Biegający rektor. Ks. dr Przemysław Kwiatkowski

Tytułu "Rzeźnika" Ksiądz Rektor wciąż nie ma, choć robi średnio 250 km miesięcznie. Mówi, że bieganie do kapłaństwa po prostu pasuje, choć sportowe buty są bardziej odpowiednie do spodenek niż do sutanny. Obok kilometrów jest jeszcze nauczanie św. Jana Pawła II i gitara.

Weronika Kostrzewa
Weronika
Kostrzewa
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ks. dr Przemysław Kwiatkowski – rektor gnieźnieńskiego seminarium – nie biega, aby się oderwać, odciąć od świata. Gdy zdejmuje koloratkę, zakłada sportowe buty i rusza w trasę, „bierze ze sobą” konkretne sprawy, osoby. Odkłada rzeczy, którymi się zajmuje, by lepiej do nich wrócić. To dobry czas na znalezienie rozwiązania. Nie robi tego sam, biegnąc odmawia na palcach różaniec.

 

“Zielone światło”

Ta modlitwa przynosi owoce. Jak przyznaje, cierpliwość nie należy do jego mocnych stron, a przecież jest ona bardzo potrzeba jemu i tym, z którymi żyje na co dzień. Klerycy szybko nauczyli się swojego przełożonego. Zanim pójdą do rektora z informacją, że znów coś poszło nie tak, podpatrują długość paska aktywności fizycznej na jego zegarku albo czekają aż się pojawi to “zielone światło”.

Człowiek, który dziś potrafi przebiec 100 kilometrów po górach, który w ramach przebieżki wyrusza z gnieźnieńskiego Seminarium i odwiedza rodzinną Wrześnię, wielbicielem aktywności fizycznej w szkole nie był. Uczeń Przemek Kwiatkowski, nie tylko uważał, że predyspozycji nie ma, ale miał na to nawet bolesne dowody, skutkujące przymusowym zwolnieniem z WF-u.

 

Bieg po zdrowie 

Skąd zatem u księdza, który w pierwszych latach spędzonych w parafii przytył 20 kg, taka pasja? Wszystko zaczęło się od jasnej wskazówki od lekarza, że czas się ruszyć, zmienić tryb życia. To, co mogło zostać tylko sugestią, w czyn zamienił przyjaciel ks. Przemysława. A kiedy najprostsze buty do biegania zostały kupione, grzechem byłoby nie kontynuować.

Ówczesny wykładowca Instytut Jana Pawła II w Rzymie najpierw krążył tylko wokół uczelni, bo po zaledwie kilku kilometrach czuł, że wyzionie ducha. Bardzo szybko okazało się, że mimo braku kondycji, zawsze wraca zadowolony. Prawdziwe rozbiegał się jednak dopiero jako sekretarz Prymasa Polski. Jak wspomina, to była praca siedząco-jeżdżąca, więc głowa i całe ciało naprawdę domagało się ruchu.

 

 

Chociaż nie o odległości i rekordy tu chodzi, Ksiądz Przemysław pokonuje coraz dłuższe i trudniejsze dystanse. Czasem musi jednak zmienić plany. Tak było z ostatnim Biegiem Rzeźnika. Udało mu się zakwalifikować, ale ostatecznie termin zbiegł się z… procesją na Boże Ciało. Ksiądz-uczestnik czeka więc na kolejną edycję. Licznik pokazuje, że w 2019 roku przebiegł prawie 3 tysiące kilometrów. Po 2020 roku przyjdzie mu odbudować formę, a klerykom może w końcu uda się dogonić rektora.

 

Kwarantanna z Janem Pawłem II 

Pięciokrotną kwarantannę i ostatecznie przechorowany COVID-19 spędził na tłumaczeniu na język włoski tekstów Karola Wojtyły o rodzinie i małżeństwie. To kolejna pasja gnieźnieńskiego rektora. Pytany, czy gdy słyszy oskarżenia pod adresem Świętego, to ma ochotę pisać obronę papieża, odpowiada że nie musi. Po prostu wraca do tego co on zostawił i myśli o tych rodzinach, które zna, a które żyją według nauczania Jana Pawła II, których serca on dotknął. Jak dodaje, one nie tylko spotykają Boga, ale są Jego świadkami. A takiej codziennej misyjności rodziny bardzo potrzebują też duchowni. I jak podkreśla nie ma to być towarzystwo adoracji księdza, tylko ktoś, kto stanie obok, jak człowiek, jak przyjaciel, jako wierzący.

 

fot. Flickr PWSD Gniezno

 

Zdecydowanie nie zgadza się, że pasje wśród księży to nowa moda, czy dziwactwo. Uważa, że bardziej zastanawiające jest dlaczego człowiek pasji nie ma. Trudno wtedy powiedzieć, co daje mu szczęście i w jaki sposób je rozdaje. Swoim seminarzystom często zadaje takie właśnie pytania, nie oczekując “kościółkowych” odpowiedzi. Nie oznacza to jednak, że wszystkie talenty potrafi zauważyć. Tłumaczy, że rektor też wiele spraw przeoczy, a i sam przecież potrzebuje nawrócenia. Śmieje się, że klerycy mogą albo wymodlić kogoś lepszego albo trochę bardziej ociosać tego, który jest. Ważne, żeby wspólnie ciągle uczyć się autentycznie być sobą. Przecież takimi właśnie kocha nas Bóg i nic piękniejszego nie możne nam się przydarzyć. Wymagające jest to nasze człowieczeństwo, ale to przecież pierwsza droga zbawienia własnego i innych.

 

Nieustannie w drodze 

Pytany, czy wyobraża sobie życie bez biegania, odpowiada, że czasem musimy zrezygnować z rzeczy dla nas ważnych. Pasja nie ma być przecież bożkiem. Ale od razu dodaje, że chciałby jak pewien 90-letni ksiądz – do niedawna mieszkający w seminarium – wychodzić na długie spacery dopóki zdrowie pozwoli. Z taką samą myślą patrzy na swojego dziadka, pasjonata majsterkowania, który zawsze potrafił zrobić coś z niczego. Ważne, żeby nieustannie być w drodze.

Na razie jednak, gdy wraca z treningu, odwzajemnia uśmiech na twarzy pana Jerzego – który jeszcze od czasów kleryka Przemka prowadzi w seminarium zajęcia WF-u – i widzi, ile drogi ma za sobą, a ile jeszcze przed. Nie tylko w bieganiu.

 

ZOBACZ TAKŻE: 16 lat w sutannie i 35 za obiektywem. Ks. Mariusz Wedziuk

 

 

Weronika Kostrzewa

Weronika Kostrzewa

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Weronika Kostrzewa
Weronika
Kostrzewa
zobacz artykuly tego autora >
LUDZIE

“Maryja mnie porwała. Ogarnęło mnie święte, Boże szaleństwo!”

Maria Okońska, założycielka Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, współpracowała z Prymasem Tysiąclecia przez 39 lat. Dziś obchodzimy setną rocznicę jej urodzin.

Polub nas na Facebooku!

Urodziła się dokładnie 100 lat temu – 16 grudnia 1920 roku w Warszawie, zmarła 6 maja 2013 w Częstochowie. Podczas II wojny światowej prowadziła jako sodalistka konspiracyjną pracę wśród młodzieży. Swoim oddziaływaniem objęła około 600 dziewcząt. Bez długich poszukiwań – mówiła później – jako nagła pewność i świadomość przyszło zrozumienie, że walczyć o wolność Polski i budować nową Polskę, to znaczy wychowywać siebie i innych. W związku z tym podejmowała tematy istotne dla młodzieży: dotyczące sensu życia, szczęścia, miłości Boga do człowieka oraz świętości.

Studiowała na dwóch fakultetach: psychologię z pedagogiką oraz filologię polską, pracowała zawodowo. Była jedną z czterech kobiet, które w czasie Powstania warszawskiego organizowały modlitwy o wolność. Kiedy aresztowano Prymasa Tysiąclecia organizowała czuwanie na Jasnej Górze. Mocno wierzyła, że z pomocą Maryi Polska odzyska wolność.

 

To ona przekonała Prymasa Wyszyńskiego do napisania tekstu Ślubów Jasnogórskich

Prymas Wyszyński postanowił, że w roku 1956, w 300-lecie Ślubów króla Jana Kazimierza, musi powstać tekst Ślubów odnowionych, już nie królewskich, ale narodowych. Podobny pomysł zrodził się w polskim episkopacie – wszyscy byli przekonani, że tekst ślubów może napisać tylko Prymas.

Z prośbą o tekst ślubów pojechała w marcu 1956 roku do Komańczy Maria Okońska, założycielka Instytutu. Na prośbę o tekst ślubów Prymas ucieszył się, ale nie przygotował ich. Przez długi czas dawał wymijające odpowiedzi. Dopiero po dwóch miesiącach wyjaśnił, dlaczego. Powiedział wtedy: Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać”.

Pani Maria pozostawała nieubłagana. Przypomniała, że przecież św. Paweł pisał do wspólnot listy właśnie z więzienia. Prymas przyznał jej rację i następnego dnia wręczył tekst Ślubów Jasnogórskich. Bardzo zależało mu, aby zostały one odczytane na jasnogórskich wałach. W liście napisał, że gdyby wszystkich ojców przeszkodzono w odczytaniu ślubów, ma je odczytać choćby jasnogórski kucharz.

Przez kilka miesięcy przygotowano uroczystość złożenia Ślubów Narodu. Aby duchowo mógł w nich uczestniczyć kard. Wyszyński, ustalono, że także on złoży śluby w Komańczy, 10 minut przed odczytaniem ich na wałach jasnogórskich. Świadkiem tego wydarzenia była Maria Okońska, która przyjechała do Prymasa w wigilię 26 sierpnia.

 

Oddana Maryi

Najsilniejszym nurtem mojej duszy i całego mego życia od dzieciństwa było pragnienie należenia do Boga i zrobienia w życiu czegoś wielkiego dla Niego i dla Ojczyzny – pisała Maria Okońska w swoich wspomnieniach. Jej “nawrócenie się na Matkę Bożą” nastąpiło po maturze, podczas kolonii prowadzonej przez s. Emmanuelę Romanównę, zmartwychwstankę, w “Pałacu Tatrzańskim” w Bukowinie. Po łasce codziennej Komunii Świętej – największą łaską było dla mnie “zobaczenie” Matki Bożej. To było nie tylko “zobaczenie”, to był największy w moim dotychczasowym życiu wstrząs! On zadecydował ostatecznie o całym moim życiu i o jego kierunku” – zapisała w swoich wspomnieniach “Przez Maryję wszystko dla Boga”.

To cóż, że ja jestem taka grzeszna, kiedy jest Maryja, moje najwspanialsze usprawiedliwienie przed Bogiem? To cóż, że tyle razy byłam nad przepaścią, kiedy jest moja niezawodna Ratowniczka?! W Niej, z Nią przez Nią wszystko mogę! (…) W życiu, w powołaniu i w całej Bożej sprawie, do której – jak już wtedy czułam – Bóg mnie wzywa, zwyciężę, uczynię wszystko czego Bóg zapragnie, bo odsłoniła mi się i dała całkowicie – Maryja! Miałam skrzydła u ramion, jak nigdy dotąd. Serce mi rozpierało pragnienie, aby lecieć na cały świat i wołać, krzyczeć, że jest Maryja… Chciało mi się wszystkim dawać Maryję, aby inni także Ją „zobaczyli”. Ogarnęło mnie jakieś święte, Boże szaleństwo! Maryja mnie porwała. To szaleństwo nigdy mnie już nie opuściło. I – jak wierzę – nie opuści mnie do samej śmierci, do ostatniego tchu, bo ostatnim moim tchnieniem będzie… Maryja! – O Jezu! Synu Maryi, bądź uwielbiony!

(Maria Okońska, „Przez Maryję wszystko dla Boga. Wspomnienia 1920-1948”)

 

W stulecie urodzin

W Muzeum Archidiecezji Warszawskiej od 3 listopada do 8 grudnia będzie prezentowana wystawa “Jej siła w Maryi”. Ekspozycja została przygotowana przez Instytut Prymasa Stefana Kardynała Wyszyńskiego z okazji 100. rocznicy urodzin założycielki. Miejsce ekspozycji nie jest przypadkowe, bo w tym miejscu – w budynku przy ul. Dziekania 1, tuż przy samej katedrze św. Jana Chrzciciela – do roku 2010 pracowały członkinie Instytutu Prymasowskiego, a gdzie obecnie od 5 lat znajduje się Muzeum Archidiecezji Warszawskiej.

Celem wystawy jest przybliżenie historii życia i działalności Marii Okońskiej, która swoje życie oddała na służbę Kościołowi, a szczególnie ofiarowała się za księdza Stefana Wyszyńskiego. Wystawa poprzez plansze i zgromadzone pamiątki oraz dokumenty, przybliża poszczególne okresy i najważniejsze wydarzenia życia Marii Okońskiej. Droga prowadzi od domu rodzinnego silnie naznaczonego Bitwą Warszawską (w której zginął ojciec Marysi) poprzez kolonie na Bukowinie, miejsce osobistego nawrócenia i związania się z Matką Bożą, działalność w Sodalicji, czas okupacji i Powstania Warszawskiego, w czasie którego Maria ułożyła tekst Nowej Mobilizacji Walczącej Warszawy, aresztowanie i uwięzienie przez UB w 1948 r., Komańczę i Jasną Górę, gdzie zostały złożone Odnowione Jasnogórskie Śluby Narodu. Wystawa prezentuje przyjaciół Marii Okońskiej i  Kościół, dla którego ofiarowała swoje życie, radości i cierpienia. Szczegóły TUTAJ.

 

zś,os/Stacja7, KAI

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap