Pamiętnik spod róży: RPA, 10.05

W 2009. roku w jednym z biednych osiedli koło Kapsztadu policja zatrzymała 26. – miejscowego busa, w którym (wewnątrz, nie na dachu) kierowca upchnął – uwaga 112. ludzi (105. dzieciaków i ośmiu dorosłych – nie uwierzyłbym, ale mam pod ręką zdjęcia). W Port Elizabeth w tym samym roku do mniejszego o połowę auta weszło 48. uczniów, w Joburgu do mazdy 323 (proszę sobie wyguglać dla wyobrażenia, o jakim autku mowa), zmieściło się dwóch pasażerów i sześć żywych kóz.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Ponieważ nosi mnie i w najbliższych tygodniach dalej będzie mnie nosić po świecie, postanowiłem pisać pamiętnik, notując rzeczy które widzę, a które wchodzą w pamięć – zostają w głowie i napędzają myślenie.

Nazwałem go „Pamiętnikiem spod róży“, bo wydało mi się to dowcipne (w tym żarcie śmieszne jest to, że zamiast „z podróży“, jest „spod róży“).

Myślałem też, żeby nazwać ten cykl „Pamiętnikiem z wakacji“, ale po pierwsze to nie są wakacje, po drugie –wspomnienia o mięsnym jeżu wciąż są w nas chyba zbyt bolesne.

„Dzienniczkiem“ też tego nie nazwę, bo to jednak by było świętokradztwo. A więc – com zatytułował, zatytułowałem.

Będę go pisał codziennie, przez miesiąc, na próbę. A później zobaczymy, czy i Wam i mnie nadal podglądać świat w ten sposób będzie się jeszcze chciało.


Pamiętnik spod róży: RPA, 10.05

RPA coraz sprawniej wymyka się w mojej głowie stereotypom. Bywam tu lub przejeżdżam parę razy do roku, umiem więc już przebić się przez powracające doniesienia z podwórka prezydenta Jacoba Zumy, którego utrzymywanych z państwowego budżetu żon nie sposób się do liczyć (a ten jurny mężczyzna wciąż nęci nowe płacąc ich rodzinom ilobola, tradycyjne „odstępne“ – ostatnio dziesięć sztuk bydła) i który otwarcie zapewnia swoich wyborców, że głos oddany na niego to bilet do nieba.

Znam też tu zbyt wielu żywych by kupować w ciemno przestrogi, że Południowa Afryka jest rajem morderców, miejscem, gdzie po ulicy trzeba chodzić w kamizelce kuloodpornej, a wsiadając do samochodu – żegnać się z życiem, bo na najbliższym skrzyżowaniu dostanie się przecież kęs ołowiu, a auto odjedzie w siną dal.

Z coraz większym rozbawieniem śledzę johannesbursko – kapsztadzką rywalizację (joburczycy to ci nowobogaccy w pogoni za władzą i kasą, „capetonians” – wyluzowani artyści, specjaliści od wina, surfowania, łażenia po galeriach i „robienia się” w modnych klubach). Absolutnie zachwyca mnie przyroda – RPA to nie tylko słynny Park Krugera, ale też „moje” miejsca – Przylądek Igielny, gdzie Ocean Atlantycki miesza się z Indyjskim (a woda dziesięć kilometrów dalej naprawdę ma inną temperaturę), czy choćby banalna kapsztadzka Góra Stołowa, na którą patrzyłem w ubiegłym roku przez miesiąc siedząc u znajomych w Kapsztadzie i pisząc „Last Minute“ – na której szczycie cżęsto zalega chmura, pełniąca na tym stole rolę obrusa.

Najbardziej fascynującą sferą pozostają jednak wciąż dla mnie w RPA kwestie okołomotoryzacyjne. Inżynierowie od aut i psychologowie transportu mogliby robić tu habilitacje za habilitacją. Potrzeby łączą się z tu z możliwościami w niebywałe nawet jak na Afrykę (gdzie niczym dziwnym nie jest widok pasażerów na dachu autobusu, albo oblepiających wywrotkę) sposoby.

Pamiętnik spod róży: RPA, 10.05

W 2009. roku w jednym z biednych osiedli koło Kapsztadu policja zatrzymała 26. – miejscowego busa, w którym (wewnątrz, nie na dachu) kierowca upchnął – uwaga 112. ludzi (105. dzieciaków i ośmiu dorosłych – nie uwierzyłbym, ale mam pod ręką zdjęcia). W Port Elizabeth w tym samym roku do mniejszego o połowę auta weszło 48. uczniów, w Joburgu do mazdy 323 (proszę sobie wyguglać dla wyobrażenia, o jakim autku mowa), zmieściło się dwóch pasażerów i sześć żywych kóz.

Zasady, jakimi kierować winien się kierowca (zwłaszcza w Joburgu i okolicach) są proste. Korki biorą się stąd, że za mało ludzi przejeżdża na czerwonym. Utrzymywanie bezpiecznej odległości od poprzedzającego pojazdu to absurd, bo natychmiast zajmą ją trzy inne pojazdy. Nie wolno zatrzymywać się na znaku „stop“, bo wtedy na pewno ktoś nam wjedzie w hmmm…. plecy.

Hamować należy w ostatniej chwili, w końcu od czego ma się ABS. Auto to też rzecz jasna symbol statusu. W jednej z książek o Południowej Afryce widziałem znak drogowy głoszący: „Włącz napęd na 4. koła!“ I dopisek: „Jeśli go nie masz – nie przejmuj się, ci co go mają też go tu nie potrzebują, ale niech poczują się lepiej, że nie wywalili kasy na darmo“.

Osobny świat stanowią taksówki. W Joburgu przydaje się specjalny kod – wystawiając odpowiednią ilość palców sygnalizujesz przejeżdżającym szoferom w jakim kierunku miasta chcesz jechać. Taksówkarze zajęci są zwykle trąbieniem, gadaniem przez komórkę, czytaniem gazety, gdy chcesz wysiąść trzeba więc ryknąć: „Stop!“, albo wydać (też rykiem) dyspozycję bardziej precyzyjną, np: „After the robot!“ („robot“ to w RPA sygnalizator świetlny, w Rosji też się zresztą ładnie nazywa – „swietafor“).

W całej Afryce taksówki (a zwłaszcza minibusy; w Azji i Latynoameryce również ciężarówki) pełnią też rolę religijnych billboardów, oklejone są często tak nieprawdopodobnymi teologicznymi cudami, że chyba kiedyś pojadę robić zdjęcia tylko im i opublikuję album.

Od prostych „God First“, przez „Mighty Jehova is watching You!“, „Only God Knows…“, „Lord is close! Hell for sinners!“ „Holy Spirit drives me crazy“ po głębię taką, jak na załączonym zdjęciu (z Lusaki). Łamałem głowę przez pół dnia: co poeta miał na myśli? Początkowo myślałem, że „fresh“ pomylił mu się z „fleshem“, ale cytat z Księgi Wyjścia nie o tym jednak traktuje. Macie jakieś pomysły, jak to cudeńko można doprowadzić do polszczyzny?

Pamiętnik spod róży: RPA, 10.05

Nie wiem, czy kierowcy chcą w ten sposób włączyć się w dzieło Nowej Ewangelizacji, czy to po prostu zabobonik, taki jak ten nasz z wieszaniem różańca za lusterkiem (choć w Kanadzie – ale to inne warunki – Kościół propagował ostatnio owo wieszanie, jako potrzebną we współczesnym świecie deklarację wiary) – amulecik mający chronić przed wypadkiem i fotoradarem.

Joburg już jednak dziesięć godzin za mną, stoję właśnie na lotnisku we Frankfurcie, patrzę na przelatujące mi przed nosem sterylne banały: „Lufthansa“, „United“, „Malaysia“, „Sun Service“ i myślę sobie, jakby to było fajnie na którymś z nich zobaczyć: „Zabierzemy cię do nieba. Do raju musisz trafić sam“.

Póki co, LOT zabierze mnie dziś jednak do Toronto. Każdy ma taki raj, na jaki sobie zasłużył.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Pamiętnik spod róży: Zambia, 9.05

Ponieważ nosi mnie i w najbliższych tygodniach dalej będzie mnie nosić po świecie, postanowiłem pisać pamiętnik, notując rzeczy które widzę, a które wchodzą w pamięć – zostają w głowie i napędzają myślenie.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Nazwałem go „Pamiętnikiem spod róży“, bo wydało mi się to dowcipne (w tym żarcie śmieszne jest to, że zamiast „z podróży“, jest „spod róży“).

Myślałem też, żeby nazwać ten cykl „Pamiętnikiem z wakacji“, ale po pierwsze to nie są wakacje, po drugie –wspomnienia o mięsnym jeżu wciąż są w nas chyba zbyt bolesne.

 „Dzienniczkiem“ też tego nie nazwę, bo to jednak by było świętokradztwo. A więc – com zatytułował, zatytułowałem.

Będę go pisał codziennie, przez miesiąc, na próbę. A później zobaczymy, czy i Wam i mnie nadal podglądać świat w ten sposób będzie się jeszcze chciało.

Jak dorosnę chciałbym przyjechać do Zambii i zostać dziennikarzem. Polskie media od jakiegoś czasu zajmują się głównie sobą oraz analizowaniem konfliktów, które same nakręcają, tu prasa wciąż opisuje świat. Emocjonalnie, czasem naiwnie ale zawsze z namaszczeniem (w końcu media to misja), wychodzi z tego coś jakby skrzyżowanie tabloidu z kazaniem.

„The Post”: Wiceprezydent (biały Zambijczyk), Guy Scott, znajdując się niewątpliwie w dziwnej kondycji, naplótł w wywiadzie dla „The Guardian“, że RPA to hamulcowy regionu, że nienawidzi Południowoafrykańczyków tak, jak Latynosi nienawidzą USA, naprzeklinał, nagorączkował się i teraz wszyscy zachodzą w głowę jak tę eksplozję szczerości odkręcić.

„Times of Zambia”: Sekretarz generalny rządzącej partii apeluje do opozycji, by przestała wreszcie się modlić o śmierć prezydenta, bo prezydenta wyznaczył w wyborach sam Bóg, akceptując jego program rozwoju kraju.

„New Vision Newspaper”: Prezydent odwołuje szefa kolei, profesora, który został nim, bo obiecał stworzyć sto tysięcy miejsc pracy w trzy miesiące, oraz wybudować podziemną kolej z Lusaki na północ kraju, oraz kilkaset razy zwiększyć zyski kolei (które działają w tej chwili głównie w ten sposób, że po szynach wygodniej jest ludziom chodzić niż po trawie). Po kilkunastu miesiącach wszyscy się zorientowali, że z profesorem chyba nie jest coś do końca halo a zambijskim pociągom trzeba „realisty i patrioty“.

W tym tytule również arcyciekawy felieton, o tym, że bogaci nie są szczęśliwi, że fajniej i weselej jest być biednym, a bogatym trzeba współczuć, w domyśle – życzyć im, by też byli biedni, bo tylko wtedy znów będą mogli cieszyć się życiem i mieć przyjaciół.

Co za cudowne odwrócenie europejskiego myślenia! Wow!

Pamiętnik spod róży: Zambia, 9.05

W dziale ogłoszeń: komunikat nauczycielki, która po latach wróciła do Zambii i chce się znów spotkać ze wszystkim „swoimi kochanymi dziećmi“, by „powspominać dawne czasy i pokazać im jak mogą do czegoś dojść sprzedając kosmetyki Living Products“.

No i wreszcie news tygodnia, obracany od kilku dni na wszystkie strony przez wszystkie gazety: dwóch 21 – latków z Kapiri Mposhi zostało aresztowanych za utrzymywanie kontaktów homoseksualnych, w Zambii zaś utrzymywanie „kontaktów cielesnych sprzecznych z porządkiem natury“ jest zbrodnią zagrożoną karą do czternastu lat więzienia i ciężkich robót.

Policję zaalarmowała siostra jednego z mężczyzn, zaniepokojona tym, że z jego pokoju dobiegają „dziwne dźwięki“, funkcjonariusze przyłapali panów in flagranti i odwieźli do szpitala na badania. Postawiono im zarzuty i zwolniono, ale znów doszło do zbliżenia (znów doniosła rodzina), więc znów wykonano badania i znów ich zamknięto. Naród ekscytuje się zdarzeniem w stopniu niebywałym, opisy są detaliczne, trudno jednak znaleźć kogokolwiek, kto współczułby tym młodym ludziom, albo uważał, że karanie za takie rzeczy to absurd. Przeciwnie.

Pamiętnik spod róży: Zambia, 9.05

Szok? Dla Europejczyka. W wielu tradycyjnych społeczeństwach Afryki nie bada się motywacji, nie zajmuje godnością, człowieka definiuje czyn. A czyn homoseksualny traktowany jest z odrazą (choć nie wszędzie tak jest – będąc parę dni temu w RPA czytałem, że dwóch gejów wzięło tam ślub w tradycyjnym zuluskim obrządku i nie było agresji, tylko tłum gapiów). Zaś miejsce tych, którzy budzą w społeczeństwie odrazę jest w więzieniu. Argumentacja sądów bywa zupełnie obłędna, jak w Kamerunie, gdzie sędzia uznał, że dowodem na homoseksualizm oskarżonego jest picie przez niego likieru Baileys, co mogą robić tylko osobniki patologicznie zniewieściałe.

Bardzo niepokojące jest też łączenie całego tego aparatu represji z chrześcijaństwem, (analogicznie do tego jak w państwach islamskich robi się to z tamtejszą religią). Tłumaczenie wprost: homoseksualne praktyki to grzech, więc miejsce przyłapanych ze sobą gejów jest w więzieniu (w krajach islamskich – na szubienicy).

Może przyjdzie czas, gdy nasi afrykańscy bracia odkryją wreszcie, że takie rozumienie chrześcijaństwa to czyste szaleństwo – Chrystus, niezależnie od tego jakich wyborów dokonuje człowiek, nigdy nie posługuje się aparatem więzienniczym albo katem. Na tym właśnie polega chrześcijańska rewolucja, że zamiast krat i szubienicy proponuje konfesjonał.

Tyle o sprawach zza okna. A w domu? Wczoraj musieliśmy wyjechać do miasta, Precious została z pielęgniarką, której dobre chęci znacznie przewyższają kwalifikację i która napchała ją jedzeniem tak, że od wczoraj trwa walka, żeby dziewczyna nie odwodniła się totalnie przez wymioty.

Precious bardzo potrzebuje modlitwy.

Jasne, modlimy się o wolę Bożą, ale niczego tak bardzo nie chcemy, by okazało się, że „Bóg nie chce śmierci grzesznika, ale by się nawrócił i miał życie”.  Również to ziemskie.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >