KSIĄŻKI

Prawda o abdykacji. Nowa biografia Benedykta XVI

„Jedno życie” to tytuł nowej biografii papieża Benedykta XVI, która właśnie trafiła - mimo pandemii - na niemiecki rynek księgarski. Napisał ją dziennikarz od lat współpracujący z papieżem-seniorem, Peter Seewald. Jesienią książka ma ukazać się po angielsku i włosku.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Prawda o abdykacji. Nowa biografia Benedykta XVI
„Jedno życie” to tytuł nowej biografii papieża Benedykta XVI, która właśnie trafiła - mimo pandemii - na niemiecki rynek księgarski. Napisał ją dziennikarz od lat współpracujący z papieżem-seniorem, Peter Seewald. Jesienią książka ma ukazać się po angielsku i włosku.

Kolejna biografia

To już trzecia biografia papieża Benedykta. Pierwszą, wydaną po raz pierwszy w 2000, napisał John Allen. Po angielsku ukazała się pięć lat przed wyborem kard. Ratzingera na papieża, stąd jej tytuł: „The Vatican’s Enforcer of the Faith” odnoszący się do funkcji prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Nowe życie zyskała – między innymi w Polsce – w nowym wydaniu tuż po tym, jak jej bohater został papieżem („Papież Benedykt XVI”), choć zgrzytem u końca książki jest stanowcza prognoza autora, w której Allen wymienia cztery powody, dlaczego Ratzinger na pewno nie zostanie papieżem. John Allen jest krytyczny wobec papieża: pokazuje jego dwa oblicza, „dwa życia” – pozytywnie przedstawionego liberalnego teologa z czasów Soboru Watykańskiego II i „pancernego kardynała”, zamkniętego na świat i zamykającego Kościół na jakiekolwiek reformy, z lat późniejszych. Według autora biografii, Joseph Ratzinger miałby zwrócić się przeciwko samemu sobie w 1968 roku, przestraszony zmianami społecznymi w Kościele i świecie. Tytuł nowej biografii „Jedno życie” może być polemiką z tym ciągle panującym mitem o kard. Ratzingerze.

Druga biografia powstała już po abdykacji papieża Benedykta. Napisał ją Elio Guerriego i zatytułował „Sługa Boga i ludzkości”, a wstępem opatrzył papież Franciszek. To solidnie przygotowanym omówieniem całego życia i działalności papieża. Po polsku książka ukazała się pod dużo gorszym tytułem „Świadek prawdy”. Sam papież napisał też w 1997 książkę „Moje życie”, w której siłą rzeczy brakuje części autobiografii dotyczącej pontyfikatu.

„Benedykt XVI. Jedno życie” będzie więc kolejną biografią, choć na miano biografii zasługuje już inna książka Petera Seewalda, „Benedykt XVI. Portret z bliska”. Autor opublikował już cztery wywiady z Josephem Ratzingerem. Pierwsze były „Sól ziemi” oraz “Bóg i świat, efekt współpracy z prefektem Kongregacji Nauki Wiary. W 2010 roku powstała trzecia rozmowa, już z papieżem Benedyktem, „Światło i sól”, ale największą popularność zdobyły “Ostatnie rozmowy” z 2016 roku, czyli z wywiad-rzeka z papieżem już seniorem.

 

Prawda o abdykacji

Książka to nie tylko biografia. Dołączona jest kolejna „ostatnia rozmowa” z Benedyktem XVI („Ostatnie słowa”), w której rozmówcy m. in. znów wracają do kwestii abdykacji Benedykta w 2013 roku. Nie pierwszy raz. Zarówno w “Ostatnich rozmowach”, jak i w biografii Elio Guerriego, który również umieścił w swojej biografii rozmowę z papieżem seniorem, padają właściwie te same słowa, że abdykacja papieża nie była wynikiem choroby, szantażu czy wyrazem ucieczki z powodu kryzysu „vati-leaks”. Po prostu, to stan sił i zdrowia, które ocenił za niewystarczające w perspektywie nadchodzących wydarzeń pontyfikatu, zwłaszcza Światowych Dni Młodzieży w Rio de Janeiro.

Czy Seewald powraca do tematu, bo to wciąż temat numer jeden i okazja dla wydawców do zareklamowania książki jako sensacji, w której papież opowie prawdę o swoim ustąpieniu? Czy też rzeczywiście papież Benedykt, póki żyje, chce powtórzyć po raz kolejny to, co konsekwentnie powtarza od siedmiu lat, że nie było żadnych innych przyczyn rezygnacji niż te, które podał 11 lutego 2013. 

„Nie – zapewnił w Ostatnich rozmowach – nie wolno ustępować pozostawiając niezałatwione sprawy, tylko trzeba doprowadzić je do końca (…) Gdy papież wyraźnie widzi, że fizycznie, psychicznie i duchowo nie może już poradzić sobie z urzędem, wtedy ma prawo, a w niektórych sytuacjach nawet obowiązek, zrezygnować”. W „Światłości świata”, wywiadzie-rzece przygotowanym trzy lata przed abdykacją Benedykt XVI tłumaczył, że to nie trudność zmusza papieża do zrzeczenia się urzędu: „Nie można uciekać, gdy coś poważnie zagraża… nie jest to moment, aby ustępować. Właśnie w takich chwilach trzeba wytrwać i przetrwać trudne sytuacje… Nie można w niebezpieczeństwie uciec i powiedzieć, aby ktoś inny się tym zajął.” Dodał, że decyzja o ustąpieniu może być podjęta w momencie spokojnym, gdy po prostu nie daje się już rady: „Gdy papież wyraźnie widzi, że fizycznie, psychicznie i duchowo nie może już poradzić sobie z urzędem, wtedy ma prawo, a w niektórych sytuacjach nawet obowiązek, zrezygnować.”

Można być wręcz pewnym, że te słowa, nieco sparafrazowane, znajdą się w wywiadzie dołączonym do nowej biografii, a równocześnie wątpić, że opinia publiczna uwierzy w końcu papieżowi.

 

Dymisja na wszelki wypadek”

Nowością jest inny aspekt papieskich dymisji, poruszony przez Benedykta XVI. Jak donoszą media, papież-senior przyznał w książce, że już wkrótce po swoim wyborze przygotował dla Kurii Rzymskiej dokument o rezygnacji na wypadek trwałej niezdolności do sprawowania urzędu. Wiadomo, że na podobny krok zdecydował się Paweł VI w 1965 roku, pisząc deklarację: „My, Paweł VI deklarujemy, że w przypadku choroby, przypuszczalnie nieuleczalnej lub długotrwałej, lub w przypadku innej poważnej i długotrwałej przeszkody (…) zrzekamy się z naszego urzędu”. Przed kilku laty pojawiły się głosy, że podobny dokument przygotował Jan Paweł II. W najnowszym wywiadzie Benedykt XVI to potwierdził.

Podobne pisma przygotowywali papieże Pius VII i Pius XII. Ten pierwszy w 1804 roku przed wyjazdem do Paryża na koronację Napoleona, na wypadek, jeśliby został tam uwięziony. Pius XII w latach wojennych, na wypadek gdyby został zatrzymany przez Niemców.

To ciekawy wątek. Sugeruje, że na początku pontyfikatu papieże przygotowują dymisję „na wszelki wypadek”. To prawdopodobne. Dlaczego? Odpowiedź jest stosunkowo prosta i logiczna.

W przeciwieństwie do uregulowań w innych państwach, papież nie ma nad sobą żadnej władzy zwierzchniej. Nikt nie ma prawa znieść go z urzędu. Koniec pontyfikatu następuje tylko i wyłącznie w wyniku śmierci albo własnej decyzji o dymisji. Tak stanowione prawo – a trudno sobie wyobrazić jego uaktualnienie, bo postawiłoby kogoś albo coś ponad papieżem – teoretycznie może sprawić kłopot w kilku przypadkach, na przykład podczas uwięzienia. Można by mieć wówczas wątpliwości, czy wyrażona wówczas rezygnacja więzionego papieża jest jest rzeczywiście suwerenna, a nie efektem np. wymuszenia. A wymuszona abdykacja jest przecież nieważna, nie powoduje ustania władzy papieskiej. Z drugiej strony, sam fakt uwięzienia siłą rzeczy powoduje nieobecność papieża i uniemożliwia sprawowanie przez niego władzy.

Ale dymisji „na wszelki wypadek” ostatni papieże nie przygotowywali z powodu groźby uwięzienia. Chodzi raczej o choroby, np. trwały wylew, w wyniku którego papież mógłby zapaść w śpiączkę. To wątek, który pojawił się w serialu „Nowy papież”, choć niedopowiedziany i przez to nielogiczny. Na podstawie przepisów Prawa Kanonicznego nie ma takiej władzy w Kościele, która by mogła orzec niemożność sprawowania urzędu pozostającego w śpiączce papieża, w wyniku czego można by było zwołać konklawe i wybrać nowego papieża. Tylko abdykacja „na wszelki wypadek” mogłaby zapewnić sukcesję papieską. Jednak po cudownym powrocie do sprawności – znów wracając do „Nowego papieża” – powrót do sprawowania najwyższego urzędu nie byłby już w takiej sytuacji możliwy.

 

Jak być papieżem seniorem

Abdykacja papieża Benedykta XVI wciąż wywołuje pytania komentatorów (o powody) i niektórych teologów (czy tak być powinno). Zwłaszcza, że wielu publicystów opisuje działalność Stolicy Apostolskiej w perspektywie „dwóch papieży”. Stało się to głośne zwłaszcza przy okazji Synodu w Amazonii i rzekomym pomyśle Franciszka dotyczącym udzielaniu święceń kapłańskich żonatym mężczyznom. Poprzez książkę kard. Saraha, której Benedykt – znów rzekomo miał być współautorem – według części komentatorów miał skrytykować pomysł papieża Franciszka. Ta i inne sytuacje, choć oparte na nieprawdzie, pokazują jednak problemy komunikacyjne i wizerunkowe wynikające z istnienia dwóch papieży.

Jak donoszą media, w nowym wywiadzie papież tłumaczy, że nowo utworzoną przez niego funkcję „papieża emeryta” można porównać do urzędu biskupa, który zrezygnował z powodu wieku. Wskazał, że tę postać prawną można również zastosować do biskupa Rzymu. Dodał, że „ta forma prawno-duchowa nie pozwala na współistnienie dwóch papieży, a stolica biskupia może być obsadzona tylko przez JEDNĄ osobę.

Benedykt XVI stanowczo sprzeciwił się zarzutom, jakoby po rezygnacji ingerował w publiczne debaty. Nazwał to „złośliwym zniekształceniem rzeczywistości” i zasugerował, że są „powody, dla których chce się po prostu wyłączyć” jego głos.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Czy abortowane dziecko odczuwa ból? Prawna batalia na Wyspach

32-letnia Brytyjka Ana-Maria Tudor, która dokonała aborcji w 23. tygodniu ciąży w klinice BPAS w Richmond, oskarża władze placówki o to, że nikt jej nie powiedział, iż nienarodzone dziecko w tej fazie rozwoju może odczuwać ból. Tak rozpoczęła się batalia prawna, która może namieszać w biznesie aborcyjnym na Wyspach.

Polub nas na Facebooku!

Czy abortowane dziecko odczuwa ból? Prawna batalia na Wyspach
32-letnia Brytyjka Ana-Maria Tudor, która dokonała aborcji w 23. tygodniu ciąży w klinice BPAS w Richmond, oskarża władze placówki o to, że nikt jej nie powiedział, iż nienarodzone dziecko w tej fazie rozwoju może odczuwać ból. Tak rozpoczęła się batalia prawna, która może namieszać w biznesie aborcyjnym na Wyspach.

Zdaniem prawników 32-letniej Tudor, która dziś żałuje swojej decyzji, jest „wysoce prawdopodobne”, że nienarodzone dzieci mogą odczuwać ból już w 18. tygodniu życia. Chcą tego dowieść podczas prawnej batalii i zmusić kliniki do informowania klientek, że płód odczuwa ból podczas przerywania ciąży.

W oficjalnych wytycznych obowiązujących w klinikach BPAS (British Pregnancy Advisory Service) – organizacji zajmującej się finansowaniem aborcji z pieniędzy ubezpieczenia społecznego, nie ma ani słowa o możliwości odczuwania bólu przez płód. Wynika to z założenia, że nie jest on w stanie odczuwać bólu przed 24. tygodniem ciąży.

Tudor z Newcastle przyznała, że nie dowiedziała się wcześniej, że dziecko w 23. tygodniu życia może odczuwać ból. Powiedziano jej o tym dopiero po aborcji. „To sprawiło, że czułam się okropnie i teraz bardzo żałuję swojej decyzji” – dodała.

Jeśli Anna-Maria Tudor wygra teraz w sądzie, zdaniem komentatorów wyrok może doprowadzić do tego, że brytyjskie kliniki aborcyjne będą musiały powiedzieć kobietom prawdę o aborcji.

Lekarze i naukowcy anestezjolodzy z Birmingham podkreślają, że im późniejsza decyzja o usunięciu ciąży, tym większe prawdopodobieństwo, że abortowane dziecko będzie odczuwało ból. Na podstawie przeprowadzonych badań odnotowali wzrost hormonu stresu u płodów między 17. a 35. tygodniem, zaobserwowany podczas pobierania krwi. Badaniami objęto zarówno matki jak i dzieci, jednak stwierdzono, że reakcja płodu była niezależna od reakcji matki.

ad, KAI

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap