video-jav.net

Ambasadorzy ŚDM

Znani dziennikarze, aktorzy, muzycy, sportowcy, podróżnicy czy działacze społeczni – to właśnie oni będą popularyzować spotkanie młodych w Krakowie w lipcu 2016 roku oraz rozpowszechniać idee Światowych Dni Młodzieży. 15 grudnia wieczorem w Filharmonii Krakowskiej przedstawiono Ambasadorów ŚDM 2016.

Polub nas na Facebooku!

„Ambasadorzy to ludzie, którzy swoją postawą nas zaintrygowali – a więc wiemy, że są to osoby, które inspirują młodych ludzi. Chcemy, aby pomogły nam zapraszać pielgrzymów do Krakowa i przez kolejne 8 miesięcy mówić o tej wielkiej idei Światowych Dni Młodzieży” – powiedziała KAI Ewa Korbut z biura prasowego ŚDM 2016. Dodała, że dzięki swoim dokonaniom zawodowym Ambasadorzy są również przykładem, że wiara chrześcijańska jest fundamentem dobrego i kreatywnego życia.

 

Ambasadorzy Światowych Dni Młodzieży to osoby wywodzące się z różnych środowisk. Wśród zaszczytnego grona znaleźli się m.in. aktorzy (Radosław Pazura czy Maciej Musiał), muzycy (Patrycja i Grzegorz Markowscy, Łukasz i Paweł Golcowie, Muniek Staszczyk czy Darek Malejonek), dziennikarze (Przemysław Babiarz i Brygida Grysiak-Ciesiołkiewicz), duchowni (bp Rafał Markowski, ks. Jan Kaczkowski), sportowcy (Jerzy Dudek czy Mateusz Ligocki) oraz podróżnicy (Marek Kamiński i Jan Mela).

 

„Moim zdaniem moc całej naszej grupy polega na różnorodności. Na tym, że nie jesteśmy ikonami religijności i świętości, bo generalnie ludzie nie są święci. Są wadliwi, bardzo często słabi, tak jak i my. Sądzę, że przez tą różnorodność wielu innych ludzi może odnaleźć się w historii któregoś z Ambasadorów i pomyśleć, że przecież też nadaje się dla Pana Boga. Myślę, że to w tym właśnie chodzi” – powiedział o roli Ambasadora podróżnik Jasiek Mela.

 

„Przyjeżdżajcie na Światowe Dni Młodzieży w Polsce, bo właśnie tam będzie na Was szczególnie czekał Pan Bóg i będzie dotykać Was swoją miłością. Będą mocne przeżycia wspólnie z ludźmi z całego świata. Pokażmy wszystkim, że chrześcijaństwo to przede wszystkim wewnętrzna radość” – w prostych słowach swoje zadanie jako Ambasadora wypełnił z kolei już tuż po gali muzyk Darek Malejonek.

 

Jak podkreślił obecny na spotkaniu kard. Stanisław Dziwisz najważniejsze w byciu Ambasadorem ŚDM 2016 jest godne reprezentowanie toczących się przygotowań do Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. „Chodzi o przekazywanie myśli, tego, na czym nam zależy. Aby do młodzieży skutecznie dojść z istotnymi treściami, bo przecież właśnie one zostaną w sercach i umysłach po zakończeniu tego wielkiego święta młodych” – ocenił.

 

Podczas wieczornej gali w Filharmonii Krakowskiej odbyła się również uroczysta premiera teledysku do hymnu ŚDM 2016 „Błogosławieni miłosierni”, zrealizowanego przez Stację7.pl i KO ŚDM Kraków 2016. Zarówno teledysk, jak i pełna lista Ambasadorów ŚDM 2016 dostępne są na stronie www.krakow2016.com.


luk / Kraków

Rok Miłosierdzia, a nie dobrego samopoczucia

Zobowiązanie do rozwoju, zobowiązanie wobec ludzi. O roli ambasadora ŚDM opowiada Konrad Ciesiołkiewicz

Konrad Ciesiołkiewicz
Konrad
Ciesiołkiewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z pokorą i dużym poczuciem wyróżnienia, chcę powiedzieć, że zostałem, wraz z moją żoną, Brygidą, ambasadorem Światowych Dni Młodzieży, które odbędą się w Krakowie w lipcu 2016 roku. Wśród tylu wybitnych osób, czuję się bardziej niż nieco zmieszany. Mam więc potrzebę krótkiego skomentowania tego niebywałego dla mnie wyróżnienia.

Ciesiołkiewicz Konrad

Konrad Ciesiołkiewicz, ambasador ŚDM

Kiedy pół roku temu organizatorzy ŚDM zwrócili się do mojej żony i do mnie, jako do małżeństwa, z propozycją, to pierwsza myśl była jednoznaczna – to nie jest dla mnie, jest wielu innych bardziej godnych, więc z naszej dwójki lepiej, żeby ambasadorem została zdecydowanie lepsza połówka. Jeśli miałbym odpowiedzieć, czego się bałem, to wydaje mi się, że bałem się pychy. Po sporym namyśle i wielu rozmowach z żoną, pomyślałem, że pewną formą pychy, zamykania oczu, uszu, serca i głowy, byłoby nieprzyjęcie zaproszenia.

 

Głównym motywem organizatorów jest zaproszenie do dawania świadectwa wiary w Boga, wiary Bogu i wdzięczności za całe piękno, którego do tej pory w życiu doświadczyłem. „Są lepsi”, „Jestem za mały ”, „Popełniam tyle błędów, tyle nietaktu w podejściu do Pana Boga, rodziny, osób mi bliskich, współpracowników i siebie samego” – to zdania obecne w głowie. Mojej i wielu innych. „Wszak Światowe Dni Młodzieży odbywają się w rozpoczętym właśnie Roku Miłosierdzia, a nie w roku dobrego samopoczucia i miłości własnej pielęgnowanej nie raz fałszywą skromnością” – pomyślałem.

Chcę powiedzieć, że jest to dla mnie przede wszystkim bardzo poważne zobowiązanie. Po pierwsze, to zobowiązanie do osobistego rozwoju duchowego, o czym nie będę teraz publicznie pisał. Po drugie, to zobowiązanie wobec ludzi. Tych najbliższych – własnej rodziny, przyjaciół, koleżanek i kolegów z pracy, partnerów biznesowych. Kiedy myślę sobie o chrześcijaninie w świecie, to – bez przywoływania dokumentów Kościoła – tym, co powinno nas wyróżniać jest styl. Przy wielu naszych radościach i bolączkach dnia codziennego, naszych wadach charakteru i ludzkich słabościach, które nie zawsze wiodą nas przez właściwe sposoby radzenia sobie w życiu, to ich bilans powinien stanowić o rozpoznawalnym stylu. Jaki to styl? W mojej skromnej ocenie, przede wszystkim winna to być całkowita akceptacja każdego człowieka i wyraźne rozdzielanie zachowań od oceny osoby. Akceptacja wyklucza ocenę. Oceniać powinniśmy zachowanie i tylko zachowanie. Robić wszystko, by widzieć i wydobywać z ludzi przede wszystkim to, co dobre. Słowo rani, a słowo wypowiedziane z pozycji przełożonego może społecznie zabijać. Papież Franciszek przestrzegał przed tym w jednym ze swoich kazań w Domu Św. Marty. Nieocenna postawa, której źródłem jest ciekawość świata, aktywne słuchanie i chęć zrozumienia człowieka w zamian tak częstych ocen typu „gorszy”, „głupszy”, „nieodpowiedzialny” jest istotą stylu chrześcijanina. Jego piękno polega też na tym, że charakteryzować może też osoby niewierzące, ludzi dobrej woli.

 

Nierzadko ciężko kierować się tym stylem w skomplikowanych relacjach zawodowych, przy wyśrubowanych celach, krótkim czasie i wysokiej presji. Pod wpływem stresu wracamy do swoich wyuczonych zachowań, a często do ich trudnych stron, bywając nieznośni dla otoczenia. Czy można kierować się nieocenną postawą, kiedy pełni się funkcje kierownicze, w których obowiązkiem jest ocena pracowników i podejmowanie decyzji personalnych? Oczywiście tak. Należy, bo to zawodowy obowiązek. Choć jest to trudne i zawsze towarzyszyć powinny takim decyzjom właściwa autokrytyczna refleksja. Nawet te najtrudniejsze decyzje podejmować można w różny sposób. Jednym z bardziej inspirujących cytatów duchowych jest dla mnie tekst Abrahama Joshui Heschela, „bardzo chrześcijańskiego” w treści rabina z książki „Człowiek szukający Boga”, opisujący źródła duchowego upadku prowadzące do II wojny światowej:

Sumienie świata zniszczyli ci, którzy przywykli do obwiniania innych zamiast siebie. Pamiętajmy. Czciliśmy instynkty, ale nie ufaliśmy prorokom. Pracowaliśmy nad udoskonaleniem silników, a dopuściliśmy do tego, że nasze życie wewnętrzne stało się wrakiem. Wyśmiewaliśmy przesądy, aż utraciliśmy zdolność wiary. Pomogliśmy zgasić światło, które zaświecili nasi ojcowie. Wymieniliśmy świętość na wygodę, wierność na sukces, miłość na władzę, mądrość na informację, tradycję na modę.

 

Każdy człowiek jest kosmosem. To przecież słowa opisujące wewnętrzne życie wielu z nas, współczesnych wiecznie goniących. Potrzebujemy, ja potrzebuję, Polska potrzebuje dzisiaj zastrzyku duchowej lekcji, wewnętrznej przemiany. Przemiany miłości – słowa, postawy i istoty życia, tak często przez nas odpychanej i wyszydzanej. Benedykt XVI mówi za św. Augustynem: Historia świata jest walką pomiędzy dwoma rodzajami miłości: miłością do siebie – aż do zniszczenia świata; i miłością do innych – aż do rezygnacji z siebie samego.

Przyjazd papieża Franciszka jest przyjazdem proroka naszych czasów, następcy św. Piotra z dobrą nowiną o miłosierdziu Bożym, pomimo naszych słabości i wad; albo inaczej; miłosierdzie jest ze względu na nie – za darmo i dla każdego z nas! Bo Bóg jest miłością. Bez względu na nasze próby Jego zagłuszania i wypaczania. On jest miłością miłosierną!

 

Wpis został zamieszczony na stronie ciesiolkiewicz.com.


Konrad Ciesiołkiewicz wraz z żoną Brygidą są ambasadorami ŚDM Kraków 2016.

 

KONRAD CIESIOŁKIEWICZ

Menedżer, psycholog, lider wielu inicjatyw społecznych, wieloletni instruktor harcerski ZHR. Od ośmiu lat dyrektor komunikacji korporacyjnej i społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR) w jednej z międzynarodowych korporacji, gdzie pełni też rolę coacha i mentora. Były rzecznik rządu.

BRYGIDA GRYSIAK–CIESIOŁKIEWICZ

Dziennikarka telewizyjna, związana z TVN24. Autorka książek o Janie Pawle II („Najbardziej lubił wtorki”, „Kobiety w życiu Jana Pawła II”, „Miejsce dla każdego”) i książek o tematyce społecznej („Wybrałam życie” i „Kochają mnie do szaleństwa. Prawdziwa historia Jureczka”). W 2012 roku wyróżniona złotym medalem im. Jana Pawła II, m.in. za popularyzowanie jego nauczania.

Są rodzicami dwójki dzieci – córeczki i syna.

 

Konrad Ciesiołkiewicz

Konrad Ciesiołkiewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Konrad Ciesiołkiewicz
Konrad
Ciesiołkiewicz
zobacz artykuly tego autora >

Ola Maciejewska zaśpiewała hymn ŚDM 2016

Gdy Bóg posyła nas do jakiegoś dzieła, to również uzdalnia do tego, żebyśmy wykonali je jak najlepiej. Daje wszelkie możliwe narzędzia i talenty, aby to co wydaje się niemożliwe, okazało się możliwe.

Ola
Maciejewska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O mnie?

Przede wszystkim jestem żoną i mamą. Do tego warto dodać, że z zamiłowania jestem wokalistką, z powołania liderem uwielbienia, a z zawodu finansistką.

 

Dlaczego Pan Bóg wymyślił sobie, żebym zaśpiewała „Błogosławionych…”?

Nie wiem. Tak po ludzku, wydaje się to dziwne, albo wręcz niemożliwe. Nigdy nie kończyłam szkoły muzycznej. Moja przygoda ze śpiewaniem zaczęła się w chórze szkolnym, była kontynuowana w duszpasterstwie akademickim, a potem we wspólnocie, do której należałam. Zawsze podchodziłam do mojego śpiewania jako do służby. Nie marzyłam o wielkich scenach. Nie było dla mnie ważne czy na spotkaniu modlitewnym, na którym prowadzę uwielbienie jest pięć, czy pięćset osób.

 

Jak to się stało?

Byłam bardzo zaskoczona, gdy dowiedziałam się, że piosenka autorstwa Kuby Blycharza, którą wspólnie przygotowaliśmy, nie tylko wygrała konkurs na Hymn Światowych Dni Młodzieży 2016, ale że również zostaliśmy poproszeni o nagranie oficjalnej wersji. Pomyślałam wtedy – „Panie, mam nadzieję, że wiesz co robisz wybierając najmniejszych. Ufam, że mnie poprowadzisz”. Gdy potem okazało się, że mam śpiewać pierwszą zwrotkę, zaczynającą się od słów „Wznoszę swe oczy ku górom, skąd przyjdzie mi pomoc?” to już wiedziałam, że jestem „w domu”, że tak ma być, i w tej Bożej historii nie ma przypadków, a tam gdzie jesteśmy słabi przychodzi z pomocą Bóg Miłosierny.

 

Z Danielem pod sercem…

Historia hymnu dla mnie osobiście bardzo mocno wiąże się z moim macierzyństwem. Gdy powstawała pierwsza wersja konkursowa (w maju 2014), to nasz synek Danielek był już pod moim sercem. Wersję oficjalną nagrywaliśmy, gdy byłam w siódmym miesiącu ciąży. Ostatnie dogrywki wokali robiliśmy na cztery dni przed narodzinami Daniela. Szczerze mówiąc, do tamtej pory wydawało mi się, że kobiety na tym etapie ciąży nie są w ogóle zdolne do śpiewania, a co dopiero na nagrywania oficjalnej wersji hymnu. Zrozumiałam wtedy jednak, że gdy Bóg posyła nas do jakiegoś dzieła, to również uzdalnia do tego, żebyśmy wykonali je jak najlepiej. Daje wszelkie możliwe narzędzia i talenty, aby to co wydaje się niemożliwe, okazało się możliwe. No i daliśmy radę. Wspólnie z Danielem nagraliśmy nasze partie, aby po kilku dniach cieszyć się cudem narodzin.

Praca nad teledyskiem była tak naprawdę kontynuacją tej historii, bo zostałam poproszona aby wystąpić wspólnie z Danielem w scenach przedstawiających mamę opiekującą się swoim maleńkim dzieckiem. Pomysł był dość prosty, bo odniesienie miłosiernej miłości Boga do człowieka rzeczywiście bardzo dobrze obrazuje matczyna miłość do swego dziecka. Obawialiśmy się tej oczywistości, mimo to Marcin Jończyk (autor zdjęć) podjął się tego zadania i sądzę, że osiągnął bardzo dobry efekt. Sceny są bardzo subtelne i krótkie, a jednocześnie zapadające w pamięć. Bóg miłosierny jest bez wątpienia jak matka kochająca bezwarunkowo, podejmująca wszelki potrzebny trud dla swego dziecka, przytulająca i przebaczająca kiedy trzeba.

 

Czasem myślę sobie, że Bóg musi mieć przy nas wiele nieprzespanych nocy i jak dobrze wiem co to oznacza!

 

 

Ola Maciejewska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ola
Maciejewska
zobacz artykuly tego autora >