Poznaj kłamcę metodą FBI

Po oczach, mimice twarzy czy choćby ułożeniu rąk można stwierdzić, że ktoś kłamie. Oczywiście nie każde poniżej opisane zachowanie czy gest musi od razu oznaczać, że mamy do czynienia z oszustem... W światowym bestsellerze „Mowa ciała” agent specjalny FBI Joe Navarro zdradza sekrety komunikacji niewerbalnej. Oto kilka sposobów na to, jak rozpoznać kłamcę.

Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >
Poznaj kłamcę metodą FBI

© Corbis/FotoChannels


OKO

Jeśli ktoś podczas rozmowy pociera oko, odwraca wzrok lub unika patrzenia na nas – może to oznaczać, że kłamie. Gest taki możemy częściej zauważyć u mężczyzn niż u kobiet. Panie są bardziej subtelne – delikatnie dotykają miejsce pod okiem.

Poznaj kłamcę metodą FBI

© Corbis/FotoChannels


DŁONIE

Pocieranie ciała w okolicach skroni, szyi, ściskanie twarzy, gładzenie dłonią głowy. Oznacza to dyskomfort psychiczny rozmówcy. Nieczyste zamiary wprawiają kłamcę w podenerwowanie. Dłonie mimowolnie zaczynają dotykać okolic twarzy i głowy.

Poznaj kłamcę metodą FBI

© Corbis/FotoChannels


UŚMIECH

To tak zwana dobra mina do złej gry. Często kłamca chce zakamuflować swoje oszustwo… uśmiechem. Nieszczery możemy łatwo rozpoznać – brwi są podciągane do góry, a wargi w kierunku uszu.

Poznaj kłamcę metodą FBI

© Corbis/FotoChannels


GARBIENIE SIĘ

Kiedy jesteśmy pewni tego, co mówimy, zazwyczaj siedzimy prosto. Taka postura świadczy bowiem o poczuciu bezpieczeństwa. Kiedy ludzie są nieszczerzy to podświadomie mają skłonność do garbienia pleców albo zapadają się w fotelu "jakby próbowali uciec od tego, co zostało powiedziane". To również tak zwany żółwi odruch – wciskanie głowy między ramiona.

Poznaj kłamcę metodą FBI

© Corbis/FotoChannels


WZROK

Amerykański lekarz Milton Erickson odkrył m.in., że w zależności od tego czy mówimy prawdę czy fikcję – patrzymy w różnych kierunkach. Osoba, która kłamie będzie patrzeć w lewo i w dół.

Poznaj kłamcę metodą FBI

© Corbis/FotoChannels


DOTYK

Wszelkie ograniczenie dotyku jest również jedną z oznak oszustwa, ale czasem dotyk jest stosowany przez ludzi szczerych dla podkreślenia wypowiedzi słów.

Poznaj kłamcę metodą FBI

© Corbis/FotoChannels


SYNCHRONIA

Synchronia to brak zbieżności pomiędzy wypowiadanymi stwierdzeniami a zachowaniem niewerbalnym. Jeśli ktoś nam coś potwierdza, powinien równocześnie przytaknąć głową. Takie zachowanie nie może wystąpić z opóźnieniem. Navarro podaje takie przykłady: „Brak synchronii ujawnia się, kiedy ktoś mówi: „nie zrobiłem tego” i jednocześnie kiwa głową potakująco. Podobnie, gdy człowiek słyszy pytanie „czy skłamałby pan na ten temat?”, a jego głowa wykonuje nieznaczny potakujący ruch, kiedy z jego ust pada odpowiedź „nie””.

Poznaj kłamcę metodą FBI

© Corbis/FotoChannels


GESTY

Kłamcy nie podkreślają swoich wypowiedzi gestami. Oszust zastanawia się co i jak powiedzieć. Jak skłamać, by wyszło to wiarygodnie. Kłamcy nie analizują tego jak będą prezentować swoje kłamstwa. Rzadko podkreślają swoje wypowiedzi tonem głosu czy gestem dłoni. Gesty rąk uzupełniają szczere wypowiedzi i odczucia. Oszuści kontrolują wyraz twarzy. Brak tu spontaniczności.


Wesprzyj nas
Alicja Samolewicz - Jeglicka

Alicja Samolewicz - Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Reporter, z-ca szefa informacji Radia Plus w Gdańsku. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Niepotrzebny poecie panteon

Nie wsłuchuję się w spory o miejsce pochówku z zasady. Po prostu nie mieszczą się one w moich kanonach estetycznych. Jest mi naprawdę wszystko jedno, czy ktoś wielki zostanie pogrzebany na Wawelu, Skałce, Powązkach czy w innym panteonie. A jeśli wyraził chęć spoczynku w rodzinnym grobie w Koziej Wólce, to również uważam, że należy mu się takie prawo.

Szymon Babuchowski
Szymon
Babuchowski
zobacz artykuly tego autora >

Byleby godnie, cicho, w zamyśleniu nad wiecznością. Bez zbędnych dyskusji, kłótni, jątrzenia. I to, że ktoś za życia był może nie do końca święty, również nie ma tu nic do rzeczy. Bo osądzi Bóg – my mamy tylko pożegnać.

Zawsze jednak, kiedy strzępy tych sporów docierają do moich uszu, nie mogę opanować rozbawienia jałowością argumentów padających w dyskusji. Warszawa – bo stolica. Kraków – bo kultura. Osobiście wolałbym być pochowany w Katowicach. Kocham to brudne miasto, w którym się urodziłem i przemieszkałem całe dotychczasowe życie. I tak jakoś naturalnie byłoby spocząć w tej ziemi, z którą czas mnie związał. Ale jeśli stanie się inaczej, nie będę płakał z nieba, gdzie mam nadzieję trafić.

Katowice są na szczęście jeszcze wolne od snobizmów towarzyszących życiu w naszych największych metropoliach. U nas nadal je się obiady, a nie „lancze” jak w Warszawie. A jeśli ktoś pisze wiersze czy śpiewa piosenki, to nie musi od razu – jak w Krakowie – aspirować do bycia częścią bohemy, grzejącej się w swoim złudnym blasku. Na prowincji – bo z perspektywy tych dwóch ośrodków Katowice są prowincją – jesteśmy bardziej pojedynczy, ale też chyba bardziej prawdziwi. Nie potrzebujemy towarzyskich luster, by się w nich przeglądać.

Jeśli już jednak musiałbym wybierać między Warszawą a Krakowem, bez wahania wybrałbym Kraków. Zbyt dobrze pamiętam swoją młodzieńczą wyprawę do Warszawy, kiedy najpierw nie umiałem znaleźć właściwego wyjścia z Dworca Centralnego, a potem zakręciło mi się w głowie od patrzenia na otaczające mnie wieżowce. Dziś wspominam to z uśmiechem, ale coś z tamtego doświadczenia musiało we mnie pozostać, bo choć ostatecznie polubiłem to miasto, nadal czuję się w nim trochę nieswojo.

Z Krakowem jest inaczej, bo Kraków to miasto z sercem, którym jest Rynek. O ile Warszawa na pierwszy rzut oka wydaje się chaotycznym zlepkiem nieprzystających do siebie rzeczywistości, o tyle w Krakowie wszystko zmierza do tego centralnego punktu, gdzie można się spotkać wśród oswojonych obrazów i dźwięków.

Niepotrzebny poecie panteon

W Warszawie trudniej jest się spotkać, bo Warszawa rośnie w górę. Staje na baczność, pręży muskuły, poprawia make-up. To nowe oblicze miasta jest tworzone z myślą o tych, którzy chcą się pokazać, zaistnieć towarzysko i medialnie, złapać dobrze płatną pracę. W tym celu zrobiliby wiele, niektórzy może nawet wszystko. Nie czują się związani z miejscem, traktują je wyłącznie jako trampolinę do osobistego sukcesu. Dlatego żyją na pokaz, grają i szpanują.

Krakowianie są bardziej zakorzenieni w swoim mieście. Jasne, też szpanują, tyle że bardziej swojsko. Nie modnym ciuchem czy fryzurą, ale byciem w towarzystwie, obracaniem się w kręgach, piciem z tym czy z tamtym. Mimo wszystko wolę taki szpan, bo zakłada jakieś ludzkie relacje. Nawet jeśli są one w pewnym stopniu interesowne, to wierzę, że ze spotkania człowieka z człowiekiem zawsze może wyniknąć jakieś dobro – koleżeństwo, przyjaźń, miłość. Nie sądzę natomiast, by coś takiego mogło być owocem fotografowania się na tle ścianki z logami znanych firm.

Ktoś powie, że to, co tu piszę, to stereotypy. To prawda – każde uogólnienie jest krzywdzące. Trudno jednak budować w sobie obraz miasta bez takich uogólnień. Dopiero potem na te powierzchowne obserwacje nakładają się niuanse – prywatne zachwyty sprowokowane ciekawą historią, urokiem jakiegoś mało znanego miejsca czy rozmową z mądrym człowiekiem. Takie obrazy Warszawy i Krakowa również w sobie noszę. Żałuję tylko, że te sceny nie rozgrywają się na pierwszym planie.

Niepotrzebny poecie panteon

Co najbardziej rzuca się w oczy? Dwie ułudy. Pierwsze miasto, które ślepo wierzy w swoją nowoczesność, rozbawione, zadufane w sobie, gardzące anachronicznym „zaściankiem”. I drugie miasto, które tak uwierzyło w siłę swojej tradycji, że nie zauważyło, kiedy jego najwięksi odeszli. A następców nie widać.

Mniej więcej dziesięć lat temu moi rówieśnicy stworzyli antologię młodej literatury „Tekstylia”. Książka była gruba, wydarzenie szeroko komentowane w mediach jako gest niemal pokoleniowy. Tyle że teksty pomieszczone wewnątrz okazały się żenująco słabe. Dziś wiemy, że nie przetrwały próby czasu. Dlaczego tak się stało? Powodów jest wiele, ale jeden z najważniejszych to klucz doboru autorów. Redaktorzy antologii ulegli złudzeniu, że polska literatura to niemal wyłącznie Warszawa i Kraków. Tymczasem najlepsza poezja, proza i dramat powstają dziś na prowincji: w Milanówku, Matarni, Koronowie, Wołowcu, Pszowie i wielu innych miejscach, które czasami trudno nawet znaleźć na mapie. Niech chociaż ten fakt będzie dla mieszkańców wielkich metropolii lekcją pokory. Bo czasem obserwacja życia w przydomowym ogrodzie jest ciekawsza niż widok z panteonu.

Szymon Babuchowski – muzykujący poeta, dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, miłośnik taniego podróżowania, mieszkaniec Katowic.

 

 

Wesprzyj nas
Szymon Babuchowski

Szymon Babuchowski

Muzykujący poeta, dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, miłośnik taniego podróżowania, mieszkaniec Katowic.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Babuchowski
Szymon
Babuchowski
zobacz artykuly tego autora >