video-jav.net

Dobry donos nie jest zły!

Donosy noszą na sobie piętno podłości, dlatego człowiek przyzwoity, gdy słyszy, że powinien komukolwiek na kogokolwiek donieść, czuje się niewygodnie.

Paweł Kozacki OP
Paweł
Kozacki OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Biorąc do ręki Biblię Tysiąclecia i czytając fragment Ewangelii św. Mateusza o upomnieniu braterskim natrafiamy na słowa, które budzą automatyczny opór. Otóż Pan Jezus pouczając swoich uczniów, jak mają wyglądać relacje w ich wspólnocie mówi:

„Gdy brat twój zgrzeszy <przeciw tobie>, idź i upomnij go w cztery oczy. (…) Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi!”.

Słysząc w tłumaczeniu Tysiąclatki słowa „donieś Kościołowi” możemy zobaczyć oczami wyobraźni szpiclów z czasów komunistycznych, którzy donosili do władz na swoich bliźnich. Czasami byli to tajni współpracownicy, czasami ludzie podlizujący się władzom, czasami tacy, którzy chcieli pognębić nielubianych sąsiadów czy kolegów.

Takie praktyki w czasach stalinowskich mogły kończyć się dla poszkodowanych wieloletnim więzieniem, a nawet śmiercią, a w czasach małej stabilizacji dotkliwymi uciążliwościami. Donosy noszą na sobie piętno podłości, dlatego człowiek przyzwoity, gdy słyszy, że powinien komukolwiek na kogokolwiek donieść, czuje się niewygodnie.

Wierząc i wiedząc, że Pan Jezus nigdy nie namawia do zła, spróbuję na przekór historycznym skojarzeniom, zdjąć z tego fragmentu negatywne odium.

Warto na początku zauważyć, że w oryginalnym, greckim tekście Ewangelii nie ma słowa „donieś” i inne tłumaczenia Biblii oddają to słowo w języku polskim jako „powiedz”. Ktoś mógłby stwierdzić, że „donieś”, „powiedz”, „naskarż”, „poinformuj”, są to tylko odcieniami znaczeniowymi, a istota jest ta sama: mówienie o kimś źle osobom, które mają nad nim jakąś władzę.

Dobry donos nie jest zły!

Sam stałem się adresatem takiego mówienia, gdy bracia wybrali mnie na swojego przeora, a co za tym idzie dostałem jakąś władzę w Kościele. Miałem wtedy okazję usłyszeć i przeczytać, co ludzie sądzą o kazaniach moich braci, o ich tekstach drukowanych, ich stylu duszpasterskim, a nawet o tym, jak spowiadają w konfesjonale. Dochodziło do mnie, co robią w wolnym czasie, z kim i jakie mają kontakty.

Zdarzyło mi się nawet przeczytać list do przeora pani, która skarżyła się na Pawła Kozackiego. Co ciekawe, to za co jedni chwalili któregoś z moich braci, inni go potępiali. Czasami dostawałem zwykłe paszkwile, a czasami dowiadywałem się o sprawach delikatnych, którymi ludzie dzielili się z prawdziwą troską. Musiałem zatem bardzo szybko nauczyć się selekcjonować i odróżniać informacje mające postać niewiele wartego donosu od tych, w których ktoś powierzał mi w zaufaniu informacje, licząc na pomoc.

Paszkwile – Anonimy

Gdybym miał podać kryteria, to do pierwszej grupy zaliczyłbym wszelkiej maści anonimy, które zawierały prawie wyłącznie inwektywy.

Jeśli z listu/maila/telefonu dowiadywałem się, jak okropny jest ten czy tamten dominikanin, jeśli autor wypowiedzi zwracał się do mnie w sposób agresywny i nie znoszący sprzeciwu, odwołujący się do tego, co powszechnie wiadomo, jeśli czułem, że chodziło raczej o wykrzyczenie swoich emocji, oburzenia, gniewu, frustracji, jeśli ktoś oczekiwał, że będę zakazywał, karał lub potępić wyrzucałem list do kosza lub starałem się zapomnieć o rozmowie.

Troska o człowieka

Na drugim biegunie postawiłbym ludzi, którzy poruszali bolesny temat, będąc wobec niego bezradni. Czasem opowiadali, jak próbowali rozmawiać z moim współbratem, jak dzielili się problemem w gronie zaufanych znajomych, a nie znajdując rozwiązania przychodzili do mnie. Tacy ludzie często pytali, prosili o wyjaśnienie jakiejś kwestii, zakładali, że nie wszystko wiedzą. W ich przypadku można było mówić o odpowiedzialności, chęci zaradzenia złu, które dostrzegali, trosce o konkretnego człowieka, który zbłądził. Liczyli oni, że ktoś mający większe możliwości podejmowania decyzji i działań może zrobić coś, czego oni nie potrafili albo nie mogli. Zdarzało się niejednokrotnie, że ich interwencja przynosiła dobre owoce.

Jak widać z powyżej naszkicowanych sytuacji trudno wszystkie doniesienia Kościołowi wrzucić do jednego worka, bowiem intencje i sposób mówienia czy pisania bardzo się różnią.  

Ten, do kogo takie głosy docierają powinien zawsze brać słowa Pana Jezusa za kryterium, dzięki któremu będzie rozróżniał ziarno od plew: zapytać, czy informator zwrócił komuś uwagę w cztery oczy i wyczuć, czy rzeczywiście zależy mu na pozyskaniu brata.

A co najważniejsze, informacja powinna być dla jej adresata tylko impulsem, by zainteresować się sprawą lub człowiekiem, a dopiero po zapoznaniu się ze sytuacją odpowiedzialnie podjąć działanie lub go zaniechać.

Paweł Kozacki OP

Paweł Kozacki OP

Dominikanin, publicysta, blogger, były przeor Konwentu Świętej Trójcy w Krakowie oraz wieloletni redaktor naczelny miesięcznika "W drodze". Od 1 lutego 2014 r. Prowincjał Polskiej Prowincji Dominikanów.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł Kozacki OP
Paweł
Kozacki OP
zobacz artykuly tego autora >

Ciemna strona Indii

Wstrząsający reportaż Beaty Zajączkowskiej o ludziach chorych na trąd w głębi Indii

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

“Największą chorobą naszych czasów nie jest rak, czy trąd, ale obojętność”

poprzednie
następne

Nie patrz na okaleczone ręce i twarze, spójrz w oczy, w nich nie ma trądu”. Te słowa towarzyszyły mi w drodze do Indii, kraju w którym mieszka 70 proc. wszystkich trędowatych na świecie.

poprzednie
następne

W ostatnią niedzielę stycznia obchodzimy Światowy Dzień Chorych na Trąd.

Ciemna strona Indii

Na świecie żyją 3 mln trędowatych. Trąd wcześnie zdiagnozowany można zupełnie wyleczyć i nie daje żadnych powikłań, kiedy jest zaniedbany mamy do czynienia z poważnymi okaleczeniami. Trąd to choroba zakaźna, bakteryjna. Skuteczne leczenie trwa od kilku miesięcy do dwóch lat. Wciąż niestety nie wykryto jeszcze szczepionki przeciwko trądowi. Chorzy na trąd spychani są na margines społeczeństwa: żyją w koloniach na obrzeżach miast, mają własne studnie, a ich podstawowym zajęciem jest żebranina.

poprzednie
następne
poprzednie
następne

Trędowatych ze społeczeństwem praktycznie nie łączy nic. Nawet jeśli przed zachorowaniem należałeś do najwyższej kasty braminów, to trąd zrzuca cię na samo dno hierarchii społecznej. – Trąd we współczesnym świecie nie jest problemem medycznym, ale społecznym – mówi kierująca od prawie ćwierć wieku ośrodkiem rehabilitacji trędowatych Jeevodaya doktor Helena Pyz.

poprzednie
następne

Nie wystarczy tylko wyleczyć chorego, trzeba pomóc mu zdobyć wykształcenie, a potem pracę. Problem jest tym większy, że nie dotyka tylko samych chorych ale i ich najbliższych. Dzieci nawet jeśli są zdrowe na zawsze będą „dziećmi trędowatych”. W szkolnej ławce z nimi nikt nie będzie chciał usiąść, dyrektor nie zapisze do szkoły, by inne dzieci nie odeszły. Tak samo jest z leczeniem. Lekarz nie dotknie trędowatego, nie w obawie, że się zarazi, ale z obawy że inni pacjenci przestaną do niego przychodzić.

poprzednie
następne

Dzieci trafiające do ośrodka Jeevodaya żyły ze swymi rodzicami na ulicy, na co dzień doświadczając odrzucenia. Często edukacja zaczyna się od oduczenia ich grzebania po śmietnikach, potem dopiero przychodzi czas na uczenie dbania o czystość i normalne kształcenie.

poprzednie
następne

Dzięki ofiarności wielu Polaków wyrażającej się m.in. poprzez Adopcję Serca w Jeevodaya uczy się aktualnie ponad 500 dzieci, a ponad 40 absolwentów szkoły studiuje na wyższych uczelniach. Podobnie jest w szkole integracyjnej w Purii, założonej  przez polskiego werbistę, o. Mariana Żelazka.

poprzednie
następne

Rehabilitacja społeczna w naznaczonym systemem kastowym społeczeństwie Indii jest najtrudniejsza. Bycie żebrakiem to „karma” i nieprzynoszący ujmy zawód, jak każdy inny. „Łatwiej jest żebrać, niż zarabiać pieniądze ciężką pracą” –  podkreśla Manoj Bastia. Już jego babcia była trędowatą, tak samo rodzice. On dzięki solidnemu wykształceniu zdobytemu w Jeevodaya zaczyna właśnie prestiżowe studia magisterskie. Ma nadzieję, że w jego ślady pójdzie rodzeństwo i przyjaciele. Edukacja zmywa stygmat trądu i otwiera szansę na godne życie.

Matka Teresa mawiała:

„Największą chorobą naszych czasów nie jest rak, czy trąd, ale obojętność”.

Ciemna strona Indii

Osoby które pragną wesprzeć działalność centrum wspierającego trędowatych w Indiach mogą przesłać ofiarę na adres:

Instytut Prymasa Wyszyńskiego

Sekretariat Misyjny Jeevodaya

ul. Młodnicka 34, 04-239 Warszawa

PLN 16 1020 1097 0000 7102 0004 8736

EUR 74 1020 1097 0000 7302 0124 1082

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >