video-jav.net

Czy Polska to bezpieczny kraj?

Zapytaliśmy czytelników Stacji7, czy w naszym kraju można czuć się bezpiecznie. Zobaczcie wyniki ankiety!

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W najnowszym wydaniu Stacji7 rozmawiamy o szeroko rozumianym bezpieczeństwie. Z tej okazji zapytaliśmy naszych czytelników, czy uważają Polskę za bezpieczny kraj.

Zarówno na naszym profilu facebookowym jak i instagramowym zdecydowana większość głosujących uważa, że w Polsce jest bezpiecznie. Łącznie w ankiecie wzięło udział ponad 700 osób. Oto dokładne wyniki:

 

 

 

 

Odpowiedzi naszych czytelników odzwierciedlają tegoroczne badania na ten sam temat, które w maju 2018 opublikowało CBOS. W sondażu CBOS 86 proc. ankietowanych uważa, że Polska to bezpieczny kraj. Centrum zauważa jednak, że w porównaniu z poprzednim rokiem poczucie bezpieczeństwa nieznacznie spadło (3 punkty procentowe). W sondażu widać też, że najlepiej sytuację w kraju oceniają uczniowie i studenci, pracownicy administracyjno-biurowi oraz osoby pracujące na własny rachunek. W tych grupach przekonanie, że w Polsce żyje się bezpiecznie, jest powszechne, wynosi ok 96%.

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Włochy: zmiany w tekście „Ojcze nasz” i „Chwała na wysokości Bogu”

Włoska Konferencja Biskupia przyjęła zmiany w tekście modlitwy „Ojcze nasz” i „Chwała na wysokości Bogu”. Zawarte są one w nowym wydaniu Mszału Rzymskiego w języku włoskim. Przekład tej księgi musi jeszcze zostać zatwierdzony przez Stolicę Apostolską.

Polub nas na Facebooku!

W „Ojcze nasz” prośba: „nie wódź nas na pokuszenie” została zastąpiona słowami: „nie opuszczaj nas w pokusie” (non abbandonarci alla tentazione). Na niepoprawność dotychczasowego wyrażenia zwracał uwagę papież Franciszek, który zauważył, że sugeruje ono, iż to Bóg kusi człowieka. Niektóre konferencje episkopatu, np. we Francji i Belgii, już wprowadziły podobną zmianę w Modlitwie Pąńskiej.

Z kolei w „Chwała na wysokości Bogu” zamiast „pokój ludziom dobrej woli” mówić się będzie: „pokój ludziom umiłowanym przez Pana” (pace in terra agli uomini amati dal Signore). Jest to wersja bliższa biblijnemu oryginałowi z Ewangelii według św. Marka 2,14.

KAI/ad

Z KRAJU

Jak świętować Dzień Ubogich? Przewodnik po pomysłach

Chociaż Dzień Ubogich to w Kościele święto młode, odbędzie się w najbliższą niedzielę dopiero po raz drugi, jest coraz ciekawiej wykorzystywane jako możliwość dostrzeżenia bezdomnych, biednych i wykluczonych. W bardzo praktyczny sposób.

Polub nas na Facebooku!

Święto ustanowił w Kościele w 2016 r. papież Franciszek, kończąc w ten sposób Rok Miłosierdzia. W ubiegłym roku odbyło się po raz pierwszy i od razu stało się okazją nie tylko do stworzenia dodatkowych okazji dla pomocy najbiedniejszym, ale przede wszystkim do osobistego spotkania z nimi. – To święto każdego z nas, niech każdy czuje się zaproszony – mówi Aleksandra Jańdziak z katowickiej inicjatywy Zupa w Kato, zaangażowanej w organizację obchodów Dnia Ubogich w Katowicach.

 

Kraków: Namiot Spotkań i obiad w Bazylice Mariackiej

Elementem krakowskich obchodów jest otwarty w środę tzw. Namiot spotkań. Na scenie namiotu odbywają się spotkania integracyjne – koncerty, występy artystyczne czy pokazy filmowe. W namiocie będzie również możliwość skorzystania z sakramentu pokuty czy modlitwy wstawienniczej. Tutaj w sobotę 17 listopada wieczorem odbędzie się koncert uwielbienia, który poprowadzi zespół Siewcy Lednicy. Podobnie jak w ubiegłym roku w różnych punktach Krakowa będą przez 4 dni dla najuboższych działać tzw. Metamorfozy. Przy ul. Smoleńsk 4 posługiwać będą fryzjerzy, kosmetyczki i wizażystki, przy ul. Siennej 5 zorganizowano punkt medyczny, a na ul. Montelupich 4 – konsultacje stomatologiczne.
Koordynatorka inicjatywy Anna Samborska-Niessner przyznaje, że podczas metamorfoz można zauważyć nie tylko zmianę uczesania, ale także zmianę postawy. – Na własne oczy widziałam sytuacje, kiedy człowiek patrząc na siebie w lustrze, prostował się – wspomina.

Zwieńczeniem obchodów będzie uroczysta Msza święta pod przewodnictwem metropolity krakowskiego abp. Marka Jędraszewskiego w niedzielę o godz. 13.00 w Bazylice Mariackiej, po której ubodzy zaproszeni są na wspólny posiłek. Dokładny plan można znaleźć na stronie http://sdu.malopolska.pl.

 

Warszawa: Kardynał zje obiad z bezdomnymi
Kard. Kazimierz Nycz zasiądzie do świątecznego obiadu z ubogimi i bezdomnymi w nowo otwartej siedzibie Wspólnoty Sant’Egidio w Warszawie. Na świąteczny obiad Wspólnota Sant’Egidio zaprosiła do swojej nowej siedziby przy ul. Wspólnej 61 dwunastu ubogich i bezdomnych, z którymi spotyka się przez cały rok. W gronie tym będą osoby żyjące na ulicy, mieszkające w pustostanach, przyczepach kempingowych, osoby starsze i samotne, korzystające z pomocy Wspólnoty, starsi i chorzy mieszkańcy Domu Pomocy Społecznej na Solcu oraz dwie byłe bezdomne kobiety, które pół roku temu po 20 latach spędzonych na ulicy zamieszkały w domu prowadzonym przez Wspólnotę.
Obiad zostanie poprzedzony Modlitwą za ubogich, którą poprowadzi kard. Kazimierz Nycz. Po wspólnym obiedzie członków Wspólnoty, kardynała i ubogich, wolontariusze jak każdej niedzieli wyjdą też z pomocą na ulice. Głównie będą to „peryferia” miasta, gdzie odwiedzą bezdomnych szukających schronienia na działkach, w opuszczonych budynkach czy garażach. Prócz żywności oraz opału i butli gazowych, zapewniających przetrwanie zwłaszcza od jesieni do wiosny, osoby bezdomne otrzymają, jak co tydzień, także drukowany przez Wspólnotę przewodnik po Warszawie „GDZIE zjeść, spać, umyć się”.
Z kolei Caritas Archidiecezji Warszawskiej zaprosiła do swojego pomysłu na Dzień Ubogich inne zajmujące się pomocą potrzebującym instytucje: fundację Smile Warsaw, która w każdą niedzielę w pobliżu PKiN wydaje bezdomnym ciepły posiłek oraz wspiera ich niezbędnymi środkami czystości i odzieżą; fundację Daj Herbatę, która w poniedziałki częstuje chętnych gorącą zupą pod Dworcem Centralnym oraz Wspólnotę Sant’Egidio. Razem ogarną niezbędną pomocą wszystkich potrzebujących w niedzielę od godz. 16.
Ciekawy pomysł mają też warszawscy kapucyni.. Zaprosili wszystkich chętnych warszawiaków, aby w niedzielę od rana przychodzili do ich jadłodajni przy ul. Miodowej, przynosząc przygotowane przez siebie dania, dzieląc się nimi z bezdomnymi. W pomyśle chodzi głównie o przebywanie z najbiedniejszymi, rozmowę, spotkanie, budowanie osobistej relacji. Dodatkowo w krypcie pod kościołem na Miodowej 13 odbędzie się tego dnia dla najbiedniejszych koncert.

 

Tarnów: tytka dla ubogiego
Choć słowo “tytka” jest regionalizmem znanym w Wielkopolsce, właśnie z jego pomocą Caritas tarnowska chce przykuć uwagę wiernych do akcji pomocy najuboższym z okazji Dnia Ubogich. W wielu parafiach będą tam rozdawane papierowe torby – właśnie tytki – które wierni będą mogli wziąć do domu, aby tam napełnić je różnymi artykułami spożywczymy z myślą o najbiedniejszych. Pełne torby zbierze Caritas a następnie rozda najbardziej potrzebującym.
Dodatkowo w kościołach diecezji tarnowskiej będą również w Dzień Ubogich rozprowadzane specjalne chlebki. Ofiary zebrane przy tej okazji Caritas przeznaczy na pomoc ubogim.

 

Sosnowiec: dyżur lekarza, warsztaty i modlitwa

W diecezji sosnowieckiej obchody zostały przygotowane przez Wspólnotę Betlejem w Jaworznie i rozpoczęły się już 15 listopada.
Od 16 do 18 listopada dom Wspólnoty Betlejem zamienił się w przestrzeń do modlitwy, rozmowy i spotkania a także praktycznym punktem, w którym najubożsi, m.in bezdomni mogą skorzystać z porad lekarskich, kosmetycznych, wziąć udział w warsztatach tworzenia mozaik, zielarskich czy serowarskich. Nie zabraknie też dla nich pokazów artystycznych.

 

Poznań: konkretna pomoc i modlitwa z potrzebującymi
Pomoc w wyrobieniu dokumentów i znalezieniu pracy, możliwość skorzystania z porad lekarskich i prawnych, rozprowadzanie koców i ciepłej odzieży, a także wielbienie i uroczysty obiad – to niektóre wydarzenia i akcje przygotowane dla ubogich i bezdomnych w ramach Tygodnia Ubogich, który od 13 listopada trwa w Poznaniu.
Osoby potrzebujące mogły już skorzystać z porad lekarskich i usług fryzjerskich w Domu Charytatywnym „Przystań” przy ul. Krańcowej 10 w Poznaniu.
Sobota 17 listopada będzie Dniem Pokuty, podczas którego odbędą się spowiedź, adoracja Najświętszego Sakramentu oraz modlitwa wstawiennicza i wielbienie.
Najważniejszym wydarzeniem Tygodnia Ubogich w Poznaniu będzie Msza św. w niedzielę 18 listopada o godz. 12.30. Eucharystii w kościele pw. Bożego Ciała będzie przewodniczył ks. Marcin Janecki, dyrektor poznańskiej Caritas.
Po Mszy św. ubodzy, bezdomni i potrzebujący zaproszeni są na uroczysty obiad, przygotowany przez siostry elżbietanki przy parafii.
Marek Misiek z poznańskiej Caritas przyznaje, że ogromną rolę w przeprowadzeniu akcji i zorganizowaniu wydarzeń odegrali wolontariusze. „Codziennie w pomoc drugiemu człowiekowi zaangażowanych jest kilkunastu wolontariuszy, wielu z nich to klerycy Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu. Podczas tego tygodnia bezdomnym na ulicach Poznania rozdawali też koce, śpiwory i odzież zimową” – zaznacza Misiek.

 

Katowice: obiad z Zupą w Kato
Na wezwanie papieża postanowiła odpowiedzieć w Katowicach Zupa w Kato. To inicjatywa, w której co tydzień wolontariusze gotują zupę, robią kanapki i ciepłe napoje, by dzielić się nimi z innymi, zwłaszcza osobami ubogimi i bezdomnymi. Przede wszystkim jednak jest to okazja do spotkania z drugim człowiekiem, rozmowy, bez podziałów i uprzedzeń. Dzień ubogich będzie połączony w Katowicach z pierwszą rocznicą działalności Zupy.
– Stwierdziliśmy, że to doskonała okazja do wspólnego świętowania. Oczywiste było dla nas, że chcemy ten Dzień tworzyć z innymi, których łączy wspólny cel. Przez wielu pomysł został ciepło przyjęty. W przygotowania włączyło się m.in. Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta, Maltańska Służba Medyczna, Fundacja Futprints. Wspiera nas Miasto Katowice oraz Caritas. Mamy nadzieję, ze w przyszłym roku nasze działania i zasięg będą jeszcze szersze – mówi Aleksandra Jańdziak z Zupy w Kato.
W niedzielę 18 listopada na Pl. Szewczyka w Katowicach będzie można m.in. spotkać się na obiedzie przy dźwiękach skrzypiec, skorzystać z różnych form wsparcia, a następnie wziąć udział w Mszy św. pod przewodnictwem bp. Grzegorza Olszewskiego. Każdy może się zaangażować w przygotowania do święta.

 

Watykan: Aula Pawła VI cała dla ubogich
Pomysłodawca Dnia Ubogich, papież Franciszek, wykazał się kolejny raz rozmachem w planowaniu świętowania tego dnia na “swoim” terenie. W niedzielę zaplanował olbrzymi obiad na 3000 osób, których ugości w auli Pawła VI, największym w Watykanie “pomieszczeniu”, które jest w stanie przyjąć naraz tylu gości. Obiad z ubogimi zaplanowano po niedzielnej Mszy św., której Franciszek będzie przewodniczył o godz. 10.00 w bazylice watykańskiej. W Eucharystii weźmie udział około 6 tys. ubogich wraz z wolontariuszami, a także przedstawiciele organizacji otaczających opieką osoby potrzebujące. Natomiast podczas posiłku papież będzie siedział u stołu pośród ubogich. Jak zaznaczono ma on być bardzo prosty.
Do tego już od poniedziałku na Placu św. Piotra działa mobilna przychodnia dla najbiedniejszych, oferująca bezpłatne leczenie potrzebującym. Rok temu z pomocy tego typu skorzystało 600 osób, w tym niektóre znajdujące się w poważnym stanie zdrowia.

 

ad, KAI/Stacja7

Kościół nie rozwija się spektakularnie, ale w milczeniu

Kościół rozwija się w prostocie, w milczeniu, w uwielbieniu Boga w ofierze eucharystycznej, we wspólnocie braterskiej, w której wszyscy się miłują – mówił papież podczas porannej Mszy Świętej sprawowanej w Domu Świętej Marty.

Polub nas na Facebooku!

 Komentując czytany dziś fragment Ewangelii (Łk 17,20-25), Ojciec Święty przypomniał, że królestwo Boże nie jest spektakularne i rośnie w milczeniu.

Franciszek podkreślił, że Oblubienica Chrystusa ma wyciszony temperament i rodzi owoce bez zgiełku, nie dmąc w trąby jak faryzeusze.

„Pan wyjaśnił nam, w jaki sposób rośnie Kościół w przypowieści o siewcy. Siewca sieje a ziarno wzrasta w dzień i w nocy … – Bóg daje wzrost – a następnie widoczne są owoce. Ale istotne jest to, że Kościół wzrasta w milczeniu, w tajemnicy – to jest styl kościelny. I jak się on przejawia w Kościele? Owocami dobrych uczynków, aby ludzie widzieli i chwalili Ojca, który jest w niebie – jak mówi Jezus – i podczas celebracji Eucharystycznej – będącej uwielbieniem i ofiarą Pana” – powiedział papież.

Następnie Ojciec Święty podkreślił, że Kościół wzrasta przez świadectwo, przez modlitwę, przez Ducha Świętego, działającego w sercach, a nie w wielkich wydarzeniach. Zaznaczył, że oczywiście takie wydarzenia pomagają, ale wzrost Kościoła, przynoszący owoce dokonuje się w milczeniu, w ukryciu poprzez dobre uczynki i sprawowanie Paschy Pana, uwielbianie Boga.

Franciszek zauważył, że w świecie, w którym nazbyt często poddajemy się pokusie spektakularności, doczesności sam Jezus był kuszony, by dokonywać czynów spektakularnych. „Wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół»” (Mt 4,6). „Ale On obrał drogę głoszenia, modlitwy, dobrych uczynków, krzyża i cierpienia” – zauważył papież.

„Krzyż i cierpienie. Kościół wzrasta również krwią męczenników, mężczyzn i kobiet, którzy oddają życie za wiarę. Dzisiaj jest ich wielu. Ciekawe – to nie są wiadomości dnia. Świat to ukrywa. Duch świata nie toleruje męczeństwa, ukrywa je” – stwierdził Ojciec Święty na zakończenie swej homilii.

KAI/ad

Rozpoczął się proces beatyfikacyjny byłego generała jezuitów o. Pedro Arrupe

W Rzymie został oficjalnie otwarty proces beatyfikacyjny byłego generała zakonu jezuitów, o. Pedro Arrupe. Poinformował o tym 14 listopada w liście do członków swego zakonu obecny generał ks. Arturo Sosa.

Polub nas na Facebooku!

O. Arrupe wprowadzał w życie postanowienia Soboru Watykańskiego II, wywierając wpływ na zmianę profilu zakonu. W tym czasie, zwłaszcza w latach siedemdziesiątych, wiele kół kościelnych krytykowało zakon za jego zaangażowanie społeczne w krajach Ameryki Łacińskiej i za łagodzenie surowych reguł zakonnych.

Urodził się 14 listopada 1907 r. w Kraju Basków. Do Towarzystwa Jezusowego wstąpił w 1927 r. po czterech latach studiów medycznych na uniwersytecie w Madrycie. Studia teologiczno-filozoficzne odbywał w Hiszpanii, Belgii oraz Holandii. Po święceniach kapłańskich w 1936 udał się do USA, gdzie podjął posługę duszpasterską wśród emigrantów.

W 1938 jako misjonarz rozpoczął pracę w Japonii. Tam w 1941 roku, po ataku Japończyków na Pearl Harbor, został prewencyjnie aresztowany przez Amerykanów. Po wyjściu z aresztu objął funkcję przełożonego i mistrza nowicjatu na przedmieściach Hiroszimy, gdzie 6 sierpnia 1945 roku przeżył wybuch bomby atomowej. Mając doświadczenie medyczne, jako jeden z pierwszych, pospieszył z pomocą ofiarom.

22 maja 1968 r. wybrano go na generała Towarzystwa Jezusowego. Odpowiadając na potrzeby świata, podejmował rozległą działalność na rzecz sprawiedliwości społecznej, odnowił ducha jezuickiego szkolnictwa i wprowadził Towarzystwo Jezusowe w posoborową odnowę Kościoła. Gdy w sierpniu 1981 r. o. Arrupe uległ paraliżowi, początkowo zakonem kierował wyznaczony przez Jana Pawła II komisarz o. Paolo Dezza. W 1983 r. dokonano wyboru nowego generała, którym został o. Peter-Hans Kolvenbach z Holandii.

O. Pedro Arrupe zmarł 5 lutego 1991 r. W 1995 r. na życzenie o. Kolvenbacha, trumnę ze zwłokami jego poprzednika przeniesiono do kościoła jezuitów Il Gesù w Rzymie, gdzie pochowany jest również św. Ignacy Loyola. W 2013 r. hołd o. Arrupe złożył przy jego grobie papież Franciszek.

KAI/ad

LUDZIE

Były biedak znalazł sposób jak pomóc… innym biedakom

Najpierw był hinduskim biedakiem, potem szefem amerykańskiej firmy IT, teraz pomaga Kongijczykom odzyskiwać godność ekonomiczną. O niezwykłej historii Ashisa Gadnisa opowiada na łamach amerykańskiego pisma Crux Paulina Guzik.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Choć w Polsce działalność Ashisa Gadnisa nie jest szeroko znana, z pewnością zasługuje na uwagę. Zwłaszcza w kontekście przypadającego w najbliższą niedzielę Światowego Dnia Ubogich.

Ashis Gadnis nawrócony na chrześcijaństwo i ochrzczony w Kościele katolickim został dopiero w 2015 r., jednak już ma na swoim koncie wyróżnienie w postaci wpisu na listę “Laudato Si Challenge”. To zainspirowana encykliką papieża Franciszka międzynarodowa akcja zachęcająca i wyróżniająca przedsiębiorców przyczyniających się swoim biznesem do ograniczenia światowego ubóstwa i promowania godności ludzi. Papież udzielił zresztą samemu Gadnisowi prywatnej audiencji.

Choć firma Gadnisa pomogła już 30 tysiącom najbiedniejszych mieszkańców Afryki, jej szef mówi jasno: nie wyciągamy ludzi z biedy. Umożliwiamy po prostu z niej wyjście.

Fascynującą historię jego życia opisuje na stronach portalu Crux Now polska dziennikarka Paulina Guzik. Zaczyna od podkreślenia, jakim trudno uchwytnym człowiekiem jest bohater jej tekstu. “Nie ważne kiedy napisać do Ashisa Gadnisa, i tak nie odpowie ze swojego domu w Austin w Teksasie. Środę spędzi w Rwandzie, piątek w Brazylii, tuż przed odlotem do Myanmy, zaplanowanym na niedzielę”.

Ashis Gadnis urodził się w biednej rodzinie na przedmieściach Bombaju. W latach 70-tych, w których przyszło mu dorastać, wszyscy wiedzieli, że aby przerwać zaklęty krąg rodzinnej biedy trzeba z kraju wyemigrować. Wymyślił, że zostanie programistą, dlatego zaczął studiować informatykę na Uniwersytecie w Bombaju. Gdy tylko stało się to finansowo możliwe opuścił Indie i ruszył w świat. Najpierw pracował w Kolumbii, potem udało mu się przedostać do USA. Tam zaczęło mu się układać. Po ukończeniu kolejnych studiów, w tym jednych na Harvardzie, w 2004 r. założył pierwszy własny biznes – firmę informatyczną. Szybko zaczęła przynosić wysokie dochody, co jednak nie sprawiło, że Gadnis zapomniał o swoich korzeniach i hinduskiej biedzie.

Jego myślenie zmieniło się mocniej, gdy w 2012 r. wyjechał wraz z amerykańską agencją pomocową US AID do Konga jako konsultant. Zobaczenie na żywo, na miejscu tamtejszych realiów życia oraz bezwładu i niemocy instytucji charytatywnych, sprawiło w nim swoiste przebudzenie. Postanowił sprzedać firmę i całkowicie zaangażować się w pomoc najuboższym Kongijczykom.

Spotkanie z nimi spowodowało również przebudzenie tego Hindusa na innej płaszczyźnie: duchowej. Spotkał Chrystusa! – Wśród Kongijczyków odkryłem, że to wiara jest ich życiową kotwicą. Nie religia jako taka, ale żywa wiara w to, że Chrystus i Matka Boża kochają ich bezwarunkowo. I pomimo horrorów jakie mają za sobą, nadal wierzą w Boga – opowiada Gadnis w rozmowie z Pauliną Guzik.

W 2015 r. Ashis Gadnis przyjmuje Chrzest w Kościele katolickim. Od tego też dnia zaczyna nosić na piersi wielki benedyktyński krzyż. Nie rozstaje się z nim nigdy, nawet na wystąpieniach publicznych, jak to w lipcu 2018 r. w ramach forum TEDx.

To duchowe przebudzenie zainspirowało go również do założenia nowego biznesu, tym razem takiego, który nie tylko zapewnia mu źródło utrzymania, ale i pomaga najuboższym.

Gadnis opowiada Paulinie Guzik, jak pewnego dnia poszedł ze znajomą Kongijką do banku, aby założyć jej konto – tak prostą i oczywistą rzecz dla żyjącego w USA byłego prezesa firmy. Tam usłyszał jednak, że kobiecie konta założyć nie można z powodu nieistnienia jej “finansowej tożsamości”.

Zainspirowany tym zdarzeniem Gadnis zakłada firmę BenQu, której zadaniem jest właśnie przywracanie tej “finansowej tożsamości” najuboższym mieszkańcom Afryki. Hindus zauważył, że wielu z nich pracuje na plantacjach kawy i kakao, albo w szwalniach szyjących ubrania na światowych marek. Nie przekłada się to jednak wcale na powstawanie ich weryfikowalnej dla banku tożsamości. Jego firma pomaga to zmienić.

Wykorzystując technologię blockchainową, znaną z rynku kryptowalut, BenQu pośredniczy w transakcjach między koncernami zatrudniającymi ubogich Afrykańczyków, a samymi Afrykańczykami. W ten sposób nie tylko wpisuje się w tzw. model fair trade, ale też faktycznie pomaga wyjść z marginesu tysiącom najbiedniejszych.

Właśnie za tę działalność firma Gadnisa została wpisana na listę Laudato Si Challenge. Pomogła już ok. 30 tys. Afrykańczyków. W planach jest następnych 200 tys.

Więcej szczegółów tej pasjonującej historii znajdziesz w tekście Pauliny Guzik dla Crux Now>> 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >
Z WATYKANU

Tony piasku na Placu św. Piotra. Powstaje szopka

Już 17 listopada wzrok pielgrzymów i turystów przybywających na Plac św. Piotra w Watykanie zacznie przykuwać wielka góra piasku. Kilka dni później góra piasku zacznie się powoli przemieniać w... Bożonarodzeniową szopkę, jaką włoskie miasto Jesolo chce podarować Franciszkowi na Święta.

Polub nas na Facebooku!

Piasek, z którego będą rzeźbić postaci Świętej Rodziny pochodzi z włoskich Dolomitów. Na Placu św. Piotra będzie go łącznie aż 1300 metrów sześciennych. Najpierw powstaną piaskowe bloki, potem – sama rzeźba. Docelowo będzie ważyć aż 700 ton. W prace będzie zaangażowanych 21 rzeźbiarzy piaskowych z całego świata, w tym Richard Varano z USA, Rosjanin Ilya Filimontsev, Susanne Ruseler z Holandii i  Rodovan Ziuny z Czech. Dzieło będzie gotowe na papieską audiencję ogólną 7 grudnia.

Gotową szopkę mierzącą 21 m. wysokości i ok. 10 m. szerokości będzie można podziwiać do 13 stycznia czyli Niedzieli Chrztu Pańskiego.

ad, VaticanNews/Stacja7

W Hiszpanii powstała pierwsza polska parafia personalna

Niezwykły dar z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości otrzymali Polacy mieszkający w diecezji Walencja. Miejscowy ordynariusz kard. Antonio Cañízares erygował pierwszą w Hiszpanii polską parafię personalną p.w. Matki Bożej Częstochowskiej. Jej proboszczem został chrystusowiec, ks. Czesław Piela.

Polub nas na Facebooku!

– Kościół diecezjalny w Walencji czuje się ubogacony darem, jakim obdarza go Bóg przez tę nową parafię dla wiernych z Polski. Czujcie się w pełni członkami tej diecezji, nie zapominając o waszej Ojczyźnie – mówił ks. Antonio Cañízares podczas uroczystej Mszy dziękczynnej z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości.

– Jako naród polski, tak podziwiany, kochany i przykładny, naród prawdziwie męczeński, daliście świadectwo poprzez tysiąclecie, że tylko Bóg wystarczy. Daliście świadectwo, że rzeczą najważniejszą, ponad wszystko, jest miłość Boga i bliźniego jak siebie samego – podkreślił kard. Cañízares w homilii.

Nowa parafia to spłata długu wdzięczności wobec narodu polskiego i Jana Pawła II. 11 listopada obraz Matki Bożej Częstochowskiej został umieszczony w jednej z kaplic katedry w Walencji, aby przypominać o powstaniu polskiej parafii personalnej.

– Nowa parafia personalna, która została utworzona w Walencji będzie obejmowała swoją troską duszpasterską wszystkich Polaków, którzy zamieszkują na terenie diecezji. Jest ich ok. 4 tysiące. Z kolei w samej Walencji przebywa mniej więcej 2 tysiące naszych rodaków. Dotyczy to również Polaków przebywających na naszym terenie czasowo – mówi ks. Czesław Piela.

– Jest to parafia, która ma struktury normalnej parafii terytorialnej. Posiada swoją siedzibę, proboszcza, swoje duszpasterstwo, ale swoim zasięgiem wykracza poza granice parafii. Troszczy się o wszystkich Polaków, którzy mieszkają i przebywają na terenie diecezji Walencja”.

Polska parafia personalna ma swoją siedzibę w kościele Matki Bożej Różańcowej w dzielnicy Canyamelar. Miejscowa Polonia przyjęła z radością decyzję kard. Cañízaresa. Inne wspólnoty polskie w Hiszpanii nie kryją nadziei, że takie parafie powstaną w kolejnych diecezjach.

KAI/ad

Od nagłej i niespodziewanej śmierci…

Miesiąc temu umarła moja siostra. Miałam ogromne szczęście i zaszczyt towarzyszenia jej w ostatnich tygodniach, razem z innymi ważnymi dla niej osobami, które zaprosiła.

Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jej łóżko stało w salonie, w sercu domu. Odbyliśmy przy nim regularną słowiańską imprezę pożegnalną z winem i sushi, oglądaliśmy albumy ze zdjęciami, śmialiśmy się z dawnych przygód i płakaliśmy na przemian. Potem, kiedy zrobiło się trudno, po prostu leżałyśmy sobie we dwie pod jednym kocem. Było tak, jakbyśmy szły powolutku przez zamglony las. Nie widać nic za nami – bo to, co było wczoraj, traciło znaczenie – ani nic przed nami, ponieważ przyszłość była całkowicie nieprzewidywalna. Stawiałyśmy malutkie kroczki, idąc ręka w rękę. W którymś momencie musiałam ją puścić, ona poszła w światło, a ja zostałam sama w tym lesie – ale to inna historia, o żałobie. Dzisiaj rozmyślam i próbuję napisać coś na temat przygotowania do śmierci – dlaczego tak wielki sens ma ta prośba „od nagłej i niespodziewanej… zachowaj nas, Panie”.

Świadomość, że koniec ziemskiego życia nadejdzie wkrótce, niesie może strach, ale daje też niepowtarzalną szansę na właściwe przygotowanie – w sensie nadprzyrodzonym, jak i zupełnie praktycznym. Moja siostra wezwała wybrane przez siebie osoby, wydała jasne dyspozycje co do pogrzebu, formalności i innych spraw, które dzięki temu dało się załatwić z minimalnym stresem i względnie bezkonfliktowo.

Przyjęła też sakramenty. Spokojnie, świadomie, przytomnie. Miała czas, bezcenny czas na wyprostowanie relacji z Panem Bogiem. Kiedy przyszła pora, zebrała całą swoją wielką odwagę i poszła na spotkanie z Nim, nieco nieśmiało, ale z nadzieją. Bez paniki. Przygotowana na ile się da – bo przecież pełnej gotowości na to, co zobaczymy, nie ma nikt z nas.

Miała ogromny komfort spędzania ostatnich dni we własnym domu, wśród codziennych dźwięków, kochanych ludzi, przyjaznych i znajomych pielęgniarek. Ich dyskretna obecność dawała nam wszystkim poczucie bezpieczeństwa, ale nie narzucały się: siedziały cicho z boku, podchodziły od czasu do czasu – były pożądanymi gośćmi. Respektowały reguły ustalone przez domowników.

Kiedy opowiadam to wszystko, w oczach niektórych słuchaczy widzę rzetelną panikę i słyszę: „o nie nie, ja wolę nie wiedzieć, że umieram, ja wolę we śnie albo się rozbić o drzewo i z głowy”. Nie neguję emocji, ale zastanawiam się nad przyczynami – dlaczego śmierć jako część rzeczywistości budzi taki lęk, że wolimy o niej nie wiedzieć? Nie znam odpowiedzi, nie chcę gdybać, próbuję tylko opowiedzieć o powodach, dla których uważam świadome umieranie za bardzo cenne. Z całym bagażem obaw, cierpienia fizycznego i psychicznego – bo ono było obecne, podnosiło łeb i do dziś pamiętam, jak ciężko było w nim towarzyszyć, a co dopiero przeżywać – chciałabym dla siebie takiego finiszu ziemskiej egzystencji. I z pełnym przekonaniem modlę się: „Od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowaj nas, Panie”.

 

Marcelina Metera

Marcelina Metera

Żona, matka pięciorga, po godzinach tłumaczka i redaktorka. Nieuleczalna entuzjastka pracy społecznej, dużo gada i szybko czyta

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >

“Mentalność młodych kształtują memy, a nie mamy”

Rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie ks. prof. Krzysztof Pawlina podczas zakończonych w środę Dni Duszpasterskich w Radomiu mówił o obrazie współczesnej młodzieży. - Komunikują się z całym światem, ale są niezdolni do kontaktu z samym sobą - zauważył prelegent.

Polub nas na Facebooku!

Ks. prof. Pawlina, bazując na badaniach socjologicznych mówił, że milenialsów (osoby urodzone na przełomie XX i XXI wieku) wyróżnia niebywała twórczość, pewność siebie, czy elastyczność, że nie mają żadnych kompleksów, że sieć jest ich domem, Facebook stał się centrum ich życia towarzyskiego, a Instagram stał miejscem kreowania własnego wizerunku. – Oni dorastali pod wpływem wszystkiego co jest „i” albo „e”: iPhone, iPad, iPod, e-maile, e-booki, e-faktury – mówił ks. Pawlina.

Dalej ks. Pawlina powiedział, że współczesna młodzież została wychowana przez rodziców, którzy zapewnili im wszystkie dobra. – Czują się bardzo pewni, nie dbają o to, by posiąść własność, lecz by czasowo używać. To pokolenie, które nie chce pracować, ale chce zarabiać. Nie wystarcza, że praca jest dochodowa. Ich się nie zatrudnia, można tylko z nimi współpracować. Pracodawca musi dostosować się do ich wymagań – zwrócił uwagę prelegent.

Według ks. Pawliny 30 proc. milenialsów to tzw. „ziomki”, dla których ważny jest wygląd, zaś wolny czas spędzają w galeriach handlowych, kochają kupować, ale mimo to bardzo obawiają się przyszłości. 20% młodzieży określana jest jako „domisie”. To konserwatyści, którzy szukają ładu i stabilności. Uważają, że przysięga małżeńska powinna być nierozerwalna. Cenią miłość i rodzinę.

Trzecia grupa – według ks. Pawliny – to „lajfhakerzy”, czyli „młode wilczki”. – To single, które mają wysokie poczucie własnej wartości. Wierzą, że zrobią karierę. Sami siebie traktują jako markę – powiedział prelegent.

Kolejna grupa współczesnej młodzieży określana jest jako regreci (16%). Mówią antysystemowo i antykorporacyjnie. Połowa z nich myśli, że będzie im się gorzej żyło niż ich rodzicom. Niemal 70% martwi się, co będzie jutro.

Ostatnia grupa to “hipsterzy” (12%). – Mało ich, ale ale w mediach jest ich pełno. To tzw. warszawka – “bananowe” dzieci z bogatych domów. Ponieważ dostają od rodziców dwa razy więcej kasy niż reszta młodych, łatwo im mówić, że pieniądze się nie liczą, że ważna jest kreatywność i talent. Są obywatelami świata – powiedział rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie.

Według niego, milenialsi nie myślą o zakładaniu rodziny i posiadaniu dzieci. – To emigracja cyfrowa, to dzieci żyjące w sieci. Autorytety instytucjonalne przestały działać, młodzi nie słuchają odgórnych nakazów. Dziś bardziej potrzebne jest towarzyszenie w ich przeżywaniu życia. Młodzi nie słuchają kazań, chcą by ktoś ich wysłuchał i zrozumiał. Nie chcą słuchać ekspertów, bo sami się uważają za ekspertów – przekonywał ks. Pawlina.

– Milenialsi nie potrzebują społecznej akceptacji, bo w dobie internetu każdy znajdzie swoją niszę. Według nich nauka Kościoła nie przystaje do współczesnego świata. W sprawach moralnych postępują według zasady „robię to, bo lubię”. Na sile przybiera proces już nie tyle selektywnego podejścia do wiary, ale komponowania swojej wiary. Pozwolę sobie dodać zdanie, które jest ryzykowane, ale ważne. Nie wystarczy dzisiaj posiąść prawdę, trzeba jeszcze wiedzieć, co z nią zrobić. To, że mamy Ewangelię, to dla młodych ludzi nic nie oznacza. Jak ją podać, żeby ona była dla nich wartością. To jest zadanie nowe – powiedział ks. Pawlina.

Z drugiej strony – kontynuował rektor – badania socjologiczne pokazują, że młodzi chcą szczęśliwej rodziny. – To może budzić optymizm, ale ci sami ludzie nie potrafią budować stabilności. To pokazuje nam niewiarygodność ich deklaracji. Tak mówimy o młodych ludziach analizując badania socjologiczne. Jaka jest Polska młodzież? Są znudzeni na samym początku swojego życia. Są zdolni do rozpraszania swojej energii. To sprawni profesjonaliści, ale dziecinnie bezradni w zakresie życiowej mądrości. Komunikują się z całym światem, ale są niezdolni do kontaktu z samym sobą. To młodość bez skrzydeł – powiedział gość Dni Duszpasterskich.

KAI/awo

Z KRAJU

Caritas w Kołobrzegu uruchomiła mieszkanie wypoczynkowe dla niesamodzielnych

Mieszkanie ma 3 pokoje, kuchnię i łazienkę. Od wczoraj mogą je bezpłatnie "wynajmować" osoby niesamodzielne wraz z rodzinami, aby zaznać wypoczynku nad morzem. Inicjatywa jest dziełem kołobrzeskiej Caritas.

Polub nas na Facebooku!

Na co dzień są chorzy, bezdomni, niepełnosprawni, długotrwale bezrobotni, słowem: niesamodzielni. Nieraz marzą o wakacjach, pozostających jednak całkowicie poza ich zasięgiem. Właśnie tej potrzebie chce zaradzić kołobrzeska Caritas otwierając swoje “mieszkanie wytchnieniowe”, jak nazywa je na potrzeby projektu. Lokum zostało oficjalnie otwarte 13 listopada w obecności biskupa Krzysztofa Zadarko, przedstawicieli Urzędu Pracy, ROPSu i Fundacji Nauka dla Środowiska.

Dyrektor Caritas ks. Tomasz Roda  przewiduje, że w do końca 2019 roku z oferty skorzysta 40 osób. – W ten sposób zauważamy, że osoba, która na co dzień spotyka się z różnego rodzaju trudnościami, barierami, a dodatkowo obciążona jest świadomością, że jest zależna od innych, zobaczy, że ktoś dał jej szansę na dobry wypoczynek w miejscu dostosowanym do jej niepełnosprawności, a także na zmianę środowiska – powiedział ks. Roda.

Pobyt w mieszkaniu jest bezpłatny i każdorazowo może trwać do tygodnia. Mogą z niego skorzystać osoby zakwalifikowane do projektu usług opiekuńczych Caritas, pn. “Dobre wsparcie”, realizowanego w naszej diecezji od tego roku. Obecnie jest takich osób 120. Wraz z nimi zaproszeni są również ich opiekunowie.

Pierwszym z lokatorów mieszkania, który zagości tu na 5 dni, jest bezdomny pan Władysław, który ze względu na amputację części stóp porusza się o kulach. Pochodzący z Opolszczyzny, od wielu miesięcy jest mieszkańcem schroniska dla bezdomnych im. Św. Brata Alberta w Koszalinie. Kilka dni w kołobrzeskim mieszkaniu, gdzie do dyspozycji będzie miał własny pokój, a także wygodnie urządzone kuchnię i łazienkę, to dla niego szansa powrotu, choćby na krótko, do samodzielnego życia. – Tutaj będę mógł oderwać się od schroniska, będę mógł spróbować życia gdzie indziej. Jestem zadowolony – powiedział pan Władysław.

– Człowiek, który jest w największej potrzebie, będzie tutaj mógł doświadczyć nie tylko pomocy i życzliwości, ale także miłości – podsumował fakt otwarcia mieszkanie wytchnieniowego bp Zadarko. – Caritas nie jest tylko kolejną organizacją charytatywną czy filantropijną, ale jest organizacją, która przez okazywaną pomoc chce przybliżyć Boga tym, którzy, z pozoru, wyglądają na wykluczonych, odrzuconych, o których już nikt nie myśli. Pragniemy, by miłość, która tu będzie okazywana, była przestrzenią spotkania z samym Jezusem Chrystusem.

Projekt włączenia społecznego, w ramach którego oddano mieszkanie wytchnieniowe, realizowany jest z funduszy unijnych RPO WZ, realizowany zaś we współpracy z Fundacją Nauka dla Środowiska, Caritas ASK, Województwem Zachodniopomorskim. Wartość mieszkania to 134 tys. (plus 18 tys. jego wyposażenie). Do tej sumy należy doliczyć blisko 130 tys. – to cena samochodu dedykowanego niepełnosprawnym mieszkańcom.

KAI/ad

Franciszek: “Nie kłam” znaczy bądź prawdziwym dzieckiem Boga

Nie mówić fałszywego świadectwa, to znaczy żyć jako dzieci Boże, pozwalając, aby w każdym czynie ukazywało się, że Bóg jest Ojcem i że można Jemu zaufać - mówił Franciszek rozważając w czasie audiencji generalnej ósme przykazanie Boże.

Polub nas na Facebooku!

Kolejną katechezę Ojca Świętego z cyklu poświęconego Dziesięciu Przykazaniom wysłuchało na placu św. Piotra 10 tys. wiernych.

Oto pełny tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W dzisiejszej katechezie zajmiemy się ósmym słowem Dekalogu: „Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek”.

To przykazanie, jak mówi Katechizm – „zabrania fałszowania prawdy w relacjach z drugim człowiekiem” (n. 2464). Życie w komunikacji nieautentycznej jest poważnym wykroczeniem, ponieważ uniemożliwia utrzymywanie relacji, a zatem miłość. Tam gdzie jest kłamstwo, nie ma miłości. A kiedy mówimy o komunikowaniu się między ludźmi, mamy na myśli nie tylko słowa, ale i gesty postawy, a nawet milczenie i uniki. Człowiek mówi tym wszystkim, czym jest i co czyni. Wszyscy żyjemy komunikując się i stale jesteśmy zawieszeni między prawdą a kłamstwem.

Ale co to znaczy powiedzieć prawdę? Czy to znaczy być szczerym? Czy może dokładnym? W istocie to nie wystarcza, bo można uczciwie tkwić w błędzie, lub można być dokładnym w szczegółach, ale nie zrozumieć sensu całości. Czasami się usprawiedliwiamy, mówiąc: „Ale powiedziałem, tak, jak czułem!”. Tak, ale dokonałeś absolutyzacji twojego punktu widzenia. Lub: „powiedziałem tylko prawdę!”. Być może, ale ujawniłeś sprawy osobiste lub poufne. Jakże wiele plotek niszczy jedność z powodu niestosowności lub braku delikatności! Co więcej – plotki zabijają, a mówi to w swoim liście św. Jakub apostoł. Plotkarka czy też plotkarz to osoby zabijające, bo język zabija jak nóż, są terrorystami, bo językiem rzucają bombę i uciekają. A to niszczy dobre imię drugiej osoby – oni spokojnie odchodzą. Pamiętajmy: plotkować to jakby zabijać.

Ale zatem: co to jest prawda? Jest to pytanie zadane przez Piłata, właśnie wtedy, gdy Jezus, stojąc przed nim wypełniał ósme przykazanie (por. J 18,38). W istocie słowa „Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek”, odnoszą się do języka sądowego. Punktem kulminacyjnym Ewangelii jest opis męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa: jest to zatem opis pewnego procesu, wykonania wyroku i bezprecedensowego następstwa.

Jezus przesłuchiwany przez Piłata, mówi: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” (J 18,37). I to „świadectwo” Jezus daje poprzez swoją mękę i śmierć. Święty Marek Ewangelista mówi, że „Setnik, który stał naprzeciw, widząc, że w ten sposób oddał ducha, rzekł: «Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym»” (15,39). Tak, bo był konsekwentny i swoim sposobem umierania Jezus objawia Ojca, Jego miłość miłosierną i wierną.

Prawda znajduje swoje pełne urzeczywistnienie w osobie samego Jezusa (por. J 14,6), w Jego sposobie życia i śmierci, będącego owocem Jego relacji z Ojcem. On zmartwychwstały daje nam również to życie jako dzieci Boże, posyłając Ducha Prawdy, który świadczy w naszych sercach o tym, że Bóg jest naszym Ojcem (por. Rz 8,16).

W każdym swoim czynie człowiek potwierdza lub zaprzecza tej prawdzie. Od małych sytuacji codziennych po decyzje bardziej wymagające. Ale jest to ta sama logika: logika, której uczą nas rodzice i dziadkowie, gdy nam mówią, byśmy nie kłamali.

Postawmy sobie pytanie: o jakich prawdach świadczą uczynki nas, chrześcijan, nasze słowa i nasze decyzje? Każdy może zadać sobie pytanie: czy jestem świadkiem prawdy czy też kłamcą przebranym za człowieka prawdomównego? Chrześcijanie nie są wyjątkowymi kobietami i mężczyznami. Ale są jednak dziećmi Ojca Niebieskiego, który jest dobry i ich nie zawodzi, umieszczając w ich sercu miłość do braci. Tej prawdy nie głosi się zbytnio słowami. Jest to sposób życia, widoczny w każdym poszczególnym czynie (por. Jk 2,18). Ten mężczyzna jest prawdziwym mężczyzną, ta kobieta jest prawdziwą kobietą i widać, że ona działa prawdziwie, mówi prawdę, to piękny sposób, aby tego doświadczyć.

Prawda to cudowne objawienie Boga, Jego ojcowskiego oblicza i Jego bezgranicznej miłości. Prawda ta odpowiada ludzkiemu rozumowi, choć go nieskończenie przewyższa, ponieważ jest darem, który zstąpił na ziemię i jest ucieleśniony w Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. Ukazują ją ci, którzy do Niego należą i przejawiają Jego postawy.

Nie mówić fałszywego świadectwa, to znaczy żyć jako dzieci Boga, który nigdy nie zarzecza samemu sobie, nigdy nie mówi kłamstw, żyć jako dzieci Boga pozwalając, aby w każdym czynie ukazywało się, że Bóg jest Ojcem i że można Jemu zaufać. Ufam Bogu, to jest wspaniała prawda, z tego rodzi się bycie prawdziwym a nie kłamcą. Dziękuję!

Tłumaczenie: KAI