Papież Benedykt XVI abdykuje!

To nie jest zwykły news, to jest news historyczny. Choć w historii Kościoła papieże abdykowali przynajmniej sześć razy, z różnych powodów, to nie było jeszcze abdykacji w takich okolicznościach. Chciałoby się dodać – w tak zwykłych okolicznościach.

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

11 lutego 2013 r. Około 11.50 włoskie serwisy informacyjne podały break-newsa: papież abdykuje (rezygnuje z urzędu). Jako pierwsza te informację podała 4 minuty wcześniej agencja ANSA.

Benedykt XVI przekazał tę zaskakującą informację podczas konsystorza kardynałów w sprawie kanonizacji męczenników z Otranto. Nie powinno dziwić, że momentalnie najważniejsze włoskie telewizje przerwały programy oraz, że wkrótce włoskie portale informacyjne zamieniły swe normalne serwisy na specjalne a już po kilkunastu minutach był najbardziej wiodącym tematem na twitterze.

Papież Benedykt XVI abdykuje!

To nie jest pierwsza abdykacja w historii Kościoła katolickiego

Jeśli dobrze zrekonstruujemy wydarzenia z pierwszego tysiąclecia, prawdopodobnie szósta (trzech papieży musiało zrezygnować wbrew własnej woli). Papieże abdykowali, gdy byli uwięzieni, aby w ten sposób nie utrudniać administracji Kościoła. W 1415 roku papież Grzegorz XII abdykował po to, by zażegnać schizmę i sytuację, w której istniało trzech papieży i trzy różne grupy kardynałów (dwóch antypapieży i jeden papież). To była ostatnia abdykacja, która pamięta historia.

W 1294 roku, papież Celestyn V abdykował dlatego, gdyż nie czuł się najlepiej jako papież. Wcześniej prowadził życie eremity w Abrucji i stamtąd został zawołany na konklawe. Został wybrany przez kolegium kardynalskiego jako "trzecia droga", nie będąc nawet kardynałem. Jednak przed świętami Bożego Narodzenia, Celestyn V zamierzał udać się swoim eremickim zwyczajem na pustelnie, by w duchu modlitwy i pokuty przeżyć Adwent. Wtedy to właśnie miał usłyszeć od pracowników Kurii, że papieżowi nie wypada opuszczać Watykanu. To spowodowało, że Celestyn abdykował.

Dziś, po prawie 600 latach, papież znów abdykuje i nic dziwnego, ze wszyscy chcą wiedzieć, dlaczego, bo ta odpowiedź ma znaczenie historyczne, w zwołanej krótko po ogłoszeniu tego newsa konferencji prasowej, ks. Federico Lombardii, rzecznik Watykanu, mówił, że Benedykt XVI wiele razy egzaminował własne sumienie w tej sprawie, aż doszedł do pewności, że z powodu wieku oraz braku siły, nie jest w stanie pełnić swej funkcji. Jest konieczne – cytował słowa Papieża z wywiadu-rzeki „Światłość świata” ksiadz Lombardii – by w dzisiejszym świecie, świecie tak wielkich zmian – urząd papieża był sprawowany z ogromną charyzmą. W obliczu zadań, z którymi papież powinien się zmierzyć, Benedykt XVI stwierdził, że on nie ma sił potrzebnych do prowadzenia Kościoła. Abdykacja została ogłoszona w pełnej wolności, zgodnie z kodeksem kanonicznym, pkt. 332.

Papież Benedykt XVI abdykuje!

Co dalej?

Konklawe od stuleci wraz z sede vacante jest wpisane w żałobę Kościoła przeżywaną po śmierci papieża. To pewien ryt, do którego przez stulecia wierni przyzwyczaili się. Teraz mamy coś nowego. Będziemy świadkami konklawe toczącego się z ex-papieżem, biskupem-seniorem Rzymu. Ogólnoświatowe serwisy informacyjne pobiją rekordy, jeśli chodzi o zainteresowanie tym tematem, bo takiego konklawe jeszcze w historii mediów nie było. Będzie odbywało się w obecności kogoś, kogo sam nie wiem, jak nazwiemy: byłym papieżem, papieżem seniorem?…

Papież Benedykt XVI wskazał także, że 28 lutego dokładnie o godzinie 20. rozpocznie się sede vacante. Wiadomo, że nie będzie w żaden sposób wpływał, ani na administracje Kościoła podczas sede vacante, ani na przebieg konklawe. Będzie wiódł już życie w modlitwie i cierpieniu, w jednym z klasztorów klauzurowych nieopodal Watykanu.

Wesprzyj nas
ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >
ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY

Konferencja Episkopatu Polski: 1500 zdjęć na #rokpośdm

Galerię ok. 1,5 tys. fotografii wykonanych podczas Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016 i pozostałych punktów wizyty papieża Franciszka w Polsce można oglądać na stronie episkopat.pl. Autorem zdjęć jest Marcin Mazur, oficjalny fotograf KEP na czas ŚDM i papieskiej wizyty w Polsce.

– Jednym z najważniejszych wydarzeń w historii Polski były Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Przeglądając galerie zdjęć możemy przeżyć to jeszcze raz. Udostępnione zaś homilie i przemówienia papieskie są dodatkową mobilizacją, aby zejść z przysłowiowej kanapy – mówi rzecznik prasowy Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik.

 

Ok. 1,5 zdjęć dokumentujących przebieg Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016 oraz wizyty papieża Franciszka w Polsce udostępnia biuro prasowe Konferencji Episkopatu Polski z okazji rocznicy ŚDM Kraków 2016. Autorem zdjęć jest fotograf Konferencji Episkopatu Anglii i Walii Marcin Mazur, który był oficjalnym fotografem KEP na czas papieskiej pielgrzymki i ŚDM.

 

Zobacz zdjęcia z ŚDM 2016!

 

Jak przypomina rzecznik KEP, fotografie można bezpłatnie pobierać i publikować podając jednie źródło M.Mazur/www.episkopat.pl


(KAI) abd / Warszawa

Maryja pielgrzymuje po Polsce

Perergrynacja Kopii Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej była odpowiedzią na prośby Polaków. Na zakończenie uroczystości złożenia Ślubów Narodu podczas procesji zebrani pod wałami krzyczeli "Matko, przyjdź do nas!"

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

ŚLUBY NARODU

Gdy w roku 1955 przewożono kard. Wyszyńskiego z Prudnika do Komańczy, miał świadomość, że jedzie tym samym szlakiem, którym przed 300 laty jechał do Lwowa król Jan Kazimierz, aby tam złożyć swe Królewskie Śluby i ogłosić Maryję, Matkę Chrystusa, Królową Polski. Śluby Króla Jana Kazimierza złożone zostały 1 kwietnia 1656 r.

Pamiętając o tym wielki wydarzeniu Prymas Wyszyński postanowił, że w roku 1956, w 300-lecie Ślubów króla Jana Kazimierza, musi powstać tekst Ślubów odnowionych, już nie królewskich, ale narodowych. Podobny pomysł zrodził się w polskim episkopacie – wszyscy byli przekonani, że tekst ślubów może napisać tylko Prymas.

Z prośbą o tekst ślubów pojechała w marcu 1956 roku do Komańczy Maria Okońska, założycielka Instytutu. Na prośbę o tekst ślubów Prymas ucieszył się, ale nie przygotował ich. Przez długi czas dawał wymijające odpowiedzi. Dopiero po dwóch miesiącach wyjaśnił, dlaczego. Powiedział wtedy: „Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać”. Pani Maria pozostawała nieubłagana. Przypomniała, że przecież św. Paweł pisał do wspólnot listy właśnie z więzienia. Prymas przyznał jej rację i następnego dnia wręczył tekst Ślubów Jasnogórskich. Bardzo zależało mu, aby zostały one odczytane na jasnogórskich wałach. W liście napisał, że gdyby wszystkich ojców przeszkodzono w odczytaniu ślubów, ma je odczytać choćby jasnogórski kucharz.

Przez kilka miesięcy przygotowano uroczystość złożenia Ślubów Narodu. Aby duchowo mógł w nich uczestniczyć kard. Wyszyński, ustalono, że także on złoży śluby w Komańczy, 10 minut przed odczytaniem ich na wałach jasnogórskich. Świadkiem tego wydarzenia była Maria Okońska, która przyjechała do Prymasa w wigilię 26 sierpnia.

Na uroczystości złożenia Ślubów na Jasnej Górze zebrało się przeszło milion ludzi, a warto zwrócić uwagę, że było to 60 lat temu i możliwości komunikacji były zupełnie inne niż dziś. Zdumiony tłumnym uczestnictwem Polaków kard. Wyszyński powiedział „Wiedziałem, że Matka Boża Jasnogórska jest najpopularniejszą Postacią w Narodzie, ale nie wiedziałem, że Jej potęga w tym Narodzie jest aż tak wielka.”

 

PEREGRYNACJA

Kiedy podczas Ślubów odbywała się procesja z cudownym obrazem, ze łzami w oczach ludzie wołali: „Matko, przyjdź do nas”. Ta prośba dość szybko została spełniona – słysząc o niej Prymas podjął decyzję o peregrynacji Obrazu po polskich parafiach.

Podobnie jak inne inicjatywy kard. Wyszyńskiego, również decyzja o peregrynacji była owocem jego więziennych rekolekcji. Poparł ją wtedy kard. Karol Wojtyła. Pisząc do generała paulinów Prymas wyjaśnił, że wysłanie Maryi “w Polskę” to potęgowanie promieniowania Jasnej Góry dla dobra kraju i większej Bożej chwały: “Jasna Góra musi mieć dłuższe ramiona, by dosięgnąć wszędzie, gdzie władanie Królowej Polski sięga. Trzeba jeszcze bliżej związać cały naród z Jasną Górą”

W Toruniu wykonano kopię cudownego obrazu. Tego zadania podjął się prof. Leonard Torwirt, konserwator i artysta malarz z Uniwersytetu Toruńskiego. Będąc kiedyś na Jasnej Górze, powiedział ojcom paulinom, że z pochodzenia jest Szwedem i chciałby Matce Bożej wynagrodzić za napaść Szwedów w 1655 r. Zgodził się na wykonanie kopii, ale gdy pierwszy raz obejrzał oryginał Cudownego Obrazu, ogarnęły go wątpliwości, że kopiowanie przerasta jego możliwości, jego wiedzę. Na to jego żona powiedziała – No, mój drogi, jeżeli tu już przyjechaliśmy, to musisz to zrobić, i zrobisz to dobrze.

I tak Matka Boża z Jasnej Góry wyruszyła na pielgrzymkę po Polsce, by z bliska zobaczyć, jak żyją ludzie, jakie mają kłopoty, co ich cieszy. Była to tak zwana peregrynacja.

Pierwsza peregrynacja rozpoczęła się w roku 1957. Ówczesne władze komunistyczne nie pozwoliły jednak na jej spokojny przebieg. Obraz był aresztowany i więziony na Jasnej Górze – wtedy po Polsce peregrynowały puste ramy obrazu. Nie przeszkodziło to jednak w licznym udziale wiernych w peregrynacji w polskich parafiach. W tym czasie dokonało się wiele cudów, łask nawróceń i uzdrowień.

Uroczyste nabożeństwo dziękczynne za łaski pierwszego Nawiedzenia odbyło się na Jasnej Górze 12 października 1980 r. Do tego czasu kopia Obrazu nawiedziła ponad 8 tys. kościołów i kaplic w 7 150 parafiach.  Obecnie trwa druga już peregrynacja Kopii Obrazu, która rozpoczęła się w roku 1985.

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Były kapelan królowej ostrzega przed rozłamem w Kościele Anglii

Były kapelan królowej Elżbiety II – Gavin Ashenden ostrzegł przed rozłamem w Kościele Anglii na frakcje tradycjonalistów i liberałów. Wraz z 22 innymi sygnatariuszami anglikańskimi w liście otwartym zagroził „deklaracją niezależności” – podały 26 lipca media brytyjskie. Duchowny podkreślił, że w związku z postępującą liberalizacją jego Kościoła obrońcy tradycyjnych wartości czują się coraz bardziej „marginalizowani” i „wyśmiewani”.

Rozdźwięki i głęboka nieufność między obu grupami pogłębiły się na niedawnym synodzie generalnym na początku lipca, napisał były kapelan królowej na łamach „Daily Telegraph”. Jego zdaniem, obecnie istnieją w rzeczywistości dwie odmiany anglikanizmu: „jedna skapitulowała przed wartościami świeckimi, druga surowo trzyma się wiary”.

 

Ashenden wyjaśnił, że list stanowi „ostrzeżenie” dla arcybiskupa Canterbury i prymas Kościoła Anglii – Justina Welby’ego. Ryzykuje on „rewoltą”, jeśli „zamiast kierować Kościołem w sposób zgodny z wartościami i nauką płynącą z Biblii, będzie się kierował wartościami postępowego sekularyzmu”. Można sobie wyobrazić podział Kościoła podobny do tego, jaki dokonał się np. wśród anglikanów USA w 2009 roku – ostrzegł autor artykułu.

 

Media brytyjskie przytoczyły wypowiedź rzecznika Kościoła Anglii, który w pierwszej reakcji na list wskazał, iż „oczywistością” synodu generalnego jest fakt, iż „dyskutowane są na nim różne tematy, co do których członkowie mają różniące się między sobą stanowiska”.

 

Na swoim letnim posiedzeniu na początku lipca synod postanowił, iż osoby, które zmieniły płeć, będą mogły na nowo wstąpić do wspólnoty Kościoła po ceremonii podobnej do chrztu. Potępiono ponadto jako „szkodliwe i nieetyczne” tzw. terapie przemiany, które miały na celu „uzdrawianie” homoseksualistów z ich orientacji seksualnej.


ts (KAI) / Londyn

Emmanuel Macron na Mszy św. w rocznicę śmierci ks. Jacquesa Hamel’a

Prezydent Republiki Francuskiej, Emmanuel Macron a także premier Édouard Philippe wzięli udział we Mszy św. w rocznicę śmierci ks. Jacquesa Hamel’a zamordowanego przed rokiem przez fundamentalistów muzułmańskich w Saint-Étienne-du-Rouvray w Normandii. Ordynariusz Rouen, abp Dominique Lebrun zaznaczył, że nie zatriumfowała wrogość, i nie odniesie triumfu.

Przy ołtarzu znalazły się kwiaty m. in. z grobu ks. Hamela. Msza św. rozpoczęła się chwilą milczenia. Obecni na niej byli także przedstawiciele wspólnoty muzułmańskiej.

 

Ordynariusz Rouen, abp Dominique Lebrun przypomniał, że przed rokiem dokładnie o tej samej godzinie ks. Hamel odprawiał ostatnią Mszę św. w której uczestniczyło zaledwie było 5 osób. Niektóre z nich nie były w stanie wziąć udziału w dzisiejszej uroczystości. Powitał prezydenta, Emmanuela Macrona, premiera Édouarda Philippe’a a także innych przedstawicieli władz. „Mimo przeżytego okrucieństwa, starajmy się podziękować Bogu za dobro, jakie pozwolił nam przeżyć po zabójstwie ks. Hamela. Nie zatriumfowała wrogość, i nie odniesie triumfu” – powiedział abp Lebrun.

 

Natomiast w homilii ordynariusz Rouen stwierdził, że w tym kościele gdzie ks. Jacques Hamel mówił językiem miłości, nie pozwolono, aby mówił nadal, a jednak stale przemawia. Jego życie i śmierć mówią, inspirują, ale także wołają, niezależnie od naszych przekonań. Nawiązując do odczytanego fragmentu Ewangelii o siewcy abp Lebrun wskazał, że chrześcijanie nie mogą godzić się, aby byli umieszczani na skraju drogi, i z dystansu osądzali innych. Zauważył, że druga przeszkoda – gleba kamienista – to zamknięcie się w zatwardziałości, a nie otwarcie przez rany na spotkanie z innymi, zwłaszcza poranionymi przez życie. Wreszcie kiedy ziarno pada między ciernie – to niepokój świata, wdzierający się w nasze najlepsze intencje. „Czyż te ciernie to nie owe uzależnienia, te narkotyki, te ideologie, które mogą doprowadzić dzieci, młodzież, osoby najsłabsze do kręgów niekontrolowanej przemocy? Czy nie są to te kłamstwa, te zazdrości, te pragnienia pokazania się, które tłumią naszą radość życia razem z innymi?” – zapytał hierarcha.

 

„Bracia i siostry, Jezus mówi też: «Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity»(J 12, 24). Jezus mówił o swej śmierci. Mówił również o śmierci wszystkich ludzi zjednoczonych tajemniczo z Jego śmiercią, aby żyli wraz z Nim. Ks. Jacques nie umarł samotnie. Zmarł z Jezusem, którego słowa dopiero co wypowiedział przy ołtarzu: «To jest Ciało moje, za was wydane». W każdej Eucharystii słyszymy Słowo Boga, celebrujemy je w jego życiu oddany w Jezusie za wszystkich i dla wszystkich” – powiedział abp Lebrun.


st (KAI) / Saint-Étienne-du-Rouvray

“Miłosierdzie ma zawsze młode oblicze”

Przypadająca dziś rocznica rozpoczęcia Światowych Dni Młodzieży w Krakowie skłania do przypomnienia głównych wątków orędzia, jakie 2 milionom młodych z całego świata przekazał tam papież Franciszek.

Franciszek przyjeżdżając do Krakowa rozpoczyna – już w pierwszym swym przemówieniu do młodych na Błoniach (28 lipca) – od ukazania im prawdziwego piękna młodości, jako czasu marzeń, spotkania z Chrystusem i najważniejszych życiowych wyborów. Stawia przed nimi wysoką poprzeczkę, zachęcając do reformy otaczającego świata w kluczu wartości ewangelicznych. Podczas powitania z młodymi mówi wprost: “Nie ma nic piękniejszego niż podziwianie pragnień, zaangażowania, pasji i energii, z jaką wielu młodych ludzi przeżywa swoje życie”. I stąd – wyjaśnia – w każdym z młodych, kryje się wielka, pozytywna siła, zdolna do przemiany świata. Pod jednym wszakże warunkiem, usłyszenia, otwarcia się na wewnętrzny głos, który nas ku temu zachęca. Podobnie jak Jan Paweł II ukazuje młodym, że są nadzieją dla Kościoła i współczesnego świata, że to właśnie dzięki nim świat może być lepszy.

 

Dlatego, już podczas pierwszego spotkania z 800-tysięczną początkowo rzeszą pielgrzymów na Błoniach, Franciszek wyznaje szczerze, że odczuwa ból, gdy spotyka ludzi młodych, którzy zdają się przedwczesnymi “emerytami”. A są to ci, którzy obnoszą się ze “smutną twarzą”, jak gdyby ich życie nie miało żadnej wartości. “Ludzie znudzeni… i nudni, którzy zanudzają innych” – konstatuje. Tacy młodzi – ostrzega – są częstym łupem “sprzedawców dymu”, czy sprzedawców fałszywych iluzji, które niszczą dzisiejszy świat.

 

W to miejsce papież proponuje zupełnie inną drogę. Stawia młodym bardzo wysokie wymagania. Nawiązując do kluczowego hasła Światowych Dni Młodzieży: “Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”, wyjaśnia, że “miłosierdzie ma zawsze młode oblicze”. Zachęca więc młodych, aby pozwolili sobie na marzenia, że wiele od nich zależy i że świat może być inny. A tak się dzieje, że “kiedy serce młodego człowieka jest otwarte i potrafi marzyć”, a wtedy otwiera się w nim miejsce na miłosierdzie.

 

Zachęca więc młodych do spotkania z miłosiernym Jezusem, co oznacza – jak to ujmuje: “szansę, przyszłość, zaangażowanie, zaufanie, otwartość, gościnność i współczucie”. Wyjaśnia, że Jezus Chrystus jest tym, który potrafi obdarzyć nas prawdziwą pasją życia, jest tym, który prowadzi do tego, byśmy nie zadawali się byle czym i dawali to, co w nas najlepsze. Apeluje do młodych z mocą o zaangażowanie w “przygodę miłosierdzia”, w przygodę “budowania mostów i burzenia murów”, krótko mówiąc o budowanie zupełnie innej kultury, która nie będzie już zimną i bezwzględną “kulturą wykluczenia”, lecz zastąpiona zostanie “kulturą spotkania” i budowania wspólnoty.

 

W ślad za tym pyta młodych wprost: “Czy wolicie wyobcowujące oszołomienie czy moc łaski, moc pełni życia?” I stąd, w czasie sobotniego czuwania na Campus Misericordiae w Brzegach wzywa 2 mln młodych z całego świata, aby nie mylili szczęścia z wygodną, usypiającą kanapą. A konkretnie, Franciszek ostrzega młodych przed paraliżem, ogarniającym tak wielu, który jest konsekwencją “mylenia szczęścia z wygodną kanapą”. “Sądzimy – wyjaśnia – że abyśmy byli szczęśliwi, potrzebujemy dobrej kanapy, kanapy, która pomoże żyć wygodnie, spokojnie, całkiem bezpiecznie”. A przecież są takie kanapy “nowoczesne, łącznie z masażami uspokajającymi – które gwarantują godziny spokoju, żeby nas przenieść w świat gier wideo i spędzania wielu godzin przed komputerem – kanapy na wszelkie typy bólu i strachu”. Ostrzega przed myśleniem, że “szczęście jest synonimem wygody” i że “być szczęśliwym, to iść przez życie w narkotycznym uśpieniu”.

 

Tymczasem logika Ewangelii – wyjaśnia – jest zupełnie inna. Wymaga ona “zejścia z kanapy”, założenia pary solidnych butów i podjęcia ryzyka pójścia wraz z Jezusem. A to sprawi, że będziemy chodzić po drogach “o jakich nam nigdy się nie śniło”, które otworzą przed nami nowe horyzonty, skłaniające do “zarażania radością”, wynikającą z postawy miłosierdzia.

 

Franciszkowe wezwanie do “zejścia z kanapy” stało się hitem ŚDM Kraków 2016 i do dziś jest powtarzane niczym “wadowickie kremówki” z czasów Jana Pawła II. Hasło to – jak to zazwyczaj bywa – często jest traktowane powierzchownie, bez próby zrozumienia, że oznacza ono wezwanie do budowania zupełnie innej kultury, w logice Ewangelii.

 

Bo przecież Franciszek, wzywając młodych do generalnego przebudzenia, wyznacza im bardzo dalekosiężne plany wobec współczesnego świata. Podczas tego samego czuwania w Brezgach, nawiązując do świadectwa młodej Syryjki z Aleppo, mówi o wojnie, która “nigdy więcej nie powinna się zdarzyć”. Wskazuje, że “nic nie usprawiedliwia krwi brata i nic nie jest bardziej cennego od osoby stojącej obok nas”. Mówiąc o roli młodych, wzywa ich do świadectwa miłości: “Nie chcemy pokonać nienawiści większą nienawiścią, przemocy większą przemocą, pokonać terroru większym terrorem”. Wyjaśnia, że “nasza odpowiedź na świat w stanie wojny nazywa się przyjaźnią, nazywa się braterstwem, nazywa się komunią”.

 

Tłumaczy młodym, że “dzisiejszy świat chce od was, byście byli aktywnymi bohaterami historii (…) a historia wymaga dziś od nas, byśmy bronili naszej godności i nie pozwalali, aby inni decydowali o naszej przyszłości”. A Pan tak jak w dniu Pięćdziesiątnicy, chce “dokonać jednego z największych cudów, jakiego możemy doświadczyć: sprawić, aby twoje ręce, moje ręce, nasze ręce przekształciły się w znaki pojednania, komunii, tworzenia”. Zapewnia młodych, że każdy z nich może stać się aktywnym uczestnikiem tego właśnie cudu.

 

Jedną z najbardziej wstrząsających liturgii ŚDM w Krakowie była piątkowa Droga Krzyżowa na Błoniach, odbywająca się niemal bezpośrednio po pełnej milczenia wizycie Franciszka w Auschwitz-Birkenau. Wyjątkowość tej Drogi polegała na tym, że nie była ona tylko medytacją męki Pańskiej, ale była także Drogą Miłosierdzia. Konkretnym stacjom męki Jezusa odpowiadało ukazanie konkretnych dzieł miłości, realizowanych przez te wspólnoty, które niosą miłosierdzie i pomagają w pełnych dramatu sytuacjach.

 

Franciszek wypowiada wówczas dramatyczne pytanie: “Gdzie jest Bóg?”, stawiane jakże często w obliczu spotkania z niezawinionym cierpieniem i śmiercią, stawianym wobec zła obecnego w świecie. Odpowiada jednoznacznie: “Bóg jest w nich – Jezus jest w nich, cierpi w nich”. Tłumaczy, że “sam Jezus postanowił utożsamić się z tymi naszymi braćmi i siostrami doświadczanymi bólem i niepokojem, godząc się przejść drogą cierpienia ku Kalwarii”.

 

Nie poprzestaje na tym, lecz wzywa młodych do solidarności z ludźmi cierpiącymi, wykluczonymi, marginalizowanymi, prześladowanymi czy zmuszonymi do uchodźstwa. A ci ewangeliczni “ubodzy” są wszędzie, pod każdą szerokością geograficzną. Tłumaczy, że w spotkani z nimi, “tam właśnie znajdziemy Boga, tam możemy dotykać Pana”. Dodaje, że “dziś ludzkość potrzebuje mężczyzn i kobiet, a szczególnie ludzi młodych, takich jak wy, którzy nie chcą przeżywać swojego życia połowicznie, młodych gotowych poświęcić swoje życie w bezinteresownej służbie braciom najuboższym i najsłabszym, na wzór Chrystusa, który oddał się całkowicie dla naszego zbawienia”.

 

Proponuje więc młodym wspólne odczytywanie Ewangelii w “kluczu miłosierdzia”, by koncentrować się na tym, co najważniejsze i iść drogą błogosławieństw. Mówi, że Ewangelia jest “księgą otwartą”, z białymi kartami, które możemy sami zapisać. Zachęca, aby żyć bardziej, szukać prawdziwego szczęścia, z wiarą, że Jezus Chrystus jest najlepszym przewodnikiem.


(KAI) mp / Warszawa

Modlitwa o obfite plony

Modlitwa o urodzaje jest wyrazem pokory, uznaniem, że wszystko, co podtrzymuje nasze życie, jest darem. Módlmy się, aby dobra pogoda tego lata pozwoliła rolnikom zebrać obfite plony ich pracy.

Panie, Ojcze Święty, Ty nakazałeś człowiekowi, aby uprawiał ziemię i o nią się troszczył. Za wstawiennictwem świętego Izydora rolnika, prosimy Cię pokornie, obdarzaj nas obfitymi zbiorami. Oddalaj od naszych pól niebezpieczne burze i grad, aby ziarna wrzucone w ziemię wydały plon stokrotny. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen

 

 

Wspominamy ŚDM: Msza Otwarcia

Dokładnie rok temu, 26 lipca 2016 roku, odbyła się pierwsza z głównych uroczystości Światowych Dni Młodzieży - Msza Otwarcia. Przewodniczył jej kard. Stanisław Dziwisz.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Z Królową Polski wygrywamy

Polska historia na wszystkich jej dramatycznych zakrętach pozostaje nierozerwalnie związana z Matką Zbawiciela. Z Jej opieką i naszymi do Niej modlitwami

Piotr Legutko
Piotr
Legutko
zobacz artykuly tego autora >

Rzadko zdarza się, by zagraniczny polityk mówiąc o Polsce wychodził poza standardowe formułki i trafił w punkt. Udało się to Donaldowi Trumpowi, gdy podczas lipcowej wizyty w Warszawie przywołał pieśń „My chcemy Boga”, jako najcelniej opisującą  ducha i naturę polskiej wolności. Wielu komentatorów zwróciło na to uwagę, nieliczni poszli krok dalej, przypominając, że jest to pieśń maryjna. Co nie jest jedynie przypisem, ale stanowi istotę rzeczy.

 

Polska historia na wszystkich jej dramatycznych zakrętach pozostaje bowiem nierozerwalnie związana z Matką Zbawiciela, Jej opieką i naszymi do Niej modlitwami. Nie można zrozumieć polskich dziejów bez Jasnej Góry, bez cudownego wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej, który dokładnie 300 lat temu został zwieńczony papieskimi koronami.

 

1430r. – kradzież pierwszego wizerunku Matki Bożej

Mateusz Grzymała w wydanej właśnie fascynującej książce Papieska korona Jasnogórskiej Pani przypomina, że najsłynniejszy polski obraz jest potrójnie święty. Po pierwsze, dlatego, że wg XV wiecznej legendy deska, na której ikona powstała pochodzi ze stołu Świętej Rodziny, zaś wymalował ją „Święty Łukasz własnymi rękami”. Po drugie, święty był wizerunek, który już nie istnieje, bo został zniszczony podczas napadu na klasztor w 1430 roku. Święta jest wreszcie nowa ikona namalowana na zamówienie Władysława Jagiełły na tej samej desce, według pierwowzoru. Nie sposób dziś ustalić daty, od której obraz otoczony został takim kultem, na pewno stało się to na długo, zanim trafił do Częstochowy.

 

 

1372r. – obrona Polski przed tatarskim najazdem

Wszyscy znają historię ocalenia Jasnej Góry przed szwedzkim potopem, mniej znana jest historia z  1372 roku, kiedy to Czarna Madonna uratowała nas przed tatarskim najazdem, a rzecz działa się nie w Częstochowie, lecz na obleganym zamku w Bełzie, gdzie świętą relikwię przechowywał książę Władysław Opolczyk. Wtedy też obrazowi zadane zostały pierwsze rany (tatarską strzałą). 10 lat później książę przekazał – już przesławny – obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem paulinom, sprowadzonym z Węgier do Częstochowy, skąd do dziś nam króluje.

 

1618r. – Matka Boża objawia się włoskiemu jezuicie i prosi by ją nazywał Królową Polski

Żeby była jasność: to nie my, Polacy, obraliśmy Ją sobie za królową.
To ona nas wybrała.

 

Zmarły w 1618 roku ojciec Juliusz Mancinelli, jezuita, miał prywatne objawienia, w których Matka Najświętsza pytała go „Czemu mnie Królową Polski nie zowiesz? Boć ja to królestwo wielce kocham dla jego osobliwszego ku mnie nabożeństwa”.

 

1 kwietnia 1656r. –  król Jan Kazimierz składa we Lwowie śluby i nazywa Matkę Bożą Królową Polski

Ojciec Mancinelli czczony jest w Kościele jako Sługa Boży, a jego objawienia, rozpowszechnione w Polsce m.in. przez świętego Andrzeja Bobolę,  uznane zostały oficjalnie przez papieża Aleksandra VII. Jeśli dodamy, że Bobola był współautorem ślubów lwowskich złożonych przez króla Jana Kazimierza, łatwiej zrozumiemy, co czuli do Maryi nasi przodkowie. Zresztą… w szczytowym momencie potopu szwedzkiego to właśnie papież Aleksander miał sugerować polskim biskupom, by oficjalnie i publicznie Maryję ogłosić królową, bo „przecież sama tego chciała”. I król Jan Kazimierz dokonał tego aktu –  1 kwietnia 1656 roku.

 

26 sierpnia 1956r. – Śluby Jasnogórskie Narodu Polskiego
1966r. – Peregrynacja i “aresztowanie” obrazu Matki Bożej

Kiedy Szwedzi oblegali Jasną Górę, w klasztorze nie było cudownego obrazu, a jedynie jego kopia. Oryginał paulini ukryli w Lubieńcu. To ważne uściślenie i znamienne. 310 lat później, czyli w 1966 roku Królowa Polski uratowała swój kraj przed komunistycznym potopem, choć jej częstochowski wizerunek „aresztowano”. Wystarczyły peregrynujące po Polsce kopie, a czasem i puste ramy, gromadzące dziesiątki tysięcy wiernych. Bo ten najważniejszy obraz Czarnej Madonny wszyscy mieli wtedy w sercach. Nawiasem mówiąc – wciąż niedoceniane, nawet przez rodzimych historiografów, są milenijne msze i nabożeństwa z 1966. Skala publicznych wystąpień w obronie wiary i wolności, a i skala represji, przerastała wszak wówczas wielokrotnie to, co działo się w innych, wykuwanych dziś na kamiennych tablicach, milowych datach PRL.

 

Rok 1966 był czołowym starciem komuny z Kościołem, wygranym za sprawą Królowej Polski. To, co wydarzyło się w latach 1978-1980, wybór papieża, pierwsza jego pielgrzymka i powstanie „Solidarności” niewątpliwie miało swe korzenie właśnie w 1966 roku. To wtedy śpiew „my chcemy Boga” adresowany do Panny Świętej został wysłuchany.

 

Na czym polega owo „osobliwe nabożeństwo” polskiego narodu do Maryi, można dowiedzieć się z kart historii.

 

Jasna Góra o zachodzie słońca

 

1909r. – Kradzież korony papieża Klemensa XI oraz perłową sukienkę z kosztownościami zdobiącą obraz

Jeśli wrogowie Polski chcieli nas uderzyć naprawdę mocno, atakowali Jasną Górę. Tak było w 1909 roku, gdy skradziono korony papieża Klemensa XI oraz perłową sukienkę z kosztownościami zdobiącą obraz. Wszystkie tropy prowadzą do zaborczych władz rosyjskich, które poprzez tę prowokację i działacza ochrony chciały osłabić polskiego ducha. W 1944 roku przekonanie o nieuchronności kolejnej kradzieży najświętszej polskiej relikwii (wraz z wycofywaniem się okupanta) było tak powszechne, że Niemcy nakręcili specjalny film propagandowy, w którym zapewniali, że są… jedynym gwarantem obrony Jasnej Góry przed bolszewickim najazdem.

 

Wracając do koron skradzionych w 1909 roku – Królowa Polski błyskawicznie zyskała nowe, również papieskie. „Zaledwie dowiedziałem się, że Polska płacze, postanowiłem ofiarować od siebie korony Matce Najświętszej na miejsce tych, które przesłał jeden z moich poprzedników.  Gdyby to było w mojej mocy, to bym cud uczynił, aby dar mój odpowiadał i gorącemu mojemu nabożeństwu ku Bogarodzicy i mojej miłości dla narodu polskiego.” – pisał wówczas Pius X.

 

Wszystkie dokonywane przez stulecia akty koronacji Czarnej Madonny nie były jedynie gestem symbolicznym i pobożnościowym. Płynęły z głębi serca, z wdzięczności i miłości do Maryi. A jeśli tej miłości brakowało… korony na głowę Królowej Polski nie nakładano. Tak było z darem króla Augusta II Sasa. Choć jego korona miała 525 drogich kamieni, pozostała jedynie wotum dziękczynnym króla za (krótkotrwały) pokój w kraju.

 

Za najbardziej pobożnego króla z kolei może uchodzić z pewnością Władysław IV Waza, który jako pierwszy ofiarował Najświętszej Marii Pannie rubinową koronę. Klejnoty z niej znalazły się potem w „sukience wierności”. Władysław IV aż siedem razy pielgrzymował do Częstochowy.

 

Jan Paweł II, darczyńca korony poświęconej w 2005 roku, nazwał Jasną Górę „ostatnią wyspą niepodległego bytu i niepodległego ducha”. W liście podpisanym w godzinie śmierci prosił Królową Polski, by nasze korzystanie w wolności było „ku zbudowaniu, a nie ku upadkowi”. Na czas głębokich i bolesnych podziałów, jakich doświadcza dziś Polska, wypada jedynie do tej prośby się przyłączyć.

 

Piotr Legutko

Piotr Legutko

Zobacz inne artykuły tego autora >
Piotr Legutko
Piotr
Legutko
zobacz artykuly tego autora >

Papież modli się za rodziców Charliego, rezygnujących z leczenia

„Papież Franciszek modli się za Charliego i za jego rodziców, będąc im szczególnie bliski w tej chwili ogromnego cierpienia” – poinformował dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej Greg Burke. Jak czytamy w wydanym przez niego komunikacie, „Ojciec Święty prosi nas o przyłączenie się do jego modlitwy, aby mogli oni znaleźć Bożą pociechę i miłość”.

Po wczorajszej decyzji rodziców Charliego Garda o rezygnacji z dalszej walki prawnej o leczenie ich 11-miesięcznego dziecka cierpiącego na rzadką chorobę genetyczną katoliccy biskupi Anglii i Walii „wyrażają im oraz ich synowi najgłębsze współczucie i zrozumienie” – pisze rzecznik prasowy tamtejszego episkopatu.

Przypomina, że już przed kilku tygodniami papież zapewniał, iż śledzi z miłością i wzruszeniem przypadek chorego niemowlęcia, pozostając też bliskim jego rodzicom i modląc się w nadziei, że „nie zostanie zlekceważone ich pragnienie, aby aż do końca leczono ich dziecko”.

Po obecnej rezygnacji aparatura podtrzymująca w londyńskim szpitalu Great Ormond Street jego życie zostanie w ciągu kilku najbliższych dni odłączona. 4 sierpnia chłopiec skończyłby rok.

„Właśnie za Charliego, za jego rodziców i krewnych modlimy się wszyscy, mając nadzieją, że będą oni mogli otrzymać wsparcie i warunki, aby znaleźć pokój w czekających ich dniach – czytamy w oświadczeniu Konferencji Episkopatu Anglii i Walii. – Ich pożegnanie ze swym maleńkim, drogim dzieckiem porusza serca wszystkich, którzy tak jak Papież Franciszek śledzili jego smutną i skomplikowaną historię. Życie Charliego będzie pielęgnowane z miłością aż do naturalnego kresu. W tej chwili ważne jest pamiętać, że wszyscy, którzy musieli podejmować te bolesne decyzje, starali się działać zgodnie z etyką i tym, co uważali za dobre dla Charliego. Trzeba również uznać i pochwalić profesjonalność, miłość i troskę stale okazywaną ciężko chorym dzieciom w szpitalu Great Ormond Street” – uważają brytyjscy biskupi.


Przeczytaj artykuł  “Walka o Charliego dobiegła końca”


RV / Watykan (KAI)

 

Walka o Charliego Garda dobiegła końca

Rodzice Charliego Garda, 11-miesięcznego chłopca cierpiącego na rzadką i nieuleczalną chorobę mitochondrialną, zdecydowali o zakończeniu prawnej walki o ratowanie życia syna. Po 5-misięcznej batalii z londyńskim szpitalem Great Ormond Street oraz sądownictwem europejskim, które zdecydowały o odłączeniu chłopca od respiratora, Chris Gard i Connie Yates mówią, że jest „za późno” na jakiekolwiek eksperymentalne leczenie Charliego.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

artykuł za: jedenznas.pl


„Nastał smutny czas. Dla Charliego jest zbyt późno” – oznajmił prawnik rodziców chłopca, Grant Armstrong. „Najgorsze obawy rodziców zostały potwierdzone” – dodał. Amerykański lekarz, dr Michio Hirano z Uniwersytetu w Kolumbii, który w ostatnim czasie badał chłopca, powiedział, że eksperymentalna terapia nie będzie w stanie mu pomóc. Jego zdaniem, gdyby podjęto ją wcześniej, Charlie miałby szansę wyzdrowieć.

Charlie cierpi na rzadką chorobę mitochondrialną, która atakuje mięśnie i uszkadza mózg. Jego rodzice zebrali 1,5 mln dolarów, aby skierować chłopca na eksperymentalną terapię do USA. Ogłosili wczoraj, iż zebrane pieniądze przekażą na pomoc takim dzieciom jak Charlie.

W wydanym przez rodziców oświadczeniu, Chris Gard i Connie Yates mówią: „(…) zdecydowaliśmy pozwolić odejść Charliemu tylko z jednego powodu. Ponieważ perspektywa poprawy jego zdrowia jest dla niego zbyt mała. (…) Zawsze będziemy przekonani w naszych sercach, że zrobiliśmy dla Charliego wszystko, co najlepsze, i mamy nadzieję, że jest on dumny z naszej walki o niego (…)”. Dodali, że nigdy nie walczyli o życie chłopca z egoistycznych pobudek, czy dlatego że chcieli go przy sobie zatrzymać. „Charlie miał realne szansę być zdrowszy. Niestety, w tym momencie jest dla niego za późno” – wyjaśnili. Teraz zamierzają pomagać i wspierać inne rodziny, których dzieci cierpią na tę samą chorobę, co Charlie.

Przypadek Charliego Garda otworzył międzynarodową debatę na temat prawa rodziców do decydowania o opiece medycznej dla swoich dzieci. Po stronie rodziców chorego chłopca stanęli między innymi sam papież Franciszek oraz Donald Trump. Sytuacja Charliego pobudziła również do refleksji na temat granic ingerencji medycyny w życie człowieka, a także do odpowiedzi na pytanie o moment, w którym można zaprzestać dalszej terapii, oraz o to, kiedy kończy się przedłużanie życia, a zaczyna przedłużanie procesu umierania.

Kościół i etyka personalistyczna zajmuje w tej sprawie głos między innymi w Karcie Pracowników Służby Zdrowia (punkt 64), w której czytamy, że „pracownik służby zdrowia, gdy zachodzi niemożliwość wyleczenia, nigdy nie może odmówić opieki. Jest on zobowiązany do zastosowania wszystkich zabiegów «proporcjonalnych». Nie zachodzi natomiast obowiązek odwołania się do zabiegów «nieproporcjonalnych». W zależności od sytuacji chorego można uznać za zwyczajne te zabiegi, w których zachodzi relacja odpowiedniej proporcji między zastosowanymi środkami i osiągniętym celem. Gdzie nie zachodzi proporcjonalność, zabiegi należy uznać za nadzwyczajne”.

Czytamy dalej, że „w celu zweryfikowania i ustalenia czy zachodzi czy nie relacja proporcjonalności, «właściwa ocena środków może być dokonana wtedy, gdy rodzaj zastosowanej terapii, stopień jej trudności i związanych z nią niebezpieczeństw, konieczne dawki oraz możliwość zastosowania, zestawimy ze spodziewanymi rezultatami, uwzględniając w sposób właściwy stan chorego, jak również jego siły psychofizyczne»”.

Sztuczne podtrzymywanie życia za pomocą respiratora i farmakoterapii jest leczeniem nieproporcjonalnym, od którego można odstąpić pozwalając pacjentowi umrzeć, w sytuacji bezpowrotnego ustania czynności pracy serca i oddechu na skutek np. zmian chorobowych. Trzeba jednak wiedzieć, że użycie tych środków w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia związanego z urazem (wypadkiem) bądź operacją jest konieczne, bo choć jest bardzo kosztowne i powoduje ból, to może dawać wymierne efekty terapeutyczne (stanowi wówczas rodzaj leczenia proporcjonalnego).

Jeżeli przedłużaniem umierania będzie leczenie, które do tej pory było skuteczne, a obecnie stało się szkodliwe i przysparza choremu cierpień fizycznych, psychicznych oraz duchowych, to należy podjąć decyzję o jego zaniechaniu.

Kościół naucza, że „zaprzestanie zabiegów medycznych kosztownych, ryzykownych, nadzwyczajnych lub niewspółmiernych do spodziewanych rezultatów może być uprawnione. Jest to odmowa uporczywej terapii. Nie zamierza się w ten sposób zadawać śmierci; przyjmuje się, że w tym przypadku nie można jej przeszkodzić. Decyzje te powinny być podjęte przez pacjenta, jeśli ma do tego kompetencje i jest do tego zdolny; w przeciwnym razie – przez osoby uprawnione, zawsze z poszanowaniem rozumnej woli i słusznych interesów pacjenta” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 2276).


Na podstawie: www.lifesitenews.com, www.theguardian.com

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

“Party” nie może trwać cały czas

Duszpasterstwo młodzieży nie odbywa się w skali „makro”, ale poprzez codzienną pracę duszpasterską. Jak mówił kard. Tagle: party nie może trwać cały czas – przypomina w rozmowie z KAI ks. Emil Parafiniuk, dyrektor Krajowego Biura Organizacyjnego ŚDM, podsumowując rok pracy duszpasterskiej, jaki upłynął od zakończenia Światowych Dni Młodzieży w Polsce.

Dorota Abdelmoula (KAI): Rok temu kończyły się Dni w Diecezjach, czas, kiedy blisko 100 tys. młodych ludzi z całego świata dzieliło się swoją wiarą z Polakami i wspólnie z nami cieszyło czasem spędzonym razem. Dziś patrzymy na to wydarzenie jak na zamknięty rozdział, czy początek drogi, która trwa?

Ks. Emil Parafiniuk: Często powtarzam, że Światowe Dni Młodzieży nie zaczęły się w Polsce, ani tu się nie skończyły. Rzeczywiście, w ostatnich latach mogliśmy w nich uczestniczyć z innej perspektywy, jako gospodarze, ale jako Polacy jeździliśmy też na nie wcześniej do innych krajów i mamy nadzieję, że będziemy jeździli na kolejne. Dlatego owoców chcemy szukać w całym wieloletnim dziele ŚDM.

Z drugiej strony, satysfakcja zabija dynamizm. Ja zakończyłem poprzednie ŚDM z poczuciem niedosytu, a nie przejedzenia. To motywuje mnie, by działać dalej w jeszcze lepszy sposób.

Rzeczywiście, Dni w Diecezjach były dla nas czasem umocnienia, które płynęło ze spotkania z młodym radosnym Kościołem powszechnym, innym od tego, który znamy na co dzień. Do dziś goście z całego świata powtarzają – m.in. podczas wizyt w Rzymie – że nie spodziewali się takiej gościnności i, że były to wyjątkowe Dni w Diecezjach, nieporównywalne do wcześniejszych.

 

Jednak dla wielu Polaków ŚDM i spotkanie z Kościołem zaczęły się właśnie w Polsce, w Krakowie, gdzie po raz pierwszy zbliżyli się do Boga i Kościoła. Jesteśmy w stanie powiedzieć dziś czy i na ile to wydarzenie zmieniło Kościół w Polsce?

Na pewno zmieniło obraz Kościoła w Polsce zagranicą, który jest bardzo pozytywny. ŚDM zostały odczytane na świecie jako sukces: zarówno w wymiarze Dni w Diecezjach, jak i Wydarzeń Centralnych w Krakowie. W lutym, podczas pobytu w Panamie, zobaczyliśmy, że Panamczycy inspirują się świadectwem, jakie dali Polacy.

Także grupy polskiej młodzieży wyjeżdżają dziś do innych krajów, by odwiedzać gości, którzy byli u nas. Dla Polaków ŚDM były odkryciem, jak wielką i różnorodną przestrzenią jest Kościół powszechny – m.in. dzięki licznej obecności przedstawicieli Kościoła greckokatolickiego, którego liturgia była wielokrotnie akcentowana podczas spotkania młodych.

 

O tym, jak ta lekcja jest odrabiana, może Ksiądz mówić także dzięki swojemu dużemu doświadczeniu: w ostatnich latach kierował Ksiądz przygotowaniami do ŚDM w diecezji warszawsko-praskiej, teraz pomaga młodzieży na skalę ogólnopolską. Na ile to, o czym marzyli, czego oczekiwali młodzi ludzie jeszcze rok temu, jest tym, co dziś staramy się realizować wspólnie z nimi?

Przede wszystkim młodzi ludzie muszą te marzenia realizować sami. Naszą rolą, jako księży, jest nie przeszkadzanie młodzieży w realizacji tych nawet najśmielszych marzeń, słuchanie ich i pomaganie młodym. Na tym mają też polegać przygotowania do synodu: na słuchaniu młodych.

To jest owocem ŚDM, który już widać w polskich ruchach, wspólnotach i strukturach kościelnych: że młodzi stają się podmiotem, a nie przedmiotem duszpasterstwa, a duszpasterstwo młodzieży jest tworzone wspólnie z nimi, a nie dla nich.

 

Jak to wygląda na konkretnych przykładach?

Pamiętajmy, że duszpasterstwo młodzieży nie odbywa się w skali „makro”, ale na poziomie codziennej pracy duszpasterskiej. Jak mówił kard. Tagle podczas rekolekcji po ŚDM w Krakowie: party nie może trwać cały czas. Dla młodych, to jest zaproszenie by to, co przeżyli w Krakowie przekuli na codzienną praktykę duszpasterską. W tym ma pomóc też nowy program formacyjny na cały rok, który zaprezentujemy w grudniu.

Dziś wielu młodych jest mocno „nakręconych” na Panamę: np. każdego dnia przychodzi po kilka e-maili z pytaniami o to, jak zostać wolontariuszem ŚDM. W wielu diecezjach odbywają się wakacyjne spotkania, fora, zloty młodych, które mają ten sam wspólny cel: słuchanie młodzieży. Powstało też wiele inicjatyw, takich jak fundacje, stowarzyszenia, zarówno na poziomie diecezjalnym, jak i parafialnym, w których młodzi przejmują odpowiedzialność i działają.

 

To optymistyczny obraz. Czy patrzenie na duszpasterstwo młodzieży z perspektywy biura w episkopacie nie jest jak postrzeganie Kościoła z perspektywy prezbiterium, skąd najlepiej widać siedzących w pierwszych ławkach?

Przypomina mi się metafora, której użył ks. Suchodolski, porównując ŚDM do Taboru, na który zaproszono niewielu, by umocnić wszystkich. Praca w KBO ŚDM jest pracą z liderami, a nie próbą stworzenia superduszpasterstwa, które dotrze do wszystkich na raz. Od tego są duszpasterstwa w parafiach i diecezjach. Nasze biuro non stop odwiedzają księża, młodzi, kontaktujemy się też przez media społecznościowe i dzięki tym spotkaniom, staramy się przygotowywać narzędzia, które mogą pomóc w tej codziennej pracy z młodzieżą.

Rzeczywiście, najwięcej poszukujących i wątpiących jest zawsze gdzieś „z tyłu kościoła”, być może oni nie pojadą do Panamy, myśląc o nich, przypominam sobie obraz Jezusa, posyłającego uczniów. Chcemy formować tych, którzy tego chcą, aby oni poszli do tych, którzy są na obrzeżach, tam, gdzie my, księża nie dotrzemy. Młody człowiek, który świadczy o Jezusie, który przeżył coś genialnego w czasie ŚDM, jest szansą na „powodzenie” ewangelizacji.

 

Jakie konkretne narzędzia daje KBO do tej pracy ewangelizacyjnej i parafialnej? Wielu młodych mówiło mi ostatnio, że w ich parafiach nie dzieje się nic.

To rzeczywistość, którą znamy od dawna: „weźmy się i zróbcie”. Oczywiście, na parafiach zdarzają się różne sytuacje, ale z zaangażowaniem młodzieży jest jak z lawą na zboczu wulkanu, która, jeśli jednym ujściem nie może, to wypłynie innym. Jeśli ktoś rzeczywiście chce coś robić, to nie może czekać z założonymi rękami, aż ktoś poda mu instrukcje, bo te mogą nigdy nie nadejść.

W KBO przygotowujemy kilka narzędzi związanych z synodem i ŚDM w Panamie. Pierwszym jest program duszpasterski, który rozpoczniemy od pierwszej niedzieli Adwentu tego roku i potrwa do czerwca 2019 r. Druga przestrzeń to odświeżony projekt Bilet dla Brata 2.0, w którym chcemy pomóc parafiom i diecezjom w zebraniu środków na wyjazd młodych do Panamy. Trzecim narzędziem jest strona internetowa synod2018.pl, którą uruchomimy we wrześniu, na której zostanie umieszczona polska wersja ankiety synodalnej, i gdzie będzie można zgłaszać różne inicjatywy, materiały i komentarze związane z tematem synodu.

Rzeczywiście, często pojawia się stwierdzenie, że o synodzie mało kto słyszał. Ale to szerszy problem: czy słuchamy tego, co dzieje się w Kościele powszechnym i do czego Kościół zaprasza? Synod jest jedną z przestrzeni życia Kościoła. Pytanie, co każdy z nas robi, by dowiedzieć się o tym, czym Kościół dziś żyje. My staramy się z tą informacją i z ankietą do jak najszerszego grona.

 

Co dziś zrobiłby Ksiądz, gdyby trafił na zwykłą małą parafię i dowiedział się, że odpowiada tam za młodzież?

Najpierw zadałbym pytanie: kto przyjdzie pomóc mi rozpakować się? Nie ze względu na wygodę, ale dlatego, że z doświadczenia wiem, że z młodymi najlepiej się pracuje. A potem zaprosiłbym ich na pizzę, zapytał: a co wy chcielibyście robić i opowiedział o swoich pomysłach. Zacząłbym po prostu od bycia z nimi. Co dalej? Zależałoby od ich oczekiwań. Swoją drogą, przydałby się porządny artykuł o duszpasterskiej roli pizzy (śmiech). Przestrzeń wspólnego posiłku, to pierwszy etap towarzyszenia i spotkania osób, które można potem zaprosić do czegoś więcej. Same tylko ogłoszenia parafialne o spotkaniach modlitewnych często „wlatują jednym uchem, a drugim wylatują”.

 

To znaczy, że młodzi potrzebują konkretnych wytycznych, co mają włączyć?

Nie wytycznych, a przestrzeni. Wytyczne zakładają, że ktoś ma konkretny plan dla nich, a przestrzeń, że młody człowiek może się realizować „po swojemu”, ma prawo popełniać błędy, ale jednocześnie jest ktoś, kto nad nim czuwa.

 

Kiedy dzwonię po Polsce, pytając, co słychać rok po ŚDM, w jednych parafiach słyszę, że brakuje młodych, w innych: że księży. Według Księdza: komu dzisiaj bardziej się nie chce?

To nie jest kwestia „nie chce”, bo to zakłada złą wolę. Problem leży chyba w lęku i braku pomysłów po obu stronach. Nie chcę krytykować księży, bo w porównaniu z Europą Zachodnią oni rzeczywiście są przemęczeni.

 

Ale z czego to wynika? Na Zachodzie księży jest mniej.

Chodzi o oddanie części odpowiedzialności w ręce osób świeckich. Ale świeccy muszą tego chcieć, a oni nie zawsze są chętni. Więc szukając odpowiedzi na to, jak tę sytuację zmienić, czytajmy Ewangelię i słuchajmy papieża. Z tych dwóch źródeł dowiemy się, że potrzebna jest nam modlitwa, osobista relacja z Jezusem, że życie księdza, to szkoła umierania dla siebie, że pasterz ma pachnieć owcami, czyli: być z młodymi, a oni mają być aktywni, czyli schodzić z kanapy. Jeśli tego nam zabraknie, to nie znajdziemy odpowiedzi na żadne pytanie, które sobie stawiamy.

 

O tym mówił też abp Krajewski, który ostatnio głosił rekolekcje dla duszpasterzy młodzieży z polskich diecezji?

Te rekolekcje były formą świadectwa, jakie dał abp Krajewski. W serce zapadło mi wezwanie do czytania Ewangelii i życia nią w czystej, dosłownej postaci, a także słowa, że nie jest dobrze, jeśli ktoś, kto pracuje z młodzieżą, jeździ na wakacje bez młodych.

 

To jakie Ksiądz ma plany na wakacje?

Wakacji nie planuję, ale planuję kilka wyjazdów z młodzieżą.

 

Na koniec wróćmy do synodu, czyli spotkania biskupów poświęconego młodzieży. Dlaczego „zwykli ludzie”, także ci oddaleni od Kościoła powinni się przejąć tymi obradami?

Dlatego, że biskupi będą mówić w naszym imieniu, w imieniu tych, do których są posłani. Dlatego chcą najpierw usłyszeć głos młodych ludzi. Ankiety temu mają posłużyć: zebraniu materiału do rozmowy i zrozumieniu dzisiejszego świata i tego, jak można w nim prowadzić Kościół, także młody. Biskup, który, zgodnie z prawem kanonicznym musi mieć minimum 35 lat nie zalicza się już do młodzieży. Niektórzy z nich mogą nie mieć bardzo bliskiego kontaktu z młodzieżą, bo wizytacje i bierzmowanie, to coś innego, niż bycie razem na co dzień.

 

Czy możemy mieć nadzieję, że na synod pojadą biskupi, którzy są na co dzień z młodymi i znają ich nie tylko z ankiet, ale im towarzyszą?

To pytanie należy zadać Konferencji Episkopatu, która decyduje o składzie delegacji jadącej na synod.

 

A gdzie Ksiądz wysłałby biskupa, aby spotkał młodych, usłyszał, co mają do powiedzenia?

Jeżeli chciałby usłyszeć opinie młodych zaangażowanych w Kościele – na pielgrzymkę i na ŚDM, ale jako uczestnika grupy, który jest z nią od wyjazdu do powrotu, razem z nimi je i chodzi po mieście. Drugie miejsce, to poprawczaki i areszty śledcze, gdzie są młodzi, który bardzo często dokonali złych wyborów, pogubili się, ale często mają w sobie bardzo dużo mądrości. Trzecie miejsce, to szpitale. A czwarte: strefy z fast foodami w galeriach handlowych. Żeby posłuchać rozmów, popatrzeć, wmieszać się w tłum. Wtedy można poznać także tych, którzy są najdalej od Kościoła.

 

„Młodzi, wiara i rozeznawanie powołania” – to temat rzeka, zwłaszcza powołanie, dotyczące prawie każdej sfery życia. Na czym się skupić w tych przygotowaniach?

Ten temat synodu łamie pewne stereotypy: zadaje pytanie o towarzyszenie, o jak pomagać rozeznawać powołanie dotyczące miejsca we współczesnym świecie, nie tylko zakonnego i kapłańskiego. Często pytamy, czemu młodzi nie wybierają tego, czy innego powołania, także do małżeństwa. Tymczasem może się okazać, że Kościół w pewnych strukturach nie towarzyszy im i to może być jedną z przyczyn problemu z rozeznawaniem powołania.

Wiara młodych ludzi jest z jednej strony niezwykle otwarta i ufna, ale z drugiej strony przez różne wypadki, czy antyświadectwa łatwo może być zachwiana. A sami młodzi są ważną przestrzenią działalności Kościoła, bo to w młodości kształtują się postawy, dokonują się życiowe wybory.

Synod ma nam pomóc zrozumieć, jak te trzy przestrzenie nawzajem się przenikają.

Czy to mimo wszystko nie jest temat zastępczy wobec np. kryzysu uchodźców, reformy Kurii Rzymskiej, dyskusji wokół Amoris Laetitia i innych współczesnych problemów?

Te problemy biorą się z zaniedbań już na poziomie młodzieży. To z młodych ludzi, którym może nikt w młodości nie pomógł, nie towarzyszył, wyrastają ci, którzy problemy stwarzają, są zgorszeniem. Jeśli dziś ludzie młodzi odchodzą od Kościoła, to może dlatego, że nikt nie pomógł im rozwinąć wiary. Synod ma pomóc skupić się na osobistej relacji z Bogiem po to, aby trudne tematy nie powodowały zgorszenia i odwracania się od Kościoła.

 

Dziękuję za rozmowę.


rozmawiała Dorota Abdelmoula (KAI)

 

Apel o trzeźwość

Z apelem o podjęcie dobrowolnej abstynencji w sierpniu - miesiącu pielgrzymek, ważnych uroczystości maryjnych i patriotycznych - zwrócił się do Polaków przewodniczący Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości.

– Stwierdzenie, że w Polsce „starsi toną w morzu wódki, a dzieci i młodzież w morzu piwa”, jest w pełni adekwatne do rzeczywistości. Pokażcie, że potraficie odpoczywać i bawić się bez alkoholu – zaapelował bp Tadeusz Bronakowski w corocznym liście na sierpień, miesiąc trzeźwości.

 

Publikujemy pełny tekst apelu:

Apel Przewodniczącego Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości na sierpień 2017 – miesiąc abstynencji

Siostry i Bracia w Chrystusie!

Zbliża się sierpień. Wielu z nas odpoczywa, zwiedza, szuka spokoju i wytchnienia od codziennych trudów. Rolnicy przeżywają czas najintensywniejszej pracy. Pielgrzymi wyruszają na drogi prowadzące ku Jasnej Górze. Przed nami ważne uroczystości maryjne i patriotyczne. Co roku właśnie w sierpniu prosimy wszystkich Polaków: podejmijcie dobrowolną abstynencję. Pokażcie, że potraficie odpoczywać i bawić się bez alkoholu.

Większość rodaków przyjmuje nasze coroczne apele z otwartym sercem. Niektórzy jednak irytują się, a nawet próbują te działania ośmieszać. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że alkohol etylowy zarówno w mocnych napojach, jak i w słabszych, takich jak piwo, ma moc zabierać życie nie tylko pojedynczych osób, ale unicestwiać całe narody. Stwierdzenie, że w Polsce „starsi toną w morzu wódki, a dzieci i młodzież w morzu piwa”, jest w pełni adekwatne do rzeczywistości. A przecież alkohol jest czwartym pod względem siły działania narkotykiem! Ogromnym skandalem jest wielka dostępność fizyczna i ekonomiczna alkoholu oraz jego reklama. W konsekwencji, w Polsce wciąż wzrasta spożycie alkoholu. Wielu Polaków uważa, że alkohol jest takim samym produktem spożywczym jak każdy inny i jego sprzedaż nie wymaga specjalnych ograniczeń. Z takimi poglądami stajemy się jednym z najbardziej proalkoholowych społeczeństw w Europie. Ponad 2 tysiące godzin reklam alkoholu rocznie robi swoje. Przyzwolenie na nadmierne spożywanie alkoholu, towarzyski przymus picia i alkoholowa mentalność, to najpoważniejsze problemy, z którymi nasz Naród musi odważnie się zmierzyć, jeśli chce ocalić swoją tożsamość i przetrwać.

Czy mamy świadomość, że gdy czytany jest ten Apel, tysiące Polaków i ich rodzin cierpi przez alkohol? Tylko w ciągu jednego dnia wokół nas ma miejsce bezmiar ludzkich tragedii, często ukrywanych, które mają jedno źródło – nadużywanie alkoholu. Mamy na myśli przemoc domową, wypadki samochodowe spowodowane przez pijanych kierowców, nieodwracalne wady wrodzone dzieci, których matki piły alkohol podczas ciąży, zgony spowodowane chorobami wywołanymi przez nadużywanie alkoholu, gwałty pod wpływem alkoholu, rozwody, zniszczoną młodość i życie.

Czy te fakty nie mówią same za siebie? Czy ta lawina ludzkich nieszczęść, to wciąż za mało, by powiedzieć pijaństwu stanowcze nie, a tak ludzkiej wolności i szczęściu?

Św. Jan Paweł II mówił: „Nie wolno ośmieszać i pomniejszać inicjatyw trzeźwościowych. Zbyt wysoka jest stawka, o którą chodzi. Wiemy to dobrze z historii. Zbyt wysoka jest stawka i trzeba tutaj iść pod prąd! Pod prąd społecznego nawyku i płytkiej opinii. Pod prąd ludzkiej słabości. Pod prąd źle rozumianej „wolności”. Wolność to nie jest samowola”.

Dlatego prosimy, pomóżcie tym, którzy pragną żyć w wolności zachowując trzeźwość. Dajcie dobry przykład zwłaszcza najmłodszym, którzy powinni widzieć, że można spędzać wolny czas bez picia. Jesteśmy Dziećmi Bożymi podobnymi do naszego Ojca, powołanymi do życia w miłości, radości i świętości. Nie potrzebujemy alkoholu, aby osiągnąć szczęście. Alkohol może nam to szczęście i pełnię życia jedynie odebrać.

Wrogowie wolności Narodu sugerują, jakoby dążenie do trzeźwości było dążeniem do całkowitej prohibicji. Tak nie jest. Podkreślmy to zdecydowanie – tak nie jest. Trzeźwość oznacza sięganie po alkohol bardzo rzadko i w bardzo małych ilościach. Ogólnie określamy brak cnoty trzeźwości słowem: pijaństwo. I właśnie pijaństwu musimy wydać wojnę, w imię naszej przyszłości. Polacy muszą porzucić pijaństwo! Przypomnijmy podstawową zasadę apostolstwa trzeźwości: przez abstynencję wielu, do trzeźwości wszystkich. Prosimy więc o sierpniowy dar abstynencji w poczuciu odpowiedzialności za los wszystkich Polaków, całego Narodu, którego byt zagrożony jest przez pijaństwo i alkoholizm tak wielu naszych rodaków.

 

Dlaczego potrzebujemy Narodowego Kongresu Trzeźwości?

Potrzebujemy przebudzenia i przemiany. Musimy zrozumieć, że każdego dnia na naszych oczach toczy się walka o przyszłość Polaków, o to, czy ocalimy trzeźwość, a więc wolność, godność, zdrowie i życie milionów z nas. Czy pozwolimy, by utrata wiary, cierpienie, przemoc, stracone nadzieje niszczyły kolejne rodziny?

Nie chcemy i nie możemy biernie przyglądać się duchowej, psychicznej i materialnej degradacji setek tysięcy Polaków i polskich rodzin. To nie jest tylko problem jednostek, to sprawa nas wszystkich.

Świadomi tak licznych zagrożeń podjęliśmy dzieło Narodowego Kongresu Trzeźwości. Dziękujemy także parlamentarzystom, którzy ustanowili rok 2017 rokiem troski o trzeźwość. W tym czasie, zgodnie z hasłem Kongresu przypominamy, że za trzeźwość odpowiadają rodziny, Kościół, państwo i samorządy.

 

Odpowiedzialność rodzin

Rodziny chronią, umacniają i promują trzeźwość przez miłość, odpowiedzialność i szacunek, ofiarną troskę o najbliższych. Wzajemna miłość męża i żony oraz ich wspólna troska o wychowanie dzieci i młodzieży według zasad Ewangelii, to najlepsza szkoła życia w trzeźwości. Rodzina dysponuje też najlepszą formą terapii uzależnień, czyli nieodwołalną miłością, która w odniesieniu do alkoholików z konieczności musi być twarda dopóty, dopóki nie wejdą oni na drogę abstynencji i radykalnej zmiany życia.

Dla młodzieży abstynencja to obowiązek. Każda dawka alkoholu w dzieciństwie i młodości to zagrożenie. Nie ma bezpiecznej dawki, którą można tolerować i akceptować. Każdy dramat, każda śmierć pijanego nastolatka wracającego z imprezy, każde złamane życie, każde zawiedzione nadzieje zaczęły się od jednego kieliszka, od jednej puszki piwa.

Apel o dar abstynencji kierujemy w sposób szczególny do małżonków i rodziców. Wspieranie współmałżonka oraz wychowanie dzieci dokonuje się najbardziej poprzez świadectwo życia i osobisty przykład. Dziękujemy tym rodzicom, którzy podejmują odważne zobowiązanie życia w abstynencji, aż wszystkie ich dzieci osiągną pełnoletność. To piękne świadectwo. Stawką w tej walce jest nie tylko dobre życie na ziemi, ale też życie wieczne naszych bliskich i całej wspólnoty narodowej. Tylko trzeźwe rodziny mogą być rodzinami szczęśliwymi, czyli takimi, w których każdy kocha każdego.

Jednocześnie zwracamy się do rodzin, w których problemy alkoholowe są obecne. Szukajcie ratunku wszędzie, gdzie to możliwe – w parafiach, w szpitalach, w urzędach, w stowarzyszeniach i fundacjach. Wokół są instytucje i wielu ludzi dobrej woli, którzy widzą wasze dramaty i są przygotowani do tego, by pomagać.

 

Odpowiedzialność Kościoła

Odpowiedzialność Kościoła realizuje się przez wskazywanie prawdziwego sensu życia i przez prowadzenie ludzi do Boga. Dziękujemy wszystkim kapłanom i siostrom zakonnym zaangażowanym w animowanie i wspieranie parafialnych grup trzeźwościowych, zachęcających do składania przyrzeczeń abstynenckich i organizowania bezalkoholowych przyjęć z racji chrztu, Komunii św., zaślubin, pogrzebów. Prosimy kapłanów, by dołączyli do dziejowego szeregu duszpasterzy trzeźwości, podejmując osobistą abstynencję i troszcząc się o trzeźwość wiernych. To nasz obowiązek wobec wiernych, których zbawienie jest zagrożone przez alkohol. Bądźmy dla nich rękami miłosiernego Boga, który pochyla się nad swoimi najbardziej zranionymi dziećmi.

 

Odpowiedzialność państwa i samorządu

Tak wiele do zrobienia ma również państwo i samorządy. Widzimy liczne pozytywne sygnały i gesty, jednak potrzeba większej determinacji i konsekwencji, wbrew silnym grupom interesów. Wielką odpowiedzialnością państwa jest nie tylko stanowienie mądrego i precyzyjnego prawa, ale też jego skuteczne i bezwzględne egzekwowanie. Trzeba całkowicie zakazać reklamy alkoholu oraz ograniczyć jego fizyczną i ekonomiczną dostępność. Po to Naród wybiera swoich przedstawicieli, aby zatroszczyli się o byt swoich rodaków. Dlatego każdy polityk, urzędnik, samorządowiec, każdy sprawujący władzę w kraju, bierze odpowiedzialność wobec Boga, Narodu i historii za swoje decyzje.

Św. Jan Paweł II przypomniał: „Nie wolno „sprzedawać” człowieka za zysk doraźny i niegodziwy, zdobywany na ludzkich słabościach i wadach! Nie wolno wykorzystywać i pogłębiać ludzkiej słabości! Nie wolno dopuszczać do degradacji człowieka, rodziny, społeczeństwa, gdy się wzięło odpowiedzialność wobec historii!” (Apel, Częstochowa, 12 czerwca 1987 r.).

Apelujemy również do mediów. Nie można w jednej audycji informować z przerażeniem, że kilkumiesięczne dziecko zostało kaleką przez agresję pijanych rodziców, a chwilę później nadawać reklamę piwa pokazującą, że alkohol to radość, przygoda i wspaniałe doświadczenia. Albo jesteśmy po stronie życia i chronimy trzeźwość, albo po stronie śmierci i cierpienia. Nie ma nic pomiędzy.

Konieczne jest podjęcie przez narodowe media – telewizję i radio poważnych i cyklicznych programów, które będą zachęcały do życia w trzeźwości, dostarczą rzetelnej wiedzy o przyczynach i skutkach sięgania po alkohol przez nieletnich i nadużywania alkoholu przez dorosłych. Programy te powinny informować o mechanizmach choroby alkoholowej, a także o skutecznych sposobach rozwiązywania dramatów alkoholowych.

 

Zaproszenie do udziału w obchodach Kongresu

Zapraszamy wszystkich do udziału w wydarzeniach kongresowych poprzez modlitwę i konkretne dzieła. W dniach 21-23 września 2017 r., w Warszawie na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego odbędą się centralne uroczystości Narodowego Kongresu Trzeźwości, a w niedzielę 24 września br. będziemy się modlić o trzeźwość w świątyniach całej Polski.

Kongres i inne działania trzeźwościowe nie są utopią. Są odpowiedzią na dramatyczną sytuację Narodu. Gdy walczy się o prawdziwą wolność, to walczy się o najświętsze, najwyższe wartości. Jesteśmy przekonani, że dzięki łasce Boga i zaangażowaniu rodzin, Kościoła, państwa i samorządów nadejdzie zwycięstwo. Dzisiaj każdy musi w swoim sercu odpowiedzieć na pytanie – czy chce być po stronie niszczących Naród, czy po stronie przyszłych zwycięzców, którzy Naród chronią. Niech Maryja, Królowa Polski, uprosi wszystkim Polakom łaskę życia w trzeźwości, która jest warunkiem prawdziwej wolności. Dzisiaj jednym z wymiarów patriotyzmu jest walka o wolność wewnętrzną. Musimy obronić Polskę, by w 2018 r., w stulecie odzyskania niepodległości, cieszyć się nie tylko zewnętrzną, ale także duchową wolnością Polaków.

Bp Tadeusz Bronakowski
Przewodniczący Zespołu KEP
ds. Apostolstwa Trzeźwości

Łomża, dnia 1 czerwca 2017 r.


lk / Łomża (KAI)