Profesora wymyśliła Danusia!

Zaprzyjaźniliśmy się, a potem okazało się, że na tej przyjaźni można polegać.

Roman
Graczyk
zobacz artykuly tego autora >

Danusię poznałem bliżej dopiero w Radiu Kraków, gdzie szefem był od jesieni 1989 r., ściągnięty w tym celu z Paryża, Bronek Wildstein, a jego zastępcą właśnie ona. Poznaliśmy się bliżej dzięki Tosi, chociaż bez jej zasługi, a było to tak:

Danusia z Bronkiem ciężko tam pracowali, ponieważ trzeba było tę instytucję, bądź co bądź, przynależącą do „frontu ideologicznego” PRL, gruntownie przebudować. Byliśmy jednak wtedy, ćwierć wieku temu, wszyscy w tej fazie życia, kiedy rodzą się dzieci. I zdarzyło się, że miała się urodzić Tosia, a w tym Radiu kontrrewolucja w toku. Brzuch Danusi stawał się coraz większy i większy, a roboty ciągle huk.

Bronek, jak go znam, pewnie nie uważał tego za duży problem, no ale w końcu zauważył, że na jakiś czas nastąpi w Radiu vacat i wtedy uradzili z Danusią, że zaproponują mnie jako zastępcę dyrektora. Było jednak jasne, że nie zastąpię Danusi: nie znam się na zarządzaniu „zasobami ludzkimi”, ani na finansach. Uznali jednak, że Bronek potrzebuje tam kogoś, do kogo będzie miał zaufanie. Stanęło na tym, że będę zastępcą dyrektora do spraw programowych, dzisiaj powiedziałoby się: do spraw anteny.

Profesora wymyśliła Danusia!

Danusia wróciła do pracy bardzo szybko i przez pewien czas (może rok) funkcjonowaliśmy we troje, w zgranym – jak sądzę – zespole. Niezapomniany rok. Wtedy zrozumiałem w pełni, dlaczego Bronek zatrudnił Danusię. Powiem dosadnie: toutes proportions gardeés, premierowi Mazowieckiemu zabrakło przy boku kogoś takiego. Zresztą oni obydwoje, Danusia i Bronek, mieli to coś, co decyduje o powodzeniu lub klęsce przebudowy struktur służących państwu totalitarnemu na struktury służące państwu demokratycznemu. Wiedzieli, że nie należy nadmiernie polegać na zdaniu urzędników. Ani nadmiernie ufać utartym procedurom. Mieli rację. Ale Radio to był dopiero początek naszej znajomości.

Zaprzyjaźniliśmy się, a potem okazało się, że na tej przyjaźni można polegać.

Krzyś, nasz syn, mając 15 lat doznał udaru mózgu. Stan ciężki, po tygodniu opieki w szpitalu najwyższej referencyjności, przeszedł w stan krytyczny. Powiedziano nam, żebyśmy się z Krzysiem żegnali, była niedziela rano, 9 stycznia 2005 roku – pamiętam po tylu latach i chyba nigdy nie zapomnę. Odrętwienie i głupie pytanie: „dlaczego?”.

Tymczasem Danusia już kilka dni wcześniej dotarła sobie wiadomymi ścieżkami do profesora Tomasza Trojanowskiego z Lublina. Była umówiona z nim w Lublinie na poniedziałek. W niedzielę Krzyś był umierający, jednak żegnając się wieczorem w szpitalu powiedzieliśmy: „jeśli nie umrze do rana, jedźcie!”.

Profesora wymyśliła Danusia!

Danuta Skóra z chrześniakiem Krzysiem

Danusia, jej mąż Zbyszek i moja siostra Elżbieta wyruszyli samochodem w poniedziałek wczesnym rankiem, nie wiedząc, czy ich misja jest ciągle celowa. My, czuwając od rana przy łóżku Krzysia widzieliśmy, jak ciśnienie tętnicze niebezpiecznie rosło, co pokazywało pośrednio, że niebezpiecznie rośnie ciśnienie wewnątrzczaszkowe (nie monitorowano go). Jego mózg był dramatycznie uciśnięty…

Około południa zadzwonił z Lublina Profesor: „Proszę Pana, ja myślę, że możemy dać chłopcu szansę, jeśli otworzymy czaszkę”. Lekarze krakowscy odradzali operację, my z Krysią nie mieliśmy cienia wątpliwości, że trzeba tę szansę, choćby najbardziej ulotną, wykorzystać.

Minęło dziewięć lat, Krzyś ma bardzo pod górkę, ale ma życie. I ma – Bogu dzięki – wolę walki. Wykorzystał wtedy i ciągle wykorzystuje szansę, którą dojrzał jako pierwszy Profesor. Ale Profesora wymyśliła Danusia.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Roman Graczyk

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman
Graczyk
zobacz artykuly tego autora >

Barcelona: beatyfikowano 109 męczenników – klaretynów

W Barcelonie zostało wyniesionych do chwały ołtarzy 109 klaretynów, męczenników za wiarę w okrutnych prześladowaniach w latach 1936-1937, podczas hiszpańskiej wojny domowej. Po raz pierwszy beatyfikacja miała miejsce w słynnej bazylice Sagrada Familia. Mszy przewodniczył prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato, a koncelebrowali m. in. arcybiskup Barcelony kard. Juan José Omella i przełożony generalny klaretynów o. Mathew Vattamattam.

„No tinc por”, „Nie lękamy się” – wołali mieszkańcy Barcelony po sierpniowym zamachu islamskim. Klaretyńscy męczennicy, niektórzy okrutnie torturowani, zaleźli siłę w wierze w Jezusa Chrystusa. Te ofiary przypominają nam, że w człowieku „istnieje potężny antywirus, jakim jest miłość”. Jedyną „zemstą chrześcijanina jest przebaczanie nieprzyjaciołom. Chrześcijaństwo proponuje kulturę braterstwa, a nie wojny” – powiedział w homilii kard. Angelo Amato, który przewodniczył Mszy beatyfikacyjnej. Purpurat dodał, że ci męczennicy „zachęcają nas, abyśmy stali się ludźmi «przynoszącymi» wiosnę, zielonymi kiełkami nowego świata w Bogu”.

 

Wśród klaretyńskich męczenników są kapłani, bracia zakonni i klerycy. Świadectwa ich męczeńskiej śmierci są wstrząsające. Byli nieludzko torturowani i zostali zabici bez żadnego wyroku. 71-letni Joseph Reixach był świadkiem profanacji kaplicy wspólnotowej w Sabadell. Przed śmiercią powiedział: „Jeśli to wy strzelaliście do mnie, to z serca wam przebaczam. Chcę umrzeć jak Jezus, który przebaczył swoim oprawcom”. Z kolei Julián Villanueva został zmuszony, aby nago wykopać sobie dół, w którym został zastrzelony. „Proszę Boże Miłosierdzie, aby przyjęło moją krew za wasze zbawienie” – powiedział przed śmiercią.

 

Klaretyńscy męczennicy to kolejna beatyfikowana grupa ofiar prześladowania religijnego podczas wojny domowej. W toku jest wciąż wiele procesów kanonizacyjnych.

 

„Świętowanie męczenników w Kościele nie jest rewanżem, ale powtórzeniem niezmiennego prawa chrześcijan: miłości bez granic. Chrześcijaństwo proponuje kulturę pokoju i braterstwa, a nie wojny i podziału. Chrześcijaństwo nie hoduje kwiatów zła, ale kwiaty dobra” – to słowa prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych odnoszące się do beatyfikowanych dziś w Barcelonie hiszpańskich klaretynów. Zostali zamordowani przez komunistów w czasie okrutnych prześladowań w latach 1936-1937 tylko za to, że byli katolickimi zakonnikami.

 

Na pytanie o przesłanie płynące z tej ofiary niewinnych kard. Amato w wywiadzie dla Radia Watykańskiego odpowiedział, że „męczennicy klaretyni byli świadomi możliwości prześladowania i śmierci, bo sam Jezus powiedział «Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was» (Mt 5, 11) oraz: «Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je. A kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je» (Mt 10, 38-39). I oni się nie bali. Byli gotowi na najwyższą ofiarę, aby wykrzyczeć światu jeszcze raz, że dobro zwycięża nad złem”.

 

W Mszy beatyfikacyjnej wzięło w niej udział ok. 30 biskupów z całego świata, ponad 300 kapłanów oraz tłumy wiernych, w tym blisko 1000 krewnych nowych błogosławionych.


KAI/RV / Rzym

Papież: niepełnosprawnych trzeba miłować, a nie eliminować

„Wciąż zbyt silna jest w powszechnej mentalności postawa odrzucenia sytuacji niepełnosprawności, jakby uniemożliwiała ona bycie szczęśliwym i realizowanie siebie. Świadczy o tym tendencja eugeniczna, by eliminować dzieci nienarodzone, mające jakąś formę niedoskonałości” – powiedział Ojciec Święty przyjmując uczestników konferencji na temat niepełnosprawności. Zorganizowała ją Papieska Rada d.s. Krzewienia Nowej Ewangelizacji na temat: „Katecheza i osoby niepełnosprawne: uwaga, jaką należy zwrócić w codziennym życiu Kościoła”, która odbywa się na Papieskim Uniwersytecie Urbaniańskim w Rzymie.

Papież docenił coraz większą świadomość godności każdej osoby, zauważając zarazem, że zbyt często „wizja często narcystyczna i utylitarystyczna prowadzi niestety niemało osób do traktowania niepełnosprawnych w sposób marginalny, nie dostrzegając w nich wielorakiego bogactwa ludzkiego i duchowego”.

 

Franciszek zaapelował o traktowanie tych osób z autentyczną miłością nie jakąś zafałszowaną, banalną i pietystyczną, ale realną, konkretną i naznaczoną szacunkiem. „Na tyle, na ile jesteśmy akceptowani i miłowani, wyłączeni do wspólnoty i wspierani, aby ufnie patrzeć w przyszłość rozwija się droga życiowa i doświadczamy trwałego szczęścia” – zaznaczył Ojciec Święty, dodając, że dotyczy to osób najsłabszych, ale także wszystkich ludzi. „Wiara jest wspaniałym towarzyszem w życiu, kiedy pozwala nam dotknąć obecności Ojca, który nigdy nie opuszcza swoich stworzeń, niezależnie od ich kondycji życiowej. Kościół nie może być głuchy lub mówić fałszywym tonem w obronie i w promocji osób niepełnosprawnych” – powiedział papież.

 

Ojciec Święty zaznaczył, że ta bliskość musi wyrażać się konkretnie także w liturgii i katechezie oraz spotkaniu z Jezusem, bo „żadne ograniczenie fizyczne i psychiczne nigdy nie może być przeszkodą do tego spotkania, ponieważ oblicze Chrystusa jaśnieje w każdej osobie”. Zachęcił do przezwyciężania zażenowania i lęku, których czasami doświadczamy w kontakcie z osobami niepełnosprawnymi oraz wypracowywania odpowiednich narzędzi, aby nikomu nie zabrakło wsparcia Bożej łaski.


st (KAI) / Watykan

KAI

Abp Budzik apeluje o pomoc misjom

Z apelem o większe zaangażowanie w pomoc krajom misyjnym, zwrócił się z okazji Niedzieli Misyjnej metropolita lubelski abp Stanisław Budzik. Włączył się on w inicjatywę Papieskich Dzieł Misyjnych „Misyjny Budzik”.

– Kilka lat temu udzielałem sakramentu bierzmowania młodzieży i otrzymałem w prezencie budzik, na którym było napisane, aby budzić wiarę w ludziach. Z okazji Niedzieli Misyjnej zwracam się do wszystkich wierzących z apelem: niech obudzi się wasza miłość i troska o misje, o którą proszą papieże – powiedział abp Budzik.

 

Inicjatywę „Misyjny Budzik”, poparł wcześniej przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, metropolita poznański abp Stanisław Gądecki. W roku, kiedy obchodziliśmy 1050. rocznicę chrztu Polski, przypomniał, że powinniśmy nie tylko okazywać wdzięczność, ale też pamiętać, że chrzest niesie ze sobą konkretne zobowiązania do apostolstwa i do głoszenia Ewangelii tym, którzy jej nie znają.

 

W pomoc misjom można zaangażować się przez cały rok, na przykład poprzez włączenie się w inicjatywy Papieskich Dzieł Misyjnych: Żywy Różaniec dla Misji, wolontariat misyjny, Papieskie Dzieło Misyjne Dzieci, Misyjne Apostolstwo Chorych czy też akcja Adoptuj Misyjnych Seminarzystów.


BP KEP / Warszawa

KAI

Jutro Niedziela – XXIX zwykła A

Oddać Bogu co boskie, a resztę bez żalu zostawić

ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

Oddać Bogu, co boskie to wezwanie, aby bez kalkulacji i pustej pobożności oddać własne życie w Jego ręce. Naszej wolności i godności nie będzie w stanie zagrozić wówczas żaden Cezar ani żadna, choćby najbardziej opresyjna, władza.

Trzeba pozwolić Bogu stać się narzędziem w Jego ręku. Jak Cyrus władca supermocarstwa, który nie znał Pana, a wypełniał Jego wolę.

Nasze wielkie zadanie, to oddać Bogu, co boskie, a resztę bez żalu zostawić.

Wszyscy myślimy o dobrach materialnych. Nawet Jezus kuszony był wizją bogactw. Pewien  młodzieniec odszedł smutny, ponieważ nie umiał się od nich uwolnić. Pan stworzył nas na swój obraz i podobieństwo, czyj zatem wizerunek powinniśmy mieć na swoich denarach?

 

PUNKT WYJŚCIA


• DWUDZIESTA DZIEWIĄTA NIEDZIELA ZWYKŁA • Rok A • KOLEKTA: Będziemy prosili, aby nasza wola zawsze była oddana Bogu CZYTANIA: Księga Izajasza 45,1.4-6Psalm 96,1.3-5.7-10List do Tesaloniczan 1,1-5b Ewangelia wg św. Mateusza 22,15-21

 

• CHMURA SŁÓW • Podczas czytań najczęściej usłyszymy słowa określające naszego Stwórcę: PAN (14)BÓG (6). Często powtórzy się forma trybu rozkazującego ODDAJCIE (4), ale w różnych kontekstach. W psalmie usłyszymy zachętę, by oddawać CHWAŁĘ (4) Bogu. W Ewangelii ‒ by oddawać Bogu to, co boskie, cesarzowi, co cesarskie. Równie różnorodne będzie użycie słowa WSZYSCY (4): w odniesieniu do pogańskich bożków, wszystkich narodów oraz do adresatów Pawłowego listu.

Jutro Niedziela - XXIX zwykła A

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst I czytania

Czytanie z Księgi Izajasza

(Iz 45,1.4-6)

Tak mówi Pan o swym pomazańcu, Cyrusie: «Ja mocno ująłem go za prawicę, aby ujarzmić przed nim narody i królom odpiąć broń od pasa, aby otworzyć przed nim podwoje, żeby się bramy nie zatrzasnęły. Przez wzgląd na mego sługę, Jakuba, Izraela, mojego wybrańca, nadałem ci twój tytuł, bardzo zaszczytny, chociaż Mnie nie znałeś. Ja jestem Pan, i nie ma innego. Poza Mną nie ma boga. Przypaszę ci broń, chociaż Mnie nie znałeś, aby wiedziano od wschodu słońca aż do zachodu, że poza Mną nie ma nic. Ja jestem Pan i nikt poza Mną».

Oto Słowo Boże

[01][02]

PIERWSZE CZYTANIE

Mój Cyrus • Iz 45,1.4-6

KSIĘGA: Izajasza • AUTOR: Deutero-Izajasz • CZAS POWSTANIA: 586-538 r. przed Chr. (wygnanie w Babilonii)

KATEGORIA: mowa prorocka • KTO MÓWI: prorok (w imieniu Boga) • ADRESACI: Izraelici


O KSIĘDZE • Pozostajemy w Księdze Izajasza, aczkolwiek czytanie pochodzi z innej jej części: z Księgi Pocieszyciela (rozdziały 40-55). Autorem nie jest Izajasz, autor pierwszej części (rozdziały 1-39). To anonimowy prorok, być może jeden z uczniów Izajasza, stąd nazywa się go Deutero-Izajaszem. To z Księgi Pocieszyciela pochodzą m.in. Pieśni Sługi Jahwe, ukazujące tajemniczą osobę, w której chrześcijanie dostrzegli zapowiedź Chrystusa.

KONTEKST • Usłyszymy o władcy supermocarstwa, które na mapach świata pojawiło się w VI w. przed Chr. • Cyrus, dzięki swej determinacji i ogromnej przychylności niebios, został „królem czterech stron świata”, najpotężniejszym z ówczesnych władców (Iz 45,1). W 538 r. przed Chr. podporządkował sobie Babilon, podbijając imperium, które jeszcze niedawno nie miało sobie równych. Podczas podbojów ościennych narodów Babilończycy w okrutny sposób niszczyli miasta, przesiedlali ludność i burzyli świątynie, zabierając ze sobą posągi miejscowych bogów. Podobny los w 586 r. przed Chr. spotkał Jerozolimę – zdobytą przez Nabuchodonozora. Po ponad pięćdziesięciu latach Cyrus pozwolił Żydom na powrót do ich rodzinnej ziemi i odbudowę świątyni.

ZANIM USŁYSZYSZ • Człowiek może być narzędziem w ręku Boga, nawet jeśli Go nie zna – oto przesłanie pierwszego czytania. Znajdziemy w nim również odpowiedź na pytanie, jak odróżnić chwałę Bożą od chwały ludzkiej: Ja jestem Pan i nie ma innego – powtórzy dwukrotnie Bóg, podkreślając, że  • człowiek, rozumne narzędzie Pana, nie przysłania Jego chwały.

 

JESZCZE O PIERWSZYM CZYTANIU


Cyrus, a właściwie Cyrus II Wielki, rządził w latach 590-529 przed Chr. • Już od kolebki przepowiadano mu wielkość. Jego dziad, Astigates, we śnie widział, jak latorośl oplata sobą całą Azję – zapowiedź Cyrusa, który zrzuci zwierzchnictwo Medów i przejmie pełnię władzy.

O królu Cyrusie wspomina nie tylko Stary Testament, ale również Kronika perska, czyli słynny cylinder Cyrusa • Opowiada o tym, jak Marduk, główne bóstwo babilońskiego panteonu, dokonując inspekcji całej ziemi, szukał sprawiedliwego władcy. Dostrzegł on Cyrusa, ujął go za rękę i wezwał po imieniu, aby uczynić władcą świata. Pobożny Cyrus swoje podboje przypisuje przychylności bóstw Marduka i Bela.

Nawet na pierwszy rzut oka można w kronikach perskich wyczytać podobieństwa do dzisiejszego tekstu proroka Izajasza. Dlaczego prorok naśladuje perskie dokumenty historyczne? • Izajasz, żyjący w czasach panowania Cyrusa i patrzący na wyzwolenie Izraela z niewoli babilońskiej chce, aby jego rodacy dobrze pojęli lekcję historii • To nie ślepe procesy społeczne ani bogowie babilońscy rządzą losami tego świata. To Bóg Izraela wyniósł Cyrusa, aby ten dokonał Jego dzieła: wyzwolił naród wybrany. Ze względu na tę misję Pan nazwał Cyrusa jego imieniem Koresz, które znaczy Pasterz. Bogu nie przeszkadza to, że Cyrus wcześniej Go nie znał. I tak stał się narzędziem w sprawnym ręku Bożej Opatrzności.

 

Jutro Niedziela - XXIX zwykła A

 

CYTATY


Pan dający imię: nazwałem ciebie twoim imieniem, pełnym zaszczytu, chociaż Mnie nie znałeś

Bóg przypomina: Ja jestem Pan, i nie ma innego

Bóg daje się poznać: Przypaszę ci broń, chociaż Mnie nie znałeś

 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst Psalmu

(Ps 96,1.3-5.7-10ac)

Refren: Pośród narodów głoście chwałę Pana.

Śpiewajcie Panu pieśń nową, śpiewaj Panu, ziemio cała. Głoście Jego chwałę wśród wszystkich narodów, rozgłaszajcie Jego cuda pośród wszystkich ludów.

Wielki jest Pan, godzien wszelkiej chwały, budzi trwogę najwyższą, większą niż inni bogowie. Bo wszyscy bogowie pogan są tylko ułudą, Pan zaś stworzył niebiosa.

Oddajcie Panu, rodziny narodów, oddajcie Panu chwałę i uznajcie Jego potęgę. Oddajcie Panu chwałę należną Jego imieniu, przynieście dary i wejdźcie na Jego dziedzińce.

Uwielbiajcie Pana w świętym przybytku, zadrżyj, ziemio cała, przed Jego obliczem. Głoście wśród ludów, że Pan jest królem, będzie sprawiedliwie sądził ludy.

[01][02]

PSALM

Śpiewajcie Panu Ps 96,1. 3-5.7-10

PSALM 96• AUTOR: lewita • CZAS POWSTANIA: po powrocie z wygnania, po 538 r. przed Chr.


O PSALMIE • Psalm 96 należy do gatunku tehillah, czyli modlitwy uwielbienia. Swą treścią nawiązuje wyraźnie do stylu Deutero-Izajasza (Iz 40-55) i głoszonego przez niego radykalnego monoteizmu. Należy do grupy psalmów sławiących królowanie Jahwe. Niektórzy (szkoła skandynawska) umieszczali tego typu psalmy w corocznej celebracji objęcia przez Jahwe panowania nad Syjonem. Do tej pory nie potwierdzono jednak istnienia takiej celebracji. Psalm wykazuje wyraźne cechy teologii powygnaniowej – podkreśla uniwersalny wymiar Boga Izraela. Na wygnaniu babilońskim Izrael, konfrontując się z panteonem pogańskim, odkrywa w szczególny sposób prawdę o jedyności i nieporównywalności swego Boga. Rodzi się wówczas teologia Jahwe Pana nad wszystkimi narodami i Stwórcy całej ziemi. Hymniczny charakter psalmu sugeruje, że był on wykorzystywany w liturgii jerozolimskiej, prawdopodobnie  podczas jednego z wielkich świąt świątynnych.

ZANIM USŁYSZYSZ • Psalm 96 łączy z dzisiejszym pierwszym czytaniem stwierdzenie: Wszyscy bogowie pogan są tylko ułudą, Pan zaś stworzył niebiosa • podobnie stwierdza Bóg w Księdze Izajasza, gdy powołuje Cyrusa: Ja jestem Panem i nie ma innego.

 

CYTATY


Psalmista opowiada jak… Wielki jest Pan, godzien wszelkiej chwały

Psalmista rozprawia się z bożkami: Wszyscy bogowie pogan są tylko ułudą

Jasne przesłanie psalmisty: Głoście wśród ludów, że Pan jest królem

 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst II czytania

Czytanie z Listu do Tesaloniczan

(1 Tes 1,1-5b)

Paweł, Sylwan i Tymoteusz do Kościoła Tesaloniczan w Bogu Ojcu i Panu Jezusie Chrystusie. Łaska wam i pokój! Zawsze dziękujemy Bogu za was wszystkich, wspominając o was nieustannie w naszych modlitwach, pomni przed Bogiem i Ojcem naszym na wasze dzieło wiary, na trud miłości i na wytrwałą nadzieję w Panu naszym, Jezusie Chrystusie. Wiemy, bracia przez Boga umiłowani, o wybraniu waszym, bo nasze głoszenie Ewangelii wśród was nie dokonało się samym tylko słowem, lecz mocą i działaniem Ducha Świętego oraz wielką siłą przekonania.

Oto Słowo Boże

[01][02]

DRUGIE CZYTANIE

Dzieło wiary i moc Ducha  1 Tes 1, 1-5b

LIST DO FILIPIAN • NADAWCA: św. Paweł • SKĄD: Ateny • DATA: podczas Drugiej Podróży Misyjnej (47-51), 49 r.• ADRESACI: mieszkańcy Tesaloniki


O KSIĘDZE • List do Tesaloniczan to pierwszy z listów Pawła, pisany do świeżo nawróconych chrześcijan w Tesalonice. Kościół ten cierpiał prześladowania ze strony zamieszkujących miasto pogan (1 Tes 1,9). Celem listu jest utwierdzenie wspólnoty w otrzymanej u początków nauce. Paweł podtrzymuje ich ducha oraz tłumaczy opóźniające się przyjście Pana. Zachęca Tesaloniczan do tego, aby w spokoju i ufności oczekiwali paruzji, której czas i pora nie zostały objawione. W korespondencji dominuje atmosfera wdzięcznej pamięci, nawiązującej do wspaniałego przyjęcia nauczania Apostoła, a także uznanie dla faktu, że wiara Tesaloniczan nieustannie wzrasta i okazuje się mocna w obliczu prześladowań.

KONTEKST • Fragment, który usłyszymy, to początek listu, tzw. wstęp epistolarny, na który zazwyczaj składa się dziękczynienie i wdzięczne wspomnienie ostatniego spotkania.

ZANIM USŁYSZYSZ • Paweł w dzisiejszym krótkim czytaniu zapewnia o nieustannej modlitwie, jaką zanosi za wspólnotę; dziękuje za ich dzieło wiary, trud miłości i wytrwałą nadzieję oraz wspomina swoje głoszenie w Tesalonice, które dokonywało się w mocy Ducha.

 

JESZCZE O DRUGIM CZYTANIU


Apostoł jest wdzięczny chrześcijanom w Tesalonice za wysiłek, jaki wkładają w trwanie przy Ewangelii, którą im głosił. Wyrażenia, których używa: “dzieło”, “trud”, “wytrwałość”, sugerują duchową walkę, jaką wspólnota toczy o to, aby pozostać wierną Dobrej Nowinie. Równocześnie, przypomina Paweł, powinni pamiętać o Słowie, które głosił im, gdy przebywał wśród nich w mocy Ducha. To Ono ma w sobie moc, aby utwierdzać serca Tesaloniczan w wierze. Ludzki wysiłek jest odpowiedzią na łaskę Ewangelii, którą wraz z Pawłem ofiarowała im Opatrzność.

 

CYTATY


Św. Paweł o tym, co znaczy pamiętać: Zawsze dziękujemy Bogu za was wszystkich, wspominając o was nieustannie w naszych modlitwach

Św. Paweł o tym, jak się dokonało głoszenie Ewangelii: przez moc i przez Ducha Świętego, z wielką siłą przekonania

Św. Paweł odsyła do tego, co widzieli: Wiecie bowiem, jacy byliśmy dla was, przebywając wśród was

 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst Ewangelii

Słowa Ewangelii wg św. Mateusza

(Mt 22,15-21)

Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Jezusa w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli: «Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?» Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: «Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!» Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: «Czyj jest ten obraz i napis?» Odpowiedzieli: «Cezara». Wówczas rzekł do nich: «Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga».

Oto Słowo Pańskie

[01][02]

EWANGELIA

Bóg vs Cezar • Mt 22,15-21

EWANGELISTA: św. Mateusz • CZAS POWSTANIA: po 70 r.

KATEGORIA: przypowieść • MIEJSCE NAUCZANIA: Jerozolima, świątynia • CZAS: 33 r. • KTO MÓWI: Jezus • ADRESACI: zgromadzeni w świątyni


KONTEKST • Od dwudziestego pierwszego rozdziału rozpoczynają się najbardziej dramatyczne wydarzenia misji Jezusa Chrystusa. Choć • witany entuzjastycznie przez mieszkańców Jerozolimy ze słowami: Hosanna, hosanna • pozostaje bacznie obserwowany przez faryzeuszów. Swe pierwsze kroki Jezus skierował do świątyni, skąd najpierw • wyrzucił wszystkich sprzedających i kupujących • potem uzdrowił chorych i niewidomych • a następnego dnia, po nocy spędzonej w Betanii (werset 17), nauczał w przypowieściach, które słyszeliśmy w poprzednich tygodniach. Po wygłoszeniu trzeciej przypowieści o uczcie królewskiej dochodzi do sporu z faryzeuszami.

ZANIM USŁYSZYSZ • Faryzeusze zadają pytanie-pułapkę, które ma wpędzić Jezusa w kłopoty polityczne: płacenie podatku Rzymowi jest dla faryzeuszy zdradą sprawy żydowskiej. Z drugiej strony niepłacenie jest dla zwolenników Heroda wezwaniem do buntu i naruszeniem spokoju społecznego. Odpowiedź Jezusa …

 

JESZCZE O EWANGELII


Jezus, słowami Oddajcie Bogu to, co należy do Boga, a Cezarowi to, co należy do Cezara, wydaje się dzielić świat na dwie strefy wpływów: jedną – należącą do Boga, drugą zaś – do Cezara. Czy nie pamięta słów psalmu mówiącego, że do Pana należy ziemia i wszystko co ją napełnia, świat cały i jego mieszkańcy? (Ps 24,1). Cóż w tym świecie należeć może do Cezara? Jak zrozumieć Jezusową odpowiedź?

Po pierwsze • można odczytać ją w duchu proroka Izajasza. Cezar, podobnie jak Cyrus, który nie zna prawdziwego Boga, jest jednak Jego narzędziem. Wszelka władza pochodzi od Pana i posługuje się On nią po to, aby realizować swe zamysły. W tym samym duchu św. Paweł będzie wzywał w Liście do Rzymian do podporzadkowania się władzy świeckiej (Rz 13,3-4).

Po drugie • Jezus bez żalu nakazuje oddać Cezarowi nie życie, wiarę i serce, ale pieniądze, mamonę. On sam zrezygnował z życia w dostatku, świadomie wybierając ubóstwo i głoszenie Dobrej Nowiny w drodze. To dało mu wolność serca i paradoksalnie pozwoliło bardziej cieszyć się życiem i bliskością człowieka. Jezus nie potępiał dóbr materialnych, ale dobrze wiedział, do jakiego stopnia mogą one zniewolić ludzkie serce. Dobrym przykładem był młodzieniec, który na zaproszenie, aby sprzedał, co ma, i poszedł za Mistrzem, zareagował smutną ucieczką (Mt 19,16-22). Nieprzypadkowo także szatan kusił Pana wizją bogactw (Mt 4,8-9). Oddać Cezarowi, co należy do niego, to innymi słowy zaproszenie do naśladowania Jezusa w jego wolności serca i radości życia.

Po trzecie • najważniejsze w słowach Jezusa jest stwierdzenie o konieczności oddania Bogu wszystkiego, co do Niego należy. Cóż takiego w naszym życiu należy do naszego Pana? Wszystko, a przede wszystkim my sami. To wezwanie do tego, aby bez kalkulacji i pustej pobożności, powierzyć własne życie w ręce Bożej Opatrzności. Naszej wolności i godności nie będzie w stanie zagrozić wówczas żaden Cezar ani żadna, choćby najbardziej opresyjna, władza.

 

CYTATY


Jezus podsumowuje faryzeuszów: Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy?

Jezus pokazuje i objaśnia: On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis?

Jezus udaremnia zasadzkę: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

 

1/5
Ewangeliczny denar z obrazem i napisem Cezara (Tyberiusza) do opłacania podatku. Źródło: Wikipedia
2/5
Kardynał Stefan Wyszyński, autor przesłania: Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nam nie wolno. źródło: Wikipedia
3/5
rycina: "Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga"
4/5
Św. Paweł, obraz anonimowy, XVII w.
5/5
św. Paweł nauczający, Rafael, 1515 r.
poprzednie
następne
ks. Marcin Kowalski

ks. Marcin Kowalski

Doktor nauk biblijnych, wykładowca KUL oraz WSD w Kielcach. Sekretarz czasopism biblijnych The Biblical Annals oraz Verbum Vitae. Uczestnik programów radiowych i telewizyjnych popularyzujących Biblię: W Namiocie Słowa, Szukając Słowa Bożego, Telewizyjny Uniwersytet Biblijny (Radio Maryja i Telewizja Trwam). Moderator Dzieła Biblijnego Diecezji Kieleckiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

W niedzielę abp Jędraszewski otrzyma paliusz

Gest nałożenia paliusza jest to dla mnie taki bardzo przejmujący i ważny znak jedności z papieżem - Piotrem naszych czasów. Stanowi dla mnie także przypomnienie jak trzeba z wielką pokorą i odwagą, ale też ciągle na nowo starać się o to, aby Kościół żył i tworzył jedność – powiedział KAI abp Marek Jędraszewski. W niedzielę 22 października odbędzie się w katedrze na Wawelu Msza św. z uroczystym nałożeniem paliusza metropolicie krakowskiemu.

– Z rąk papieża Franciszka otrzymam paliusz już po raz drugi. Wcześniej otrzymałem go jako metropolita łódzki, ale paradoks polega na tym, że za pierwszym razem było to według dawnego rytu, czyli to ojciec święty mi go nakładał, a teraz nałoży go w jego imieniu nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio – powiedział abp Marek Jędraszewski. – Gest nałożenia paliusza jest to dla mnie taki bardzo przejmujący i ważny znak jedności z papieżem – Piotrem naszych czasów – wyznał metropolita krakowski.

Zdaniem arcybiskupa, paliusz z jednej strony jest symbolem jedności z papieżem, a z drugiej jednak strony „mówi o pewnym brzemieniu, jaki powinien odczuwać metropolita”. – Jest to ciężar owiec, które ma dźwigać na swoich ramionach po to, aby je przyprowadzić do swojej owczarni, w której będą czuły się dobrze. To ciężar odpowiedzialności za nie – podkreślił hierarcha.

– Ten gest nałożenia paliusza stanowi dla mnie także przypomnienie jak trzeba z wielką pokorą i odwagą, ale też ciągle na nowo starać się o to, aby Kościół żył i tworzył jedność – powiedział arcybiskup. – Żył w taki sposób, aby tworząc jedność, stanowił jedną miłość, a przede wszystkim żeby idąc za Chrystusem mógł osiągnąć zbawienie – podkreślił metropolita krakowski.


led / Kraków (KAI)

 

Niech Pan da nam łaskę „prawdy wewnętrznej”

O potrzebie prawdy wewnętrznej oraz konieczności dążenia do niej mówił dziś papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Nawiązując do pierwszego czytania liturgicznego (Rz 4, 1-8), w którym św. Paweł zachęca do posłuszeństwa Bogu Ojciec Święty zaznaczył, że Boże przebaczenie jest całkowicie darem łaski, a nie skutkiem naszych uczynków.

„Nasze uczynki są odpowiedzią na bezinteresowną miłość Boga, który nas usprawiedliwił i zawsze nam przebacza. A nasza świętość jest zawsze przyjmowaniem tego przebaczenia, dlatego odmawiany przez nas psalm mówi: «Szczęśliwy człowiek, któremu odpuszczona została nieprawość, a jego grzech zapomniany. Szczęśliwy ten, któremu Pan nie poczytuje winy». To Pan jest tym, który przebaczył nam grzech pierworodny i przebacza nam za każdym razem, gdy do Niego przychodzimy. Nie możemy przebaczyć sobie sami naszych grzechów za pomocą naszych uczynków, tylko On przebacza. My możemy jedynie odpowiedzieć naszymi uczynkami na to przebaczenie” – stwierdził Franciszek.

 

Następnie Ojciec Święty zauważył, że w dzisiejszej Ewangelii (Łk 12, 1-7) Pan Jezus uświadamia nam inny sposób poszukiwania usprawiedliwienia, proponując nam obraz tych, którzy uważają się za sprawiedliwych, ze względu na pozory, czyli robią minę jakby z obrazka, ale w istocie są obłudnikami. Wszystko jest w nich brudne, ale zewnętrznie chcą uchodzić za sprawiedliwych i dobrych.

 

„Tacy ludzie dokonują makijażu duszy, żyją z fałszu, świętość jest dla nich udawaniem. Jezus zawsze chce od nas byśmy byli wiarygodni, ale wiarygodni wewnątrz serca, a jeśli coś ma się pojawić na zewnątrz, to niech to będzie ta prawda, która jest we wnętrzu mego serca. Dlatego te rady: kiedy się modlisz, czyń to w ukryciu; kiedy pościsz namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nikt nie widział w twej twarzy słabości postu; a kiedy dajesz jałmużnę, niech twoja lewa ręka nie wie, co czyni prawa, czyń to w ukryciu” – przypomniał papież.

 

Franciszek określił osoby udające pobożność „bańkami mydlanymi”, które dziś są, ale jutro ich nie będzie.

 

„Jezus chce od nas konsekwencji życia, konsekwencji między tym, co czynimy, a tym jak żyjemy wewnątrz. Fałsz wyrządza wiele szkód, obłuda – wiele zła, to sposób życia. W Psalmie (Ps 32 [31], 1-2. 5. 11) prosiliśmy o łaskę prawdy przed Panem. Piękne jest to, o co prosiliśmy: «Grzech wyznałem Tobie i nie ukryłem mej winy. Rzekłem: ‘Wyznaję mą nieprawość Panu’ a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu». Zawsze przed Bogiem trzeba być w prawdzie, A ta prawda wobec Boga czyni miejsce, aby Pan nam przebaczył” – powiedział Ojciec Święty.

 

Na zakończenie swej homilii papież zachęcił, byśmy nie oskarżali innych, ale zdobyli mądrość oskarżania samych siebie, nie ukrywając naszych grzechów przed Panem.


st (KAI) / Watykan

Dialog zmienia wrogów w przyjaciół

- Dialog to język macierzysty ludzkości. Pozwala wrogów zamieniać w przeciwników a przeciwników w przyjaciół - przekonuje w rozmowie z KAI abp Alfons Nossol. Tłumaczy też, że wiara właściwie żyje przez świadectwo, a Pan Bóg nie potrzebuje klakierów i fanów tylko świadków. Emerytowany biskup opolski mówi też o dyskusjach wokół adhortacji "Amoris laetitia" i migracji muzułmanów do Europy. Odnosi się też do kwestii niemieckich reparacji wojennych.

Maria Czerska (KAI): Księże Arcybiskupie, termin „postprawda” to słowo roku 2016. Czy prawda przestaje nas interesować?

Abp Alfons Nossol: Nie obawiałbym się tego. Wprawdzie zjawisko odchodzenia od prawdy, relatywizowania, niedostatecznego szukania prawdy jest masowe ale to było jest i będzie. Człowiek za tym idzie. Ale to zjawisko przejściowe, nie ma przyszłości, ponieważ bez poszukiwania prawdy ludzkie życie – normalne życie, jakiego pragniemy – nie jest możliwe.

Oczywiście, teraz są nowe sposoby poszukiwania i dochodzenia do prawdy. Świat dzięki digitalizacji ogromnie się zmienił ale nie zmieniło się to, że człowiek najbardziej pragnie i najbardziej spełnia się w miłości. Miłość można znaleźć w Internecie ale miłości cyfrowej nie ma. Kochać trzeba analogowo. I tu następuje weryfikacja. Odkrywamy, kim naprawdę jesteśmy.

Człowiek tak jest skonstruowany, że szuka prawdy o sobie samym. Nie zawsze na tej drodze spotyka Boga (choć doświadczenie radykalnych poszukiwaczy prawdy, jak Edyta Stein, pokazuje, że tak się często dzieje) ale musi chcieć sobie samemu odpowiedzieć na pytanie, kim jest.

 

A jeśli nie chce?

– Wkracza na drogę, na której może stopniowo zatracić swoje człowieczeństwo. Przed tym tak bardzo przestrzegał Benedykt XVI mówiąc o dyktaturze relatywizmu – to samozakłamanie, odczłowieczenie, które ostatecznie prowadzi do zniewolenia. Ktoś, kto nie szuka prawdy prędzej czy później staje się narzędziem i ofiarą rozmaitych ideologii, z których potem o własnych siłach wyplątać się już nie jest w stanie. Dyktatura relatywizmu przekreśla życie społeczne i naukę. Zideologizowana nauka to zbiór pogadanek i historyjek.

 

Czy nam to grozi?

– Ideologie pojawiały się i będą się pojawiać. Oczywiście są niebezpieczne. Ale to nic innego jak radykalne mody a moda przemija… Wszystko co przekreśla prawdę jest czysto ziemskie, ma swoje granice. Nie idzie potęgować żadnej ideologii w nieskończoność, bo to zawsze prowadzi do nonsensów. Ideologie same się niszczą. W takich kategoriach należy patrzeć na nacjonalizm, radykalny islam czy tzw. genderyzm.

Dotknąć prawdy. W 2011 r. pojechaliśmy do Helmuta Kohla, żeby mu wręczyć Złoty Most Dialogu. Obecny był też ówczesny ambasador Polski w Niemczech. Siedzieliśmy razem – kanclerz w środku, ja po lewej, ambasador po prawej. W końcu mówię: panie kanclerzu, tak blisko prawdy jeszcze nigdy pan nie był. On się zdziwił – jak to? -Tak, mówię, nasz ambasador nazywa się Prawda!

 

Jest Ksiądz Arcybiskup wybitnym praktykiem dialogu. Jak rozmawiać, gdy druga strona nie szuka prawdy, nie słucha, gdy spotykamy się z agresja i argumentowaniem przez emocje?

– Rozmawiać mimo wszystko. Dialog to język macierzysty ludzkości. Pozwala wrogów zamieniać w przeciwników a przeciwników w przyjaciół. Ale trzeba chcieć dialogu. Wielu ludzi tego wcale nie chce. Chcą narzucić swoje przekonania a dialog tylko pozorują. Nie można im ulegać. Trzeba umieć sformułować swoje przekonania i starać się jak najlepiej poznać przekonania rozmówcy. Zadawać konkretne pytania, prosić by odniósł się do przykładowych sytuacji. I mieć też odwagę w pewnym momencie powiedzieć „sam sobie przeczysz”. Może się zdarzyć, że ktoś sam siebie okłamuje ale nie możemy pozwolić, by okłamywał nas.

 

W jaki sposób bronić swoich przekonań tak by pociągać do nich a nie zniechęcać? Jak np. świadczyć o Bogu bez popadania w ostentację?

– Lepiej świadczyć ostentacyjnie niż świadczyć za mało. Prawda zmusza człowieka do świadectwa. Nasze przekonania wiary właściwie żyją przez świadectwo a Pan Bóg nie potrzebuje klakierów i fanów tylko świadków. Oczywiście i w tym świadczeniu ważne jest pewne umiarkowanie. Bez tego zaczynamy się bawić w aktorstwo i to jest ośmieszające prędzej czy później. Natomiast granica ostentacji nie dla wszystkich jest wyczuwalna i nie możemy tego od wszystkich wymagać. Niektórzy potrzebują być widoczni i głośni. Mnie osobiście to nie razi, ja tego nie krytykuję. Byleby się chciało świadczyć! Lepiej za głośno niż za cicho.

 

W jaki sposób zachować postawę nieoceniania innych, ale jednocześnie nie unikać trudnych tematów i upomnieć gdy potrzeba?

– Upominać trzeba tak, by nie tracić wzajemnego zaufania. Nie piętnować, nie traktować kogoś z góry – to może prowadzić do zerwania dialogu a nie o to przecież chodzi. Każdy jest zwykle przekonany, że to on ma rację. Warto jest podchodzić do tego tak, że pomagam drugiemu znaleźć samego siebie.

Upominanie jest oczywiście bardzo trudne. Ale jeśli chodzi o prawdziwego przyjaciela, kogoś bliskiego – to trzeba się zdobyć nawet na to, by go obrazić. Ale potem zaraz przeprosić, wytłumaczyć swój punkt widzenia, uzasadnić. Jeśli się obrazi – a może się obrazić – próbować nawiązywać kontakt, wyjaśniać – kocham cię i dlatego boli mnie to, że błądzisz; nie schlebiam ci, bo nie gram przed tobą żadnej roli; zwracam ci uwagę na to, w czym ty sam sobie zagrażasz. Miałem wiele takich rozmów.

 

A jednak bardzo często boimy się rozmów na zasadnicze tematy, gdzie możemy się poważnie różnić. Nasze relacje się banalizują. Zdarza się, że nawet z bliskimi ludźmi rozmawiamy „o pogodzie”.

– Od pogody możemy zacząć. Dialog wymaga wiele, wiele cierpliwości! Tam gdzie spotykamy się z kimś, kto od lat święcie wierzy, że jego przekonania – różne od naszych – są najczystszą prawdą, nie możemy zaczynać od oświecania go. Trzeba dopiero znaleźć płaszczyznę rozmowy na dany temat – być może zaczynając od rozmów o pogodzie. Dopiero, gdy widzimy, że w obu stronach jest gotowość do prawdziwego dialogu, że nie mamy zamiaru sobie niczego narzucać, że chcemy się od siebie wzajemnie uczyć i poważnie traktujemy swoje słowa – można próbować dotykać trudnych tematów. Ale trzeba być bardzo ostrożnym i pewne treści dozować.

 

Czy w tym kluczu należy patrzeć na budzące szeroką dyskusję fragmenty papieskiej adhortacji „Amoris laetitia” dotyczące komunii św. dla osób żyjących w ponownych związkach?

– Najprostszą drogą do Boga jest drugi człowiek. Jego zrozumieć! Jemu pomóc! Błądzi, ale nie wytykać mu od razu jego błędów tylko stopniowo go naprowadzać tak, by w końcu go z tych błędów wyprowadzić. Ze świadomością, że to błądzenie może trwać bardzo długo… Nie chodzi o to, żeby komuś pobłażać, mówić mu „nic się nie stało, jesteś w porządku”. Tak nie wolno – to jest kłamstwo i brak miłości wobec tego kogoś. Trzeba więc być wyrozumiałym ale też troszkę bezwzględnym, gdy dobro bliźniego tego wymaga.

Małżeństwo jest nierozerwalne – to dogmat wiary, który Kościół jasno określił. Musimy to przyjmować. Ale możemy też – i to robi papież Franciszek – zadawać pytania: dlaczego tak jest? Jak na to patrzeć w konkretnych ludzkich sytuacjach, w perspektywie Bożego Miłosierdzia i ze świadomością, że Bóg jest CAŁKOWICIE INNY? I czy w pewnych wypadkach nie dałoby się naszego stanowiska złagodzić? Pytać wolno! Papież to robi i ja jestem z tego bardzo zadowolony! Mnie to nie bulwersuje i jestem też gotów na ten temat dyskutować. Ostatecznie najwyższą instancją człowieka w dziedzinie prawdy jest własne sumienie.

 

A jednak na pytania o to jak rozumieć tę adhortację, zadane w liście przez czterech kardynałów – Waltera Brandmüllera, Raymonda Burke’a oraz zmarłych już Carlo Caffarrę i Joachima Meisnera, papież nie odpowiedział. Dlaczego?

– Opublikowali ten list w takiej formie, że pośrednio wyrażali przez to opinię: papież błądzi. Nie powinni tego robić.

Niektórym takie ujęcie czysto dogmatyczne – odtąd dotąd – wystarcza. Ale papież chciał nam pokazać, że to za mało. Że warto tym problemom nadać też ludzką twarz. Zwłaszcza, że w dzisiejszym świecie dochodzenie do prawdy nie jest łatwe, wiele dróg może do niej prowadzić. Prawdy nie da się podzielić jak sera! Prawda jest czymś żywym i ma zawsze aureolę radości! Jan Paweł II tak podkreślał miłosierdzie Boże obok Bożej sprawiedliwości a Franciszek to jeszcze bardziej zradykalizował i głosi, że sprawiedliwością Bożą JEST miłosierdzie! Do piekła trafi tylko ten, kto naprawdę tego chce. I dlatego to, co głosimy to Ewangelia – radosna nowina. Trochę więcej radości w tym naszym chrześcijaństwie!

 

Jan Paweł II w 1997 r. powiedział „Nie będzie jedności Europy dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha. Ten najgłębszy fundament jedności przyniosło Europie i przez wieki go umacniało chrześcijaństwo”. Minęło 20 lat. Jak zdaniem Księdza Arcybiskupa wygląda dziś europejska jedność i jaki jest stan europejskiej wspólnoty ducha? W jakim kierunku zmierzamy?

– Żyjemy w epoce bardzo niebezpiecznej chęci dechrystianizacji Europy. Europa jest zbudowana na trzech wzgórzach: Areopagu – to myśl grecka, Kapitolu – prawo rzymskie i Golgocie – chrześcijaństwo. Golgoty Europa zaczyna się wypierać. Gdy się wyprze – będzie po Europie. Przecież kultura i duchowość naszego kontynentu oparta jest na chrześcijaństwie. Bez niego Europa sama siebie zniszczy. Bez niego nie będzie autentycznego dialogu. Prędzej czy później pojawią się ideologie, które zawsze mają tendencje do narzucania siłą tzw. „prawd”.

Zjednoczona Europa sprawia, że państwa, które ją stanowią są różne ale nie obce. Te różnice są wzajemnym bogactwem, możemy uczyć się od siebie nawzajem, wymieniać. To chroni nas przed radykalnym nacjonalizmem, który wynika z wzajemnej obcości. Warto to pielęgnować, warto nasz patriotyzm, który jest czymś wielkim i wzniosłym, fundować na miłości a nie nienawiści, co niestety wciąż jest pewnym naszym problemem. Dobrze przy tej okazji wspomnieć, że nam chrześcijanom – jak pisze św. Paweł ( 2 Kor 5, 18) – zlecona została posługa jednania. Jeśli ksiądz katolicki nie chce się włączyć w dzieło jednania ludzi – nie jest autentycznym księdzem. To zresztą dotyczy wszystkich chrześcijan. Kto chce się powoływać na Jezusa Chrystusa musi dać się wprzęgnąć do posługi jednania a nie jątrzenia. To drugie odczłowiecza i w końcu doprowadzi do nowych przygotowań wojennych.

 

Czy powinniśmy się bać islamu?

– Moja teza brzmi: nie bójmy się mocnego islamu, bójmy się słabego chrześcijaństwa. To tu jest problem! Wstydzimy się, nie świadczymy o swojej wierze. Po prostu kompletnie nam na tym nie zależy! Wtedy pojawiają się ideologie, w tym również islam. W swojej obecnej formie jest on niestety niemal całkowicie zideologizowany. Problemem islamu jest to, że nie przeszedł on „epoki oświecenia”. W chrześcijaństwie rozum był zawsze bardzo ważny. Głosimy, że to co boże nie może być bezrozumne i że ku Bogu unoszą nas dwa skrzydła – wiara i rozum. W islamie jest inaczej. Dlatego dialog z islamem jest tak trudny. W tej chwili autentycznego dialogu prawie nie ma. Większość muzułmanów nie akceptuje, że w tłumaczeniu Pisma św. na arabski słowo Bóg określamy mianem Allah. Allah to tylko „Bóg islamski”, wszyscy inni to bożkowie. Takie tłumaczenia są palone. Całe szczęście pojawiają się postaci takie, jak np. muzułmanin i profesor islamistyki w Münster, Mouhanad Khorchide, który zdaje się być otwarty na rozmowę a nie tylko dyktat. Islam musi przejść „oświecenie”. W przeciwnym wypadku sam się doprowadzi do zniszczenia.

 

Jaką postawę powinniśmy przyjąć wobec muzułmańskiej migracji do Europy?

– To jest problem nowej wędrówki ludów. Są takie momenty w historii, że Jezus przyjmuje postać migranta – byłem przybyszem, przyjęliście mnie… Jeśli chcemy być autentycznymi chrześcijanami, musimy podjąć ryzyko gościnności. Czy ci migranci mają się topić w Morzu Śródziemnym? Mają tam ginąć? Człowiek ma prawo uciekać przed śmiercią, szukać lepszego życia i liczyć na zrozumienie u innych. Choć będąc gościem trzeba się też odpowiednio zachowywać. Nie można gościnności nadużywać.

Sytuacja jest bardzo skomplikowana i prosto rozwiązać się jej nie da. Europa nie jest w stanie przyjąć wszystkich chętnych. Samo zjawisko migracji napędzane jest przez wojny i przez struktury przestępcze. Dobrze byłoby, gdyby Europa podjęła wspólne działania na rzecz poprawy życia ludzi w miejscu ich pochodzenia. Wszyscy wiemy, że jest to bardzo, bardzo trudne.

 

Ksiądz Arcybiskup zrobił bardzo dużo na rzecz pojednania polsko – niemieckiego. Wiele na tej drodze się dokonało ale wydaje się, że to nie jest jeszcze zakończony proces.

– On nigdy nie będzie do końca zamknięty… To, co się stało – m.in. w Auschwitz – to było całkowite podeptanie ludzkiej godności. Tych tragicznych zbrodni wojennych nie idzie nigdy w pełni odpokutować. Ale musimy pamiętać: nasi sąsiedzi – i Niemcy i Rosjanie – są nam dani, właśnie tacy. Tak jak w rodzinie – rodzeństwa sobie nie wybieramy, musimy się uczyć jakoś razem żyć.

 

Jakie powinny być dalsze kroki na drodze pojednania?

– Nie możemy wciąż koncentrować się na nienawiści, wypominać krzywd, porównywać, kto krzywdził więcej i upokarzać tych sąsiadów, którzy uczynili nam tak wiele zła. To nie prowadzi nas do wspólnego „mianownika”. Trzeba skupiać się na najmniejszych choćby przejawach dobra. Pozwólmy tym naszym „odwiecznym wrogom” stać się normalnymi przeciwnikami. A potem – to musi być obustronna praca – starajmy się rozmawiać, słuchać, nie dyktować, nie stawiać warunków – tak, by w miejsce przeciwników zyskać przyjaciół. Wtedy zaczniemy sobie nawzajem zadośćuczyniać.

 

Jakie jest zdanie Księdza Arcybiskupa jeśli chodzi o podnoszony ostatnio wątek reparacji wojennych?

– Smutne, że to wywlekamy. W ten sposób mobilizuje się nurt antysąsiedzki, nie jest to autentycznie chrześcijańskie. Tych reparacji nie idzie zwrócić. Gdyby Niemcy chciały oddać wszystko do ostatniego szelążka nie wypłaciłyby się. Warto też mieć świadomość, że przy skrupulatnych rozliczeniach z pewnością pojawiłby się wątek utraty przez Niemcy 1/3 przedwojennego terytorium… Bardzo obawiałbym się wzniecania nowej nienawiści. A przecież już tak daleko żeśmy zaszli.

Tyle gestów wzajemnej przyjaźni i pomocy, Msza św. pojednania w Krzyżowej, modlitwa Benedykta XVI w Auschwitz, blisko bunkra śmierci św. Maksymiliana Kolbego… Trzy razy mnie odwiedził Gajowniczek – ten, za którego św. Maksymilian oddał życie. Gdy go wywołali na śmierć, krzyknął: „Moja żona, moje dzieci!” Miał dwóch chłopców. Gdy wrócił do domu okazało się, że dzieci już nie ma – Sowieci ponoć je zastrzelili z samolotu. Przyjeżdżał, bo chciał mi do końca opowiedzieć jak wyglądał ten ostatni moment między nim a o. Kolbe. Nigdy nie dokończył, zawsze płakał.

Gdy Dietrich Bonhoeffer, protestancki teolog, przeciwnik hitlerowskiego reżimu, wychodził ze swej celi na śmierć, żegnali go wszyscy inni więźniowie. Zawołał do nich: „na drodze do wolności śmierć jest największym świętem!”. Całkowicie uwolniony. Koniec cierpienia. Kierunek zmartwychwstanie.

Naszym drogowskazem jest krzyż ale przy nim się nie zatrzymujemy. Golgota jest przejściowa, tu się nie mieszka. My idziemy do zmartwychwstania – a zmartwychwstanie to nie jest ożywienie umarłego, to jest zupełnie nowy sposób bytowania.

 

Obchodził Ksiądz Arcybiskup jubileusz 40 – lecia święceń biskupich. Wiele z tej posługi wyniknęło dobra dla innych. Sam Ksiądz Arcybiskup jednak mawia, że nie był szczęśliwym biskupem. Czy doświadczył Ksiądz Arcybiskup na tej drodze jakiś osobistych radości?

– Niektóre wydarzenia, doświadczenia, mogły się zdarzyć tylko na tej drodze. Dla mnie np. wielkim szczęściem było to, że mogliśmy u nas w Opolu otworzyć filię KUL-u i że mamy uniwersytet. Cieszę się, że mogłem być narzędziem w wielu sprawach. Choć trzeba się było dać Panu Bogu zmusić!

***

Abp Alfons Nossol urodził się 8 sierpnia 1932 w Brożcu (woj. opolskie), w rodzinie robotniczej. Święcenia kapłańskie przyjął 23 czerwca 1957 roku. Święcenia biskupie przyjął 17 sierpnia 1977 r. z rąk prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego.

Wykładał w Wyższym Seminarium Duchownym Śląska Opolskiego w Nysie-Opolu. Był kierownikiem II Katedry Teologii Dogmatycznej KUL, profesorem na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu, wielkim kanclerzem Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Opolskiego.

W 1961 r. obronił na KUL doktorat a w 1971 – habilitację z zakresu teologii dogmatycznej.W 1982 otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego, a w 1988 – profesora zwyczajnego.

Utrzymywał bardzo ożywione kontakty z teologami na arenie międzynarodowej, także o aspekcie ekumenicznym.

Był członkiem różnych instytucji watykańskich, m.in. Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan, Międzynarodowych Komisji Mieszanych ds. Dialogu Teologicznego między Kościołem katolickim i prawosławnym oraz między Kościołem katolickim i luterańskim, jak również Rady Stałej KEP, Rady Episkopatu ds. Ekumenizmu.

Jest doktorem honoris causa m.in. Uniwersytetów w Münster (1991), Mainz (1992), Bambergu (1998), Uniwersytetu Opolski i Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Jest również laureatem Augsburskiej Nagrody Pokoju (1997), Nagrody Europejskiej Fundacji św. Ulryka w Dillingen (1983), Nagrody Polsko-Niemieckiej za „szczególne zasługi dla rozwoju stosunków polsko-niemieckich” oraz wielu innych.

Emerytowany biskup opolski otrzymał w 2009 roku Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.


rozmawiała Maria Czerska / Opole (KAI)

 

Florencja: tragiczna śmierć turysty w bazylice Santa Croce

O nieszczęśliwym przypadku mówią eksperci w związku ze śmiercią w czwartek 19 października w kościele Santa Croce we Florencji hiszpańskiego turysty, któremu spadł na głowę fragment sufitu.

„Nie można wykluczyć straszliwego nieszczęścia”, powiedziała była konserwator florenckich muzeów Cristina Acidini. Jej zdaniem to, co wydarzyło się w Santa Croce, „może wydarzyć się w budowli o wielowiekowej historii, czyli trudne do przewidzenia i nieprzewidywalne zachowanie materiałów możliwe jest nawet w miejscach poddawanych skrupulatnej i częstej kontroli”. Włoska historyk sztuki uciekła się do porównania z drzewami upadającymi nagle pod podmuchem wiatru”. Zna ona dobrze florencką bazylikę i wyklucza, aby przyczyną wypadku był brak troski i przypomina, że cały kompleks zabudowań korzysta z godziwego dofinansowania, poddawany jest okresowym kontrolom i pieczołowicie konserwowany przez zespół wybitnych specjalistów.

 

Ze swej strony sekretarz generalny warsztatów zajmujących się na co dzień Santa Croce, Giuseppe De Micheli, przypomniał, że zaledwie tydzień temu bazylika poddana została dokładnym oględzinom i oderwanie się fragmentu kapitelu, co spowodowało natychmiastową śmierć turysty, „jest wydarzeniem, w które trudno uwierzyć”. Ostatni jej gruntowny remont odbył się natomiast przed dziesięcioma laty. Bazylika florencka jest własnością państwa i podlega funduszowi miejsc kultu przy włoskim ministerstwie spraw wewnętrznych. Można z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że bazylika jest niekończącym się placem budowy, jak zresztą powinno być, ponieważ przy budowli takiej, jak ta, praca nie kończy się nigdy, oświadczył Giuseppe De Micheli.

 

Na znak żałoby po tragicznej śmierci turysty, florencka bazylika, jedna z najważniejszych świątyń franciszkańskich we Włoszech, będzie w piątek zamknięta.


(KAI) sal / Florencja

“Początek reformacji to dramatyczny podział, a nie święto”

– Początek Reformacji, ten dramatyczny podział, jaki nastąpił w chrześcijaństwie zachodnim, nie jest wcale momentem wielkiego świętowania, to raczej pokazanie kolejnego sprzeniewierzenia się chrześcijan wobec testamentu, jaki zostawił nam Pan Jezus – mówił abp Marek Jędraszewski w czwartkowy wieczór podczas „Dialogów u św. Anny”, które odbyły się pod hasłem „Czy ekumenizm ma sens?” Metropolita krakowski stwierdził że, od kiedy zaczął się proces Reformacji, zaczęła się też pewna degradacja człowieka.

W katechezie wprowadzającej w temat spotkania abp Jędraszewski omówił kontekst historyczny Reformacji. Podkreślił, że prawdziwy rozłam nastąpił w związku z tym, że reformatorzy potępili Kościół w tym kształcie w jakim wówczas był. – Negując Kościół (…) mówiono: Chrystus tak, Kościół nie. Łączy nas Chrystus, ale nie Kościół – mówił arcybiskup.

Zdaniem arcybiskupa późniejsze dzieje pokazują, że uznano, iż trzeba odrzucić Boga, bo jego obecność sprawia, że człowiek nie może rozwinąć tego, co jest w nim najbardziej twórcze. Jak podkreślił, wówczas powiedziano „Bóg nie, ale człowiek tak”. – Lawina, która zaczęła się 500 lat temu, zakwestionowała pewien autorytet Kościoła i urząd nauczycielski Kościoła, a potem zakwestionowano chrześcijaństwo i Boga – wyjaśniał.

– XIX-wieczny ateizm jeszcze mówił, że człowiek jest, ale my wiemy dzisiaj, patrząc na to co dzieje się we współczesnej kulturze XX w. i także tych już niemal skończonych dekad XXI w, że mówi się ”nie ma już człowieka”. Ideologia gender mówi, że bycie kobietą czy mężczyzną to nie jest kwestia biologii czy struktur, o których mówi genetyka, ale to kwestia mojego wyboru, mojej woli. Mogę decydować, żeby być takiej płci, a za chwilę mogę to odwołać – mówił abp Jędraszewski.

– Wszystko zaczyna się rozchodzić, pękać. Człowiek zostawiony samemu sobie, bo odrzucił wszystko inne, zwłaszcza autorytet Boży dochodzi już do granic absurdu i możemy się pytać jak daleko jeszcze możemy się posunąć w tych kolejnych absurdach. Gdzie jest ściana, za którą jest już tylko przepaść i żadnego ratunku – dodał. W ocenie arcybiskupa od tego momentu, kiedy zaczął się proces Reformacji, zaczęła się także pewna degradacja człowieka.

– Początek Reformacji, ten dramatyczny podział, który nastąpił w chrześcijaństwie zachodnim, nie jest momentem wielkiego świętowania, to raczej pokazanie kolejnego sprzeniewierzenia się chrześcijan wobec testamentu jaki zostawił nam Pan Jezus w wieczerniku w swojej mowie arcykapłańskiej, w której modlił się o jedność – podkreślił. Jak przypomniał, ten pęknięty zachodni świat próbowano ratować w sposób polityczny, co wiązało się z łamaniem ludzkich sumień.

Słuchacze pytali hierarchę m. in. o to, czy możliwy jest Kościół bez teologii oparty jedynie na uwielbieniu Jezusa? Arcybiskup wyjaśnił, że problem ten nazywany jest pentekostalizacją Kościoła. Polega on na przejmowaniu wzorców z innych ośrodków, które „biorą w nawias doktrynę Kościoła i wszystko chcą budować na emocjach przez wspólny śpiew, okrzyki czy podnoszenie rąk” – Co to ma wspólnego z Kościołem, który założył Jezus Chrystus? Z Kościołem, który ma bardzo określoną prawdę, a jej źródłem jest Ewangelia i to co jest mocno podkreślane, czyli tradycję Kościoła? Trudno to pogodzić z nauczaniem Kościoła, z jego poczuciem tożsamości – ocenił arcybiskup.

Arcybiskup został również zapytany o to czy należy nawracać i ewangelizować protestantów, czy ekumenizm współcześnie nie doprowadza do powstania coraz większej ilości wspólnot i Kościołów. Metropolita krakowski przywołał postać Johna Henry’ego Newmana, który będąc anglikaninem odkrył, że tylko w Kościele katolickim można odnaleźć prawdę. – W ostatnim czasie nasilił się proces przechodzenia wielu anglikanów do Kościoła katolickiego. Właśnie dlatego, że idąc wzorem Newmana, odnajdują w Kościele katolickim pełnię prawdy – zaznaczył metropolita krakowski.

– Patrząc na niektóre decyzje czy sposób interpretacji nauczania Chrystusa, zwłaszcza jeśli chodzi o tzw. związki homoseksualne, wielu protestantów nie chcąc się na to zgodzić uważa, że jedyną drogą, by ocalić siebie jest próba powrotu do Kościoła katolickiego. To są ich wybory – powiedział metropolita krakowski. – Oni sami odkrywają tak jak Newman, że pełnia prawdy jest w Kościele Katolickim i mając odwagę iść pod prąd proszą, by byli członkami tego Kościoła. Nie jest to wyrywanie kogoś z innych wspólnot chrześcijańskich, ale raczej to jest pewna postawa jasności doktrynalnej, jasności nauczania Kościoła, wspierana przez wielu wspaniałych świadków wiary jak Matka Teresa czy Jan Paweł II – wyjaśniał.

Arcybiskupa zapytano również o to czy katolicy mogą radośnie brać udział w uroczystościach związanych z 500. rocznicą Reformacji. Jego zdaniem to nie radość jest celem takich spotkań, ale pokazanie, że mimo podziałów, które zaistniały, tworzymy jednak pewien wspólny, chrześcijański świat. – Nie świętujmy tego jako tryumf podziałów. Pokazujmy coś innego, że gdy w Polsce wybuchła Reformacja, nie płonęły stosy, nie było wzajemnych walk, nie było wojen religijnych. Polska potrafiła pokazać wobec Europy wzajemny szacunek – tłumaczył abp Jędraszewski.

Na pytanie, czego możemy się uczyć od protestantów, abp Jędraszewski odpowiedział, że oni często oddawali swoje życie za Chrystusa i za Ewangelię i dla wielu katolików mogą być przykładem tego, jak trzeba bronić w sobie nauki Chrystusa. Jak dodał, wielu z protestantów odznacza się świętością życia, dlatego nie wolno zamykać się na to dobro, które jest w innych kościołach.

Hierarcha zwrócił uwagę na to jak ważny jest szacunek, który powinien dominować, ponieważ bez niego proces ekumenizmu może ludzi jeszcze bardziej oddalać. – Jest to jakaś niewiadoma, ale także zawierzenie Bożej opatrzności. Zdajemy sobie sprawę, że ten tak tragicznie podzielony świat potrzebuje znaku jedności. Ten znak musi wyjść od chrześcijan, bo jeśli oni będą jednością, to jest nadzieja, że i świat będzie stanowił jedność – apelował.

Kolejne spotkanie w ramach „Dialogów u św. Anny” odbędzie się 23 listopada, a jego tematem będzie śmierć.


led / Kraków (KAI)

 

Trzeba mieć odwagę, by mówić “Ojcze nasz”

W Watykanie zaprezentowano telewizyjną serię refleksji Papieża Franciszka nad modlitwą Ojcze nasz. Od przyszłej środy czyli od 25 października będą one emitowane co tydzień w telewizji włoskiego episkopatu TV2000. Na ich podstawie ukaże się również książka.

Przy okazji wczorajszej prezentacji pokazano też kilka pierwszych fragmentów. Papież wspomina między innymi, jak wielkim szacunkiem darzono w jego rodzinie chleb. „Kiedy spadł, podnosiło się go z ziemi i całowało”. Ojciec Święty wymienia też miejsca, w których nie święci się dzisiaj imienia Boga. Tytułem przykładu wspomina o działalności islamskich terrorystów z Boko Haram, o rodzicach, którzy nie dbają o własne dzieci czy o chrześcijanach, którzy walczą między sobą o władzę.

„Trzeba mieć odwagę, by modlić się Ojcze nasz. O tak, trzeba mieć odwagę powiedzieć Tato i naprawdę wierzyć, że Bóg jest Ojcem, którym mi towarzyszy, przebacza, daje chleb, uważnie wysłuchuje wszystkiego, o co Go proszę, przyobleka mnie lepiej niż kwiaty polne. Wierzyć w to wszystko, zaryzykować, bo co by było, gdyby to wszystko nie było prawdą… Ośmielić się, ale wszyscy razem. Dlatego tak ważne jest, by modlić się razem z innymi, bo w ten sposób nawzajem sobie pomagamy mieć odwagę” – powiedział Franciszek.


RV / Watykan (KAI)

 

Filipiny: Indonezyjczycy przechodzą na katolicyzm

Co najmniej 10 proc. imigrantów z Indonezji, którzy w ostatnich dziesięcioleciach osiedlili się na niewielkiej wyspie Balut koło Mindanao na południu Filipin, przyjęło katolicyzm. Dzieje się tak zarówno w wyniku kontaktów z miejscowymi wiernymi, jak i pod wpływem duchowości chrześcijańskiej, z którą stykają się na wyspie przybysze z najludniejszego islamskiego państwa świata.

Jedna z takich osób, Evangeline Musaling-Pacinabo powiedziała azjatyckiej katolickiej agencji prasowej UCANews, że jej rodzice – muzułmanie przybyli na tę małą, oddaloną od większych ośrodków wyspę w latach czterdziestych XX wieku, gdy były tam jeszcze odczuwalne skutki II wojny światowej. Z biegiem lat część imigrantów i ich dzieci przyjęła katolicyzm za zgodą i błogosławieństwem swych niekatolickich rodziców.

 

Według rozmówczyni agencji kluczową rolę w jej nawróceniu odegrał katechista, który potem poślubił ją a ona sama przyjęła chrzest i została katechistką.

 

Od 22 lat Evangeline przemierza tę niewielką okolicę, dzieląc się doświadczeniem wiary z innymi i ucząc ich podstaw nauki katolickiej. Ona sama poznała ją na seminariach i warsztatach, prowadzonych przez jej parafię. Obecnie sama większość swego czasu poświęca na działalność kościelną. Oprócz prowadzenia rekolekcji, warsztatów i seminariów dla działających w parafii 12 podstawowych wspólnot chrześcijańskich, kobieta uczy religii w miejscowych szkołach podstawowej i średniej. “Gdy stałam się katoliczką, czuję, że mam większą rodzinę, chociaż nie jesteśmy spokrewnieni więzami krwi” – powiedziała Evangeline.

 

Według niej około 10 proc. osadników indonezyjskich na tej wyspie przeszło na katolicyzm. Ona sama uczyniła to, podobnie jak sześcioro spośród dziesięciorga jej rodzeństwa, “nie tylko ze względu na jego nauczanie, ale także dzięki jedności łączącej członków parafii”.

 

Tamtejsza wspólnota katolicka obchodzi w tym roku 20-lecie istnienia. “Życie jest wspaniałe, jeśli w jego centrum jest Bóg, nawet gdy jesteśmy biedni” – powiedziała agencja matka trójki dzieci. Podkreśliła, że “jeśli czyjaś wiara w Boga jest silna, trudności, jakie napotykamy w życiu, stają się łatwiejsze”.

 

Ze swej strony proboszcz miejscowej parafii św. Tereski od Dzieciątka Jezus ks. Saturnino Andoy zapewnił, że nawrócenia byłych muzułmanów są całkowicie dobrowolne. “Nie stosujemy siły ani aktywnego namawiania tych, którzy są wśród nas” – podkreślił duchowny. Dodał, że Indonezyjczyków przyciąga do katolicyzmu świadectwo parafian. Zaznaczył ponadto, że miejscowi wierni odznaczają się “bardzo mocną” wiarą, a przy tym nie ma tam dyskryminowania jakiejkolwiek innej religii. “Nasze drzwi są zawsze otwarte na każdego, kto chce przyjść do nas czy n a nasze nabożeństwa” – zapewnił kapłan.

 

Niekatoliccy mieszkańcy wysepki włączyli się w obchody 20-lecia parafii na początku tego miesiąca, m.in. uczestnicząc we wspólnym posiłku w ośrodku parafialnym.

 

Konsulat indonezyjski w Davao na Mindanao ocenia, że w tym regionie Filipin mieszka obecnie ok. 9 tys. “osób pochodzenia indonezyjskiego”. Balut stanowi bramę do tej drugiej co do wielkości wyspy Filipin dla Indonezyjczyków, przybywających tu po 4-godzinnej podróży statkiem przez morze Celebes. Na wyspie, oddalonej o 9 godzin rejsem od najbliższego ośrodka miejskiego na Mindanao – General Santos City, mieszka 24 tys. ludzi, w tym muzułmanie i członkowie plemienia B’laan, zajmujący się głównie rybołówstwem i uprawą orzechów kokosowych.


kg (KAI/UCANews) / Balut