Nasze projekty
fot. Grzegorz Skonecki/ TouYube/7metrowpodziemia

“44165 – to był mój numer, moje nazwisko i moja tożsamość”. Nie żyje Alina Dąbrowska – więźniarka Auschwitz

“Obozowe przeżycia wpłynęły na moje życie. Od tamtej pory bardzo cenię nie tylko życie, ale ludzi. Nigdy więcej wojny” - mówiła Alina Dąbrowska - więźniarka aż 5 obozów koncentracyjnych. Dzisiaj nie ma jej już wśród nas. Zmarła w wieku 98 lat, do końca pozostając świadkiem historii obozów koncentracyjnych.

Reklama

Alina Dąbrowska urodziła się w 1923 roku. W czasie okupacji działała w konspiracji. W 1942 roku podjęła się pracy w niemieckiej firmie w Pabianicach, wyrabiającej części do uzbrojenia. Dzięki znajomości niemieckiego, zajmowała się tam przepisywaniem na maszynie, oficjalnie obowiązków poszczególnych robotników pracujących przy częściach maszyn i uzbrojenia. Natomiast po kryjomu przepisywała teksty do tajnego nauczania. 

Razem z nią w pracowali polscy inżynierowie związani z AK, o czym na początku nie wiedziała. Zorientowała się dopiero wtedy gdy jeden z nich, za jej pozwoleniem wyniósł z fabryki jeden z przepisywanych przez nią dokumentów, który oddał następnego dnia. Miałam o tyle szczęscia, nie wiem czemu zawdzięczam, że Niemcy się zorientowali, że ja jestem tylko pionkiem, bo to nie była moja praca. Ja to robiłam z prośbą, ktoś mnie prosił. Ale ten, u którego to znaleźli – Kałużka, został powieszony w Oświęcimiu. 

“A co z tą Alinką?” 

Jednak to właśnie wtedy rozpoczął się najtrudniejszy okres w jej życiu.  Zostałam aresztowana 13 maja. I to, proszę sobie wyobrazić, jaki to dziwny splot okoliczności. 13 maja 1942 roku, kiedy zostałam aresztowana, moja mama skończyła 50 lat. I w jej urodziny ona została… mieliśmy wieczór zrobić przyjęcie, bo ja miałam czworo rodzeństwa i dwoje rodziców. Miało być wielkie święto, a zamiast tego było opłakiwanie: “A co z tą Alinką?”. 

Reklama
Reklama

W więzieniu, w Łodzi spędziła 13 miesięcy. Pracowała tam przez pewien czas w szwalni. Jednak przez jedno niepozorne zdanie jakie wypowiedziała, straciła ją. Przed wyjazdem do Oświęcimia nie wiedziała jak tam jest. Zanim wyjechała musiała podpisać oficjalny zarzut. Byłam na zeznaniu i wtedy podpisałam taki dokument, oczywiście po niemiecku, że jestem wrogiem państwa i narodu niemieckiego i że muszę, być ukarana. Sama sprawa wywozu do Oświęcimia czy do jakiegoś innego obozu, była nieznana, po prostu była nieznana, bo nikt z tamtych ludzi nie wracał. Wysyłali i nie wiadomo dokąd. I to była raz taka sytuacja, że jakaś dziewczyna z Pabianic powiedziała właśnie, zaczęła mówić czym są te obozy I nikt z nas nie wierzył. Opowiadała, że ludzie pracują po pas w wodzie, że jak nie może pracować to go od razu dobijają, że nie dają nic do jedzenia, że są ludzie, którzy tam od razu idą do gazu. Takie rzeczy, które się nie mieściły. Nie wierzyłam. Po prostu myśleliśmy, że ona przez ten dłuższy pobyt, czy przez to, że uciekała, to ona… A okazuje się, że to wszystko okazało się prawdą, jeszcze gorszą.

“Tak musi wyglądać piekło” 

Auschwitz okazało się dla niej prawdziwą traumą i dramatem. A zaczęło się dla niej po południu to jest wieczór i noc, bo ten dzień to się okazał już taki bardziej spokojny, praca, jakieś… Ale te pierwsze wrażenie, ta niesłychana jakaś… Trudno powiedzieć słowo “odrębność”, to jest za słabe słowo. to było tak niepodobne do tego wszystkiego,  że ja po prostu byłam przekonana, że tak musi wyglądać piekło.

Pierwsze wrażenie jakie doznała nie było tym najgorszym. Dopiero to co później ukazało się jej oczom, sprawiło, że trauma trwała długimi latami. Zobaczyłam przede wszystkim ten blok, wejście do bloku. Ja spojrzałam i tam kobiety… Ja do dzisiaj mogę powiedzieć, jak która kobieta wyglądała. Wszystkie wyglądały jednakowo, miały głowę gołą. Oczywiście niektóre miały jeszcze chustki, ja miałam chustkę. Tam były trzy kondygnacje, ta najniższa (podłoga) – tam było mnóstwo kobiet, które nie wyglądały jak kobiety, bo wszystkie były bez włosów, rozwrzeszczane…

Reklama
Reklama

Tyfus

Alina Dąbrowska w obozie podejmowała kilka prac. Najpierw chodziła do pracy w pole. Jednak wkrótce zachorowała na tyfus, który był prawdopodobnie wynikiem eksperymentów, którym poddawano więźniarki. Po chorobie udało się jej dostać do innej pracy.  Któregoś dnia przyszła jakaś Niemka i szukali kogoś, kto umie pisać na maszynie i zna niemiecki. Ja się zgłosiłam i trzy koleżanki się zgłosiły. I przez trzy miesiące pisałyśmy wykazy tych Żydów, którzy umarli, oczywiście na zapalenie płuc. Niemcy byli skrupulatni. Tam wszystko było zapisane. 

O swoim pobycie w Auschwitz mówiła, że był i tak lekki. Straciła “tylko” włosy i chorowała “tylko” na tyfus. W obozowej codzienności była świadkiem wielu gorszych wydarzeń. Zdarzało się, że w Oświęcimiu komuś obcinali nogę, czy na przykład byłam świadkiem: jednej koleżance, z którą  pracowałam wycięli kawałek nogi i wstawili go żołnierzowi. 

Pożegnanie

Obóz był przede wszystkim przeżyciem przepełnionym codziennie śmiercią. Jak sama Alina Dąbrowska wspominała, trudno odpowiedzieć na pytanie czym był widok śmierci, ponieważ był on nieustanny. 

Reklama

Dowiaduje się, że moja koleżanka, z którą razem chodziłam do szkoły, do gimnazjum, nie żyje. Była aresztowana. Ja idę i tam jest taka cała góra tych trupów, jeszcze nie zabrana do krematorium, ale one są już nagie i ja wtedy widzę tę koleżankę. Wyciągnęłam jej rękę, chociaż uścisnęłam tę rękę. Takie było właśnie pożegnanie. 

Numer obozowy

Z pobytem w Auschwitz wiązał się także numer. Numer, który tatuowano każdemu nowemu więźniowi. Był on dla nich wszystkim: imieniem i tożsamością.

Kiedy byliśmy w tej wielkiej sali, oczywiście już bez ubrań, bez niczego. I taka jedna, żydówka – ona zrobiła mi wyjątkowo mały numer. Jak wyszłam z obozu to zawsze nosiłam długi rękaw. Nie chciałam na ten temat rozmawiać, byłam normalnym człowiekiem, nie byłam więźniem. 

Ostatni dzień w obozie

Alina Dąbrowska była w sumie w pięciu obozach. Najdłużej jednak w Auschwitz. To stamtąd wyruszyła w drogę do pozostałych.

Ostatni dzień w obozie to było popołudnie. Szykowaliśmy się na marsz, tzw. marsz śmierci. To było 18 stycznia. Każdy ubrał się jak mógł. Jeszcze coś zdobył, jakieś ubrania, coś takiego, żeby jeszcze mieć. Dostałyśmy na drogę cały chleb czy coś takiego i marsz. Było bardzo zimno, szliśmy drogą, więc to się szło całą noc. Niektórzy próbowali uciec, ale ja nie. Później były kolejne obozy. Każdy był inny, ale najgorsze doświadczenie…. Mogę powiedzieć, że najtrudniejszy był Ravensbruck. To były trzy tygodnie, ale tam spaliśmy pod namiotami, było zimno. 

Ucieczka

Mimo wielu okazji do ucieczki, podczas wędrówki, nie zdecydowała się na nią. Dzielnie, na tyle na ile mogła maszerowała, tak jak należało. Dopiero podczas pobytu w piątym obozie, w Lipsku podjęła decyzję, że najwyższa pora uciekać….

 To był kwiecień 1945. Wtedy nadlecieli alianci i zaczęli nas ostrzeliwać. Nie bomby, tylko grupa. To mogło być wojsko niemieckie, uciekinierzy czy ktoś. Zaczęli na nas strzelać i ja powiedziałam wtedy do koleżanek, że uciekamy. Zaczęłyśmy się zastanawiać jak to zrobić. Ja rozmawiałam z Niemcem, który okazał się Austriakiem. Wprost zapytałam jak można uciec. A on powiedział: “ja bym też chętnie to zrobił, gdybym miał cywilne ubranie”. Okazał się być po naszej stronie. To była czwarta po południu. Nas było około 30 tysięcy na tej łące i był kopiec kartoflany. Rosjanki, Ukrainki rzuciły się na te surowe kartofle, bo nie było nic do jedzenia, nie dawali nic. Zrobiło się zamieszanie i poszłyśmy w boczną drogę. Jeden Niemiec chciał karabin, ale ten z którym rozmawiałam powiedział, żeby pozwolił nam iść. 

Wypowiedzi Aliny Dąbrowskiej pochodzą z filmu: „Tak musi wyglądać PIEKŁO”. Opowieść o AUSCHWITZ – 7 metrów pod ziemią

pa/7metrowpodziemia/Stacja7

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę