video-jav.net

Ten Kościół jest mój

Właśnie taki, poorany, pokancerowany, wymordowany i grzeszny. Zwłaszcza taki. To jest mój dom, to jest moje miejsce. To jest moja troska, moja radość i moja nadzieja. Choćby nie wiem co

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kiedy dziś czyta się prasę i słucha komentarzy wielu dziennikarzy, publicystów i blogerów tzw. “katolickich”, łatwo można znaleźć analogie… 

Tak już było

“Nie pasuję do Kościoła”, “nie lubię tego Łagiewnickiego”, “o Toruńskim lepiej zapomnieć”, “Licheń a fe”, “okno Papieskie już mnie nie pociąga” a “Franciszek to generalnie jest jakiś podejrzany”. 

 

Odpowiedź św. Pawła

Odpowiedź przychodzi wprost z Pisma Świętego – 1 List do Koryntian: “Myślę o tym, co każdy z was mówi : «Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa». Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni?”

W świetle nauki świętego Pawła to, co my dziennikarze próbujemy zrobić dziś w Kościele, powinno w nas raczej wywoływać dreszcze i przerażenie niż dumę na twarzy i radość ze swej popularności i świeżości myślenia: och jakże ładnie przejechaliśmy się po Kościele, który jest do bani. Przecież liczy się tylko człowiek i nasza wiara, a ten Kościół o tym zapomina.

Tyle że jak mówi abp Ryś: Kościół to konkretne osoby, twarze, imiona. Kościół to nie jest jakiś abstrakcyjny tłum, to nie jest jakaś masa, to nie jest jakaś zbieranina tylko wspólnota konkretnych ludzi, imion, twarzy, historii życiowych.

 

Nasz dom

Kościół to nasz dom, on jest taki. Dokładnie taki. Ten konkretny. Inny nie będzie. Jeden, Święty, Powszechny i Apostolski. Ten, który toruje nam drogę do Nieba. Ten, który udziela nam sakramentów. Ten, w którym z braćmi jesteśmy wspólnotą. Ten, w którym następcą św. Piotra, wybranym z natchnienia Ducha Św. jest papież Franciszek.

My, którzy nazywając się dziennikarzami katolickimi najbardziej powinniśmy rozumieć naukę – którą przecież ludziom dalej przekazujemy – podejmujemy próby zdobycia popularności na uderzeniu we własny dom. Nie lubię tego czy tamtego kościoła, nie lubię tego czy tamtego biskupa, ludzie też nie lubią, więc coś napiszę, podeprę to nauką o miłości bliźniego i niemiłości Kościoła, lajki jak nic murowane, będą cytować i promować.

A może by tak naprawdę pokochać Kościół – swój dom – swoją wspólnotę konkretnych ludzi? 

 

By “błyszczeć” słowem

Stawanie na rogach ulic i rogatek i wykrzykiwanie, pisanie listów otwartych i nakrzyczenie na biskupów przez media, poza chwilową popularnością (przecież krytyka wszystkiego zawsze się sprzeda) niczego nam nie przyniesie. Tu znów św. Paweł: wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść.

Kościół jest grzeszny? Ludzie w Nim są grzeszni? Tak. Dlatego nasz Pan Jezus Chrystus dał się ukrzyżować… A my sami? Czy “błyszcząc” słowem i “mądrością” chcemy głosić słowo Boże, zapominając o Jezusie i to ukrzyżowanym?

“Tak też i ja przyszedłszy do was, bracia, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego”.

 

 

Dobro Kościoła – nasze dobro

W świetle dalszej nauki św. Pawła nasze widoki są marne i dość mroczne: Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia. Napisane jest bowiem: Wytracę mądrość mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę.

A czy nam w tych tekstach i wypowiedziach chodzi o dobro Kościoła? Czy  przypadkiem nie o popularność, którą przebiegle chcemy zdobyć?

Jeśli kocha się swój dom, jeśli traktuje się go jak swój, nie mówi się o nim: nie chcę w nim być. Mamy ogromny problem. Mamy ogromną lekcję do odrobienia. Mamy wielkie poczucie bólu i wstydu za naszych braci. Jednak  puste słowa, obrażanie się, strzelanie focha i wtykanie drzazgi w oko drugiego to chyba nie nauka naszego Pana Jezusa Chrystusa. Czy przypadkiem nie dopadła nas pokusa zbudowania na naszym wspólnym problemie i nieszczęściu własnej pozycji? Fajowo napiszemy źle o Kościele, czy o papieżu, ludzie klikną, miło skomentują, błyśniemy w środowisku… tyle, że może tym właśnie ludziom robimy krzywdę.

Każda wspólnota, każda rodzina (a przecież nią jesteśmy), potrzebuje domu. Domu, który może nie jest doskonały, ale mamy gdzie mieszkać. Jeśli chce się coś naprawiać, trzeba to robić tam, gdzie się da, narzędziami jakie się ma do dyspozycji. Stopniowo, krok po kroku robić swoje, wspierać innych, walczyć o swój dom. A już broń Boże nie wolno nam używać swoich wpływów, narzędzi i możliwości do zgorszenia i pozbawiania ludzi nadziei na dom, w którym mogą czuć się bezpieczni i do którego zostali powołani. 

Aby naprawdę, w Panu się chlubił ten, kto się chlubi. 

 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >
KOŚCIÓŁ

“Rób co chcesz, ale nie proś mnie o pieniądze”

– Czas i pieniądze zainwestowane w młodych nigdy nie są stracone – mówi ks. Andrzej Tuszyński, prezes radomskiego Centrum Stowarzyszenia Młodzieży “Arka”.

ks. Andrzej Tuszyński
ks. Andrzej
Tuszyński
zobacz artykuly tego autora >
Otylia Sałek
otylia
sałek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Stowarzyszenie Centrum Młodzieży “Arka” działa w Radomiu od 16 lat. 1300 wolontariuszy rozwija w niej swoje pasje i talenty. Dzięki zaangażowaniu prezesa, ks. Andrzeja Tuszyńskiego “Arka” jest liderem w zakresie pozyskiwania funduszy na działalność dobroczynną w regionie radomskim. Uczy młodych ludzi zaangażowanych w inicjatywy kościelne odpowiedzialności za swoje decyzje, także finansowe.

 

Skąd czerpiecie pomysły na działanie Arki? To raczej inicjatywa młodych czy wychodzenie naprzeciw ich potrzebom?

W zasadzie jedno i drugie. W Arce kierujemy się zasadą „nic dla młodzieży bez młodzieży”. Jeśli chodzi o zarząd i stowarzyszenie to dużo ludzi podpowiada nam różne rozwiązania i pomysły. My żyjemy w świecie, wśród ludzi, widzimy, co im jest potrzebne. Planujemy teraz reaktywację kawiarni w jednym z dawnych punktów Arki. I to jest projekt z inicjatywy młodzieży. Młodzi ludzie powiedzieli wprost, że chcą miejsca, w którym mogliby się bezpiecznie i kulturalnie bawić, bez alkoholu i narkotyków. Na podstawie ich wypowiedzi można wnioskować, że mają jakieś przykre doświadczenia z tego typu miejscami rozrywki. Tę kawiarnię będą prowadzić młodzi dla młodych, dla tych, którzy żyją wartościami. Będzie miejsce na spotkanie, koncerty, wystąpienia.

Mamy 1300 wolontariuszy. Arka będzie istnieć dopóki będzie ich słuchać, od początku była dedykowana ludziom młodym. Dla mnie najsmutniejsze jest gdy przychodzę do Arki i jest pusto, nikogo nie ma. Od razu zastanawiam się, czemu, co poszło nie tak. Odróżnia nas od innych instytucji to, że to nie jest miejsce pracy ale miejsce pasji. To miejsce dla młodych, przestrzeń, w której można rozwijać swoje talenty. 

 

A poza rozwojem można powiedzieć, że także ocala tych młodych ludzi.

Dokładnie tak. 20 lat temu, kiedy zaczynaliśmy pracę centrum, usłyszeliśmy czytania o biblijnej Arce. Mogę z pewnością powiedzieć, że przez ten czas kilka osób Arka uratowała – czy to od więzienia, czy uzależnienia. Jestem przekonany, że dla tych paru osób było warto takie centrum wolontariatu utworzyć. 

 

Takie przedsięwzięcie jak Arka wymaga chyba sporych nakładów finansowych. Jak sobie z tym radzicie?

Bardzo ważni są w tym względzie darczyńcy i bardzo ważny jest też 1%, ale teraz naszym priorytetem jest takie funkcjonowanie Arki, byśmy byli w stanie sami sfinansować nasze projekty. Organizujemy szkolenia i warsztaty, ale staramy się sami na nie zapracować. Obecnie prowadzimy Międzynarodowe Centrum Wolontariatu, w którym poza bazą noclegową jest miejsce na organizację spotkań w wynajętych salach, z możliwością zapewnienia wyżywienia. Oczywiście pojawia się tu młodzież z wolontariatów międzynarodowych, ale z tego miejsca mogą korzystać praktycznie wszyscy, czy indywidualnie, czy grupowo. Przygotowujemy się teraz do organizacji różnego rodzaju uroczystości rodzinnych – komunii, chrztów, przyjęć. 

 

Jak reagują dobroczyńcy Arki na propozycję pomocy?

Mamy spore grono zaufanych osób, które stale nas wspierają, to relacje wypracowane przez lata współpracy. Często jest to wsparcie nie tylko finansowe, ale także konkretna pomoc materialna czy prawnicza, księgowa. Jak reagują? Dzisiaj w biznesie bardzo ważny jest aspekt społeczny, darczyńcy chętniej wspierają zaufane organizacje, chcą wspomagać to, co rzeczywiście jest wartościowe. Nasza działalność jest bardzo konkretna i przedsiębiorcom pokazuję konkretne jej owoce – jeśli dziś nie zaopiekujemy się młodymi, to jutro będziesz miał porysowany samochód albo po prostu nie będziesz się czuł bezpiecznie. 

 

 

A czy jako instytucja działająca przy Kościele nie spotykacie się z negatywnymi głosami na temat obrotu finansami?

Pojawiają się nieprzychylne reakcje, ale to naprawdę rzadkość. Niestety najwięcej ze strony księży, którzy mnie pytali, czy to na pewno ma sens, po co się tak męczyć dla młodzieży. Ja uważam, że inwestycja w młodych to inwestycja w przyszłość. To nie są nigdy stracone pieniądze. W Stowarzyszeniu pieniądze są sprawą bardzo transparentną, mamy raporty, kontrole, działamy przejrzyście. Nie pozwoliłbym na to, aby pieniądze były pozyskane nieuczciwie albo nierozważnie wydanie. 

 

Temat biznesu i zarządzania pieniędzmi w Kościele to chyba wciąż temat trudny. Jak temu zaradzić?

Pieniądze nie są czymś złym, jeśli się je dobrze wykorzystuje. My w Kościele mamy jakiś lęk, blokadę przed rozmawianiem o pieniądzach. Może przydałoby się więcej rad parafialnych, które pomagałyby w dobrym, mądrym zarządzaniu pieniędzmi. Ludzie są przekonani, że Kościół ma potężne zasoby pieniężne, ale tak naprawdę Kościół jest biedny. Oprócz budynków i ziem, Kościół nie prowadzi bardzo szeroko działalności zawodowej. Dziś nie ma wielu katolickich placówek medycznych czy edukacyjnych. Za parę lat ludzie będą się bogacić a Kościół będzie ubożał. Widzimy to na przykładzie Europy zachodniej. Proces laicyzacji postępuje, a kraje są świetnie rozwinięte. My myślimy, że to nas nie spotka, że Polska jest krajem katolickim i głęboko wierzącym, a tak naprawdę może i do nas taka mentalność przyjść. 

 

Można powiedzieć, że Arka uczy przedsiębiorczego podejścia do inwestowania w to, co dobre. Ludzie wierzący powinni się takiej uczyć takiej postawy.

Dla mnie największą mobilizacją było spotkanie z biskupem [bp Jan Chrapek, w latach 1999-2001 ordynariusz diecezji radomskiej – przyp. red.]. Poszedłem od niego z prośbą o wsparcie finansowe. Byliśmy w trudnej sytuacji, nie mieliśmy na prąd, gaz. Przede mną wszedł zakonnik z tą samą sprawą – on prowadził kuchnię dla ubogich. Usłyszałem przez drzwi, jak biskup mówi do niego, że św. Franciszek to by się wstydził przyjść do biskupa z prośbą o pieniądze, tylko by sobie sam poradził. Zanim wszedłem, wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Kiedy przyszła moja kolej, jedyne, co przyszło mi do głowy, by powiedzieć to „jak się ksiądz biskup czuje?” na co ten odpowiedział „o, przynajmniej jeden, który nie przyszedł po pieniądze”. Przy innym spotkaniu powiedział mi „rób co chcesz, ale nie proś mnie o pieniądze”. Od tamtej pory wiedziałem, że będziemy musieli z młodzieżą zapracować na pomoc, trochę się natrudzić, że to nie może być takie proste. Dzięki temu w Arce bardzo szanujemy pieniądze – bo one nie przychodzą nam łatwo, każdą złotówkę do wydania trzeba przemyśleć. To też uczy nas odpowiedzialności. 

 

I to uczy także odpowiedzialności młodych.

Tak, a nawet mamy kilku wolontariuszy, którzy w poprzednich latach korzystali z pomocy Arki a dziś sami jej pomagają. To w wielu przypadkach ludzie, którzy założyli własne firmy, prowadzą działalność i są chętni do wspierania. 

 

Gdzie znajduje ksiądz siłę na te wszystkie inicjatywy?

Ja mówię w ten sposób – jeśli coś jest dziełem Pana Boga, to się ostanie. Jeśli nie, to znaczy że nie było to potrzebne i trzeba iść dalej. Siła zawsze przychodzi z góry. Ja jestem szczęśliwym człowiekiem, bo lubię to, co robię i lubię tych, z którymi pracuję. Mam wokół siebie ludzi z pasją i to przynosi owoce. Z 25 lat kapłaństwa 20 lat poświęciłem pracy młodzieży. Jeśli to już działa 20 lat, to znaczy że jest to potrzebne.  

 

ks. Andrzej Tuszyński

ks. Andrzej Tuszyński

Prezes Stowarzyszenia Centrum Młodzieży „Arka” w Radomiu. Od wielu lat w działania społeczne angażuje młodzież, studentów i osoby starsze. Swoją pasją zaraża społeczność lokalną.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Otylia Sałek

otylia sałek

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i "Przyjaciół" oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Andrzej Tuszyński
ks. Andrzej
Tuszyński
zobacz artykuly tego autora >
Otylia Sałek
otylia
sałek
zobacz artykuly tego autora >