalić Izraelici. Życie męża dzielnej kobiety/ucznia Mądrości Bożej jest jak wygrana bitwa, jest bogate w “łupy”.

Nie czyni mu źle, ale dobrze przez wszystkie dni jego życia Czyni dobrze (hebr. gamal) znaczy dosłownie karmi, rodzi dobro, jak drzewo rodzi słodkie migdały w Lb 17,23.

 O len się stara i wełnę, pracuje starannie Dosłownie w tekście hebr. ‘pracuje z upodobaniem’ (hafac). Jej praca z miłości jest tak samo wartościowa jak studiowanie Tory i upodobanie w Prawie Pana (Ps 1,2).

Podobnie jak okręt kupiecki krąży, żywność sprowadza z daleka  Okręt kupiecki (hebr. onija) to np. okręt ze złotem dla Salomona na budowę świątyni (2 Krn 8,18). Kobieta/Mądrość Boża swoją troską i miłością sprawia, że w jej domu, jak w świątyni, mieszka Pan.

Wstaje, gdy jeszcze jest noc, i żywność rozdziela domowi, a obowiązki swym dziewczętom  Obowiązki (hoq) to inaczej prawa i nakazy, w ST odnoszą się wskazań Prawa i Bożych przykazań; dziewczęta (naarah) to niedoświadczone i młode kobiety. Dzielna kobieta/Mądrość Boża uczy niedoświadczonych, jej życie wypełniają Boże Prawa.

Myśli o roli kupuje ją: z zarobku swych rąk zasadza winnicę  To typowo męskie czynności. Winnica to symbol radości, miłości, wybranego Izraela (Pnp; Iz 5). Dzielna kobieta/Mądrość Boża wypełnia życie swoich bliskich miłością, radością i bliskością Pana.

Przepasuje mocą swe biodra  Przepasywać (hebr. hgr) w 1- 2 Sm to gest wojownika, który przypasowuje sobie miecz. Kobieta/Boża Mądrość daje swoim bliskim siłę do życiowych zmagań.  

Już widzi pożytek z swej pracy: jej lampa wśród nocy nie gaśnie  Lampa (hebr. ner) to symbol czujności i dostatku. Płonie ona nieustannie w domu dzielnej kobiety i w domu Bożej Mądrości, w Namiocie Spotkania (Wj 25,37). Słowo Pana jest lampą (Ps 119,105).

Sporządza sobie okrycia, jej szaty z bisioru i z purpury  Bisior i purpura to symbol godności królewskiej, takie same tkaniny zdobią kobietę i Namiot Spotkania oraz Świątynię (Wj; 1-2 Krn). Kobieta i Świątynia mają ze sobą wiele wspólnego, są mieszkaniem Bożej Mądrości.

Strojem jej siła i godność  Godność (hebr. hadar) to inaczej blask, majestat, piękno. Otaczają one kobietę, są jej naturalnym strojem. To także strój samego Boga i roztaczającej blask Jego Mądrości (Ps 93,1).

Otwiera usta z mądrością, na języku jej miłe nauki  Dosłownie na jej języku “Tora miłości” (torat chesed). Torą, Prawem, którego uczy kobieta/Boża Mądrość, jest bezinteresowna, życzliwa, otwarta miłość.

Kłamliwy wdzięk i marne jest piękno: chwalić należy niewiastę, co boi się Pana  Wdzięk potrafi być kłamstwem (hebr. seker), często skrywa pustkę, a piękno (hebr. hen) jest jak podmuch wiatru, para (hebr. hebel tego samego słowa używa Kohelet marność). Jedyne, co trwa, to bojaźń Boża (jirat Adonaj), która w literaturze mądrościowej jest początkiem wszelkiej mądrości. Kobieta i Mądrość Boża wraz z upływem pozostają zawsze piękne, ponieważ są zasłuchane w Boże Słowo.

 

 

CYTATY


Dobre pytanie: Niewiastę dzielną któż znajdzie?

Niewymierność: Jej wartość przewyższa perły.

O prawdziwej damie: chwalić należy niewiastę, co boi się Pana.

 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst Psalmu

(Ps 128, 1-2. 3. 4-5)

REFREN: Szczęśliwy człowiek, który służy Panu.

Szczęśliwy człowiek, który służy Panu i chodzi Jego drogami. Będziesz spożywał owoc pracy rąk swoich, szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie.

Małżonka twoja jak płodny szczep winny w zaciszu twego domu. Synowie twoi jak oliwne gałązki dokoła twego stołu.

Tak będzie błogosławiony człowiek, który służy Panu. Niech cię z Syjonu Pan błogosławi † i obyś oglądał pomyślność Jeruzalem przez wszystkie dni twego życia.

[01][02]

PSALM

Źródło szczęściaPs 128, 1-2. 3. 4-5 

PSALM 128 • AUTOR: nieznany • CZAS POWSTANIA: po powrocie z niewoli


O PSALMIE • Pochodzący z powygnaniowej tradycji mądrościowej Psalm 128 należy do zbioru pieśni pielgrzymkowych. Jest określany mianem Pieśni stopni, czy Pieśni kroków, ponieważ był śpiewany podczas podchodzenia pielgrzymów do położonej na wzgórzu Jerozolimy, zwykle w ramach obchodów jednego z trzech wielkich świat żydowskich (Święto Paschy, Święto Namiotów, Święto Tygodni). Psalm zawiera błogosławieństwo skierowane do małżonków i najprawdopodobniej był wykorzystywany w synagogalnej liturgii małżeństwa.

ZANIM USŁYSZYSZ • Psalm ten jest wyrazem ówczesnych przekonań co do źródeł i przejawów prawdziwego szczęścia. Na Boże błogosławieństwo zasługuje ten, który boi się Pana (w. 4). Wyraża się to w chodzeniu Jego drogami (w. 1), czyli przestrzeganiu Bożych przykazań i kierowaniu się w życiu wolą Pana. Najdobitniejszym znakiem Bożego błogosławieństwa dla Izraelity był dobrobyt materialny oraz miłość małżeńska połączona z darem licznego potomstwa.

 

 

CYTATY


O strachu błogosławionym: Szczęśliwy człowiek, który się boi Pana

Psalmista o dużej rodzinie: Małżonka twoja jak płodny szczep winny

Pochwała wielodzietności: Synowie twoi jak oliwne gałązki dokoła twego stołu.

 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst II czytania

Czytanie z I Listu do Tesaloniczan

(1 Tes 5, 1-6)

Nie potrzeba wam, bracia, pisać o czasach i chwilach, sami bowiem dokładnie wiecie, że dzień Pański przyjdzie tak jak złodziej w nocy. Kiedy bowiem będą mówić: «Pokój i bezpieczeństwo» – tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie umkną. Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej. Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności. Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi.

Oto Słowo Boże

[01][02]

DRUGIE CZYTANIE

Nie jesteście w ciemnościach  1 Tes 5,1-6

PIERWSZY LIST DO TESALONICZAN • NADAWCA: św. Paweł • SKĄD: Korynt/Ateny • DATA: ok. 50 r. •  ADRESACI: chrześcijanie w Tesalonice


O KSIĘDZE • Pierwszy List do Tesaloniczan jest uznawany za najstarsze pismo Nowego Testamentu. Paweł napisał je zaraz po założeniu wspólnoty i opuszczeniu Tesaloniki z powodu nieprzychylności mieszkających tam Żydów. List powstał podczas drugiej podróży misyjnej Apostoła (4952 r.), po otrzymaniu wieści od Tymoteusza. Adresaci listu to chrześcijanie nawróceni z pogaństwa (1,9), którzy za swoje nawrócenie płacą wysoką cenę prześladowań (1,7) ze strony ich rodaków (2,14). Paweł posyła do nich Tymoteusza, aby upewnić się o ich wierze, która  jak się obawia mogła się zachwiać. Obawy Pawła okazały się płonne (3,6-8).

List nie ma na celu korygowania błędów Tesaloniczan, lecz umocnienie ich w wierności otrzymanej Ewangelii (4,1-2.10). Nie potrzebują pouczeń co do miłości braterskiej (4,9) ani daty końca czasów (5,1-2). W egzortach kierowanych do wspólnoty nie widać problemów natury moralnej. Jedyny problem to kwestia braku wiedzy co do losu zmarłych (4,13-18).  Owocuje to smutkiem Tesaloniczan.

KONTEKST •  Po wstępnych pochwałach (1 Tes 1,2-10; 2,13-20) wyjaśnieniu potrzeby misji Tymoteusza (1 Tes 3,1-10) oraz zachęcie do poprawy wzajemnych relacji w ramach wspólnoty (1 Tes 4,1-12) Paweł kieruje do Tesaloniczan naukę dotyczącą paruzji. Wielu z nich, licząc na szybkie przyjście Pana, bało się o przyszły los osób zmarłych jeszcze przed Jego nadejściem. Apostoł, używając popularnej wówczas stylistyki apokaliptycznej, zapewnia, że udział w radości niebieskiej będzie dotyczył zarówno zmarłych, którzy w dniu ostatecznym zostaną przywróceni do życia, jak i tych, którzy dożyją tego momentu.

ZANIM USŁYSZYSZ • Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć dnia Sądu Ostatecznego. Dlatego chrześcijanin nie powinien kierować swoim życiem tylko i wyłącznie ze względu na wizję bliskiej kary lub nagrody. Paweł zachęca do czujności, która polega na przestrzeganiu Bożych przykazań i wypełnianiu woli Boga w każdym momencie życia – tak w jego początkach, jak i u kresu.

 

JESZCZE O DRUGIM CZYTANIU


Dzień Pański Paweł nawiązuje do nauczania proroków Starego Testamentu i do słów samego Jezusa. Amos 2,13-16 pisze o dniu, przed którym nikt nie ucieknie, a Malachiasz 3,1-3 opisuje Pana nagle przybywającego do świątyni, aby oczyścić swój lud. Dzień Pański zaskakuje większość ludzkości.

Czujność Jezus wzywa swoich uczniów do czujności. Syn Człowieczy przyjdzie jak potop za dni Noego, przynosząc nieubłagany sąd tym, którzy nie są przygotowani na Jego nadejście (Mt 24,37-42). Tesaloniczanie nie powinni dać się zwieść fałszywym prorokom głoszącym “spokój i bezpieczeństwo”. Nie trwają też w ciemnościach niewiedzy i grzechu, aby dzień Pana miał ich zaskoczyć.

Światłość  Paweł nazywa wierzących “synami światłości” i “synami dnia”. Światłość towarzyszy Bogu Stwórcy (Rdz 1,4), wyprowadza Izraela z Egiptu (Wj 14,20) i jest znakiem Pana zstępującego na Synaj, aby zawrzeć Przymierze (Pwt 4,11). Chrześcijanie to dzieci światłości: są nowym stworzeniem, wyprowadzonym z niewoli grzechu; należą do Pana przez Krew Chrystusa. Są synami dnia Pańskiego. Dla nich dzień ten będzie dniem triumfu i radości, jeśli tylko nie popadną w odrętwienie, jeśli nie zasną (sen to synonim śmierci) w oczekiwaniu na przyjście Pana.  

 

 

CYTATY


Kontrowersyjne porównanie Pawła: dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy.

Ufff: Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć

Namowa do mobilizacji: czuwajmy i bądźmy trzeźwi!

 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst Ewangelii

Słowa Ewangelii wg św. Mateusza

(Mt 25,14-30)

Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: «Podobnie jest z królestwem niebieskim jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obieg i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i, rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: „Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem”. Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: „Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem”. Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: „Panie, wiedziałem, że jesteś człowiekiem twardym: żniesz tam, gdzie nie posiałeś, i zbierasz tam, gdzie nie rozsypałeś. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!” Odrzekł mu pan jego: „Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że żnę tam, gdzie nie posiałem, i zbieram tam, gdzie nie rozsypałem. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”».

Oto Słowo Pańskie

[01][02]

EWANGELIA

Sługo dobry i wierny •  Mt 25, 14-30

EWANGELISTA: św. Mateusz • CZAS POWSTANIA: ok. 8090 r.

KATEGORIA: przypowieść MIEJSCE NAUCZANIA: Jerozolima, Góra Oliwna • CZAS: ok. 33 r. • KTO MÓWI: Jezus • ADRESACI: uczniowie


KSIĘGA • Autor Ewangelii wg św. Mateusza ani razu nie zdradza się w tekście księgi. Tradycyjnie autorstwo przypisuje się jednak Mateuszowi – jednemu z Dwunastu. Księga powstała w pierwszym stuleciu, najprawdopodobniej w latach osiemdziesiątych, zapewne w Antiochii Syryjskiej. Adresatem Ewangelii jest wspólnota składająca się w znacznej mierze z judeochrześcijan, choć znajdują się w niej również nawróceni poganie. Wpływa to na charakter księgi, która ma zabarwienie judaistyczne. W jej strukturze można wyróżnić pięć większych jednostek, zwanych mowami:Kazanie na Górze (5,1-7,29) mowa misyjna (10,1-11,1) •  mowa w przypowieściach (13,1-53) mowa kościelna (18,1-35) •  mowa eschatologiczna (24,1-25,46). Takim układem autor mógł nawiązywać do budowy Pięcioksięgu.

KONTEKST • Przypowieść o talentach należy do większej jednostki literackiej poświęconej przyszłym losom Jerozolimy i powtórnemu przyjściu Chrystusa w czasach ostatecznych (Mt 24-25). Ów fragment, o głęboko eschatologicznym przesłaniu, bezpośrednio poprzedza opis męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa (Mt 26-28) i bywa określany jako Mowa eschatologiczna. Jest to piąta z wielkich mów Jezusa w Ewangelii Mateuszowej. Mistrz z Nazaretu przemawia do uczniów zebranych wokół Niego na Górze Oliwnej, wielokrotnie używając przypowieści. Wymienia znaki, które pojawią się na końcu czasów (Mt 24, 3-25), opisuje samo przybycie Syna Człowieczego na ziemię (Mt 24, 26-35) oraz  Sąd Ostateczny (Mt 25, 31-46). W tym kontekście zachęca uczniów do czujności i gorliwości w przestrzeganiu Bożych przykazań.

ZANIM USŁYSZYSZ • Historia o sługach obdarowanych talentami wpisuje się w szereg przypowieści, które mają odniesienie eschatologiczne. Zarządzanie otrzymanymi talentami będzie źródłem oceny i zaważy na przyszłych losach sług. Pan weryfikuje ich wierność względem podjętych zobowiązań, nie zaś względem siebie samego. Dlatego na równi postępuje z tym, który przyniósł pięć talentów zysku, oraz z tym, któremu udało się zgromadzić jedynie dwa.

 

JESZCZE O EWANGELII


Bóg wyrusza w podróż  Bóg Stwórca stworzył ten świat, a następnie oddał go nam w dzierżawę i ukrywa się, patrząc, jak zarządzamy Jego dobrami. To interpretacja Rdz 1,28 człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boże jest tylko i aż dzierżawcą na tym świecie.  

Rozrzutność Pana   Mogą dziwić zaufanie i rozrzutność Boga. Przekazuje nam swój majątek w nadziei, że go pomnożymy. Każdemu ze sług dał odpowiednio pięć talentów, trzy talenty i jeden talent. Czy to sprawiedliwe? Jeden talent to ok. 350 kg złota. Zatem każdy ze sług otrzymał ogromny majątek, odpowiednio 1500, 1000, 350 kg złota. Bóg daje każdemu według zdolności (gr. dynamis – siły, predyspozycji, dynamiczności) i zawsze daje ponad miarę.

Powrót Pana  Po dłuższym czasie (na końcu naszego życia lub na końcu czasów) Pan powraca i rozpoczyna rozliczanie. Z jakim entuzjazmem podchodzi do tych, którzy byli aktywni i twórczy – sługo dobry i wierny. Cieszy się ich sukcesami. Stwierdza, że dał im niewiele – byłeś wierny w małych rzeczach i obiecuje jeszcze większą nagrodę – wejście do radości Pana (lub miasta – u Łukasza). Nie jest ważne to, ile zarobili, ale to, że byli aktywni pierwszy i drugi sługa otrzymują tę samą pochwałę.

Dramat  zaczyna się, kiedy zbliża się trzeci ze sług. Najpierw oskarża pana o surowość i niesprawiedliwość, czyżby zazdrościł dwóm towarzyszom? Dlaczego nie ucieszył się z tego, co dostał? Zakopał, czyli pogrzebał skarb, który dostał od Pana. Tłumaczy, że się go bał. Strach przed Bogiem zabija twórcze życie. Biblia zaleca bojaźń Pana (patrz Poemat o dzielnej kobiecie z pierwszego czytania), lecz nie ma ona nic wspólnego ze strachem. Bojaźń Boża to szacunek i miłość do Pana, którego mogę nie rozumieć, ale któremu jestem posłuszny, ponieważ Jego drogi nieskończenie przekraczają moje.

Niebo jak Wall Street? Boże życie przypomina trochę inwestycje giełdowe. Każdy z nas otrzymuje talenty. Mogą być nimi konkretne uzdolnienia fizyczne, ale także dary Ducha Świętego i najważniejszy talent wiary i życia Bożego w nas. Bóg nie obdziela nas nimi identycznie. Każdy powinien pomnażać to, co otrzymał, nie oglądając się na innych. Kto pomnaża, otrzymuje coraz więcej. Nie współpracując z łaską, usypiamy w sobie otrzymane dary i sami zamykamy się na przyjęcie następnych. Zamykamy się także na wejście do Królestwa, gdzie jak na Wall Street jest miejsce jedynie dla aktywnych i przedsiębiorczych.

 

CYTATY


Pochwała przedsiębiorczości: Dobrze, sługo dobry i wierny!

Pan stwierdza, że pięć talentów to jeszcze niewiele: Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię

Bóg nie stosuje janosikowego: Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane

 

1/5
Przypowieść o talentach na drzeworycie z roku 1712 r.
2/5
Przypowieść o talentach, Jan Luyken, XVII-XVIII w.
3/5
Przypowieść o talentach, anonimowy autor, XV w.
4/5
Żona artysty i jego syn, Benjamin West, ok. 1773 r., Yale Center for British Art, USA
5/5
Portret żony w ślubnej sukni, Jan Matejko, 1879 r, Muzeum Narodowe w Warszawie
poprzednie
następne
ks. Marcin Kowalski

ks. Marcin Kowalski

Doktor nauk biblijnych, wykładowca KUL oraz WSD w Kielcach. Sekretarz czasopism biblijnych The Biblical Annals oraz Verbum Vitae. Uczestnik programów radiowych i telewizyjnych popularyzujących Biblię: W Namiocie Słowa, Szukając Słowa Bożego, Telewizyjny Uniwersytet Biblijny (Radio Maryja i Telewizja Trwam). Moderator Dzieła Biblijnego Diecezji Kieleckiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr Rymuza

ks. Piotr Rymuza

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >
ks. Piotr Rymuza
ks. Piotr
Rymuza
zobacz artykuly tego autora >

Sprawa Chrystusa. Od ateizmu do chrześcijaństwa

Zmartwychwstanie ma swoich świadków i zostało opisane, a kopie tych opisów tworzą jeden z największych zbiorów na świecie. Jednak od pierwszych chwil po tym największym cudzie, fakt zmartwychwstania jest nieustannie podważany. Jakie są argumenty przeciw? Co jest powodem sceptycyzmu i niewiary?

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Na ekrany kin wchodzi właśnie bardzo dobry amerykański film “Sprawa Chrystusa”, w którym główny bohater z przyczyn osobistych postanawia przeprowadzić śledztwo w sprawie zmartwychwstania Chrystusa i udowodnić, że chrześcijaństwo bazuje na wymyślonej opowieści lub historii, która jest opisem zbiorowej halucynacji. Historia niby banalna, prosta, lecz wiarygodna, nie tylko dlatego, że powstała w oparciu o życiorys znanego dziennikarza śledczego Lee Strobla (laureata nagrody Pulitzera), nie tylko dlatego, że scenariusz został napisany w oparciu o bestsellerową książkę o tym samym tytule, ale dlatego, że ten obraz filmowy stanowi zbiór najczęściej stawianych zarzutów wobec chrześcijaństwa. W pierwszych chwilach po zmartwychwstaniu nawet uczniowie przecież nie dowierzali.

 

“Sprawa Chrystusa” to dobrze i rzetelnie przeprowadzone śledztwo, w którym bohater szuka odpowiedzi u historyków a także sięga po psychologię. Ilość i różnorodność dziedzin, w ramach których Lee próbuje dowieść, że religia to tylko ludzka potrzeba a Boga nie ma, jest imponująca. Momentami nawet irytująca. Kolejno przedstawiane tezy, które mają być kluczowe dla śledztwa, zawziętość bohatera w próbie podważenia fundamentów chrześcijaństwa sprawiają, że film ani przez moment nie staje się nudny. Nawet gdy filmowy dziennikarz, mimo kolejnych dowodów przemawiających za prawdziwością Zmartwychwstania, z uporem maniaka powtarza, że nie jest ono prawdą, a Biblia to stek wymyślonych historii – czyli powtarza argumenty, które każdy z nas już słyszał miliard razy – możemy złapać się na własnych wątpliwościach, na tym, że przyjęliśmy tę kluczową dla chrześcijaństwa prawdę, nie wchodząc nigdy w jej istotę. Po prostu przyjęliśmy wszystko “na wiarę”. Tymczasem najważniejsze wydarzenie w historii świata powinno w nas, tak jak w filmowym bohaterze, powodować ciekawość i chęć odkrywania Prawdy. “Odkrywanie” to chyba nawet kluczowe słowo do całej tej filmowej narracji. Bo nawet jeżeli nie znamy filozoficznych czy naukowych dowodów na istnienie Boga, nawet jeżeli nie mamy pojęcia, jaką pracę wykonali do tej pory archeologowie, to w codziennym religijnym życiu powinniśmy przede wszystkim odkrywać Boga. “Sprawa Chrystusa” to film, na który idziemy nie po to tylko, żeby się czegoś dowiedzieć, ale przede wszystkim, żeby odkryć podstawę swojej wiary. To świetna robota ewangelizacyjna.

 

Jedynym minusem (w zasadzie małym minusikiem) jaki znajduję w tym filmie jest zbyt banalny finał. Film “Sprawa Chrystusa” na pewno jednak każdy z nas powinien obejrzeć.


Więcej informacji o filmie znajdziesz tutaj


 

Judyta Syrek

Judyta Syrek

PR Manager i z-ca dyrektora portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Ma głowę pełną pomysłów i... anegdotek z zakonnikami w tle. Niekiedy mamy wrażenie, że za jej plecami widać cień śp. o. Joachima Badeniego OP, który nawet po śmierci wspiera ją w zmaganiach zawodowych i prywatnych.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Abp Becciu: w Kurii Rzymskiej panuje jedność

W Kurii Rzymskiej, czyli w gronie najbliższych współpracowników Franciszka, panuje absolutna jedność, zapewnia abp Angelo Becciu, substytut sekretariatu stanu. Wziął on w Rzymie udział w prezentacji książki „Spotkałem Franciszka”, wydanej w tych dniach przez włoską Edycję Paulińską

Hierarcha, którego wypowiedź także znajduje się w tej publikacji, wyznał, że przykro mu, iż „swobodne wypowiadanie się odbierane jest jako sprzeciw wobec papieża. Tymczasem w kurii panuje pełna jedność”. Według abp. Becciu „w kurii można wyrażać różne opinie, ale jest to wkład w poprawę Kościoła. Normalne więc, że się je wyraża”.

 

Nie ukrywał on, że fakt wybrania przez Franciszka na swoje miejsce zamieszkania Domu św. Marty, jest dla niektórych osób z jego otoczenia bolesny.

 

Opowiedział również o swoim pierwszym spotkaniu tam z Franciszkiem, krótko po jego wyborze: „Wszedłem i zobaczyłem dwa krzesła. Na jednym leżały książki i jakieś papiery, zabrałem się więc do ich zdjęcia. Wtedy papież powstrzymał mnie, mówiąc, że nie ma takiej potrzeby, ponieważ on usiądzie na łóżku. I tak zrobił. Tak w dość niecodzienny sposób zaczęła się nasza pierwsza rozmowa”.

 

Arcybiskup ujawnił, jak narodził się zwyczaj wspólnego obiadu Franciszka z proboszczami rzymskich parafii w Wielki Czwartek: „Opowiedziałem, że istnieje tradycja, aby zapraszać do Watykanu na obiad kapłanów, którzy czuli się samotni, zwłaszcza, że chodzi o święto kapłaństwa. Franciszek zapytał, kogo zaprosimy w tym roku. Pierwszy przychodzi mi na myśl Wasza Świątobliwość, bo wydaje się najbardziej z wszystkich zagubiony. I tak już zostało, że jego na tym obiedzie nie brakuje”.

 

Substytut sekretariatu stanu wspomniał wizytę w Watykanie Donalda Trumpa. Zauważył, że sądząc z relacji telewizyjnych można było odnieść wrażenie, iż spotkanie upłynęło w lodowatej atmosferze Tymczasem „po prywatnej rozmowie wyszedł tłumacz z Sekretariatu Stanu, który oczywiście związany jest tajemnicą. Ale widząc mnie uczynił gest ręką, któremu towarzyszyły słowa: «great, great» (świetnie, świetnie), papież był wielki. Udało mu się rozmawiać z gościem o tym, o czym z trudem wspomniałby w innych warunkach”.


sal (KAI Rzym) / Watykan

Katolicka Agencja Informacyjna

Kard. Tagle: Kościół się nie zmienia, tylko odnawia

O wielokulturowości, migracji, papieżu Franciszku i modlitwie z kard. Luisem Antonio Tagle, przewodniczącym Caritas Internationalis rozmawiają o. Marcin Wrzos OMI oraz Michał Jóźwiak z portalu misyjne.pl

Michał Jóźwiak: Często mówi się, że papież Franciszek zmienia Kościół. Myślę tutaj chociażby o adhortacji „Amoris Laetitia”. Czy rzeczywiście ten pontyfikat jest taki przełomowy?

Kard. Luis Antonio Tagle: Słowo „zmiana” tutaj nie pasuje. Myślę, że lepszym określeniem dla tego, co dzieje się w Kościele i właściwie ciągle się wydarza, jest „odnawianie”. Zaczęło się ono już w 1958 r., kiedy papieżem został Jan XXIII, który później zwołał Sobór Watykański II. To nie efekt papieża Franciszka, to się zaczęło dużo wcześniej, choć 50 lat to znowu nie aż tak wiele. Mam poczucie, że dopiero teraz w Kościele zaczynamy rozumieć postanowienia soborowe. Następni papieże, Paweł VI, Jan Paweł II i Benedykt XVI rozwijali różne aspekty tego, co zostało wypracowane podczas Soboru Watykańskiego II.

 

Michał Jóźwiak: Czyli nie ma przełomu i się na to nie zanosi?

– Ciągle będzie miało miejsce to „odnawianie”, bo świat się zmienia. Kościół musi mierzyć się z wciąż nową rzeczywistością. Przecież w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku nie było mowy o sztucznej inteligencji, a teraz jest ona bardzo realna. Nie możemy zamykać oczu na nowe zjawiska i powtarzać w kółko tego samego. Kościół powinien na te wyzwania odpowiadać.

 

Michał Jóźwiak: Jednym z takich wyzwań jest chyba migracja? Niedawno Caritas Internationalis zapoczątkowała akcję #ShareJourney, która ma być wyrazem solidarności z uchodźcami i migrantami.

– To rzeczywiście problem globalny, któremu Kościół powinien stawić czoła. Ale Kościół nie jest jedyną instytucją pochylającą się nad tą kwestią. Choć przyznam, że chcemy mieć tutaj swój istotny wkład, zwłaszcza przez nauczanie społeczne Kościoła. Ciągle przychodzi do nas nowa rzeczywistość i musimy na nią adekwatnie reagować. Migracja to niewątpliwie jedna z największych trosk współczesnego Kościoła. Wielu uchodźców ginie. Nie możemy udawać, że to się nie dzieje.

 

Michał Jóźwiak: Migracja wiąże się również z wielokulturowością. To pojęcie jest ostatnio bardzo modne i dla jednych jest szansą, a dla drugich przeciwnie – wielkim zagrożeniem.

– Całe stworzenie jest różnorodne – inaczej by nie przetrwało. Potrzebujemy słońca, gwiazd, powietrza. Bóg jest Bogiem różnorodności. Nie wiem jak ci, którzy domagają się jednorodności, chcą pogodzić swoje myśleniem z dziełem stworzenia. Wielokulturowość nie stoi w sprzeczności z Bożym planem. To my stanowimy problem – to, że postrzegamy wielokulturowość jako zagrożenie. Doszukujemy się w tym zagrożenia, nie widząc piękna i szans, jakie z sobą niesie. Najważniejsze jest niekoniecznie zjawisko samo w sobie, ale to jak je postrzegamy i to, czego się w nim chcemy doszukiwać. Mój dziadek był Chińczykiem, który wyemigrował z przyczyn ekonomicznych na Filipiny. Był buddystą, który później przeszedł na chrześcijaństwo. Kto by pomyślał, że wnuk chińskiego buddysty zostanie kardynałem? (śmiech). Czy można więc powiedzieć, że wielokulturowość ma w sobie coś złego? Bóg potrafi się tym posłużyć do zbudowania czegoś dobrego. I nie mówię tego na poziomie abstrakcji, bo sam doświadczam tego w swojej rodzinie. Różnorodność to nie tylko szansa, to błogosławieństwo.

 

Marcin Wrzos OMI: Papież Franciszek powiedział już jakiś czas temu, że Kościół sam w sobie jest misyjny. Dużo mówi się o pomocy materialnej niesionej przez misjonarzy, ale nie mniej ważna jest tu pomoc modlitewna, jak choćby zakonów kontemplacyjnych.

– Nie bez przyczyny jedną z patronek misji jest św. Teresa od Dzieciątka Jezus, karmelitka bosa. Misje to nie tylko aktywność, działalność czy praca. Misje to wyjście poza siebie także w sensie duchowym. Właściwie modlitwa sama w sobie jest misyjna. Jeśli modlimy się tylko za siebie, to nasza modlitwa jest w jakimś sensie niepełna. W naszej relacji z Bogiem musi być obecne „misyjne serce”, które pragnie dobra innych. Modlitwa rodziców za dzieci to także pewien rodzaj misji.

 

Marcin Wrzos OMI: Zatem mnisi, którzy nie budują studni czy szkół w krajach misyjnych, ale poświęcają się kontemplacji, również mogą być misjonarzami.

– Tak, bo ich modlitwa jest misją. Przez swoją ciszę i obejmowanie modlitwą tak wielu ludzi są bardziej obecni w świecie niż może nam się wydawać. To olbrzymi wkład, którego bardzo potrzebujemy.

 

Marcin Wrzos OMI: Jak modli się Ksiądz Kardynał?

– Trzeba rozróżnić momenty modlitwy formalnej i nieformalnej. Do tej formalnej wlicza się oczywiście to, że jako kapłan odmawiam brewiarz, odprawiam Mszę św., ale tego nie ma aż tak wiele. Gdyby policzyć, może wyszłyby dwie godzinny dziennie. Ważne jest jednak to, aby twoje serce przez cały dzień było otwarte na Boga i jego inspiracje. Twój umysł powinien poszukiwać odpowiedzi na to, gdzie On chce cię poprowadzić. Taka modlitwa nie wymaga pójścia do kaplicy – możesz być wśród ludzi, na spotkaniu, na spacerze, ale twoje serce może być połączone z Bogiem. Modlitwa to postawa, która nie ma końca. Ona wciąż trwa.


Rozmawiali o. Marcin Wrzos OMI i Michał Jóźwiak / Kraków

Katolicka Agencja Informacyjna

Watykan: obchody I Światowego Dnia Ubogich

W niedzielę 19 listopada po raz pierwszy przypada Światowy Dzień Ubogich. O tym, że będzie on obchodzony w całym Kościele w 33. Niedzielę Zwykłą - tydzień przed uroczystością Chrystusa Króla - poinformował Franciszek w liście apostolskim „Misericordia et misera”, ogłoszonym na zakończenie Nadzwyczajnego Jubileuszowego Roku Miłosierdzia w listopadzie ub.r.

Organizująca te obchody Papieska Rada ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji poinformowała, że w Watykanie weźmie w nich udział około 4 tys. osób, w tym przedstawiciele archidiecezji warszawskiej i krakowskiej. Będą oni uczestniczyli we Mszy św. celebrowanej o godz. 10.00 przez Ojca Świętego w bazylice św. Piotra.

 

Obiad dla 4 tys. ubogich

Zjedzą oni także posiłek przygotowany z tej okazji. 1,5 tys. osób ubogich spożyje obiad w auli Pawła VI w Watykanie, a pozostałe 2,5 tys. zostanie przewiezionych do stołówek, seminariów i kolegiów katolickich Wiecznego Miasta. Obsługiwać ich będzie 40 diakonów diecezji rzymskiej i około 150 wolontariuszy. Przewidziano typowo włoskie menu: kluski z pomidorami, oliwki i ser, kotlety cielęce z warzywami, polentę i brokuły, weneckie tiramisu, wodę, pomarańcza i kawę.

 

Papieska Rada ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji zwróciła się o pomoc do licznych organizacji takich jak Caritas, Wspólnota św. Idziego, Zakon Maltański i wielu innych. Jedną z inicjatyw jest też pomoc medyczna dla ubogich świadczona w tym tygodniu na placu Piusa XII w pobliżu Watykanu. 16 listopada po południu tę polową przychodnię lekarską odwiedził papież Franciszek. Rozmawiał z lekarzami i personelem medycznym, pozdrowił również grupę ubogich i bezdomnych, czekających w kolejce na badania, przeprowadzane tam w tych dniach bezpłatnie.

 

W sobotę, 18 listopada o godzinie 20.00, w bazylice Świętego Wawrzyńca za Murami – odbędzie się czuwanie modlitewne dla wolontariuszy. Papieska Rada ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji przygotowała także pomoce duszpasterskie przetłumaczone na sześć języków.

 

Papieskie orędzie

Już 13 czerwca br. Franciszek ogłosił swe orędzie na I Światowy Dzień Ubogich. Swoje przesłanie Ojciec Święty opatrzył hasłem „Nie miłujmy słowem, ale czynem”, zaczerpniętym z 1 Listu św. Jana.

Papież przypomina, że „kto zamierza kochać tak, jak kochał Jezus, powinien postępować zgodnie z Jego przykładem, i to przede wszystkim wtedy, kiedy jest wezwany do okazania miłości ubogim”. Jest to miłość, dająca całego siebie, również swoje życie (por. 1 J 3, 16).

 

Franciszek podkreśla, że od początku swych dziejów wspólnota chrześcijańska rozumiała, iż życie uczniów Jezusa powinno wyrazić się poprzez braterstwo i solidarność. Wskazuje na szczególny wzór, jaki pozostawił całemu Kościołowi św. Franciszek z Asyżu. „Jeśli chcemy naprawdę spotkać Chrystusa, to konieczne jest, abyśmy dotknęli się Jego Ciała w ranach ubogich, w odpowiedzi na Komunię sakramentalną otrzymaną w Eucharystii” – stwierdza Ojciec Święty i dodaje: „Dlatego też jesteśmy wezwani do wyciągnięcia ręki do biednych, do spotkania się z nimi, popatrzenia im w oczy, przytulenia, aby poczuli ciepło miłości, która przełamuje krąg samotności. Ich ręka wyciągnięta w naszą stronę jest również zaproszeniem do wyjścia z naszych pewności i wygód, i do rozpoznania wartości, którą ubóstwo ma samo w sobie”.

 

Franciszek wyjaśnia, że ubóstwo oznacza serce pokorne, które potrafi zaakceptować siebie jako ograniczone i grzeszne stworzenie, aby pokonać pokusę własnej wszechmocy, która zwodzi nas fałszywą obietnicą nieśmiertelności. Jest ono miarą, która pozwala ocenić poprawne wykorzystanie dóbr materialnych, a także umożliwia przeżywanie relacji i uczuć bez egoizmu oraz zaborczości. Wskazuje, że bieda obecna jest także w dzisiejszym świecie i „ma oblicze kobiet, mężczyzn oraz dzieci wykorzystywanych do podłych interesów, podeptanych przez przewrotną logikę władzy i pieniądza” i jest owocem niesprawiedliwości społecznej, biedy moralnej oraz chciwości nielicznych, a także ogólnej obojętności. Papież podkreśla skandal narastających nierówności społecznych. Cytuje słowa bł. Pawła VI, który mówił, że ubodzy należą do Kościoła poprzez „prawo ewangeliczne” i zobowiązują do opcji fundamentalnej na ich rzecz.

 

Ojciec Święty wskazuje, że ustanowiony przez niego na zakończenie Jubileuszu Miłosierdzia Światowy Dzień Ubogich powinien zwrócić uwagę wierzących, aby przeciwstawili się kulturze odrzucenia i marnotrawstwa, a uczynili kulturę spotkania swoim stylem życia. Apeluje do wszystkich ludzi dobrej woli o otwarcie się na wspólnotę z biednymi i na każdą formę solidarności z nimi jako konkretny znak braterstwa. Proponuje, by stanowił on okazję do przyjacielskich spotkań naznaczonych solidarnością i konkretną pomocą. „U podstaw wielu konkretnych inicjatyw, które będą realizowane w tymże Dniu, niech będzie zawsze modlitwa. Nie zapominajmy, że «Ojcze nasz» jest modlitwą ubogich” – stwierdza Franciszek. „«Ojcze nasz» jest modlitwą, która wyraża się w liczbie mnogiej: chleb, o który prosimy, jest «nasz», a to pociąga za sobą umiejętność dzielenia się, udziału i wspólnej odpowiedzialności” – napisał papież.

 

Ojciec Święty wezwał biskupów, kapłanów, diakonów, osoby konsekrowane, grupy, stowarzyszenia i ruchy, wolontariat do zaangażowania się w ten Światowy Dzień Ubogich „abyśmy byli coraz bardziej przekonani do tego, że dzielenie się z biednymi pozwala nam zrozumieć Ewangelię w najgłębszej jej prawdzie. Biedni nie są problemem, ale zasobem, z którego możemy zaczerpnąć, aby przyjąć i żyć istotą Ewangelii” – zakończył swoje orędzie papież Franciszek.


st, pb (KAI) / Watykan

Katolicka Agencja Informacyjna