Relacja ze spotkania duszpasterzy młodzieży nt. ŚDM w Krakowie

Ponad 70 kapłanów wzięło udział w odbywającym się dzisiaj w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski spotkaniu diecezjalnych duszpasterzy młodzieży na temat przygotowań do Światowego Dnia Młodzieży w 2016 roku w Krakowie.

Polub nas na Facebooku!

Zjazd był okazją do dyskusji, także z przedstawicielami komitetu krakowskiego, na temat głównych inicjatyw, które będą poprzedzać spotkanie młodych z papieżem.

Bp Henryk Tomasik, przewodniczący Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży KEP, przede wszystkim dziękował duszpasterzom za ich zaangażowanie w przygotowanie młodych do ŚDM w Rio de Janeiro. Podczas krótkiego spotkania z dziennikarzami informował z kolei o planach peregrynacji po Polsce znaków Światowego Dnia Młodzieży, a więc krzyża oraz ikony Matki Bożej Salus Populi Romani.

Młodzi Polacy odbiorą te znaki od młodych Brazylijczyków w Watykanie podczas najbliższej Niedzieli Palmowej, 13 kwietnia. Na uroczystość przekazania do Rzymu pojedzie ok. 100-osobowa delegacja polskiej młodzieży, średnio dwie osoby z każdej diecezji. Nie zdecydowano jeszcze czy młodzi pojadą autokarami, czy polecą samolotem. Nie bez znaczenia jest w tym wypadku aspekt finansowy. Z pewnością można jednak oczekiwać aktywnego udziału Polaków w liturgii sprawowanej na placu św. Piotra pod przewodnictwem papieża Franciszka.

Już 14 kwietnia krzyż i ikona zawitają do archidiecezji poznańskiej. Jak wyjaśnił bp Tomasik, umownie przyjmuje się, że 14 kwietnia 966 miał miejsce Chrzest Polski, stąd pomysł, by peregrynacja rozpoczęła się właśnie w Poznaniu. Średnio w każdej diecezji krzyż i ikona spędzą ok. 20 dni. Na razie trwa opracowywanie wstępnego kalendarza wędrówki znaków. Zostanie on zatwierdzony podczas październikowego zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski.

Księża, odpowiedzialni w diecezjach za duszpasterstwo młodzieży, zgłaszali swoje uwagi do tego wstępnego terminarza. Podkreślano także, iż krzyż oraz ikona Światowego Dnia Młodzieży nie mogą być zamknięte jedynie w świątyni. Znaki te powinny „wyjść” do młodych, a więc do szkół, internatów, akademików, na ulice miast, być może nawet tam, gdzie wieczorem odbywają się dyskoteki. „Chcielibyśmy za pośrednictwem tej pielgrzymki poprowadzić ewangelizację na ulicach, spotkać się z młodymi na uniwersytetach, w szkołach, trafić też do miejsc cierpienia, czyli do domów dziecka, czy poprawczaków i więzień” – powiedziała Anna Milewska z Krajowego Biura Organizacyjnego Światowych Dni Młodzieży.

W spotkaniu uczestniczyli również bp Damian Muskus, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Światowego Dnia Młodzieży w Krakowie oraz ks. Robert Tyrała, który kieruje sekretariatem Komitetu.

Bp Muskus przyznał, że komitet krakowski jest obecnie na etapie tworzenia struktur. Jak powiedział nikt nie jest specjalistą od organizacji Światowego Dnia Młodzieży, dlatego Komitet jest otwarty na wszelkie życzliwe sugestie i pomoc, zwłaszcza od tych osób, które wielokrotnie bywały na tych międzynarodowych wydarzeniach.

Podczas spotkania z dziennikarzami bp Muskus poinformował, że odbyło się już pierwsze spotkanie z władzami samorządowymi Małopolski. Zarówno prezydent Krakowa, jak i marszałek województwa, wojewoda małopolski wyrazili gotowość do współpracy przy organizacji tego wyjątkowego wydarzenia. Wciąż trwa dyskusja co do miejsca spotkania młodych z całego świata. Przygotowywane są zarówno krakowskie Błonia, które uznawane są za zbyt małe, by pomieścić tak wielką rzeszę młodych, jak i lotnisko aeroklubu krakowskiego Pobiednik.

Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Światowego Dnia Młodzieży w Krakowie poinformował księży, że oficjalną stroną wydarzenia jest portal www.krakow2016.com. Co więcej, istnieje już oficjalna siedziba Komitetu. Ulokowano go na ul. Kanonicznej 18 w Krakowie. Prócz tego uruchomione zostały adresy e-mail: [email protected] oraz [email protected], za pomocą których można się kontaktować z organizatorami. Zakończyły się również wstępne rozmowy z firmą, która będzie operatorem witryny www oraz systemu rejestracji uczestników. W trybie pilnym, jak powiedział bp Muskus, planowane jest rozpisanie konkurs na logo oraz hymn ŚDM w Krakowie.

„Czekają nas trzy lata służby, służby Kościołowi, który ma oblicze ludzi młodych. Bardzo bym się cieszył, gdyby wszyscy potraktowali właśnie w ten sposób te trzy lata przygotowań, jako czas uczenia się służby. ŚDM to wielkie wydarzenie duszpasterskie logistyczne, edukacyjne. Ufam, że uda nam się zachować właściwe proporcje, to znaczy, że najważniejszy będzie wymiar duchowy” – stwierdził bp Muskus.

Kierujący sekretariatem Komitetu ks. Robert Tyrała poinformował natomiast, że w bieżącą pracę zaangażowani są w tej chwili także: ks. Mateusz Hosaja, prefekt Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej, Aleksandra Szymczak, wolontariusza w Rio de Janeiro oraz Agata Szuta, która kieruje Instytutem Dialogu Międzynarodowego w Krakowie im. Jana Pawła II.

Komitet, jak to zwykle bywa w przypadku organizacji Światowego Dnia Młodzieży, planuje powołanie konkretnych departamentów, jak departament usługowy, pastoralny, sekcję personalną i kadr (ta zajmowała się będzie m.in. wolontariuszami), sekcję finansową, logistyki, zakwaterowania, czy komunikacji. W przypadku tej ostatniej wkrótce wystosowany zostanie list do ruchów religijnych, zakonów, innych wspólnot na terenie arch. krakowskiej, by w ten sposób wyłonić grupę ludzi, którzy już zaczną odpowiadać na nadchodzące już maile w różnych językach.

Powstanie także departament pastoralny, sekcja liturgiczna i muzyczna, sekcja innych spotkań z Ojcem Świętym, sekcja festiwalu kultury czy sekcja edukacyjna, kierująca swą ofertę nie tylko do młodzieży, która jest w Kościele, ale przede wszystkim do tej, której w świątyniach nie ma. Instytut Dialogu Międzynarodowego wraz z Kuratorium Oświaty w Krakowie chcą stworzyć specjalny program edukacyjny związany z ŚDM.

Co do samych miejsc spotkania ks. Tyrała podkreślił, że krakowskie Błonia mogą się okazać za małe ze względu na fakt, że po sobotnim czuwaniu z papieżem młodzi zwykle pozostają na miejscu aż do niedzielnej Mszy rozesłania. Stąd pomysł, by wszystkie wydarzenia przenieść na Pobiednik, lotnisko aeroklubu krakowskiego. Minusem tego rozwiązania jest jednak brak odpowiedniej komunikacji. Piątkowa Droga Krzyżowa w ramach ŚDM odbędzie się prawdopodobnie na terenie sanktuarium Miłosierdzia Bożego i Centrum Jana Pawła II. Jednak ostateczne decyzje podejmie Papieska Rada ds. Świeckich, która jest odpowiedzialna za organizację Światowych Dni Młodzieży.

Warszawskie spotkanie duszpasterzy młodzieży było także okazją do dyskusji nad programem duchowych przygotowań do ŚDM w Krakowie. Jak poinformował KAI ks. Grzegorz Suchodolski, dyrektor Krajowego Biura Organizacyjnego Światowych Dni Młodzieży, program taki miałby być gotowy na I Niedzielę Adwentu tego roku. Opracowanie to ma być oparte na programie duszpasterskim Kościoła w Polsce oraz na tematyce orędzi papieskich do młodych, jakie będą opublikowane jesienią bieżącego roku, na trzy najbliższe lata. „Naszym pragnieniem jest, aby program przygotowań duchowych poprowadził nie tylko duszpasterstwa młodzieży, ale wszystkie polskie parafie do tego wielkiego wydarzenia jakim będzie ŚDM w 2016 roku w Krakowie” – podkreślił ks. Suchodolski.

Nie mogło zabraknąć także rozważań o tzw. dniach w diecezjach, a więc okresie bezpośrednio poprzedzającym centralne wydarzenia Światowego Dnia Młodzieży. Zwykle ok. 200-250 tys. młodych odwiedza diecezje lokalnego Kościoła. Ks. Suchodolski zasugerował, by każda z polskich diecezji wybrała sobie biblijną nazwę, np. Jerycho, Kana, Exodus czy Emaus. W ten sposób będzie można nawiązać do historii zbawienia, a młodzi będą mogli zapoznać się ze sposobem działania Boga i odkryć własną historię wiary.

Po raz pierwszy od wielu lat Światowy Dzień Młodzieży odbędzie się tak blisko Europy Wschodniej. Stąd inicjatywa o nazwie „Bilet dla Brata”. Jak wyjaśniła Dorota Abdelmoula, koordynatorka projektu, chodzi o pomoc skierowaną do pielgrzymów ze Wschodu, by mogli oni przyjechać do Polski na spotkanie z papieżem.

W realizacji pomysłu ma pomóc sieć sklepików parafialnych, w których będzie można kupić drobne przedmioty związane ze Światowym Dniem Młodzieży, różańce, ikony, czy np. uczestniczyć w loteriach. Cały dochód zostanie przekazany na wsparcie młodych ze Wschodu. Konkretne szczegóły projektu są na razie opracowywane. Sam pomysł został jednak przyjęty przez duszpasterzy bardzo życzliwie.

Zjazd w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski był także okazją, by porozmawiać o mankamentach, czy nawet błędach popełnianych przez organizatorów poprzednich Światowych Dni Młodzieży. Księża wskazywali, iż rozwiązać trzeba problem z dystrybucją pakietów pielgrzyma, często bowiem trzeba czekać w wielogodzinnych kolejkach, by je odebrać. Poprawek wymaga system rejestracji i płatności, który w poprzednich latach nastręczał wiele kłopotów. Zaproponowano na przykład, by grupy rejestrujące się w systemie miały możliwość wybrania diecezji, którą chcą odwiedzić w ramach „dni w diecezjach”. Wyznaczenie każdemu z Kościołów lokalnych pewnej maksymalnej liczby sprawiłoby, że po jej wyczerpaniu trzeba będzie wybrać inną diecezję na miejsce pobytu przed ŚDM.

Przedstawiciele Komitetu Organizacyjnego Światowego Dnia Młodzieży w Krakowie zapewniali, że przyjmą wszelkie uwagi, które będą pomocne w lepszej organizacji tego wydarzenia.


rl / Warszawa

Katolicka Agencja Informacyjna ISSN 1426-1413; Data wydania: 10 września 2013 Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Jeśli dzisiaj Europa odda w ręce Rosji Ukrainę to w niedługim czasie sama zginie

Podstawowy błąd Europy - zdaniem arcybiskupa Światosława Szewczuka, zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego - polega na tym, że Unia Europejska deklaruje przywiązanie do określonych wartości, ale nie potrafi ich bronić.

Polub nas na Facebooku!

"Zawsze mówiłem i mówię, że Ukraina nie jest wrogiem Rosji" – deklaruje w rozmowie z KAI. Pytany co będzie dalej przyznaje, że "przyszłość Ukrainy nie zostanie rozstrzygnięta na polu walki. Może zostać rozstrzygnięta wyłącznie w trójkącie: Ukraina, Rosja, Zachód. Bowiem bez Rosji i jej akceptacji ciężko będzie znaleźć dla Ukrainy pozytywne rozwiązania".

A oto wywiad KAI z abp. Światosławem Szewczukiem, arcybiskupem większym kijowsko-halickim, zwierzchnikiem Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego:

KAI: Sytuacja na Ukrainie staje się coraz bardziej dramatyczna i to mimo rozejmu, który wydaje się być bardzo kruchy. Jak ją widzi Ksiądz Arcybiskup jako głowa Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego?

Abp Światosław Szewczuk: Sytuacja na Ukrainie jest dramatyczna, ale nie jest tragiczna. Zostaliśmy zaatakowani. Jest to wojna – to trzeba powiedzieć otwarcie! Nie jest to konflikt wewnętrzny, jak twierdzi rosyjska propaganda. Dwadzieścia tysięcy rosyjskich żołnierzy znajduje się na terytorium państwa ukraińskiego, w szczególności w obwodach donieckim i ługańskim. Są tam rosyjskie czołgi i inna wyspecjalizowana broń. Każdego dnia – nawet podczas rozejmu – giną ludzie.

Straty ludności sięgają już 3 tys. zabitych. Całe wioski ukraińskie zostały zniszczone. Np. koło Ługańska istniała wioska zamieszkiwana przez Łemków, przesiedlonych tam z łemkowszczyzny. Została zrównana z ziemią. Systematycznie niszczy się nasz kraj i morduje ludność. Tymczasem strona rosyjska uparcie twierdzi, że jest to wewnętrzny konflikt a nie atak ze strony Federacji Rosyjskiej.

Tej bolesnej prawdy – na skutek propagandy rosyjskiej – mało kto chce przyjąć. A to dlatego, że specyfika tej wojny jest inna niż znanych dotąd. Wojna hybrydowa – a z taką mamy do czynienia – polega na prowadzeniu skutecznej wojny przede wszystkim w sferze informacji i manipulacji świadomością.

KAI: A jak ocenia Ksiądz Arcybiskup postawę Zachodu?

– Za to, że doszło do agresji Rosji wobec Ukrainy częściową winę ponosi Unia Europejska, gdyż pokazała, że jest słaba i nie chciała uznać, że mamy do czynienia z wojną przeciwko jednemu z państw europejskich. Jeśli Rosja widzi, że UE i Stany Zjednoczone nie chcą reagować adekwatnie do sytuacji, to uważa, że ma przyzwolenie na agresję. Sankcje wobec Rosji są dobrym krokiem, ale spóźnionym. Najwyższy czas, by Europa poczuła się bardziej odpowiedzialna. Na to mamy wciąż nadzieję. Tym bardziej, że Ukraina uwierzyła, że Europa jest jej sojusznikiem. Protesty na kijowskim Majdanie były manifestacją proeuropejskości naszego kraju.

Od zawsze myśleliśmy, że Europa jest zbudowana na wartościach. Teraz powstaje pytanie: czy jest ona zdolna bronić tych wartości? Wiemy, że społeczeństwa nie tylko buduje się na wartościach ale wartości trzeba także umieć bronić. A tego Europa sobie już nie uświadamia.

Jeśli dzisiaj Europa odda w ręce Rosji Ukrainę to w niedługim czasie sama zginie

KAI: A może jest to już przeszłością i rządzi nami czysty utylitaryzm…

– Stajemy wobec wielkiego wyzwania, gdyż jeśli dzisiaj Europa odda w ręce Rosji Ukrainę, to w niedługim czasie sama zginie. Teraz chodzi o naszą i waszą wolność! To niepodległościowe hasło Polaków dziś stało się hasłem Ukraińców. To co dzieje się dzisiaj z nami, jutro będzie się działo z wami. Musimy mówić o tym jak stworzyć mechanizmy skutecznej obrony wartości, które Europa deklaruje.

Wielkim bólem dla nas Ukraińców był fakt zestrzelenia malezyjskiego Boeninga, w wyniku czego zginęło prawie 300 osób. A czy na Zachodzie po dwóch miesiącach ktoś o tym jeszcze mówi i wyciąga z tego odpowiednie wnioski? To znaczy, że Europa zapomniała o swoich ofiarach, które są ofiarami ukraińskiego konfliktu? Czy zatem postępuje ona zgodnie z systemem europejskich wartości? Jeśli Europa o tym zapomina, oznacza to, że nie potrafi odpowiednio reagować w imię europejskich wartości. A jutro może sprzeda Ukrainę?

KAI: Czy zatem Ukrainie niezbędna jest zewnętrzna pomoc wojskowa?

– Ukraina chce się bronić sama i może się obronić. Nie potrzebujemy tutaj wojsk USA czy innych państw NATO. Sami jesteśmy w stanie sobie poradzić, jednak pod warunkiem, że będziemy mieli odpowiednią broń. Tymczasem ukraińskie wojsko nie ma broni, bo armia celowo została zdezorganizowana za rządów Wiktora Janukowicza. Dla bezpieczeństwa Europy nie trzeba budować nowych baz NATO w Europie wschodniej, tylko trzeba pomóc Ukrainie obronić się samej. A do tego niezbędny jest sprzęt wojskowy.

KAI: Tymczasem Zachód bardziej wierzy w środki pokojowe niż militarne. Czy wobec Rosji ta droga nie ma szans?

– Przyszłość Ukrainy nie zostanie rozstrzygnięta na polu walki. Może zostać rozstrzygnięta wyłącznie w trójkącie: Ukraina, Rosja, Zachód. Bowiem bez Rosji i jej akceptacji ciężko będzie znaleźć dla Ukrainy pozytywne rozwiązania. To Rosja zaczęła konflikt i musi go zakończyć. Dlatego tak ważne są działania dyplomatyczne. Wcześniej czy później wojny kończą się porozumieniem. Musimy do tego doprowadzić, gdyż giną ludzie. Rosja także bardzo dużo traci. Ta sytuacja może stać się katalizatorem poważnych wewnętrznych zmian w Rosji. Kreml musi to sobie uświadomić.

Zawsze mówiłem i mówię, że Ukraina nie jest wrogiem Rosji. My Ukraińcy nie rozumiemy dlaczego Rosja nas atakuje. Mówi się, że jesteśmy państwem nieprzyjaznym. Nie ma to nic wspólnego z prawdą.

Ukraina szuka dialogu i partnerstwa, zwłaszcza na poziomie kultury. Mieszkańcy południa i wschodu kraju mają swoich bliskich, krewnych i przyjaciół w całej Rosji. Dla nich ta agresja jest bardzo bolesna. Dla obu społeczeństw: ukraińskiego i rosyjskiego.

KAI: A zatem dyplomacja przede wszystkim…

– Jeśli nie dyplomacja to pozostaje wojna. A przecież wszyscy chcą jej uniknąć, także Rosja.

KAI: Rosja?

– Tak sądzę i chcę w to wierzyć…

KAI: Jakie nadzieje wiążą Ukraińcy z wyborem Donalda Tuska, który obejmie w grudniu funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej…

– Już się mówi, że jedną z najniebezpieczniejszych osób dla Rosji w Unii Europejskiej jest Donald Tusk. Gratuluję Polsce i osobiście panu Tuskowi.

KAI: Jakiego rozwoju wypadków na Ukrainie spodziewa się Ksiądz Arcybiskup?

– Nikt tego nie wie, także ja. Jedno chciałbym podkreślić. Zewnętrzna agresja skutkuje cementowaniem narodowej tożsamości ukraińskiej. Dziś przyznają się do niej także ci, którzy wcześniej definiowali swoją tożsamość w bardzo różny sposób.

Dziś narodem ukraińskim stali się niemal wszyscy, niezależnie od pochodzenia etnicznego, orientacji politycznej czy religijnej. Odmienne pochodzenie etniczne – szczególnie na wschodzie – powodowało, że ludzie tam nie czuli silniejszej tożsamości ukraińskiej. Dziś pochodzenie etniczne traci na znaczeniu, a formuje się naród w sensie obywatelskim: „Jestem Ukraińcem, gdyż utożsamiam się z moją ukraińską ojczyzną, niezależnie od tego jakim językiem mówię, czy w którym kościele się modlę”. Ludzie zaczynają rozumieć, że Ukraina jest ich państwem, a jej niepodległość i integralność jest niezbędnym elementem ich własnej przyszłości.

KAI: A jakie są tego przykłady?

– Choćby Mariumpol, największy port nad Morzem Azowskim. Przed trzema miesiącami w lokalnym referendum duża część mieszkańców głosowała za powołaniem autonomicznej Donieckiej Narodowej Republiki. Kiedy jednak zobaczyli zbliżające się rosyjskie czołgi, był to taki wstrząs, że Mariumpol stał się twierdzą ukraińskiej tożsamości.

KAI: Kim więc są separatyści?

– Prawdziwych separatystów jest na Ukrainie bardzo mało. Osiemdziesiąt procent z nich przyszło z Rosji, a tylko 20 %, to miejscowi. Są wśród nich ludzie, którzy zostali zmarginalizowani pod rządami Ukrainy, są także elementy kryminalne.

KAI: Istotnym elementem w kształtowaniu świadomości narodowej jest też wiara religijna. Tymczasem na Ukrainie mamy różne Kościoły, a część prawosławia jest zależna od Patriarchatu Moskiewskiego.

– Ukraina zawsze była terenem, gdzie pojawiały się konflikty na tle religijnym. Ale dziś tego nie ma. Społeczności religijne działają jako jedna całość – nawet Ukraińska Cerkiew Patriarchatu Moskiewskiego. Kościół ten ma nowego przewodniczącego – metropolitę kijowskiego Onufrego. Zobaczymy w jaki sposób będzie on budować relacje z Moskwą, a z drugiej strony z niepodległym państwem ukraińskim. Ważne jest, że pierwszym aktem synodu tego Kościoła po wyborze nowego przewodniczącego był apel o zawieszenie broni – adresowany do wszystkich stron. To znaczące.

Dobra atmosfera panuje w ramach Wszechukraińskiej Rady Kościołów. W najważniejszych sprawach jesteśmy zjednoczeni. Nie tylko na poziomie werbalnym ale i w działaniu. Wszystkie Kościoły zaangażowały się na rzecz wolnej Ukrainy, pomagają też wojsku.

Jeśli dzisiaj Europa odda w ręce Rosji Ukrainę to w niedługim czasie sama zginie

KAI: W jaki sposób?

– W parafiach – greckokatolickich i innych – zbierane są pieniądze na wyposażenie wojska. Jest to konieczne, gdyż ekipa Janukowicza dokonała daleko idącego zniszczenia armii. Zbiórki organizują wszystkie Kościoły, włącznie z moskiewskim. Wspierają tych, którzy bronią wspólnej ojczyzny. Nie kupujemy broni ale hełmy, kamizelki kuloodporne, lekarstwa, środki opatrunkowe, żywność, itp. Pieniądze na to zbierane są w parafiach.

Kościoły pomagają także w zorganizowaniu opieki medycznej oraz pomagają uchodźcom z terenów, gdzie toczą się walki. Dostarczamy bezpośredniej opieki, znajdujemy mieszkania, staramy się pomóc w integracji w nowym środowisku oraz znaleźć pracę. Oprócz tego nasz Kościół – podobnie jak inne – wysyła kapelanów na front.

KAI: Ilu greckokatolickich kapelanów towarzyszy żołnierzom?

– Dziś dwudziestu pięciu. Jeśli jednostka z Galicji jedzie na wschód, to ze swoim księdzem.

KAI: Kościół greckokatolicki jest także rzecznikiem sprawy ukraińskiej za granicą?

– Ważnym elementem misji Kościoła jest troska o prawdę. Niedawno list tłumaczący sytuację na Ukrainie skierowałem do przewodniczących konferencji biskupich i organizacji międzynarodowych, włącznie z OBWE i ONZ. Otrzymały go również Kościoły prawosławne oraz liderzy innych religii. Była to odpowiedź na rozesłany wcześniej list Patriarchatu Moskiewskiego, gdzie sytuację na Ukrainie przedstawiano jako "wojnę religijną". Można było przeczytać, że „uniaci” i „schizmatycy” zabijają prawosławnych. Tymczasem nigdy relacje pomiędzy Kościołami na Ukrainie nie były tak korzystne. Nie mogłem milczeć!

KAI: Jak w tym kontekście można ocenić postawę patriarchy Cyryla i Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego? Chyba stoi on na rozdrożu pomiędzy lękiem przed Putinem a obawą utraty wiernych na Ukrainie?

– Na temat relacji patriarchy z prezydentem Rosji nie będę się wypowiadać. Generalnie, hierarchia Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego pozostaje pod wpływem propagandy państwowej Rosji i przenosi ją na poziom religijny. To bardzo niebezpieczne.

KAI: Czy w tym kontekście należy rozumieć koncepcję „Ruskiego Świata”, głoszoną przez patriarchę Cyryla, a oznaczającą powołanie Rosji do duchowego przewodnictwa w świecie prawosławnych krajów słowiańszczyzny?

– Koncepcja „Ruskiego Świata” upadła wraz z agresją na Ukrainę. To nie ma nic wspólnego z „duchowym przewodnictwem”. Teraz Patriarchat mówi o historycznej Rusi. I w ten sposób usiłuje uzasadnić przynależność do „historycznej Rusi” tych terenów, którymi zainteresowana jest Rosja ze względu na swój interes geopolityczny.

Jeśli więc któryś z duchownych Kościoła chrześcijańskiego zamiast być apostołem miłości, pokoju i pojednania, zaczyna być głosicielem nienawiści, to antagonizuje narody i atakuje pokój religijny jaki ma miejsce na Ukrainie.

KAI: Czy obecna sytuacja może doprowadzić do zjednoczenia trzech Kościołów prawosławnych na Ukrainie? Tym samym do wyswobodzenia się tego, który pozostaje pod wpływami Moskwy?

– Wierni każdego z tych trzech Kościołów: Patriarchatu Moskiewskiego, Patriarchatu Kijowskiego i Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego zaczęli się domagać od swoich duchownych pojednania i jedności.

Przypomnijmy, że każdy z trzech Kościołów prawosławnych w tym kraju deklaruje się jako autokefaliczny, lecz tylko jeden jest uznawany przez światowe prawosławie: Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego (UKP PM). Agresja rosyjska przyczynia się do kryzysu w łonie tegoż Kościoła. Wiem, że dla braci i sióstr z tego Kościoła ważne jest zachowanie jego integralności, choć może nie być to łatwe.

KAI: Czy nadal aktualna jest koncepcja formułowana przez kard. Lubomyra Huzara, że po uzyskaniu statusu patriarchatu przez Ukraiński Kościół Greckokatolicki, może zrodzić się wokół niego ruch zjednoczeniowy wschodniego chrześcijaństwa?

– Najpierw chciałbym, aby jedno dotarło to do świadomości prawosławnych. Ustanowienie patriarchatu dla Ukraińskiego Kościoła Geckokatolickiego nie jest "atakiem" na prawosławie moskiewskie czy Konstantynopol. Chcemy aby nasz przyszły patriarchat miał wymiar ekumeniczny i był otwarty na innych. Przecież jesteśmy dziećmi tego samego chrztu św. Włodzimierza.

KAI: A czy odczuwa Ksiądz Arcybiskup wystarczającą solidarność ze strony Kościołów europejskich?

– Solidarność Kościołów jest niezwykła. Z tego miejsca chciałbym podziękować zwłaszcza Kościołowi katolickiemu w Polsce. Tak biskupom jak i wiernym, tym którzy modlą się i poszczą w intencji Ukrainy. Ważna jest też pomoc humanitarna.

KAI: Czy jest ona wystarczająca? Co można byłoby jeszcze zrobić?

– Wielkim problemem stają się uchodźcy z obszarów objętych wojną. Społeczeństwo ukraińskie nie jest w stanie pomóc im w sposób wystarczający.

Ponadto wielka prośba do Polaków, abyście innym przekazywali prawdę o tym co dzieje się na Ukrainie. Wojna informacyjna prowadzona przez Rosję jest bardzo niebezpieczna. Jeśli Zachód podda się dezinformacji, poniesie tragiczne konsekwencje.

KAI: A jak Ksiądz Arcybiskup widzi przyszłość?

– W sumie jestem optymistą. Optymizmem napawa mnie transformacja jaką przechodzi ukraińskie społeczeństwo, na każdym poziomie: politycznym, wojskowym, socjalnym, itp. Tak pozytywnych zmian Ukraina nie doświadczyła przez 23 lata niepodległości. Przestaliśmy być amorficznym państwem postradzieckim. Przeżywamy bóle porodowe, które dostarczają cierpień, ale dają nadzieję na nowe życie. Niezależnie co się stanie, to procesu tego nie zniszczą rosyjskie czołgi. A jako chrześcijanie wierzymy w Boga, który jest Panem historii, w Jego rękach leży los wszystkich narodów. Wierzę, że Bóg będzie błogosławił wysiłkom społeczeństwa, które się broni, odradza i idzie za głosem Ewangelii.

Przypomnijmy, że żadna wojna nie jest wieczna. Wcześniej czy później ten konflikt się skończy. Jako zwierzchnicy Kościołów musimy mieć wizję przyszłości. Prezydenci, generałowie i ich koncepcje przemijają – a Kościoły i narody pozostają. Przed Kościołami na Ukrainie stoi pytanie: za jaką przyszłością Ukrainy i tej części Europy opowiadamy się jako chrześcijanie?

KAI: Dokonuje się zatem rewolucja moralna rozpoczęta na kijowskim Majdanie?

– Kijowski Majdan – w szerszym znaczeniu tego pojęcia – jeszcze się nie skończył. Nasza rewolucja moralna i odzyskiwanie ludzkiej godności przechodzi w kolejne fazy. Rewolucje miały wymiar tragiczny ale też i wielki.

Jak już mówiłem, mamy trzy czynniki określające naszą obecną sytuację: Ukrainę, Rosję i Zachód. Wybitny arabski filozof i lekarz średniowiecza Awicenna mówił, że lekarz przychodzący do chorego człowieka powinien uwzględnić trzy czynniki: chorobę, osobę chorego i lekarza. Podkreślił, że jeśli chory będzie po stronie lekarza to obaj przezwyciężą chorobę.


Rozmawiali: Marcin Przeciszewski i Krzysztof Tomasik


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas