Zadyma w Watykanie

Chcesz wziąć udział w konklawe? Nic prostszego. Módl się! Zrób ZADYMĘ W WATYKANIE.

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Lubisz filmy o Jamesie Bondzie, chcesz być zawsze w centrum najważniejszych wydarzeń i aktywizujesz się ze znajomymi, za każdym razem, gdy trzeba zmienić świat? Tym razem możesz konkretnie przyłączyć się do szturmu, który Stacja7 przypuszcza na Niebo na kilka dni przed rozpoczynającym się konklawe.

Zadyma w Watykanie

Wierni słowom papieża Benedykta XVI, który oddaje ster Kościoła w ręce Ducha Świętego, by wskazał na Stolicę Apostolską kandydata z nową mocą z Nieba decydujemy się  codziennie, wytrwale i płomienne przyzywać Tego, który jest Ogniem i Żarem – niech rozpali w Kościele żywą wiarę, nadzieję i miłość! Dlatego jak przystało na dzielnego agenta służb specjalnych Pana, przyłącz się do naszej misji na facebooku i weź udział w największej zadymie duchowej w Watykanie – modlitwie osłonowej za kardynałów, którzy wybierać będą nowego Papieża. Wspólnymi siłami sprawmy, by nad Sykstyną jak najszybciej pojawił się dym. Biały dym.

Akcję wspierają nasi święci patronowie oraz aniołowie stróżowie. Rozwalmy system od środka!

Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Niepokonany… czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Przed oczami miałam przejmujący obraz z Auschwitz, gdy Benedykt XVI mówił: „Nie mogłem tu nie przybyć!”, pytał: „Panie, dlaczego milczałeś?”, a na niebie pojawiła się przepiękna tęcza. Niemal słyszałam, jak Papież łamaną polszczyzną pozdrawia i błogosławi Polaków stojących na Palcu Świętego Piotra.

Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >

„Gdy emocje już opadną,  jak po wielkiej bitwie kurz”

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Najpierw szok. Niedowierzanie i osłupienie. Dowiedziałam się o tym w pracy i na początku nie potraktowałam tej informacji poważnie. „To chyba jakaś plotka?” „Przecież to się nie mogło zdarzyć!” Za chwilę jednak przypuszczenia stały się faktem i poczułam bunt.

Wieczorem czytałam komentarze internautów i myślałam tak jak oni: „Dlaczego? Jak to? Nie daje sobie rady, więc ucieka! A my nie możemy uciec od naszego życia, naszych obowiązków!”

Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam. Emocje opadły. Bitwa przeszła przez głowę i przez serce. Przestałam myśleć o sobie, a zaczęłam dociekać, co tak naprawdę czuje On.

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

„Czy w milczeniu białych haniebnych flag zejść z barykady?  

Czy podobnym być do skały posypując solą ból, jak posąg pychy samotnie stać.”

Decyzja nie mogła być łatwa. Dojrzewał do niej wiele lat. Wszyscy, którzy śledzili Jego wypowiedzi, czytali książki i wywiady czuli, że może do tego dojść. Teraz wydają się być mniej zaskoczeni niż reszta. Oczywiście mógł dalej trwać na swoim miejscu jak skała. Mógł cierpieć coraz mocniej i sypać sól na rany.

Postanowił jednak zejść z barykady. Większość myśli, że się poddał. A może gdyby został, byłby to tylko wyraz Jego pychy? Nie jest przecież łatwo przyznać się do słabości, by zrobić miejsce komuś mocniejszemu fizycznie i duchowo. To jakby powiedzieć: „Ja się już nie nadaję. Z własnej woli schodzę na boczny tor”.

W dzisiejszym świecie takie rzeczy się nie zdarzają.

„Nim się ogień w nas wypali, nim ocean naszych snów łyżeczką się odmierzyć da”

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Większość ludzi przegapia ten moment. Stają się zakładnikami swojej przeszłości, niespełnionych marzeń czy niezrealizowanych ambicji. Chcą czuć się ważni, wciąż w centrum wydarzeń.

Nie dostrzegają, kiedy dopadają ich trzej towarzysze ostatnich lat: cierpienie, frustracja, rozczarowanie.

„Niepokonani” to ulubiona piosenka Grzegorza Markowskiego. Nie bez powodu, bo jest to przecież prawdziwy hymn tych, którzy chcą zatrzymać resztki energii, chęci i marzeń. Nie ma już w nich dawnej mocy, ale chcą być zapamiętani jako piękni, charyzmatyczni ludzie, zdolni podrywać innych do działania.

Dzięki niebywałemu wyczuciu chwili już zawsze będą podziwiani nie tylko ze względu na swoją siłę, ale również ogromną pokorę.

„Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść Niepokonanym

Wśród tandety lśniąc jak diament, być zagadką, której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas”

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Kiedy w listopadzie ubiegłego roku jechałam na spotkanie z Benedyktem XVI z okazji wydania książki „Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo” nie miałam pojęcia, że za trzy miesiące cały świat będzie żył Jego rezygnacją.

Podczas spotkania Papież był uśmiechnięty, nieco onieśmielony, z każdym zamienił słowo. Zwracała uwagę Jego bardzo drobna sylwetka i oczy. Papież patrzył jakby poza rozmówcę. Pomyślałam, że on widzi nie tylko nas, ale też nasze dusze. Zaraz uznałam to za strasznie głupie, ale mocne wrażenie spotkania z człowiekiem, który wykracza poza znany nam świat pozostało.

Idąc pięknymi watykańskimi korytarzami przypominałam sobie, jak wymowny wydawał mi się wynik konklawe sprzed ośmiu lat, gdy po Janie Pawle II papieżem został kardynał z Niemiec.

Przed oczami miałam przejmujący obraz z Auschwitz, gdy Benedykt XVI mówił: „Nie mogłem tu nie przybyć!”, pytał: „Panie, dlaczego milczałeś?”, a na niebie pojawiła się przepiękna tęcza. Niemal słyszałam, jak Papież łamaną polszczyzną pozdrawia i błogosławi Polaków stojących na Palcu Świętego Piotra.

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Wybitny teolog, myśliciel, uważany za niezwykle konserwatywnego wyznawcę prawa teraz rezygnuje. Zwyciężony przez słabość, chorobę, brak energii??

A może właśnie NIEPOKONANY!

Schodzi ze sceny w odpowiednim momencie. Zupełnie wolny i pewny tego, co robi. Nie chce czekać aż ogień wypali się w nim całkowicie.

Teraz czas na inną rolę.

I na pełne wdzięczności miejsce w naszej pamięci.

Monika Bartys

Monika Bartys

Monika Bartys – zaczęła czytać w wieku trzech lat. Czytała wszystko: od książeczek o Misiu Uszatku po instrukcje obsługi. Rodzice trochę się o nią martwili i w efekcie zapisali na naukę gry na akordeonie. Oczywiście czytanie nut przegrało z czytaniem liter. Kiedy ukończyła polonistykę przez jakiś czas uczyła małe dzieci. Obecnie namawia wszystkich do czytania i kupowania książek. Prywatnie jest szczęśliwą mamą. W wolnych chwilach śpi lub… czyta.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >