video-jav.net

Japonia. Pragnienie duchowej głębi

Japończycy to naród bardziej przywiązany do tradycji niż do religii. Rozczarowanie konsumpcyjnym stylem życia sprawia jednak, że coraz więcej ludzi zaczyna szukać duchowych wartości. Chrześcijanie po kilku wiekach prześladowań mogą bez przeszkód głosić w tym kraju Dobrą Nowinę, zmieniając także pokutujący stereotyp katolika-mnicha.

Andrzej Mitek
Andrzej
Mitek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Japonia najdłużej i najściślej związana jest z religiami Dalekiego Wschodu – buddyzmem i szintoizmem. Do kościoła buddyjskiego należy obecnie ponad jedna trzecia obywateli. Specyfika Kraju Kwitnącej Wiśni polega na tym, że wielu Japończyków traktuje wiarę dość powierzchownie i praktykuje jedynie te obrządki, które mocno przyjęły się w kulturze i społeczeństwie. Często zdarza się, że celebracja narodzin odbywa się zgodnie z szinto, a pogrzeb według tradycji buddyjskiej.

Dostatek nie wystarczy

Znamienne, że niemal dwie trzecie Japończyków deklaruje brak przywiązania do jakiejkolwiek religii. Według współczesnych misjonarzy przebywających w Japonii, potrzeba ewangelizacji w tym kraju jest bardzo duża. Mieszkańcy ojczyzny samurajów zdążyli już rozczarować się „urokami” społeczeństwa konsumpcyjnego i szukają sposobu na wypełnienie swojej duchowej pustki. Zmienia się także obowiązujący obraz katolika – zatopionego w modlitwie średniowiecznego mnicha, który stroni od kontaktu z ludźmi.

Chrześcijanie w Japonii stanowią obecnie około 1% społeczeństwa. Trzecia część tej grupy to katolicy tworzący społeczność liczącą 400-500 tys. wiernych. Centralnym punktem katolicyzmu w Japonii jest Nagasaki, gdzie mieszka 30% tamtejszych katolików.

Misja jezuitów

Chrześcijaństwo trafiło do Kraju Kwitnącej Wiśni w połowie XVII wieku za sprawą Franciszka Ksawerego – pierwszego jezuickiego misjonarza, późniejszego świętego, o którym mówi się, że od czasów św. Pawła nikt nie nawrócił większej liczby ludzi. Po początkowym okresie rozwoju i akceptacji cesarza dla nowej religii rozpoczął się okres brutalnych prześladowań i całkowitego zakazu praktykowania chrześcijaństwa. Przez 200 lat całkowitej izolacji do Japonii nie mogli docierać nowi kapłani, pozostawiając lokalny kościół bez opieki duszpasterskiej.

Wspólnota chrześcijańska mimo krwawych prześladowań przetrwała aż do początku XX wieku. Dopiero w 1912 roku, w okresie otwarcia się Japonii na świat, wyznawcy Jezusa otrzymali pełną swobodę w wyznawaniu swojej wiary. Historię nawiązującą do początków chrześcijaństwa w Japonii obrazuje kontrowersyjny film Martina Scorsese „Milczenie”, który miał swoją premierę dwa lata temu.

Andrzej Mitek

Andrzej Mitek

Menadżer w Stacji7, odpowiedzialny za projekt Dobroci.pl oraz projekty marketingowe i promocyjne. Prywatnie szczęśliwy mąż i tata.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Andrzej Mitek
Andrzej
Mitek
zobacz artykuly tego autora >

Japonia. Mecz z Polską

Minęło 12 lat ale tak jak wtedy, obrońcy tytułu nie radzą sobie najlepiej, tak jak wtedy, gospodarze turnieju grają lepiej niż ktokolwiek przypuszczał. I tak jak wtedy, ostatni mecz grupowy jest dla Polaków meczem tylko o honor

Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Mecz z Japończykami miał być łatwym spotkaniem dla polskich orłów, które pomoże im zdobyć pierwsze miejsce w grupie, w śmielszych oczekiwaniach to rezerwy miały wybiec na Azjatów, by gwiazdy, czyli Milik i Grosicki odpoczęli przed trudnym bojem w ⅛ finału przeciwko Anglii i Belgii. Świat oczekiwań ma jednak niewiele wspólnego ze światem rzeczywistym. Mija 16 lat od mundialu w Korei, 12 lat od mistrzostw w Niemczech, a pewne zaskoczenia tych mistrzostw powtarzają się. Tak jak wtedy, obrońcy tytułu nie radzą sobie najlepiej, tak jak wtedy, gospodarze turnieju radzą sobie lepiej niż ktokolwiek przypuszczał. I tak jak wtedy, ostatni mecz grupowy jest dla Polaków meczem tylko o honor.

Niezależnie od tego, czy na napadzie gra Lewandowski, swego czasu czwarty najlepszy piłkarz na świecie, czy Maciej Żurawski, który odbił się od Celticu Glasgow, za każdym razem jesteśmy na mistrzostwa za słabi. Kapitan naszej reprezentacji, który ponoć już jest dogadany z Realem Madryt twierdzi, że sam meczu nie wygra, a reszta drużyny jest za słaba.

 

A jaka jest reprezentacja Japonii?

By zweryfikować śmiałą tezę Roberta Lewandowskiego, przyjrzyjmy się reprezentacji Japonii, która ma największe szanse na pierwsze miejsce w grupie. Tej samej Japonii, z której nie tak dawno wszyscy się śmiali, że zwalnia trenera 2 miesiące przed mundialem, bo jest skłócony z największymi gwiazdami, czyli drugoplanowymi postaciami solidnych, ale nie najlepszych klubów w Europie.

Te “gwiazdy” to Shinji Kagawa, który jest ważny w Borussi Dortmund, ale od futbolu na wyższym szczeblu odbił się w Manchesterze United. To Shinji Okazaki, który gra w Leicester bo dużo pracuje na boisku, ale gdy grał w Bundeslidze nikt nawet nie porównywał go do Lewandowskiego, żeby zwyczajnie nie narazić się na śmieszność. To Keisuke Honda, który ma 32 lata i od roku trochę dla frajdy, a trochę dla pieniędzy grywa w meksykańskiej Pachuce. W bramce stoi nie następca Gianluigiego Buffona, a 33-letni Kawashima, dla którego największym sukcesem w karierze klubowej jest mistrzostwo Belgii. Nie wiadomo zbyt wiele na temat japońskiego przemysłu napojów energetycznych, ale w Żabce na Honsiu nie ma chyba Turbo-Inuich z podobizną skrzydłowego Eibar, który strzelił na mundiale więcej goli na mundialu niż król strzelców Bundesligi i miał tyle samo asyst co Kuba Błaszczykowski, Piotr Zieliński i Kamil Grosicki razem wzięci.

 

Bez gwiazd

Ta drużyna, zupełnie pozbawiona gwiazd, której trener nie prowadzi od 5 lat, a od 2 miesięcy wygląda jakby miała pomysł na grę. Wygrywa z Kolumbią, którą nasz kapitan określił reprezentacją kilka klas lepszą od Polski. W kolejnym spotkaniu Japończycy od Senegalczyków nie odbijają się jak od rozpędzonego dzika, a potrafią stworzyć sobie masę sytuacji i dać szansę golkiperowi z ligi gwinejskiej na popełnienie błędów.

Uczciwie trzeba przyznać, że Senegal ten mecz zremisował dzięki szczęściu. W sumie mecz Polaków z drużyną z Afryki był meczem dwóch podobnych drużyn – dla obu ekip pomysł na kreowanie sytuacji pod bramką przeciwnika opiera się na “lagach na pałę”. Różnica polega na tym, że Senegal nie strzelił sobie dwóch goli, co w wyrównanym meczu może trochę przeszkodzić w osiągnięciu dobrego wyniku. W sumie po co na ławce siedział Adam Nawałka. Skoro taki był pomysł na grę, to powinniśmy dać szansę prowadzenia drużyny szkoleniowcowi Coco Jumbo Warszawa, który taką filozofię gry ma w małym palcu i stosuje ją od lat w B klasie.

Przed startem turnieju to Japończycy byli skazywani na pożarcie przez Polaków, nasi obrońcy mieli ich zniszczyć fizycznie, a Lewandowski miał być straszniejszą plagą dla defensywy Azjatów niż Godzilla dla mieszkańców Tokio. Dzisiaj prosimy prawdziwych piłkarzy z kraju kwitnącej wiśni o to, by byli miłosierni dla naszych. I życzymy powodzenia w fazie pucharowej.

Jacek Liberacki

Jacek Liberacki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >