Zginęli, bo nie zgodzili się na zdradę, kłamstwo i zniewolenie

"Zginęli, bo nie zgodzili się na zdradę, kłamstwo i zniewolenie" - tak o Niezłomnych Żołnierzach mówił bp Jerzy Mazur podczas uroczystości pogrzebowych ekshumowanych żołnierzy z 3. Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego

W niedzielę 15 lutego, przed dniem upamiętniającym 69. rocznicę bitwy pod Gajrowskimi, w Orłowie odbył się pogrzeb z należnymi honorami dziewięciu Niezłomnych Żołnierzy Wyklętych. Był to pierwszy taki pochówek w Polsce.

Rys historyczny przedstawił Leszek Żebrowski, znawca podziemia niepodległościowego w Polsce. Zwrócił uwagę na konieczność odkłamywania historii i wychowywania w prawdzie kolejnych pokoleń. Uczniowie szkoły w Gawlikach Wielkich przedstawili montaż słowno-muzyczny na podstawie grypsów osadzonych i katowanych partyzantów.

Centralnym punktem wydarzenia była Msza św. pod przewodnictwem bp Jerzego Mazura. Licznie zgromadzeni uczestnicy modlili się w intencji pokoju oraz o zachowanie pamięci o Żołnierzach Wyklętych, których jedyną winą było to, że kochali Ojczyznę inną od tej, którą po II wojnie światowej rzeźbili komuniści radzieccy i polscy.

„Tu i na tym miejscu zostali zamordowani: por. Włodzimierz Jurasow ps. Wiarus por. Jan Boguszewski ps. Bitny sierż. Józef Kupiec ps. Ryszard sierż. NN ps. Modrzew plut. NN ps. Tęcza plut. NN ps. Kwiatek kapr. NN ps. Fala kapr. NN ps. Żandarm. Wspominamy kolejnych 14 żołnierzy o nieustalonych nazwiskach i pseudonimach. Przez lata czyniono wszystko, by pamięć o tych ludziach, podobnie jak prawda o Katyniu, Powstaniu Warszawskim, Obławie Augustowskiej i innych heroicznych kartach polskiej historii była przez lata okryta milczeniem, strachem, niepewnością” – mówił biskup w homilii.

Biskup podkreślał, że zginęli, bo nie zgodzili się na zdradę, kłamstwo i zniewolenie. „Byli to prawdziwi bohaterowie a w komunistycznej propagandzie nazywano ich „bandytami”, „zdrajcami”. Władze komunistyczne czyniły wszystko, by Naród o nich zapomniał. Naród o Nich nie zapomniał, Kościół o Nich nie zapomniał” – zapewniał bp Mazur.

Hierarcha wspomniał także bohaterów z Syberii, gdzie posługiwał przed laty. „Dzisiaj zadajemy sobie pytanie skąd było w naszych bohaterach i tych syberyjskich tyle siły? Gdzie było źródło mocy do tak bohaterskich, patriotycznych czynów? Źródłem ich mocy nie była ateistyczna propaganda, że Boga nie ma. Źródłem ich mocy nie było wychowanie bez ideałów i wartości oraz tchórzliwej maksymy: siedź cicho i będzie ci dobrze. Źródłem ich mocy była wiara w Boga. Oni wiedzieli, że Bóg nigdy nie zdradza, Bóg nigdy nie opuszcza, Bóg z nimi konał na tej ziemi” – wyjaśniał bp Mazur.

Nawiązując do obecnej sytuacji w kraju, biskup zwrócił uwagę, że naród wymiera, a troska o świętość życia i rodziny wcale nie jest priorytetem naszych myśli i działań. „Jesteśmy świadkami, że Pan Bóg spychany jest na margines życia społecznego i politycznego. W imię wolności zabiera się wolność człowiekowi lansując ideologię gender. Ta ideologia jest o wiele gorsza niż faszyzm, nazizm i bolszewizm. Żołnierze Niezwyciężeni mają nam wiele dzisiaj do przekazania i powiedzenia. Zadają nam pytania: na jakich wartościach budujcie Ojczyznę, której na imię Polska? Czy budujecie Ją na wartościach, za które my oddaliśmy życie?” – mówił biskup.

Po Mszy św. kondukt żałobny udał się na pobliski cmentarz, gdzie zostały złożone trumny z doczesnymi szczątkami dziewięciu Niezłomnych, spośród których Fundacja Niezłomni im. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" zidentyfikowała por. Jan Boguszewski ps. "Bitny." Prace identyfikacyjne pozostałych żołnierzy są prowadzone.

Na cmentarzu, głos zabrali m.in. Wioletta Śląska-Zyśk wicemarszałek województwa warmińsko-mazurskiego, Witold Stypułkowski – prezes Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych (okręg w Białymstoku) oraz Maciej Prażmo, prezes Zarządu Okręgu Warmińsko-Mazurskiego Światowego Związku Żołnierzy AK. Wszyscy zapewniali o konieczności upamiętnienia bohaterskiego aktu „Żołnierzy Wyklętych.”

W uroczystościach wziął udział Lucjan Deniziak, żołnierz Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, towarzysz broni poległych bohaterów. Trumny złożono do grobu z honorami wojskowymi.

Radosław Król, wójt gminy Wydminy wyjaśniał, że naszym moralnym obowiązkiem było dokonanie pogrzebu żołnierzy, którzy do ostatnich chwil swojego życia nie poddali się represji i walczyli o naszą wolność. Pamięć o nich zawsze będzie żywa – mówił wójt.

W uroczystościach udział wzięli licznie zgromadzeni mieszkańcy regionu, rodziny poległych żołnierzy, władze samorządowe, duchowieństwo. Obecni byli także kombatanci, grupy rekonstrukcji historycznej oraz organizacje patriotyczne. Przybyła ponadto 15. Giżycka Brygada Zmechanizowana. Licznie reprezentowana była rodzina zidentyfikowanego por. Boguszewskiego ps. "Bitny". Obecny był również syn kpt. "Burego", dowódcy oddziału – Romuald Rajs oraz siostrzeniec por. Kazimierza Chmielowskiego ps. "Rekin" – Michał Godzimirski.

Bitwa pod Gajkowskimi była największą bitwą podziemia niepodległościowego na Warmii i Mazurach. Podczas postoju na kwaterach ok. 130 żołnierzy NZW zostało zaatakowanych przez 1,5 tysięczny oddział NKWD, KBW, UB i LWP. Jak podają źródła historyczne, w bitwie zginęło od 16 do 22 partyzantów.

Partyzanci nie mieli możliwości dokonania pochówku swoich zabitych kolegów, ani zabrania ze sobą ich ciał. Kilka dni po bitwie pogrzebu dziewięciu ciał dokonała wspólnie ze swoim bratem mieszkanka Gajrowskich, Stefania Gazda.

W 1994 r. byli żołnierze podziemia narodowego z Białegostoku postawili pomnik w miejscu mogiły poległych w bitwie żołnierzy NZW.

Polegli Żołnierze Wyklęci zostali pochowani na cmentarzu w Orłowie, na którym zgodnie z decyzjami władz gminy Wydminy będzie zbudowany Panteon Żołnierzy Niezłomnych. Mają zostać w nim pochowani wszyscy żołnierze polegli podczas Bitwy pod Gajrowskimi. Jego uroczyste odsłonięcie planowane jest w 70. rocznicę bitwy – 16 lutego 2016 r. Według uzyskanych informacji od okolicznych mieszkańców zlokalizowano już miejsca, w których mogą być pogrzebani pozostali polegli żołnierze NZW.

Organizatorami uroczystości, w porozumieniu z Diecezją Ełcką, były: Urząd Gminy Wydminy, Fundacja Niezłomni oraz Stowarzyszenie Pamięci Żołnierzy Wyklętych "Gajrowskie" oraz parafia w Orłowie.


mr / Orłowo


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Kościół w kontrze do nauki – bzdura!

Schemat myślenia o Kościele, który to trudni się uwstecznianiem świata naukowego to bardzo silna kalka, którą propagandowa moc zdołała na stałe wtłoczyć w zbiorową świadomość współczesności. Nic dziwnego, skoro relację Kościół-nauka obrazują z reguły ryciny przedstawiające egzekucje na stosie i wykoślawiony obraz inkwizycji, o którym nie marzył nawet Monty Python

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Wczoraj późnym popołudniem portal natemat.pl opublikował tekst pod złowieszczym tytułem: Kościół kontra króliki – pięć przykładów na to, że religia i nauka nie idą ze sobą w parze. Po kliknięciu w niego trochę się zawiodłem, bo oto kolejny młot na katolicką mitologię okazał się mały jak rekwizyt dla postaci z Lego.

Punktem wyjścia jest rozmowa rzecznika Konferencji Episkopatu, ks. Józefa Klocha z Moniką Olejnik w Radio ZET. Całość obejmuje zatem polemikę z wygłaszanymi przez Episkopat tezami i poglądami w sprawie okrytej kontrowersyjną sławą pigułki po. Zarzuty te sformułowane są mniej lub bardziej zgrabnie, ale to, co mnie zaintrygowało, to akapit ze wstępu:

Ponad trzysta lat zajęło hierarchom Kościelnym zaakceptowanie faktu, że to Ziemia krąży wokół Słońca, a nie Słońce wokół Ziemi. Zanim zdecydowali się przyznać, że jednak nie ma co walczyć z tą teorią, jest ona dość logiczna i wyjaśnia kilka zjawisk, na stosie spłonęło kilku naukowców, którzy już wcześniej przyznali rację Kopernikowi (m.in. Giordano Bruno). Co ciekawe, dzisiaj duchowni zastrzegają, że religia nie wyklucza się z nauką, a za przykład uczonego katolika podają właśnie Kopernika… I dodatek: (…) paradoksalnie, trudno znaleźć instytucję, która równie silnie hamowała rozwój nauki.  

Kościół w kontrze do nauki - bzdura!

Pewność autorki tekstu przypomina poczucie wyższości maturzysty nad gimnazjalistą, ponieważ tego starszego już w szkole zmuszono do wykucia wzoru na deltę, ten młodszy jeszcze o tajemniczej delcie nie słyszał.

Łatwo człowiekowi wykształconemu w XX w. stroszyć się w piórka intelektualisty i naśmiewać się z wątpliwości dawnej nauki. A jak przyłożymy do tego kalkę Kościoła-wstecznika to zabawa kręci się sama. Ale gdyby przyjąć stan uczciwie, wedle faktów, to teoria heliocentryczna została zaakceptowana w Kościele 11 września 1811 roku (choć niektórzy mówią, że zrobił to dopiero Jan Paweł II). Oczywiście to zdecydowanie późno. Lecz dla intelektualnej uczciwości warto zajrzeć do kalendarium, by dostrzec jeszcze dwa inne elementy: Robert Hooke, brytyjski naukowiec potwierdził na przełomie XVII/XVIII w. teorie kopernikańskie, w 1757 r., za zgodą Benedykta XIV, dopuszczono heliocentryczne materiały do użycia.

Tak jest! Świat naukowy również wahał się i nie potrafił udowodnić teorii Kopernika oraz intuicji Galileusza. Najpierw sam ich potępił (np. w osobie Kartezjusza!), a później musiał się długo przekonywać do ich racji. Gdy tezę udało się udowodnić – została zatwierdzona przez Kościół.

Takich nieuczciwości w świadomości zbiorowej funkcjonuje więcej. Dlatego w kontrze do tezy autorki, ośmielę się ustawić pięć przykładów na to, że religia jednak idzie z nauką w parze. I to całkiem równym krokiem.

Wielką Mgławicę Oriona odkrył nie kto inny, jak jezuita – Johann Baptist Cysat, a było to tylko jedno z kilku jego odkryć i tylko kropla w morzu tego, czego na polu astronomii dokonali jezuici w XVI i XVII w.

Kościół w kontrze do nauki - bzdura!

Wielki Wybuch w schemacie

A skoro już jesteśmy w sprawach kosmosu – Wielki Wybuch, który wielu współczesnych przeciwstawia katolickiemu kreacjonizmowi jest teorią z gruntu katolicką. Hipotezę tę jako pierwszy wyłożył belgijski astronom, który poza zaglądaniem w teleskop zerkał też w ludzkie dusze jako spowiednik, ponieważ był księdzem. Georges-Henri Lemaître mocno rozwinął teorie Einsteina.

Stworzył podstawy elektrochemii, zbudował pierwszą prądnicę, a jego nazwisko na szkolnych zajęciach z fizyki wzbudza postrach i kojarzy sie tylko z jednym – z klatką Faradaya. Michael Faraday odkrył zjawisko indukcji elektromagnetycznej, ale w wolnych chwilach stwierdzał: Chrystus jest mocą Bożą i mądrością Bożą. Religia chrześcijańska jest objawieniem i tym objawieniem jest Boże słowo.

W tekście na portalu natemat.pl sporo jest wyrażonych między wierszami podśmiechujek z katolików, którzy nie bardzo rozumieją biologię. Pierwszym nazwiskiem, które przyszło mi do głowy podczas tej lektury był o. Gregor Johann Mendel. Ojciec Gregor był opatem augustianów w Brnie w połowie XIX w. Badając groch, doszedł do wniosków na temat praw dziedziczenia cech. Jednak świat naukowy (!) dość długo nie doceniał jego odkryć. Gdy jednak przyjrzał im się dokładniej, dostrzegł coś, bez czego dzisiejsza nauka nie istnieje. Genetykę. Allele, gamety, genotypy – wszystko to, czym operuje współczesna medycyna, zostało zapoczątkowane przez augustiańskiego opata na Morawach.

I aby nie zatrzymywać się tylko na zapomnianych wiekach, warto wspomnieć jako piąty obrazek, członka Papieskiej Akademii Nauk (jest coś takiego!) i laureata Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, Charlesa Townesa. Profesor wykładał na najważniejszych technicznych uniwersytetach w USA i znany jest z tezy o pozornej sprzeczności religii z nauką.

Oczywiście, pięć jaskółek oświecenia nie czyni. Ale to tylko mały klucz katolickich odkrywców na niebie nauki. Warto o tym pamiętać, nim zarzuci się Kościołowi rolę wielkiego wstecznika.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >