Książkowe must have

Styczeń to najdłuższy miesiąc w roku. Zimny, ciemny, przygnębiający i wciąż tak strasznie daleko do wiosny. Najchętniej w styczniu w ogóle nie wychodziłabym z domu zwłaszcza teraz, gdy na półce rozgościły się...

Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >

Książkowe must have

„Wierszyki domowe” Michała Rusinka. Bo po lekturze tej pięknie ilustrowanej książki dom nie jest już zwykłym domem. Fotel trochę przeraża, wazon stał się własnością kota, a umywalka przypomina o filmach Tarantino. Rusinek potrafi uruchamiać wyobraźnię dzieci i dorosłych. Do tych ostatnich puszcza zresztą lekko ironiczne oko. „Wierszyki” idealnie nadają się do domowego, wielokrotnego użytku.

Książkowe must have

Jeśli ktoś ze wszystkich domowych pomieszczeń najbardziej lubi kuchnię powinien przeczytać  książkę „Białe trufle” N.M.Kelby. Zwróciła ona moją uwagę piękną okładką, ale w środku jest równie smakowicie. Historia Augusta Escoffiera, wielkiego mistrza kulinarnego, tak jak dobre danie, zawiera trochę prawdy i szczyptę fikcji. Escoffier gotował dla największych znakomitości, miał obsesję na punkcie Sarah Bernhardt i uwodził kobiety swoim znakomitym jedzeniem. To właśnie trufle, langustynki, chleb z oliwkami i rozmarynem, homary czy ser gruyere są głównymi bohaterami tej książki. Przepysznie napisana. Nie tylko dla tych, którzy gotują, ale przede wszystkim dla tych, którzy smakują… życie.

Książkowe must have

Podróże zimą nie należą do moich ulubionych czynności, a już na pewno nie pojechałabym zimą do Wałbrzycha. Ani w listopadzie, tak jak Alicja Tabor, reporterka, która ma rozwikłać zagadkę zniknięcia trójki dzieci. Alicja będzie musiała także pozbierać kawałki swojej przeszłości, bo wraca do miasta dramatycznego dzieciństwa. „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator to kryminał, horror, powieść grozy. Od książki nie sposób się oderwać (znam przynajmniej jedną osobę, która wzięła urlop, aby dokończyć lekturę rozpoczętą późnym wieczorem). Zbiorowa histeria, nienawiść, chęć zemsty – niemal publicystyczne tematy Bator potrafi przetworzyć w mocne literackie uderzenie. Krytycy chwalą, a czytelnicy pożerają.

Książkowe must have

„Taniec szczęśliwych cieni” Alice Munro, debiut laureatki Bookera, to książka o hipokryzji. O udawaniu i kreowaniu własnego życia. To książka o naiwności i pierwszych, dziecięcych odkryciach. O uczuciach, ale wyrażanych podskórnie, chronionych za murem ironii i poczucia wyższości. Piętnaście opowiadań o życiu zwykłych ludzi na kanadyjskiej prowincji. Bohaterowie Munro mogą być sąsiadami lub krewnymi. Może spotykają się na urodzinach dzieci lub chodzą razem do szkoły? Przejrzyste pisarstwo Munro pozwala nam wejść do ich domów, poznać fragment ich życia i wyczuć czający się między słowami niepokój.

Książkowe must have

Czytając opowiadania Munro miałam przed oczami bohaterów Pagford, mieszkańców małego angielskiego miasteczka. J.K. Rowling opisała ich bez litości w swojej ostatniej powieści pt. „Trafny wybór”. Niespodziewana śmierć dużej szychy w Radzie Miasta uruchamia szereg wydarzeń kompromitujących kandydatów, którzy chcą zająć miejsce Barry'ego. Przemoc domowa, zdrady, narkotyki, samookaleczenia i znieczulica to cała prawda o uroczym miasteczku. Ta powieść budzi wściekłość, angażuje, porusza do ostatniego mięśnia. Mocna, ważna literatura.

Monika Bartys

Monika Bartys

Monika Bartys – zaczęła czytać w wieku trzech lat. Czytała wszystko: od książeczek o Misiu Uszatku po instrukcje obsługi. Rodzice trochę się o nią martwili i w efekcie zapisali na naukę gry na akordeonie. Oczywiście czytanie nut przegrało z czytaniem liter. Kiedy ukończyła polonistykę przez jakiś czas uczyła małe dzieci. Obecnie namawia wszystkich do czytania i kupowania książek. Prywatnie jest szczęśliwą mamą. W wolnych chwilach śpi lub… czyta.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >

Oni tam są i tańczą dla mnie, czyli o gwiazdach internetu

Zastanawiam się czy ktoś pamięta jeszcze „Jožina z bažin”, który pięć lat temu był hitem internetu. Czeska piosenka tej formacji z 1977 roku o potworze z bagien, pożerającym mieszkańców Pragi, momentalnie rozprzestrzeniła się w sieci.

Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >

43 000 831 wyświetleń pewnego klipu zespołu Weekend oznacza, że każdy z nas obejrzał go przynajmniej jeden raz. Piosenki nie gra żadna główna stacja radiowa, a mainstreamowe media zainteresowały się zespołem już w momencie narodowego szału.

Najpopularniejszy komentarz pod klipem sugeruje, że lider grupy jest autoironiczny i na tym polega jego moc. Nic bardziej mylnego. Piosenka jest jak najbardziej poważna, jednak to, co robi z nią internet rzeczywiście żyje swoim życiem. Przeróbki i memy sprawiają, że numer zatacza coraz szersze kręgi. Ja najpierw usłyszałam cover CeZika, który wydał mi się fajnym kawałkiem do bujania. Kompletnie nie miałam wtedy świadomości jak brzmi pierwowzór.

Oni tam są i tańczą dla mnie, czyli o gwiazdach internetu

Niezbadane są drogi internetowych gwiazd, które prędzej czy później stają się po prostu memami: graficznymi, muzycznymi, tekstowymi. Dlaczego więc ten a nie inny vlog jest popularny? Jak to się dzieje, że liczba wyświetleń „Gangnam style” wygląda tak: 1 214 253 759, a innego internetowego fenomenu czyli „Somebody That I Used To Know” Gotye tak: 367 982 776? (Przypadek nr 1: tak głupie, że aż śmieszne? Przypadek nr 2: bo wszyscy myśleli, że to Sting?)

Kiedy czytałam wywiady z najbardziej popularnymi gwiazdami internetu wszyscy używali jednego słowa: „szczęście”. Trudno o racjonalne wyjaśnienie, jak się zdobywa popularność w sieci i dlaczego. Ale wiara w szczęśliwy traf to dość mało precyzyjny plan dla młodego muzyka, vlogera czy blogera. Inne wspólne mianowniki, które są ważne to osobowość, pewność siebie i talent. Trzeba też trzymać rękę a pulsie, wyczuwać trendy i szybko na nie reagować. Istotna jest również cierpliwość, bo wbrew pozorom, nawet w sieci nic nie dzieje się od razu. Ale jeśli wszystkie elementy zagrają w odpowiednim czasie, 15 minut sławy macie gwarantowane. A może nawet cały weekend.

Oni tam są i tańczą dla mnie, czyli o gwiazdach internetu

Monika Bartys

Monika Bartys

Monika Bartys – zaczęła czytać w wieku trzech lat. Czytała wszystko: od książeczek o Misiu Uszatku po instrukcje obsługi. Rodzice trochę się o nią martwili i w efekcie zapisali na naukę gry na akordeonie. Oczywiście czytanie nut przegrało z czytaniem liter. Kiedy ukończyła polonistykę przez jakiś czas uczyła małe dzieci. Obecnie namawia wszystkich do czytania i kupowania książek. Prywatnie jest szczęśliwą mamą. W wolnych chwilach śpi lub… czyta.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >